Witam,
już na wstępie zaznaczę, że przedstawiam wam swoją historię tylko dlatego, że po prostu czuję się strasznie bezradna i potrzebuję obiektywnej oceny sytuacji, a przedstawia się ona następująco - po 10 latach wrócił do Polski mój znajomy, starszy ode mnie o 10 lat - ma to znaczenie, ponieważ ja mam 22 i czystą kartę, on natomiast ma dwójkę dzieci i jest w trakcie rozwodu (z jej winy, jeśli ma to jakieś znaczenie). Wszystko jak zwykle wyszło tak po prostu - kawa, spacer, piwo, rozmowa. Zabrzmi to może śmiesznie, ale zaczęło nam zależeć, pojawiły się uczucia.
Ja niestety boje się zaangażować w relacje z facetem, który ma spory bagaż doświadczeń. Moja mama związała się z moim, o 12 lat starszym od niej ojcem, który był w takim samym położeniu jak mój przyjaciel, zatem nie akceptuje naszej znajomości, wręcz zakazuje mi się z nim spotykać i kontroluje. Tłumaczy, że to dla mojego dobra i w zupełności ją rozumiem, ale wolałabym jednak sama decydować o swoim życiu. Dlaczego mam skreślać gościa, bo mu w życiu nie wyszło?
Nie jestem głupią, naiwną smarkulą, jak to pewnie padnie w wypowiedziach. Nie jest to też forma "pocieszania się" moją osobą, bo to nie ten typ. Zdaję sobie sprawę, że na pewno nie jest to najlepszy partner do budowania wspólnej przyszłości, ale uczucia są silniejsze.
Problem polega na tym, że ukrywanie się przed moimi rodzicami staje się męczące. Planowałam się wyprowadzić, ale to jest już dosyć poważna decyzja, a ja nie jestem pewna czy tego chcę. Mogę oczywiście dać sobie czas, ale czy to rozwiąże problem?
Odpadają szczere rozmowy z rodzicami, ponieważ nie docierają do nich żadne argumenty. Wszystko co z nim związane jest złe, nie chcą go poznać ani dać mu szansy. Może mają rację, powinnam znaleźć sobie kogoś takiego jak ja, tylko, że szalone męskie
20-stki liczące na seks bez zobowiązań i szybkie numerki w aucie, przestały mnie kręcić. Może nie znam do końca intencji swojego przyjaciela, ale o łóżko nie chodzi, bo ze sobą nie sypiamy. O zabawę raczej też nie, bo nie angażowałby mnie w swoje życie. W zasadzie nie wiem o co chodzi, zwłaszcza mi - z jeden strony jest dla mnie ważny, z drugiej boje się i dla świętego spokoju wolałabym odpuścić.
Proszę, doradźcie coś. Ale bez chamskich tekstów i ironicznych stwierdzeń - to mam na co dzień. Potrzebuję opinii kogoś w podobnej sytuacji. Potrzebuję zrozumienia, nawet jeśli robię coś złego, to nie wydaje mi się, żebym kogoś tym krzywdziła...
Pozdrawiam, M.
1 2014-11-02 00:04:03 Ostatnio edytowany przez Alosza (2014-11-02 00:13:05)
A co Ty sie tak tego maminego cycka uczepiła , jesteś dorosłą osobą ( tak sądzę) to masz prawo decydować o swoim życiu. Rodziców warto wysłuchać , pogadać co i jak widzisz ale ostateczną decyzję podjąć samemu. Jeśli rodzice tego nie zaakceptują to trochę kiepsko o nich świadczy. Powinni zrozumieć że masz prawo do samostanowienia o sobie. Ja byłbym nawet dumny z takiego dzieciaka bo wiedziałbym że jak mnie zabraknie to on da sobie radę w każdej sytuacji.
Jeżeli facet rzeczywiście rozwodzi się z żoną - podkreślam RZECZYWIŚCIE - tzn. masz jakiś namacalny dowód na to poza jego słowami, to próbować możesz, ALE z dużą dozą ostrożności.
Maminej spódnicy się nie trzymaj - każdy musi sam popełniać własne błędy i żaden rodzic przed nimi dziecka nie uchroni.
Nie mam nic do tego, że ktoś ma jakąś tam przeszłość, ale pamiętaj, że czasami panowie w tzw. trakcie rozwodu/w skomplikowanych związkach potrafią być duzo bardziej toksyczni i szkodliwi niż napaleńcy z imprez.
dziękuje z odpowiedzi.
jestem ostrożna, pochodzę do tego z dużym dystansem. moi rodzice jednak nie są w żadnym stopniu ze mnie dumni, wręcz przeciwnie zawiodłam ich i rozczarowałam. moja matka powiedziała, że nie pozwoli nam się związać i zrobi wszystko, żeby do tego nie dopuścić.
ja naprawdę jestem w stanie zrezygnować z tego uczucia, ale boje się, że będę kiedyś tego żałowała...
ja naprawdę jestem w stanie zrezygnować z tego uczucia, ale boje się, że będę kiedyś tego żałowała...
