Elle88
Szczerze, nie mam siły nawet się z Tobą spierać. Ale mimo wszystko
Jeździj sobie po mnie jak tylko zechcesz, jedno jest pewne, nie nadajesz się do wypowiadania w tym dziale, nie tylko patrząc na ten wątek. Miałem okazje przeczytać wiele Twoich postów i wiem co reprezentujesz. Twoje podejście jest typowe: powiem co uważam, a jak się do tego autor wątku nie zastosuje bądź nadal będzie powielał swój błąd to go wyśmieje i poniżę. Tak właśnie robisz.
Ja rozumiem, nie spełniam z góry Twojego założenia. Rozumiem, że w Twoich oczach ubolewam nad samym sobą.
Ten dział jak sam jego tytuł wskazuje jest działem dla osób z problemami. Jedni odczuwają te problemy bardziej drudzy słabiej, inni nie mogą się długo pogodzić. Taki dział pozwala z siebie wyrzucać myśli. Ty to od razu krytykujesz, poniżasz, wyśmiewasz.
Nie potrafisz po prostu tkwić w tym dziale jak ktoś normalny. I nie chodzi mi o to co napisałaś, a żeby ktoś mnie rozumiał i kotwiczył mnie w swoim smutku. Nie piszę tutaj po to by to uzyskać. Wali mnie to. Naprawdę.
To są moje odczucia które z powodu złego stanu wywalam już tutaj. Nie wiesz dlaczego to robię i nigdy się nie dowiesz. Przypuszczam, że nigdy nie sięgnęłaś takiego stanu. Nie potrafisz tego odczuć. Ale tego Ci życzę by tak nadal było.
Możesz zarzucać mi pseudowrażliwość i inne poniżające określenia. Nie będzie mnie to dotykać bo tak jak aktualnie patrzę na życie to Twoja kwestia jest jak złamane źdźbło pszenicy na wielkim polu. To Twój sposób na odmienność - krytyka. Krytykuj sobie dalej.
Nikt nie domyślił się do tej pory po co ja to piszę. Po co szukam nadziei, wyjaśnień
Nikt nie rozumie, że staram się usilnie okłamywać sam siebie bo nie daje sobie rady. Pisząc to i mówiąc dookoła staram się na siłe siebie utwierdzić, że nie jest przecież tak źle! Znając swoją psychikę doskonale i wiedząc gdzie nastąpi jej koniec. Chroniąc się przed tym końcem lokuje ostatek optymizmu w czymś sztucznym co sam tworze, co sam szukam. Co mówie psychologm psychiatrom terapeutom.
W tym wszystkim jest coś pewnego. To że ją kocham i pokochałem jak tylko mogłem. Nie byłem człowiekiem idealnym. Nigdy nie będę. Nie ma takich.
Spotkanie w autobusie wytrąciło mnie ze sztucznych nadziei których pozostało nie mało. Wiem czym to grozi, wiem jakie myśli mi to stworzyło. Wahanie między nadziejami a rzeczywistością wykańcza. Wykańcza do tego stopnia, że miejscami chcesz przyjąc rzeczywistość wiedząc czym to się dla ciebie skończy. Ostatkiem sił, piszesz tutaj. Okłamujesz sam siebie...
Znów się dobijasz. Błędne koło z którego zdajesz sobie sprawę. Sztuczne podtrzymywanie swojego życia.
To wykończenie psychiczne powoduje że już dziś chcę z nią stanąć oko w oko. I usłyszeć i ujrzeć prawdę.
Godząc się już na to co to niesie. A niesie eliminacje ułudy.
Wszystko mi jedno co kto o tym pomyśli. Nawet Ty Elle. Bądź z siebie dumna... Powodzenia.
Na zakończenie wkleje to co pisałem. Takie ostateczne zakończenie. Kto zechce przeczyta. Cała historia. Od a do z.
Postanowiłem że opiszę to wszystko, wszystko co we mnie siedzi. Jest tego mnóstwo. Mnóstwo przawdziwych uczuć. Opiszę historia która mnie uskrzydliła słuchając przy tym pewnej piosenki w kółko. Która pozwoliła dotknąc śniegu na szczycie choć na moment, dając poczucie dotknięcia marzeń, po czym zlecieć lawiną w czarną przepaść...
Historia mojego życia, historia poznanej kobiety której nigdy nie zapomnę.
Jestem człowiekiem. Człowiekiem popełniajacym błędy. Człowiekiem, który mimo porażek stara się iśc przed siebie. Kulejąc, ale nie padając...
Dzieciństwo nie było łatwe. Alkoholizm matki, ojca. Wykluczenie przez brata i pełna dyskriminacja. Ciągłe kłótnie, ciągła przemoc, wizyty policji. Ten strach gdy rodzicę mają się rozchodzić. Strach dziecka które chce utrzymać prawdziwi wizerunek rodziny. Potem zdrady matki. Zdrady, których byłem świadkiem, w które byłem mieszany, gdzie widziałem jak z łatwością ona rujnuje to o co ja tak się bałem. Było tego sporo. Sporo jak na nastolatka o wrażliwej psychice jak moja. Odczuć żalu, strachu, uczuć nienawiści której nierozumiałem. Mimo tego, szkoły pokończyłem. Mimo towarzystwa szalejącego przy alkoholu ja nigdy do tego nie uciekałem. Nigdy nie zadawałem sobie pytania dlaczego mnie to spotyka. Zawsze sobie mówiłem, że będę inny, że dodję do czegoś w przeciwieńśtwie do nich wszystkich. Szedłem przed siebie wiedząc, że we mnie drzemie siła by to zmienić. W wieku 20 lat postanowiłem wynieść się z mieszkania z rodzicami. Postanowiłem zając się sam domem, znajdując pełne ukojenie zmysłów w ogrodzie. W moim edenie. W azylu złożonym z natury, którą kochałem, na którą byłem wrażliwy. Zawsze praca w ogordzie pozwalała mi odpocząć, odprężyć się, oczyścić. Nastroić na pozytywne mślenie. Kolejne kroki samodzielności powtarzały mi aby iść dalej, że dalej będzie lepiej.
Poznałem kobietę, z którą dzieliłem życię przez 7 lat. Której ofiarowałem to czego nie widziałem w rodzicach. Oddałem miłość i pełną wierność. Oddawałem to nie z poświęceniem, ale udowodnieniem sobie, że potrafię kochać, że chcę kochać. Ze wierność to świętość związku, którą podtrzymam mimo innych doświadczeń z dzieciństwa. Prawdomówność. Niestety po 7 latach gdy remontowałem połowę domu na własną rękę poznałem prawdę o zdradzie z jej strony. Potworny ból, potworny żal. Bezradność, gdy dowiadujesz się w samym sobie, że jesteś w stanie wybaczyć tą zdradę za cenę prawdziwości miłości, a dostajesz policzek. Otrzymujesz nienawiść i odejście osoby która wypełniła jakąś cząstke twojego życia. Bezradność wobec jej niechęci kontynuowania znajomości... Największym moim błędem to zaangażowanie całego siebie i pozostanie samemu jak palec...
Nie było łatwo. Było to dokładnie zeszłoroczną jesienią. Każdy kolejny dzień pogłębiał depresje, która odcinała mnie stopniowo od świata żywych, powodując że wymierało we mnie wszystko, musząc zawiesić studia. Jednak instynkt samozachowawczy nie umarł. Nakazał ostatkiem sił szukać pomocy u psychoterapeuty, psychiatry. Nie było łatwo. Kilka miesięcy bytowania, szarej egzystencji i stawiania pierwszych kroków jak człowiek wstający z wózka, uczący się na nowo chodzić. Nie chciałem nabrać wstrętu do kobiet po doznanej krzywdzie, więc poszedłem usilnie na żywioł. Usilnie budowałem przyjazne relacje z kobietami, nigdy nie myśląc przy tym o związku, wiedząc, że nie jestem gotowy, że brak mi zaufania i podstaw do stworzenia związku. Wiele osób poznanych przez internet i znajomości urzeczywstnionych w realnym świecie. Wiele imprez, wiele ciekawych wydarzeń, gdzie nigdy nie traciłem swoich usilnie trzymanych wartości. Zacząłem inwestowac w siebie robiąc rzeczy których nie umiałem. Nauka pływania, nauka jazdy na nartach. Życię gnało w przód.
