witam, jestem tu nowa, od 15 lat w małżeństwie, coraz bardziej toksycznym, coraz bardziej problemowym. kiedys mój maż gniewał się o coś krótko, zawsze ja wyciągałam rękę na zgodę, mówiłam że go kocham, że niechcę sie kłócić, od jakiegoś czasu kłotnie przybieraja na częstotliwości i na mocy, mąż potrafi nieodzywać sie nawet 1-2 miesiące, nie wiem co robić, ciągle zmagam się z tym sama, dopóki dąże do zgody to kiedyś to mija i wtedy on zaczyna sie odzywać, kiedy ja nie chce kolejny raz się upokażać takie milczenie trwa nawet miesiąc czy nawet dwa, niewiem co robie nietak, zawsze on znajdzie powód żeby sie ze mną pokłócić, bo nieuprasowane, bo nie umyte, bo mu nie pomagam, bo mam pieniadze, a on akurat nie, ale najgorsze że bez mrugnięcia okiem potrafi wezwac do domu policje i wymyslać ze sie z nim awanturuję czy nie pozwalam mu korzystać z lodówki, już czasem brak mi pomysłu co robić i jak zeby mu dogodzić, zastanawiam się jeszcze do czego następnym razem się posunie zeby mnie upokożyć i zeby mi dokopać, przepraszam że mój post jest chaotyczny ale mimo ze cisza trwa już 1,5 miesiąca cały czas płacze i cały czas boli mnie myśl ze niewiem co zastanę w domu kiedy wróce, niechce i boję sie tam wracać, kiedyś myslałam ze kiedy załążę swoja rodzine bede szczęsliwa, będe miała męża który będzie mnie kochał, to wszystko sie gdzieś pogubiło....
2 2014-11-19 14:08:49 Ostatnio edytowany przez Iceni (2014-11-19 14:09:45)
Macie dzieci? Pracujesz?
Czy zdarza ci sie podnosic glos podczas klotni?
Witam, mamy córkę 12 letnią , pracuję zawodowo, tak masz rację czasem podczas kłótni podnosze głos, poprostu jego zachowanie doprowadza mnie do szału, czasem mam wrażenie że on dobrze wie co zrobić zeby wyprowadzić mnie z równowagi, chyba wie jak mną manipulować. Wrecz robi wszystko żeby mnie zdenerwować, staram sie nie zaczynać awantur, ale kiedy wyłącza mi lodówkę z prądu sugerując ze on ja kupił i ja nie mogę jej używać no to czasem niewytrzynam. Czasem mam wrażenie że kompletnie go nie znam , że jest dla mnie zupelnie obcym czlowiekiem, dodam tylko ze wszystkie rachunki w domu place ja, i jeszcze splacam kredyt zaciągnięty przez niego, bo popadł w takie długi ze juz nie radzi sobie ze splacaniem. Zastanawiam sie czy jestem aż tak glupia ze jeszcze mu pomagam, czy traktuje , mnie tak bo jestem dla niego za dobra...
Witam, mamy córkę 12 letnią , pracuję zawodowo, tak masz rację czasem podczas kłótni podnosze głos, poprostu jego zachowanie doprowadza mnie do szału, czasem mam wrażenie że on dobrze wie co zrobić zeby wyprowadzić mnie z równowagi, chyba wie jak mną manipulować. Wrecz robi wszystko żeby mnie zdenerwować, staram sie nie zaczynać awantur, ale kiedy wyłącza mi lodówkę z prądu sugerując ze on ja kupił i ja nie mogę jej używać no to czasem niewytrzynam. Czasem mam wrażenie że kompletnie go nie znam , że jest dla mnie zupelnie obcym czlowiekiem, dodam tylko ze wszystkie rachunki w domu place ja, i jeszcze splacam kredyt zaciągnięty przez niego, bo popadł w takie długi ze juz nie radzi sobie ze splacaniem. Zastanawiam sie czy jestem aż tak glupia ze jeszcze mu pomagam, czy traktuje , mnie tak bo jestem dla niego za dobra...
no super ty mu pomagasz a on i lodowke wylacza.....
napisze dużymi literami-PRZESTAN GO WYRECZAC W ODPOWIEDZIALNOSCI,dlaczego płacisz jego zobowiązania ?oraz wszystkie rachunki?
