Druga depresja z próbą samobójczą. Dlaczego ja... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Druga depresja z próbą samobójczą. Dlaczego ja...

Strony 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 165 ]

1 Ostatnio edytowany przez zagubiony28 (2014-10-14 10:13:35)

Temat: Druga depresja z próbą samobójczą. Dlaczego ja...

Witajcie,

trochę głupio mi tutaj pisać bo to forum typowo kobiece ale w zasadzie wszystko mi już jedno. Zostałem właściwie sam i muszę to z siebie wypluć... tak sądzę. Mój stan staje się coraz gorszy...

Pochodzę z patologicznej rodziny pełnej alkoholizmu zdrad i innych złych rzeczy. Zawsze się to na mnie odbijało i w kontekście braku zaufania wobec kobiet. Z racji że w śród moich rodziców nigdy nie było widać miłości nie wierzyłem w to.
Pokrótce, jako młodziak spotkałem dziewczynę która pozwoliła mi zaufać i poczuć możliwość bycia kochanym i samemu też pokochać. Byłem z nią 6 lat po czym sam doszedłem do prawdy i jej zdrady. Wtedy dowiedziałem się prawdy o sobie i o tym że byłem w stanie wybaczyć zdradę. Jednak ona się odcięła ode mnie. Bardzo mnie to bolało doprowadzając rok temu do skrajnej depresji gdzie samemu ostatkiem sił szukałem pomocy u psychoterapeuty i psychiatry. Było ciężko, potwornie. Pamiętam do dziś jak to bolało i to że nie można spotkać się i zakończyć tego w 4 oczy. Ten niedosyt i dojrzale zakończenie jeśli się kochało. Zawsze tego potrzebowałem.
Depresje przechodziłem ciężko, prawie zawaliłem pracę, musiałem rzucić studia bo nie dawałem sobie rady zdany na samego siebie.
Nie poddawałem się i chodziłem ostatecznie na terapię po paru miesiącach zacząłem stawać na nogi jednak nie wierzyłem w żaden związek. Za bardzo przeszedłem wcześniejszy żeby myśleć o nowym. Miałem wstręt do kobiet jednak wiedziałem że muszę z nimi rozmawiać by ten wstręt nie stał się nawykiem. Podjąłem decyzje o poznawaniu nowych ludzi bo tamten związek ograniczył mi znajomości i też o wychodzeniu do nich, jednak był nacisk na kobiety. Nie wiem czemu, chyba czułem się bardziej przez nie rozumiany uczuciowo a i chciałem nie nabrać obrzydzenia do tej płci po tym wszystkim.
Ból pozostawał jednak czułem że staję na nogi, trochę imprez trochę odmieniony tryb życia. Zacząłem wprowadzać w swoje życie coś nowego, naukę pływania jazdę na nartach. Terapii nie zaprzestawałem.
Po 5 miesiącach poznałem przez internet a raczej sama mnie poznała m.in. Monikę. Monika była o 6 lat starsza, balem się młodych kobiet i tego ze są zwyczajnie niedojrzale. Monika prowadziła ciekawa prace w jednej z korporacji w Krakowie, znała mnóstwo języków i była bardzo inteligentna. Czułem się przy niej nikim ale ona bardzo dobrze sprawiała żebym tego nie odczuwał. Liczyło się dla niej moje serce i to że pragnę stabilności i wierności, a nie to co mam do zaoferowania materialnego. Monika przechodziła właśnie rozstanie z partnerem bo nakryła go na zdradzie. Pozwalając mu mieszkać dwa tygodnie spotykaliśmy się jako po prostu znajomi. Wyciągała mnie do restauracji, w ciekawe miejsca. Ja nie byłem gotów na szukanie kobiety na związek i też nie ufałem. Fajne było to że obydwoje chodziliśmy na różne terapie i wymienialiśmy się doświadczeniami w jakiś sposób mieliśmy wspólne tematy i dopingowaliśmy się w terapii. Ona potrzebowała kogoś kto w czasie gdy jej były partner mieszkał u niej przez jeszcze 2 tyg, kogoś do pogadania żeby nie siedziała w domu.
