Moja mama zmarła-złośliwy rak odbytnicy, jak żyć? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Moja mama zmarła-złośliwy rak odbytnicy, jak żyć?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 10 ]

Temat: Moja mama zmarła-złośliwy rak odbytnicy, jak żyć?

Jutro minie miesiąc od kiedy zmarła moja mama. Miała niecałe 36 lat, ja 5 listopada skończę 18... 18 marca 2012 roku urodziła się moja siostra i wtedy wszystko się zaczęło. Siostra jest prawdziwym cudem. Uciskała główką o guz... Gdyby nie lekarze, którzy zarządzili cesarkę- moja siostra nie przeżyłaby. Jak dziś pamiętam, jak podszedł do mnie mój ojczym i o wszystkim powiedział. Miałam łzy w oczach, chwilę później wstrząsnął mną szloch. A on powiedział "może to tylko mięśniak,  usuną i będzie po krzyku". Musiałam się uspokoić i wyjść na spotkanie rodzinie- udawać, że nic się nie stało. Miałam w głowie milion myśli. Kiedy zobaczyłam mamę na łóżku szpitalnym..nie jestem nawet w stanie tego opisać. Czułam ulgę, że moja najukochańsza mama żyje, a jednocześnie czułam gulę w gardle- wszystkie kawałki układanki się łączyły. To, że w czasie ciąży schudła, miała okropne bóle, zaparcia... Był to rak. Wiedziałam, że musimy się uodpornić i zacząć walkę. Mam jednak wrażenie, że już wtedy powinnam z kimś na ten temat porozmawiać. A ja zamknęłam się w sobie i do dziś żyję sama ze sobą. Nikt nie wie wszystkiego. Wiedziała tylko mama..
Mieliśmy roczną przerwę. Po radioterapii, chemioterapii i w końcu operacji, nasz ból się skończył. W sierpniu mama miała operację. Ważyła tyle co ja, jakieś 50kg... Jednak wyzdrowiała i dałyśmy radę- Bóg mnie wysłuchał. Codziennie powtarzałam "zabierz mnie, nie moją mamę, Boże". Przez rok nie było żadnych problemów. Najpiękniejszy rok, kiedy spędzałyśmy razem czas, moja siostrzyczka wróciła do domu. Sielanka skończyła się w listopadzie 2013 roku, tuż po moich urodzinach. Mama nie powiedziała mi o tym, dowiedziałam się sama. Przeczytałam, że ma przerzuty w miednicy, mnóstwo. I kolejny raz wpadłam w panikę-wydzwaniałam do wszystkich, żeby ktokolwiek przyszedł i mnie przytulił. Rozpadałam się na kawałki... W końcu znalazłam w sobie siłę. Poświęciłam całą 2 klasę liceum, byle być przy mamie. Było okropnie ciężko. Zawalałam naukę, miałam zszargane nerwy. Mama nie była łatwą osobą. Rozstała się z ojcem mojej siostry i byłyśmy w tym wszystkim same. Krzyczała, potem płakała, że mam nie wychodzić, zostać i być przy niej...Obarczała mnie problemami finansowymi, wszystkimi jakie były. A mimo to nie mówiła o niczym konkretnym- nie wspomniała mi ani razu o śmierci, o strachu. Do samego końca się kłóciłyśmy, ale i bardzo mocno kochałyśmy, bezwarunkowo.
Pamiętam wszystkie sytuacje: kiedy dowiedziała się, że dostanie 12 chemii zamiast 3. Kiedy zaczęły jej wypadać włosy, pamiętam jej pełne paniki oczy, szloch... Czemu akurat ona musiała tak cierpieć?
Potem było lepiej. Sama ścięła resztę włosów, które delikatnie zaczęły jej odrastać. Przytyła, zaczęła nawet się ruszać. Aż nadeszły wakacje. Mama wyjechała do swojej siostry. Przestała chodzić, jeść, nie miała siły nawet ruszać głową. Patrzyłam jak z dnia na dzień słabnie. Odmówili chemii. Jeździłam do 4 różnych lekarzy z nadzieją, że któryś da mi nadzieję, na próżno. O niczym nie powiedziałam mamie. Nie chciała z nami rozmawiać o chorobie, czy swoim odejściu. Płakałam nocami, gryzłam poduszki, byle nie biec do niej i nie wykrzyczeć jej w twarz "mamo, boję się! Przytul mnie i obiecaj, że nie odejdziesz, że nas nie zostawisz!". W rzeczywistości nigdy nie poprosiłam jej, by mnie nie zostawiała. W ostatnią wspólną niedzielę powiedziałam jej, że się boję. Odpowiedziała, że ona również. Że chciałaby wrócić do naszego domu jeszcze bardziej niż ja, że mnie kocha. A ja poprosiłam, by walczyła do samego końca. By oddychała, bo tylko tego chcę.
Pojechałam do taty, u którego zaczęłam mieszkać. 2 dni później siostra mamy zadzwoniła do mnie, że muszę przyjechać, bo mama kona. Zachowywałam się jak naćpana. "Spakuj się. Weź bluzkę, spodnie...teraz otwórz buzię i się napij...teraz załóż kurtkę i wyjdź z domu". Już wtedy nie potrafiłam myśleć o tym, co się dzieje. Odrzuciłam od siebie wszystkie złe myśli. W środę wieczorem siedziałyśmy wszystkie razem- ciocia Monika, Agnieszka, ja i mama... Ona tak bardzo cierpiała...nie odzywała się, jedynie miała odruch wymiotny i tak bardzo krzyczała, bo nie mogła odchrząknąć...Pamiętam, jak prosiła nas, byśmy pomogły jej oddychać...a ja nie potrafiłam, chciałam oddać jej swoje płuca, serce, całe ciało- jak? Mogłam jedynie płakać i słuchać tych okropnych słów. O godzinie 1 w czwartek poszłam spać. Byłam wykończona. "Mamuś, spokojnie... Będzie dobrze. Idę spać, a jutro rano będę przy Tobie". Zmarła beze mnie... kiedy spałam. Jak mogłam do tego dopuścić... Nie potrafię sobie wybaczyć, że poszłam spać, że tylko jej siostry były przy niej... Wiem, że ona pewnie chciała, żebym nie widziała jej cierpienia... Ale jak można sobie wybaczyć coś takiego? Ciocia Agnieszka obudziła mnie z płaczem "To chyba już"... Biegiem wpadłam do pokoju mamy... i zastałam ją zimną leżącą na swoim boczku z otwartymi oczkami, chusteczką w ręku pod ustkami... Zsiniała jej blizna na dłoni...Nie wyczułam pulsu... Położyłam się obok i przytuliłam, całując każdy skrawek ciała... "Kocham Cię, mamo... Jesteś najwspanialsza mamą na świecie dla mnie i siostry...Nigdy nie chciałam inenj mamy...Kocham Cię i odejdź w spokoju, nie martw się o nas... Przepraszam za wszystko". Przyjechało pogotowie i widziałam, jak mamie spada puls... Wtedy pan powiedział "zamknij oczy".. Wtedy po raz pierwszy się załamałam. Nie potrafiłam. Wpadłam w panikę. Kolejny raz był, gdy zabierali mamę-moją najpiękniejszą w czerwonej sukience mamusię, szaloną wariatkę. Dostałam ataku- trzęsłam się i połowy właściwie nie pamiętam... Mam tak coraz  częściej. Pielęgniarka szkolna stwierdziła, że to może być padaczka. A ja wciąż wszystko wypieram i staram się o tym nie mysleć... To przychodzi tak nagle. Siedzę w ławce i nagle wbija mi się do głowy nieproszona myśl, że mama odeszła i nigdy jej więcej nie zobaczę...
Nie chcę na ten temat z nikim rozmawiać,bo nikt mnie nie rozumie. Mieszkam z tatą, który znów zaczyna szaleć- znów się go boję, bo potrafi mnie bić... Jestem samotna wśród tłumu ludzi,niezrozumiana i tak bardzo rozchwiana...Nie mam pojęcia co robić.  Jak żyć? Zabrano mi siostrę, mieszka ze swoim ojcem-burakiem, a ja mam w domu jeszcze gorzej... Jak się uwolnić od bólu?.. Coraz częściej mam ochotę po prostu skoczyć z mostu i przestać myśleć.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Moja mama zmarła-złośliwy rak odbytnicy, jak żyć?