W wirze nowych znajomości z poczatkiem stycznia poznałem Monikę. Monika, kobieta starsza ode mnie o 6 lat, którą urzekła moja dojrzałość jak na swój wiek, a w której ja odkryłem niesamowitą przyjaciółkę. Inteligentną osobę pracującą w finansach w jednej z korporacji krakowskich, potrafiącą porozmawiać na poważne tematy będąc szczerą i dojrzałą. Przede wszystkim potrafiącą rozmawiać. W czasie naszej znajomości trwała w 4 letnim związku z partnerem, z którym jak twierdziła związek nie ma przyszłości, brak perspektyw oświadczyn, więc uważa go za zakończony od września. Potrzebowała odreagować, wyjść z domu kiedy on jeszcze u niej mieszkał, w dodatku później odkrywając dowody jego zdrady i dajac mu dwa tygodnie na wyniesienie się. Jako przyjaciel oferowałem swoje towarzystwo, wsparcie, wysłuchanie. Wiedziałem jak ważnym jest odciąć myśli od tego co złe. Spędzaliśmy dużo czasu ze sobą, dużo pisząc, dużo rozmawiając przez telefon. Monika imponowała mi niesamowicie, będąc podobna w wielu kwestiach do mnie. Oboje chodziliśmy na psychiterapię gdzie wymienialiśmy się doświadczeniami i rozmawialiśmy godzinami o tym. Wiele rozmawialiśmy na temat swojej przeszłości, gdzie z jej strony padała mocna krytyka postępowania mojej byłej kobiety. Mimo swojego wyglądu przypadajacego mi idealnie do gustu była dla mnie kobietą nieosiągalną, kobietą z poziomu wyżej, choćby ze względu na swoją pracę, na wyjazdy zagraniczne, gdzie ja czułem się jak mały palec u nogi. Imponowała mnie jej znajomość kilku j ęzyków w tym francuskiego, który mnie po prostu urzekał, oczytanie, chęć podnoszenia swoich umiejętności. Imponowała na każdym kroku, ale najważniejsze było jej wnętrze. Ciepłe, troskliwe, optymistyczne, wesołe. Ogromnie empatyczna osoba, której nie musiałem wiele mówić a ona już wiedziała. Jej chęć pomocy, gdzie z góry zakładała już na samych poczatkach, że wdroży mnie do siebie, że mi pomoże, mimo że ja tego nie wymagałem. Skutecznie niwelowała różnice między nami, dosłownie na każdym kroku, darując mnie uśmiechem. Pokazując że nie liczy się dla niej pieniądz a wnętrze człowieka. Odkrywaliśmy wiele podobieństwa w sobie. Wrażliwość na naturę, zamiłowanie do rysowania, do spokojnego spędzania razem czasu. Takie same poglądy na temat zdrady, na temat związku i wielu innych kwestii. Z biegiem czasu zaczęło się to przeradzać w coś więcej z jej strony. Coś co zaczęło mnie jeszcze bardziej podbudowywać jednak poprzednie przejścia nie pozwalały mi na szybkie zbudowanie związku. Ona jednak nie przestawała. Stało się, pierwszy pocałunek po miesiącu spotykania, który niósł za sobą poczucie zalązką miłości ale i niepewności. Chłonac siebie wzajemnie z radością zastanawiałem się na ile ja chcę tego związku, na ile jestem w stanie wejść w ten związek i umieć go utrzymać, wiedząc zarazem na ile ważne jest, aby nie robić czegoś wbrew sobie i tym samym nie skrzywdzić czyjiś uczuć. Wiele o tym rozmawialiśmy, wiele ją obserwując czy nie jest to chwilowe zauroczenie, pytając czy nie za szybko wchodzi w nowy związek po poprzednim jak metodą klin klinem, ale ona utwierdzała, że nie, że poprzedni już dawno został we wrześniu w niej zakończony, a to bycie razem to bytowanie. Przez ten czas ciąglę się o mnie troszczyła, ciągle starała wzbudzić we mnie uśmiech, czego ja od niej nie wymagałem, ale się z tego cieszyłem. To było niesamowite, że dawała to sama od siebie, w ogromnych ilościach. Z Moniką, zwiedziłem masę ciekawych miejsc, masę restauracji, masę spacerów, pozwalajac mi samemu zrobić jeszcze większy krok w przód dzięki jej usilnej inicjatywie. Bardzo mnie cieszyło, że ktoś taki jak ona dostrzega we mnie to co kryje serce, że nie jest to pusta osoba patrząca powierzchownie. Wiele prawiła mi komplementów, podkreślając że docenia moją samodzielność i dążenie do celu własnymi krokami. Wiele przy tym krytykując poprzedniego partnera.
Nastał marzec. Wiele spotkań, kilka nocy spędzonych u niej. Radość z siebie nawzajem i tęsknota gdy nie jesteśmy obok.
Po trzech miesiącach intensywnego związku zaporponowała mi wprowadzenie się do niej, sugerując, że i tak pasujemy do siebie, a to nas tylko przybliży, dając jeszcze większe możliwości pokochania się. Było to dla mnie ciężką decyzją wyprowadzić sie z miejsca w które włożyłem kupę swojego serca, w dodatku nie będąc do końca pewnym czy ten związek to związek na lata, jednak jej starania sprawiły, że podjąłem decyzję o przeprowadzce. Każdy dzień mieszkania razem utwierdzał mnie, że jest to kobieta z którą chcę być na zawsze. Kobieta, która dbała o moją radość gotując przeróżności, ciasta, dbając o moje przybranie na wadze po depresji, wstając specjalnie wcześniej z rana i robiąc mi kanapki do pracy. Niby błahe rzeczy, a cieszace człowieka. Cieszące i podkreślajace jak wielkim niewypałem był poprzedni związek. Kobieta, która gdy budziłem się w nocy z gorączką, od razu pojawiała się z lekarstwami choć ja mówiłem, że niepotrzebnie się tym trudzi. Ciąglę chciała pomagać, pokazując że naprawdę mnie kocha, udowadniając to każdym słowem i gestem. Nie pozwalając odczuć inaczej. Wiele razy mówiąc do ucha ?nie zostawie Cię nigdy, zapamiętaj to?.
Byliśmy niesamowicie szczęśliwi, spedzając wiele czasu razem. Pokazywała mi swoje podejście do związku, twierdząc że jeśli się ktoś pojawi to mi o tym powie, jakiś facet, znajomy. Że ona nie ma nic do ukrcyia i gdy tylko chce moge sprawdzić jej telefon. Było to dla mnie coś miłego, bo sam nigdy nie stałem na przeszkodzie ukrywając coś. Zaraz opowiadała o kimś z pracy, o kimś kto ją podrywa. Utwierdzła, że mówi mi to bo chce być wobec mnie fair. Doskonała kobieta od której nie oczekuję a dostaję poczucie zaufania na każdym kroku.
Wspólny wypad w góry, co tydzień jakiś zamek, bądź wyjazd dalej. Wspólne bieganie, jazda na rolkach. Nie brakowało nam pomysłów, a tylko czasu na ich realizacje.
W tym wszytskim jednak nie chciałem zaniedbywać swojego domu, czesto tam jeżdżąc i odpoczywając przy pracy w ogrodzie, gdzie czasem czułem, że jej przez to może być przykro. Psychiterapia jednak nauczyła mnie, abym myślał przede wszystkim o sobie, dlatego nie chciałem tego poświęcać, nie tracąc swojej odrębności, którą i tak przy końcu poświęciłem...
Pewnego dnia, spędzając razem czas zapytałem ją z ciekawości jak wyobraża sobie kiedyś nasz ślub. Rozpłakała się, mówiąc że to ze szczęścia i że ona nie umie rozmawiać na ten temat bo to dla niej strasznie wrażliwy temat. Była uradowana, że w ogóle o tym myślę. W przeciągu tygodnia chciałą oglądać pierścionki na internecie tylko po to by się nieco ucieszyć. Czemu nie, pomyślałem?.
