Może zacznę od tego ze wyszłam za maż za alkoholika .Mamy dwoje dorosłych juz dzieci sa dobre i uczą sie pilne nie poszły w ślady ojca. Nie musze opisywać koszmarów życia z alkoholikiem bo wszyscy wiedza ze to tragedia . Awantury policja pilnowanie czy sie napije wieczny stres ból serca i brzucha to pamiętam .Mąż zabił we mnie radość życia .Miałam dzieci to Zycie toczyło sie wokół nich .Maż spowodował wypadek pod wpływem alkoholu i poszedł do wiezienia .Strasznie to przeżyłam nie chcilam aby ,,siedzial,, mimo ze życie z nim nie bylo dobre Chodziłam na odwiedziny co tydzin do wiezienia i myslam ze moze te nieszczęście zmieni meza . Niestety nie po wyjściu zaczęło sie to samo Ostatecznie zabrała go teściowa bo szkoda jej bylo dzieci widziała ze przez niego nie mogą sie uczyc i sa nerwowe. Rozpoczęliśmy życie osobno ja z dziećmi maz u rodziców. Tam oczywiście pil teściowa byla zalamana i współczuła mi ze tyle wytrzymałam bo nie wiedziała ze problem jest tak powazny.Po latach przepychanki pije nie pije moje życie w dalszym ciągu bylo nerwowe i smutne . Było lepiej bo wracałam do domu i nie bylo awantur ale tęskniłam za mężem trzeźwym czasami byl trzeźwy . Dzieci sa na uczelni za granica zostałam sama. Czułam sie samotna jak przebywałam w PL zaczęłam spotykać się z mezem .Wygląda to tak ze jak jest trzeźwy spotykamy się. Jak pije- tydzień sie nie widzimy . Przebywam teraz za granica nie wiedzie mi sie tu zupełnie czuje sie samotna a zycie nie ma sensu .Kontakt z dziećmi to raz w tygodniu i kontakt z moim tata w pl -skype tel. Nie mam pracy żyje z oszczędności . Musze sie przyznać ze w soboty nie wstaje z łóżka tylko sie myje cos jem i wracam do łóżka nie mam ochoty rozmawiać To chyba depresja .
Znalazłam prace w pensjonacie powiedzieli mi ze to praca dla 2 osób kobiety i mezczyzny . Pomyslam ze może zabiorę męża . Powiedziałam o tym mężowi bardzo sie ucieszył .Wszystko załatwiłam i tu zaczyna sie stres. Moj tato nie może sie o tym dowiedzieć bo zerwie ze mną kontakty .Moj syn powiedział ze oszalałam i wyladuje w domu wariatów . Ojciec im nie pomagał podal nas nawet do sadu o majątek ale przegrał . Ciągle szukał sposobów jak wyłudzić pieniądze jak na alkoholika przystało .Nie myślał o dzieciach Moja mama mieszka za granica od 20 lat zawsze nam pomagala.Teraz mieszkam wlasnie u niej.Ona twierdzi ze on nie da rady bo juz takie doświadczenie było z praca to alkoholik nie umie pracować i bedzie pil. Siostra moja nienawidzi go tak bardzo ze zerwie ze mna kontakty do końca zycia jak sie dowie. Córka mówi ze może dac mu szanse bo jego zycie jest tragiczne ale trzeba sie liczyć z tym ze bedzie pil a ja musze nie reagować i go kryc aby nas nie wyrzucili. Czy jestem na to gotowa czy podołam nie wiem .Nie potrafię sama funkcjonować próbowałam 5 lat samotność mnie zabija . Nie moge zyc z innym człowiekiem bo kocham męża alkoholika. Rozmowy z nim sa bez sensu mówi ze alkohol to przeszłość a jest pod wplywem alkoholu . Nie wiem czy ryzykować tydzień napewno bedzie trzezwy w miesiącu .Wiem ze jak to czytacie myslicie ze jestm idiotka sama chyba tak siebie oceniam . Ale zycie w samotności i bez celu bez pracy zabiło we mnie wartość czego kol wiek nic nie ma sensu nic . Mysl ze razem będziemy pracować jechać do pracy pierwszy raz pobudziła mnie do zycia . Ale stoją mi przed oczyma: tato ,syn, siostra i wszyscy znajomi mówiący do mnie JESTES NIENORMALNA!.mam do podjęcia decyzji 5 dni .Stoi mi tez przed oczyma pijany maz .Jak nie pojade do tej pracy( jest w innym miescie ) musze wracac do Pl jak pojade on przyjedzie do mnie . Ryzyko jest straszne .Mam cicha nadzieje ze moze sie uda I licze ze moj tato I siostra sie nie dowiedza bo oni mi nie daruja wiedza co przeszlam <musze sie przyznac ze podalam nawet sprawe o rozwod ale zawsze tego zalowalam jest w toku.Chcialm dodac ze nie jestem typem ofiary bo moze ktos to tak odebrac poprostu moje zycie od 5 lat nie ma sensu a mialo byc lepiej.A z nim sa fajne chwile jak nie pije .