Myślałam że kiedy jakoś mu pomoge, on to doceni, a teraz wyszło na to że ja splacam kredyt płace rachunki, a on sie ma świetnie i mnie olewa, chyba z góry przewidział moje dobre serce, i kolejny raz mnie wykorzystał, najchetniej zostawilabym go i uciekła, ale dokąd? przecierz córki mu nie zostawie bo nawet na jej utrzymanie nic mi nie daje, ani na ubrania czy jedzenie, oczywiscie w jednym sie postawilam przestalam mu prać prasowac i gotować i dobrze mi z tym...
To chociaż jedno dobrze zrobiłaś, z tym praniem i gotowaniem... A co z resztą? Ty wszystko opłacasz, nawet spłacasz jego kredyt / ! /, a on co? Na co wydaje pieniądze? Pytasz gdzie uciec? Pieniądze które przeznaczasz na dom i kredyt męża, przeznacz na wynajęcie mieszkania! Do tego należą ci się alimenty na córkę! Mąż nie ma prawa zabrać ci dziecka! A jeszcze pytanie, na co mąż wydawał tyle pieniędzy że ma takie długi...? Z tego co opisałaś, czarno widzę twój związek z tym człowiekiem! Ale nie jesteś w złej sytuacji! Masz pracę, pieniądze, a to już coś! To daje wiele możliwości! Powodzenia!
A czy wy macie rozdzielnosc majatkowa ze tak dzielicie moje-twoje?
Bo jak nie to poki co rzeczy zakupione w czasie trwania malzenstwa sa wlasnoscia wspolna.
Odzaluj te sto czy dwiescie zloty i poszukaj prawnika zajmujacego sie rozwodami on ci doradzi jak wybrnac z tej sytuacji. Mozesz przeciez zarzadac rozdzielnosci majatkowej itp.
Iceni, i co z tego że nie mamy rozdzielnosci majątkowej, zabrał mi kluczyki od wspolnego niby samochodu, kiedy na początku zrobiłam prawko zabierał mi auto bo niby nie tankowalam, jak zaczelam przez cały miesiac ja tankować, to teraz pretekstem jest to że nie wymieniam oleju, nie robie napraw, wiec i tak nie moge jeździć. dodam że kiedy tankuje mąż bez zadnych przeszkód korzysta z samochodu, wrecz robi mi awantury jesli zostawie samochod na rezerwie, ja czasami naprawde zastanawiam sie czy jest jakieś wyjscie z mojej sytuacji, bo ja dostrzegam tylko jedno, zostawić gada i tyle, kiedy wspominam ze kupie sobie jakiś samochód, smieje sie ze mnie ze tak kup komornik bedzie miał co zabrać, szkoda mi co kolwiek dokladac do tego małżeństwa, bo widze ze tylko tracę, ... czuje sie wykorzystana i oszukana, a do tego zaczynam patrzeć na niego z odrazą i nienawiścią za to co mi robi...
I jeszcze bezczelnie śmieje Ci się w nos /przykład z samochodem!/. Przeczytaj raz jeszcze mój poprzedni post! A mąż NIE MA PRAWA niczego Ci zabrać, ani z czegoś korzystać! Szkoda każdej godziny na bycie z tym człowiekiem! Żeby nie wydawać zbyt dużo pieniędzy, są bezpłatne porady prawne /np. przy urzędzie gminy, lub ośrodku pomocy społecznej/. Prawnik powie Ci co robić, jeżeli nadal będziesz zmuszona mieszkać z mężem. Głowa do góry, będzie dobrze! :-)
ZAŁAMANA34 wyczuwam w Tobie bardzo dużo siły i determinacji, nie jesteś słabą kobitką, która nie wie co ma zrobić...
Opis zaczęłaś delikatnie, ale masz ogromną świadomość zła, które rozgościło się w twoim związku - oczekujesz jedynie potwierdzenia, że to co się dzieje nie jest normą, a Ty dobrze myślisz o zakończeniu toksycznej relacji.