Totalna bezkresna radość trwała. Wspołnie mieszkając dogadywaliśmy się doskonale, nie zarzucając sobie nic. Pojawiły się plany remontu mieszkania, zarys planu wspólnego konta. Dużo rozmowy na ten temat, gdzie obawiałem się, że może to być nie fair gdy jej większość pieniędzy będzie lokowana na nasze potrzeby. Zapewniała, żebym się nie czuł z tym źle. Chciała tego i nie pozwalała odczuwać żadnego dyskomfortu. Wszystko pędziło w przód, a my nadal zakochani, wpatrzeni w siebie.
Wiele pobytów u jej rodziców, co sprawiało jej ogromną radość nie będąc tam przez 5 lat.
Czas nieustannie biegł, pewnego dnia, byłem u siebie, dbajac o ogród, relaksując się w swoim azylu. Telefon od niej. Lubiała często do mnie dzownić pytajac co u mnie, jak się czuję. Jej troska. Po powrocie od psychologa dzwoni. Powazny głos, od razu każe mi się skupić. Twierdzi, że będziemy musieli odbyć poważną rozmowę. Po głosie słyszałem już jej niezadowolenie i nastrój wskazujący, że coś jest nie tak. Przyjechałem, usiadłem. Zaczęliśmy rozmawiać.
Padły trzy pytania, co z moimi studiami, co z terapią i ostatnie, które mnie mocno zaszokowało to kiedy zamierzam się jej oświadczyć. Te pytania padły miesiąc po mieszkaniu razem. Na dwa pierwsze odpowiedziałem jednak na drugie nie chciałem, twierdząc, że mam poważne plany wobec niej ale nie jestem w stanie poddać dokładnie daty i godziny bo to niszczy całą tę otoczkę tajemniczości. Sam szukałem stabilności w związku, kobiety z którą będę w stanie związać się na lata, ale nie chciałem popadać w paranoje. Nie podobało jej się to. Mówiła, że ona rozumie romantyczność we mnie ale nie zamierza kolejny raz wchodzić w związek z którego i tak nic potem nie ma, więc woli abym jej określił czy mam taki zamiar i kiedy. Zaczałem czuć się jakby naciskany, widząc jej sroga minę i słysząc ton. Mówiłem o tym, że w dziwny sposób pyta mnie o sprawy, robiąć wrażenie stawianych wymagań, na co ona się obraziła, rzucajac po drodze słowa, że w sumie to nie muszę się jej oświadczać, że nie było tematu, że ona nie naciska, że już w zasadzie jest przyzwyczajona do związku z którego nic nie ma.
Jestem osobą, która nie lubi niedomówień więc pare razy starałem się wrócić do tego tematu by ją zapewnić, że to jest jak najbardziej autentyczne, ale żeby się nie obrażała na to, że nie daje jej potwierdzenia mówiąc kiedy dokładnie to nastąpi. Rozmowy na ten temat wywoływały w niej różne emocje, to złości, to oschłości, gdzie widziałem, że to nadal w niej siedzi. Postanowiłem odpuścić.
Przez kawał czasu nadal szliśmy razem, w pełni zakochani, radośni. Monika nie przestawała się angażować. Ciągle wkręcając mnie w towarzystwo swoich znajomych, rodzinę itd. Pokazywała, że chce i ma dobre intencję. Odwdzięczałem się tym samym, zawsze starając się jej ułatwić dotarcie do lekarza, pracy, sprzątajac w domu i odciążając ją na ile mogę, na ile jestem w stanie. Zaczęliśmy wdrażać co raz śmielsze kroki, biorąc wspólnie telefony w abonamencie na moją firmę, zakładając wspólne konto, aby móc dokonywać wspólnych opłat, planując wspólny samochód, który ułatwi nam znacznie życie.
W sierpniu wspólny urlop w tym samym czasie. Pełno miejsc, pełno uczuć. Pełno wdzięczności na każdym kroku za to jaki jestem, że zawsze o kimś takim marzyła. Jej słowa, że jest mnie pewna, że żałują, że to nie ja byłem facetem z którym mogła pierwszy raz się kochać. Niesamowite wyznania.
Sierpień również niósł za sobą problemy w rodzinnym domu z alkoholizmem. Starałem się nie angażować za bardzo ale gdy sytuacja wymagała mojej obecności interweniowałem. Monika zawsze mnie wtedy wspierała, samoczynnie, choc ja nigdy nie okazywałem, aby mnie to dotykało, wymagając tym samym wsparcia.
Mój urlop powoli dobiegał końca, jej został jeszcze tydzień. Powrót jej od psychologa. Powrót mój z domu.
Rozmowa. Czułem, że może się źle skończyć wiedząc jak ostatnia się skończyła.
Powiedziała wprost, że jest zdania, że powinienem odciąć się od rodziców i brata. Tożsamość z patologią nie wróży nic złego a odbije się na nas moje zaangażowanie. Kolejny raz słowa padające jak wymagania bez skrupułów. Powiedziałem wprost, że dla mnie to jest chore. Nie mam zamiaru wyrzekać się rodziny, a nigdy nie angażuję się ponad moje siły poświęcając nawet związek. Moje oburzenie jej pomysłem i stwierdzenie, że mnie ten pomysł się nie poodba i odczuwam go znów jak stawianie warunku wywołało w niej złość. Kolejny raz odniosła się do oświaczyn i że znów jej mówie że naciska.
Uzmysławiam, żeby pamiętała, że nie zawsze co od psychologa wyniesie musi być prawdą wdrażaną na co dzień, bo mówi to co ona widzi a nie całokształt a psycholog nie zawsze może dostrzec to co dookoła co jest ważne. Z jej ust padają słowa, że właśnie pokazuję co tak naprawdę o niej myślę.
Nie wytrzymałem, powiedziałem, że mam dość takiej rozmowy, wsiadłem w samochód i pojechałem nocą aby odreagować. Wróciłem po 2 w nocy.
Następny dzień wróżył wypad na Kasprowy Wierch. Oschła sytuacja z rana sprawia zmianę planów, gdzie Monika idzię do koleżanki, a ja jadę do siebie, gdzie potem zaczyna normalnie się oddzywać, zapominajac o problemie.
Końcowy tydzień swojego urlopu spędza u rodziców, pisząc wtedy że miała wiele czasu an przemyślenia i że zgadza się że nie powinna wszystkiego od psychologa brać do siebie.
Z końcem sierpnia pojawił się wyjazd zagraniczny z pracy na półtora tygodnia z jej strony. Przygotowania, aż w końcu podwiezienie na lotnisko i pożegnanie. Było to dla mnie pierwsze, żegnanie kobiety, którą wylatuje do innego kraju. Dziwne uczucie, które opisałbym jako przeczucie, że kogoś utracę. Patrząc na startujący samolot unoszący się do góry i to uczucie, że coś szalenie dla mnie ważnego znika w chumrach. Może to wtedy była już świadomość tego co się nie długo wydarzy...
Wyjazd kosztował Monikę wiele nerwów. Ja w ten czas szukałem samochodu który wspólnie planowaliśmy. Samochód był dla mnie wyzwaniem, ponieważ był to wkład w większości jej rodziców a nasz po połowie co wiąże się z odpowiedzialnością dość dużą. Angażując w to znajomego siedzącego w branży i organizując czas po pracy postanowiłem szukac i szukać. Kolejne auto na oku - kabriolet. Nie dokońca przekoanny, pytałem jej co uważa na ten temat. Wyraziła się wprost, żebym jechał oglądnąć, że nie trzeba nam większego samochodu. Jedź jedź - jest fajne. Pojechałem. Auto zadbane, wręcz pewne. Opowiedziałem jej to na co ona zaczęła kręcić nosem, gdzie ja byłem już pewien, że problem będzie zgłowy, a będziemy mogli ciesyzć się już nowym samochodem. Z jej strony pojawiły się nowe wizje samochodu więszkego w dalsze trasy z możliwością przewozu znajomych.
Nie chciała się wdawać dalej w ten temat bo była zmęczona. Ok. Odpuściłem, mówiac że następnego dnia wrócimy do tego tematu. Z rana pytam w sms jak sprawa z tym samochodem bo muszę dać znać sprzedającemu czy się umawiamy na sprawdzenie w serwisie,w końcu wszystko było już prawie ustalone. Monika stwierdziła, że musimy odpuścić szukajac innego.