Była to dla mnie bardzo mila znajomość i coś nowego. Monika dawała od siebie ogromne wsparcie i motwyację mimo że ja tego wprost nie oczekiwałem. Podnosiła moją samoocenę mówiła wiele rzeczy które ja słysząc czułem się lepiej. Mogłbym powiedzieć że wychodziła od razu z inicjatywą aby mi pomóc. Pokazała mi ciekawe spędzanie czasu. Masa restauracji i innych ciekawych miejsc w których przebywaliśmy.
Po 2 miesiącach spotkań na stopie koleżeńskiej przerodziło się to w coś więcej po pierwszym pocałunku. Miałem jednak wątpliwości i bagaż wcześniejszych doświadczeń sprawiał że nie czułem się pewnie w tym związku ale myślałem czemu nie skoro mi jest coraz lepiej. Dogadywaliśmy się bez problemu, potrafiliśmy rozmawiać o każdych problemach i budować związek dojrzały. Monika była bardzo empatyczna, nie musiałem nic mówić a już była wtedy kiedy czułem że fajnie jakby się pojawiła. Wspierała mnie przychodząc pod budynek w którym mam terapie i czekając na mnie abym od razu mógł odreagować. Takich elementów było wiele i nie jestem w stanie tego przytoczyć. Bardzo się o mnie troszczyła. Wiele w tym wszystkim pojawiało się krytyki jej wcześniejszego partnera a idealizowanie mnie i ciągle mówienie jaki jestem w tej kwestii fajny bądź w tamtej. Czułem się coraz lepiej coraz bardziej wartościowy. Rozmawiałem z nią na temat szybkości naszego związku i krótkim czasie po depresji na co mówiła że ona już związek zakończyła pół roku wcześniej a dopiero teraz skończyła z facetem ostatecznie po nakryciu w telefonie dowodów zdrady więc jest gotowa na nowy związek nie stosując metody klin klinem.
Zaraz po miesiącu  naszego związku wylądowaliśmy w łóżku gdzie widać starała się abym czuł się dobrze czuł się zaopiekowany. Nigdy o to nie prosiłem, a dostawałem w potężnych ilościach. W maju stwierdziliśmy żebym się do niej wprowadził bo naprawdę do siebie pasujemy i nie ma na co czekać, a tez razem mieszkając ludzie szybko się poznają na wylot. Było pięknie. Ona bardzo się o mnie troszczyła a ja dawałem z siebie ile mogłem sprzątając i będąc na tyle na ile jestem w stanie. Gdy potrzebowała żebym ja podrzucił zawsze bylem zawsze proponowałem. Mówiła ze nigdy kogoś takiego nie miała jak ja, że jestem wspaniałym facetem i ciągle to słyszalem. Monika dawała mi poczucie zaufania, mówiła, że gdy będę miał jakieś wątpliwości to mogę zawsze przeglądnać jej telefon, że gdy ktoś pojawi się to będzie mi mówić bo ona sama by nie chciała żebym rozmawiał z kimś na boku. To było to co potrzebowałem, a nie prosiłem, a dostawałem. Pojawił się facet z pracy który ją podrywał to mnie o nim poinformowała utwierdzając że sobie z nim poradzi a mówi mi by być fair. Wtedy już wiedziałem, że to jest ta kobieta i ten związek który daje mi radość szczęście i poczucie bezpieczeństwa i że chce ją kochać i być kochanym.
Przez kilka miesięcy zwiedziliśmy kupę ciekawych miejsc gdzie zawsze byliśmy szczęśliwi i czuć było wzajemną radość sobą. Wszystko było wspaniałe, a zarazem inne niż mój poprzedni związek. Dostrzegałem jak wielkim niewypałem było to co rok temu tak przeżywałem. Było na tyle wspaniałe, że ból po ostatnim zanikł całkowicie. Kiedyś wspomniała mi o sekrecie o jej przyjaciółce Marcie która ma męża i dziecko, a jednak rok czasu go zdradzała. Nie wiedziała jak jej pomóc więc pytała mnie o to i stąd to zdradzenie sekretu. Zapewniała mnie żebym się nie martwił bo ona taka nie jest i że utrzymując z nią z znajomość to na nią nie przejdzie, ale też żebym nie zmieniał zdania o Marcie. Wciąż mnie kochała i pokazywała swoją wierność i szczerość.
Byłem tak zafascynowany tym związkiem że nie miałem czasu na nic innego. Chłonęliśmy siebie nieustannie. Nie nudziliśmy się sobą. Czas leciał a my wciąż szczęśliwy z pełną ilością planów na przyszłość.