Jeśli tak jest w istocie, to daj sobie spokój.
Starzy raczej nie chcą Ci zrobić na złość i warto ich posłuchać.
Faceta praktycznie nie znasz, więc sobie daruj infantylizmy, że to ''nie ten typ''.Nie wiesz- masz nadzieję.
Wersję jego smutnego małżeństwa znasz z jednej strony. Mocno subiektywną.
Ludzie tak mają- obojga płci, że podczas rozwodu mocno szukają pocieszenia/dowartościowania itp. Rzadko coś z tego zostaje.
A ja proponuję Ci po prostu odpuścić. Facet po pierwsze się rozwodzi prawdopodobnie, ma dwójkę dzieci. Twierdzisz , że zawiniła małżonka. Nie koniecznie tak musi być. Gdyż mają dwoje dzieci, czyli była za nim. Coś musiało sie wydarzyć poważnego, jeśli się rozwodzą. A może on nie jest taki slodki na jakiego wygląda. Siedzi w nim bestia tylko ty tego nie widzisz. Jesteś młoda, więc może lepiej poznaj kogoś , kto jest wolny. Dlaczego, gdyż naprawdę facet będzie miał zobowiązania i ty tego nie przetrzymasz zbytnio, po jakimś czasie ten związek się rozleci. To taka moja rada, może jak ojca, ale dobrze się zastanów.
7 2014-11-02 11:36:54 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2014-11-02 11:37:24)
A ja bym poczekała, jak się sytuacja rozwinie.
Coś może z tego być, myślę, że warto poczekać.
Chyba, że uważasz inaczej. To ma być tylko Twoja decyzja, nie Twoich rodziców.
No okej odpuścić i cześć. A to nie jest przypadkiem tak, że lepiej spróbować i odpuścić jak nie będzie się układało?
Sprawdzić go, bo może jest gdzieś tam wart tego poświęcenia.
Owszem, jak już wspomniała, mogę w tej chwili powiedzieć sobie stop, musimy to zakończyć dziękuje. Ale dlaczego mam to zrobić dla rodziców (nie pierwszy zresztą raz). Nie lepiej gdybym to zrobiła, ale dla siebie?
Nie chcę zakładać z nim jutro rodziny, chcę go tylko na razie poznać, spędzić z nim trochę czasu i zobaczyć co będzie dalej.
To też nie jest dobry pomysł?
To posprawdzaj go , daj sobie czas na poznanie i przyjrzenie się temu co robi a nie temu co mówi bo to mogą być dwie różne sprawy. Co do rodziców i tego że chcą Twojego szczęścia to ja podchodze ostrożnie, co by było gdybyś swoje szczęście upatrywała w byciu sex bombą a'la Marylin i zdobywaniu setek mężczyzn myślisz że wspieraliby Cię w tym ??? Rodzice chcą szczęścia na dzieci ale na swój własny model który czesto jest bywa totalnie odmienny od modelu dzieci dlatego uważam że rodziców warto wysłuchać ale robić trzeba według swojego uznania. Widze że męczysz się zastanawiając się czy są z Ciebie dumni , czy ich zawiodłaś itp , zastanów sie czy nie jest to przypadkiem ich sposób na manipulowanie Tobą wbijając Ci poczucie winy czy chorą potrzebę stawania na wysokości ich oczekiwań
No to po co piszesz, że możesz odpuścić, skoro nie bierzesz pod uwagę takiej opcji..?
Eh, z babami.
Z tym uczeniem na błędach to fajnie brzmi.
W praktyce obudzisz się któregoś pięknego dnia jako zdeptana psychicznie trzydziestolatka i nie będziesz wiedziała co dalej.
Powodzenia enyłej.
Wiążąc się z facetem który ma spory bagaż osobisty to ryzyko i musisz o tym wiedzieć. Ty masz czystą kartę, jesteś młoda on... dzieci i rozwód na karku. Pamiętaj, ze są dzieci i że jest matka tych dzieci. Czy chcesz czy nie on będzie musiał utrzymywać z nią kontakty dla dobra dzieciaczków a one będą i powinny być dla niego najważniejsze. Zastanów się nad tym czy dasz radę.
Doskonale rozumiem Twoich rodziców i ich obawy. Sytuacja w której jesteś nie jest prosta również dla nich.
