Zastanawialiście się może, co jest z wami nie tak? Nigdy nie miałam szczęścia w miłości, choć podobno jestem dość atrakcyjna i inteligentna. Wczoraj uświadomiłam sobie, że spotkał mnie kolejny zawód, kolejny raz zostałam wystawiona i kolejny raz boli mnie serce. To już nie jest ból spowodowany stratą tej konkretnej osoby, a przeświadczenia, że znowu jestem sama, nie mam się do kogo przytulić. Może ktoś uzna to za głupie, ale jest to dla mnie naprawdę ważne - być przez kogoś kochanym.
Zastanawialiście się może, co jest z wami nie tak? Nigdy nie miałam szczęścia w miłości, choć podobno jestem dość atrakcyjna i inteligentna. Wczoraj uświadomiłam sobie, że spotkał mnie kolejny zawód, kolejny raz zostałam wystawiona i kolejny raz boli mnie serce. To już nie jest ból spowodowany stratą tej konkretnej osoby, a przeświadczenia, że znowu jestem sama, nie mam się do kogo przytulić. Może ktoś uzna to za głupie, ale jest to dla mnie naprawdę ważne - być przez kogoś kochanym.
Dobrze cie rozumiem ja też po raz kolejny zostałam przez kogoś wystawiona a myślałam że tym razem się uda, ale pewnych rzeczy nie da się przewidzieć, a z samotnością nauczyłam się już żyć i wiem że po raz kolejny już nikomu tak szybko nie zaufam.
Chyba opowiem swoją historię.
Ostrzegam, że może wydawać się nudna, ale mam potrzebę przelania tego na ten wirtualny papier.
Urodziłam się pod chińskim znakiem koguta, a więc z końcem zimy skończę 22 lata.
Czy miałam ciężkie dzieciństwo? Chyba nie. Co prawda wychowywałam się bez ojca, ale za to w bezpiecznej i kochającej rodzinie składającej się z mamy, dziadków i reszty rodziny, przez którą byłam wręcz rozpieszczana jako jedyna dziewczynka w tej części kraju.
Nigdy nie miałam przygód, moje życie zawsze było zaplanowane, postępowałam według tego, co uważałam za stosowne. Od początku byłam inna - bardzo krótko wychodziłam bawić się z dziećmi, wolałam czytać albo zajmować się czymś w samotności albo spędzać czas z dorosłymi. Nie znaczy to, że nie lubiłam towarzystwa - lubiłam, ale byłam wymagająca. Miałam kilku przyjaciół, ale co z tego, skoro od dziewiątego roku życia przeprowadzałam się średnio co 3-4 lata? Nigdzie nie mogłam zagrzać na dłużej miejsca, częste zmiany szkół. Od kiedy moja mama związała się ze swoim mężem poprawił nam się i tak nienajgorszy stan materialny, więc mogłam zwiedzać, poznawać ludzi. Dużo osób mi tego zazdrościło, jednakże zawsze czułam się samotna. Nigdy nie sprawiałam większych problemów wychowawczych, nigdy nie paliłam, niczego nie brałam, nigdy się nie upiłam, bo alkoholu jakoś specjalnie do szczęścia nie potrzebuję. Przez wiele lat żyłam pisaniem, tworzyłam opowieści fan fiction, to była moja ucieczka od problemów i szarej codzienności, ale i to w pewnym momencie przestało mnie cieszyć. Czułam się coraz to bardziej samotna. Skończyłam osiemnaście lat i wymyśliłam sobie, że się zakochałam (nie powiem, że zakochałam, bo to było urojenie, z czego zdałam sobie sprawę później). Kilka razy wcześniej podkochiwałam się w kolegach z klasy, ale to się przydarzyło prawie każdemu, więc się nie liczy. Podobno byłam ładna, ale nie miałam chłopaka. Dopiero właśnie po tych 18. urodzinach gdy "zakochałam się" w D. troszkę odżyłam. Minęła mi (przynajmniej na jakiś czas) ostra nerwica, poczułam, że mogę więcej. Wspominałam, że poznałam D. przez internet? No właśnie... Zawsze uważałam, że nie jestem dość dobra, aby zakochał się we mnie ktoś tak o. Nasza internetowa znajomość trwała kilka miesięcy. Zdawało mi się, że coś do niego czuję. Teraz wiem, że była to potrzeba bycia kochaną, bo tak naprawdę gdy przyszło do spotkań wcale go nie chciałam. Był dla mnie niemiły, rzucał mnie i wracał, a ja bałam się cokolwiek z tym zrobić, bo wydawało mi się, że nikt inny nie będzie mnie chciał. Gdy zażądał seksu - odmówiłam. Nie chciałam robić tego z kimś, do kogo z czasem