Poł roku temu mąż przyznał się do zdrady. Przechodziliśmy kryzys, ale nie sądziłam, że aż tak poważny.
Poprosiłam, żeby się wyprowadził. Zamieszkał sam, w wynajętym mieszkaniu, obok naszego domu. Codziennie przychodził do dzieci i urabiał mnie. Prosił o wybaczenie i stawał na rzęsach. Bardzo chciał do nas wrócić. Zerwał całkowicie kontakt z kochanką.
Nie będę ukrywała, pomimo zdrady, nadal go kochałam. Po miesiącu zaczęłam się łamać. Myśleć, że może jednak warto spróbować jeszcze raz. W dniu kiedy chciałam mu powiedzieć, żeby wrócił do nas, przyszedł i pokazał mi smsa od byłej kochanki - "Gratki, będziesz tatą. To już trzeci miesiąć" MASAKRA To co przezyłam, wiedzą tylko nieliczni. Wiem, że on też był/jest załamany tą sytuacją.
Od tego momenty minęły ponad 4 miesiące. Mąz nadal mieszka w wynajętym mieszkaniu. Jednak codziennie na nowo probuje mnie zdobyc. Dzieci sa zdezorientowane sytuacja. Maja po 3 i 4 lata.
Codziennie waham się co mam zrobić. Serce mówi co innego, rozum jeszcze co innego.
Kochan i nienawidzę. Mam już dość tej huśtawki. Terapia mi nie pomaga.
Musiałam się wygadać :-(