Nie musisz rezygnować od razu z tej znajomości, ale poznaj go zanim podejmiesz jakieś kroki, I najważniejsze poznaj jego dzieci- uwierz mi wiem co mówię.
12 2014-11-02 13:13:28 Ostatnio edytowany przez Alosza (2014-11-02 13:18:35)
Widze że męczysz się zastanawiając się czy są z Ciebie dumni , czy ich zawiodłaś itp , zastanów sie czy nie jest to przypadkiem ich sposób na manipulowanie Tobą wbijając Ci poczucie winy czy chorą potrzebę stawania na wysokości ich oczekiwań
Trochę manipulują, bo wiesz - przynoszę im wstyd. Nie tak mnie wychowali, nie po to głaskali, żebym teraz burzyła ich wizję mojej idealnej przyszłości. Zresztą, moja matka wie co mówi, przeżyła ten koszmar jak to twierdzi i żałuje, że związała się z rozwiedzionym moim ojcem, to był jej życiowy błąd. Cóż...
No to po co piszesz, że możesz odpuścić, skoro nie bierzesz pod uwagę takiej opcji..?
Eh, z babami.
Z tym uczeniem na błędach to fajnie brzmi.
W praktyce obudzisz się któregoś pięknego dnia jako zdeptana psychicznie trzydziestolatka i nie będziesz wiedziała co dalej.
Powodzenia enyłej.
Chyba się nie rozumiemy. Uparcie twierdzisz, że jak w to "wejdę", to na dobre. A przecież mam jakieś poczucie rzeczywistości i oceny sytuacji w zdrowym tego słowa znaczeniu. Nie jestem ślepo zapatrzona, czuję, ale też myślę. Po prostu rozważam tylko wszystkie możliwości, bo nie jestem nieomylna i jak już to zostało powiedziane - młoda, więc nie wiem wszystkiego, może ktoś spojrzy na to innym okiem, coś doradzi, zaproponuje. Tak czy inaczej dzięki, bo pewnie masz sporo racji w tym co piszesz i tego chciałam, więc wezmę sobie do serca.
Wiążąc się z facetem który ma spory bagaż osobisty to ryzyko i musisz o tym wiedzieć. Ty masz czystą kartę, jesteś młoda on... dzieci i rozwód na karku. Pamiętaj, ze są dzieci i że jest matka tych dzieci. Czy chcesz czy nie on będzie musiał utrzymywać z nią kontakty dla dobra dzieciaczków a one będą i powinny być dla niego najważniejsze. Zastanów się nad tym czy dasz radę.
Doskonale rozumiem Twoich rodziców i ich obawy. Sytuacja w której jesteś nie jest prosta również dla nich.
Nie musisz rezygnować od razu z tej znajomości, ale poznaj go zanim podejmiesz jakieś kroki, I najważniejsze poznaj jego dzieci- uwierz mi wiem co mówię.
Ja też ich rozumiem, ale nie rozumiem ich chęci toczenia ze mną walki - zamiast jakoś pogadać, to mnie szantażują, straszą jak nastolatkę. Dla zasady wyprowadzę się, żeby im udowodnić, że jestem samodzielna i że ich kontrola nad moim życiem niestety dobiegła końca. Bez względu czy z nim będę czy nie. Coraz bardziej zresztą zrażam się do niego przez tą sytuację, choć uważam że jest w porządku, ale okej - nie znam go.
Oczekuję rozmowy, a nie oceniania, potępiania. Nic złego nie robię na tą chwilę. Wypicie wspólnie kawy to chyba nie jest powód do robienia mi z życia piekła?
Wypicie wspólnie kawy to chyba nie jest powód do robienia mi z życia piekła?
Nie, to jest jedynie piękny prezent dla jego żony, bo dzięki temu będzie miała rozwód z jego winy- o ile ten rozwód to nie bajka.
Nie, to jest jedynie piękny prezent dla jego żony, bo dzięki temu będzie miała rozwód z jego winy- o ile ten rozwód to nie bajka.
Widziałam pozew.
Domyślam się, ze wpływa to na niekorzyść w tej całej sytuacji, ale nasze spotkania ograniczają się do minimum - raz w tyg.
I tak się zastanawiam, no fakt to że on potrzebuję pocieszycielki nie rzuca dobrego światła na naszą relację, bo to może być chwilowe.
Ale po co w taki razie przedstawiałby mnie rodzinie? Może jako koleżankę, no ale zawsze.
Witam,
Może mają rację, powinnam znaleźć sobie kogoś takiego jak ja, tylko, że szalone męskie
20-stki liczące na seks bez zobowiązań i szybkie numerki w aucie, przestały mnie kręcić.
