Mam pytanie jak wy radzicie sobie z ta samotnoscia...
Jestem od kilku dni singlem niestety :(po 2 latach stwierdzil ze do niego nie pasuje, byl to dla mnie straszny cios nie spodziewlama sie tego...
Nie moge sie pozbierac... nie mam do kogo sie przytulic... nie potrafie normalnie funkcjonowac!!!
Lzy pomagaja tylko na chwile... Nie wytrzymam tego dluzej... samotnosc mnie dobija...
Jestem osoba bardzo wrazliwa i nie daje rady psychicznie ![]()
Mam ochote sie zabic i wiecej nie cierpiec!!!
Za kilka dni musze wrocic na uczelnie, ale nie wiem czy dam rade bo on tam bedzie...
Nie przezyje chyba jak go zobacze
kocham go co zrobic??
Macie jakies rady??? co zrobic by nie myslec???
Kazda rzecz mi go przypomina... ...
Nie potrafie zyc samotnie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
ja zeby nie myslec szukam sobie zajecia. buszuje w internecie, sprzatam, wieczorem wychodze ze znajomymi. jest trudno wypelnic pustke po kims i ja zapelnic a jeszcze trudniej nie myslec i nie wspominac. sproboj wychodzic do ludzi, rozmawiac, moze to choc troche ci pomoze, trzymaj sie..bedzie dobrze..
Samotny aniele wytrzymasz i poradzisz sobie
i nie są to puste słowa. Piszesz, że jesteś słaba psychicznie. Nieprawda jeśli potrafisz wszystko przeżywać tak intensywnie to jesteś silna. Teraz jesteś tylko zmęczona i samotna, czujesz się jak by Cię było tylko pół, ale to mija. Najważniejsze to mieć przyjaciół którzy Tobie pomogą chociażby dadzą ramię do płaczu. Pamiętaj jesteś wartościową osobą i nie od drugiej osoby zależy to kim jesteś. Nie wmawiaj sobie że bez niego będzie ci ciężko i nie przetrwasz. Przetrwasz bo życie dalej się toczy i wbrew wszelkim prawom czas nadal płynie, a ty nie możesz wysiąść i zostać poza nim. Musisz dalej funkcjonować i pracować nad powrotem do rzeczywistości. Twoja rana jest zbyt świeża, w końcu to kilka dni, ale podniesiesz się i będziesz singlem który potrafi żyć samodzielnie ale nie samotnie
pozdrawiam
PS. Ja np spędzałam czas ze znajomymi, jeździłam rowerem, robiłam zdjęcia, chodziłam na taniec zwyczajnie oddawałam się moim pasjom. Nawet nie wiesz jak sie podbudowałam psychicznie a poza tym pomogły mi rozmowy z osobami które też przez to przeszły ![]()
Więc trzymaj się i w razie kryzysu pisz ![]()
Duzo poracy , zajęc i odsuwac mysli o Nim jak najdalej .Nie zasklepiuac sie w sobie tylko wyjśc do ludzi . Powodzenia .
Swiat jest piekny i marnuj go z byle jakiegos powodu .
Wiem co czujesz... jestem w tej samej sytuacji, tylko ze ja wiem już po prawie dwóch tygodniach ze nic nie pomaga...
ani zabawa ani szkoła ani nic z tych rzeczy, trudny okres trzeba przeżyć... po prostu i nic więcej... myślę ze za jakiś czas po prostu poczuje sie ulgę, ale samotność i brak ciepła jest bardzo dręczący.. poradzisz sobie
ja trzy dni....ale jest mi razniej bo mam Was:) nie jest lekko, tez nic nie pomaga....
przez długi czas jeszcze nic nie będzie pomagało ale uwierz mi że czas goi rany! z czasem się zapomina i zajmiesz się innymi sprawami o wiele ważniejszymi jak potem stwierdzisz
Samotny aniele..ja walcze z samotnością już 5 miesiac..nie umiem znaleźć sobie miejsca, jestem płaczliwa i nie nadaje sie do niczego..byłam w pracy przez dwa miesiące...brałam dodatkowe zmiany, pracowałam nadgodziny...nie pomagało.Zaczęłam wychodzić ze znajomymi..jest jeszcze gorzej kiedy widze że inni są szczęśliwi...po prostu im zazdroszczę bo zaprzepaściłam swoją szanse..każdy powtarza czas leczy rany..nie..czas je zasklepia..ale nie pozbywa się blizn.
Podzielę się z Wami dziewczyny męskim punktem widzenia samotności...
od 4,5 miesiąca jestem sam, byłem w związku ponad 7,5 roku, w tym 3,5 roku po ślubie.
Za 3 miesiące uzyskam rozwód, i to nie dlatego, że jak tak chciałem, tylko, że ona tego chciała.
Mamy 3 letnią córeczkę, z którą się widuje 3 razy w tygodniu.
Próbowałem i robiłem wszystko co mogłem, żeby ratować małżeństwo, ale nic nie da się zrobić, jesli brak jest miłości.
czas leczy rany... podobno tak jest... wiele osób mi to mówi, tylko jakos tak trudno
Zwłaszcza wieczorami... kiedy mieszkanie jest takie puste, brakuje bliskiej osoby, z którą spędziło sie tyle czasu...