1 2014-11-16 07:00:45 Ostatnio edytowany przez zielonadolina (2014-11-16 07:07:07)
Jesteś totalnie współuzależniona. I w depresji, moim zdaniem.
Musisz zdecydować się na terapię dla osoby najbliżej alkoholikowi, bo inaczej to wszystko będzie się pogłębiać.
Twoja siostra nie powinna tak mówić, ale sądzę, że chciała Tobą wstrząsnąć, byś przejrzała w końcu na oczy.
Dopóki mąż nie podejmie terapii odwykowej, nic się nie zmieni na lepsze, a wręcz przeciwnie.
Pozdrawiam.
Chcesz pracować? Podejmij tę pracę.
Chcesz powrotu do piekła? Pozwól mężowi na powrót.
Chcesz szybko stracić tę pracę? Jedź do tej pracy z mężem i nic nie mów pracodawcy o alkoholizmie męża.
Chcesz oszukiwać najbliższych? Ukrywaj fakty.
Może najwyższy czas na to, byś Ty podjęła terapię? Dla współuzależnionych.
Edit:
Excop, napisaliśmy niemal to samo. ![]()
Ty nie patrz teraz kobieto na to co będzie myślał Twój tata, siostra, mama, dzieci itd, bo to przede wszystkim jest Twoje życie! Świetnie, że Twój mąż jest dobry jak nie pije, mój ojciec też taki jest, ale to nie zmienia faktu, że PIJE! I on NIE PRZESTANIE pić tak nagle, sam z siebie! Myślisz, że na tym etapie on może zdecydować, że przestanie pić i faktycznie tak się stanie?? Myślisz, że on to robi, bo chce?? NIE! On nie chce, ale musi to robić, bo to jest CHOROBA! I żadna wspaniała praca, ani ogromne chęci tu nie pomogą, jeśli on nie pójdzie na terapię dla alkoholików! A Ty chyba sobie kompletnie nie zdajesz sprawy z tego jakim to jest problemem. Mam wrażenie, że Tobie się wydaje, że Twój mąż może naprawdę iść sobie do pracy i przestać pić. Nie, nie i jeszcze raz nie! To nie jest nałóg tytoniowy, że można sobie przykleić plasterek i przez cały dzień wytrzymać bez papierosów. Poczytaj sobie co się dzieje w organizmie alkoholika, gdy tego alkoholu mu zabraknie! I co myślisz, że wtedy wystarczy mu samo zaparcie się?! Weź kobieto się ogarnij i zejdź na ziemię! On nie przestanie nagle pić! Zrozum to wreszcie! I jeszcze jedno: wiesz, że mogłaś go zgłosić przymusowo na leczenie? Wiesz, że jest takie prawo? Naprawdę weź się w grarść, bo to leżenie w łóżku nic Ci nie da! Ty musisz męża codziennie namawiać na leczenie i tyle! Nic więcej dla niego nie możesz zrobić! Jeśli zależy mu na Tobie i na swoim życiu to znajdzie siłę by to zrobić, jeśli nie, to trudno, przegra życie... I prawda jest taka, że Ty go nie kochasz, Ty kochasz swoje marzenia z nim związane. Bo nigdy nie dostałaś od niego tego o czym marzyłaś (ciepłego, rodzinnego domu, wspaniałego męża i ojca itd). Zamiast tego dostałaś częste awantury, wstyd przy sąsiadach, nerwy, stres, strach, bezradność, cierpienie itd... I jak były czasem chwilę bez alkoholu to było jak dotknięcie nieba, bo nagle był ten zalążek świata z Twoich marzeń i uzależniłaś się do tego wracać. Poświęciłaś swoje prawdziwe szczęście na kilka tych dni bez alkoholu męża. Żyjesz marzeniami kobieto! I dlatego właśnie jesteś współuzależniona. Zadbaj wkońcu o siebie i nie licz na cud, bo nie warto jest odrzucić rzeczywistość i żyć marzeniami. Ponieważ możemy nie zauważyć, że właśnie w tej rzeczywistości jest to czego szukamy.
Wiesz czemu Ty nie chcesz innego faceta? Bo on może Ci to wszystko dać o czym marzysz i wtedy marzenia staną się rzeczywistością, która kojarzy nam się źle, więc nie chcesz pozbywać się marzeń... Taki oto paradoks. Wolimy to co jest nieosiągalne.
Chcesz pracować? Podejmij tę pracę.
Chcesz powrotu do piekła? Pozwól mężowi na powrót.
