Terapia małżeńska to według niektórych ostateczność. Częste bywają opinie że terapia nie ma sensu, że nic nie wnosi, ze terapeuci sami popychają parę do rozwodu. Z drugiej strony zapewne są osoby/ związki którym terapia pomogła przetrwać kryzys, przeformułować życiowe priorytety, zmienić siebie i umocnić związek. Być może niektórym terapia pomogła podjąć słuszną decyzję o koniecznym rozwodzie i zakończyć z klasą nieudany związek. Czy ktoś z was korzystał z takiej terapii? Orientuję się mniej więcej jak wygląda to formalnie, chciałabym się od was dowiedzieć, jakie są wasze subiektywne odczucia. Podzielmy się ze sobą doświadczeniami. Będę wdzięczna za każdą historię.
Terapia a terapia - to ogromna róznica... Wszystko zalezy od wiedzy, przygotowania, predyspozycji i ...mądrości osób to prowadzących. Zalezy również od intencji pary podejmującej sie takiej terapii. Zależy od zaawansowania negatywnych emocji w związku, od niechęci do siebie, od oczekiwań pokładanych w terapii. A nade wszystko zależy od osobowości, otwartości na rozmowę osób w takim rozpadającym sie związku. W świetle powyższego trudno tu uogólniać i podawać przykłady na "tak" czy na "nie". Każdy przypadek jest inny i kazdy związek moze inną drogę obrać będąc nawet u tego samego terapeuty...
3 2015-01-01 17:30:24 Ostatnio edytowany przez Purple_Rain (2015-01-01 17:30:51)
Zgadza się, jestem tego świadoma. Dlatego uważam, ze najlepsze wnioski można wyciągnąć z konkretnych przykładów i historii osób które takiej terapii się poddały. Teorię i podstawy znam, interesuje mnie strona praktyczna. Czy miałeś okazję korzystać z terapii małżeńskiej?
Zgadza się, jestem tego świadoma. Dlatego uważam, ze najlepsze wnioski można wyciągnąć z konkretnych przykładów i historii osób które takiej terapii się poddały. Teorię i podstawy znam, interesuje mnie strona praktyczna. Czy miałeś okazję korzystać z terapii małżeńskiej?
Miałem, chwilową z tym przygodę... Ale było to pozbawione sensu: raz z przyczyn, iz partnerka nie wykazywała chęci na jakieś zmiany czy dialog, dwa - nie widziałem sensu w kontynuacji i spotykaniu sie z partnerką tylko na terapiach mając świadomość, że potem i tak robi rzeczy kwestionujące związek (po ch..ja wydawać tylko kasę i sie łudzić?), trzy z równym powodzeniem można było posadzić dwa manekiny obok "nas" - efekt byłby ten sam...
Jak widzisz nie jestem tu nazbyt odpowiednią osoba do wyczerpujacych informacji. Ale poczekaj - pojawią się obeznane z tematem...
To może ja dorzucę coś ze swojego doświadczenia ![]()
Gdy ja i mój maż trafiliśmy na terapię dla par mieliśmy rozbieżne intencje.
Ja chciałam spokojnie zakończyć nasze małżeństwo a mój mąż chciał spróbować uratować je.
Psychoterapeutki szybko zorientowały się w sytuacji i odkryły konflikt interesów.
Wtedy wspólnie uzgodniliśmy, że one pomogą nam "dojechać" do miejsca, w którym podjęta zostanie przez nas decyzja, czy zostajemy razem, czy się rozstajemy.
Ja i mąż jesteśmy w trakcie terapii. Byliśmy jak dotąd na trzech spotkaniach. Nie jestem przekonana czy terapia pomaga uratować związek, bo po każdej sesji mam takie odczucia, że nie pasujemy do siebie z mężem i że nasze małżeństwo nie ma sensu (terapeuta wcale nie odwodzi mnie od takich wniosków, ale sam w żaden sposób nie wyraża swojej opinii). Duży plus jest jednak taki, że teraz lepiej rozumiem męża i przede wszystkim lepiej rozumiem siebie. Nie wiem czy na końcu drogi będziemy razem, ale rozumiejąc pewne związki przyczynowo-skutkowe czuję się pewniej, czuję jakbym miała większą kontrolę nad swoim życiem.
Aeryn ja również mam podobnie - szczególnie po ostatnich dwóch wizytach - mam wrażenie, że nie wiem po co jestem z moim M. aczkolwiek mam szansę "wypłakać" się i chyba w jakiś sposób to pomaga. W naszym przypadku na początku pani psycholog była tak jakby "lekko nastawiona na naszą syt." jeżeli tak mogę to określić. Teraz, gdy jednak okazało się, że tak łatwo nie będzie, że mam wieeelkie wątpliwości co do dalszego życia razem, jakby "spięła pośladki" i inaczej do tego już podchodzi. Zaczęła się bardziej przykładać, żeby nie pierdzielić samych frazesów, bo teorie miłości Sternberga sama sobie przestudiowałam itp.
Wie, że się motam , chcę i nie chcę , więc próbuje nakierować mnie na jedną ze ścieżek, pokazując dwie opcje, dając wybór jednej z nich. Jaka ona będzie - jeszcze do końca nie wiem. Ale jak się dowiem, to wówczas pójdzie już gładko. ![]()
Ogólnie terapia jest jak najbardziej ok. I pomaga, chociażby po to, żeby w pełni świadomym, bez działania pod wpływem rozszalałych emocji - podjąć decyzję o NAS.
8 2015-01-02 11:45:56 Ostatnio edytowany przez Sponi (2015-01-02 11:50:44)
Próbowałam w ten sposób ratować hm... związek. Myślę, że poszłam tam, by potwierdzić jedynie to, co miałam w głowie. Czego była pewna, ale mogłam byc w błędzie.
Stawiana przez byłego w roli winowajcy od początku. To aż tak bardzo mnie nie bolało. Bo z pewnością popełniałam mnóstwo błędów. Rozmowy a raczej mój monolog sprawił, że wiedziałam juz wszystko: my do siebie nie pasujemy. Liczyłam na to, że on to dostrzeże. Na nic. Jesli ktoś uważa, że jest pępkiem świata i patrzy z wyższością, nie dostrzeże tych, co niżej...
Próbuj. Terapia - dla mnie ta wyfłechtana forma pomocy w scalaniu związkow, może uświadomic nam na czym stoimy. A może obok kogo...
Dziękuję Wam za szczerość i za to, że zechcieliście się podzielić swoimi spostrzeżeniami i odczuciami. Wasze wypowiedzi są dla mnie cenne z tego względu, ze prawdziwie pokazują sens/ cel terapii i pozwalają mi skonfrontować moje wyobrażenia na temat tego procesu. Sądzę, że mogą tez otworzyć oczy wielu osobom , które czytają a nie koniecznie udzielają się na forum ( jak ja kiedyś), na to co naprawdę się dzieje za drzwiami gabinetu psychoterapeuty.