Napisałem jej "nie zrozum mnie źle, ale jestem zdania ze musimy odpuścić narazie szukanie samochodu bo w dalszym ciagu nie wiemy czego chcemy a ja na to poswiecam czas, angazujac przy tym kolege a i tak koniec koncow nic z tego nie wychodzi". Zdenerowawała się, "o co znowu masz problem? spoko nie ma problemu jak zrobie prawo jazdy to sama sobie poszukam, nie widze problemu".
Dla mnie było to gwałtowne odsunięcie mnie z kwesti w którą wypchnęła mnie samego wcześniej...
Sam w emocjach napisałem "że racja nie będę się rządził nie swoimi pieniedzmi, w koncu to w wiekszosci twoje to masz racje, odsun mnie od szukania".
Wywołało to nielada spięcie między nami. Cisze przez cały dzień. Następnego dnia jednak wróciłem do tematu gdzie usłyszałem od niej że słowa które padły nie da się wymazac z jej pamieci i ze nie spodziewala się takich słów z mojej strony, może mam taki sposob prowadzenia rozmowy ale dla niej jest to dosc brutalne a tez okazuje sie ze jestem malo praktyczny, ale w sumie to sie nie dziwi bo znamy sie dopiero kilka miesiecy, że zauważyła że coraz częsciej się nie rozumiemy i ją to martwi ale może jakoś się to ułoży... Nie chciała dalej kontynuować rozmowy. Sugerowałem że odkładanie tak rozmowy nie przyniesie pozytywnych skutków. Nic to nie dało. Sprawa samochodu została odłożona.
Zbliżał się jej powrót gdzie pisała mi jak mnie kocha, jak tęskni. Jak pragnie się kochać nie mogąc się doczekać aż wpadnie w moje ramiona. Wszystko wydawało się być ok., gdzie temat poprzedniej sprzeczki nie istniał. Odbierając ją z lotniska 14 września, rzuciło mi się w oczy że jest jakaś inna. Już wtedy zadałem pytanie w windzie, że odnoszę wrażenie jakbyś się mnie wstydziła, na co odpowiedziała że nic jej nie jest, że co opowiadam.
Monice ciężko było się ponownie zaklimatyzować w Polsce. Nudności, wymioty, ospanie.
Po powrocie zapytała mnie dla czego przelewam na nasze wspólne konto całość swojego wynagrodzenia. Zdziwiło mnie to bo wcześniej godzinami o tym rozmawialiśmy i ustalaliśmy że wszytsko będziemy przelewać a tu nagle dziwna zmiana zdania po powrocie. 2 dni i pisze że chciałbym abyśmy porozmawiali. Z jej strony strach i uprzedzanie mnie że ona nie chce się kłócić i denerwowac jak ostatnio. Mówię, że odbieram to z jej strony jakby zaczęła się wycofywać bo najpierw widmo wspólnego samochodu podupada a teraz na konto mamy przelewać tylko na rachunki. Zanika ta wspólność z której tak się cieszyliśmy. Zapewniała mnie, że to nie tak, że się wycofuje ale że auta i tak teraz nie będziemy szukać bo musimy odpocząć, a że z kontem to juz raz tak miałą z innym facetem i się to nie spisało a ona chce być niezależna. Nigdy nie byłem osobą wypominającą co kto za ile kupi więć było mi przykro że od razu podciąga mnie pod osobę z którą kiedyś była. Pytam o naszą kłótnię. Padają słowa, że jestem niepraktyczny, że ostatnio w dość mocny sposób daje jej do zrozumienia co o niej myślę a to sprawia że boi mi się cokolwiek powiedzieć. Rozmowa nie kończy się niczym. Postanawiam przejść się nocą na spacer, gdzie ona wypisuje że czeka na mnie jak wrócę.
Następnego dnia tj 17 września, przytula się. Mówi, żebym nie myślał że ona się wycofuje, że jej na mnie zależy i że z tym kontem to nie rozwiązanie na zawsze a tymczasowe. Padają słowa że nasz związek zaczął płynąc na fali i trzeba pewne rzeczy na razie odpuścić by nie wszystko na raz osiągnąć.
Przyszła sobota 19 Września, 3 tygodnie przed rozstaniem, Monika rozpoczyna kurs księgowości który trwa do 15. Rozpadało się, pisała mi czy nie wpadne i nie podrzucę jej parasola i butów. Podjechałem. Wsiadła do auta a ja pytam jak tam na kursie na co odpowiedziałą że ok, po czym dzwoniąc do matki opowiada 10 minut jak tam nie jest. Zastanawiałem się czemu do mnie tak krótko odpowiadasz no ale może się czepiam więc nie rozgrzebuję tematu. Przyjechaliśmy do domu. Zjedliśmy obiad. Mówi że czy mam coś przeciwko jak pójdzie do Marty na baski wieczór, na co się zgodziłem, nie widziałem w tym nic złego, chociaż myślałem że po ciężkim tygodniu spędzi czas ze mną. Ustaliliśmy że ją odbiorę nocą. Czekałem aż przed 22 napisała że wyjdzie ok 22. Wsiadłem w auto pojechałem. Było już przed 23 kiedy mi pisze "jak tam". Zdezorientowany piszę że czekam juz od dobrych 30 minut tylko nie chcialem sie dopominać, na co odpisala mi że wyjdzie ok polnocy i czy dam radę wtedy podjechać. Napisalem, że ok jadac zbić czas chociaż w gruncie rzeczy zastanawiałem się jak można tak olać faceta gdy specjalnie przyjeżdża na umówiony czas? Myśl, abym się tym nie przejmował, nie teraz, nie psuj jej wieczoru.
Po pólnocy odezwała sie abym wpadł, byłem w pobliżu więc w 5 minut dojechałem. Dziękowała mi w samochodzie tulac się, głaskąjąc i mówiąc jaki ja to nie jestem kochany, że ją odwożę do domu. Opowiadała jakie koleżanki poznała i że całkiem sympatyczne, że się wymieniła z nimi kontaktem. Gdy przyjechaliśmy do domu, ja sie położyłem a ona poszła się kąpać, po kąpieli poszła oglądać TV co mnie zdziwiło bo zawsze przychodziłą do łóżka tym bardziej po jakimś spotkaniu. Pytam czemu nie idziesz do łóżka na co stwierdziła że musi się ululać przy TV. Potem przyszła i się kochaliśmy co sama zresztą zainicjowała bo była mnie spragniona. Następny dzień totalna oziębłość, coś ala kac moralny z jej strony co myślałem że spowodwane jest wypitym alkoholem z poprzedniego dnia, wtedy nie wiedziałem że to efekt tego co już rozpowiadała. Temat picia alkoholu był dla niej wrażliwy więc nic nie mówiłem.
Po dwóch dniach dzień sugeruję, że moje oczekiwanie na nią było odrobinę nie w porządku, co powoduje spięcie i kolejny raz temat zaręczyn których nie będzie w jej odczuciu.
23 Wrzesień moje urodziny, lekkie spięcie z rana gdzie pisze do mnie smsy z sypialni a ja wychodzę do pracy. Pytania z jej strony, dlaczego nie przyszedłem się pożegnać. Lekki smutek z jej strony. Dzień spędzony zwyczajnie, wręcza mi prezent składając życzenia uśmiechając się całując.
Kolejny tydzień, była podenerwowana nadmiarem pracy. Nie chciałem jej denerwować więc robiłem swoje. Jednak z mojej strony wiele myśli dlaczego jest aż tak podenerwowana.
Mówi mi, że ma problem, ale nie może mi na razie o nim powiedzieć. Jako partner okazałem pełne wsparcie i zrozumienie, utwierdzając, że jej problemy też są moimi i bardzo chciałbym jej pomóc gdy tylko będzie chciała. Wracajac ze sklepu, siada i mówi w czym rzecz. Płacze, opowiadając o cyscie na piersi, o tym, że w rodzinie już ktoś chorował na raka i że ostatnio dość słabo się czuje. Automatyczna reakcja z mojej strony, przytulenie i zapewnienie że nic złego się nie stanie. Aby nie zakładała najgorszego bo ja zawsze przy niej jestem i od tego mnie ma aby szukać we mnie wsparcia. Potem przyszła sama do mnie, przytuliła się i powiedziała mi że dziękuje za to że możemy spokojnie porozmawiać, że może liczyc na wsparcie ode mnie i że mnie bardzo kocha.
