Piszę o tym, bo jestem ciekawa Waszych doświadczeń. Na studiach, mamy "koleżankę", która ma 40 lat. Poszła na studia, a przy tym chciała pracować. Z tego co opowiadała, to miała bardzo dobrą pracę, pewną, stałą, a pracodawcy szli jej na rękę w kwestii studiów. Wykładowcy w zasadzie też nie robią problemów gdy wiedzą, że ktoś pracuje. Jednak ta koleżanka doszła do wniosku, że nie pogodzi pracy i studiów i ostatecznie zrezygnowała z pracy. Jej mąż pracuje za granicą, przyjeżdza co dwa tygodnie. Ona i jej dzieci (dwoje) są na ich utrzymaniu. Mąż zarabia dużo, skoro mogła sobie pozwolić na to żeby nie pracować. Było widać, że ma pieniądze. My kserowaliśmy książki albo wypożyczaliśmy z biblioteki, ona zawsze miała nowe. Nam często na koniec tygodnia zostawało tylko na bilet, a ona codziennie chodziła do baru na uczelni na śniadania i obiady, które nie są tanie. Ale to nie o to chodzi. Jak ją stać to niech wydaje. Problem w tym, że ona złożyła podanie o stypendium socjalne i dostała je - najwyższe. Wykazała, że dochód męża wynosi 1200 zł. Nam chwaliła się, że dużo więcej.
Powiem szczerze, że chyba zawsze mnie będzie dziwiła taka nieuczciwość. Przecież ona ma pieniądze, a przez to co zrobiła, może zabrała stypendium osobom, którym było bardziej potrzebne.
Spotkałyście się z czymś takim? Co o tym sądzicie?