Nie bardzo rozumiem? Wypuszczałaś się za młodu ile trzeba a teraz szukasz faceta, który po prostu będzie uprawiał seks z zobowiązaniem? Czyli co, tamte szalone miłostki i ostry seks za mną a teraz czas na nudny cotygodniowy, małżeński seks? Na moje to uczucia tutaj nie ma, tylko sam fakt, że człowiek jest właśnie doświadczony życiowo i jest pewną lokatą na stały związek, bo jak sama wspomniałaś nie z jego winy rozpadło się małżeństwo. Poza tym nie życzę sobie reglamentowania 20-stolatków jako rozpustnych dziwkarzy i amatorów łatwych kobiet. Owszem, wielu takich ale nie wszyscy i w tym ja się do nich zaliczają.
Domyślam się, ze wpływa to na niekorzyść w tej całej sytuacji, ale nasze spotkania ograniczają się do minimum - raz w tyg.
.
To super.Za parę tygodni/miesięcy będziesz opowiadać o tych spotkaniach przed sądem.I będziesz przekonywać obcych ludzi, że nie jesteś ku****.
Taki wpis inauguracyjny na Twojej czystej karcie.
Witamy w prawdziwym świecie.
Nie bardzo rozumiem? Wypuszczałaś się za młodu ile trzeba a teraz szukasz faceta, który po prostu będzie uprawiał seks z zobowiązaniem? Czyli co, tamte szalone miłostki i ostry seks za mną a teraz czas na nudny cotygodniowy, małżeński seks? Na moje to uczucia tutaj nie ma, tylko sam fakt, że człowiek jest właśnie doświadczony życiowo i jest pewną lokatą na stały związek, bo jak sama wspomniałaś nie z jego winy rozpadło się małżeństwo. Poza tym nie życzę sobie reglamentowania 20-stolatków jako rozpustnych dziwkarzy i amatorów łatwych kobiet. Owszem, wielu takich ale nie wszyscy i w tym ja się do nich zaliczają.
Wypuszczałam za młodu? Chyba się osoba zagalopowała, po pierwsze czytamy ze zrozumieniem - nie napisałam nic o ostrym seksie z małolatami, bo go nie było. Chodziło mi, że tego oczekują po prostu, więc się nie puszczałam - to raz. A dwa, to że nazywam ich jak nazywam, przy okazji siebie, to moja sprawa. Każdy ma inne doświadczenia, ja przedstawiłam swoje i zaznaczam, że nie napisałam "wszyscy", nie generalizuje więc schowaj urażoną dumę - to nie jest tematem tego wątku.
Dobrze cię rozumiem jeśli chcesz zajrzyj do mojego wątku... Wiem, że każda historia jest inna, ale może coś ci pomoże.
19 2014-11-02 13:58:10 Ostatnio edytowany przez ezail (2014-11-02 13:58:59)
Jeśli ktoś pisze w czasie przeszłym: "Przestały mnie kręcić" - to interpretuje to zgodnie z zasadą rozumowania pisowni polskiej. I absolutnie się nie zagalopowałem. Chyba że coś zostało źle opisane...
Jeśli ktoś pisze w czasie przeszłym: "Przestały mnie kręcić" - to interpretuje to zgodnie z zasadą rozumowania pisowni polskiej. I absolutnie się nie zagalopowałem. Chyba że coś zostało źle opisane...
nieważne. nie zrozumieliśmy się i tyle.
Nie jesteś własnością rodziców żeby spełniać ich wizję, żyjesz dla siebie a nie dla czyjegoś widzimisię , oj widzę że rodzice mocno trzymają za sznurki
Nie jesteś własnością rodziców żeby spełniać ich wizję, żyjesz dla siebie a nie dla czyjegoś widzimisię , oj widzę że rodzice mocno trzymają za sznurki
Zgadzam się.
Dlaczego nie chcesz się wyprowadzić? Może studia w innym mieście? Takie doświadczenie i odrobina samodzielności może mieć dla Ciebie zbawienny wpływ. Ja mieszkałam w domu rodzinym do 21 roku życia, studiowałam w tym samym mieście. Na drugim roku powiedziałam "dość" kaprysom, oczekiwaniom, wizjom mojej przyszłości moich rodziców i przeniosłam się na inną uczelnię. Mimo, że finansowo nie jest łatwo, połączenie studiów dziennych i pracy wymaga dużo wysiłku, to nie żałuję tej decyzji, czuję, że w końcu mogę oddychać.
Ale nie plączmy wątków.
To, że Autorka już by mogła pójść na swoje, to fakt, wynikający z wieku, sytuacji życiowej itp.I dobrze, by to zrobiła, ale nie na złość rodzicom, tylko tak po prostu- bo już pora.
Ale to nie ma nic wspólnego z jej ''dylematem'' czy się pchać w relację z żonatym facetem szukającym chwilowego zapomnienia.
