Bo ludzie są słabi i pakują się właśnie w związki, które nie są satysfakcjonujące z bardzo różnych powodów. Wiekszosc budowana na strachu przed samotnoscią, utratą - czegokolwiek, samooceny także. Nie wiedzą czego chcą i szukają tego w człowieku, ze on pokaże drogę i w takiej sie zostanie, bo wreszcie wygodnie będzie. Godzenia się od początku na partnera, który ma inne oczekiwania, ale ważne że chemia jest i nadzieja na zmiany (a nuz zmieni stosunek do dzieci, a nuz przestanie imprezować...). Gadanie o staraniu, naprawianiu a nie wyrzucaniu... mozna w bajki wlozyc, bo kazdy jakos chce, ale nie kazdy potrafi. Pozniej nie umieją skonczyc trudnej relacji, bo co ludzie powiedzą, jak ktoś sam/singiel to gorszy, wybrakowany. Bo uświadamia sobie, że bez milosci jest nikim, nigdy nie bedzie szczęśliwy, a szczeście i przyjemnosc ma dawać związek/partner. Łatwiejsze rozwiązania stosują słabi lub cwani ludzie. Najczesciej kosztem innych. Cwani nie cierpią, bo są wyrachowani. Słabi - ranią siebie i innych po drodze. Niczego to nie uczy, a musi, bo dalej nie będzie nic wychodziło. Plus oczywiscie złe wychowanie rodziców, metodą kar i nagród, w poczuciu braku akceptacji i tego że nie można kochać samego siebie. Dobre dla rozwoju wymuszonego, ale pozniej wzorzec należałoby zmienić, bo sie bedzie kochało za dwie osoby, albo bedzie wymagało kochania za dwie osoby. Nie kazdemu się chce zmieniać, iść w górę, więc tkwi w czymś bardzo przeciętnym, a nawet takim, że spełnia zadowolenie tylko w jednej sferze na tysiąc - np sam seks, sama kasa, sam lęk przed samotnością, sama powierzchownosc (wygląd, inni mają to ja tez mam, a w srodku płacz) itd. Młodzi szczegolnie są przekonani, że miłość to tylko ten haj, nie wiedzą że każdy związek przeradza sie w bardziej przyjacielski jesli wlasnie partnerzy są dla siebie otwarci, szczerzy, dostępni, starają się zrozumieć, dogodzić i nie obwiniać. I wtedy następuje koniec. Albo wątek obok - jest niby chemia, a nawet nie rozmawiają ze sobą, nie ma seksu. Co to za chemia? I to ileś lat! Zycie wyobrażeniem. Teraz jak ktos może to zmienia i nie liczy się z innym, bo łatwiej jest zmienić partnera, łatwiej poflirtować z innym niz swoje wady wyeliminować. Bo po co? I zeby oddalic problem od sedna powie ze nie planowali tego, ze sie samo stało. To jest główny problem. Egoizm i niedojrzałość. Brak zasad, wartości, albo toksyczne wzorce, z których nie chce się wybic. Ba, w ogole nie jest tego swiadomym, bo zycie ma wiele sfer, a na rozmyslanie o miłosnych rozterkach nie ma czasu - chyba ze krotko po utracie jej. W naszym smutnym kraju jest to częste, bo poziom satysfakcji zyciowej opiera się na podstawach podstaw i nie czuje, ze moze sie rozwijać, ma wpojoną "dodupowatość", takze przez rodzicow nieudaczników, lub zbyt wymagających. Napięcie i stres od małego.
Poza tym na milosc sie nie czeka. Milosci sie nie oczekuje. Milosc mozna dawać. To nasza decyzja. Wbrew pozorom o gromach z jasnego nieba.
Poza tym jak widzisz - jesli ktos długo jest sam, nie udaje mu się, to programuje w sobie niską wartość (nie wszyscy, ale mysle ze kobiety bardziej/częściej). Juz na start zamiast przyciagnac kogos lepszego, po ostatnich doswiadczeniach i wypracowaniu wiedzy np o szczęściu wewnątrz, a nie zewnątrz - mają coś gorszego. I też dlatego, że CHCĄ! Z racji, że gorzej siebie uważają, że idą z prądem dziwnych przekonan. Jak toksyczny związek to uzależnia, by emocje mowiły "kocham i potrzebuje", mimo 99% nieszczęścia. Jak siebie nie lubimy i nie reperujemy własnego zycia, czy samooceny to i życiowo (np mieszkanie, a nie ma gdzie sie odejść). Ciężej sie rozstać, bo nie chce sie uniknąć bólu samotnosci, który juz sie przechodziło jak wartość spadała. Tego co sie przechodziło będąc samemu i w jeszcze gorszym stopniu (bo np wiek goni, bo juz w tym wieku zycie ulozone powinno byc, slowoklucz POWINNO, bo tak ktos powiedział). Dlatego tez latwiej zdradzic, latwiej plynnie przejsc w związku w związek, zmienić gałąź. Niepoważnym by było powiedzieć, że wszyscy źli tylko my dobrzy i to nie popłaca. Nie. Inni niech sobie będą. Nie ma po co sie z nimi wiązać, jeśli są tacy źli, nie umieją rozwiązywac problemów, mowic o potrzebach, czy nawet ich nie znają. Zawsze warto sie zastanowic w czym naprawde tkwi problem. Czasem przeciez w niczym, w ogole nie ma naszej winy, ale jesli jest to regularne? We wszystkim mamy wybór i decyzyjność, a w uczuciach tak naprawde największą. Niestety lepiej powiedziec, ze jestesmy bezwolni.