Siedzę wtedy nałogowo w internecie (ostatnio tutaj), słucham muzyki, albo oglądam TV
Robie wszystko co zabiera czas, a jednocześnie pozwala wyłączyc myślenie o swojej sytuacji.
Mówi się wyjdź do ludzi, no tak, ok...
Tylko, że jakoś tak trudno jest się czuc swobodnie i fajnie wśród szczęśliwych i zadowolonych par
W sercu ściska i jakos tak człowiek robi dobrą minę, ale w sercu pustka...
Pewnie napiszecie, jestem młody, ułożę sobie zycie i będę szczęśliwy, ja to wiem, tylko jakoś czas oczekiwania na to szczęśćie się strasznie dłuży...
Witam młodsze koleżanki... nie pocieszę Was chyba tym co powiem ale ja jestem samotna od 6 lat
bardzo samotna....:( mam syna ale wiecie, że to choć wiele to nie wszystko..po tym co przeszłam nie umiałam zaufać żadnemu mężczyznie/a wciąż słyszałam jesteś młoda,masz 1 dziecko jeszcze ułożysz sobie życie
zaczynam w to wątpić... jeden dzień podobny do drugiego.Samotne wieczory i noce. Czasemi wziełabym syna i uciekła... gdzie,nie umiem znaleźć odpowiedzi. Jestem zmęczoną i zgorzkniałą starszą panią /czasem czuję się starsza od swoich podopiecznych- jestem opiekunką osób starszych- chciałam starszym ludzią nieść radość i siły- a to czasami oni są szczęśliwsi ode mnie.
czy ta słota mnie tak zaraziła swoimi "łzami" nie wiem jest mi smutno izle i nikt mnie nie rozumie.Boli okrutnie...:( Gdybym piła zalałabym się w trupa.
Serdecznie Was pozdrawiam Grazyna
11 2009-11-09 18:10:55 Ostatnio edytowany przez Kami90 (2009-11-09 18:17:03)
Rafik, ja po swoim rozstaniu nie jestem w stanie nawet się bawić bo wraz z chłopkiem straciłam cała grupę znajomych przy których byłam szczęśliwa i byłam sobą, teraz czuje się nikim(chodź mam przyjaciółki to razem mało imprezujemy a jeśli już to ja nie czuje sie i tak dobrze ), wszytko co robię jest takie sztuczne wymuszone, nie czuje się sobą, a na dodtek mój były ma już kogoś a ja nadal żyje cholerną nadzieją bo mimo wszytko go kocham...
nie umiem się pozbierać a to już miesiąc
chce zapomnieć znaleźć miłość życia i nie wiem czy mam na cokolwiek siły
a najgorsze ze ja byłam z nim i mieliśmy tyle planów a on taka bombę atomową mi rzucił
a tydzień wcześniej mówił o wspólnym mieszkaniu
kretyn z niego a ja żyć teraz nie umiem...
Grazia40 bardzo Ci współczuje, i wbrew pozorom mojego wieku wiem co czujesz, gdyż często patrze na problemy innych a sam też jestem pomocna i studiuje "zawodowe pomaganie" więc mam do czynienia z różnymi sytuacjami... wiem ze słowa nic nie darzą dlatego nie próbuje pocieszać... ale widz że jesteś silna skoro wytrzymałaś tak wiele to wytrzymasz dalej i będzie lepiej...
PS Rafik to co napisałeś w ostatnim zdaniu... mam tak samo, ja też wiem ze będę kiedyś szczęśliwa ale to czekanie, a na dodatek chęć wbicia mu szpili jest tak wielka ze już szlak mnie trafia
chcę mu pokazać ze mam to czego pragnę....
rozumiem Was doskonale ja sama bym chetnie poznala recepte na to by przestac cierpiec , mimo ze mam przyjaciol mam komu sie wygadac ale to nie pomaga , bylam szczesliwa miesiac to tako krotko a zarazem bardzo czesto sie spotykalismy prawie codziennie , czeste smsy , telefony , poznalam cala jego rodzine bardzo mnie polubili, on poznal moja , nawet na grudzien planowal slub i nagle wszystko sie skonczylo tak poprostu ta bajka ma swoje zakonczenie nie takie jakiego sie spodziewalam , nie moge jesc , non stop placze , nie moge na niczym sie skupic i codziennie mam mysli samobojcze mimo swojego wieku powinnam byc twardsza , rozwazniejsza lecz niestety jestem za slaba , za delikatna , za wrazliwa ,to jest dla mnie taki szok , nie potrafie sie pozbierac poprostu chcialabym umrzec by juz nie cierpiec , nie myslec ....
