Witam wszystkich.
Noz jak zwykle trudno zaczac, ale mamy po 40 lat 20 lat znajomosci 14 lat malzenstwa dwoje kochanych dzieci i rozwod (niemal) w drodze. Zaczelo sie jak zwykle niewinnie rok temu, malo rozmow, coraz mniej , unikanie sie , przynoszenie problemow z pracy do domu, brak okazywaniamuczuc zonie, nic tylko praca w garazu kolo domu, zaniedbywanie rodziny i obudzilem sie z reka w przyslowiowym nocniku. Wyprowadzilem sie z domu po jednej z klotni. Ktora slyszaly dzieciaki. Na szczescie widze sie z nimi czesto ale to juz nie to samo. Zona nie chce juz slyszec onas nic tylko rozwod i koniec. Troche nieskladniepisze ale to jeszcze emocje. Wczesniej typowe przeviaganie liny kto do kogo przyjdzie i nie zauwazylem ze to wszystko sie rozsypuje jak domek z kart. Co dalej-nie mampojecia psycholog pracanad soba moze kiedys dzisiaj proby rozmowy o powrocie do siebie - niema takiej opcji no iwydaje mi sie ze jest ktos trzeci.
Witam wszystkich.
Noz jak zwykle trudno zaczac, ale mamy po 40 lat 20 lat znajomosci 14 lat malzenstwa dwoje kochanych dzieci i rozwod (niemal) w drodze. Zaczelo sie jak zwykle niewinnie rok temu, malo rozmow, coraz mniej , unikanie sie , przynoszenie problemow z pracy do domu, brak okazywaniamuczuc zonie, nic tylko praca w garazu kolo domu, zaniedbywanie rodziny i obudzilem sie z reka w przyslowiowym nocniku. Wyprowadzilem sie z domu po jednej z klotni. Ktora slyszaly dzieciaki. Na szczescie widze sie z nimi czesto ale to juz nie to samo. Zona nie chce juz slyszec onas nic tylko rozwod i koniec. Troche nieskladniepisze ale to jeszcze emocje. Wczesniej typowe przeviaganie liny kto do kogo przyjdzie i nie zauwazylem ze to wszystko sie rozsypuje jak domek z kart. Co dalej-nie mampojecia psycholog pracanad soba moze kiedys dzisiaj proby rozmowy o powrocie do siebie - niema takiej opcji no iwydaje mi sie ze jest ktos trzeci.
Spokojna rozmowa z żoną wchodzi w grę?
Powiedz, że chcesz po prostu szczerze porozmawiać, a potem dasz jej spokój, jeśli tylko o to jej już chodzi.
Jezeli przyczyna "oddalenia" sie od siebie sa wasze wzajmene relacje, ich zmiana w ostatnim czasie to jak najbardziej mozna to naprawic. Jesli skutkiem tego jest to co sugerujesz to skutkiem tego skutku jest rozwod i nie inaczej. Zeby nie byc na "przegranej" pozycji zaproponuj terapie malzenska, ew. szczere rozmowy o przyczynach decyzji bo nie oszukujmy sie ale podane przez Ciebie przyczyny to tzw. "zapchaj dziura" nie sa one realnym powodem tak powaznej decyzji, o ktorej piszesz. Nie daj sobie tego wmowic. Wiele osob tak ma ja wy, ale zdecydowana wiekszosc jak sie zreflektuje to stara sie naprawic swoje malzenstwo. Zwlaszcza ze jest to miejsce realizacji roznych potrzeb, bliskosci, chocby seksu, poczucia bezpieczenstwa. Jesli te potrzeby realizowane sa gdzie indziej, inaczej to moze taka osoba dazyc do rozstania a jesli wg. niej "lepiej" to nawet bedzie silnie dazyc do tego. Opisana sytuacja w zaden sposob nie daje powodow do rozwodu, prawdziwe przyczyna sa raczej inne.
Usilowalem rozmawiac ale emocje sa za silne - wyprowadzka byla ponad miesiac temu, slysze tylko zejuz dostawalem szanse i koniec. Nie wierzy ze mozna sie zmienic, wczesniej jej gadanie odbieralem na zasadzie znowu pogdera i przestanie, dopiero teraz uswiadomilem sobie co stracilem. Zostala z dziecmi sama w duzym nowym domie , kredyty do splacenia jeszcze ze dwadziescia lat...
Przyczyny to glownie moje wredne cechy charakteru uparty, malomowny, brakuje mi empatii, bierny wzwiazku a do tego zona stwierdzila ze calyczas bylem "sterowany" prez mame. A w rzeczywistosci ...aszkoda slow.
Msk74,
Moja rada - dajcie sobie trochę czasu.
Stoicie na gruzowisku swojego małżeństwa, o które wcześńiej pewnie wiele razy potykaljiście się oboje, ale nie chcieliście zauważyć gruzu.
Niech każde z Was zgarnie swoje gruzy, zrozumie swoje własne błędy i zaniechania.
Wbrew temu, co się Tobie teraz wydaje czyli, że nastąpiła w Twoim życiu katastrofa, to ten moment może być przełomem i impulsem do rozwoju. Spójrz na swoje życie uczciwie. A potem spróbuj nawiązać ze swoją żoną prawdziwy dialog.
Wiem ze czas leczy rany ije zabliznia, dzis wydaje sie to takie nierealne, takie surrealistyczne, pod wplywem emocji porobilo sie duzo glupot zarowno ja jak i ona, moze i jestemniecierpliwy ale nie chcialbym przespac... Jest to jeszcze o tyle dziwne ze pomagam jej opiekujac sie maluchami gdy ona jedzie na studia czy tez na zumbe , przy okazji cos sie naprawi, odkurzy,wypierze, posklada. Ciekawe jak dlugo mi nerwow wystarczy, przyjezdzac do domu, ktory zbudowalem a ktory staje sie coraz bardziej obcy...
Wiem ze czas leczy rany ije zabliznia, dzis wydaje sie to takie nierealne, takie surrealistyczne, pod wplywem emocji porobilo sie duzo glupot zarowno ja jak i ona, moze i jestemniecierpliwy ale nie chcialbym przespac...
Msk74
Ja nie wspominałam o czasie w kobtekście zabliźniania ran.
Wprost przeciwnie.
Radzę Tobie, abyś tę ranę odkrył i przyjrzał się odważnie i uważnie, skąd ona się wzięła. Sugeruję, abyś tę ranę rozgrzebał i oczyścił a potem możesz pozwolić się jej zabliźnić.
To będzie bolało, bo prawda boli, ale prawda także uzdrawia.
Dlatego skonfrontuj się z prawdą.
No coz. Rozgrzebuje przeszlosc, niewiele dobrego w niejwidze, za duzo bledow, za malo rozmow, nierozwiazane problemy, bylejakosc zwiazku - dlaczego? Wina wychowania, stosowania tych samych wzorcow zachowan, niskiej samooceny, nieokazywania uczuc? Wszystkiego po trochu, trudno zlapac ten glowny watek gdzies ucieka chowa sie...
No coz. Rozgrzebuje przeszlosc, niewiele dobrego w niejwidze
Msk
A możesz cofnąć się jeszcze dalej w przeszłość?
Wróć do czasów, kiedy byliście w sobie zakochani.
Ja uważam, że wszystko, co nam się "wydawało" w fazie zakochania jest w rzeczywistości POTENCJAŁEM dojrzałego związku, bo jest w nas.
Gdy na etapie zakochania, wybranek wydaje się nam niemal ideałem. W jego obecności czujemy się lepsi i kompletni, wszystko jest niecodzienne i niepospolite. A właśnie wtedy znajdujemy się w samym centrum ułudy doskonałej rzeczywistości, gdy uważamy, że to poczucie pełni szczęścia zawdzięczamy tej drugiej osobie. Ech, niosą nas te motyle, budujemy więź z ukochaną osobą, wierzymy, że jest ona kimś najlepszym, co spotkało nas w życiu.
Jednak te wszystkie odczucia nie są tą drugą osobą. Najprawdopodobniej uważamy, że nasz wybranek est kimś lepszym niż w jest w rzeczywistości ijest bo to po prostu w dużym stopniu projekcją naszego wnętrza, twór naszej wyobraźni.
Problem w tym, że w pewnym momencie musimy się ocknąć z upojenia i lądujemy w mniej doskonałej rzeczywistości i okazuje się, że nasz wybranek jest po prostu SOBĄ. Zaczynamy widzieć prawdę. Wybranek już nie tak bardzo odpowiada naszym wyobrażeniom a wszystko, co chcelśmy od niego czerpać musimy niemal wywalczyć siłą. I zaczynają się przepychanki i szarpanie wokół wyobrażeń, i ucieczki do innych spraw.
A w efekcie mamy
?za duzo bledow, za malo rozmow, nierozwiazane problemy, bylejakosc zwiazku - dlaczego? Wina wychowania, stosowania tych samych wzorcow zachowan, niskiej samooceny, nieokazywania uczuc? Wszystkiego po trochu, trudno zlapac ten glowny watek gdzies ucieka chowa sie...
Ważne żeby w odpowiednim momencie zdać sobie sprawę z tego, że jesteśmy w błędnym kręgu, wtedy można zbudować od nowa bliskość i głębię relacji.
Nie wiem, czy u Ciebie msk74 jest jeszcze możliwe wyrwanie się z tego kręgu dzięki porozumieniu, zamiast rozwodowi. Ale wierzę, że jeśli będziesz w stanie dotrzeć do swojej żony a Twoja chęć ratowania związku będzie przemyślana i oparta na analizie i wnioskach to macie szansę na dotarcie do tego stanu, który towarzyszył Wam na etapie zakochania. Z tym, że bardziej świadomi i doświadczeni oraz dojrzali.