Bajania o tym, że ona sobie będzie ostrożnie ''sprawdzać'' i jak coś, to się wycofa....No proszę.Mówimy o młodziutkiej, naiwnej dziewuszce bez żadnego doświadczenia z facetami.
24 2014-11-02 14:55:22 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2014-11-02 15:04:54)
Nie jesteś własnością rodziców żeby spełniać ich wizję, żyjesz dla siebie a nie dla czyjegoś widzimisię , oj widzę że rodzice mocno trzymają za sznurki
widzisz tylko że ci rodzice wcale ,ale to wcale nie chcą zle.......
ALOSZA
wejście w związek z facetem po przejściach ,który miał rodzine,z dziecmi,z rozwodem ze strony małżonki,to jest ciezka orka,mowie to z cala swiadomoscia osoby ,kora przeszla to w zyciu...........
chociaż dzialo się to lata świetlne temu,okres jaki nastapil zaraz potem ........ech szkoda slow,byl bardzo trudny
jesteś mloda ,wchodzisz w związek ,zawsze sa zgrzyty,a w takim związku zgrzyty sa x7,niestety sa problemy z ex ,bo nagle cos jej się odwidzi,jak jej już były mąż układa sobie życie,sa dzieci,sa zobowiązania finansowe, ZAWSZE cos się dzieje,wymaga to wiele samozaparcia i wiele wysiłku ,żeby się z tym uporac ,jest to praca dla naprawdę silnych osobowości........
powiem tak ,gdybym miała corke również zrobiłabym wszystko aby nie musiala przez to przechodzić,jako osoba ,która to przeszla na początku malzenstwa ,wiem ile stresu to kosztowalo,oczywiscie może się udac ,tylko ze ...............to nie jest dla wszystkich,i nie jest to TO CZEGO MATKA CHCE DLA SWOICH DZIECI,co innego gdybanie a co innego własne doswidczenie
LUSILJU co do tej konkretnej sytuacje to zgodzę się że rodzice dobrze Autorce podpowiadają jednak chodziło mi o to jest ona mocno emocjonalnie od nich zależna i to jest chore - sytuacje w których mówi że nie spełnia ich oczekiwań, czuje że ich zawodzi i przynosi wstyd na kilometr jadą mi tanią manipulacją poczuciem winy tak chętnie niestety stosowaną przez wielu rodziców.
Twoje wątpliwości i uległość pod presją mówią same za siebie. Nie wiesz czego chcesz, więc lepiej odpuść.
Facet po przejściach i po rozwodzie nie oznacza, że ma być zepchnięty na jakis margines i nie nadawać się do związku. To, że komuś raz powinęła się noga na drodze uczuciowej, nie oznacza, że nie wyniesie z tego doświadczenia jakiejś nauki na przyszłość i nie będzie mógł stworzyć szczęśliwego związku z kimś innym. Z drugiej strony reakcja rodziców jest zrozumiała, jednak ich porady nie powinny w znaczący sposób wpływać na twoją ocenę sytuacji/uczuć do kogoś, a wpływają, i jeszcze to, że sama nie wiesz czy chcesz się wyprowadzić, czy nie chcesz, takie niepewności w sumie co do wkroczenia w dorosłe życie. Myślę, że emocjonalnie jeszcze dużo masz do nadrobienia.
Nie jesteś przekonana, więc nie rób nic na siłę. Poczekaj aż Ty sama określisz czego chcesz/potrzebujesz i dopiero podejmij decyzję.
Mają rację czy nie, wpędzili mnie w straszne poczucie winy. Do tej pory wiedziałam, że chcę kontynuować tę znajomość, teraz natomiast boje się odebrać telefon, bo może usłyszą z kim rozmawiam i o czym i znów będę niewdzięczną córką, którą wychowali na porządnego człowieka, a tymczasem pociesza żonatego faceta i wbijam im gwóźdź do trumny.
Zaczynam bać się wyjść z domu, bo wszyscy wytkną mnie palcami - to ona.
Może postąpiłam niewłaściwie, może zachowałam się niedojrzale pozwalając na rozwój tej znajomości, ale nie widziałam w tym nic złego - oboje potrzebowaliśmy towarzystwa.
Teraz jednak zaczynam czuć się jak morderczyni rodzicielskich uczuć i rozbijacz rodziny.
Usłyszałam dzisiaj "kogo ja wychowałam, kłamczuchę i pocieszycielkę żonatych facetów. jesteś głupia i naiwna, jak zwykle pakujesz się w bagno, będziesz cierpiała i zmarnujesz sobie życie, ale tylko to potrafisz"
Jak mam im wytłumaczyć, że jestem świadoma powagi sytuacji. Nie chodzi mi o wiązanie się z nim, bo faktycznie tego pewna nie jestem, ale chyba sama znajomość z nim nie jest niczym złym? Bo zaczynam się gubić...