TAK- dobrze robisz, jeżeli mąż nie zmieni zachowania /porozmawiaj z nim otwarcie, powiedz, że tak postępują dorośli - nie foch, nie cisza/ to szkoda twojego życia... a masz go jeszcze sporo przed sobą.
jestem po dłuższej przerwie, nic sie niezmieniło jedynie tylko to że dowiedziałam sie zresztą od samego męża że zaczął mnie zdradzać , bo przecież skoro ja z nim nie sypiam to on sobie ma prawo znaleźć kogoś kto go zaspokoi, powiedzcie jak zmisuć sie do intymności kiedy przez ostanie dwa mięsiace wykańczał mnie psychiczniie, po za tym to go chyba zupełnie nie usprawiedliwia, gdyby każdy tak sie tłumaczył to świat by chyba zwariwał. kazałam mu się wyprowadzić ale on nie chce grozi że rozwali dom bo on spłaca kredyt, bo on wszystko w tym domu zrobił, a gdzie moje 15 lat tego małżeństwa, ja w jego oczach nic nie wniosłam, nie przedstawiam żadnej wartości? czasem sił mi brakuje, chciałabym zniknąć, uciec, zostawić to wszystko, tylko czemu, ja też przez te 15 lat starałam sie jak mogłam....on nie potrafił tego docenić....
"takie milczenie trwa nawet miesiąc czy nawet dwa, niewiem co robie nietak"
Kobieto! Nawet jedno, kilkudniowe milczenie czyli tzw. ciche dni jest zabojstwem dla zwiazku. To co opisujesz swiadczy o tym, ze zadnego zwiazku miedzy wami juz nie ma. Takze nie jest tak ze z Toba jest co nie tak. Nie tak jest ale z zachowaniem Twojego meza, ktory dodatkowo toba manipuluje, wmawia Ci jakies glupoty (a mowie to jako facet). Jedyna Twoja wina, i to powazna jest taka ze pogodzilas sie z ta sytuacja, uwazalas ja za normalna co wyniszcza was oboje. Musialo sie przeciez to wszytko kiedys zaczac.
Druga sprawa to szacunek. Maz traktuje Cie jako doslownie sciere. Musisz wiec najpierw to zobaczyc a potem mozna juz wiele. Kobiety tutaj lepiej powiedza Ci co robic.
tak trudno z tym wszystkim się pogodzić, człowiek się stara całe życie a potem ktoś i tak cie sponiewiera, to przykre ze nagle osoba z która żyjesz po jednym dachem uważa cię za zło konieczne i wręcz usprawiedliwia swoje postepowanie twoimi wadami, niby sie człowiek trzyma ale czasem dopada mnie dół, i nawet się żyć nie chce, nie wiem czasem myśle że gdyby mnie nie było niebyło by cierpienia, nie potrafię żyć ze swiadomoscią ze nie jestem wystarczajaca dla niego ze mógł mnie zamienić, ze nagle po 15 latach szuka czegoś nowego ,teraz się ocknął ze jestem do niczego, ze mu nie odpowiadam, źle mi z tym nie potrafie uporać się z myślami...
"ze nagle"
Twoja sytuacja jest nie do pozazdroszczenia. Pamietaj o tym, ze bardzo wazny jest szacunek do samej siebie (i wymaganie tego od innych). Jednak mylisz sie w jednym. To nie stalo sie nagle. To proces, ktory postepowal od lat a Ty godzilas sie na brak szacunku juz wczesniej w innych lub podobnych sytuacjach.
"ze nagle"
Twoja sytuacja jest nie do pozazdroszczenia. Pamietaj o tym, ze bardzo wazny jest szacunek do samej siebie (i wymaganie tego od innych). Jednak mylisz sie w jednym. To nie stalo sie nagle. To proces, ktory postepowal od lat a Ty godzilas sie na brak szacunku juz wczesniej w innych lub podobnych sytuacjach.
masz racje zgadzałam się chcą mu się przypodobac chcąc go zadowolić, myslałam że jak zrobie cos tylko dla niego będzie mnie kochał będzie ze mna bo wie ze ja dla niego jestem w stanie zrezygnować po części z siebie, i co ? i tylko ból, cierpienie, niezrozumienie to ja jestem ta niedobra żę niepotrafię czy moze własciwie niechce dać jeszcze więcej, bo sama nic w zamian nie dostaję....