Przydal by sie terapeuta. Niestety z zona rozmawiam na zasadzie "co jutro", odciela sie totalnie, chyba zyje we wlasnym swiecie. Probowalem rozmawiac moze za wczesnie - stwierdzila ze szanse juz mialem a malzenstwa nie da sie uratowac bo juz nie ma wniej zadnej iskierki milosci - nie dla terapii malzenskiej. Dzis liczy sie czy poslalem przelew na kredyt i alimenty. Powoli czuje sie jak bankomat ...
Witaj, coś się przelało w Twoim małżeństwie wiem piszę po sobie, przeczytaj mój wątek...ja mam wahania często ale mężowi cały czas mówię że już szansy nie dostanie, on mówi ze traktuje go jak bankomat.. tyle że umnie w grę wchodzi alkohol.
myślisz,że jeszcze łączy was uczucie, są dobre emocje ?
czy już tylko obojętność i pretensje ?
przy pierwszej opcji może jest szansa - dajcie sobie czas
przy drugiej, nic na silę i bez zaangażowania dwóch stron się ... nie uda
Faktycznie cos sie przelalo bylem delikatnie powiedziawszy slepy, gluchy i kaleka na oczywiste i wyraznensygnaly rozpadu. Dzis nie ma dobrych emocji raczej pretensje zale, wyciaganie upiorow z przeszlosci. Zona odpoczywa gdy mnie nie ma w domu. Ja powoli sie zmieniam -terapia psycholog zmiana nawykow. Nie mecze jej nie mowie ze to jej wina,wiekszosc biore na siebie, problemow z alkoholem nie mam inigdy nie mialem problemow, imprezowicz ze mnie zaden
To zona lubi imprezy
A co zawalilem - duzo,b.duzo chyba nigdy nie dalem jejmodczuc jak bardzo jest dla mnie wazna nie czula ze ma we mnie oparcie w sumiem to Ona ciagnela woz zwany zyciem. Znowu mijamy sie niemal jak obcy-boje sie nawet powiedziec najprostszy komplement, ze siwetjie wyglada, do twarzy jej zkolczykami (oj dawno ich nie mosila).
Musze wrocic do domu. Z daleka nie wiem nawet jak zona opiekuje sie maluchami. Doszly sluchy do mnie ze zostawia je same, zajme pokój na parterze i zobaczymy co dalej... No i zaczne placic rachunki normalnie a nie dawac kase zonie ...
może pierwsze ćwiczenie
musisz wrócić ?
czy CHCESZ wrócić?
Chcę wrócić, za dużo mogę stracić tzn. wszystko: żonę (mimo że Ona nie wyobraża sobie możliwości nawet mojego powrotu do domu), dzieci (te spotkania 3x w tygodniu - nie zapewnię im podstawowych potrzeb niezbędnych dla prawidłowego wychowania mówię m.in. o potrzebie bezpieczeństwa) o całej reszcie nie wspomnę. Nie mogę stać dalej biernie z boku i tylko przytakiwać. Mam swoje własne zdanie choćby w kwestii wychowywania dzieci, a dziś jestem zaskakiwany jakimiś zajęciami typu aikido czy karate dla synka. Z córką odrabiam zadania może raz w tygodniu zero wiedzy na temat jej postępów w nauce. Obawiam się że ta więź uczuciowa do dzieci może bardzo szybko osłabnąć a nie chcę być postrzegany jako ten od jedynie zabawy.
Co do stosunków z Żoną - muszę niestety uzasadnić dlaczego aby znowu nie było kłótni, zapewne odbierze mój powrót jako niestałość mojego charakteru, a nie gotowość do zmiany/zmian na lepsze. Im dłużej pozostaję z dala od rodziny, tym gorzej. Wiem że nie ma dobrego momentu, lecz to chyba zbyt długo już trwa, mogę jeszcze poczekać tydzień, może dwa (równolegle mamy sprawę z US gdzie w dokumentacji figuruje moje odejście
).
Jak okazać że Ją szanuję, lecz też mam wolą wolę - nie mam pomysłu na teraz,
jak dotrzeć do Niej aby choć spróbowała zrozumieć moje postępowanie - nie wiem czy wykonalne...
Dziś wszystko odbiera przez pryzmat własnego JA, a przynajmniej tak postrzegam Jej postępowanie, nie widzę w Niej choćby kawałka empatii, liczy się tylko to czego Ona chce.
Do tego zawsze smutna, nie rozmawiając widzę Ją/Jej zachowanie podobne do tego gdy miała depresję poporodową, wtedy niewiele jej pomogłem/pomagałem. Niedawno powiedziała coś o sensie istnienia - że go szuka. Chcę jej pomóc, mimo że o żadną pomoc Ona nie poprosi, zawsze była samodzielna, uparta, musiała postawić na "swoim" - tu na moją niekorzyść: zazwyczaj (a z 90%) nie mówiłem dlaczego mam inne zdanie tylko takie "nie bo nie" (ale to musiało wkurzać), dziś inaczej do tego podchodzę mówię dlaczego proponuję coś innego, uff rozpisałem się, nie jest łatwo przelać myśli. Jeszcze muszę porozmawiać z psychologiem aby czegoś nie spie.. jak do tej pory miałem w zwyczaju (coś na zasadzie dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane... co zrobiłem w dobrej wierze obracało się przeciwko mmnie). A może to znowu jakiś test mojej pokręconej osobowości, którego sam nie jestem w stanie dostrzec?
a równolegle wszystkie fakty stanowią b. dobry dowód w sądzie... jak zaufać ?
Napisze ogolne. Ludziom czesto brakuje wiary. Z tego wynikaja inne rzeczy, brak checi, poczucie beznadziejnosci, stagnacji. Ale to jest jak choroba. Mozna i nalezy to leczyc. Tylko jak leczyc kogos kto sobie z tego nie zdaje sprawy? Powinny byc jakies instytucje mediacyjne, obdarzone autorytetet. Piszesz ze radzisz sie psychologa. Ale to oboje powinniscie tam byc a nie tylko jedna strona.
Tak zgadzam sie powinnismy razem byc u psychologa, tylko gdy Ona chciala ja uwazalem ze to fanaberia. A teraz z bliska czasem niewiele widac trzeba spojrzec z dala na calosc z innej perspektywy. A jak teraz dotrzec do Niej gdy juz ma wlasne plany? A przynajmniej jedno zalozenie - w przyszlosci ja dla Niej nie istnieje moje uczucia nic nie znacza. Dziwi mnie ze kidys myslala o innych a dzisiaj tylko o Sobie. Przez te wszystkie lata chyba tak powoli sie sam wykastrowalem nie widzac tego zrobilem zsiebie "dupe wolowa".
Z dnia dzisiejszego. Bylem w przychodni w oczekiwaniu na wizyte u specjalisty, czekajac napisalem smsa do zony ze przyjade po dzieciaki ok 18:20 bo w poniedzialki zabieram je na basen. Ok 17:20 dzwonila corka pytajac sie gdzie jestem mowie ze czekam na lekarza i bede po 6-ej. Telefon zabrala zona i zaczelo sie ze dzisiaj to za pozno ze trzeba bylo zadzwonic... kolejne pretensje dlaczego zabralem dzieci do babci. (Opiekowalem sie mslymi w niedziele goy byla na studiach). Corka mowila zebym przyjechal pobawic sie z nimi -zona absolutnie bo ona jest w domu a ja dzialam na nia alergicznie a wczoraj przecierz z nimi sie widzialem. Spauzowalem pierwzy raz ograniczyla mi kontakty z dziecmi --o sie z Nia i ze mna dzieje?
Z dnia dzisiejszego. Bylem w przychodni w oczekiwaniu na wizyte u specjalisty, czekajac napisalem smsa do zony ze przyjade po dzieciaki ok 18:20 bo w poniedzialki zabieram je na basen. Ok 17:20 dzwonila corka pytajac sie gdzie jestem mowie ze czekam na lekarza i bede po 6-ej. Telefon zabrala zona i zaczelo sie ze dzisiaj to za pozno ze trzeba bylo zadzwonic... kolejne pretensje dlaczego zabralem dzieci do babci. (Opiekowalem sie mslymi w niedziele goy byla na studiach). Corka mowila zebym przyjechal pobawic sie z nimi -zona absolutnie bo ona jest w domu a ja dzialam na nia alergicznie a wczoraj przecierz z nimi sie widzialem. Spauzowalem pierwzy raz ograniczyla mi kontakty z dziecmi --o sie z Nia i ze mna dzieje?
Dzisiaj spauzowałeś. OK. A co ustaliliście na przyszłość?
Ja nie do końca rozumiem całą sytuację - możesz ją trochę naświetlić?
Z własnej inicjatywy wyprowadziłeś się z domu?
Ustaliliście terminy Twoich spotkań z dziećmi? Jeśli tak, to jaki uzgodniliście sposób informowania, gdy spotkanie nie może dojść do skutku? A jeśli nie, to w jaki sposób dogadujecie się w kwestii Twojej opieki nad dziećmi?
Rozmawiajcie z sobą, czy tylko wymieniacie komunikaty?
Na moje oko, to Ci rogi kiełkują. Dlaczego nie wrócisz mieszkać do domu? Jeszcze dostaniesz rozwód ze swoją winą, jako ten, który porzucił rodzinę.