4 tyg temu Monika zapytała mnie czy będę miał coś przeciwko jeśli pójdzie na babski wieczór do swojej koleżanki Marty. Była to sobota trochę mi to nie grało bo myślałem, że ten czas razem spędzimy no ale nie chciałem stać na przeszkodzie. Zawiozłem ją pożegnaliśmy się czule. Byliśmy związkiem, który w razie milczenia przez dłuższy czas informował się co i jak bądź pytał czy wszystko ok. Pytałem ją o której kończy spotkanie. Padła odpowiedź ok 22 więc o 22 pojawiłem się już przy osiedlu na którym mieszkała jej koleżanka. Czekałem, a jej nie było dopiero przed 23 poinformowała mnie, że wyjdzie ok północy mimo że jej pisałem że czekam. No ale pojechałem zbić czas. O północy ją odebrałem, była podchmielona winem ale wyprzytulała się do mnie wygłaskała, a też poszliśmy do łóżka utęsknieni za sobą. Na następny dzień była trochę osowiała ale pewnie po alkoholu. Pogadaliśmy o tym że to było trochę nie w porządku że musiałem na nią poczekać, ale rozmowę zakończyliśmy. Czas leciał a my wciąż pełni przytulania głaskania i ogólnie gestów osób zakochanych. Brakowało mi jednak czegoś. Rozmów? Nie wiem. Mówiłem będąc obok "Monika brakuję mi Ciebie, Tęsknie za Tobą" dawałem sygnały bo widziałem że jakoś niby jesteśmy blisko, a coś jest nie tak, a cała gama smsów z koleżanką przynosi jej frajdę. Dwa tygodnie przed końcem miewałem koszmary że mnie zostawia. Mówiłem jej o tym przytulaliśmy się po nocach utwierdzając, że to głupoty i nie ma co tego wspominać. Monika przechodziła ciężki tydzień bała się o wyniki badań piersi i ogólnie była wypruta więc uzyskała tydzień zwolnienia lekarskiego. Po dobrym wyniku badań pojawiła się od razu u mnie w pracy. Byliśmy szczęśliwi a ona przytulała się i widać było że mnie kocha.
Monika odpoczywała a ja pracowałem po pracy razem gotowaliśmy śmialiśmy się przytulaliśmy. Byliśmy dla siebie jak zawsze.
W piątek Monika odwiedziła Martę, a potem fryzjera. Wyglądała ślicznie o czym oczywiście jej od razu mówiłem. Przyszedł weekend.
Ciężki czas bo początek mojego powrotu na studia. Trochę się obawiałem jak to będzie gdy będę musiał na to trochę czasu poświecić i czy nie powiększy to braku siebie. Monika rozpoczęła kurs księgowości który trwał do godziny 15. Z uczelni dzwonię do niej po 15 z propozycją czegoś czy to wyjścia itp jednak od razu stwierdziła że jest tak wypruta po tym kursie że musi iść do Marty. Trochę mnie to zabolało z racji że już była a to końcówka tygodnia gdzie ma wolne i moglibyśmy to jakoś razem spędzić. Pytałem kiedy wrócisz a dostałem sms "Nie wiem, nigdy nie wiem, nie chce sobie psuć wieczoru". To był kolejny cios dla mnie bo czy psuciem wieczoru jest powrót do ukochanego? Napisałem by wróciła jeszcze dzisiaj... Zależało mi na tym. od 17 godziny kontakt z jej strony się urwał. Ja wróciwszy przed 21 kupiłem jej kwiaty i czekoladę myśląc że zaraz będzie i będzie milej. Czekałem...
Czekałem wybiła już 23... Zero odzewu. Zacząłem się martwić bo zawsze byliśmy w kontakcie który sama narzucała. Z racji iż telefony mieliśmy oba na mnie w abonamencie postanowiłem że sprawdzę czy w ogóle wykonuje jakieś połączenia ostatnio bo sam narzucać się nie chciałem. Ku mojemu zdziwieniu widzę parę smsów do numeru Marty począwszy od godziny 21. Byłem zdezorientowany na jakiej podstawie jesteś u koleżanki, piszesz do niej smsy, do mnie się nie odzywasz? Czułem że mnie okłamała więc postanowiłem że sprawdzę jak jest. Pojechałem pod osiedle koleżanki czekając w samochodzie i obserwując czy wychodzi od niej i wraca taxówką. Wyczekałem się do 0:40. W między czasie na bilingu widziałem jakiś nietypowy numer. Myślę pewnie to jakaś koleżanka więc luz. Przed 1 dzwoni do mnie z pytaniem gdzie jestem bo nie ma mnie w domu, na co powiedziałem ze się martwiłem itp i ze zaraz będę.