Samotność-na to nie ma dobrej recepty.Ja jestem samotna ok miesiąca to bardzo boli,nic nie chcesz robić,nic cię nie interesuje,nie jesz,żle śpisz-wszystko do du..............Ale trzeba się obudzić z tego letargu w moim przypadku przebudzeniem jest moja dziecina,która kocha ojca,ale chce być z mamusią,i to mi ciągle powtarza wieczorem przed snem.Tak więc moja recepta jest jedna-znajdż w sobie jakiś cel i przyj do przodu nie oglądaj się za siebie,życie jest piękne nawet w pochmurne dni. GORĄCO POZDRAWIAM.
Ja po moim rozstaniu lecze sie u psychologa,jestem na lekach,poniewaz nie moglam sama funkcjonowac.Jaki dziwny jest ten swiat ze dobry czlowiek zawsze dostaje po d.... najbardziej,a ten zly ma sie dobrze!! Wszystko idzie mu jak z platka,,,moj ex do mnie wczoraj zadzwonil,ktory nie pracuje od roku-ma kase na wyjazdy ze swoja nowa dziewczyna,ma kase na dragi,ma sie swietnie ,I nawet niema pojecia jak bardzo mnie skrzywdzil,,,nie powiedzialam mu tego,bo po co.Pytam tylko-gdzie jest Sprawiedliwosc????
Ja po moim rozstaniu lecze sie u psychologa,jestem na lekach,poniewaz nie moglam sama funkcjonowac.Jaki dziwny jest ten swiat ze dobry czlowiek zawsze dostaje po d.... najbardziej,a ten zly ma sie dobrze!! Wszystko idzie mu jak z platka,,,moj ex do mnie wczoraj zadzwonil,ktory nie pracuje od roku-ma kase na wyjazdy ze swoja nowa dziewczyna,ma kase na dragi,ma sie swietnie ,I nawet niema pojecia jak bardzo mnie skrzywdzil,,,nie powiedzialam mu tego,bo po co.Pytam tylko-gdzie jest Sprawiedliwosc????
Słoneczko z własnego doświadzcenia wiem , że nie ma sprawiedliwości...
Ja po moim rzstaniu juz 5 miesiąć cierpie na bezsenność, nie moge jeść...
Bardzo schudłam. Generalnie mam ksiązkowe objawy depresji.
Staram sie jakoś funkcjonowac ale mi to coraz gorzej wychodzi.
Może kiedys ktos wynagrodzi nam to cierpienie , które teraz tak nas męczy...
Podczas kiedy ja jestem na antydepresntach,kazdy dzien przynosi bol,chudne w oczach-----on---bawi sie ze swoja nowa dziewczyna! Tylko 2 dni po rozstaniu i on juz z nia sie zwiazal! Ja bym tak nie potrafila,chociazby ze wzgledu na ludzi,jak to wyglada??? Coz,jakosz tego wyjde,musze,i bedzie kiedys dobrze-jak nie w tym to moze w przyszlym zyciu???
Może to co napisze jest banalne, ale prawda jest taka,że czas leczy rany - każde rany. Gdy dotyka nas tragedia zawsze mamy wątpliwości co do naszej przyszłości, co teraz ze mną będzie? Jednakże czas mija i życie toczy się dalej, a wszystkie wspomnienia z czasem stają się dobre. Dlaczego dzieje nam się krzywda? Na trudne pytania nie ma łatwych odpowiedzi. Osobiście uważam, że jest to pewien proces kształtowania naszego charakteru, próba, której musimy podołać. Pozdrawiam.
Budujesz dom, jest piękny i cały twój. Nagle przychodzi burza i twój dom się chwieje, następna burza i twój dom leży już w gruzach. Przychodzisz patrzysz na zgliszcza. Siadasz i płaczesz widząc kupkę popiołu i gruzu. Potem czujesz się głodna idziesz coś zjeść i myślisz, domu już nie ma, ale jestem jeszcze ja. Idziesz do koleżanki, bo nie masz swojego domu, za chwilkę pomyślisz, a może zbudować od nowa dom. Jeszcze piękniejszy, jeszcze bardziej twój. W końcu gdzieś trzeba mieszkać, prawda
Kolego:
Lubię pomarańcze, fiołki i romantyczną muzykę.
Obecnie nie mam dziewczyny
Ty głupiej szukasz?
Ja jestem na zakręcie w moim związku. Kocham go ogromnie, jest sensem i miłością mojego życia, serce mi pękło gdy powiedział ,że go nie rozumiem i że do siebie nie pasujemy. Spadło na mnie to jak grom z jasnego nieba....Jak nie pasujemy?! Wszystko mu oddałam, wszystko poświeciłam, serce na dłoni mu dałam. Wprawdzie obiecał mi że mnie nie zostawi póki nie wykorzystamy wszystkich szans na ratunek naszego związku, został nam tylko psycholog....,ale zburzył mój spokój, zaczęłam dostrzegać jego wady, czasem po cichu myślę nawet ,że zasługuje na kogoś lepszego. już staram się oswajać z ewentualną samotnością. Gdyby nam nie wyszło zamierzam jak najszybciej dojść do siebie i znaleźć być może tą 2 prawdziwą miłość mojego życia. Nie zmienia to faktu ,że nienawidzę siebie za to ,że tak mocno kogoś pokochałam...5 lat życia poświeciłam, wierna jak pies