23 2014-10-28 01:33:53 Ostatnio edytowany przez Amethis (2014-10-28 01:39:48)
Na moje oko, to Ci rogi kiełkują. Dlaczego nie wrócisz mieszkać do domu? Jeszcze dostaniesz rozwód ze swoją winą, jako ten, który porzucił rodzinę.
dokładnie, co do rogów to ja wiem
może po prostu kobieta poszła na studia zobaczyła ze nie tylko ta monotonia istnieję co w jej życiu
i ciągnie jak każdego do czegoś nie koniecznie lepszego, tylko nowego
ja mówię w oparciu o swoje podobne chodź pewnie bardziej spaprane sprawki
sam chodząc do psychologa, co zmienisz??
opowiesz swoją wizję tego, a wizja twojej strony się nie pojawi, jak ktoś może jakie kolwiek wnioski wyciagnąć, hmmm??
pisałeś o klótni, pewnie musiało ich byc więcej, znudzenie, obrzucanie się czymś co tka naprawdę nie powinno mieć miejsca ??
czy jakieś konkrety
i zdecydowanie radzę się pozbyć przemyśleń że ona się rzuca, ze coś wymyśla, podważasz ją, może nie jest to logiczne, ale w jakiś sposób próbując jej to przekazać
pogorszysz tylko sprawę
generalnie radzę powrót do domu, jakim prawem się wyprowadziłeś
zmusiła Cię, czy sam olałeś sprawę i dla świętego spokoju tak uczyniłeś
zagryść zęby, wrócić do domu
dzięcią nie mieszać, całym tym bałaganem
jak nei możecie się porozumieć, to przynajmniej pokaż żeś facet,
kasą na kredyt tego nie udowodnisz, tylko sobie wmówisz ze dajesz rade
ja zacząłem od psychologa wsensie radzenia sobie z emocjami, po jednej wizycie
jasne bylo że musi być małżeńska
kilka wizyt pomogło rozladować to całe napięcie, a wydawało się tragicznie, nie do odwrócenia
pomoglo dużo, ale to nie lekarstwo ze raz wezmiesz i po chorobie
daj żonie chwile, zobaczysz, a tym bardziej zobaczysz będąc w domu,
tylko nie wpadaj w manie prześladowczą jakiegoś detektywa, jak chce odejść to i tka jej na siłe nie zmusisz żeby została
a uwierz ja się minutę spózniałem, i dzieci wziąść nie mogłem, to jest celowe działanie
pokazania Ci, kary, takie psychiczne maltretowanie za pewnie coś co nie zauważyłeś, bo myślałeś że pogada pogada i jej przejdzie
powodzenia, nie rób głupot ewentualnych w nerwach, i działaj
generalnie stawiam na to, po twoich wypowiedziach że się twoja kobieta wkurzyła, ze coś chyba za maloz tymi dziećmi jednak, stąd tez może te studia, chce kobieta żyć
ty się jakoś realizujesz, praca garaż, a żona co dzieci, dzieci, dzieci
a ty co kasa na rodzine, i co rodziny nie będzie sens zniknie i co
24 2014-10-28 07:36:54 Ostatnio edytowany przez msk74 (2014-10-28 07:40:43)
Dobrowolnie po jednej z klotni wyprowadzilem sie, najpier mieszkalem u tesciowej, pozniej u tescia a teraz u mamy. Nie chcialem aby dzieci widzialy jak sie klocimy i chcialem aby zona odpoczela. Dodatkowo mamy problem z urzedem skarbowym -na dokumentach podpisalem z3 nie mieszkamy razem i ze sprawa rozwodowa jest w toku - to w celu dobego uzasadnienia prosby o umorzenie odsetek i splaty na raty. Do psychologa chodze aby podniesc swoja samoocene. Wizyty byly ustalone na poniedzialek gdy m7alem zabierac dzieci na basen czwartki gdy mailem malego zawozic na treningi a po,powrocie do domu jeszcze siepobawic. Oraz w weekendy gdy Ona jezdzi na studia. Nie ustalalismy sposobu komunikacjimjak pisalem wczesniej wymieniamy tylko komunikaty. Co do rogow najprawdopodobniej macie racje a bedac z dala faktycznie moze byc to odebrane jako moja wina rozbicia malzenstwa.
Wieczorem rozmawialem z k8lega (sasiadem) podczas rozmowy zona wyjechala z domu (21:15) zostawiajwc dzieci...
Trzeba bylo zrobic notatke (wezwac policje) albo masz sasiada za swiadka. W sumie dzieci zostaly pod Twoja opieka ale mozna dzialac w Sadzie Rodzinnym. Jesli zona przebywa w nocy poza domem to rozwod z winy zony.
o coś jeszcze chodzi w tym twoim małżeństwie, tylko ty nie wszystko piszesz, bardzo ogólnikowo
z jakiegoś powodu były kłótnie
problemy finansowe - długi?
to trudne tematy, niejedno małżeństwo poległo
o coś jeszcze chodzi w tym twoim małżeństwie, tylko ty nie wszystko piszesz, bardzo ogólnikowo
z jakiegoś powodu były kłótnie
problemy finansowe - długi?
to trudne tematy, niejedno małżeństwo poległo
Klotnie nie byly z przyczynfinansowych to byla moja biernosc w zwiazku, nie potrafilem pokazac zonie ze ja popieram okazac Jej szacunek, zadbac o uczucia w zwiazku (jestem dosc zamkniety w sobie), fundowalem Jej hustawki nastrojow nie wlaczalem sie aktywnie w zycie rozinne zawsze gdzies z boku stalem a nie obok. Nie mielismy wspolnych tematow zycie nam sie rozjezdzalo finansowo,zawsze bylko ok. Zarobki na poziomie 2 srenich krajowych (mojemprawie zawsze) Jej powyzej sredniej (tez bardzo dlugo). Za malo sie angazowalem nie miala we mnie oparcia
Msk74
DAŁEŚ DUPY !
Twoje olewanie potrzeb żony i jej próśb, jej prób uzdrowienia Waszej relacji, wreszcie Twoja UCIECZKA z domu.
Moim zdaniem Twoja żona doszła do punktu, w którym nie wierzy,że coś między Wami może się jeszcze zmienić, że Wasz związek może jeszcze być pełen autentycznej bliskości. Wyczerpały się jej pokłady cierpliwości, ona już nie chce żebrać o Twoją miłość, uwagę i troskę.
Teraz msk74 albo przerobisz swoje błędy, wyciągniesz wnioski i zawalczysz o Waszą rodzinę, albo przyjmiesz do wiadomości, że to koniec Waszego małżeństwa i zaczniesz się dogadywać ze swoją żoną, aby rozstanie przebiegło jak najłagodniej dla Was wszystkich, a szczególnie dla dzieci.
Jest jeszcze jedna opcja możesz z żoną zacząć walczyć, punktować ją, itd.
Czego chcesz? Którą drogą chcesz pójść?
... zawsze gdzies z boku stalem a nie obok....
to to samo
w twoi, przypadku pewnie
Msk74
DAŁEŚ DUPY !
Twoje olewanie potrzeb żony i jej próśb, jej prób uzdrowienia Waszej relacji, wreszcie Twoja UCIECZKA z domu.
Moim zdaniem Twoja żona doszła do punktu, w którym nie wierzy,że coś między Wami może się jeszcze zmienić, że Wasz związek może jeszcze być pełen autentycznej bliskości. Wyczerpały się jej pokłady cierpliwości, ona już nie chce żebrać o Twoją miłość, uwagę i troskę.
Teraz msk74 albo przerobisz swoje błędy, wyciągniesz wnioski i zawalczysz o Waszą rodzinę, albo przyjmiesz do wiadomości, że to koniec Waszego małżeństwa i zaczniesz się dogadywać ze swoją żoną, aby rozstanie przebiegło jak najłagodniej dla Was wszystkich, a szczególnie dla dzieci.
Jest jeszcze jedna opcja możesz z żoną zacząć walczyć, punktować ją, itd.
Czego chcesz? Którą drogą chcesz pójść?
Teraz dopiero w calej rozciaglosci tak dalem doopy. Chce pierwszego rozwiazania, chce powalczyc o uczucie(a) wiem ze z opisu wyglada to na ucieczke ale pamietam ten wrzask ta klotnie te nerwy ta zlosc ten jad... Wielokrotn7e mi mowila ze nie wierzy ze moge sie zmienic bedac poza domem nie jestem nawet w stanie sprobowac powalczyc ... Niemchce sie znowumpoddac (w glebi to sie chyba jej jednak boje) nie chce rozwalenia rodziny to cotraz czuje ... nie do pomyslenia jeszcze 3 mies temu, rownozesnie nie chce skamlac ... bledy przerabiam a przynajmniej probuje tylko do tego potrzebne sa 2 osoby sammoge popracowac nad samoocena, pilnowaniememocji. Z drugiej strony tylko mur krzyk... w sumie to co sie dziwie przeciez sam sie do tego przyczynilem. Jak dotrzec gdy nie ma iskierki nadziei. Czuje sie jak Don Kichot w walce z wiatrakami... a wsparcie - zasluzylem sobie na to ...
chce powalczyc o uczucie(a) wiem ze z opisu wyglada to na ucieczke ale pamietam ten wrzask ta klotnie te nerwy ta zlosc ten jad... Wielokrotn7e mi mowila ze nie wierzy ze moge sie zmienic
Jeśli wiesz, czego chcesz to świetnie. Ale to dopiero początek.
Zacznij pracować nad sobą, znajdż w sobie siłę i determinację, aby cierpliwie, ze spokojem dotrzeć do swojej żony i udowodnić jej, że zasługujesz na jeszcze jedną szansę. Lepiej żebyś nad sobą panował a Twoje pobudki były szczere, bo słomiany zapał i fałsz ona szybko odkryje, a wtedy możesz definitywnie odciąć sobie drogę powrotu.