Nie wiem nad czym się jeszcze zastanawiasz.
Narzekasz na męża, ale na tym się Twoje działanie kończy. Do tej pory nic konkretnego nie zrobiłaś, żeby wyrwać siebie i dziecko z tej sytuacji. Jeśli chodzi o dziecko, to dom, w którym rodzice się często awanturują jest piekłem. I za to piekło nie tylko mąż jest odpowiedzialny, ale Ty też. Każdy dzień Twojego niezdecydowania i przekładania działania na później, to jeden dzień więcej piekła dla Twojego dziecka.
O swoim dzieciństwie i rodzicach Twoja córka będzie w przyszłości opowiadać. Psychologowi.
ja chyba nadal nie wierze ze mnie to spotkało, nadal sie łudzę ze bedzie dobrze ze to tylko sen, a mój mąż może wcale nie jest taki zły, sama w to nie wierzę, wiem ze mnie krzywdzi ale tak trudno pogodzić sie z tym ze niej jest juz mój ze nie jest dla mnie, ze wybrał kogoś innego, to nie tak ze go usprawiedliwiam, tylko tak bardzo cieżko mi sie z tym pogodzić,myślałam kiedyś ze będziemy na dobre i złe, ze zestarzejemy sie razem, a tu całe życie pryska jak bańka mydlana nagle okazuje się ze wogóle go nie znałam, ze niedostrzegłam w porę ze chce mnie wykorzystać, ze zachowuje jedynie pozory, czuję sie tak bardzo skrzywdzona, ale jednocześnie boje się tej samotnosci, boje się być w tym wszystkim sama....
Ale Ty już jesteś sama, jeśli chodzi o małżeństwo. Przecież nie tworzycie rodziny - tylko na papierze, ale w życiu nie.
Popełniać błędy zdarza się każdemu, małe i duże, ale tylko od nas zależy czy będziemy w tym błędzie tkwić, czy go, na miarę swoich sił, naprawimy. Nie zmienisz męża. Tego typu toksyczni ludzie są słabo reformowalni. Za to możesz zmienić siebie i to, jak wygląda Twoje życie.
Nie jesteś jedyna w takiej sytuacji. Poczytaj bloga "moje dwie głowy". Otwiera oczy.
Nie wierzysz? Łudzisz się? Nie wierz. Łudź się. Użalaj się nad sobą. Celem takiego zachowania jest pozostawanie w tym samym miejscu, pozwalanie na dalsze upokarzanie, na dalszą przemoc wobec siebie. To decyzja na życie.
Nikt w Twym wątku nie napisał ni słowa, byś pogodziła się z sytuacją. Wręcz przeciwnie, wszyscy zachęcają Cię do zobaczenia rzeczywistości. Nie ma jednak obowiązku wyjścia z toksycznego związku. Jest sporo osób, które właśnie ze strachu przed nieznanym tkwią przy przemocowcach. Pamiętasz akcję "Bo zupa była za słona?"
Załamana, ten Twój mąż Cię systematycznie od lat wykorzystuje i stosuje wobec Ciebie przemoc psychiczną, emocjonalną i ekonomiczną. To się nie stało "nagle", on Cię tak od dawna urabiał. I Ty mu na to pozwalałaś.
Po co on się ma zmieniać?- litości!, przecież jemu dobrze. Zona wkoło niego skacze, na palcach chodzi, płaci jego długi, nawet w obliczu kochanki po prostu tylko "smutno się" jej robi.
Bierz dziecko, skontaktuj się z prawnikiem i uciekaj z tego bagna.
ja to wszystko wiem, tylko tak ciężko zamknąć te 15 lat, zacząć wszystko od nowa, ja wiem że to nie jest normalne jak on się zachowuje ale jak ktoś tak długo trwa w takim chorym układzie to trudno się otrząsnąć....trudno spojrzęć na to z boku, zeby tę chorą sytuacje przerwać... uwierzcie to wszystko nie jest proste...
Czy ktoś twierdzi, że to łatwe?