Chcesz szybko stracić tę pracę? Jedź do tej pracy z mężem i nic nie mów pracodawcy o alkoholizmie męża.
Chcesz oszukiwać najbliższych? Ukrywaj fakty.Może najwyższy czas na to, byś Ty podjęła terapię? Dla współuzależnionych.
Edit:
Excop, napisaliśmy niemal to samo.
Bo oboje wiemy, jak to się dzieje, Wielokropku.
Może pić, może bić, byle być- cóż, Stare powiedzenie, ale jakże prawdziwe w Twoim przypadku. Ty musisz po pprostu przestać żyć dawnym życiem. Wyjechałaś za granicę, odeszłaś od alkoholika, a więc poczyniłas dwa naprawdę milowe kroki do zmiany na lepsze. Nie szkoda Ci tego zaprzepaścić ściągając męża do siebie? Przecież doskonale wiesz, jak to się skończy. Musisz wyjść do ludzi. Boisz się samotności, ale nie poznasz nikogo spędzając weekendy w łóżku. Spróbuj szukać innej pracy. Ucz się języka, idź na terapię dla ludzi współuzależnionych. Kobito, rób coś ze swoim życiem, bo dopiero je odzyskalas. Jest tyle rzeczy, które powinnaś zrobić tylko dla siebie, że nie powinno Ci starczyc czasu na myslenie o mężu-alkoholiku. Piszesz, że mąż przez tydzień jest w miesiącu trzeźwy. Naprawdę chcesz poświęcić tę 3 tygodnie dla jednego, spędzonego w miarę normalnie?
Przeczytalam wszystkie odpowiedzi z 10 razy .Moj moz byl na terapi byl w zakladzie zamknietym dla alkoholikow ,zaliczyl tzw detox odtrucia. Dokladnie zna mechanizm dzialania alkoholu ja rowniez .
5 lat szukalam nowej drogi zycia i jej nie znalazlam'.Praca o ktorej pisze jest tylko na 5 miesiecy bedziemy razem chcialam zobaczyc jak to bedzie . Wiem ze sie napije ale chce zmienic postepowanie wobec niego jak juz sie napije . To jest jedyne forum gdzie ktos ze mna rozmawia bo w real to wszystkim rece opadaja ,Nie jestem naiwna i biedna kobieta .Chcialm poznac innego mezczyzne to nie jest proste w wieku 44 lat .Bylam nastawiona bardzo optymistycznie i nawt byl moment ze zapomnialam o swoim mezu.
Nie wiem czy ktos doswiadczyl uczucia ze tak naprawde nie musze wracac do domu bo nikt tam nie czeka ze nie mam obowiazkow .Czasami stalam w sklepie i czulam wewnetrzny atak paniki ze nikogo nie obchodze ze nie moge robic zakupow bo za duza kolejka w kasach ze nic nie ma sensu .Ten stan utrzymuje sie 5 lat moze wiecej 'W tym czasie skonczylam nawet studia nic mi to nie dalo.Nie poszlam do przodu .Mieszkam u mamy i czuje sie jak bym miala 12 lat... a mialam swoje mieszkanie dom .To jest jedyne miejsce gdzie sie zale nikt tego nie wie anonimowo jest lepiej nikt mi nie pomoze bo jak to zrobic.Nie licze na cuda .Mozna rozsadnie napisac ,,wes sie w garsc.. alkoholik bedzie alkoholikiem wszystko to wiem znam.Takie slowa nie dzialaja na mnie .Leczenie przymusowe juz dawno przerobilam .
Zastanawiałam się nad tym, czy napisać swój pierwszy post. Zastanawiałam się, bo miałam wrażenie, żeś zielonadolino, podjęła już decyzję. Zastanawiałam się jednak, czy zdanie osób obcych nie spowoduje chwili refleksji i zmiany decyzji. Dużo wiesz o alkoholizmie, o współuzależnieniu. Co z tego, gdy dalej rządzą Twym zachowaniem wyłącznie emocje. Wbrew rozsądkowi.
I nie napisałam ani nie napiszę, byś wzięła się w garść.
Zrób jednak coś dla siebie.
Tak jak przeczytałaś dziesięć razy wszystkie posty, tak przeczytaj dziesięć razy zdania z mej sygnatury.
Siły życzę.
ale chce zmienic postepowanie wobec niego jak juz sie napije .
To zdanie mnie uderzyło.
Ty chcesz zmienić swoje postępowanie? Na jakie? Na akceptację jego picia?