Ja proponuję Tobie odważny krok - odsłoń się. Powiedz jej, co zrozumiałeś, że dotarło do Ciebie, że nie byłeś w porządku, że chciałbyś to spróbować naprawić, że zależy Tobie na niej i dzieciach. Ale nie na poprzednim obrazie związku, bo przecież trzeszczał on od dawna. Jeśli ona nie jest gotowa na Twój powrót do domu, to skłoń ją do wspólnego spędzania czasu. Sam wiesz, jaka forma będzie najlepsza dla Was. Myśl, myśl i działaj. Tylko nie daj się wciągnąć w przepychanki słowne. Czasami warto znieść najgorsze inwektywy w swoim kierunku, nawet jeśli to boli.
32 2014-10-28 14:07:23 Ostatnio edytowany przez msk74 (2014-10-28 14:18:32)
Jeśli wiesz, czego chcesz to świetnie. Ale to dopiero początek.
Zacznij pracować nad sobą, znajdż w sobie siłę i determinację, aby cierpliwie, ze spokojem dotrzeć do swojej żony i udowodnić jej, że zasługujesz na jeszcze jedną szansę. Lepiej żebyś nad sobą panował a Twoje pobudki były szczere, bo słomiany zapał i fałsz ona szybko odkryje, a wtedy możesz definitywnie odciąć sobie drogę powrotu.
Ja proponuję Tobie odważny krok - odsłoń się. Powiedz jej, co zrozumiałeś, że dotarło do Ciebie, że nie byłeś w porządku, że chciałbyś to spróbować naprawić, że zależy Tobie na niej i dzieciach. Ale nie na poprzednim obrazie związku, bo przecież trzeszczał on od dawna. Jeśli ona nie jest gotowa na Twój powrót do domu, to skłoń ją do wspólnego spędzania czasu. Sam wiesz, jaka forma będzie najlepsza dla Was. Myśl, myśl i działaj. Tylko nie daj się wciągnąć w przepychanki słowne. Czasami warto znieść najgorsze inwektywy w swoim kierunku, nawet jeśli to boli.
Szukam sily pracuje nad cierpliwoscia i spokojem ucze sie opanowania. Probowalem sie odslonic ale to,chyba bylo za wczesnie mowilem ze zrozumialem swojembledy mowilem ze zalezy mi na rodzinie uslyszalem ze nie ma powrotu ze do mnie nie wroci - a ja mowilem o zmianach w zwiazku. Wzpolne spedzanie czasu tez probowalem - moze jutro mi sie uda na urodzinach malego. Ciekawe ze niemal wszyscy mowia odpusc sobie... kup psa, zajmijmsie soba zapomnij nie ma powrotu.
Praca nad soba tez nie jest zakonczona okazalo sie ze jestem cholerabjasna wrazliwy tylko nie potrafilem tego okazac a eraz interpetacjw - doopa wolowa. Co do,przepychanek slownych trudno mi sie powstrzymywac ale trening czyni mistrza - leczvslysze ze jestem za milutki.
Uff zgroza te niuanse w zachowaniu tonie glosu jak to jak to intrpretowac?
Gdyby nie rozpowszechlila invormacji o decyzii... a tak no coz zacisnac zeby i do przodu, uzmyslowic sobie ze nie ma i nie b3dzie NAS tych starych tylko cos nowego bo i tak zawsze bede ojcem jej dzieci, moze nie mezem ale partnerem...
Wiekszosc moich znajomych ktorzy sie rozwiedli niemprobowala walczyc o zwiazek racezj w druga strone kobiety jak wydrzec kase faceci jak nic nie dac albo jak najmniej, jedna tylko sie przyznala ze rozpad to byl blad i ze nalezalo walczyc, probowac.
Msk,
Nie masz żadnych gwarancji, że Twoje starania przyniosą pożądane efekty, ale jeśli Tobie zależy, to warto spróbować.
Bądź blisko, pokaż, że Tobie zależy.
Zawsze zdążysz dać za wygraną.
Urodziny dziecka to świetna okazja do bycia razem.
Z własnego podwórka dodam tylko, że mój mąż sprytnie wykorzystywał fakt, że posiadamy dzieci i może to mało chwalebny sposób na dotarcie do żony, ale skuteczny ![]()
Msk,
Nie masz żadnych gwarancji, że Twoje starania przyniosą pożądane efekty, ale jeśli Tobie zależy, to warto spróbować.
Bądź blisko, pokaż, że Tobie zależy.
Zawsze zdążysz dać za wygraną.
Urodziny dziecka to świetna okazja do bycia razem.
Z własnego podwórka dodam tylko, że mój mąż sprytnie wykorzystywał fakt, że posiadamy dzieci i może to mało chwalebny sposób na dotarcie do żony, ale skuteczny
Tak wiem ze nie ma zadnych gwarancji i ewentualne postepy moga byc mierzone w mikronach, lecz nie daruje sobie ze moglem cos zrobic a odpuscilem jak zwykle. Ostatnio ptzesazilem z dzieciakami niemal kazde wyjcie bylo inne nie do pomyslenia - uslyszalem ze przesadzam w druga strone, a ja cieszylem sie mogwc z nimi powyglupiac sie impobawic.
Przyszłość napisał/a:Msk,
Nie masz żadnych gwarancji, że Twoje starania przyniosą pożądane efekty, ale jeśli Tobie zależy, to warto spróbować.
Bądź blisko, pokaż, że Tobie zależy.
Zawsze zdążysz dać za wygraną.
Urodziny dziecka to świetna okazja do bycia razem.
Z własnego podwórka dodam tylko, że mój mąż sprytnie wykorzystywał fakt, że posiadamy dzieci i może to mało chwalebny sposób na dotarcie do żony, ale skutecznyTak wiem ze nie ma zadnych gwarancji i ewentualne postepy moga byc mierzone w mikronach, lecz nie daruje sobie ze moglem cos zrobic a odpuscilem jak zwykle. Ostatnio ptzesazilem z dzieciakami niemal kazde wyjcie bylo inne nie do pomyslenia - uslyszalem ze przesadzam w druga strone, a ja cieszylem sie mogwc z nimi powyglupiac sie impobawic.
nastaw się na długo długo ...
robisz źle, wczesniej za mało, teraz za dużo, wczesniej za słabo teraz za mocno,
generalnie dajesz się manipulować, ale to generalnie ![]()
ważne żebyś był sobą, czuł się z tym dobrze i drugiej stronie to nei przeszkadzało
jeśli chcesz ratować tylko dla ratowania, dla strachu przed sprawami z kredytem, jak wspomniałes na początku, i ogolnie z strony kasowej opanował cię strach
daj sobie spokój
bo się męczyc będziecie,
wiele pewnie przed tobą sytuacji w których będziesz się musiał ugryść w język, a jak tego nie załapiesz to nie potrzebne problemy tworzy i przepychanki
ale w przeciwnym wypadku jeśli sie udaje podobno warto,
ja nie wiem ja jestem w trakcie ![]()
ale mówią ze warto ![]()
Dotarcie do zony poprzez dzieci - nie powinno ich sie wykorzystywac, kiedys na nie warczalem, dzisiaj jak moge to spedzam aktywnie czas. Kiedys nie chcialem pomagac odrabiac zadan, dzis sprawia mi to przyjemnosc. Spojrzalem w przeszlosc zobaczylem swojego ojca ktory nigdy nie pomogl nie intresowal sie niczym. Stalem sie do niego mimowolnie podobny -szkoa ze tak pozjo to dociera. Niestety jak dotad to zona niespecjalnie (wg mnie) przejmuje sie ich dobrem, dzwoniac codziennie do corkimczasem slysze jak na nie krzyczy. Dzieciaki autentycznie sie ciesa jak mnie widza, corka chcialaby czesciej sie widywac - zona sie nie zgadza. Jestem niemal pewien ze jest ktos trzeci -ciekawe jak sie to wszystko skonczy , chcialbymprzeskoczyc do przyszlosci. I jeszcze dobijajacy brak empatii. Wiem ze dla Niej moge nie istniec, ale musze istniec dla rodziny -troche to zagmatwalem, sorki ![]()
pozostaje tylko - robić swoje
dbaj o dzieci pomagaj rodzinie i ... czekaj
jak jest miedzy wami uczucie - uda się
jak nie ma - każde pójdzie w swoja stronę
38 2014-10-29 14:30:36 Ostatnio edytowany przez msk74 (2014-10-29 14:35:33)
pozostaje tylko - robić swoje
dbaj o dzieci pomagaj rodzinie i ... czekaj
jak jest miedzy wami uczucie - uda się
jak nie ma - każde pójdzie w swoja stronę
Tak nie tracic nadziei pomimo braku reakcji na smsy, w mailach suche rzeczowe informacje, i tenobrazy z przeszlosci wykrzyczane prosto w twarz nie kocham, nienawidze, jak dla mnie mozesz nie istniec... wynos sie z mojego zycia
Czy ja czasem nie zyje uluda? Czy bede potrafil dopasowac sie doswiata wymyslonego (stworzonego) przez nia. Do tej pory gdy na cos sie uparla to choc po trupach dazyla do celu i zawsze go osiagala. Czsy sie zmienily ciekawe czy nadaze za zmianami...
Dotarcie do zony poprzez dzieci - nie powinno ich sie wykorzystywac
Jest zasadnicza różnica pomiędzy wykorzystywaniem faktu, że się ma dzieci a wykorzystywaniem dzieci.