Jutrzenko - bardzo poruszający post.
Wiem przez co przechodzisz, bo sama straciłam Mamę przez raka.
Od bólu nie uwolnisz się tak szybko ani łatwo. To trwa. U mnie mija 10 lat, a to nadal boli. Z czasem ból słabnie, ale jest. Emocje też.
Teraz masz najgorszy okres, bo to bardzo świeża sprawa.
Przede wszystkim nie obwiniaj się o nic. Nie obwiniaj się, że nie było Cię dokładnie w momencie jej śmierci. Przecież byłaś tylko obok, spałaś.
Twoja Mama wiedziała, że ją kochasz i także Ciebie kochała. To przede wszystkim niech zostanie w Twojej pamięci.
W takich sytuacjach pomocni bywają bliscy ludzie (mnie to pomogło). Jeśli ich nie masz (tak zrozumiałam), to może potrzebujesz kogoś z zewnątrz.
Jeśli jesteś wierząca, to może rozmowa ze światłym duchownym. Jeżeli nie jesteś, to poszukaj dobrego psychologa.

Ściskam Cię wirtualnie i życzę dużo siły.

3

Odp: Moja mama zmarła-złośliwy rak odbytnicy, jak żyć?

Przytulam.

Krzycz, wrzesz, płacz, szlochaj. To normalna reakcja na utratę bardzo bliskiej, kochanej i kochającej osoby. Takie "nieradzenie sobie" jest najlepszym sposobem poradzenia sobie. Przeżywasz teraz żałobę. Żałobę po stracie (o jej etapach możesz poczytać w internecie). Żałobę tym bardziej trudną, że dotyczy Twej mamy.