Moja uwagę zwraca jej smutne zachowanie. Zachowanie gdzie przytula, kocha, całuje ale bez wigoru. Do tego zaczyna pod prysznicem słuchać przygnębiającej muzyki francuskiej. Ja nie znając tego języka nie wiedziałem o czym jest ta piosenka. Potem wyjaśnię. Pytam, dlaczego nagle w tobie taka zmiana i słuchasz takich kawałków przygnębiających. Odpowiedź że to jest ładna piosenka i tylko dlatego tego słucha. Potem gdy ja pytam czego by tu posłuchać pada propozycja Happysad ? zanim pójdę. Zdziwenie z mojej strony a z jej uśmiech. Myśl skąd taki pomysł?
Przez ten czas siadałem obok mowiąc kilka razy ?Monia brakuję mi ciebie i tęskni mi sie jakoś za tobą?, gdzie ona pytała dlaczego, przytulała, całowała dając pełną miłość. Widziałem że cała masa smsow z koleżanką przynosi jej frajdę a ze mną jest zmęczona po pracy. Pewnego dnia nachyliłem się nad nią i pytam ?a ty za co mnie kochasz?? Byla troche zdziwiona czmeu tak pytam, ale mówi że za to ze jestem taki spokojny i ze nie zostawiam jej z tym wszystkim samej że jej pomagam itp.
W ciągu dwóch ostatnich tygodni naszego związku dwa razy śni mi się że mnie zostawia. Budziłem się w nocy a ona razem ze mna, zapewniała że to glupie sny pytając czemu mi się takie głupoty snią i czy się boję czegoś. Ja mówiłem, że nie bo cie kocham. Odpowiadała "to dobrze". Mimo wszystko nadal była czuła. Przytulala się, żartowała..
Dwa tygodnie przed rozstaniem chodziła wcześniej do pracy niż ja, ja mimo to wstwałem wcześniej aby ją zobaczyć choć chwilę co ją dziwiło, by zrobić jej herbatę, odciązyć choć minimalnie. Dziwiła się że tak wstaje, ale dziękowała i przytulala. Całowała dziękując mówiąc że jestem przekochany. Wstaję wcześnie rano i widze list który przed chwilą napisała. List gdzie pisze jak mnie kocha i ile dla niej zancze i zależy jej abyśmy się już nie kłócili bo dla niej nasz związek jest szalenie ważny.
Ostatni tydzień przed rozstaniem. Monika udaję się na badania, pisze mi na bieżąco jak sprawy się mają. Informuje, że dostaje tydzień zwolnienia ale że wyniki będzie miała dziś. Przyjeżdza z drugiego końca krakowa do mnie do pracy, chwaląc się dobrymi wynikami. Przytulając się i uśmiechając co sprawiło mi radość i ulgę.
Większość tygodnia spedziła w domu. Pisala mi ze sie zle czuje że wymiotuje nie mogąc się pozbierać jakoś. Myślałem, że to może nerwy po badaniach. Z mojej strony kilka propozycji spędzenia razem czasu jednak jej zmęczenie ograniczało nas do obiadu i spędzania czasu przed TV. Kiedy wracałem z pracy, dzwoniła mówiąc żebym zrobił zakupy bo nie czuje się na siłach, innym razem zamawialiśmy pizze. Cały czas się uśmiechała, głaskała mnie, całowała. W czwartek postanowiłem zabrać od ojca samochód by ją z rana podrzucić do fryzjera. Niestety sprawa naprawy auta u mechanika się wydłóżyła co spowodowało że musiałem wracać autobusem do domu. Po powrocie Monika przytula się i mówi że strasznie za mną tęskniła czekając cały dzień. Przyszedł piątek. Plan Moniki ? fryzjer z rana a potem kawa u koleżanki i powrót do domu. Kiedy wychodziła na autobus napisałem jej sms że bardzo za nią tęsknie i nie lubie się z nią żegnać na co odpisała jak nigdy że czasem ?trzeba się odkelic wiesz?. Wtedy nie zrobiło to na mnie wrażenia, dziś to widzę inaczej?
Wychodząc z pracy o 17 dzownię do niej z pytaniem czy coś kupowac na obiad, jednak mówi mi, że nie ma jej w domu od raza i czy o 18 jej nie zgarnę samochodem do prywatnej lekarki spod błoń bo jest zimno i ciemno, a włócząc się MPK dojedzie na 21. Wsiadając do samochodu przytula się, dziękuję i mówi mi że nie była w domu bo spotkała się z przyjaciołką jeszcze, co potem okazuję się kłamstwem. Po wizycie dzowniła do matki mówiac jaki jestem kochany ze ja podwoże, sama mnie głaska przy tym po głowie i przytulala. Wrócilismy do domu. Kolejny dzien to dzień gdy ja bylem na uczelni pierwszy dzień a ona na krusie księgowości. Ja do 20 ona do 15. Przed wyjsciem jako że wychodziłem drugi z mieszkania nakleiłem na lodowce kilka przylepnych kartek z napisem jak bardzo ją kocham i tęsknie nie wiedząc jak wytrzymam bez niej do 20. Po 15 dzownie pytam czy moze gdzieś nie wyjdziemy po 20 i czy nie podskoczy pod moją uczelnie na co ona od razu bastuje temat mówiąc że jest tak wyssana po szkoleniu, że musi odreagować idac do koleżanki. Nie chciałem stać na przeszkodzie więc nie protestowałem, w końcu to jej koleżanka, jednak było mi trochę przykro, że ostatnie dni zwolnienia nie spędzimy razem. Napisałem potem tylko kiedy masz zmaiar wrocic na co dostałem odpowiedz "nie wiem nie chce wiedziec żeby nie psuć sobie wieczoru" zabolało mnie to bo czy psujesz sobie wieczór wracając do ukochanego gdy ten na Ciebie czeka? Dopisała że dziękuje za karteczki i że sie odezwie... Może rano albo wieczorem.
Wybiła 20, pogodzony z wizją, że z wyjścia nici, wyszedlem z uczelni kupiłem jej kwiaty i czekoladę z myślą że ją zastanę w domu, albo nie długo wróci. Była 23 kiedy zacząłem się martwić. Brak kontaktu z jej strony od 16, przy jej stałym kontaktowaniu się zawsze... Postanowiłem, że z racji iż mamy telefony na mnie a nie mamy nic do ukrycia zagladnę w billing który już nie raz przeglądałem po jej wizycie z francji patrząc na roaming. Patrząc widze sms wysyłany o 21 pod nr koleżnaki do ktorej miała iść... Zdezorientowany zjeżdzam niżej. Smsy o 17 z jakimś nowym numerem... Zjeżdzam niżej. W piątek po fryzjerze gdy milczała, telefonuje pod ten numer. Potem cisza i po 4 godzinach pisze do niego i do mnie. Nie dowierzam. Patrzę dalej. Setki smsów w przeciągu tygodnia i wcześniej, w godzinach kiedy ja jestem w pracy. Ufając i tłumacząc sobie, że to pewnie ta nowa koleżanka... ale myśl czemu mnie okłamujesz, twierdząc że idziesz do koleżanki jak do niej piszesz SMSy. Myśl po ostatnich przejściach, że pojadę sprawdzić. Poczekałem na zamkniętym osiedlu do 0:40 gdzie dzowni i pyta gdzie jestem, na co odpowiedziałem że zaraz będę. W ten czas na odświeżonym bilingu widziałem że o 0:10 pisała do tego podejrzanego numeru. Myślę do kogo piszesz o tej porze a do mnie oddzywasz się dopiero jak mnie w domu nie ma?
