Moja Mama - z jednej strony czuła osoba, z którą mogę porozmawiać o wszystkim, zrobiła dla mnie wiele, chyba aż za dużo.
Właśnie, za dużo..
z drugiej osoba sfrustrowana, choleryczka, manipulantka.
Poświęciła mi całe życie, lubi to wypominać i często z tego korzysta. W zasadzie u mnie słowa "zobacz ile dla ciebie zrobiłam, zobacz mogłam mieć super pracę, mężczyznę, ale ty byłaś najważniejsza i zrezygnowałam z tego".
Wiem, że to okrutne, ale mam wrażenie, że towszystko co ona robi dla mnie, to jakiś instrument do gry, jakiś element manipulacji. Bo zawsze było "ja ci to zrobiłam, a ty tak mało się cieszysz" 'nie chcesz tego zrobić, a zobacz co ja dla ciebie zrobiłam" To straszne, ale mam takie uczucie. Powinnam być wdzięczną, kochającą córką, a ja mam do matki tyle żalu, że jak byłam u psychologa to od razu na słowo "matka' zaczęłam ryczeć jak noworodek.
Cokolwiek by się nie stało - moja wina. Zginęło coś w domu, gdzieś tam była plama, nigdy nie słyszałam 'co tu się stało" tylko OD RAZU "zobacz co zrobiłaś", choc czesto nie miałam o niczym pojęcia i naprawdę nic nie zrobiłam. I usilne przekonywanie, że tak to ja, że pewnie zapomniałam albo nie chcę się przyznać. Zawsze wszystko nie tak- a to źle jem, źle mówię, źle coś tam.
Niby takie błahostki, ale nie wiecie jak to bolało. Ja - wiecznie wszystkiemu winna w tym cierpieniu mojej mamy.
Wiele razy próbowałam z nią rozmawiać, ale się nie dało - od razu foch, histeria i "jaka ja jestem nieszcżęśliwa".
Mama często opowiadała mi jakie miała ciężkie życie, opowiadała o swoich prywatnych ciężkich sprawach. I zawsze tak naprawdę koncetrowałam się wokół jej uczuc - mama smutna, mama zła, a ja nigdy nawet nie wiedziałam, co czuję i nawet nie zwracałam na to uwagi.
Myślałam, że sobie to uroiłam, wiem, że jestem niedobra dla mamy, czasami olewałam jej problemy, nie pomagałam jej. Przyznaję się. Ale to nie znaczy, że kompletnie jestem niewdzięczna, że zostawię ją na pastwę losu. Martwię sięo nią, naprawdę. Ona w to nigdy nie wierzyła.
Wczoraj nie wytrzymałam i powiedziałam tyle przykrych słów. Po prostu nie wytrzymałam tego napięcia. Powiedziałam, że jej nienawidzę i że zniszczyła mi psychikę.
Matka chodzi po domu i dzwoni do każdego i płacze i mówi jaka jest nieszczęśliwa i że życ jej się odechciewa przeze mnie. Od wczoraj co 10 minut powtarza mi jaka jestem okropna i że każdy jest w szoku, jak się zachowałam. Mówi, że to co zrobiłam jest karygodne.
No i co siedzę i płaczę od wczoraj, jestem wrakiem człowieka. A ona do mnie "co się nie garniesz do pracy, nawet na tyle cię nie stać ????"
Ona ma prawo płakać, rozpaczać i być zniechęcona, a ja mam sobie słuchać jakim to jestem złym człowiekiem i normalnie funkcjonować? Ona zawsze uważała, ze skoro płaczę, jestem smutna, to z powodu moich fanaberii, nigdy nie potrafiła zrozumieć, że ja nie jestem robotem, tylko normalnym człowiekiem i też mam prawo do słabości, błędów. Dla niej zawsze musiałam być idealna, usmiechnieta 24 na dobę i co 5 minut powtarzać jaka jestem szczęśliwa, bo mam wspaniałą mamę i żyć tylko dla niej.
Tak, mam takie odczucia, mam masę żalu i pretensji.
Byłam u psychologa, Pani powiedziała, że prawdopodobnie mam depresję, żyje pod ogromnym ciężarem poczucia winy, nie widzę sensu życia, nie znam swoich potrzeb, nie potrafię rozmawiać o uczuciach, bo nawet nie wiem co czuję. Skąd by u mnie to się wzięło? Miałam normalnych znajomych, chodziłam do szkoły, dobrze się uczyłam. Więc skąd te problemy?
Sama już nie wiem, moze to ja jestem totalnym śmieciem i nie zasługuję na życie. Zrobiłam tyle zła, ona chciała dobrze i zrobiła duzo dobrego. Nie wiem dlaczego jestem aż tak niechętna dla niej... w sumie nie mialam jakiejś patologii, bicia, alkoholu. Nie rozumiem tego co czuję, czemu jestem taka niwdzięczna i naprawdę mam do niej aż taki żal.
Jestem tak rozdarta. Jutro przyjeżdża do mnie mój chłopak. Jestem pewna że to koniec naszych relacji, nie wiem czy na niego zasługuję, jeśli jego też tak skrzywdze jak matkę? Poza tym jak mu powiem prawdę to pewnie mnie zostawi i stwierdzi, że nie chce być z potworem.
Chciałabym popełnić samobójstwo, jestem tak zrozpaczona, ze jedyne na co mam ochote to się zabic...błagam, niech mi ktos pomoze...