Przyjechałem do domu. Przytuliła się bardzo mocno pocałowała mówiła że tęskniła. Mnie jednak kłamstwo odpychało tym bardziej po zeszłorocznych przejściach. Zapytałem jak tam u Marty i czy nie lepiej było po mnie zadzwonić niż wydawać kasę na taxówkę nocą. Mówiła że fajnie było i że u niej spoko. Usiadłem obok. Zaczęła się przytulać i całować mnie w ucho jednak widząc że się denerwuje zapytała o co chodzi. Powiedziałem wprost. Wiem że nie jechałaś taksówką od Marty i dlaczego mnie okłamujesz ani się nie odzywasz gdy wiesz że ja czekam. Usłyszałem że tego się po mnie nie spodziewała. Po kilku chwilach odpowiedziała że była ze znajomymi na rynku że plany jej się zmieniły że sama nie wie czemu mi nie powiedziała ale że strasznie mnie przeprasza bo fakt wyglądało to dziwnie. Ja to strasznie przeżyłem. Nałożyły mi się emocje ze związku wcześniejszego gdzie mnie okłamywano a ja sam dochodziłem do prawdy. Płakałem trząsłem się, chciałem się spakować i wynieść. Ona mnie zatrzymywała mówiła żebym nigdzie nie jechał żebym się położył obok niej żebym uspokoił że jutro pogadamy bo dziś jest zmęczona.
Przeryczałem całą noc a ona mnie przytulała. Rano gdy wstałem przyszła do mnie i stwierdziła że dobrze będzie jak chwilkę od siebie odpoczniemy na kilka dni bo powstało napięcie. Byłem osobą która rozwiązuje wspólnie wspólne problemy związku więc nie za bardzo się na to chciałem zgodzić. Przekonywała mnie że tak będzie lepiej i że mnie bardzo przeprasza bo faktycznie to wszystko wyszło dla mnie bardzo przykro. Przekonywała że potrzebuje odetchnąć z nerwów że będziemy pisać i że tylko kilka dni. Strasznie się rozpłakała, strasznie ją wytrzęsło. Mówiła przy tym abym nie odcinał się od niej, żebym nie przestał kochać ani nie znienawidził za to co zrobiła, że przeprasza, że wie ile od życia dostałem po tyłku i co przeszedłem a ona mi jeszcze takie rzeczy robi.
Kolejny raz zaproponowałem wspólne rozwiązanie problemu ale odmówiła. Powiedziała że jeszcze jest coś ale nie chce mi o tym mówić a na to potrzebuje czasu. Nie chce bo się wstydzi. Jednak koniec końców zdradziła mi że ma problem z myślami samobójczymi. Zmieniło to punkt widzenia mój na to wszystko i rozumiałem że potrzebuje czasu. Płakała mówiła żebym był spokojny że nic sobie nie zrobi ale że potrzebuje to załatwić sama ze sobą osobno. Mówiła że mnie strasznie kocha że jestem jedyną osoba która daje jej szczęście w tym wszystkim i że nie chce mnie stracić. Płakała i błagała o to. Mówiła że jestem dobrym człowiekiem a ona nie powinna żyć. Nie podobało mi się to abyśmy takie problemy załatwiali osobno tym bardziej że ja zostaję z setką pytań i mogę tego nie wytrzymać...
Przekonała mnie i postanowiłem się spakować. Po zaniesieniu bagaży do samochodu postanowiłem ją zapytać co to za numer i czy jest mi w stanie dac telefon tak jak to obiecywała kiedyś że gdy będziemy mieli wątpliwości to możemy śmiało sobie sprawdzić. Wybuchła nerwami. Kazała mi się wynosić. Stwierdziła że pokazałem swoje prawdziwe ja a ja tylko chciałem wiedzieć prawy by nie zostawać z tym sam na sam... Błagając ją wreszcie wydusiła że to znajmy poznany na tym spotkaniu u swojej koleżanki i że wyminili się nr i tak sobie piszą, że mają podobny problem ale że do niczego między nimi nie doszło i nie mam o co robić szumu. Ja nie rozumiałem dlaczego ona systematycznie z nim piszę a ja gdy czekam jestem pomijany co wcześniej nie miało miejsca. Koniec końców zapytałem czy ten facet był na tej imprezie o której rzekomo mnie okłamała. Powiedziała że tak.
Trochę się uspokoiło, postanowiła iść odreagować do Marty więc zaproponowałem że ją podwiozę. W samochodzie sama od siebie przytulała mnie ściskała za rękę mówiąc że mnie bardzo kocha i to tylko parę dni gdzie będziemy się ze sobą kontaktować i że się wszystko dobrze ułoży.