Zastanawia mnie jeszcze jedna kwestia. Nie obstaję na siłę przy trwaniu w "złym" związku, chociaż postaram się racjonalnie zrobić wszystko co w mojej mocy aby naprawić moją część udziału. Tak jak się spodziewałam terapia przede wszystkim wyczula na słuchanie siebie, czasem to pewnie pierwsza okazja kiedy możemy usłyszeć od siebie o własnych potrzebach, lękach, oczekiwaniach, nieuświadomionych traumach.
Wiem że moje małżeńskie problemy w prostej linii wynikają z dzieciństwa mojego partnera i mojego. Swojej traumy jestem świadoma od wielu lat i przez kilka lat pracowałam samodzielnie nad zrozumieniem i zmniejszeniem jej skutków. Pracowałam nad sobą ( co nie oznacza że nie mam już nic do roboty
.
Mój mąż mimo 30 lat, żyje w zaprzeczeniu. Z rodzicami, którzy zafundowali mu emocjonalne piekło, utrzymuje poprawne stosunki, ostatnio coraz bardziej zażyłe ( codzienne godzinne telefony, rozmowy o sprawach bieżących ). Nigdy się z nimi w tym temacie nie konfrontował, nigdy o tym nie rozmawiali i nie będą. U nich w domu nie rozmawia się o emocjach ! Każdy żyje obok siebie i musi sobie radzić, jeśli jest słaby ginie. ( On był najsłabszym ogniwem w rodzinie, przeżył największą traumę). Bez emocji, bez czułości, bez rozmów o uczuciach. Problemy zamiata się pod dywan i udaje ze jeśli się o nich nie mówi, to znikną. Ocknęłam się kiedy uświadomiłam sobie, ze nasze życie wygląda tak jak życie jego rodziców. Wolę odejść z nienarodzonym jeszcze dzieckiem niż tak żyć.
Mam do Was pytanie, czy jest szansa że na terapii małżeńskiej mąż będzie mógł przepracować te problemy, które są tłem naszego małżeństwa ? czy raczej terapeutki skupiają się jedynie na relacjach małżonków, a przeszłości tak odległej i trudnej się nie tyka?
Intuicyjnie czuję, ze wiem o co u nas chodzi. Wiem, też, ze jeśli On nie porozmawia z tym małym skrzywdzonym chłopcem w sobie i nie stanie w końcu jego obronie, ja będę musiała odejść.
10 2015-01-02 13:23:23 Ostatnio edytowany przez Sponi (2015-01-02 13:23:58)
Intuicyjnie czuję, ze wiem o co u nas chodzi. Wiem, też, ze jeśli On nie porozmawia z tym małym skrzywdzonym chłopcem w sobie i nie stanie w końcu jego obronie, ja będę musiała odejść.
Terapia nad samym sobą... Dokladnie to. Bo zawsze zaczyna sie od siebie. A potem reszta sie zacznie układać. Niekoniecznie oznacza to bycie razem.
Jesli siedza w nim demony z przeszłości, one go prędzej czy poźniej dopadną. Może pora najwyższa stawic im czoło.
Wiem, że zabrzmi to irracjonalnie. I egoistycznie. Długo mi zajęło by dotrzeć do puktu, w którym stwierdzilam, że muszę "sie ratować"... Dla mnie najpierw. Potem by Dzieci moje miały Mamę. A ja... siebie.
I niestety proces trwa...
Mam do Was pytanie, czy jest szansa że na terapii małżeńskiej mąż będzie mógł przepracować te problemy, które są tłem naszego małżeństwa ? czy raczej terapeutki skupiają się jedynie na relacjach małżonków, a przeszłości tak odległej i trudnej się nie tyka?
Myślę, że terapia małżeńska może pomóc Twojemu mężowi ZAUWAŻYĆ problem. Zajmowanie się takimi problemami to raczej element terapii indywidualnej, natomiast żeby rozpocząć taką terapię Twój mąż musi na początek przyznać się do problemu i chcieć nad nim pracować. Mój mąż też ma swoje demony przeszłości, i podobnie jak Twój myślał, że sobie z nimi poradził aż do momentu, gdy terapeuta na terapii małżeńskiej pokazał mu jasno - krok po kroku - jak jego przeszłość jest czynnikiem zapalnym niektórych naszych problemów. Nic nie jest zbyt odległe w czasie by nie móc o tym porozmawiać.
Wiem, że zabrzmi to irracjonalnie. I egoistycznie. Długo mi zajęło by dotrzeć do puktu, w którym stwierdzilam, że muszę "sie ratować"... Dla mnie najpierw. Potem by Dzieci moje miały Mamę. A ja... siebie.
I niestety proces trwa...
Sponiewierana, to wcale nie brzmi ani nieracjonalnie ani egoistycznie. Mnie tez sporo czasu zajęło stwierdzenie, że nie zasługuję na takie traktowanie. Godziłam się na to bo byliśmy sami, jakoś mogłam to znieść. Jednak kroplą która przelała czarę, była awantura, ordynarne wyzwiska i popychanie mnie w 3 miesiącu ciąży ( wystaranej, wyczekanej przez nas oboje ). Dotarło do mnie, ze to jest ostatni moment żeby wiać...dla dobra dziecka.
Terapia małżeńska się przydaje jak dwie osoby chcą coś zmienić w relacji.
I zbudować związek.
Bo często już związku nie ma a jest relacja małżeńska.
Ja byłam z ex na kościelnych "Spotkaniach małżeńskich", i wiem ze gdybym na nie trafiła parę lat temu to byśmy oboje nauczyli się dialogu i byśmy może wytrwali dłużej. Spotkania takie organizowane są w różnych miastach w Polsce. Są tez dla powtórnych związków po rozwodzie.
Najbardziej mi się podobał komentarz jednej dziewczyny ...jestem tu bo poprzedni związek zjebaliśmy razem teraz za w czasu chce o ten co mam zadbać...
Chyba ten komentarz wiele mówi.
My kobiety co innego mówimy co innego byśmy chciały. Faceci też się chowają w swoje skorupy.
Albo si nauczycie dialogu albo po ptakach.
Dialog to podstawa.
Sponiewierana napisał/a:Wiem, że zabrzmi to irracjonalnie. I egoistycznie. Długo mi zajęło by dotrzeć do puktu, w którym stwierdzilam, że muszę "sie ratować"... Dla mnie najpierw. Potem by Dzieci moje miały Mamę. A ja... siebie.
I niestety proces trwa...Sponiewierana, to wcale nie brzmi ani nieracjonalnie ani egoistycznie. Mnie tez sporo czasu zajęło stwierdzenie, że nie zasługuję na takie traktowanie. Godziłam się na to bo byliśmy sami, jakoś mogłam to znieść. Jednak kroplą która przelała czarę, była awantura, ordynarne wyzwiska i popychanie mnie w 3 miesiącu ciąży ( wystaranej, wyczekanej przez nas oboje ). Dotarło do mnie, ze to jest ostatni moment żeby wiać...dla dobra dziecka.
Jesteś mądrą Kobietą. Ja takich sytuacji (niekoniecznie przemocowych fizycznie) miałam od samego początku...
Zatrzymał się w srodku miasta i kazał wypier...ać. W bardzo zaawansowanej ciąży byłam....
Wiem, że słowa ranią. Czy są bardziej zabójcze niż uzycie siły fizycznej? Tu chyba nie chodzi o targowanie się...