Przeszłaś wiele, stanęłaś na wysokości zadania. Przez cały czas byłaś oparciem dla swej mamy. Umarła, gdy Ciebie przy niej nie było? Wierzę, że tak wybrała, że wolała, byś przy niej w tym momencie nie była.


Nie planuj teraz niczego, na to przyjdzie czas. Pytasz, jak żyć. Bez oszukiwania siebie. Masz ochotę płakać, rób to. Masz ochotę krzyczeć. Rób to. Masz ochotę śmiać się. Rób to. Nie upychaj uczuć w zakamarkach swego ciała. Pozwól im wybrzmieć.

4

Odp: Moja mama zmarła-złośliwy rak odbytnicy, jak żyć?

Ledwo, ledwo dałem radę doczytać Twoja wiadomość. Nie próbuj powstrzymywać emocje w sobie. Jeżeli nie masz oparcia w tacie spróbuj może jeszcze do kogoś znajomego ze szkoły, komuś kto Cię wysłucha, doradzi. Jeżeli byś potrzebowała z kimś porozmawiać, a nie masz z kim, możesz nawet pisać do mnie. Teraz na pewno będziesz potrzebowała wsparcia.

5

Odp: Moja mama zmarła-złośliwy rak odbytnicy, jak żyć?

Jutrzenko, ...
Czytałam ze łzami w oczach...
Ból nie minie, staje się łagodniejszy, ale wraca. Teraz jest Ci bardzo ciężko, jest Ci wszystko jedno co się z Tobą stanie, bo to bardzo boli... Została pustka..
Nie obwiniaj się. Byłaś blisko, a mama to czuła. Byłaś dla niej cały czas. Wiedziała, że ją kochasz.
Płacz, nie walcz z tym. Poddaj się, nie udawaj twardej, już nie musisz udawać, że wszystkiemu podołasz i że wszystko będzie dobrze... Teraz masz żałobę. Teraz jest ten czas. Może poproś o leki na uspokojenie.
Wiesz, wierzę że Oni są przy nas. Wspierają nas i pomagają nam. Czasem można "wyczuć ich obecność". I tak już zostanie. To pomaga, wiara że są...

Jeśli Ci to pomaga, to pisz tutaj..
Nie zamykaj się na emocje..
Masz nasze wsparcie..

6

Odp: Moja mama zmarła-złośliwy rak odbytnicy, jak żyć?

Dziękuję Wam za wsparcie.
Jest mi z dnia na dzień coraz ciężej. Wczoraj minął dokładnie miesiąc i nawet nie potrafię opisać, co od dwóch dni czuję. Jest we mnie ogromna pustka, żal, niewyobrażalna tęsknota... Mam wrażenie, że jestem zrezygnowana i poddaję się wszystkim emocjom, byle czuć bliskość mamy... Masz rację rita54. Czasami czuję jej obecność, kiedy śpię czy jestem z siostrzyczką, a ona woła "mama patrzy z nieba"..

7

Odp: Moja mama zmarła-złośliwy rak odbytnicy, jak żyć?

Daj czasowi czas. Sobie też.

8 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2014-10-26 20:18:03)

Odp: Moja mama zmarła-złośliwy rak odbytnicy, jak żyć?

Witaj Jutrzenko .
Bardzo ci współczuje i wierz mi ten ból minie z czasem .Moja mama odeszła 4,5roku temu i przez 1,5 roku wyłam do ksieżyca.Może dlatego iż zostałam zupełnie sama .Chodziłam 2-3x w tygodniu na cmentarz i rozmawiałam z nią ...Pytałam czemu mnie zostawiła........ Ból trwał długo dopóki...dopóty nie znalazłam zdjecia z pogrzebu Papierza i.... zaczelam sobie tłumaczyć ,że skoro taki święty i wielki człowiek odszedł to widocznie tak musi być .

Jak bardzo będzie cie bolało serce to...pisz do niej listy .Wylewaj swój żal na papier ..Pomoże zobaczysz .Pozdrawiam

9

Odp: Moja mama zmarła-złośliwy rak odbytnicy, jak żyć?

Niestety nic nie poradzisz. Ja miałem wiele śmierci z powodu raka wśród znajomych jak i rodziny. Mam tylko nadzieję, że tam gdzie teraz są jest lepiej. Nie, ja to wiem, że jest lepiej. Ale pamiętam i zawsze będę pamiętał. To część naszej egzystencji. Śmierć to dopiero początek. My tu na tym świecie płaczemy. Ale z drugiej strony dlaczego? Jeśli jest tak jak wierzymy to ta osoba która odeszła jest już w lepszym świecie. Powinniśmy się cieszyć. Ja jestem ze śmiercią za Pan brat. Jestem na nią gotowy i się jej nie boję, ale śmierć bliskich zawsze będzie boleć. Niestety.

Posty [ 10 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Moja mama zmarła-złośliwy rak odbytnicy, jak żyć?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024