witam
Jestem tu bo szukam pomocnej dłoni,wsparcia ,porady.Mam 30 lat od 7 lat w związku (5 lat po ślubie).W śrucie opisze mój związek.Poznałam mojego ukochanego w pracy.wiedziałam że jest żonatym mężczyzną i że ma dziecko i to że nie żyje już z tą kobietą.Zakochałam się jeszcze przed tymi informacjami o jego życiu.Nie był w ogóle zainteresowany kobietami ,jego oczy były wiecznie smutne i to było w nim najpiękniejsze.Cały oddawał sie pracy,kiedy dowiedziałam się ze odszedł od żony ,bo ta go zdradziła i jest z innym w ciąży postanowiłam zawalczyć o tę miłość.Trwało to ponad rok i byliśmy razem, był rozwód nasze zaręczyny ślub i nasza cudowna córeczka Hania(która była zaplanowanym dzieckiem).Na początku było cudownie ,jedynie co zaczęło mnie męczyć to ze nie mogłam poradzić sobie ze świadomością że była inna przede mną(wiecie ,chodzi mi o to czy porównuje mnie w tym w tamtym itd.)nie dawało mi to spokoju , nie potrafiłam sobie poradzić z tymi emocjami ,wyznałam to mężowi ale on stanowczo mówił ze to przeszłość że teraz wie ze jej nigdy nie kochał i że tylko chce być ze mną.Jednak nie dało się zapomnieć o poprzednim życiu mojego męża (w odwiedzinach u teściowej wiecznie gościł syn męża kiedy by nie pojechał),kiedy przywoził go do nas o niczym innym nie myślałam tylko o tym kiedy on go odwiezie ,to był dla mnie ból psychiczny ale nigdy tego nie nie pokazywałam mąż wiedział ze to nie jest dla mnie komfortowa sytuacja ale szanowałam to i wiedziałam że to tylko dziecko,ale ja widziałam to inaczej.Po czasie trwania w małżeństwie uwierzyłam w to ze jestem jedyną kobietą w jego życiu i ze mnie kocha.Ale do czego zmierzam.Ostatnio stwierdziłam ze nie jestem szczęśliwa i tego dla siebie nie pragnęłam w życiu,owszem jestem mamą zdrowej cudownej Hani mam gdzie mieszkać i mam męża pracuje i to by było na tyle.dwa lata temu dopadły nas kłopoty finansowe (długi przez moich rodziców-którym chcieliśmy pomóc),spłacamy kredyty po rodzicach i zostaje nam tyle co na życie(biedy nie klepiemy ale musimy sobie odmawiać rzeczy i biernie planować wydatki).Mam wrażenie ,chociaż jestem przekonana ze uważa ze to moja wina chociaż twierdzi że nie ,ale widzę to po zachowaniu(jak wspomnę coś o kasie to zawsze mów że on zarabia i ma prawo sobie kupić piwko a nie tylko spłacać długi ,albo jak nie mamy czegoś to "niech twoja mamusia kupi bo my ostatnio kupowali),(nie wspomniałam że mieszkamy z rodzicami-dzielimy się wydatkami ale mamy osobne mieszkanie,rachunki są wspólne).Zapomniał już o delikatności o wspólnych wyjazdach nawet o spacerach ,w ogóle nie ma żadnych pomysłów na nasze wspólne życie co się mówi to zrobi na zakupy pojedzie i tylko tyle ,zawsze jak coś wspomnę o kinie czy o czymś podobnym "to wiesz że nie mamy kasy"nawet nie próbuje zaoszczędzić na piwie czy coś zorganizować bez pieniędzy jakiś wieczór romantyczny i spacer nic.Czuje się jak Matka Polka (praca wychowanie dom gotowanie itd.)obowiązki żony jak on twierdzi przy każdej kłótni"ja jestem mężem a ty zoną i to do czegoś zobowiązuję",już nie wiem jak z nim rozmawiać jak mu tłumaczyć ze ja nie chce tak żyć mam 30 lat widzę że już jakby 30 ale po ślubie monotonia i jeszcze raz monotonia.Jak do niego trafić nie mam pojecia
2 2014-11-19 10:31:13 Ostatnio edytowany przez kosmiczny nick (2014-11-19 10:35:42)
...zaczęło mnie męczyć to ze nie mogłam poradzić sobie ze świadomością że była inna przede mną...nie potrafiłam sobie poradzić z tymi emocjami...to był dla mnie ból psychiczny
...Ostatnio stwierdziłam ze nie jestem szczęśliwa i tego dla siebie nie pragnęłam w życiu...
...Zapomniał już o delikatności o wspólnych wyjazdach nawet o spacerach ,w ogóle nie ma żadnych pomysłów na nasze wspólne życie...nie wiem jak z nim rozmawiać jak mu tłumaczyć ze ja nie chce tak żyć...monotonia i jeszcze raz monotonia.Jak do niego trafić nie mam pojecia
Myślę, że trochę sama się gubisz w swoich odczuciach: raz piszesz, że przeszkadza Ci jakaś przeszłość męża, potem, iż nie chcesz takiej monotonii i takiego życia, a teraz ...jak trafić do męża by się bardziej starał...