Z takich ran ucieka życie. Nie sączy sie z nich krew...
Myślę, że terapia małżeńska może pomóc Twojemu mężowi ZAUWAŻYĆ problem. Zajmowanie się takimi problemami to raczej element terapii indywidualnej, natomiast żeby rozpocząć taką terapię Twój mąż musi na początek przyznać się do problemu i chcieć nad nim pracować. Mój mąż też ma swoje demony przeszłości, i podobnie jak Twój myślał, że sobie z nimi poradził aż do momentu, gdy terapeuta na terapii małżeńskiej pokazał mu jasno - krok po kroku - jak jego przeszłość jest czynnikiem zapalnym niektórych naszych problemów. Nic nie jest zbyt odległe w czasie by nie móc o tym porozmawiać.
Dziękuję Ci Aeryn za tę myśl. Mój mąż wie że ma problem, ale nigdy głośno się do niego nie przyznał. Czuję że bardzo unika terapii indywidualnej ( temat się przewinął kiedyś kilka razy), teraz postawiony pod murem, zasłania się chęcią pójścia na wspólną terapię . Oczywiście pójdę, chciałam tylko wiedzieć czy jest minimalna szansa, że ktoś może mu zwrócić uwagę na to, czego tak bardzo nie chce widzieć. Dziękuję.
Może jest to dobre miejsce aby się podzielić namiarami do dobrych psychoterapeutów, jak sądzicie?
Mój mąż wie że ma problem, ale nigdy głośno się do niego nie przyznał. Czuję że bardzo unika terapii indywidualnej ( temat się przewinął kiedyś kilka razy), teraz postawiony pod murem, zasłania się chęcią pójścia na wspólną terapię . Oczywiście pójdę, chciałam tylko wiedzieć czy jest minimalna szansa, że ktoś może mu zwrócić uwagę na to, czego tak bardzo nie chce widzieć. Dziękuję.
Może jest to dobre miejsce aby się podzielić namiarami do dobrych psychoterapeutów, jak sądzicie?
Zdaje się, że TO niewykonalne... bo tu się nie uprawia kryptoreklamy ![]()
A INTENCJE przyświecające tej niby-małżeńskiej terapii mnie nie przekonują, sorry.
Ja takich sytuacji (niekoniecznie przemocowych fizycznie) miałam od samego początku...
Zatrzymał się w srodku miasta i kazał wypier...ać. W bardzo zaawansowanej ciąży byłam....
Wiem, że słowa ranią. Czy są bardziej zabójcze niż uzycie siły fizycznej? Tu chyba nie chodzi o targowanie się...Z takich ran ucieka życie. Nie sączy sie z nich krew...
To prawda. Przemoc psychiczna moim zdaniem boli bardziej, bo jej nie widać, a zabiera zdrowie i życie po małym kawałku. Mój mąż nigdy mnie nie uderzył, sukcesywnie jednak latami zabijał po kawałeczku moją samodzielność i asertywność, aż z jego ratowniczki ( typowe prawda ? ) zamieniłam się w jego ofiarę. Jednak kiedy do cichych dni, wyzwisk i nagłych humorów dołączyło przepychanie w ciąży ! wiedziałam już ze to równia pochyła. Przemoc eskaluje, nie ma się co oszukiwać.
Kiedyś nie rozumiałam dlaczego w niektórych parach jedna strona kwitnie, rozwija się, promieniuje entuzjazmem, energią i wewnętrznym blaskiem, od drugiej zaś wieje smutkiem, chłodem i mrokiem. Dopiero niedawno wpadłam na to że to typowy obrazek emocjonalnego wampira i jego ofiary. Kiedyś sobie myślałam: Taki świetny, przystojny, uprzejmy, zaradny facet i ona taka ofiara, zaniedbana i ciągle niezadowolona, taka mysza, jak ona może go tak traktować ( to tylko przykład który spokojnie można tez odnieść do sytuacji mężczyzny)...i wiecie co jakiś czas temu niezależnie od siebie dwie koleżanki słysząc o naszych perypetiach stwierdziły : wiesz on zawsze był taki czuły wobec Ciebie, taki uprzejmy i miły, tak pieszczotliwie się do Ciebie zwracał ( przy ludziach), a Ty byłaś jakaś nieobecna, smutna, nieprzyjemna dla niego ! BINGO !
Widzicie jak bardzo nasze oceny innych są ułomne i niesprawiedliwe.
Przepraszam za off topa.
uważasz, że terapia jest potrzebna, to skorzystaj z niej
doświadczenia innych nie są twoimi,
jest jedna ważna zasada - dobrowolność
trzeba chcieć skorzystać z terapii i to dotyczy męża i żony
Mnie nie zabił.... jeszcze oddycham. Choć czasem odnosze wrażenie, że charczę...
... a Ty byłaś jakaś nieobecna, smutna, nieprzyjemna dla niego ! BINGO !
Widzicie jak bardzo nasze oceny innych są ułomne i niesprawiedliwe.
OCENY ułomne?
A sygnały wysyłane otoczeniu?
SORRY - każdy SAM wybiera jak się prezentuje, że się tak wyrażę... Jeżeli się żyje w fałszu, obłudzie i zakłamaniu... to jak, na boga, OWE oceny mają nie być ułomne i niesprawiedliwe?
21 2015-01-02 18:14:17 Ostatnio edytowany przez Purple_Rain (2015-01-02 18:18:06)
Purple_Rain napisał/a:... a Ty byłaś jakaś nieobecna, smutna, nieprzyjemna dla niego ! BINGO !
Widzicie jak bardzo nasze oceny innych są ułomne i niesprawiedliwe.
OCENY ułomne?
A sygnały wysyłane otoczeniu?
SORRY - każdy SAM wybiera jak się prezentuje, że się tak wyrażę... Jeżeli się żyje w fałszu, obłudzie i zakłamaniu... to jak, na boga, OWE oceny mają nie być ułomne i niesprawiedliwe?
Nie chodzi o mnie, zwykła refleksja jak bardzo czasem się mylimy. Nie jest to nic niezwykłego biorąc pod uwagę towarzyszące nam na co dzień złudzenia percepcyjne. Chyba nie sądzisz Droga Anhedonio, że wszystko co każdego dnia dostrzegasz i co Tobie wydaje się prawdziwe jest faktycznie zgodne z prawdą
.
Co do wyboru autoprezentacji, proponuję abyś zrobiła pewien eksperyment. Nagraj kilka codziennych życiowych sytuacji w których bierzesz udział, a potem skonfrontuj to z tym jak widzisz siebie. Możemy się założyć, że będziesz zdziwiona jak widzą Cię inni, jak Ty siebie spostrzegasz, a jak wygląda to kiedy oglądasz siebie z boku. Kategoryczne sądy i czarno- białe myślenie, w żadnej sprawie mnie nie przekonują.
Mnie nie zabił.... jeszcze oddycham. Choć czasem odnosze wrażenie, że charczę...