Przyjechałem, wszedłem udając jakby nigdy nic. Ona przytulila się mowiąc że tęskniła, że gdzie ja byłem, że dziękuje za kwiaty. Pytam jak było u Marty, jak jej dziecko. Odpowiadała wprost w oczy, że u Marty ok. a jej dziecko ululała. Z każdą odpowiedzią wyrządzałą mi potworny ból. Odpowiadała że taksowka wróciła i 34 zł zapłaciła. Dla mnie było już wszystko jasne. Opętał mnie potworny ból. Wiedziałem, że to kłamstwo. Siadam obok, gdzie Monika przytula się i całuje mnie w ucho. Widząc, jak trzęsą mi się ręce pyta co się dzieję. Przepraszam z góry za to co zrobiłem, brzydząc się tego licząc że to nie będzie prawdą ale nie. Mówię że wiem że nie byłaś u Marty i dlaczego mnie okłamujesz? Jej oczy staneły w słup i tekst że się po mnie tego nie spodziewała. Dziwne zachowanie jakby nie wiedziałą co robić, nie wiedząc co odpowiedzieć, kuląc się na sofie i patrząc w ziemie. Gdyby chciała się mnie przecież pozbyć i to planowała wykorzystałaby moment aby to właśnie w tym momencie zrobić, prowokując mnie przecież do tego cały dzień. Nie wytrzymałem nie znosząc tej ciszy z jej strony. Wstałem, płacząc jak dziecko, czując jak powtarza się schemat postępowania z przed roku. Potwornie przygnębiające emocje. Zaczynam się pakować wyjąc przy tym jak pies. Ona wbrew pozorom zaczeła mnie przepraszać, mówić ze sama nie wie czmeu sie nie odzywała i że czemu mi nie powiedziała że sie jej plany zmieniły że poszła ze znajomymi na rynek. Nie przyjmowałem tego do wiadomości, bo jakby tak było to dlaczego mnie okłamujesz? Trzęsłem się jak galareta, powstrzymywała mówiła żebym nigdzie nie jechał, żebym poleżał z nią i się uspokoił. Przelezałem do 4 gdzie ona cała mase smsów wymieniła do koleżanki. Do tego tuląc mnie i głaskajac. Rano przepełniony żalem wstałem, gdzie zaraz Monika przyszła do mnie i mówi ze bardzo mnie przeprasza za to wszystko, ale też musimy sobie kilka dni przerwy zrobic żeby ochłonąć, że to tylko kilka dni przerwy, a będziemy sie widywac pisac itp. Nie czulem tego bo bylem osoba ktora razem wspolne problemy rozwiazuje jednka byla nieugieta. Prosiła mnie o to. Zaczeła mowic ze ma mysli smaobojcze. Płakać strasznie trzasc się dusić przepraszac ze wie ile ja przeszedłem a ona jeszcze tak mnie krzywdzi kłamiać ze nie powinna zyc ale ze mnie blaga zebym jej nie znienawidzil bo jestem dla niej jedynym szczesciem, ze mnie bardzo kocha ze to tylko kilka dni... zebym sie nie martwil bo jej matka jutro przyjedzie i ona sobie nic nie zrobi. Zebym juz jej w biling nie patrzyl zebym jej to obiecal. Przystałem na jej warunki ale nadal mnie gryzlo co to za numer. Spakowałem bagaze, zaczalem znosic do auta gdzie ona zamykala za mna drzwi ze smutna mina. Przyszedłem ostatni raz kiedy ona się ogarniała. Pytam cyz jest mi w stanie to co obiecywala zrobic cyzli dac teleofn zebym sprawdzil na co stwierdziła ze tak. Dajac zapytala co chce sprawdzić a ja że konwersacje z takim jednym numerem... Wtedy wybuchła. Zmieniła sie. Kazała mi wypierdalac. ze zadzwoni po policje jak nie wyjde. Ze z checia by mi pokazlaa ale za to ze pokazuje jaki naprawde jestem ona tego specjalnie nie zrobi. Prosilem ja mowilem jej jak to wyglada z mojej storny ze jakis facet sie pojawia a ty z nim piszesz dzien w dzien kiedy mnie nie ma bo jestemw pracy a jak przyjezdzam to cisza, tak samo gdy cie podwoze do lekarki to wydzwaniasz do niego piszesz o do mnie nic. Ona ze to nowa znajomosc to wiesz jak to jets ze zawsze na poczatku jest intensywna. Ja pytam kto to. Nie umiała odpowiedziec. Uciekała podlewać kwiatki. Paraliżowała ją cała sytuacja. Na moje wywody o miłości i poświeceniu i w zamian oferowaniu szczerości w podzięce w końcu przyszła i mowi ze do kolega kolezanki poznany 3 tyg temu u przyjaciolki ze maja ten sma problem i tak sie zgadali. Ze ona by mnie nie zdradzila ze o tym wiem, ze ma mnie i innego faceta nie potrzebuje. Byla wkurzona ale udalo sie ja uspokoic powiedzial ze jedzie do koleznaki na co zaproponowalem ze ja podiwoze. W aucie mnie sciskala i mowila zebym sie nie martwil, ze bedzie dobrze ze nie pozowli zebym cierpial bo mnie bardzo kocha. Wysadziłem ją. Pomyslalem ze skoro masz mysli smaobojcze a matka ma przyjechac jutro to pojade po nia dzisiaj. pojechałem za szczekociny jadac opowiadajac jej co zaszło. Jej matka tlumaczyla ze Monika na pewno by nie zdradziła ale ze ona taka jest ze potrzebuje czasu zeby przejsc przez dany problem. Ja tego nie rozumiałem. Jej matka pytała się przez telefon czy moge jeszcze wejsc do mieszkania na co Monika powiedzial zeby podziekowac Emilkowi i zebym jechal do siebie. Ok wsiadlem w auto i pojechalem, jednak pech chcial za za 1km auto mi się rozkraczyło. Zmuszony, zatrzymalem sie i pisze do niej smsy czy moge bagaze wrzucic spowrotem na mieszkanie bo sie auto zepsulo. Z jej strony odpowiedz ? Nie, zadzwoń do brata albo weź taxówke. Pryzkro mi. Zacząłem kilka razy dzwonić ale zero kontaktu gdzie nawet mnie odrzucała. Piszę więc czy tak ma teraz wyglądać to nasze kontaktowanie się które obiecywała i mam siedzieć cicho? Określiła ze narazie tak bo czuje się osaczona przeze mnie i na razie kontaktu ze mna ma dość i musi odpoczać, a jak przemyśli to się może to zmieni. Dla mnie to był kolejny cios, gdzie czułęm się oszukany. Wpojono mi nadzieje , która zaraz zabrano. Zacząłem wypisywac smsy że jak możesz mi to robić, ustalając jedno a robiąc drugie, jak mam się z tym czuć. Nie moglem odporsic sie o sprawe bagazy, az w koncu dogadalem sie z trudem z jej matka i podskoczylem przepakowywujac co potrzebne w jeden plecak. Jej matka z góry twierdzila ze ja kombinuje no ale przepakowałem co potrzebne i wyszedłem. Po drodze pisalem do Moniki że to wszystko jest przykre że tak załatwia sprawy mowiac jedno a u koleznaki bedac piszac drugie. Napsiala ze odezwie sie jutro. Zero dzownienia nic. Nie odbierala. Pomyslalem ze i tak to juz chyba koniec i patrze w ten biling a ona pisze do tego faceta. Bylem juz powoli pewien o co tu chodzi. Powolna humanitarna eliminacja mnie.
Nastepnego dnia, napisal mi smsa abym odddal jej rolki i rower ze chce to zalatwic i dodac mi telefon a trzeba sie dogadac. Nie ragowala na smsy ode mnie czy to koniec itp dopiero na telefon odpowiedziala ze sie mnie boi ze sie zawiodla na mnie i ze chce te sprawy pozalatwiac i wtedy może pogadamy. Zapytalem ja jak to sie ma do tego jak tak strasznie plakala mowiac ze nie chce mnie starcic a teraz mnie wykresla. Zapytałem czy Ty mnie kochasz, Odpowiedzial NIE.
Mnie to zdruzgotalo. Wykoncyzlo. Napisalem jej ze w tym momencie to moja psychika sie konczy i ze mam nadzieje ze to sie na niej nie odbije.
Zaczela wydzwaniac, pisac ze Emilek nie rob glupst ze zalezy mi an tobie jak na przyjecielu. Emil odezwij sie itp. Ja jednak musialem zrobic reset. Musialem sie odciac zeby przejsc przez to. Usiadlem w takim opuszcoznym parku i siedzialem czytajac te wszystkie smsy nie wierząc w to że najpiekniejsza bajka dobiega końca... Ten piękny czas kiedy życie stało się najcudowniejsze nagle przemija, a następuje koniec wszystkiego. Multum telefonów do mnie... Ojciec. Brat. Monika. Z pracy. Ja nie odbieram. Wiedzialem juz ze dzownila do pracy. Ze poruszyła niebo i ziemie. Coraz bardziej mi na niczym nie zalezalo ale chcac sie uspokoic lyklem kilka tabletek na uspokojenie i tak siedzialem....