Możesz użalać się i nic poza tym nie robić, możesz też odpłakać a później odkopać spod swego żalu ukrywaną od dawna złość. Gdy ją ujawnisz, zobaczysz, ile masz w sobie siły potrzebnej do wprowadzenia zmian w swym życiu.
W internecie znajdziesz dwie, niezależne od siebie, strony Niebieskiej Linii. Na każdej z nich jest kopalnia informacji i na temat form przemocy, i na temat sposobów poradzenia sobie z nią, i na temat pomocy prawnej; są też adresy pomocnych stowarzyszeń, instytucji, it.d.
Edit:
Jeśli zajmiesz się tym, jak jest Ci trudno porzucić marzenia, nie ruszysz do przodu.
Jeśli chcesz zmienić swą sytuację, znajdź odpowiedź na inne pytanie: "Co mam zrobić, bym była szczęśliwą?".
23 2014-12-12 16:18:41 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2014-12-12 16:19:23)
...
tak ciężko zamknąć te 15 lat, zacząć wszystko od nowa, ja wiem że to nie jest normalne jak on się zachowuje ale jak ktoś tak długo trwa w takim chorym układzie to trudno się otrząsnąć....trudno spojrzęć na to z boku, zeby tę chorą sytuacje przerwać... uwierzcie to wszystko nie jest proste...
A TRWANIE w tym chorym niezadowalającym związku JEST ŁATWE?
Widzisz jakieś 3 wyjście?
Albo trwać - albo zmieniać.
Twoje życie - twój wybór ![]()
Kiedys matka powiedziała mi ze to co wytrzymywala w swoim malzenstwie to robila dla mnie. Obarczono jednak mnie brakiem wzorcow, przede wszystkim i nie wiem co by było gdybym już od 1 klasy liceum nie mieszkal sam w pokoju w naszym domu ale z oddzielnym wejściem od podworza, ponieważ zaczalem stawiac się ojcu (taki charakter). Wtedy marzyłem o tym żeby zamieszkac z mama gdzies w malym mieszkanku w bloku. Z czasem "odeszlem" mentalnie od rodzicow, ale po studiach kiedy zakladalem swoja pierwsza rodzine, byłem pozbawiony wzorcow co zakonczylo się rozwodem. Z drugiej strony pozostanie matki przy ojcu zaskutkowalo jej opieka nad nim przed smiercia oraz nawróceniem się ojca, nauczeniem pokory, podjęciem roznych decyzji (może bardziej pod wpływem choroby).
Autorko piszesz o poswieceniu dla milosci. Jednak opatrznie to rozumiesz. Milosc nieodłącznie jest zwiazana z poszanowaniem siebie i partnera, meza, zony. Szacunek ten polega, miedzy innymi, na wymaganiu go od partnera w stosunku do siebie, oraz na niezgadzaniu się na określone postepowanie meza/zony w domu, na zewnątrz, wobec siebie, wobec innych, wobec dzieci, itp. Czyli ogolnie jest to związane z brakiem przyzwolenia na to co niszczy wiez miedzy partnerami co chyba jest logiczne. Natomiast pogląd ze należy mi się wdziecznosc za wychowanie dzieci, zajmowanie się domem, za prace jest chyba przestarzaly. Oczywiście sa to ważne obowiązki ale one nie buduja wiezi miedzy ludzmi. Doceniamy je lub nie, te starania, ale one nie tworza milosci, wiezi.
Wybor jest trudny ponieważ jeśli jest swiadomy, to bierze pod uwagę cos co można okreslic swoim szczęściem, szczęściem dzieci, również karma, checia poswiecenia się. To ostanie" funkcjonowalo w poprzednim pokoleniu. Dzis już nawet nikt za to poswiecenie Cie nie docenia. Ale jeśli potrafisz dzwigac swój krzyz, Twoje zycie Cie nie niszczy (bo człowiek jest wartoscia, niszczenie tego jest samo w sobie zle) to możesz podjąć i nietypowy wybor. Ale powinien być swiadomy, logiczny po cos, zgodnie z istota rzeczy a nie życzeniowy (ze dla mnie, dla dzieci będzie tak lepiej mimo ze będzie dokładnie odwrotnie).