Oddychasz, więc ciągle jest nadzieja.
uważasz, że terapia jest potrzebna, to skorzystaj z niej
doświadczenia innych nie są twoimi,
jest jedna ważna zasada - dobrowolność
trzeba chcieć skorzystać z terapii i to dotyczy męża i żony
Podziel się z nami swoimi doświadczeniami z terapii. To wątek dla osób które się jej podjęły bądź zamierzają podjąć.
24 2015-01-02 18:29:44 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2015-01-02 18:32:39)
Nie chodzi o mnie, zwykła refleksja jak bardzo czasem się mylimy. Nie jest to nic niezwykłego biorąc pod uwagę towarzyszące nam na co dzień złudzenia percepcyjne. Chyba nie sądzisz Droga Anhedonio, że wszystko co każdego dnia dostrzegasz i co Tobie wydaje się prawdziwe jest faktycznie zgodne z prawdą
.
Owszem.
Mam w sobie dużą dozę nieufności ![]()
Mało tego - też przerabiałam życie "dla pozorów"... bo co ludzie powiedzą?
Ale od dłuższego czasu mnie TO nie bawi.
Co do wyboru autoprezentacji, proponuję abyś zrobiła pewien eksperyment. Nagraj kilka codziennych życiowych sytuacji w których bierzesz udział, a potem skonfrontuj to z tym jak widzisz siebie. Możemy się założyć, że będziesz zdziwiona jak widzą Cię inni, jak Ty siebie spostrzegasz, a jak wygląda to kiedy oglądasz siebie z boku. Kategoryczne sądy i czarno- białe myślenie, w żadnej sprawie mnie nie przekonują.
A to już WYŁĄCZNIE Twoja sprawa ![]()
Bo Ty to TY, a ja to ja.
Tak: "pięknie się od siebie różnimy". Niemniej mnie nie przekonuje poszukiwanie skomplikowanych treści w pozorach, ani osławione "owijanie g... w złoty papierek". Wytłumaczenie jest proste. Osoby o cechach autystycznych nie poszukują niuansów - poszukują danych WPROST. Albo coś jest dobre albo złe, albo białe albo czarne... nie trochę białe i nie trochę dobre. Nie "To TYLKO flirt, bo to NIE zdrada" (komu zdrada, komu nie - to już kwestia "gustu")
Ja tak widzę. Ty po swojemu. Dla nas obu jest miejsce w tym pięknym świecie.
Ps. na terapii się nauczyłam, że mam prawo TAKIE a nie inne swe odczucia wyrażać
nie muszę nikogo zadowalać, udając, że jest inaczej niż jest ![]()
Owszem.
Mam w sobie dużą dozę nieufności
Mało tego - też przerabiałam życie "dla pozorów"... bo co ludzie powiedzą?
Ale od dłuższego czasu mnie TO nie bawi.Bo Ty to TY, a ja to ja.
Tak: "pięknie się od siebie różnimy". Niemniej mnie nie przekonuje poszukiwanie skomplikowanych treści w pozorach, ani osławione "owijanie g... w złoty papierek". Wytłumaczenie jest proste. Osoby o cechach autystycznych nie poszukują niuansów - poszukują danych WPROST. Albo coś jest dobre albo złe, albo białe albo czarne... nie trochę białe i nie trochę dobre. Nie "To TYLKO flirt, bo to NIE zdrada" (komu zdrada, komu nie - to już kwestia "gustu")
Ja tak widzę. Ty po swojemu. Dla nas obu jest miejsce w tym pięknym świecie.Ps. na terapii się nauczyłam, że mam prawo TAKIE a nie inne swe odczucia wyrażać
nie muszę nikogo zadowalać, udając, że jest inaczej niż jest
Anhedonio, nigdy, podkreślam NIGDY nie przerabiałam życia dla pozorów. Akurat to co ludzie powiedzą i jak mnie ocenią zawsze miałam w głębokim poważaniu. Brzydziło mnie kiedy słuchałam jako dziecko awantur sąsiadów a w niedziele widziałam jak wystrojeni idą za rączkę do kościółka.
Gdybym chciała grac w pozory ćwierkałabym tak samo słodko jak on tylko przy ludziach...Wnioski z zewnętrznych obserwacji zapewne byłyby wówczas inne ![]()
Trochę popłynęłaś w dalszej części
ale fakt, dla każdego na tym świecie znajdzie się miejsce, cenię każdy punkt widzenia, choć nie muszę się z nim zgadzać.
Tylko o co cho
z tą zdradą ? U nas zdrady nie było...osobiście uważam też że flirt to zdrada- emocjonalna, paskudna zresztą...
Purple_rain, napiszę Ci o swoich doświadczeniach w ratowaniu mojego małżeństwa.
Razem byliśmy 10 lat, po 8 latach, kiedy przyszedł kryzys, po moich namowach, mąż zgodził się na wspólną terapię. Poszliśmy do pani psycholog, do której ja wcześniej chodziłam indywidualnie. Mąż chciał jeszcze spróbować ratować związek, ale nie wierzył już w to, że może się udać. Ja wierzyłam i to ja byłam siłą napędową tego związku, można powiedzieć, że to ja ciągnęłam ten związek za uszy?
Terapia nie pomogła nam uratować związku. Mieliśmy inne poglądy na życie, inny temperament. Ja chciałam dziecko mój mąż nie chciał o tym słyszeć. Ja uwielbiam wychodzić, podróżować, on był domatorem. Kochałam go bardzo i - gdy trafiłam na terapię z nim - nie wyobrażałam sobie życia bez niego. A podczas terapii uzmysłowiłam sobie wiele rzeczy - że i ja, i on, jesteśmy wartościowymi ludźmi. Że to dobry człowiek, że nie robi mi na złość tylko po prostu mamy inne spojrzenie na pewne sprawy. Że lepiej nam będzie osobno, jak przestaniemy ze sobą walczyć i się niszczyć. Że możemy sobie ułożyć życie osobno i być osobno szczęśliwi.
Rozstaliśmy się w zgodzie. Doszliśmy do miejsca, w którym powiedzieliśmy sobie, że już dalej nie idziemy razem, że tutaj się rozstajemy. Po rozprawie poszliśmy na obiad. Do tej pory utrzymujemy kontakt, bo łączył nas jeszcze wspólny kredyt, ale teraz już wszystko zamknęliśmy i nasze drogi rozejdą się całkiem. I ja, i on, mamy nowe związki. Pomimo tego ten mężczyzna, z którym spędziłam 10 lat do końca życia będzie dla mnie w jakiś sposób ważny. Pomimo złych chwil to z nim wiele rzeczy zrobiłam pierwszy raz, z nim dorastałam, odkrywałam nowe rzeczy. Nie jestem już tą kobietą, którą poznał jak miała lat 20. Mam lat 35 i wiele przeżyłam. I bardzo, ale to bardzo się cieszę, że podjęliśmy terapię. Dzięki temu mogę sobie spojrzeć w lustrze w twarz i powiedzieć, że zrobiłam wszystko żeby uratować to małżeństwo.