Rób tak jak ja z moimi. Odpowiadaj szczerze, ale bez zbędnych szczegółów. Przyzwyczajaj rodziców do myśli, że masz takiego a nie innego partnera. Rób to delikatnie i nie na siłę.
Rób tak jak ja z moimi. Odpowiadaj szczerze, ale bez zbędnych szczegółów. Przyzwyczajaj rodziców do myśli, że masz takiego a nie innego partnera. Rób to delikatnie i nie na siłę.
Ale oni nie przyjmują prawdy. Za swoją szczerość płacę 5 dzień wyzwiskami, nieprzyjemnymi komentarzami i ich pogarszającym się zdrowiem, bo przeze mnie nie mogą normalnie funkcjonować, taki wstyd im przyniosłam...
30 2014-11-02 19:01:15 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2014-11-02 19:03:29)
LUSILJU co do tej konkretnej sytuacje to zgodzę się że rodzice dobrze Autorce podpowiadają jednak chodziło mi o to jest ona mocno emocjonalnie od nich zależna i to jest chore - sytuacje w których mówi że nie spełnia ich oczekiwań, czuje że ich zawodzi i przynosi wstyd na kilometr jadą mi tanią manipulacją poczuciem winy tak chętnie niestety stosowaną przez wielu rodziców.
rozumiem;zreszta czytam poniżej wypowiedz Aloszy i niestety ale potwierdza twoje słowa,
beznadziejna manipulacja ze strony rodzicow,wbijanie w poczucie winy,ech ...tylko po co?
o ile skuteczne byłyby racjonalne argumenty,przykład wlasny matki ,czy spokojna rozmowa bez oceniania jej jako człowieka,o tyle to deprecjonowanie na każdym kroku...............bez sensu
niestety wielu rodzicow popelnia takie bledy,brnie w to dalej ,a dziecko niejako w formie buntu brnie w związek który rodzice krytykują ,tworzy się takie zamknięte koło......
nie jestem zwolenniczka takich zwiazkow ,jak już wcześniej napisałam ,bo wiem ile samozaparcia potrzeba ,żeby nie trzasnąć drzwiami i nie wynieść się , zwłaszcza jak się jest młoda osoba i trzeba sie na starcie borykać z tym wszystkim,zyc nieswoimi problemami,problemami jakiejś obcej kobiety i nieswoich dzieci ,chociaż samemu dopiero niedawno wkroczylo się w dorosłość ,nie ma się jeszcze takiej GRUBEJ SKÓRY jak powiedzmy za te 10-15 lat :-)
o wiele lepiej rokuje związek dwojga ludzi z tzw,,czysta karta ,, którzy tworza ,buduja ta swoja rodzine,nie ma tam osob trzecich,no chyba ze potem ktores zdurnieje i tam taka wprowadzi(ale nie o tym ten watek)
31 2014-11-02 19:02:25 Ostatnio edytowany przez Iceni (2014-11-02 19:12:02)
Lily89 napisał/a:Rób tak jak ja z moimi. Odpowiadaj szczerze, ale bez zbędnych szczegółów. Przyzwyczajaj rodziców do myśli, że masz takiego a nie innego partnera. Rób to delikatnie i nie na siłę.
Ale oni nie przyjmują prawdy. Za swoją szczerość płacę 5 dzień wyzwiskami, nieprzyjemnymi komentarzami i ich pogarszającym się zdrowiem, bo przeze mnie nie mogą normalnie funkcjonować, taki wstyd im przyniosłam...
Ale jakich "ich"?
Mam rozumieć, że twojej matki i jej partnera, tego po przejsciach tak jak twoj facet?
EDIT:
Sorry, teraz doczytalam, że to twoj ojciec. Rozumiem, że biologiczny i ten, który cię wychowal od urodzenia.
Znaczy teraz nie rozumiem - twoj ojciec ma cos przeciwko, żebys zwiazala sie z facetem podobnym do niego (rozwodnik, dzieciaty etc.) bo przynosisz wstyd rodzinie?
Znaczy w mniemaniu twojevo ojca i twojej matki twoj ojciec tez przyniosl wstyd rodzinie?
I oni zrobiwszy kiedys dokladnie to samo - uzywaja jakich argumentow?
Dla mnie to oni są bardziej popieprzeni niz ktokolwiek z tej paczki.
Sorry za dosadnosc, ale problem tu nie jest twoj facet tylko wypaczony system moralnosci twoich rodzicow.