Zastanawialem sie na czym polega to zycie. Dlaczego tak mam drugi raz dostawac to wszystko za cene prawdziwego uczucia zbudowanego na zaufaniu, wiernosci i szczerosci. Dlaczego po raz kolejny ktoś pomiata tym co najcenniejsze można dostac od drugiej osoby. Dlaczego pomiata tym ukochana osoba która kiedys szalenie kochala potrafiac potpalic niebo dla mnie. Ostatkiem myśli postanowilem ze zadzwonie do faceta spod numeru który tak często się pojawiał. Facet pokazał klasę, rozmawiając ze mną przeszło godzinę. Tlumaczyl, ze nie jest typem faceta ktory rozbija zwiazki a od Moniki slyszal ze ona juz 3 tyg nie jest w zwiazku a od 2 tyg ja z nia nie mieszkam. Byl wielce zdziwiony ze ja dopiero dzien wczesniej wyprowadzilem sie bo slyszal ze wczoraj to byla tam jakas akcja z bagazami i tyle. Opowiadałem mu o Monice o jej myślach i że mówiła że macie podobny problem. Mowil ze sam jest po rozstaniu i nci nie wie o myślach smaobojczych Moniki, a jedynie że się niedawno rozstała. Opowiadał że rozstal sie z kobeta po 4 latach jak przyjechal do niej z pierscionkiem. Pomyslalem ze moze to ja do niego przyciaglo?... Piękna bajka o zaczarowanym księcu który pojawia się z pierścionkiem. Mowil ze smsmy ktore ze soba pisza nie sa wiazace ale na pewno moglyby mnie mocno zabolec. Pytając jaką przyczyną było to że ja się z monika rozstałem powiedział że usłyszał od trzeciej osoby że ponoć przemoc. Mowilem mu ze lykam na uspokojenie juz tabletki bo juz raz to przechodzilem i ona zrobila identycznie to samo. Mowil ze pzedzwoni do niej zeby sie ze mna skontaktowala.
Tabletki trochę mnie odurzyły. Zaraz dzwoni Monika i pyta gdzie jestem ze przyjedzie ze pogadamy ze lapie taxowke. Powiedzialem gdzie jestem dając się nabrać na zapewnianie że przyjedzie. Okazlao sie ze zawiadomila wczesniej policje o mozliwosci popelnienia samobjstwa przeze mnie. Zaraz sie zjechala policja z psem, karetka. Otępialy lekami musialem pojechac na sor gdzie potem mnie wypisali... Pisalem do niej dlaczego tak zrobila i dlaczego tak plakala tak mowila ze niec che mnie stracic a teraz mnie wykresla
na co odpisala "po tym co mi dzisiaj zrobiles wygasiles wszelkie uczucie moje do ciebie, nikt mi nie narobil tyle wstydu co ty, nie dziwie sie ze cie ta laska zostawila, odwal się, robilam to wszytsko i mowilam bo mialam cie dosc" po czym zmienila nr teleofnu i usunela fb.
Zły za perfidne kłamstwo i zrzucenie winy na mnie napisałem jej aby żyła teraz z wyrzutami sumienia do końca życia krzywdząc najbardziej jak się da osobę o której wiedziała że to już przechodziła.
Na nastepny dzien sesja u psychoterapuetki gdzie totalnie sie rozpadlem. Postanowilismy zebym udal sie na odzial zamkniety to bede mial psychologa caly czas. Byll to blad i nikomu nie polecam. Po 4 dniach dostalem wypis na ktory czekalem 3 dni a w 4 dopiero zobaczylem psychologa. Przez ten czas bylem mocno wkurzony na nia. Szukałem odpowiedzi u jej byłego faceta widząc podobieństwo w schemacie gdy z nim była a mnie mówiła że to już zakończone. Szukałem opdowiedzi jaki był prawdziwy powód ich rozstania. Postanowilem też napisać do jej matki nie mając kontaktu z Moniką a chcąc załatwić sprawę swoich bagaży. Napisałem aby z corka ustalila termin zamkniecia wspolnego naszego konta i przepisania telefonu bo ona podejmujac taka decyzje wiedziala ze to decyzja na lata i jeśli ze mna nie chciala być to mogla to wtedy brac pod uwage i ze bagaze tez prosze mi przyszykowac bo jakby pani corka mi powiedzial juz 3 tyg temu jak mowila innemu ze juz ze mna nie jest to nie bylo by dzis tego problemu i prosze przygotowac wszystkie rzeczy ktore ja kupilem pani corce i wsadzilem w to mieskznaie bo wole je oddac dla biednych ludzi niz prezentowac osobe grajaca na dwa fronty, chcac zarazem nic tam nie zostawic tak jakbym nigdy tam nie mieszkal. Pani zna swoja prawde a ja znam swoja po rozmowie z Dominikiem wiec sprawe chce zalatwic polubownie bez policji.
Niestety wiadomośc w formie MMSa nie doatrła do niej. Przepisałem szybko wiadomość na kartkę, prosząc ojca aby podwiózł mnie pod miejsce zamieszkania Moniki. Ojciec postanowił przedzwonić do jej matki twierdząc że jest zdania że powinnismy to sami między sobą załatwić ale że prosi aby zeszła bo chce jej przekazać kartkę z wiadomością. Jej matka stwierdziła że nie ma ich w domu i nie są w stanie zejsc, na co ojciec stwierdził że poczeka i się rozłączył. Mówił, że słyszał jak matka rozmawia z Moniką. Zaraz jej matka oddzwania, gdzie informuje gdzie są i abyśmy podjechali tam to poczeka na nas.
Niestety Monika nie odważyła się pokazać. Kartkę wręczyłem jej matce po czym wróciliśmy do domu.
Miałem problem z odebraniem bagaży z jej mieszkania. Z nią kontaktu zero natomiast matka pośredniczyła i stawiała mi warunki że rzeczy moje oddadzą mi jak przywiozę jej rower i rolki które są w moim domu. Zastanowiłem się i wymyśliłem że dlaczego ja mam zawozić te rzeczy skoro to ona mnie oszukała i co to za stawianie warunków przez matkę. Ponadto nie będąc w stanie prowadzić ani zorganizowac transportu.
Kilka rozmów i smsów z jej matką gdzie stwierdzam że jej rzeczy są gotowe do odbioru i mogą je odebrać natomiast ja chcę odebrać swoję. Słyszę w kółko "Warunek oddania twoich rzeczy to jak przywieziesz rolki i rower" po czym rzucała słuchawką. Nie dochodziło do niej że nie mam nawet jak na chwilę obecną przetransportować tych rzeczy a zawsze mogą sami jakiś transport wykombinować.
Postanowiłem ostatni raz napisać że chcę w dniu dzisiejszym odebrać rzeczy i że wasze są u mnie przygotowane do odbioru i czy jest ktoś w domu. Padło że nie ma nikogo ma być rower i że każda następna próba nękania zostanie zgłoszona na policję.
Zawiadomiłem policję. Opowiedziałem jak wygląda sprawa przedstawiłem smsy i stwierdziłem co się tam znajduję. Wyszliśmy na górę. Z początku nikt nie otwierał dopiero po wyrazie polcija prosze otworzyć otworzyła. Otworzyła Monika. Widac lekko zszokowana. Mówiła "Emilek po co to wszystko...", zachowywała się tak jakby z jednej strony dalej była dla mnie taka miła jak zawsze, a z drugiej jakby ją to nic nie bolało. Zaczęła mi pomagać wyciągać rzeczy ja ją przy tym przepraszając, że nie chciałem w ten sposób załatwiać sprawy bo wiem że pewnie i na swój sposób to przeżywasz, ale skoro twoja matka stawia mi jakieś ultimatum i straszy policją to musiałem sobie jakoś poradzić. Mówiła spokojnie mi, że myślała że po prostu jej przywioze te rzeczy bo ona zwyczajnie nie ma jak, że przecież nie wynajmie taksówki bagażowej. Tłumaczyłem jej że ja na chwilę obecną transportu nie mam, a że rzeczy przetrzymywać nie mam zamiaru choć twoja matka mi w to nie wierzyła rzucając słuchawką. Powiedziała, że jutro spóbuje sobie jakiś transport zorganizować i mnie poinformuje kiedy mam być w domu. Zachowywała się spokojnie, powtarzając Emilek, Emilku. Zaczynałem się zastanawiać czy może to ja przegiąłem przez napięcie wytworzone przez jej matkę czy też może stara się na mnie zrzucić winę tej całej sytuacji.