Jestem niemal pewien ze jest ktos trzeci -ciekawe jak sie to wszystko skonczy , chcialbymprzeskoczyc do przyszlosci. I jeszcze dobijajacy brak empatii. Wiem ze dla Niej moge nie istniec
Ona pewnie myśli tak samo ja Ty. I pewnie ma podstawy, bo przecież to Ty się wyprowadziłeś, a życie pokazuje, że ludzie rzadko odchodzą w próżnię
Tak nie tracic nadziei pomimo braku reakcji na smsy, w mailach suche rzeczowe informacje, i tenobrazy z przeszlosci wykrzyczane prosto w twarz nie kocham, nienawidze, jak dla mnie mozesz nie istniec... wynos sie z mojego zycia
Hmm... Gdybyś wiedział, co ja wykrzyczałam w złości mojemu mężowi. A mimo tego jesteśmy razem i jest nam całkiem dobrze.
pozostaje tylko - robić swoje
dbaj o dzieci pomagaj rodzinie i ... czekaj
jak jest miedzy wami uczucie - uda się
jak nie ma - każde pójdzie w swoja stronę
Dokładnie TAK
40 2014-10-31 09:06:26 Ostatnio edytowany przez msk74 (2014-10-31 10:00:46)
Wczoraj pod preteksem uruchomienia co zona "wziela"mnie na rozmowe. Ostatnio przy okazji naprawy za barzo sie uzewnetrznilem w rozmowie z szwagrem. Zaskoczylem prosilem aby nie rozmawial - wyszlo jak zwykle.
Zona w rozmowie potwiedzila ze duzy wplyw mialy oceny jej znajomych dotyczace mojej osoby. Dziwi mnie ze tak potrafi zaufac swoim znajomym ktorzy mnie widzieli raptem kilka razy. Dodatkowo przestraszyla sie ze sasiedzi ja obserwuja i czasem mi mowia ze widzieli jak wyjezdzala w nocy, albo pozno wracala (a dzieci w domu). Sama zaczelamsie tlumaczyc ze nie ma czasu nawet na zakupy i chce chodzic na zumbe bo to jej pomaga, bo jest zmeczona fizycznie i psychicznie - mam wyjasnic sasiadom ze to nie ja jestem ofiara tylko Ona, a oni (sasiedzi) powinni wykazac sie empatia do niej. Ze to ja rozwalilem nasz zwiazek, rownoczesnie kazdemu wystawila portret: jeden to cham, drugi tyran, trzeci jakby mogl to wskoczylby do jej lozka. Ze mam to zrobic choc raz jej pomoc, bo Ona bedzie w tym domu z dziecmi mieszkala. I znowu sugeruje sie przezyciami swojej przyjaciolki ze ona tez miala fajnych sasiadow. Przyznala sie ze nie ma czasu dla dzieci. Zaczynam sie o Nia bac, zawsze byla silna ale teraz nie ma w nikim oparcia, chcialaby odpoczac ale nie ma kiedy...
Mam wrazenie ze czego sie nie dotkne to spiernicze.
Ale sie popie... i to jeszcze w wiekszosci z mojej winy.
Wczoraj pod preteksem uruchomienia co zona "wziela"mnie na rozmowe. Ostatnio przy okazji naprawy za barzo sie uzewnetrznilem w rozmowie z szwagrem. Zaskoczylem prosilem aby nie rozmawial - wyszlo jak zwykle.
Zona w rozmowie potwiedzila ze duzy wplyw mialy oceny jej znajomych dotyczace mojej osoby. Dziwi mnie ze tak potrafi zaufac swoim znajomym ktorzy mnie widzieli raptem kilka razy. Dodatkowo przestraszyla sie ze sasiedzi ja obserwuja i czasem mi mowia ze widzieli jak wyjezdzala w nocy, albo pozno wracala (a dzieci w domu). Sama zaczelamsie tlumaczyc ze nie ma czasu nawet na zakupy i chce chodzic na zumbe bo to jej pomaga, bo jest zmeczona fizycznie i psychicznie - mam wyjasnic sasiadom ze to nie ja jestem ofiara tylko Ona, a oni (sasiedzi) powinni wykazac sie empatia do niej. Ze to ja rozwalilem nasz zwiazek, rownoczesnie kazdemu wystawila portret: jeden to cham, drugi tyran, trzeci jakby mogl to wskoczylby do jej lozka. Ze mam to zrobic choc raz jej pomoc, bo Ona bedzie w tym domu z dziecmi mieszkala. I znowu sugeruje sie przezyciami swojej przyjaciolki ze ona tez miala fajnych sasiadow. Przyznala sie ze nie ma czasu dla dzieci. Zaczynam sie o Nia bac, zawsze byla silna ale teraz nie ma w nikim oparcia, chcialaby odpoczac ale nie ma kiedy...
Mam wrazenie ze czego sie nie dotkne to spiernicze.
Ale sie popie... i to jeszcze w wiekszosci z mojej winy.
A ta Twoja żona to ma nadal 13 lat, że wszędzie próbuje na cudzych plecach?
Biedna i nieszczęśliwa, a od siebie coś więcej poza lamentem?
A ta Twoja żona to ma nadal 13 lat, że wszędzie próbuje na cudzych plecach?
Biedna i nieszczęśliwa, a od siebie coś więcej poza lamentem?
Nie przesadzajmy jest bardzo samodzielna moze az za bardzo. Dopadl ja chyba tez kryzys magiczna 40ka przekroczona chciala by byc sie bawic jak w wieku 20lat a tu dzieci jak kotwica. Stara sie jak moze zeby zacisniete a przyjaciolki sorki ale daleko dogadac to ok ale pomoc to juz nie bardzo. Niestety duzo a nawet b duzo jest tu mojej winy...
Ja tu po tym co piszesz aż tak bardzo o twojej winie to bym nie był przekonany. Jeśli twoja żona takie teksty ci rzuca..wiedząc mimo wszystko ze macie dzieci które cię potrzebują to jest egoistką,no i te chęci wyszalenia się...hmm
Nie móię ze nie popełniałeś błędów ale ja myślę po tym co piszesz że się zagapiłeś. Nie ,,monitorowałes ,, swojego związku...może myślałeś ze tak sie on bedzie toczył w takiej .ujowej scenerii obojetności...ale nieee:)Nie ma tak dobrze. I myślę ze jeśli zapłącisz cene najwyższą to z tego powodu.
Twoja żona jeśli by jej choć w najmneijszym stopniu zalezało na twoich DOBRYCH cechach i na dzieciach i was jako rodzinie to by takich rzeczy nie mówiła i nie robiła....tylko po prostu przyszła do ciebie położyła pozew o rozwód i powiedziała krótko ...nie kocham cie i spokój...30 sekund i załatwione.
Ale nie..ona obarcza cię widzę winą za grzechy popełnione i niepopełnione,a pamietaj ze jak partner tego drugiego obarczaa nadmierną winą...to może mieć sam za uszami ..i chce przyćmić własne wyskoki.
Cieżko coś tu poradzić...może postaraj się sprawdzić czy nie ma tego jej pocieszyciela:)... wtedy sprawa sie wyjasni .
pozdrawiam
Ja tu po tym co piszesz aż tak bardzo o twojej winie to bym nie był przekonany. Jeśli twoja żona takie teksty ci rzuca..wiedząc mimo wszystko ze macie dzieci które cię potrzebują to jest egoistką,no i te chęci wyszalenia się...hmm
Nie móię ze nie popełniałeś błędów ale ja myślę po tym co piszesz że się zagapiłeś. Nie ,,monitorowałes ,, swojego związku...może myślałeś ze tak sie on bedzie toczył w takiej .ujowej scenerii obojetności...ale nieee:)Nie ma tak dobrze. I myślę ze jeśli zapłącisz cene najwyższą to z tego powodu.
Twoja żona jeśli by jej choć w najmneijszym stopniu zalezało na twoich DOBRYCH cechach i na dzieciach i was jako rodzinie to by takich rzeczy nie mówiła i nie robiła....tylko po prostu przyszła do ciebie położyła pozew o rozwód i powiedziała krótko ...nie kocham cie i spokój...30 sekund i załatwione.
Ale nie..ona obarcza cię widzę winą za grzechy popełnione i niepopełnione,a pamietaj ze jak partner tego drugiego obarczaa nadmierną winą...to może mieć sam za uszami ..i chce przyćmić własne wyskoki.
Cieżko coś tu poradzić...może postaraj się sprawdzić czy nie ma tego jej pocieszyciela:)... wtedy sprawa sie wyjasni .
pozdrawiam
Ciezko mi to pisac ale chyba masz racje. Bylem dzisiaj uruchomic co a potem mielismynisc do sasiadow na jakis pokaz. Dalem sie sprowokowac slowami jak to mi jest dobrze a jaka ona biedna, powiedzialem ze zostaje bo to tez moj dom i sie zaczelo no coz mam tylkompodbite oko zryta psychike cala jejnrodzina przeciwko mnie a i tak mam jej pomagac opiekujac sie dziecmi gdy bedzie jezdzila na studia w imie dobra dzieci. To ja ja dreczylem - tego chyba jednak nie da sie nsprawic nie mam w sobie jednak tyle cierpliwosci.