Lily89 napisał/a:Rób tak jak ja z moimi. Odpowiadaj szczerze, ale bez zbędnych szczegółów. Przyzwyczajaj rodziców do myśli, że masz takiego a nie innego partnera. Rób to delikatnie i nie na siłę.
Ale oni nie przyjmują prawdy. Za swoją szczerość płacę 5 dzień wyzwiskami, nieprzyjemnymi komentarzami i ich pogarszającym się zdrowiem, bo przeze mnie nie mogą normalnie funkcjonować, taki wstyd im przyniosłam...
W takim razie czas się wyprowadzić. Skoro mama nie umie cię uszanować jako dorosłego człowieka, nie mówię że ma popierać każdą twoją decyzję, bo to tak nie działa. Ale nie powinna cię wyzywać itp.
Ale jakich "ich"?
Mam rozumieć, że twojej matki i jej partnera, tego po przejsciach tak jak twoj facet?
Mojej matki i mojego ojca, czyli jej męża, ale fakt - po przejściach. Dlatego ona wie co to znaczy, że to syf, że musiała przechodzić piekło i chce mnie przed tym uchronić. A tato w sumie troche spokojniej do tego podchodzi, ale też nie popiera. Tylko moja sąsiadka, 30-letnia R. twierdzi, że nic złego nie robię, bo przecież to niczyja wina, że dobrze nam się ze sobą rozmawia.
Dopisałam tam wyzej co mysle ![]()
Dla mnie to twoi rodzice są dla ciebie wiekszym zagrozeniem niż twoj facet.
Oni są na nie nawet nie zadawszy sobie trudu zeby go poznac, oceniaja tylko na podstawie swoich przykrych doswiadczen - w taki sposob mogą cie swoimi "dobrymi radami" wpedzic w kozią d*** bo faxet porządny, ale rozwodnikbedzie dla nich kims gorszym niz psychopata za to stanu wolnego.
Miej swoj rozum, dziewczyno...
35 2014-11-02 19:27:05 Ostatnio edytowany przez Alosza (2014-11-02 19:31:05)
Dopisałam tam wyzej co mysle
Dla mnie to twoi rodzice są dla ciebie wiekszym zagrozeniem niż twoj facet.
Oni są na nie nawet nie zadawszy sobie trudu zeby go poznac, oceniaja tylko na podstawie swoich przykrych doswiadczen - w taki sposob mogą cie swoimi "dobrymi radami" wpedzic w kozią d*** bo faxet porządny, ale rozwodnikbedzie dla nich kims gorszym niz psychopata za to stanu wolnego.
Miej swoj rozum, dziewczyno...
Iceni - trafiłaś w punkt, który najbardziej mnie boli - są dokładnie w takiej samej sytuacji, a mówią o sobie jak o największych wrogach, o zmarnowaniu sobie życia, a co najlepsze - nie jestem owocem miłości, bo jak to mówi moja matka "jak nie ty, to byłoby inne dziecko, z innego związku".
Niby to wszystko dla mojego dobra, bo tyle dla mnie robią, mam przecież co chcę - pożyczone od nich auto, żeby dojechać do pracy, ciepły dom i własny pokój, ale z duchowych kwestii - nic.Zero zrozumienia (w każdej kwestii) ani nawet wsparcia. Nie liczyłam na "świetny wybór córko!", ale też nie na "jak można spotykać się z żonatym facetem, ty pocieszycielko od siedmiu boleści..."
Chciałam być z nimi po prostu szczera, myślałam że z rodzicami można. Ale żałuje tego z całych sił, bo siedzę i boje się, że za chwile przyjdzie i powie jak ostatnio "pójdę do niego i sama to zakończę, jak ty tego nie zrobisz"..
Jestem załamana.
Chciałam być z nimi po prostu szczera, myślałam że z rodzicami można..
Kiepski pomysł:)
Nie zachęcam do kłamania, ale przemilczanie tematów sercowo-seksualno-damskomęskich to praktycznie konieczność.
Dla rodziców jesteś oczkiem w głowie, najcudowniejszą istotką na świecie i nawet jak sobie dokoptujesz faceta obiektywnie idealnego, to oni będą mieć zastrzeżenia czy on aby godzien Ciebie:)
Tak to działa u większość starych, nie martw się.
A Matula chce Tobą wstrząsnąć w dobrej wierze. Niczego nie odwali, bądź spokojna.
37 2014-11-02 20:06:58 Ostatnio edytowany przez Alosza (2014-11-02 20:07:47)
Alosza napisał/a:Chciałam być z nimi po prostu szczera, myślałam że z rodzicami można..
Kiepski pomysł:)
Nie zachęcam do kłamania, ale przemilczanie tematów sercowo-seksualno-damskomęskich to praktycznie konieczność.