W domu jak pil moje zachowanie bylo nieracjonalne krzyki lamenty prosby grozby .Ale tak zachowuje sie kazda osoba wspoluzalezniona.Bo nia bylam .Zapewnie jak zamieszkam z nim to znowu to wroci.Ale nie planuje zamieszkac na stale tylko na wyznaczony okres i tak on bedzie musial wracac On mowi ze bedzie sie staral ze bedziemy razem to bedzie mial wsparcie i wtedy sie nie napije. Najgorsze jest to ze mu nie wierze ale nie wiem co mnie pcha aby jednak zaryzykowac......
Samotnosc i brak perspektyw .
Nie moge siedziec tu u mamy bo mi wstyd musze miec swoje zycie .Nie mam gdzie isc ta praca jest z zamieszkaniem dla 2 osob/Wiem ze moze sa inne prace napewno sa ale gdzie jak nie moge znalesc. Jestem zalamana soba najbardziej jaka ze mnie niezaradna osoba. Te 5 lat mnie dobilo .
Jak sie napije postanowilam nie reagowac.Mam nadzieje ze docenia moja prace w tym osrodku i moze zostane a on wroci.Dalabym mu ponowna szanse .Mam gleboka wiare ze ostatnia i skoncze z nim na zawsze .A moze nie bedzie tak zle moze jakos zaskoczy .Nie chce pisac naiwnie i sie zmieni- bo to niemozliwe .Ale licze na mala zmiane to moze pozwoli jakos nam funkcjonowac.
Najbardziej boli mnie te oszukiwanie najblizszych -Taty ..Moj syn jest bardzo zzyty z moim tata i on tez bedzie musial to ukrywac aby nie denerwowowac dziadka.
tak bardzo chce sprobowac a teraz mam przeciwko wszystkich nawet was ludzi z forum ....Moze jedna osoba napisze mi zrob to i zobaczysz jak bedzie ...nikt tego nie napisze ..ale jak tego nie zrobie nie wiem co dalej nie wiem siedzeniu tu doprowadza mnie do zalamania nerwowego
Jeszcze ostatecznej decyzji nie podjelam.
Znam opinie rodziny i Was Dziekuje
Od lat nie plakalam a teraz jak pisze kapia mi lzy na klawiature -Ogromne ...ale nie lamentuje .
Dam rade powtarzam to juz od 5 lat .
13 2014-11-16 18:50:28 Ostatnio edytowany przez Agniecha19 (2014-11-16 18:55:03)
Myślę, że zielonadolina podjęła już decyzję.
Kochana, w przedostatnim poście sama przyznałaś, że nie chcesz pomocy, oczekujesz aprobaty.
Pamiętaj tylko, że nawet jeśli ktoś Ci jej udzieli, to nie on będzie bity i to nie on będzie znosił awantury.
To jest Twoja decyzja, bo to właśnie Ty będziesz cierpieć. I nikt nie jest Tobie przeciwny, zarówno bliscy jak i my tutaj, obcy dla Ciebie ludzie, chcemy dla Ciebie dobrze. Jeżeli tyle osób Ci to mówi, to chyba coś w tym jest.. Mąż po prostu mówi Ci to, co chcesz usłyszeć, ale czynami wszystkiemu zaprzecza. Zamydla Ci oczy. Bez niego siedzenie doprowadza Cię do załamania, ale czy z nim będzie lepiej?
Najbardziej boli mnie te oszukiwanie najblizszych -Taty ..Moj syn jest bardzo zzyty z moim tata i on tez bedzie musial to ukrywac aby nie denerwowowac dziadka.
tak bardzo chce sprobowac a teraz mam przeciwko wszystkich nawet was ludzi z forum ....Moze jedna osoba napisze mi zrob to i zobaczysz jak bedzie ...nikt tego nie napisze ..ale jak tego nie zrobie nie wiem co dalej nie wiem siedzeniu tu doprowadza mnie do zalamania nerwowego
Przeciez ty juz podjelas decyzje to widac ,nie robisz dobrze ale coz to twoje zycie nie chcesz go zmienic trudno
Jak sie napije postanowilam nie reagowac.Mam nadzieje ze docenia moja prace w tym osrodku i moze zostane a on wroci.Dalabym mu ponowna szanse .Mam gleboka wiare ze ostatnia i skoncze z nim na zawsze .A moze nie bedzie tak zle moze jakos zaskoczy .Nie chce pisac naiwnie i sie zmieni- bo to niemozliwe .Ale licze na mala zmiane to moze pozwoli jakos nam funkcjonowac.
Możesz mi wytłumaczyć, dlaczego za wszelka cenę robisz z siebie ascetkę? I to w momencie, kiedy uwolnilas się od męża alkoholika? Sorry, ale nie mogę zrozumieć tego, że na własne życzenie marnujesz swoje życie. Chyba nie jesteś aż tak zdesperowana...? 44 lata to nie 90 i jeszcze możesz znalezc fajnego mężczyznę. Trochę sama siebie negatywnie nakrecasz- pracy nie znajdę, bo trudno, chłopa nie znajdę, bo to jeszcze trudniej... I to mówi kobieta, która po latach wyrwala się z domowego piekielka... A wydawałoby się, że teraz powinno być tylko lepiej... Uszy do góry, cycki naprzód. Nie pozwól, by Twoje nieudane małżeństwo kladlo się cieniem na całe Twoje dalsze życie.