Bylem pozniej u sasiadow - ciekawostka podobno w piatki wyjezdzala ok 11 w nocy a wracala o 4 rano. Aby bylo smieszniej sasiedzi jej nie szpieguja... Boze tego juz sie nie da posklejac
Ciezko mi to pisac ale chyba masz racje. Bylem dzisiaj uruchomic co a potem mielismynisc do sasiadow na jakis pokaz. Dalem sie sprowokowac slowami jak to mi jest dobrze a jaka ona biedna, powiedzialem ze zostaje bo to tez moj dom i sie zaczelo no coz mam tylkompodbite oko zryta psychike cala jejnrodzina przeciwko mnie a i tak mam jej pomagac opiekujac sie dziecmi gdy bedzie jezdzila na studia w imie dobra dzieci. To ja ja dreczylem - tego chyba jednak nie da sie nsprawic nie mam w sobie jednak tyle cierpliwosci.
Msk74,
Człowiek jest odpowiedzialny za to co robi i czuje. Uczucia nie biorą się znikąd, są odpowiedzią na to co robimy, bądź czego nie robimy.
W mojej ocenie pogrążasz się coraz bardziej i oddalasz od swojej rodziny.
Wiesz jak Twoja sytuacja wygląda z mojej perspektywy?
Miałeś dość ciągłego narzekania swojej żony i postanowiłeś ją ukarać i wyprowadzić się z domu. Ona to potraktowała jak porzucenie jej i dzieci a konsekwencji zakończenie Waszego związku przez Ciebie, dlatego też poinformowała o tym fakcie rodzinę, znajomych.
A Ty skoro zrozumiałeś, że zabrnąłeś za daleko zamiast przyznać się do błędu, poprosić o możliwość powrotu i drugą szansę dla Was, znowu zachowujesz się jak obrażony chłopiec skrzywdzony przez żonę. Ty chciałbyś być panem sytuacji a ona chciałaby mieć u swojego boku partnera.
Jak się szybko nie otrząśniesz, nie wyciągniesz wniosków i nie dorośniesz to za chwilę nie będziesz miał czego zbierać, bo zostanie tylko kurz po Twoim małżeństwie.
Bylem pozniej u sasiadow - ciekawostka podobno w piatki wyjezdzala ok 11 w nocy a wracala o 4 rano. Aby bylo smieszniej sasiedzi jej nie szpieguja... Boze tego juz sie nie da posklejac
Zastanów się, czy to, co napisałeś powyżej ma sens.
Może ktoś "życzliwy" podkręca Ciebie, albo pomylił godziny, albo coś mu się wydawało lub przyśniło. Trochę więcej dystansu do tego, co słyszysz od sąsiadów. Jak na mój odbiór, zbyt bezkrytycznie przejmujesz to, co mówią Tobie inni.
Msk74,
Człowiek jest odpowiedzialny za to co robi i czuje. Uczucia nie biorą się znikąd, są odpowiedzią na to co robimy, bądź czego nie robimy.
W mojej ocenie pogrążasz się coraz bardziej i oddalasz od swojej rodziny.
Wiesz jak Twoja sytuacja wygląda z mojej perspektywy?
Miałeś dość ciągłego narzekania swojej żony i postanowiłeś ją ukarać i wyprowadzić się z domu. Ona to potraktowała jak porzucenie jej i dzieci a konsekwencji zakończenie Waszego związku przez Ciebie, dlatego też poinformowała o tym fakcie rodzinę, znajomych.
A Ty skoro zrozumiałeś, że zabrnąłeś za daleko zamiast przyznać się do błędu, poprosić o możliwość powrotu i drugą szansę dla Was, znowu zachowujesz się jak obrażony chłopiec skrzywdzony przez żonę. Ty chciałbyś być panem sytuacji a ona chciałaby mieć u swojego boku partnera.
Jak się szybko nie otrząśniesz, nie wyciągniesz wniosków i nie dorośniesz to za chwilę nie będziesz miał czego zbierać, bo zostanie tylko kurz po Twoim małżeństwie.Zastanów się, czy to, co napisałeś powyżej ma sens.
Może ktoś "życzliwy" podkręca Ciebie, albo pomylił godziny, albo coś mu się wydawało lub przyśniło. Trochę więcej dystansu do tego, co słyszysz od sąsiadów. Jak na mój odbiór, zbyt bezkrytycznie przejmujesz to, co mówią Tobie inni.
Prosilem wielokrotnie o mozliwosc powrotu, zawsze slyszalem ze szanse to juz mialem. Ze nie wierzy ze dam rade sie zmienic, emocjonalnie jestesmy bardzo ale to bardzo niedobrani. Juz ze soba nie rozmawiamy, zdawkowe czesci tyle. Nawet na swieta nie bede zaproszony do,wlasnego domu i (jeszcze) rodziny.
Za duzo sie nazbieralo zona czuje fizyczna odraze, mowila ze na sam moj widok dostaje reakcje wymiotne. Za dlugo olewalem rodzine nie zylem ich potrzrbami patrzac przez wlasne ego - doigralem sie. Z tego co czytam na tym forumto stosowalem premoc psychiczna dreczac najdrazsza mi osobe nie rozmawiajac osuwajac sie wychodzac na papieroska w trakcie klotni, nie odwiezajac jej znajomych robiac co innego niz ustalalem wczesniej... duzo tych grzeszkow i grzechow myslalem ze ogarniecie domu jest za 20 pktow a to byl tylko 1 a moglem zapytac sie jak sie czujesz mialbym 2 pkty a nie jeden, co moge dla Ciebie zrobic mialbym 3, przytulic mialbym 4....
Wpadla w nerwice i jest na skraju zalamania nierwowego i to z kojego powodu a ja nie potrafie jej pomoc! Jedynie co to moglem sie odsunac z Jej zycia na tyle na ile to mozliwe.
A sasiedzi nie pomylili sie nie maja zadnego w tym interesu.
47 2014-11-03 15:50:56 Ostatnio edytowany przez Przyszłość (2014-11-03 22:44:18)
Msk,
Z tego, co piszesz wynika, że Twoje i Twojej żony emocje różnią się od siebie a jedno, co je łączy to duże natężenie, ich siła i niszczącą moc.
Moim zdaniem bez wspolpracy Was dwojga nic sie nie da uratować. Jeśli uda Ci się dotrzeć do Twojej żony i wzniecić w niej choćby odrobinę nadziei na odbudowanie Waszej relacji i pójście na terapię małżeńską, to macie szansę. W przeciwnym przypadku, pogódź się z tym, że Twoje małżeństwo się skończy i masz wpływ tylko na to, w jakim stylu i atmosferze Wasz rozwód się odbędzie.
Do świąt jest jeszcze trochę czasu i wiele się może wydarzyć.
Na pewno jeśli będziesz żonę osaczał (bez znaczenia czy swoim zachowaniem, czy dzieląc się spostrzeżeniami sąsiadów), to nie będzie entuzjastycznie reagowała na możliwość spędzania z Tobą czasu.
EDIT: msk, mógłbyś napisać coś o swoich aktualnych uczuciach do żony?
Do świąt jest jeszcze trochę czasu i wiele się może wydarzyć.
Na pewno jeśli będziesz żonę osaczał (bez znaczenia czy swoim zachowaniem, czy dzieląc się spostrzeżeniami sąsiadów), to nie będzie entuzjastycznie reagowała na możliwość spędzania z Tobą czasu.EDIT: msk, mógłbyś napisać coś o swoich aktualnych uczuciach do żony?
Uczucia,ciezka dla mnie sprawa nie mialem zbyt dobrych wzorcow i trudno mi je okreslic. Co czuje gdy Ja widze - pragne usmiechu na jej twarzy zamiast maski obojetnosci, gdy mowi - aby slowa nie ranily nie przemawial za nimi zalmi gorycz. Pragne aby na moj widok usmiech goscil na jej twarzy, pragne razem planowac przyszlosc ta blizsza i dalsza, ustanawiqc nowe cele w zyciu, wyreczac sie w obowiazkach, cieszyc sie razem z ulotnych chwil. Chce postrzegac Ja prze pryzmat My a nie ja. Che przytulic i powiedzoec z3 wszystko bedzie dobre ze jestnnajwazniejsza dla mnie. Pragnemwspolnie wychowywac dzieci, razem troszczyc sie o ich rozwoj, przezywac te dobre jak i zle chwile. A jak ja widze: zimna obojetna uparta otoczona murem zbudowanym z nienawisci moze wyrachowana, samolubna, zmeczona, zapatrzona we wlasne ego. Odnosze wrazenie ze sie jej obawiam, jej czynow slow ktore potrafia tylko ranic przywolujac zle wspomnienia i zal.
Chce roztopic ten mur lez co proboje to sie nie udaje, chyba musze bardziej popracowac nad soba podniesc swoja samoocene i patrzenie na swiat.
Bylem pozniej u sasiadow - ciekawostka podobno w piatki wyjezdzala ok 11 w nocy a wracala o 4 rano. Aby bylo smieszniej sasiedzi jej nie szpieguja... Boze tego juz sie nie da posklejac
MSK ja to widzę inaczej.
Zastanów się i powiedz mi, od kiedy kobieta zostawia same dzieci w domu i o godzinie 23 wychodzi a wraca o 4 nad ranem
.
Ona ma 40 lat a o kobiecie w tym wieku mówi się, że jest "ryczacą 40-ką".
Zumba, to jest śmieszne.
A tak poważnie to jak ten zumba ma na imię, Andrzej, Piotrek, Darek etc.
Ty jej nie dowartościowałeś jako kobiety a ona znalazła sobie pocieszyciela, z którym bzyka się kiedy tylko może.
Ja nie wierzę, że kobieta może czuć fizyczny wstręt do faceta z którym ma dzieci.
Ona ma teraz motylki w brzuchu, ona teraz czuje się 100% kobietą.
Ty jej tego nie zapewnialeś i dlatego tak postępuje.
Kim Ty teraz dla niej jesteś
.
Jesteś facetem który zmarnował jej tyle lat życia.