Dla rodziców jesteś oczkiem w głowie, najcudowniejszą istotką na świecie i nawet jak sobie dokoptujesz faceta obiektywnie idealnego, to oni będą mieć zastrzeżenia czy on aby godzien Ciebie:)
Tak to działa u większość starych, nie martw się.
A Matula chce Tobą wstrząsnąć w dobrej wierze. Niczego nie odwali, bądź spokojna.
jestem w szoku Pitagoras ze zmiany Twojego nastawienia co do mojej osoby, a raczej sytuacji. Nawet jakoś tak przemówiłeś (przepisałeś bardziej) ludzikm głosem, bez pojazdu. Dzięki
teraz bardziej zrozumiałam twoje intencje niż wcześniej.
jestem w szoku Pitagoras ze zmiany Twojego nastawienia co do mojej osoby, a raczej sytuacji..
Moje nastawienie do Ciebie jest od początku neutralno-życzliwe.Nie znam Cię przecież.
Natomiast sytuację potrafię sobie wyobrazić.
Wiem, że będziesz brnąć w tę znajomość niezależnie od wszystkiego. To wynika jasno z równania : wiek x płeć.
To co mnie martwi w Twoim ''problemie'', to fakt że od takiego czegoś będziesz zaczynała przygody z facetami.
Jakbyś miała 25 lat, za sobą 2 związki i 3 epizody to bym Cię namawiał wręcz: nauka na własnej dupie jest bardzo efektywna.
No ale w Twoim przypadku może się skończyć zbyt bolesnymi odciskami na zadzie.
Obiektywne okoliczności są ch*****owe:
-facet PRAWDOPODOBNIE szuka pocieszenia (nie, że jest zły.ot, taki stan ducha)
-różnica wieku, sytuacji życiowej- wróży problemy
-spotykanie się z formalnie żonatym naraża Ciebie na opinię dziwki
-naturalny proces usamodzielnienia się, miesza się z konfliktem z rodzicami i robieniem im na przekór
Reasumując- za każdy błąd będziesz tu płacić potrójną cenę w porównaniu z ''normalną'' znajomością.
Wyglądasz na młodziutką, przewrażliwioną dziewuszkę- dźwigniesz to?
Muszę się zgodzić. Wszystko będzie 3 razy mocniejsze. Jazda be trzymanki. Uważaj żeby sobie kręgosłupa nie przetrącić.
No, ale on uparcie twierdzi, że wie co robi i że nie jestem zabawką na otarcie łez, ale to facet, więc dla mnie słowa niewiele znaczą.
Wracając do sedna - macie rację, jestem niedoświadczona.
Miałam jednego oficjalnego chłopaka, z którym zerwałam bo mamie wydawał się "chamski". Stąd mój bunt.
W efekcie okazało się, że mnie zdradzał.
Wcześniej miałam jakieś przygody - pracuje głownie z mężczyznami od 19 roku życia (władza), więc zawsze przewijały się jakieś niebezpieczne romanso-relacje, których unikałam.
Jak już poznałam kogoś pozornie idealnego dla mnie, okazało się, że jest to zakład o zaliczenie.
Jestem desperatką, tak. Panicznie potrzebuje zainteresowania, uwagi, bliskości. Miłości...
To może ''na siłę'' zacznij umawiać się z chłopakami przynajmniej teoretycznie odpowiednimi dla siebie.
Spora szansa, że Twoje zainteresowanie owym panem mocno osłabnie w wyniku rozproszenia zainteresowania.
poczekam, dam czas temu wszystkiemu i za kilka dni, jeśli kogoś będzie to interesowało, napiszę co się dzieję.
no chyba, że bomba wybuchnie szybciej, bo odnoszę wrażenie, że zegar tyka, to wyleję swój żal i ból właśnie tu.
dzięki za pomoc, wszystkie rady, pomysły, słowa. tego oczekiwałam i to otrzymałam
pozdrawiam
witam ponownie, a więc moi mili...
moja matka mnie inwigiluje, śledzi, podsłuchuje. kazała mi się wynosić z domu jeśli chcę to kontynuować, bo dla niej to tak potworny WSTYD, że boi się wyjść na ulicę. co gorsza, zmarnowałam jej życie i sobie przy okazji. wymyśla, że nawet w pracy się z nim spotykam. ona ma obsesje jakąś...
jestem kompletnie załamana i nie wiem co robić, bo póki co nie stać mnie na wyprowadzkę.
co gorsza, S. powiedział, że to przetrwamy - musimy tylko poczekać do rozwodu, później będzie trochę lżej.
w zasadzie wspiera mnie (wirtualnie) jak tylko może, choć sam ma ciężko...
błagam, niech mi ktoś coś doradzi, bo oszaleję... ;(