On ogląda porno, nie podoba mi się to!
Muszę za niego płacić, wykorzystuje mnie! Myślę o intercyzie!
Chce, żebym siedziała w domu i nie pracowała!
On marzy o dziecku i ślubie, a ja nie chcę zobowiązań!
Nie chce mi dać haseł do komputera i telefonu, jak może rozmawiać z kimś bez mojej wiedzy?!
Chce zamieszkać z rodzicami, a ja wolę budować dom!
I tak dalej... i tak dalej...
Co to? Podsumowanie wielu wątków na forum, z których wypływa (chociaż kusi napisać, że wylewa się hektolitrami) wniosek, że w wielu związkach nie ustala się wręcz podstawowych spraw odpowiednio wcześnie. Czasem komuś głupio podnieść temat, czasem uważa się go za oczywistość, czasem... pewnie ile związków, tyle powodów.
Interesuje mnie, jakie zasady u Was zostały wprowadzone czy jakie się utarły same po dłuższym czasie. Jak rozwiązaliście wiele kwestii pojawiających się na co dzień - pieniądze, pracę, rozrywkę, styl życia, właściwie wszystko. Po prostu - Wasz mały kodeks związkowych zasad, nad którymi się pewnie nawet nie zastanawiacie. Raz, że to może być ciekawe, a dwa... że może wielu otworzyć oczy, na co zwracać uwagę i czego bronić już na początku relacji, żeby później nie obudzić się ze świadomością, że przyzwyczaiło się misia pysia do czegoś, co nam się nie bardzo podoba.