Ja - 43 lata, On- 41. Znamy sie dwa lata, po ślubie jesteśmy półtora roku.
Dogadujemy się w sprawach wszystkich, poza seksem. Nie kłócimy się wcale, nie podnosimy głosu na siebie, w oznace szacunku i własnej godności. Pracujemy -on własna działalność, ja służba zdrowia.
Mamy podobne charaktery, nie denerwujemy się na lekki bałagan w domu, potrafimy wybaczać brudne skarpety czy nieugotowany obiad..wszystko jest do dogadania.. . oprócz seksu.
Nie chcę to ja, jako kobieta zachęcać, podrywać, okazywać zainteresowanie, to mamy do cholery jakoś w genach poustawiane że rola zdobywcy jest po stronie faceta..
mój facet przez brak pociągu seksualnego staje się dla mnie takim .. nie facetem, taką ciapą. Traktuje mnie jak swoje córki, przytuli, pogłaszcze, da buzi w czółko, i spanko. Nieważne, że mam na sobie skąpe fatałaszki, figura jako taka, depiluję się i chcę żeby to sprawdzał, a on mówi że nie ma teraz chęci na igraszki i najczęściej idzie spać.
zwracam mu uwagę że nie na tym polega intymność w małżeństwie, proszę ,błagam, grożę romansem, płaczę że POTRZEBUJĘ SEKSU.. . nic.NIC NIC NIC!!!!
Od roku niby na pokaz wszystko gra, a pod wieczór, gdy spać mamy razem, to zastanawiam się co by tu zrobić, żeby mnie zechciał..to chyba nie bardzo normalne jest , co nie??