Aha, dzisiaj niedziela- mam nadzieję, że nie spędzasz jej zakryta po uszy kołdrą?
zielonadolina napisał/a:Jak sie napije postanowilam nie reagowac.Mam nadzieje ze docenia moja prace w tym osrodku i moze zostane a on wroci.Dalabym mu ponowna szanse .Mam gleboka wiare ze ostatnia i skoncze z nim na zawsze .A moze nie bedzie tak zle moze jakos zaskoczy .Nie chce pisac naiwnie i sie zmieni- bo to niemozliwe .Ale licze na mala zmiane to moze pozwoli jakos nam funkcjonowac.
Możesz mi wytłumaczyć, dlaczego za wszelka cenę robisz z siebie ascetkę? I to w momencie, kiedy uwolnilas się od męża alkoholika? Sorry, ale nie mogę zrozumieć tego, że na własne życzenie marnujesz swoje życie. Chyba nie jesteś aż tak zdesperowana...? 44 lata to nie 90 i jeszcze możesz znalezc fajnego mężczyznę. Trochę sama siebie negatywnie nakrecasz- pracy nie znajdę, bo trudno, chłopa nie znajdę, bo to jeszcze trudniej... I to mówi kobieta, która po latach wyrwala się z domowego piekielka... A wydawałoby się, że teraz powinno być tylko lepiej... Uszy do góry, cycki naprzód. Nie pozwól, by Twoje nieudane małżeństwo kladlo się cieniem na całe Twoje dalsze życie.
Aha, dzisiaj niedziela- mam nadzieję, że nie spędzasz jej zakryta po uszy kołdrą?
A i jeszcze jedno- nie rozumiem, co to miałaby być za MAŁA ZMIANA, która pozwoliłaby Wam normalnie funkcjonować...? To niemożliwe. W przypadku alkoholizmu musiałaby być to CAŁKOWITA zmiana, ogromna, bo Twój mąż musiałby przestać pić. Tu nie ma miejsca na kompromis...
(...) Dalabym mu ponowna szanse .Mam gleboka wiare ze ostatnia i skoncze z nim na zawsze .A moze nie bedzie tak zle moze jakos zaskoczy .Nie chce pisac naiwnie i sie zmieni- bo to niemozliwe .Ale licze na mala zmiane to moze pozwoli jakos nam funkcjonowac.
Na tym polega współuzależnienie.
Nie jestem ascetka .Wspoluzalezniona tez juz nie jestem bo nie mieszkam z nim 5 lat .
Jest mi wstyd .
Ależ jesteś współuzależniona ! Widać to w każdym napisanym przez Ciebie zdaniu.
44lata a oklamuje siebie i probuje oklamywac innych...
Chcialm poznac innego mezczyzne to nie jest proste w wieku 44 lat .Bylam nastawiona bardzo optymistycznie i nawt byl moment ze zapomnialam o swoim mezu.
Mam wrażenie, że swoje dobre samopoczucie,swoje poczucie wartości, bycie potrzebną uzależniasz od posiadania mężczyzny przy boku. Jesteś stosunkowo młodą kobietą, która miała od początku dorosłego życia męża i nie potrafisz być sama. Nie potrafisz pożyć sama dla siebie. Swoje towarzystwo Cię przeraża. I to moim zdaniem jest problemem i powodem tego, że tak uparcie i wbrew wszelkiemu rozsądkowi dążysz do zamieszkania razem z mężem.
Po jakimś czasie napisze jaka podjęłam decyzje .Jeżeli przyjedzie tu do mnie do tej pracy opisze jak było .Jeszcze decyzja nie podjęta.
Wszyscy radzą mi dobrze. Każdy z nas napewno jest emocjonalnie z kimś związany mniej czy bardziej .I nie koniecznie ta osoba do końca jest taka jak byśmy sobie życzyli . My sami nie jesteśmy super i postępujemy nie zawsze dobrze. Alkoholizm to odrebny temat.
Osoby na forum napewno maja w miarę poukładane zycie .Większa cześć jest szczęśliwa lub zadowolona z zycia .W takim stanie świadomości ducha ze jest dobrze podejmuje sie racjonalne decyzje madre .Niestety ja czuje sie jak zbity pies nikomu niepotrzebna i może dlatego zastanawiam sie nad czymś co dla każdej normalnej osoby nie ma racji bytu.