Rutyna... Problemy finansowe tylko to obnażyły i spotęgowały. Ale przecież nie będzie taka sytuacja trwać do końca życia?
Znudzenie związkiem, rutyną, codziennością - to w zasadzie normalne odczucia, które często dopadają każdego. Wygląda na to, że wszystko teraz zebrało się w całość i Cię uwiera. Owszem, małżonek dość dziwnie się zachowuje, ale i Ty sama chyba dajesz ku temu jakieś powody? Twoje nastroje, przygnębienie, jakieś "kwasy" w domu - to wszystko działa na Wasz związek i życie. Spróbuj sama zorganizować coś dla Was, jeśli małżonek wpadł w stagnację. Rozruszaj go - może to odmieni to "monotonne" Wasze życie? Nie ma co się użalać i tylko same negatywy widzieć wokoło. Trochę pozytywnego myślenia Autorko...
Dostrzec coś pozytywnego we własnym życiu (choćby to: "...jestem mamą zdrowej cudownej Hani mam gdzie mieszkać i mam męża pracuje...") - i z tego czerpać pozytywne nastawienie. I pamiętaj, że wszystko mija... Nawet problemy, które teraz tak Cię ciągną w dół.
Czego oczekujesz od życia?
P.S.
Tytuł Twojego wątku jest zupełnie oderwany od problemu. Fakt, że jesteś jego "drugą żoną" nie ma tu nic do rzeczy i wszystko, co z tą "drugością" związane jest tu tylko marginalne i bez większego wpływu na Twoje samopoczucie na tym etapie małżeństwa...
może masz racje że sama nie wiem czego chce ,myślałam że doświadczeni mężczyźni po przejściach bedą bardziej dbali o to zeby ich związek trwał ale nic mylnego .Jeżeli chodzi o samoorganizację to ja już nie mam siły organizować życia dla nas dwojga ta o wszystkim pamiętam,myśle opłacam i organizuje i nawet ustalam mu wizyty z dzieckiem (żeby jechał po niego czy jakiś drobiazg mu kupił),trochę to męczące nie uważasz.Chciałabym żeby to on przejął inicjatywę w niektórych spawach bo wizyty jego dziecka to chyba nie moja broszka jak mu nie powiem to ????moze trochę winy leży po mojej stronie ale chciałam żeby zapomniał,żeby miał szczęśliwe małzeństwo i tak było dbałam .żeby wszystko miał ,żeby było itd.ale moja wena się skończyła
4 2014-11-19 11:15:19 Ostatnio edytowany przez kosmiczny nick (2014-11-19 11:16:02)
No to jedyna rada: weź go na szczerą rozmowę i przedstaw swoje spojrzenie na obecną sytuację, powiedz o swoich odczuciach i wątpliwościach... Jeśli potrafi myśleć i zależy mu na Waszym małżeństwie i rodzinie - weźmie się w garść i zaczniecie "żyć" na nowo. Ale i Ty przestań wpadać w taką apatię (czy aura za oknem jej czasem nie spotęgowała?) i nabierz trochę dystansu do Waszych problemów, zacznij dostrzegać wspomniane dobre strony...
Problemy finansowe to powazny balast ograniczajacy wybory i powodujacy depresje. Kto wogole z was wpadl na pomysl zeby przejmowac czyjs kredyt obarczajac tym wlasna rodzine? To skrajna glupota i nieodpowiedzialnosc, niestety tgo nie widzicie. Ale to moim zdaniem glowny powod obecnej waszej sytuacj i braku weny. Sama chyba to widzisz. Ukreciliscie sobie powroz na szyje, to jak Ci sie wyfadaje jak sie z tym powrozem zyje?
maniek maniek -nigdy nie byłeś w sytuacji w której trzeba pomóc rodzinie więc nie wiesz jak to jest,ale teraz co piszesz to juz wiem i nigdy już nie popełnię tego błędu>ale nie zżucajmy winy na pieniadze
To jest moim zdaniem podstawowy czynnik bo doskonale wiem jak to u faceta jest z przezywania, braniem odpowiedzialnosci i zamartwianiem sie utrzymaniem rodziny wiec uwazam ze to jest podstawowy w waszej sytuacji czynnik, ktory wywoluje marazm i niechec do dzialania.