Warto.
magnifique, serdecznie dziękuję Ci za wypowiedź. Rozstanie z klasą, bez niepotrzebnej szarpaniny, z zachowaniem szacunku do partnera i własnej godności osobistej to mam wrażenie rzadkość. Podziwiam Cię za tę decyzję i dojrzałość, która przebija z Twojego posta.
magnifique, serdecznie dziękuję Ci za wypowiedź. Rozstanie z klasą, bez niepotrzebnej szarpaniny, z zachowaniem szacunku do partnera i własnej godności osobistej to mam wrażenie rzadkość. Podziwiam Cię za tę decyzję i dojrzałość, która przebija z Twojego posta.
Dziękuję.
W dzisiejszych, szalonych czasach, też mam wrażenie, że to rzadkość. Tym bardziej cieszę się, że zdecydowaliśmy się na terapię. Wierz mi - wiele razy zastanawiałam się później nad moim małżeństwem. I niewielu rzeczy w życiu jestem tak pewna jak tego, że terapia była najlepszą decyzją. Ja naprawdę mam teraz spokój w duszy, że zrobiliśmy wszystko. Takiego spokoju ducha życzę wszystkim.
29 2015-01-03 00:08:23 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-01-03 00:10:41)
in_ka napisał/a:uważasz, że terapia jest potrzebna, to skorzystaj z niej
doświadczenia innych nie są twoimi,
jest jedna ważna zasada - dobrowolność
trzeba chcieć skorzystać z terapii i to dotyczy męża i żonyPodziel się z nami swoimi doświadczeniami z terapii. To wątek dla osób które się jej podjęły bądź zamierzają podjąć.
nie można mówić o terapii w oderwaniu od konkretnej sytuacji - tak, do tego podeszłam
bo, to jest taka rozmowa, jak ... powiedzcie czy iść do lekarza czy nie - pomoże mi, czy nie pomoże
jeżeli jedna strona oczekuje, że terapeuta osądzi to błąd, że wskaże kto jest winny, również błąd
nie można mówić o terapii w oderwaniu od konkretnej sytuacji - tak, do tego podeszłam
bo, to jest taka rozmowa, jak ... powiedzcie czy iść do lekarza czy nie - pomoże mi, czy nie pomożejeżeli jedna strona oczekuje, że terapeuta osądzi to błąd, że wskaże kto jest winny, również błąd
Inko Droga, przeczytaj proszę uważnie wątek od początku i wypowiedzi forumowiczów, również moje. W żadnym momencie nie pojawia się pytanie iść czy nie iść na terapię. Decyzja jest podjęta. Sprawa jest dużo bardziej skomplikowana i nasze dylematy rozgrywane są w tym momencie na zupełnie innym poziomie. Opisz jakie są Twoje wrażenia z terapii.
Dziękuję.
W dzisiejszych, szalonych czasach, też mam wrażenie, że to rzadkość. Tym bardziej cieszę się, że zdecydowaliśmy się na terapię. Wierz mi - wiele razy zastanawiałam się później nad moim małżeństwem. I niewielu rzeczy w życiu jestem tak pewna jak tego, że terapia była najlepszą decyzją. Ja naprawdę mam teraz spokój w duszy, że zrobiliśmy wszystko. Takiego spokoju ducha życzę wszystkim.
Wierzę. Ostatnio coraz bardziej skłaniam się do myśli, że nie chcę, nie mogę z nim być. Z drugiej strony nie wyobrażam sobie przepychanki na złych emocjach przez resztę życia. Jeśli finalnie dojdzie do naszego rozstania to postaram się zrobić wszystko, aby rozstać się z godnością i na poziomie. Jest też dziecko to kolejna motywacja, aby nasze stosunki ułożyć poprawnie. Ty jesteś najlepszym przykładem tego, ze po rozwodzie normalne, przyjazne kontakty z ex mężem są możliwe. Zgadzam się z Tobą, spokój ducha i pewność że zrobiło się wszystko, jest bezcenny.
Inko Droga, przeczytaj proszę uważnie wątek od początku i wypowiedzi forumowiczów, również moje. W żadnym momencie nie pojawia się pytanie iść czy nie iść na terapię. Decyzja jest podjęta. Sprawa jest dużo bardziej skomplikowana i nasze dylematy rozgrywane są w tym momencie na zupełnie innym poziomie. Opisz jakie są Twoje wrażenia z terapii.
owszem przeczytałam,
jeżeli decyzja podjęta, nie ma o czym dla mnie rozmawiać ...o terapii
a jeżeli rozmowa ma dotyczyć twojego związku, to rozmawiaj
owszem przeczytałam,
jeżeli decyzja podjęta, nie ma o czym dla mnie rozmawiać ...o terapii
a jeżeli rozmowa ma dotyczyć twojego związku, to rozmawiaj
Inko nie ma obowiązku brania udziału w dyskusji. Swoimi wpisami odbiegasz od tematu. Podzielisz się z nami swoimi wrażeniami z terapii ?
...Trochę popłynęłaś w dalszej części
ale fakt, dla każdego na tym świecie znajdzie się miejsce, cenię każdy punkt widzenia, choć nie muszę się z nim zgadzać.
Tylko o co cho
z tą zdradą ? U nas zdrady nie było...
To był przykład.
Czytając inne twoje posty jestem przekonana, iż LEPIEJ byś się ratowała niż katowała... ale przesłanki, które Was oboje kierują na tę terapię pt. "Ja Ci pokarzę" są funta kłaków warte.
http://www.netkobiety.pl/viewtopic.php?pid=2288410#p2288410
WSPÓŁCZUJĘ... ale nie mam pojęcia CO MA BYĆ celem tej Waszej terapii?
Naprawa czy udowodnienie drugiej stronie, że NIC nie jest warta?
in_ka napisał/a:owszem przeczytałam,
jeżeli decyzja podjęta, nie ma o czym dla mnie rozmawiać ...o terapii
a jeżeli rozmowa ma dotyczyć twojego związku, to rozmawiajInko nie ma obowiązku brania udziału w dyskusji. Swoimi wpisami odbiegasz od tematu. Podzielisz się z nami swoimi wrażeniami z terapii ?
oczywiście, że nie ma
na pożegnanie, w czasie terapii szukasz SAMA odpowiedzi na pytania na bazie tego, co wiesz
a pytań zadajesz mnóstwo ( w oparciu o twój post ) i są to pytania dla CIEBIE
powodzenia
36 2015-01-04 23:08:54 Ostatnio edytowany przez Purple_Rain (2015-01-04 23:11:58)
To był przykład.
Czytając inne twoje posty jestem przekonana, iż LEPIEJ byś się ratowała niż katowała... ale przesłanki, które Was oboje kierują na tę terapię pt. "Ja Ci pokarzę" są funta kłaków warte.
http://www.netkobiety.pl/viewtopic.php?pid=2288410#p2288410
WSPÓŁCZUJĘ... ale nie mam pojęcia CO MA BYĆ celem tej Waszej terapii?
Naprawa czy udowodnienie drugiej stronie, że NIC nie jest warta?
Anhedonio, nie wymagam ani od Ciebie ani od żadnej innej obcej osoby, zrozumienia tego co ma być celem mojej/ naszej terapii. Piszesz obok tematu, który brzmi " Terapia małżeńska- rozsądny koniec czy nowy początek. Wasze doświadczenia z terapii ..." Podziel się swoimi doświadczeniami z terapii małżeńskiej.