czułam coraz to większą odrazę. Mało brakowało, a zostałabym dość brutalnie zgwałcona w samym centrum miasta. Po tym zdarzeniu postanowiłam zerwać z tym człowiekiem wszelkie kontakty. To było niespełna dwa lata po tym, gdy się poznaliśmy, a więc miałam już te dwadzieścia lat, zbliżały się nieuchronnie dwudzieste pierwsze urodziny. Znowu byłam kompletnie sama. Nie miałam już nawet tego złudnego poczucia, że mogę się na kimś wesprzeć. Oczywiście miałam i nadal mam kolegów - stanowią oni większy procent moich znajomych i przyjaciół, ale co z tego, skoro to tylko przyjaciele, a nawet jeśli do dwóch z nich kiedyś coś czułam, to dostawałam kłody pod nogi. W niewielkim odstępie czasu od zerwania toksycznego związku z D. poznałam K. - o dziwo mieszkał niedaleko mnie, wydawał się miły. Szybko jednak zrozumiałam, że to nie to. Nie odzywał się zbytnio, szukał tylko żony, był zbyt mocno wierzący (ja jestem agnostykiem w kierunku ateizmu). Spotykaliśmy się dwa tygodnie i nagle zerwał kontakt, przestał odpisywać, odbierać telefony. Po trzech dniach dostałam smsa, że jestem inteligentna, ładna i dobra, ale nie dla niego. Kolejny cios. Pozbierałam się dość szybko, o dziwo. Postanowiłam skupić się na nauce. W wyniku choroby i tego, że kończyłam technikum zdałam maturę dwa lata później w stosunku do licealnych rówieśników. Zdałam dość dobrze, dostałam się na wspaniałe studia i wszyscy wróżą mi karierę, jako że zajmuję się głównie Dalekim Wschodem, który jest bardzo opłacalny. Obecnie jest to moja jedyna pociecha. Uważana jestem powszechnie za osobę pogodną i ciepłą, choć z trudnym charakterem to kontaktową, nawet podobno atrakcyjną i niezwykle inteligentną, ale co z tego? Żaden z tych czynników nie sprawi, że ktoś mnie przytuli, zapewni to emocjonalne ciepło i bezpieczeństwo.
Podsumowując - wiek: prawie 22 lata. Płeć: kobieta. Wykształcenie: średnie techniczne, dalsza nauka na studiach w toku. Stosunki seksualne: Brak. Zainteresowania: Otaczający mnie, wspaniały świat. Wzrost: Ok. 177 cm. Sylwetka: normalna. Charakter: Trudny, ale przystępny. Stan emocjonalny: Pustka w sercu, rozwój umysłu.
4 2014-12-30 14:40:46 Ostatnio edytowany przez Kerty (2014-12-30 14:42:11)
No trochę tych przeżyć i zawodów miałaś. Ale dobrze, że nie załamałaś się i mimo wszystko jesteś, jak twierdzisz - osobą pogodną i kontaktową, ciepłą. ![]()
Czy Ty przypadkiem 3-4 dni temu nie pisałaś, że znalazłaś sobie świetnego faceta ? czy nie szukałaś mu prezentu ?
6 2014-12-30 18:16:58 Ostatnio edytowany przez Shuurei (2014-12-30 18:40:04)
Punkt za spostrzegawczość. Wydawało mi się, że znalazłam.
Wczoraj kolejny raz zrozumiałam, że mam pecha.
Nie chcę, żeby to wyglądało, że się nad sobą użalam (choć pewnie wygląda), ale tak mi ciężko. Normalnie wszyscy uważają mnie za osobę, która ze wszystkim sobie poradzi, ale chyba tak do końca nie jest. A od kiedy mieszkam sama nie mam nawet przed kim udawać, że jest ok.
Miło zauważyć, że te niepowodzenia uczuciowe nie przygnębiły Cię, bo szczerze mówiąc, trafiłaś wyjątkowo pechowo, mała strata.
Osobiście uważam,że to inteligencja bruździ w znalezieniu mężczyzny. Za dużo się myśli, analizuje, jest się wybrednym. A tu trzeba spontanicznie, na luzie. Jesteś młoda, niezależna, pozwól sobie na odrobinę szaleństwa. W tym wieku jeszcze nie wie się do końca, jakie cechy ma posiadać ten odpowiedni mężczyzna, więc najlepiej do tego dochodzić metodą prób i błędów, a na pewno nie rezygnować z przyjemności, jaką jest seks :-) Odniosłam wrażenie, że nie chcesz się rozdrabniać na przelotne romanse, marzysz o poważnym związku. Ale bywa, że początki nas rozczarowują i trzeba szukać dalej. Jest wiele możliwości poznania ciekawych chłopców, a wg mnie większość jest warta zainteresowania, jest w czym wybierać. Samotność bywa niemiła, szkoda na nią życia, zwłaszcza osobom potrzebującym ciepła i bliskości.
