Witam wszystkich!
Mam problem i chciałabym żebyście pomogli mi go rozwiązać.
Byłam w związku prawie 2,5 roku. Przez ten czas nie czułam się do końca szczęśliwa. Bardzo dużo cierpiałam. Zaczęło się od tego, że mój facet flirtował z innymi dziewczynami, jeździł co tydzień sam na imprezy,spotykaliśmy się tylko wtedy, kiedy on chciał-ja zawsze byłam do jego dyspozycji.Jego znajomi zazdrościli mu mnie.Mówili, że ma dobrze,bo tak naprawdę robi co chce, a ja się na to godzę. Po pewnym czasie dowiedziałam się o jego flirtach itd. Powiedziałam, że albo się dostosuje do moich zasad albo z nami koniec (wtedy byliśmy ze sobą ok. pół roku). Postanowiłam, że jeżeli chce być dalej ze mną nie będzie jeździł sam na imprezy, zacznie mi w końcu okazywać uczucia i jak się dowiem o kolejnym flircie, to nasz związek się zakończy. Powiedzmy, że w większym stopniu dostosował się do tych zasad, ale jednak ciągle było coś nie tak?Nie potrafiłam mu zaufać po tym wszystkim. Największym problemem było to, że on nie potrafił okazywać uczuć, a ja tak bardzo potrzebowałam żeby się mną zaopiekował, zrobił czasem jakąś miłą niespodziankę,COKOLWIEK. Chciałam po prostu czuć się kochana ! Na początku tłumiłam to w sobie, lecz w końcu nie dałam rady i wybuchnę łam-powiedziałam mu o wszystkim-co mnie boli, co chciałabym żeby w sobie zmienił. On wtedy obiecał mi, że to zrobi. Czekałam?Po pewnym czasie zrobił coś co strasznie mnie zabolało (nie będę pisać co, bo to nie istotne dla sprawy),wtedy powiedziałam, że jeżeli się nie zmieni, to zakończę ten związek, bo dłużej tego nie zniosę. Wtedy on mówił, że ma problemy, żebym zrozumiała?Rozumiałam?Dawałam mu kolejną szansę-za nic, z miłości. Dodam jeszcze, że wiele dla niego poświęciłam- straciłam kontakt ze swoimi znajomymi, bo chciałam spędzać z nim każda wolną chwilę, bardzo często bywało tak, że siedziałam cały dzień w domu czekając aż on znajdzie dla mnie czas. Poświęciłam też jakimś stopniu relacje z rodziną- zaczęłam się buntować w dużym stopniu pod jego wpływem. To takie najważniejsze poświęcenia. Po pewnym czasie zmieniłam się-stałam się opryskliwa, chamska. Broniłam się swoją postawą-myślałam, że jak będę taka, to już mnie więcej nie zrani?Niestety w środku ciągle byłam tak strasznie wrażliwa?Jemu nie podobało się moje zachowanie, dlatego postanowiłam, że będę taka jak dawniej z nadzieją, że on to doceni i również się zmieni. Niestety nie pomogło. Sytuacja powtarzała się często. Pewnego dnia pojechał z 2 kolegami (których głównym celem jest imprezowanie i zaliczanie panienek) w interesach, miał wrócić wieczorem. Koło godziny 22 zadzwonił i jakby nigy nic oznajmił , że zostaje tam na noc. Może dla wielu z Was wydawać się to całkiem normalne, ale u w naszym związku taka sytuacja była niedopuszczalna chociażby z racji tego, że mu nie ufam do końca i , że pojechał tam z takimi osobami. Strasznie się zdenerwowałam, powiedziałam mu, że jeżeli sytuacja się powtórzy, to z nami koniec. Tydzień później zrobił to samo. Mógł wrócić, ale tego nie zrobił ! Zerwałam z nim. Powiedziałam jednak, że jak zobaczę, że naprawdę się będzie starał to do niego wrócę. Zaznaczyłam jednak, że muszę być pewna, iż zasługuje na tę szansę. On ma teraz sporo problemów finansowych i rodzinnych, lecz zawsze się tymi problemami zasłaniał, kiedy ja płakałam, że jest mi źle, że chcę aby się zmienił. Dlatego też powiedziałam, że tym razem nie będę brała tych problemów pod uwagę. Nie jesteśmy ze sobą 10 dni, przez ten czas nie zrobił kompletni nic aby było dobrze. Ja do niego często piszę, płaczę, że nie mogę zrozumieć dlaczego się nie stara, skoro mówi, że nie widzi beze mnie świata i zrobi wszystko abym była szczęsliwa,a on oczywiście tłumaczy się tymi problemami. Pewnego dnia wytłumaczyłąm mu bardzo sensownie na przykładzie pieniędzy, że jeżeli chce, to potrafi się starać (pieniądze są według mnie jego priorytetem,on twierdzi, że to ja nim jestem), wtedy zrobiło mu się głupio i powiedział,że mam rację. W ciągu dnia, to ja najczęściej się odzywam,on narzeka, że ?truje? , zobiecuje, że wieczorem się spotkamy, lecz zazwyczaj ma inne ważne sprawy, lub jeżeli się spotkamy, to nie robi właściwie nic, aby polepszyć naszą sytuację. No przepraszam-w sobotę byliśmy w kinie?Chciał coś zaplanować na jutro, ale prawdopodobnie wybierze interesy. Naprawdę staram się zauważyć coś, co mogłabym nazwać ?staraniem? i jedyną taką rzeczą są miłe sms-y na dobranoc, ale to też nie zawszę. Wiem, że mu zależy i jakby nie to, że nie okazuje uczuć i pieniądze są dla niego najważniejsze, to byłoby wszystko dobrze ! Ja tylko chcę czuć się kochana, najważniejsza !. On twierdzi, że przesadzam, że on ma też inne problemy i chciałby się skupić tylko na mnie, ale nie może. Ja jednak nie chce oceniać jego starań przez pryzmat jego innym problemów tak, jak to bywało zawsze.
Powiedźcie co mam zrobić? Czy zgadzacie się z tym, że przesadzam? Proszę Was o rady bo kompletnie nie wiem co mam robić, a jedt to dla mnie bardzo ważne.
Z góry dziękuję osobą, które to przeczytały i pomogą mi w podjęciu decyzji.
Pozdrawiam A.