37 2015-01-05 11:22:48 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2015-01-05 11:24:02)
Anhedonio, nie wymagam ani od Ciebie ani od żadnej innej obcej osoby, zrozumienia tego co ma być celem mojej/ naszej terapii.
Nie chodzi o to żebym ja zrozumiała. Chodzi o to byś Ty wiedziała.
Jeśli poczytasz COKOLWIEK na temat terapii to zauważysz, że WARUNKIEM jej powodzenia jest sprecyzowanie celu.
Przy czym jest to mniej wścibskie pytanie niż żądanie opisu od kogoś jego terapii.
Moje doświadczenia? Pozytywne ![]()
38 2015-01-05 15:45:11 Ostatnio edytowany przez Purple_Rain (2015-01-05 15:48:52)
Jeśli poczytasz COKOLWIEK na temat terapii to zauważysz, że WARUNKIEM jej powodzenia jest sprecyzowanie celu.
Przy czym jest to mniej wścibskie pytanie niż żądanie opisu od kogoś jego terapii.
Warunkiem powodzenia w terapii jest sprecyzowanie jej celu ? Pierwsze słyszę. Wydaje Ci się, że jeśli sprecyzujesz sobie cel np. chcę zatrzymać męża i taki postawisz przed terapeutą, to gwarantuje to, ze tego męża sobie zatrzymasz ? Terapeuta zapewni Ci osiągnięcie tego celu wbrew realnym przesłankom ? Otóż, mylisz się, czego dowodem są chociażby historie forumowiczów. Wiesz, tak się składa, że obracam się w tzw. "środowisku" i mam pojęcie czym jest terapia. Nie muszę czytać CZEGOKOLWIEK bo czytam literaturę specjalistyczną, także w tym temacie, co Tobie również polecam. Jak już wspominałam nie ma obowiązku pisania na forum. Nie rozumiesz pytania zawartego w temacie, nie rozumiesz intencji tego wątku. Skoro nie masz nic do powiedzenia i przekazania w powyższym temacie, prócz truizmów, oczywistości, ogólnie znanych "mądrości" i ogólników, oraz nieproszonych "dobrych rad" udzielanych ex cathedra, proponuję wybór innego wątku. Pozdrawiam
Ps. Wyłącz caps look bo krzyczenie jest niegrzeczne.
39 2015-01-05 19:31:58 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-01-05 19:32:54)
Anhedonia napisał/a:Jeśli poczytasz COKOLWIEK na temat terapii to zauważysz, że WARUNKIEM jej powodzenia jest sprecyzowanie celu.
Przy czym jest to mniej wścibskie pytanie niż żądanie opisu od kogoś jego terapii.Warunkiem powodzenia w terapii jest sprecyzowanie jej celu ? Pierwsze słyszę. Wydaje Ci się, że jeśli sprecyzujesz sobie cel np. chcę zatrzymać męża i taki postawisz przed terapeutą, to gwarantuje to, ze tego męża sobie zatrzymasz ? Terapeuta zapewni Ci osiągnięcie tego celu wbrew realnym przesłankom ? Otóż, mylisz się, czego dowodem są chociażby historie forumowiczów. Wiesz, tak się składa, że obracam się w tzw. "środowisku" i mam pojęcie czym jest terapia. Nie muszę czytać CZEGOKOLWIEK bo czytam literaturę specjalistyczną, także w tym temacie, co Tobie również polecam. Jak już wspominałam nie ma obowiązku pisania na forum. Nie rozumiesz pytania zawartego w temacie, nie rozumiesz intencji tego wątku. Skoro nie masz nic do powiedzenia i przekazania w powyższym temacie, prócz truizmów, oczywistości, ogólnie znanych "mądrości" i ogólników, oraz nieproszonych "dobrych rad" udzielanych ex cathedra, proponuję wybór innego wątku. Pozdrawiam
Ps. Wyłącz caps look bo krzyczenie jest niegrzeczne.
niegrzeczna jesteś ty, szkoda, że pomimo obracania się w "środowisku", tego nie dostrzegasz
a jeżeli wiesz czym jest terapia tzn. że wątek założyłaś dla podpuchy? czy douczenia się ? a może dla zwykłego, trollowania ...
pozostaję w nadziei, że inni forumowicze, również zauważą twoją arogancję
40 2015-01-05 19:59:49 Ostatnio edytowany przez Purple_Rain (2015-01-05 20:10:16)
Purple_Rain napisał/a:Anhedonia napisał/a:Jeśli poczytasz COKOLWIEK na temat terapii to zauważysz, że WARUNKIEM jej powodzenia jest sprecyzowanie celu.
Przy czym jest to mniej wścibskie pytanie niż żądanie opisu od kogoś jego terapii.Warunkiem powodzenia w terapii jest sprecyzowanie jej celu ? Pierwsze słyszę. Wydaje Ci się, że jeśli sprecyzujesz sobie cel np. chcę zatrzymać męża i taki postawisz przed terapeutą, to gwarantuje to, ze tego męża sobie zatrzymasz ? Terapeuta zapewni Ci osiągnięcie tego celu wbrew realnym przesłankom ? Otóż, mylisz się, czego dowodem są chociażby historie forumowiczów. Wiesz, tak się składa, że obracam się w tzw. "środowisku" i mam pojęcie czym jest terapia. Nie muszę czytać CZEGOKOLWIEK bo czytam literaturę specjalistyczną, także w tym temacie, co Tobie również polecam. Jak już wspominałam nie ma obowiązku pisania na forum. Nie rozumiesz pytania zawartego w temacie, nie rozumiesz intencji tego wątku. Skoro nie masz nic do powiedzenia i przekazania w powyższym temacie, prócz truizmów, oczywistości, ogólnie znanych "mądrości" i ogólników, oraz nieproszonych "dobrych rad" udzielanych ex cathedra, proponuję wybór innego wątku. Pozdrawiam
Ps. Wyłącz caps look bo krzyczenie jest niegrzeczne.
niegrzeczna jesteś ty, szkoda, że pomimo obracania się w "środowisku", tego nie dostrzegasz
a jeżeli wiesz czym jest terapia tzn. że wątek założyłaś dla podpuchy? czy douczenia się ? a może dla zwykłego, trollowania ...
pozostaję w nadziei, że inni forumowicze, również zauważą twoją arogancję
Uderz w stół a nożyce się odezwą. Inko, powyższe również odnosi się do Ciebie. Mimo wykształcenia bardzo brakuje Ci i podejścia i pokory. Zwracałam Ci już kilkakrotnie uwagę, że piszesz poza wątkiem, do tego zaczynasz snuć złośliwe insynuacje. Bez komentarza. Zdaje się że już się żegnałaś.
Purple_Raiin,
Proponuję lekturę wątku
http://www.netkobiety.pl/t48417.html
Purple_Raiin,
Proponuję lekturę wątku
http://www.netkobiety.pl/t48417.html
Powinno być Anhedonia Inka, Purple Rain,
Proponuję lekturę wątku.
Przyszłość, czy przeczytałaś cały powyższy wątek?
