Witam. Czytam te forum już od jakiegoś czasu, poleciła mi je koleżanka, która swojego czasu uzyskała tu fajne porady w swojej trudnej życiowej sprawie. Po rozmowie z nią postanowiłam, że i ja napisze bo jest mi samej ciężko sie uporac z moją sytuacją. Takich jak ja jest pewnie wiele, ale każda kobieta przeżywa to na swój sposób... Dlatego proszę Was o szczere porady, opinie...
Zacznę od tego, że od pewnego czasu jetem rozwódką, pozew wniosłam ja bo miałam dosyc ciagłych kłamstw męża, jego nadużywania alkoholu i "stawiania kumpli na piedestale". Przyznam szczerze, że z jednej strony chciałam tego rozwodu ale z drugiej gdzieś w głębi serca chciałam go jedynie nastraszyc całym tym pozwem by wział się w garśc i zrozumiał, że są rzeczy wazniejsze niż koledzy i używki.
Niestety tak sie jednak nie stało. Pewnie teraz myślicie, że głupia jestem, że złozyłam pozew a nie chciałam tego, no cóż uczymy się na błędach. Teraz gdy jesteśmy po rozowdzie On olał rodzine całkowicie, ma swoje życie(raczej jest sam, korzysta z zycia jako kawaler z odzysku)a ja przeżywam to wszystko, tęsknie za nim, jestem zazdrosna i nie umiem zapomniec. Przeżywam wszystko bardzo, raz się wściekam że olewa dziecko a za chwilę łza w oku się kręci, że już nie jesteśmy razem, że mu nie zależy.
Mówią, że czas leczy rany ale my w sumie nie jesteśmy już ze sobą od ponad roku, od rozowdu minęły 3 miesiące a ja dalej przeżywam.
Bardzo proszę o porady bo nie chce więcej tego tak przeżywac a obawiam się, że to już nie minie, że będę to przeżywac całe życie:(
Dodam jeszcze, że żałuję tego rozwodu, że nie podjęłam kolejnej próby ratowania rodziny. Nie mogę sobie z tym poradzic, czuję się samotna, opuszczona i nic nie warta. Bo skoro wybrał kawalerskie życie to na to wychodzi, że to ze mna coś nie tak. Myślałam, że po takim czasie ten ból i żal miną, a te uczucia trwają dalej, do tego doszła zazdrośc gdzie w małżeństwie jej nie było, no może nie aż taka duża ale nigdy jej nie okazywałam, zawsze robił to On. Teraz nie wiem jak życ, myślalam by na nowo ratowac, ale skoro On to całkowicie olewa to nie wiem czy jest sens. Nie gadamy ze sobą, jeżeli zadzwoni to zazwyczaj z pretensją albo od czasu do czasu zapytac o dziecko.