Każdy z nas napewno jest emocjonalnie z kimś związany mniej czy bardziej .I nie koniecznie ta osoba do końca jest taka jak byśmy sobie życzyli . My sami nie jesteśmy super i postępujemy nie zawsze dobrze. Alkoholizm to odrebny temat.
Osoby na forum napewno maja w miarę poukładane zycie .Większa cześć jest szczęśliwa lub zadowolona z zycia .W takim stanie świadomości ducha ze jest dobrze podejmuje sie racjonalne decyzje madre .Niestety ja czuje sie jak zbity pies nikomu niepotrzebna i może dlatego zastanawiam sie nad czymś co dla każdej normalnej osoby nie ma racji bytu.
ZASZOKOWAŁAŚ mnie swoją PEWNOŚCIĄ...
Ja tu jestem parę lat i nie odważyłabym się powiedzieć, że większość (mam odwrotne wręcz odczucie)
i że na pewno... bo TEGO, nie BADAŁ nikt ![]()
JEDNO pewne - część ludzi ZNA temat. Ma doświadczenie. Wszak alkoholizm w tym akurat kraju nie stanowi jakiegoś wyjątkowego ewenementu...
Owa część mówi: "stąpasz po kruchym lodzie"NO, ale SKORO wiesz lepiej...
zielonadolina
...napisałaś na początku, że mąż zabrał Ci radość z życia....
dlaczego uważasz, że ona przy nim powróci?...ona była jak jego nie było i wszystkiego co z nim związane też jeszcze nie było....
Cały czas piszesz nie o sobie, tylko o nim, wszystko co piszesz o sobie to w jego oddechu, a gdzie Ty jesteś w tym wszystkim..?
Gdzie ta dziewczyna, co cieszyła się z tego, że żyje,..że świat obok kwitnie? Ja bym od tego zaczęła wiesz?.. od zatrzymania się, od łapania fajnych chwil.
Od złapania jakiegoś pionu i równowagi samodzielnie....
Jak fachowo się do tego zabierzesz...radość wróci.. mi wraca ![]()
Życzę dobrych decyzji i powalczenia o siebie.
Nie myślałaś o tym, żeby pójść na terapię, grupę wsparcia dla osób współuzależnionych ???
Ty nie patrz teraz kobieto na to co będzie myślał Twój tata, siostra, mama, dzieci itd, bo to przede wszystkim jest Twoje życie! Świetnie, że Twój mąż jest dobry jak nie pije, mój ojciec też taki jest, ale to nie zmienia faktu, że PIJE! I on NIE PRZESTANIE pić tak nagle, sam z siebie! Myślisz, że na tym etapie on może zdecydować, że przestanie pić i faktycznie tak się stanie?? Myślisz, że on to robi, bo chce?? NIE! On nie chce, ale musi to robić, bo to jest CHOROBA! I żadna wspaniała praca, ani ogromne chęci tu nie pomogą, jeśli on nie pójdzie na terapię dla alkoholików! A Ty chyba sobie kompletnie nie zdajesz sprawy z tego jakim to jest problemem. Mam wrażenie, że Tobie się wydaje, że Twój mąż może naprawdę iść sobie do pracy i przestać pić. Nie, nie i jeszcze raz nie! To nie jest nałóg tytoniowy, że można sobie przykleić plasterek i przez cały dzień wytrzymać bez papierosów. Poczytaj sobie co się dzieje w organizmie alkoholika, gdy tego alkoholu mu zabraknie! I co myślisz, że wtedy wystarczy mu samo zaparcie się?! Weź kobieto się ogarnij i zejdź na ziemię! On nie przestanie nagle pić! Zrozum to wreszcie! I jeszcze jedno: wiesz, że mogłaś go zgłosić przymusowo na leczenie? Wiesz, że jest takie prawo? Naprawdę weź się w grarść, bo to leżenie w łóżku nic Ci nie da! Ty musisz męża codziennie namawiać na leczenie i tyle! Nic więcej dla niego nie możesz zrobić! Jeśli zależy mu na Tobie i na swoim życiu to znajdzie siłę by to zrobić, jeśli nie, to trudno, przegra życie... I prawda jest taka, że Ty go nie kochasz, Ty kochasz swoje marzenia z nim związane. Bo nigdy nie dostałaś od niego tego o czym marzyłaś (ciepłego, rodzinnego domu, wspaniałego męża i ojca itd). Zamiast tego dostałaś częste awantury, wstyd przy sąsiadach, nerwy, stres, strach, bezradność, cierpienie itd... I jak były czasem chwilę bez alkoholu to było jak dotknięcie nieba, bo nagle był ten zalążek świata z Twoich marzeń i uzależniłaś się do tego wracać. Poświęciłaś swoje prawdziwe szczęście na kilka tych dni bez alkoholu męża. Żyjesz marzeniami kobieto! I dlatego właśnie jesteś współuzależniona. Zadbaj wkońcu o siebie i nie licz na cud, bo nie warto jest odrzucić rzeczywistość i żyć marzeniami. Ponieważ możemy nie zauważyć, że właśnie w tej rzeczywistości jest to czego szukamy.