Natomiast do pomocy rodzinie sie nie zgodze. Pomagac mozna ale nie kosztem swojej rodziny. Tak samo jak milosc, szczescie nie powinno byc zdobywane kosztem czyjegos nieszczescia. Nie wykazaliscie sie po prostu troska o swoja wlasna rodzine biorac na barki cudze a nie wlasne bledy nie myslac o tym ze w ten sposob dzialacie przeciwko swojej rodzinie. To prosta jak cep zasada, kwestia swiadomej odpowiedzialnosci za swoja rodzine. Jej wam zabraklo. Widzisz ty jako kobieta skupiasz sie na sprawach uczuciowych, emocjonalnych, mezczyzna na sprawach "zdobywania". Widzialem po sobie ten marazm jak bylem przez dlugi okres w trudnej sytuacji bez dodatkowych srodkow, widze te same reakcje po kolegach. Niestety ale Twoj brak zrozumienia prawdziwego powodu, odrzucanie tego, wynika z odrzucania winy, ktora ponosisz za to ze wepchnelas wasza rodzine w taka a nie inna sytuacje. W takim razie powinna swiadomie z usmiechem ponosic konsekwnecje obarczenia sie czyms co was w istocie wyniszcza. Nikt nie powie otwarcie ze to jest powod (zeby nie byc uznanym za materialiste) ale to sa mozliwosci zrobienia, zaplanowania czegos. Inaczej czlowiek jest wtloczony w cos bez wyjscia i nie widzi tego wyjscia. Dobrze ze piszesz obledzie. Sama wiec widzisz ze drugi raz w tej samej sytuacji bys tego nie zrobila. Piszesz jednak ze bylo trzeba pomoc. to jest sprzecznosc. Zdecyduj, trzeba bylo pomoc, czy pomoc byla bledem. Bo sama siebie oszukujesz, niestety.
maniek maniek -nigdy nie byłeś w sytuacji w której trzeba pomóc rodzinie więc nie wiesz jak to jest,ale teraz co piszesz to juz wiem i nigdy już nie popełnię tego błędu>ale nie zżucajmy winy na pieniadze
a wlasnie,ze w ty przypadku winy dopatrywalabym sie w sytuacji materialnej
czy aby na pewno maz z ochota przejal splate nieswoich przecież zobowiązań,
trudno sie temu byloby nawet dziwic moze trzeba to jednak zalatwic inaczej
ja rozumiem rodzina,trzeba sobie pomagać,hmmm ...
Kochajmy się jak rodzina, liczmy się jak księgowi. Też bym się wkurzała gdybym płaciła nie swoje zobowiązania.
pozdrawiam
3 żona swojego męża ![]()
Kochajmy się jak rodzina, liczmy się jak księgowi. Też bym się wkurzała gdybym płaciła nie swoje zobowiązania.
pozdrawiam
3 żona swojego męża
nie ty jedna????
druga zona swojego meza
przyszla mi w miedzyczasie do glowy taka oto myśl,autorka pisze ze splaca dlugi rodziny
,jednoczesnie rozumiem ze jej maz placi alimenty,moze ona sie czuje usprawiedliwiona
przez to ,nie wiem...gdybam,bo za malo informacji
A ja to mam wrażenie, że Autorka zwyczajnie się nudzi. Najpierw była ekscytacja, motylki. Potem triumf, że to jednak JĄ wybrał, a teraz, kiedy przyszła szara rzeczywistość, rutyna, nuda i długi do tego, to ona jest nieszczęśliwa.
Ogólnie podejście Autorki jest nieco dziwne. Ma jakieś kompleksy, denerwuje ją dziecko męża (przecież wiedziała, co brała, więc nie wiem skąd te jazdy) i ogólnie taka królewna wychodzi dość mocno.
I ja też bym była wkurzona, gdybym musiała cudze długi spłacać i sobie od ust odejmować nie ze swojej winy. I jeszcze Autorka ma wymagania, że mąż się nei stara! I nie wymyśla nic spontanicznie!
Żeby on Cię z tymi wszystkimi długami i rutyną spontanicznie za drzwi nie wystawił ![]()
A ja to mam wrażenie, że Autorka zwyczajnie się nudzi. Najpierw była ekscytacja, motylki. Potem triumf, że to jednak JĄ wybrał, a teraz, kiedy przyszła szara rzeczywistość, rutyna, nuda i długi do tego, to ona jest nieszczęśliwa.
Ogólnie podejście Autorki jest nieco dziwne. Ma jakieś kompleksy, denerwuje ją dziecko męża (przecież wiedziała, co brała, więc nie wiem skąd te jazdy) i ogólnie taka królewna wychodzi dość mocno.
I ja też bym była wkurzona, gdybym musiała cudze długi spłacać i sobie od ust odejmować nie ze swojej winy. I jeszcze Autorka ma wymagania, że mąż się nei stara! I nie wymyśla nic spontanicznie!
Żeby on Cię z tymi wszystkimi długami i rutyną spontanicznie za drzwi nie wystawił
no ja bym się mocno dziwilą jakby on potulnie spłacał nieswoje zobowiązania..............jakas totalna paranoja,wymagac od meza zaangażowania w splate cudzej nieodpowiedzialności...........
rutyna to tu chyba najmniejsze zmartwienie ;autorka pisze ,ze maz nie ma pomysłu na wspólne spędzanie czasu itd. ,ciekawe jak tu mieć pomysły jak w kieszeni ziro,rece opadają......