Teraz ona czuje się kobietą.
Czy Ty wiesz co to znaczy.
Nie chciałbym abyś odebrał mój post jako atak na Twoją osobę.
Ja chce abyś spojrzał na swoje życie inaczej.
Spojrzyj ze strony swojej żony i wyciągnij wnioski.
50 2014-11-04 09:38:34 Ostatnio edytowany przez msk74 (2014-11-04 10:01:51)
Jesteś facetem który zmarnował jej tyle lat życia.
Teraz ona czuje się kobietą.
Czy Ty wiesz co to znaczy.
Nie chciałbym abyś odebrał mój post jako atak na Twoją osobę.
Ja chce abyś spojrzał na swoje życie inaczej.
Spojrzyj ze strony swojej żony i wyciągnij wnioski.
Nadzieja umiera ostatnia, moze i jestem naiwny, moze i nie chce widziec oczywistych rzeczy ale w glebi duszy gdziesmjej jeszcze wierze.
Gdy patrze z Jej strony : siedzi sobie taki nieudaczmik nie mampomyslow na przyszlosc dziecmi tom5ak z niechecia sie zajmuje... - trzeba duzo pracynaby to zmienic amslysze nonstop nie. Mam nadzieje ze zrobila rachunek sumienia ...
Prawdani tak wyjdzie kiedys na jaw, to dzieci nam kiedys podziekuja za wychowanie.
Zona prowadzac wlasna dzialalnosc na sporo na glowie a stres dlugotrwaly potrafi z czlowieka zrobic wrak. Zreszta wiekszosc zaniedbywanych kobiet mozna zaciagnac do lozka i nie jest to wielki problem pokazujac jak jest atrakcyjna podrzucajac wizje lepszego zycia prawiac komplementy itp. Nieststy zycie weryfikuje takie zwiazki....
Zumba, to jest śmieszne.
A tak poważnie to jak ten zumba ma na imię, Andrzej, Piotrek, Darek etc.
Lexpar zupełnie z toba sie nie zgadzam odnośnie Zumby.
Sam autor przyznaje ze do tej pory stal z boku i nic go nie interesowało , wiec ona miała wszystko na głowię. Uczestnicze w zajeciach zumby , fitness itp. i uwierz mi są tam kobiety nawet 55+ i zdarzają sie również mężczyźni w tym wieku . :)To nie te czasy ze żony siedzą tylko i wyłącznie w domu przy dziecku . Ona zaczęła po prostu dbać o siebie i swoje wewnętrzne potrzeby.Wczesniej nie miała na to czasu bo w autorze nie miała wsparcia . Jest to dla niej odskocznia i relaks od obowiązków i problemów domowych. Przy tych wyjściach nie doszukiwałabym sie zdrady bo nie potrzebnie nakręca sie autora przeciwko żonie . Co w ich sytuacji nie jest wskazane.
52 2014-11-04 11:25:19 Ostatnio edytowany przez msk74 (2014-11-04 11:30:12)
Sam autor przyznaje ze do tej pory stal z boku i nic go nie interesowało , wiec ona miała wszystko na głowię. Uczestnicze w zajeciach zumby , fitness itp. i uwierz mi są tam kobiety nawet 55+ i zdarzają sie również mężczyźni w tym wieku . :)To nie te czasy ze żony siedzą tylko i wyłącznie w domu przy dziecku . Ona zaczęła po prostu dbać o siebie i swoje wewnętrzne potrzeby.Wczesniej nie miała na to czasu bo w autorze nie miała wsparcia . Jest to dla niej odskocznia i relaks od obowiązków i problemów domowych. Przy tych wyjściach nie doszukiwałabym sie zdrady bo nie potrzebnie nakręca sie autora przeciwko żonie . Co w ich sytuacji nie jest wskazane.
Dokladnie, nie mam zamiaru jej sledzic, dosc juz zawalilem. Teraz mam problem jak swoje dobrenintencje zamienic w czyny jak,odnalezc w Niej iskierke nadziei i ja rozpalic stac z boku pomagac stopniowo wlaczajac sie, gdy non stop slysze ze nie koze na mnie patrzec -co sugeruje nerwice. Jak do Niej dotrzec gdy nie potrafilismy rozmawiac, a dzis rzadza nami streotypy uprzedzenia? Jak sprawic aby niemozliwe stalo sie mozliwe?
Jak okazac zonie szacunek gdy sie bardzo rzadko to robilo, a sytuacja jest dramatyczna? a emocje nie spia?
ryba81 napisał/a:Sam autor przyznaje ze do tej pory stal z boku i nic go nie interesowało , wiec ona miała wszystko na głowię. Uczestnicze w zajeciach zumby , fitness itp. i uwierz mi są tam kobiety nawet 55+ i zdarzają sie również mężczyźni w tym wieku . :)To nie te czasy ze żony siedzą tylko i wyłącznie w domu przy dziecku . Ona zaczęła po prostu dbać o siebie i swoje wewnętrzne potrzeby.Wczesniej nie miała na to czasu bo w autorze nie miała wsparcia . Jest to dla niej odskocznia i relaks od obowiązków i problemów domowych. Przy tych wyjściach nie doszukiwałabym sie zdrady bo nie potrzebnie nakręca sie autora przeciwko żonie . Co w ich sytuacji nie jest wskazane.
Dokladnie, nie mam zamiaru jej sledzic, dosc juz zawalilem. Teraz mam problem jak swoje dobrenintencje zamienic w czyny jak,odnalezc w Niej iskierke nadziei i ja rozpalic stac z boku pomagac stopniowo wlaczajac sie, gdy non stop slysze ze nie koze na mnie patrzec -co sugeruje nerwice. Jak do Niej dotrzec gdy nie potrafilismy rozmawiac, a dzis rzadza nami streotypy uprzedzenia? Jak sprawic aby niemozliwe stalo sie mozliwe?
A co chcesz uzyskać?
54 2014-11-04 11:37:28 Ostatnio edytowany przez msk74 (2014-11-04 11:47:31)
Odgruzowac i zbudowac na nowo majac swiadomosc wlasnych bledow pozytywnych stron i slabosci. Stworzyc Feniksa z popiolow i gruzow sprawic bysmy cieszyli sie malymi chwilami imrazem planowali przyslosc, abysmy dzielili sie obowiazkamima kazde mialo w partnerze oparcie.
Nierealne? Moze ale nadzieja powinna umierac ostatnia. Jak,wyrwac sie z blednego kola?
MKS - wiesz jakie błędy popełniałeś ja na Twoim miejscu skupiłabym sie najpierw na czynach a nie na słowach. Nie rozpoczynałabym rozmów o ratowaniu małżeństwa. Oni Ci nie ufa , lekceważyłeś ją przez lata wiec teraz ona Cie lekceważy. On musi zobaczyć czyny i moze dzieki temu bedzie widziec twoje zmiany i pomalutku sie otwierać . Nie zrażaj sie jej słowami to jest jej obrona.Nie bede cytowac co mąż w kryzysie ode mnie usłyszał a mimo to jesteśmy razem . Przez lata na to zapracowałeś wiec nie oczekuj jej zmian w ciągu miesiąca .
56 2014-11-04 14:24:35 Ostatnio edytowany przez Lexpar (2014-11-04 14:25:39)
Sam autor przyznaje ze do tej pory stal z boku i nic go nie interesowało , wiec ona miała wszystko na głowię. Uczestnicze w zajeciach zumby , fitness itp. i uwierz mi są tam kobiety nawet 55+ i zdarzają sie również mężczyźni w tym wieku . :)To nie te czasy ze żony siedzą tylko i wyłącznie w domu przy dziecku . Ona zaczęła po prostu dbać o siebie i swoje wewnętrzne potrzeby.Wczesniej nie miała na to czasu bo w autorze nie miała wsparcia . Jest to dla niej odskocznia i relaks od obowiązków i problemów domowych. Przy tych wyjściach nie doszukiwałabym sie zdrady bo nie potrzebnie nakręca sie autora przeciwko żonie . Co w ich sytuacji nie jest wskazane.
Ryba Ty mnie chyba nie zrozumiałaś.
Ale zadam Ci pytanie.
Kto i gdzie wychodzi z domu o godz. 23, zostawia same dzieci i wraca o 4 nad ranem.
Nie powiesz mi, że na pogaduchy z koleżankami.
Koleżanki mogły przyjść do niej.
No chyba, że do kina bo kino niestety nie przyjdzie do niej.
ryba81 napisał/a:Sam autor przyznaje ze do tej pory stal z boku i nic go nie interesowało , wiec ona miała wszystko na głowię. Uczestnicze w zajeciach zumby , fitness itp. i uwierz mi są tam kobiety nawet 55+ i zdarzają sie również mężczyźni w tym wieku . :)To nie te czasy ze żony siedzą tylko i wyłącznie w domu przy dziecku . Ona zaczęła po prostu dbać o siebie i swoje wewnętrzne potrzeby.Wczesniej nie miała na to czasu bo w autorze nie miała wsparcia . Jest to dla niej odskocznia i relaks od obowiązków i problemów domowych. Przy tych wyjściach nie doszukiwałabym sie zdrady bo nie potrzebnie nakręca sie autora przeciwko żonie . Co w ich sytuacji nie jest wskazane.
Ryba Ty mnie chyba nie zrozumiałaś.
Ale zadam Ci pytanie.
Kto i gdzie wychodzi z domu o godz. 23, zostawia same dzieci i wraca o 4 nad ranem.
Nie powiesz mi, że na pogaduchy z koleżankami.
Koleżanki mogły przyjść do niej.