Myślałem, że to może jej matka tworzy tą nerwową otoczkę izolując Monikę od tego problemu a powtarzając w kółko jak mantrę zasady wymiany rzeczy tak aby Monika nie musiała się angażować w podróż po swoje rzeczy do mnie.
Znów zacząłem się gubić w myślach i odczuciach. Mówiła że widzi że jestem zdenerwowany i że jak czegoś nie znajdzie to mi to dostarczy. Powiedziałem że wszystko byłoby ok gdybyś mnie nie zdradziła na co się zaśmiała pod nosem i odwróciła. Nie rozumiałem tego, dodając że wszystko Dominik przez telefon mi wyjaśnił przeszło godzinę. Minuta w progu dogadania się co do telefonu i chęć przepisania go na nią oraz odbioru rzeczy. Podziękowałem i przeprosiłem.
Rzeczy odzyskałem. Jednak zostałem z ponownym mętlikiem w głowie. Z myślami co ona czuje i co robi i z niedosytem że mogłem więcej powiedzieć spotykając się twarzą w twarz. Cała sytuacja napiętnowana przez matkę pozwoliła mi stanąc na nogi wytwarzając nienawiść i walkę o swoję, rzucając gdzieś w kont żal smutek przygnębienie. Wszystko przykryła adrenalina. Jednak do czasu. Widząc osobę w progu którą nadal kocham i która niby mnie znienawidziła po ostatnim SMSie, a odzywa się jak do dalej ukochanego ze spokojem wszystko ze mnie zeszło. Nie wiem czy to efekt asysty policji czy może jej matka nakręciła całą sytuację. Nie przespałem nocy zastanawiając się czy dobrze postąpiłem tym bardziej, że raczej zdawałem sobie sprawę, że też ona to wszystko przeżywa i po co dokładać jej zmartwień. Myśl, czy nie zrzuciła kolejny raz winy na mnie? Myśl, co mogłem jeszcze powiedzieć? Może zaproponować spotkanie neutralne aby sobie wyjaśnić i zakończyć to dojrzale... Mam żal do siebie. Widząc ją poczułem znów co straciłem... I znów ten brak możliwości pogodzenia się z tym wszystkim.
Następnego dnia mimo chęci rozmowy z mjej strony, niestety po swoje rzeczy nie postanowiła przyjechać. Wysłała rodziców. Pomogłem zapakować wszystko bez najmniejszych oporów udowadniając, że ja tego nie kradnę, nie przetrzymuję. Tylko słyszałem jak rozmawia z matka przez telefon i pyta czy nie było problemów. Skąd to założenie z góry że będą robił problem? eh..
Na następny dzień mieliśmy przepisać umowę jednego z telefonu ze mnie na nią, liczyłem, że wtedy się pojawi i będę miał ostatnią szansę, aby normalnie porozmawiać i powiedzieć co myślę. Postanowiłem napisać jej wcześniej list w którym wprost nie wskazuję winnego. List z przeprosinami, własnymi odczuciami. List opisujący wszystko co miało miejsce, wszystkie nerwy, które miały już miejsce podczas zażywania leków antydepresyjnych i że nie do końca miało to wszystko złe intencje i dążenie do znienawidzenia się bo w jakiś sposób swoim zachowaniem też do tego się przycyzniłem. Podkreślałem, że dziękuję za to co sobą dała i w zamian za to że potrafiliśmy się kochać prawdziwie warto rozejść się w zgodzie nie kryjąc urazy i być może za jakiś czas gdy to minie kontynuowaniu tylko znajomość.
Przyszedł dzień gdzie miała nastąpić cesja telefonu, jednak jej matka zadzwoniła z rana strasząc prawnikiem za to że kontaktuje się z jej byłym facetem. Że to podłe. Z góry zaczęła mi stawiać warunki. Chciałem dać Monice ostatnią wiadomość na co odpisano mi żebym swoje chore wyjaśnienia zostawił dla siebie. Że wkroczy prawnik, że mam zakaz kontaktowania się z nią i z jej znajomymi co wcześniej uczyniłem pisząc do byłego jej partnera z pytaniem jak na prawdę się rozstali bo oba nasze scenariusze są dość podobne, no ale było to z samego początku w nerwach... Zdałem sobie sprawę, że listu chyba nie wręczę... że nie wyślę go bo mimo dobrych intencji zostanie to potraktowane jako nękanie. Ból i żal gdy pragniesz dobrze, a zatyka ci się usta...
Nadmieniłem pośredniczącej, żeby się dogadać jak robimy z telefonami i opłatą za telefon, by później nie mówić że kombinuję i stoję na przeszkodzie. Wszystkiego dowiesz się na miejscu - Taką dostałem odpowiedź. Pomyślałem, dlaczego ja, dochodząc do prawdy i będąc oszukiwanym, a mając koniec końców dobre intencje mam iść na stawianie mi warunków tym samym jakbym zgadzał się na przyjęty wizerunek, że ja zawiniłem na całej linii...
Pojawiłem się w punkcie Orange i pytam jej matkę czy wszystko ustalone. Decyzją że nie na Monikę a na siebie przepisuję. Nie ma problemu. Chciałem jednak wiedzieć jeszcze jedno, co ze sprawą telefonów. Mając abonamenty i każde z nas posiadało telefon od nieswojego abonamentu w przyszłości może rodzić problemy. Opowiedziałem o tym na co usłyszałem "albo przepisujemy abonament albo w tym momencie zostajesz z abonamentem na dwa lata". Krótka piłka i szybka myśl. Dlaczego mam tracić godność w tym wszystkim i tańczyć jak mi zagra jej matka chcąca pokazać córce że zrobi dla niej wszystko tak jak będzie chciała? Powiedziałem wprost, że proszę mi oddać telefon bo nie chcę przepisywania umowy. Jej matka nie wiedziała co robić, nie spodziewała się tego. Była pewna swego i tego, że pójdę na stawiane mi z łaską warunki tak jak była pewna przy odbieraniu rzeczy, że zrobię jak ona zechce. Rozumiem, chęć poprawy kontaktów z córką, które podczas naszego związku im się trochę osłabiły, ale bez przesady...
Po 10 minutach wyszedłem z telefonem zostawiając w jej rękach kartę SIM a zakładając blokadę kradzieżową. Przy tym czasie nasłuchałem się całej masy obelg w moim kierunku ze strony jej ojca, który nie szczędził epitetów. Próba zgnojenia mnie do końca mimo mojego stanu udana. Mimo, że skrajne załamanie, nerwy wytrzymały i nie dałem się sprowokować. Gdybym chciał źle, miał złe intencje, wiedząc, że ma tam całą masę kontaktów zapisanych zażądałbym i zwrotu karty natychmiast. Bo to w końcu moja własność. Tak nie zrobiłem mając tylko i wyłącznie wyrzuty sumienia, że zabieram jej numer telefonu który prowadziła kilka dobrych lat. Ale czy nie chciałem dobrze?
List pozostał w moich rękach. Żal, straconego tego wszystkiego. Żal, że nie udało się wyjść na prostą z tego wszystkiego. Żal, że mimo starań i dobrych intencji i tak pośrednictwo rodziców wyeliminowało możliwość rozstania w zgodzie.
Dziś wiem, że byłaś dla mnie kimś ważnym. Kimś kto mimo błędów pokazał mi jak wygląda partnerstwo. Na tym zakończę. Zakończę na Tobie kochanie. Wybacz. Wybacz jeśli kiedyś to przeczytasz i odbije się to echem.
Przepraszam, inaczej już nie mogłem. Okazałem się za słaby
"Powiedz tylko jak zrozumieć
Głupie serce co wciąż kocha
Chociaż rozum karze zwątpić
Ono nadal Ciebie woła"