Na następny dzień napisała mi sms że mam jej oddać rzeczy typu rower i rolki które znajdywały się u mnie w domu. Dla mnie sprawa wyglądała jasno i raczej nie sugerowało to kilku dni przerwy.
Zadzwoniłem i zapytałem jak to się ma do wcześniejszych obietnic na co powiedziała żebym już nie panikował że pogadamy jak pooddajemy sobie wszystko... Mając na uwadze dzień wcześniej mówione w strasznym płaczu stwierdzenia że mnie bardzo kocha i nie chce mnie stracić zapytałem czy mnie w końcu kochasz? Odpowiedziała stanowczo NIE.
To nie dobiło mnie całkowicie. Postanowiłem podziękować jej za wszystko i stwierdziłem w sms że tutaj moja psychika niestety się kończy. Wydzwaniała do mnie, pisała że jej na mnie zależy jak na przyjacielu, że przecież się spotkamy i pogadamy, żebym nie robił głupstw. Nie reagowałem. Byłem w potwornym szoku że nagle osoba która dała ci wszystko o czym marzyłeś nagle mówi takie słowa. Nie mogłem się pogodzić i wytłumaczyć dlaczego skoro w ciągu tygodnia przed wyjścia prawdą na jaw przytulała się do mnie cały czas była mówiła że w łóżku jest jej ostatnio jakoś lepiej ze mną. Nie rozumiałem nic...
Wylała się na mnie całość przymkniętej depresji z zeszłego roku. Zacząłem łykać tabletki na uspokojenie bo czułem jak to potwornie mnie rozrywa jak tracę ostatni grunt. Ostatnia myśl to że zadzwonię do tego faceta i podziękuję mu za zniszczenie mojego związku i utraty sensu życia. Facet jednak pogadał że mną przeszło godzinę. Mówił że on sam jest ostatnio po przejściach i rozstaniu z kobietą po 4 latach i nigdy by nie wtrącał się między dwoje ludzi. Był zdziwiony bo usłyszał od Moniki że od 3 tygodni Monika się rozstała ze mną mimo że ze mna była i kochaliśmy się przez ten czas jak normalna para. Podobnie zdziwiło go że ja już tam nie mieszkam skoro dzień wcześniej dopiero się wyniosłem na jej prośbę. Wypytałem o powód jaki podała że się niby rozstaliśmy. Padło "Przemoc". Nic nie wiedział o jej myślach samobójczych ani on też takich nie miał. Było dla mnie za dużo już tego, nie mogłem się z nią spotkać i dowiedzieć prawdy leki zaczynały coraz mocniej działać. Facet postanowił do niej przedzwonić żeby się ze mną skontaktowała.
Zadzwoniła, pytając gdzie jestem że już wsiada do taksówki i że porozmawiamy, ostatkiem sił jej powiedziałem.
Za moment zjechała się policja karetka, Moniki nie było.
W nocy dostałem od niej SMS że nikt wcześniej jej tyle wstydu nie narobił i że tym co zrobiłem wygasiłem w niej wszelkie uczucia do siebie i że już nigdy się do mnie nie uśmiechnie. Na koniec padło hasło "Odwal się".
Dziś nie mam z nią żadnego kontaktu. Usunęła Facebooka i zmieniła numer telefonu. Moje bagaże zostały i jedynie mogę jej odzyskać przez matkę która też jest na mnie obrażona.
Jestem w potwornym stanie depresji, nie jem nie ruszam się mam dość wszystkiego. Na własne rzyczenie spędziłem 4 dni w Szpitalu dla psychicznie chorych z myślą że będę mógł mieć psychologa nad sobą co jednak było błędem i uzyskałem wypis.
Nie umiem się pozbierać, dawała mi to co mnie budowało a sam tego nie wymagałem dawała to ciągle nieustannie. Nigdy nie wierzyłem że spotkam taką kobietę i teraz nie wierze że ktoś taki mnie znajdzie. Wiążąc się o 6 lat starszą kobietą myślałem że będzie to dojrzały związek jaki długi czas był. Opowiadałem jej jak skończył się mój wcześniejszy i dała mi poczucie bezpieczeństwa że ten nigdy się tak nie skończy. Szukam tylko odpowiedzi dlaczego tak postąpiła i gdzie ja w tym wszystkim zawiniłem. Nie potrafię o niczym innym myśleć. Nie potrafię zrozumieć jak ktoś kto tak prawdziwie kochał nagle się ode mnie odciął i porzucił.
Czuję potrzebę o tym rozmawiać stąd to opisałem bo już sam głupieje z tym wszystkim. Zostałem praktycznie sam...
Wybaczcie za błędy.... Dziękuję każdemu za przeczytanie.
Emil