Jesteś młoda sporo jeszcze przed tobą nie ma co na siłe. Sam wiem jak boli samotność i strata bliskiej osoby (w moim przypadku żona zdradziła) ale dzieci zostały ze mną .Ciesze się że mam je przy sobie choć czegoś mi brakuje , to jest właśnie obecność kobiety .Lecz nie szukam na siłe . Jedynie jestem otwarty na nowe znajomości a co zkolei może poznam jaką dobrą kobiete. więc jestem z toboą Shuurei trzymaj się ,niech Ci się darzy w nowym roku
Miło zauważyć, że te niepowodzenia uczuciowe nie przygnębiły Cię, bo szczerze mówiąc, trafiłaś wyjątkowo pechowo, mała strata.
Osobiście uważam,że to inteligencja bruździ w znalezieniu mężczyzny. Za dużo się myśli, analizuje, jest się wybrednym. A tu trzeba spontanicznie, na luzie. Jesteś młoda, niezależna, pozwól sobie na odrobinę szaleństwa. W tym wieku jeszcze nie wie się do końca, jakie cechy ma posiadać ten odpowiedni mężczyzna, więc najlepiej do tego dochodzić metodą prób i błędów, a na pewno nie rezygnować z przyjemności, jaką jest seks :-) Odniosłam wrażenie, że nie chcesz się rozdrabniać na przelotne romanse, marzysz o poważnym związku. Ale bywa, że początki nas rozczarowują i trzeba szukać dalej. Jest wiele możliwości poznania ciekawych chłopców, a wg mnie większość jest warta zainteresowania, jest w czym wybierać. Samotność bywa niemiła, szkoda na nią życia, zwłaszcza osobom potrzebującym ciepła i bliskości.
Sugerujesz mi, że powinnam przestać być inteligentna? Jak? Nie potrafię. Umysł to mój najsilniejszy atut (poza długimi nogami). W sumie nie jestem jakoś specjalnie wybredna. Czy dużo oczekuję chcąc kogoś inteligentnego, ambitnego, odpowiedzialnego i ciekawego świata? Nie oczekuję miliardera ani modela prosto z wybiegu, ale kogoś, z kim będę mogła ciekawie porozmawiać, a przy tym przytulić się i spędzić miło czas.
Szaleństwo... Tego nie ma w moim słowniku
Jestem chyba za bardzo "ułożona", aby sobie na to pozwolić. Nie wiem, czy marzę o poważnym związku - na pewno nie marzę o ślubie. Więc to zależy, co kto rozumie przez "poważny związek".
Nie, przestać inteligentną na pewno się nie da, próbowałam :-) Dobrze jest tylko czasem zdać się na intuicję, nawet serce, a nie na rozum. Wyliczyłas kilka cech, jakie powinien posiadać potencjalny kandydat, ważnych oczywiście, ale gdzie w tym miejsce na to "coś", co nas do kogoś przyciąga lub nie. Brzmi naiwnie, ale czasem potrafimy odpuścić parę wymagań, jeśli ktoś wpada w oko, a nie do końca pasuje. Przyda się pozytywne nastawienie i dużo luzu. "Nic na siłę" to tez dobra rada, ponoć miłość znajduje nas kiedy się jej najmniej spodziewamy. Swojego towarzyszą życia wybrałam "rozumowo " i tu się nie pomyliłam -zaradny, odpowiedzialny, dojrzały emocjonalnie. A gwozdziem do trumny okazała się banalna "różnica temperamentow". Miłość i ogień w związku są potrzebne, a to nie zawsze daje się pogodzić z założeniami wstępnymi.
A przez poważny związek miałam na myśli coś przeciwnego od jedno-, czy dwurazowki. Nie z myślą o ślubie, ale o dłuższym związku. Choć przelotne romanse moim zdaniem maja swój urok :-)
.
Piękna musisz dac losowi dzialac i nie spieszyc sie.Nie spiesz się i o drobne nie zabiegaj korzyści. Kto się bowiem spieszy, ten daleko nie zajdzie. Kto o drobne zabiega korzyści, ten wielkich dzieł nie dokona.