Cześć,
to chyba najbardziej oklepany temat ze wszystkich, ale mam dość dziwne relacje z moim wykładowcą. W zasadzie to byłym wykładowcą, bo już skończyłam studia. Wcześniej mnie uczył i był moim promotorem. Teraz jesteśmy "kolegami" z jednej katedry. Nie bardzo wiem co się dzieje, co czuję, czy może sobie coś uroiłam. Lubię go i jak z nim rozmawiam to czasami wydaje mi się, że dokładnie tak samo w danej chwili myślmy. On też to zauważył i sam ostatnio powiedział, że wyprzedzam jego myśli. W zasadzie to chyba każdy już to zauważył, bo to naprawdę czasami dziwnie wygląda. Gdyby to nie było takie krępujące, uznałabym że to dość zabawne. Poza tym nie umiem się odnaleźć w nowej sytuacji. Wcześniej było tak formalnie, teraz mówimy sobie po imieniu itp. Zawsze był - i nadal jest - dla mnie bardzo miły, serdeczny. Tylko mnie było lepiej jak wszystko było po staremu, miło i formalnie. Boję się, że mogę się zauroczyć (o ile już tak się nie stało), a to nie ma sensu, bo on ma żonę a ja aktualnie nie chciałabym się w nikim zakochać. Jako mężczyzna zupełnie mi się nie podoba. Lubię to, że jest inteligentny i ma ogromną wiedzę. Bardzo go szanuję, a nawet czasami - jak jeszcze byłam studentką - trochę się go bałam. Nie wiem co mam zrobić, co się dzieje. Czy to jakieś zauroczenie? Czy może uczucia takie jak do ojca? Sama nie wiem. Wolałabym uniknąć tragedii, ostatnio miałam ciężki okres i zastanawiam się czy powinnam unikać go tak na wszelki wypadek, czy może zostawić wszystko tak jak jest i zobaczyć co będzie dalej.