Zobacz podobne tematy :
Odp: Druga depresja z próbą samobójczą. Dlaczego ja...

Bo to zła kobieta była. To jedyna odpowiedz. Sa rozni ludzie, ale zobacz cos ciekawego Cie spotkalo. Po co sie zalamywac. Nie masz problemu w stylu malzenstwo, dziecko to czym sie martwisz? Ludzie sie poznaja i rozstaja. Ta kobieta zyje w napieciu (praca) i zmienia mezczyzn co jakis czas. Taka po prostu jest. Przyjmij to czego sie nauczyles, uspokoj sie i poznaj kiedys mlodsza. Jestes wolny, bez zobowiazan, mlody. Czlowieku wielu marzy i takiej sytuacji w jakiej Ty obecnie jestes. Pewnie ze przykro ze ktos Cie oszukal. Czas wydoroslec. Nie jestes juz dzieckiem, ktore przezywa "razy" od rodzicow. Czas juz dojrzec i zerwac ta pepowine z nalecialosci z domu rodzinnego. Nie skupiac sie tak na sobie. Usmiechnac sie do siebie.

3

Odp: Druga depresja z próbą samobójczą. Dlaczego ja...

Trzymaj się. Czasem "nadwrażliwość jest jak bilet w jedną stronę stąd"...
Nie wiem czy jest na to rozwiązanie. Pocieszające nieco, że jest trochę nadwrażliwców/poczciwców na świecie.

Tak bardziej na marginesie. Zaskoczyło mnie to sprawdzanie billingów. Rozumiem, że po bolesnych przejściach zastosowałeś zasadę ograniczonego zaufania. Jak widać taka zasada i tak nie działa. Dlatego odradzam.

4

Odp: Druga depresja z próbą samobójczą. Dlaczego ja...

Potwornie ciężko mi jest o niej nie myśleć bo dała od siebie tyle dla mnie że nigdy nie wierzyłem że kogoś takiego spotkam. Kogoś kto sam bez żadnych wymagań wychodzi z inicjatywą i chce cię postawić na nogi. Kto oferuje ci masę rzeczy, zaczyna się o ciebie troszczyć dbać sama od siebie gdy ty tego nie wymagasz. Ona była idealna po prostu i nie mogę przestać o niej myśleć... Zadręczam się tym nieustannie i wykańczam a psychoterapia i antydepresanty mi nie pomagają.