No chyba, że do kina bo kino niestety nie przyjdzie do niej.
Lexparku ja sie odniosłam tylko do tematu zumby .
Zdrady nie wykluczam ale nie pod przykrywka 1godz zajęć fitness.
58 2014-11-04 14:38:47 Ostatnio edytowany przez Przyszłość (2014-11-04 15:05:20)
Msk,
Wiemy o Tobie, Twoich uczuciach i pragnieniach, Twoim małżeństwie tyle, ile nam odsłoniłeś i każda osoba czytająca Twoje wypowiedzi skupia się na tych wypowiedziach lub ich fragmentach, które ją zatrzymają. My możemy pomóc Tobie zrozumieć, co się właściwie stało, ale to są TYLKO nasze spostrzeżenia, osady, oceny i punkty widzenia, które mają Tobie rozszerzyć perspektywę spojrzenia. Jednak to Twoje życie, Twój wybór, jak postępujesz, Twoja decyzja i Ty poniesiesz konsekwencje własnych decyzji i działań.
W mojej opinii jest istotne abyś
1. Przeanalizował, zrozumiał i wyciągnął wnioski na przyszłość dlaczego, jak i kiedy znalazłeś się w obecnym miejscu swojego życia,
2. Zastanowił się i zdecydował, czy faktycznie MOŻESZ I CHCESZ zawalczyć o swoją rodzinę.
Co do związku przyczynowo-skutkowego, który doprowadził Ciebie na to forum, to już tutaj trochę napisano i wydaje się, że masz świadomość jak nawaliłeś. Ja jeszcze tylko dodam, że nie możesz swojej żonie zarzucić zaniechania czy zaniedbania w odniesieniu do klarownej informacji, ze czuła się ona od pewnego czasu dyskomfortowo w Waszym zwiazku. Faktem jest, że nie chciałeś słyszałeć jej próśb oraz propozycji terapii i rozmowy z psychoterapeutą, ktory wyjasni dlaczego Ty nie chcesz słyszeć, co sie do Ciebie mówi. Dla mnie jest jasne, że gdy w takiej sytuacji partner nie godzi sie na terapię, mam prawo ulozyc swoje zycie tak by nie być więcej krzywdzoną. I Twoja żona nie chce dłużej żyć w poczuciu krzywdy.
Msk, często kontreakcją na brak zaangażowania partnera na sprawy, które dla drugiej osoby są ważne jest CHŁÓD. Czy czułeś ten chłód wcześniej? Kobiety potrafią długo tkwić w takim chłodzie i marazmie. Przeważnie dla dobra dzieci, często również z powodu "ambitnych"! pragnień dotyczących udanego małżeństwia albo dlatego, że tak trzeba, czy też z powodu zależności finansowej. Ale gdy ten chłód zmienia się w oziębłość to na przywrócenie lata może być za późno.
Ja uważam, że warto spróbować i zawalczyć o rodzinę. Ty też zadeklarowałeś tutaj chęć odbudowania swojego związku. Ale chyba nie przemyślałeś formy, w jakiej będziesz starał się dążyć do tego, bo gdybyś przemyślał swoje działania to nie doszłoby do rękoczynów. Próbując działać z pozycji siły, domagając się "wpuszczenia" do domu niewiele zwojujesz. Ty ten dom z własnej woli opuściłeś i teraz możesz próbować słowami i czynami przekonać swoją żonę do umożliwienia Tobie powrotu.
Msk, może nie powinnam tego pisać, ale jest prawdopodobne, że miłość Twojej żony do Ciebie wygasła całkowicie. Jednak wygaśnięcie miłości nie jest przecież równoznaczne z pojawieniem się przeciwnego uczucia i nawet obojętność po wielu latach razem znaczy przecież COŚ.. Może to nie przyjaźń, relacja przyjacielska, ale przecież można sprobować żyć w zgodzie i wykazać się choćby odrobinę wsparcia dla dawnego partnera. Chociażby dlatego warto powstrzymać złe emocje, gdy Twoje próby dogadania się w kwestii Waszego dalszego wspólnego życia z żoną spełzną na niczym.
Pozdrawiam ![]()
Słuchaj przyszłości ona wali w sedno problemu, teraz twoja żona myśli o sobie tylko o sobie i ma ku temu podstawy.
60 2014-11-05 09:32:21 Ostatnio edytowany przez msk74 (2014-11-05 09:53:26)
Przyszlosc - no coz wiem co zawalilem (a nawet dlacego), teraz to mam niezle zadania dla psychoterapeuty bo to ja musze sie zmienic i to sam dla siebie - sporo zauwazylem duzomprzemyslalem postawilem sie w roli zony. Nie wiem co z tego wyjdzie, problemy zmkomunikacja skutecznie komplikuja mi dotarciemdo Niej. Myslac egoistycznie ompowrocie preciez nic nowego bym niemwniosl tylko powrot do marazmu dla wlasnej wygody. To JA musze siemnajpierw zmienic abym mogl myslec o czyms nowym i innym zycia nie spieprzyc. To chyba tyle w duzym skrocie.
Myślę, że idziesz w dobrym kierunku.
Życzę Tobie wytrwałości i konsekwencji ![]()
Troche mnie nie bylo duchem. Pomwypro2wdzce z domu doszedlem do wniosku ze musze jednak wrocic dla dobra rodziny a nie z checimpogodz3nia siemz zona. Dzieci maja niedzielnego ojca coraz mniej checi we mnie na ich odwiedzanie. Dalem sie zrobicmjak ... sorki za,kropki ale brak mi slow na okresl3nie siebie. Rozowe okularki opadly s2iat jednak jest inny osoby ktore kochalynzm7enily sie teraz nienawidza, mam za miekki charakter ale musze choc sprobowac dla nich nie wiem czy wytrzymie to psychicznie i jak bardzo mija jeszcze nie eks umili mi zycie. Mam dosc tulaczki. Jednak moje serce jest wntym domu ktory budowalem, w razie csego to niech sad okresli kto ma w nimzostac nie chce by to tak wygladalo jak dzisiaj ze opuscilem rodzine... a ja naiwniak myslalem ze robie to dla jej dobra ze dojdzi3 do siebie....
Troche mnie nie bylo duchem. Pomwypro2wdzce z domu doszedlem do wniosku ze musze jednak wrocic dla dobra rodziny a nie z checimpogodz3nia siemz zona. Dzieci maja niedzielnego ojca coraz mniej checi we mnie na ich odwiedzanie. Dalem sie zrobicmjak ... sorki za,kropki ale brak mi slow na okresl3nie siebie. Rozowe okularki opadly s2iat jednak jest inny osoby ktore kochalynzm7enily sie teraz nienawidza, mam za miekki charakter ale musze choc sprobowac dla nich nie wiem czy wytrzymie to psychicznie i jak bardzo mija jeszcze nie eks umili mi zycie. Mam dosc tulaczki. Jednak moje serce jest wntym domu ktory budowalem, w razie csego to niech sad okresli kto ma w nimzostac nie chce by to tak wygladalo jak dzisiaj ze opuscilem rodzine... a ja naiwniak myslalem ze robie to dla jej dobra ze dojdzi3 do siebie....
Kiedy słyszę, że kobieta po czterdziestce szaleje, bo wzrósł u niej poziom lipido... Wrrrr... Przeczytałam wszystko z Twojego postu. Dla mnie chaos co najmniej emocjonalny. Wyjść. Jeb...ąć drzwiami. Wykrzyczeć się tak, żeby tylko niebo słyszało.
Nie będę prorokować. Nie widzę tego dobrze. Zbyt wiele złości. I to jej zachowanie. Sprawia wrażenie, że swoja osoba doprowadzasz ja do furii. A Ty pewnie aniołkiem nie byłeś...
Nie będę prorokować. Nie widzę tego dobrze. Zbyt wiele złości. I to jej zachowanie. Sprawia wrażenie, że swoja osoba doprowadzasz ja do furii. A Ty pewnie aniołkiem nie byłeś...
Aniolow na tym swiecie brak. Kazdy czlowiek jest ulomny. Natomiast mozna zyc z soba jezeli oprzemy sie na tym co w partnerce cenimy, a nie tylko szukamy dziury w calym i usilujemy go zmenic tak aby to nam bylo lepiej ... to sie nie udaje. Fakt ze odjazd jest juz zupelny i sam moj widok doprowadzamja do furii. Bardzo boli ze moglem tak ufac do samego konca na zadnym z postow tu czytanych nie trafilem na takiegi slepca i naiwniaka.
Sponiewierana napisał/a:Nie będę prorokować. Nie widzę tego dobrze. Zbyt wiele złości. I to jej zachowanie. Sprawia wrażenie, że swoja osoba doprowadzasz ja do furii. A Ty pewnie aniołkiem nie byłeś...
Aniolow na tym swiecie brak. Kazdy czlowiek jest ulomny. Natomiast mozna zyc z soba jezeli oprzemy sie na tym co w partnerce cenimy, a nie tylko szukamy dziury w calym i usilujemy go zmenic tak aby to nam bylo lepiej ... to sie nie udaje. Fakt ze odjazd jest juz zupelny i sam moj widok doprowadzamja do furii. Bardzo boli ze moglem tak ufac do samego konca na zadnym z postow tu czytanych nie trafilem na takiegi slepca i naiwniaka.
Ja aniołem też nie jestem... Strasznie sie miotasz. Jesteś niespokojny. Wręcz przerażony. Zaskoczony. Spanikowany. Nie potrafisz tego ogarnąć. Musisz sie przestać trząść!
Nawet nie umiem Cię pocieszyć. A na razie nie powiem nic więcej...