Hej
Jestem w związku z moim chłopakiem już ponad rok. Praktycznie od razu zamieszkaliśmy razem, znaliśmy się jakieś 3 lata z tym, że on mieszkał na drugim końcu Polski i kontakt był raczej średni. Jednak zawsze coś do siebie czuliśmy. W tamtym roku mieliśmy możliwość i postanowiliśmy zamieszkać razem.
Na początku wiadomo, całe dnie razem, motylki w brzuchu, cudowny seks. Jednak od początku mieliśmy problem z szacunkiem... Każde z nas miało swoją przeszłość i nie chcieliśmy dać sobie wejść na głowę w związku z czym pomimo tej wielkiej miłości potrafiliśmy się sprawdzać i nie liczyć się z drugą osobą. Np. pojechałam z koleżanką nad morze a w ten sam dzien wieczorem mieliśmy zaplanowany weekendowy wyjazd, więc zobligowałam się do kupienia asortymentu na tej wyjazd. Jednak moje plany się pokrzyżowały i wieczorem przyjeżdzając znad morza nie miałam transportu do domu, wiec dosyć długą drogę (z i tak już ciężką torbą ) musiałam iść do domu na pieszo. W związku z tym, że on sklep miał na parterze swojego mieszkania zapytałam czy mógłby kupić te wszystkie rzeczy na dole, wtedy ja nie musiałabym iść z tymi ciężkimi rzeczami do domu. Obraza majestatu i odpowiedź, że NIE, bo ja obiecałam i mam dotrzymać słowa.
Oboje mamy dziwne i trudne charaktery. Czasem wydaje mi się, że on traktuje mnie jak gorszą od siebie (tak jakby "półka piętro niżej), ja jestem wybuchowa, też często miewam spadek nastroju, jakby małą depresję. Wtedy widzę wszystko w ciemnych barwach... On tego nie lubi, mówi wtedy, że mam się ogarnąć, że jeszcze nie raz dostanę kopa w tyłek od życia, że takie zahcowanie jest słabe. Po takich słowach zamykam się w sobie, tłumię wszystko głęboko i rośnie we mnie żal do niego, że mnie nie przytuli tylko chce na siłę wykreować, takie mam odczucia. Nasz związek przeżywa teraz kryzys, dlatego zastanawiam się o co chodzi z tym brakiem szacunku. Mieliśmy w domu ogromne awantury, potrafiłam go uderzyć za to jak bardzo mną gardził. Jesteśmy w tym mieście sami, bez rodziny, jedynie nowi znajomi. Przepraszaliśmy się, później bywało lepiej, aż do następnej awantury... przepychanki i ostre słowa. Wywlekał mi moje najgorsze wady i sytuacje, które są dla mnie bolesne.
Jego wychowała matka, była dla niego aż za dobra, miał wszystko co chciał... podane pod nos. Cudowna kobieta, ale rozpieściła go. Czasami jak słyszałam jak on odzywa się do niej to aż mnie serce bolało. Fakt, że o wszystko się zamartwia, ciągle chce mu doradzać itp. Może on tego samego oczekiwał ode mnie? Bywało tak, że ja już nie umiałam się starać o niego, miałam do niego tyle żalu za te słowa, że przestawałam się starać. Nie robiłam jakiś super kolacji, tylko zwykłe. Nie wymyslałam jakiś przekąsek, ciast, tylko zwykłe rzeczy.
Czuję się przez niego zagoniona, nie sobą, traktuje mnie jak głupią bo nie wpadłam na jakiś pomysł tak szybko jak on. Przez to ciągle mi zarzuca, że wszystko jest na jego głowie. Mam ogromne wahania emocjonalne. Raz czuję jak bardzo go kocham i nawet nie pamiętam tych złych rzeczy, a drugi raz czuję, że tak nie można się zachowywać wobec drugiej osoby, że te sytuacje są niewybaczalne (było ich dużo więcej niż te co wypisałam tu). Boję się, że on taki jest, że będzie już tylko gorzej, że nie ma żadnej granicy tolerancji. Miałam obawy czy jak wróci z pracy to bedzie dobry dzień czy będzie znów kłótnia, bo jedno zdanie wywoła jaki zgrzyt.
Patrzę teraz na ten związek i myślę, że może ja faktycznie za mało dałam z siebie, że byłam uwieszona na nim, że nie robiłam nic szczególnego w swoim życiu i zajęłam się tylko nim i związkiem. Że wszystko było oparte właśnie na nim. Może byłam za nudna. Czy to działa podświadomość? Że boję się jakiejś swojej inicjatywy bo czuję, że zaraz spotkam sie z krytyką. Jak on powie swoje zdanie, że mu się nie podoba to pogrążę się w tym. Tylko przy nim czuję się aż tak zakompleksiona. Kochamy się, ale coś jest nie tak. Postanowiliśmy odpocząć od siebie, nie mieszkamy chwilowo razem. Chcemy sobie wszystko poukładać. Może powinnam wybrać się do psychologa? Tylko dlaczego, tylko przy nim czuję czasami czuję się źle, obco, bez wsparcia, zakompleksiona? Różnica poglądów? Czy dlatego, że czuję że on powinien mieć ładniejszą, mądrzejszą? Wychodzę dobrze na zdjęciach, dostaję dużo komplementów, ale nie od niego, dlatego boję się zrobić z nim zdjęcie bo wem, że mu sie nie spodoba. Jego koleżanki mają zazwyczaj sesje profesjonalne, umieją ładnie pozować, on je lubi podobają mu się zdjęcia. Przecież nie będę mu zabraniać mu kontaktów z nimi. Powinnam popracować nad sobą? Wybrać się na sesję? Dla mnie to też byłaby frajda. Ale czy to jest dobra recepta na to wszystko? Czy nie szukam na siłę rozwiązania i przypodobania mu się? Nie wiem już co jest w tej sytuacji "zdrowym" zachowaniem a co popadaniem w paranoję.
Długo i chyba mało składnie... jednak proszę o pomoc.