Wiesz czemu Ty nie chcesz innego faceta? Bo on może Ci to wszystko dać o czym marzysz i wtedy marzenia staną się rzeczywistością, która kojarzy nam się źle, więc nie chcesz pozbywać się marzeń... Taki oto paradoks. Wolimy to co jest nieosiągalne.
Myszeczko jesteś madrą kobietą i tak mądrze doradzasz współuzależnionej Zielonej Dolinie!to nie jest takie łatwe jak się wydaje..samotność jest straszna,a człowiek chyba widzi każdego na podobieństwo swoje i wciąż się łudzi że dobro pokona zło..ble ble.Wiem że to choroba,która powoduje zmiane osobowosci i agresję nawet na trzeżwo..ja tez jestem w takim poranionym zwiazku i tez jakoś nie mogę odejść i cieszę się że mój mąż nie pije już 3 mies.jest spokój choć wyczuwam niepokój i widzę jak w barku przybywa baterii..na kiedy nie wiem..liczę tez ze ostatnie spuchniecie po wypiciu 4 win i bezsensownych krzykach które tez słyszeli sąsiedzi,spowoduje że mój 63 letni maz opamieta się raz na zawsze.Mogę tylko wskazać droge..myśleć o sobie,dokształcam się,uczę niemieckiego chodze na zajęcia 3 wieku..myślę o wyjezdzie do opieki w Niemczech,jak będzie na mnie krzyczal Niemiec to bedę wiedziała za co,a opieke mam już obstukaną przy mamie.Przestałam go chyba kochać więc i nie przejmuje się a nawet cieszę że je słodycze zamiast pić..ma cukrzycę,moze zostane wdową..ale potem beę tęsknic za jego masazami i czasami zabawnymi tekstami,wycieczkami!No zycie pokaże..najwazniejsze nie krzywdzic dzieci,siebie mozna jak się jest głupim..do kata też się można przywiązac!A ja czuję ze jeszcze będę szczęsliwa i czeka na mnie 3 mąz..tym razem dobry ha ha.mam duże pokłady czułości i miłości i wciąz jestem niepoprawna optymistka,tak łatwiej zyc!Przepraszam czytelniczki za chaos..ale tez chaotyczne i wyrywne jest moje życie!Ewita
Z tego co wiem wspoluzaleznienie alkoholowe nie jest choroba i trwa do czasu kiedy czlowiek mieszka zyje z alkoholikiem Ja nie miszkam juz 5 lat nie sledze jak kiedys czy pije czy nie pije .Prowadzilam swoje zycie.Problem jest ze teraz moge swiadomie w to wejsc .
Jeśli jesteś współuzależniona/y , masz następujące cechy lub skłonności:
- Nie potrafisz odróżnić własnych myśli i uczuć od myśli i uczuć kogoś innego.
- Myślisz za kogoś martwisz się za kogoś, planujesz za kogoś spłacasz długi za kogoś.
- Do dobrego samopoczucia jest ci potrzebna aprobata i uwaga innych ludzi, ponieważ sądzisz, że nie jesteś wystarczająco dobra/y.
- Czujesz się niespokojna/y i winna/y, gdy ktoś obok ciebie ma kłopot lub przeżywa trudność. Nie umiesz towarzyszyć temu bez napięcia.
- Zachowujesz się tak, jakbyś ciągle za coś przepraszał/a.
- Często nie wiesz czego naprawdę chcesz ani czego potrzebujesz. Sądzisz, że inni lepiej wiedzą, co jest dla ciebie dobre, więc rzadko opierasz się na własnym zdaniu w tej sprawie.
- Stale przekonujesz innych, że naprawdę zasługujesz na miłość i cierpisz w milczeniu nad tym, że jesteś niedoceniana/y.
- Nie masz czasu dbać o siebie.
- Masz w sobie więcej krytycyzmu niż realizmu i dlatego niepoprawnie idealizujesz ludzi. Za każdym razem przeżywasz rozczarowanie i oburzenie, że ktoś żyje nie tak, jak trzeba.
- Przeżywasz swoje życie jako ofiara niesprzyjających okoliczności. Nie potrafisz stawiać innym wymagań ani zdrowych warunków i być konsekwentną/ym.
- Kłamiesz, by niemądrze osłonić tych, których kochasz.
- Pozwalasz, by inni cię ranili, nie próbując się bronić. Boisz się odrzucenia.
- Bycie z samą/ym sobą jest dla ciebie trudne.