Jak to jest ? Osoba w kryzysie szuka informacji, wsparcia, próbuje sobie poradzić z sytuacją tak jak potrafi, a zamiast merytorycznej dyskusji i rozmowy w temacie, spotyka docinki, złośliwości i argumenty ad personam, prowadzące do ataku. Kto jeszcze ? Zapraszam. Niech stosy zapłoną.
43 2015-01-05 23:05:07 Ostatnio edytowany przez Przyszłość (2015-01-05 23:08:21)
Przyszłość napisał/a:Purple_Raiin,
Proponuję lekturę wątku
http://www.netkobiety.pl/t48417.htmlPowinno być Anhedonia Inka, Purple Rain,
Proponuję lekturę wątku.Przyszłość, czy przeczytałaś cały powyższy wątek?
Jak to jest ? Osoba w kryzysie szuka informacji, wsparcia, próbuje sobie poradzić z sytuacją tak jak potrafi, a zamiast merytorycznej dyskusji i rozmowy w temacie, spotyka docinki, złośliwości i argumenty ad personam, prowadzące do ataku. Kto jeszcze ? Zapraszam. Niech stosy zapłoną.
Tak, Purple_Rain,
Przeczytałam cały wątek.
I choć nie jestem z branży, nawet nie obracam się w "tym środowisku", bo bliższa jest mi analiza techniczna i fundamentalna niż analiza ludzkiego umysłu, to w pełni zgadzam się z Anhedonią i Inką.
Moje skromne doświadczenia z terapią pokazują, że dla psychoterapeuty nieistotne jest, w którą stronę chcemy podążać. Bardziej pomaga nam w tej drodze, którą sami obieramy - przekształcać nasze nieświadome uczucia i emocje w świadome.
Kto jeszcze ? Zapraszam. Niech stosy zapłoną.
czystej wody - prowokacja
tak osoby obracające się w "tym środowisku" zachowują się ...
nie - to TY się, tak prezentujesz, taką wizytówkę na FORUM sobie wystawiasz
45 2015-01-05 23:26:11 Ostatnio edytowany przez Purple_Rain (2015-01-05 23:29:14)
Tak, Purple_Rain,
Przeczytałam cały wątek.
I choć nie jestem z branży, nawet nie obracam się w "tym środowisku", bo bliższa jest mi analiza techniczna i fundamentalna niż analiza ludzkiego umysłu, to w pełni zgadzam się z Anhedonią i Inką.
Moje skromne doświadczenia z terapią pokazują, że dla psychoterapeuty nieistotne jest, w którą stronę chcemy podążać. Bardziej pomaga nam w tej drodze, którą sami obieramy - przekształcać nasze nieświadome uczucia i emocje w świadome.
Zatem zauważyłaś, że Anhedonia i Inka nie udzielają się w temacie.
Wątek w którym chciały się wypowiadać osoby mające praktyczne doświadczenia w terapii (od strony Klienta) oraz osoby które chciały się podzielić z innymi swoimi subiektywnymi odczuciami, został zdominowany przez złośliwości dwóch osób, które albo tematu nie zrozumiały, albo stricte w zaproponowanym temacie nie miały nic do powiedzenia. Przykre.
Dalsze ciągnięcie tych złośliwości nie ma sensu. Zasada jest prosta: piszmy na temat albo wcale.
Zatem zauważyłaś, że Anhedonia i Inka nie udzielają się w temacie.
Wątek w którym chciały się wypowiadać osoby mające praktyczne doświadczenia w terapii (od strony Klienta) oraz osoby które chciały się podzielić z innymi swoimi subiektywnymi odczuciami, został zdominowany przez złośliwości dwóch osób, które albo tematu nie zrozumiały, albo stricte w zaproponowanym temacie nie miały nic do powiedzenia. Przykre.
Dalsze ciągnięcie tych złośliwości nie ma sensu. Zasada jest prosta: piszmy na temat albo wcale.
Zauważyłam, że one próbują Tobie pomóc, ale nie jesteście "kompatybilne" ![]()
Dorzucam jeszcze jeden link
http://www.netkobiety.pl/t67083.html
Z grzeczności odpowiem - by nie pozostawiać niedopowiedzeń.
Warunkiem powodzenia w terapii jest sprecyzowanie jej celu ? Pierwsze słyszę.
Zatem nigdy nie spotkałaś się ze znanym powszechnie:
"CZEGO pan/pani/państwo oczekują po TEJ terapii"?
Pytanie nie pada z ciekawości, lecz by POMÓC wybrać formy i metody możliwe do zastosowania w tej konkretnej sytuacji. Ponoć. Moi profesorowie tak twierdzili...
Wiesz, tak się składa, że obracam się w tzw. "środowisku" i mam pojęcie czym jest terapia. Nie muszę czytać CZEGOKOLWIEK bo czytam literaturę specjalistyczną, także w tym temacie, co Tobie również polecam. Jak już wspominałam nie ma obowiązku pisania na forum
.
Nie ma obowiązku.
Dlatego więcej swego czasu ni uwagi na tym problemie skupiać nie zamierzam ![]()
Nie rozumiesz pytania zawartego w temacie, nie rozumiesz intencji tego wątku. Skoro nie masz nic do powiedzenia i przekazania w powyższym temacie, prócz truizmów, oczywistości, ogólnie znanych "mądrości" i ogólników, oraz nieproszonych "dobrych rad" udzielanych ex cathedra, proponuję wybór innego wątku. Pozdrawiam
Ps. Wyłącz caps look bo krzyczenie jest niegrzeczne.
Może zatem WIĘCEJ wglądu w słowa niż WYTYKANIA? Tak na forum, jak i w życiu?
Nie darmo w tej dziedzinie krąży powiedzenie: "SŁUCHAĆ a nie słyszeć, PATRZEĆ lecz nie widzieć"
Bo to nie ja sugerowałam przeprowadzanie jakiś eksperymentów...
Życzę powodzenia...
tylko co to będzie, ach, co to będzie, jeśli terapeuta śmie nie spełnić OCZEKIWAŃ i zada takie obrazoburcze pytanie... Albo zechce przeprowadzać terapię wedle najlepiej sobie znanych wzorców, które nie będą się nakładać na wyobrażenia?
Oczywiście "Przyszłość" ma rację - pomoc różne przybiera formy. My nie jesteśmy, jak to ładnie ujęła "kompatybilne", zatem nam 'nie po drodze" ![]()
Zauważyłam, że one próbują Tobie pomóc, ale nie jesteście "kompatybilne"
Dorzucam jeszcze jeden link
http://www.netkobiety.pl/t67083.html
Dziękuję za odnośnik. Realne historie oparte na doświadczeniach pozwalają samodzielnie wyciągnąć potrzebne wnioski.
Narzucane z wyższością pouczenia nie poparte doświadczeniem, nawet jeśli ubrane w płaszczyk "chęci pomocy" zawsze pozostaną tylko pouczeniami i próbą łechtania własnego ego.
Zatem nigdy nie spotkałaś się ze znanym powszechnie:
"CZEGO pan/pani/państwo oczekują po TEJ terapii"?
Chciałam potwierdzić, że u mnie to pytanie padło na pierwszym spotkaniu.
Aczkolwiek obawiam się, że nie padła żadna konstruktywna odpowiedź z mojej strony... W tamtej chwili byłam tak wewnętrznie rozdygotana, że jedyne co byłam w stanie wydukać to "Mąż mnie zdradził" - i się rozpłakałam
(teraz się z tego śmieję, ale wtedy byłam w fatalnym stanie). Gdzieś tam po głowie chodziły mi myśli: "Więc niech mu pan teraz powie jakim jest oszustem, kłamcą i zdrajcą, i niech go pan zleje na kwaśne jabłko, i patrzy tylko, czy równo puchnie." Oczywiście, to nie wchodzi w kompetencje terapeuty, więc to pominęłam ![]()
Mąż odpowiedział, że chciałby, żeby było lepiej.
Pytanie o oczekiwania często jest zadawane po to aby poznać motywację do terapii, ale także wyłapać nierealistyczne oczekiwania w stylu " Chcę aby mąż ze mną został ".
Z mojej strony również na tę chwilę nie byłoby żadnej kategorycznej odpowiedzi. Zresztą jak wynika z przytoczonych historii, oczekiwania jak i motywacja mogą się diametralnie zmienić w trakcie terapii. Dobrzy terapeuci są tego świadomi.
51 2015-01-27 13:05:15 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2015-01-28 20:33:03)
moja przyjaciółka wybiera się na terapię małżeńską, ona ma nadzieję, że to nowy początek, a on że zdrowy koniec, smutne to. myślicie, że psycholog sobie z nimi poradzi? czy to będzie powód kolejnych rozczarowań? i czy miałyście kiedyś coś wspólnego z spam ? Bo trochę mało opinii jest w sieci o nich.
taka terapia trochę trwa, wiem po sobie, ale też przecież nie idziemy tam, bo coś nagle pękło. U nas trwało to myślę, że kilka miesięcy. Późniejsze powroty do domu męża, prkatycznie przestaliśmy rozmawiać, delegacje, nagle zaczął chodzić na siłownie 5 razy w tygodniu... Przestaliśmy rozmawiać, tylko obrzucaliśmy się zarzutami, ja mu wyrzucałam, że nie ma dla mnie czasu, że pewnie ma kogoś na boku, on że ja podjęłam decyzję za niego i nie chce mieć dzieci... Terapia to najlepsze co mogło nas spotkać, zaczynamy wychodzić na prostą, ale też jest ciężko, najgorzej chyba jest słuchać tego co druga osoba o nas mówi, a z czego my sobie nie zdawaliśmy sprawy i nie chcemy tego do siebie dopuścić, ale warto. To wiem na pewno! Zwłaszcza, jeśli "opiekę" nad Wami sprawuje dobry psyterapeuta
a my na takiego trafiliśmy, gdyby nie pani Agnieszka Gudzowata.. to nie wiem gdzie byśmy teraz byli. Dziewczyny, jeśli Wam i Waszym partnerom zależy próbujcie! Przynajmniej będziecie wiedziały, że zrobiłyście naprawdę wszystko
12 lat temu mój przyszły mąż pewnego dnia stwierdził, ż emnie nie kocha, nie chce być ze mną i ze to nie ma sensu.
Mieszkaliśmy już pół roku razem, dla mnie było sielankowo.
Poszedł na indywidualną terapię, zeby rozpracować swoje dzieciństwo:
brak miłości, empatii, nie okazywanie emocji, nieumiejętnośc pokochania kogoś. Ja wierzyłam że bedzie dobrze, że mu pokażę jak można być szczęśliwym, jak wygląda prawdziwa rodzina, co to znaczy kochać....
Po jego półrocznej terapii moja ciąża, pierwsze dwa lata życia córki: było super, mąż był "odnowiony".
POtem było coraz gorzej, ciche dni, obrazanie się na mnie na córkę i cały świat, uczucia jakiekolwiek zaczęły znikać.
Trafiliśmy na terapię wspólną, która skończyła się 1,5 roku temu.
Terapeutka cały czas zwracała się do męża: czy pan słyszy co mówi żona, czy Pan widzi co się dzieje, prosze nie zmieniać tematu i odpowiedzieć na pytanie. Mąż zarzucił terapeutce, ze za często się pyta: co Pan wtedy czuł. / powinna zapalić mi się wtedy lampka!!!/
Ja po terapii uznałam, ze on się znowu zmienił, źe jest lepiej, a mój mąż o czym dowiedziałam się niedawno, stwierdził że skończyliśmy terapię bo ona nic nie wnosiła nowego.
I on nie chce być ze mną, ma dosyć, nie czuje nic do mnie itp. Wróciły
rozmowy sprzed 12 lat. Nie chce walczyć o siebie i o nas.
Wiem, ze mój mąż powienien cały czas uczęszczać na indywidualna terapię. Wspólna nic nie wniosła, mi się wydaje że przy mnie nie był szczery.
Obecnie jesteśmy w trakcie rozmów separacyjno-rozwodowych,
tyle nam dała psychoterapia.
Posiadając dzieci bardzo szybko dochodzi do sprzeczek w małżeństwie, chociażby przez zmęczenie jakie nas dopada. Jak nie umiecie się porozumieć, to może warto właśnie skorzystać z terapii dla par. Dzięki regularnym sesjom z terapeutą, z pewnością nauczycie się lepiej słuchać nawzajem, wyrażać potrzeby i rozwiązywać konflikty w sposób konstruktywny. Zobacz sobie na https://terapiatuli.pl/ , bo widziałem, że pracują tam terapeuci rodzinni i par, którzy mogą pomóc zrozumieć wam głębsze przyczyny problemów i nauczyć skutecznych narzędzi komunikacyjnych, które wzmocnią naszą więź, a przy okazji zaoszczędzicie dzieciom niepotrzebnych kłótni
Z ich pomocy korzystali moi znajomi. Są teraz szczęśliwą parą.
55 2024-03-14 12:40:02 Ostatnio edytowany przez bullet (2024-03-14 12:41:02)
Posiadając dzieci bardzo szybko dochodzi do sprzeczek w małżeństwie, chociażby przez zmęczenie jakie nas dopada. Jak nie umiecie się porozumieć, to może warto właśnie skorzystać z terapii dla par. Dzięki regularnym sesjom z terapeutą, z pewnością nauczycie się lepiej słuchać nawzajem, wyrażać potrzeby i rozwiązywać konflikty w sposób konstruktywny. Zobacz sobie na https://terapiatuli.pl/ , bo widziałem, że pracują tam terapeuci rodzinni i par, którzy mogą pomóc zrozumieć wam głębsze przyczyny problemów i nauczyć skutecznych narzędzi komunikacyjnych, które wzmocnią naszą więź, a przy okazji zaoszczędzicie dzieciom niepotrzebnych kłótni
Z ich pomocy korzystali moi znajomi. Są teraz szczęśliwą parą.
wątek pochodzi z 2015 roku. Sądzisz, że autorka od 9 lat, nadal czeka na porady ?
Ale może ktoś jeszcze jest zainteresowany.
Sama poszłam na terapię z mężem i jestem ciekawa opinii innych, nawet jeśli są sprzed kilku lat