- Jesteś tak zajęta/y, że nie masz czasu nad niczym się zastanowić.
- Niczego od nikogo nie potrzebujesz.
- Nie umiesz bawić się i być spontaniczna/ym.
- Jesteś przestraszona/y, zraniona/y i zła/y, lecz obawiasz się tego po sobie okazać. Boisz się swojej złości.
- Musisz pracować, spać, jeść i uprawiać seks, nie mając z tego w gruncie rzeczy, żadnej przyjemności.
- Stosunki z innymi ludźmi okazują się być dla ciebie pułapką.
- Musisz zmuszać, manipulować, zrzędzić i dąsać się, żebrać i dawać uczuciowe lub rzeczowe łapówki, by inni zrobili to, czego chcesz.
- Odczuwasz beznadziejność, bezsilność i niemożność odmiany swojej sytuacji.
- Musisz stale się spieszyć, więc nie masz czasu na refleksje nad sensem życia ani o Bogu.
O wspólnym mieszkaniu nie ma ani słowa.
Z tego co wiem wspoluzaleznienie alkoholowe nie jest choroba i trwa do czasu kiedy czlowiek mieszka zyje z alkoholikiem Ja nie miszkam juz 5 lat nie sledze jak kiedys czy pije czy nie pije .Prowadzilam swoje zycie.Problem jest ze teraz moge swiadomie w to wejsc .
Jeśli pakujesz się z powrotem w to samo, to nic się u Ciebie nie zmieniło.
Gdybyś nie była współuzależniona, wiałabyś, gdzie pieprz rośnie.
Czasowe rozstanie, bez radykalnych rozwiązań, tak z Twojej strony, jak i strony męża, nic nie da, bo dać nie może.
Excop krótko ujął cały problem i dał rzeczową odpowiedź. A ode mnie : jak można tak na własne życzenie wchodzić w takie bagno?! Mając 44 lata, świadomie skazywać się na życie w piekle!
32 2014-11-20 17:53:11 Ostatnio edytowany przez karinaaa (2014-11-20 17:54:37)
A ja powiem tak - o ile związek z alkoholikiem jest cięzki tak czy naprawdę alternatywa dla zielonejdoliny jest tak atrakcyjna? Zawsze troszkę irytują mnie porady rzucane z grubej rury - każdy jest sprytny by rzucać słowa "odejdź od niego", "zostaw", "odbudowuj życie" a czy sami tak postępują? Niekoniecznie!
Ja doskonale identyfikuje się z tym uczuciem bezsensowności istnienia, która ogarnia człowieka po długoterminowej samotności - szczególnie w obcym kraju. Moim zdaniem nie ma nic gorszego jak czucie się zupełnie nikomu niepotrzebnym. Możecie to nazywać współzależność, a ja mówię na to osobowość opiekuńcza. Nie każdy jest z charakteru niezależnym zdobywcą a wszyscy potrzebujemy jakieś tam miłości i ja również wybrałabym miłość chocby upośledzoną w opozycji do kompletnej nicości.
A ja powiem tak - o ile związek z alkoholikiem jest cięzki tak czy naprawdę alternatywa dla zielonejdoliny jest tak atrakcyjna? Zawsze troszkę irytują mnie porady rzucane z grubej rury - każdy jest sprytny by rzucać słowa "odejdź od niego", "zostaw", "odbudowuj życie" a czy sami tak postępują? Niekoniecznie!
Ja doskonale identyfikuje się z tym uczuciem bezsensowności istnienia, która ogarnia człowieka po długoterminowej samotności - szczególnie w obcym kraju. Moim zdaniem nie ma nic gorszego jak czucie się zupełnie nikomu niepotrzebnym. Możecie to nazywać współzależność, a ja mówię na to osobowość opiekuńcza. Nie każdy jest z charakteru niezależnym zdobywcą a wszyscy potrzebujemy jakieś tam miłości i ja również wybrałabym miłość chocby upośledzoną w opozycji do kompletnej nicości.
No, tak.
Jeśli ktoś nie zdaje sobie sprawy z tego, że może prowadzić życie inne niż do tej pory, to jak ma przezwyciężać obawę przed pozostaniem samej, jak palec?
Twoja opinia, Karinno, jest głosem osoby, która się poddała.
Zielonadolina przez te kilka lat żyła bez alkoholika u boku.
Jak myślisz, dlaczego czuje się "uleczoną"?
Według mnie, poznała życie bez strachu, wiecznych awantur i żebrania o wstrzemięźliwość. Ale nie zrobiła nic, by zmienić cokolwiek w swojej psychice.
Dlatego za jakiś czas będzie przeklinać dzień, w którym postanowiła wrócić do dawnego życia, na warunkach dyktowanych przez chorego człowieka.