Szukam cały czas odpowiedzi dlaczego tak się zachowała bo skoro miesiąc wcześniej mieliśmy kupować razem samochód, założyliśmy wspólne konto ze wspólnym budżetem, wspólne telefony itp to taka osoba miała dość poważne plany wobec mnie a nie traktowała mnie jako chwilową ławkę podczas spaceru na której na chwilę przysiądzie by odpocząć.
Obarczam się winą że mogłem to inaczej rozegrać, że niepotrzebnie mówiłem o tym numerze, może wtedy jak płakała i się cała trzęsła mówiąc że nie chce mnie stracić wiedziała że mnie kocha i zrobi wszystko żeby to naprawić nie mówiąc mi co zaszło. Nie wytrzymuje już psychicznie. Co minuta inna myśl. Jak nie myśl to wspomnienie. Jak nie wspomnienie to myśl że już nigdy kogoś takiego nie spotkam. To ten ktoś mnie nie spotka. Ja jej nie szukałem. Sama mnie znalazła i sama zaczeła podładowywać swoją energią. Wszystko sama od siebie. Jak dobry człowiek który chce pomóc drugiemu. Dla mnie to jest wszystko nie do ogarnięcia. Sądziłem że się spotkamy i wyjaśnimy i wtedy rozstaniemy ale nie w taki sposób. To mnie zabija i niszczy z minuty na minutę. Odbiera mi równowagę w myśleniu. Odbiera mi pogląd na zaufanie. Na zaufane które straciłem, a ktoś je odbudował tylko sobą i je znów odebrał.
Czemu nie powiesz mi czemu tak postąpiłaś? Czy twoje bycie ze mną przez ten czas gdy twierdzialas że nie jestes było szczere i sie po prostu gubilas? Czy chcialas sie mnie juz dawno pozbyc a nie mialas odwagi? Moze chcialas pozyskac jakiegos znajomego ktory cie wesprze i sie pogubilas? Gdzie ja w tym wszystkim popelnilem blad... Wchodzac w nowy zwiazek nie popalnialem zadnego bledu z wczesniej. Chcialem stworzyc cos nowego dojrzalego. Dlaczego znowu sie nie udalo i znowu identycznie sie to konczy bez kontaktu miedzy soba...
Nie potrafię pojąć że mnie nie kochała widząc to co w ten czas od siebie dawała. Nie potrafię choć szukam wyjąsnienia szukam jakies rozmowy z nią ale nie mam jak znienawidziła mnie za to co ja zrobiłem... Moje zaufanie zniżyło się do stopnia zero. Już wiem że to co było rok temu to drobnostka w tym stanie w którym jestem teraz, po prostu nie żyję. Ostatkiem sił byłem u psychiatry, dobrowolne skierowanie na oddział dzienny bo widzi że się wykańczam. Wstałem rano i myśli czy skończyć ze sobą że dlaczego ktoś tak kochany tak mnie potraktował a na koniec znienawidził. Myśli jak to zrozumieć, jak przyjąć to do siebie jednocześnie niedowierzając że tak jest. Nie potrafię. Dałem tyle z siebie i ona też i tak łatwo się to skończyło. Szukam pomyśłu co zrobić żeby porozmawiać, żeby przyjąć z jej ust co ja robiłem źle i czy już mnie nie kochała. Utwierdzała mnie że nie zdradziła fizycznie i ja w to wierze ale dlaczego tak postąpiła? Dlaczego nie mam możliwości dowiedzenia się gdy mnie to najbardziej boli gdy osobą z którą o wsyzstkim rozmawiałem i zawsze mówiła że bedziemy o wszystkim rozmawiać nagle odmienia to wszystko. Moniko, nadal Cię kocham i nie potrafię znienawidzieć mimo że obarczyłaś mnie winą i nie chcesz się odezwać. Bratu mojemu stwierdziłaś że to już jego zadanie i rodziców aby się mną zajęli. Wiem że i ty to przeżywasz. Wiem jak wiele przeszłaś i wiem że teraz jest to dla ciebie ciężkie. Wiem że pewnie się boisz spojrzeć i zobaczyć mnie wychudzone zmasakrowanego jak po wielkiej psychicznej batalii. Dlaczego nie możemy tego dojrzale zakończyć rozmową? Ja tego pottrzebuję. To mnie niszczy, niszczy na tyle że odbiera sens życia. Co rano co wieczór zastanawiam się nad tym. Wątpię w odział dzienny choć sam dobrowolnie chcę tam iść, ale jestem już tak przeżarty od środka, tak wypalony że nie czuje już samego siebie. Podążam chodnikiem jak cień, zapatrzony w chodnik nie zwracając uwagi na nic. Czuję w głębi ściśnietego bolącego serca że dla mnie to się może źle skończyć. Nigdy nie czułem tak potwornego bólu. Nigdy nie czułem się tak kochany jak przez Ciebie.
Ja to wybaczam, nie chce w sobie trzymać nienawiści za to co mi sobą dałaś pozotywnego ale nie pozbawiaj mnie wyjaśnienia. Chcę się pozbyć milionowych myśli czy to było prawdziwe do któregoś momentu, czy kochałaś cały czas a to wyjście na jaw coś odmieniło. Proszę... nie dużo prosze ale błagam. Błaga cię o to wrak człowieka. Nikt dookoła nie rozumie ile mi dałaś a ja już nie mam sił by o tym mówić. Nikomu. Psychiatrze, psychologom, psychoterapeucie. Nie uciągam już tego. Czarne myśli zalewają moją głowę mając odnieśienie i porównanie do depresji z przed roku. To jest o wiele mocniejsze. O wiele mocniejszy ból. Ból którego nie znoszę z dnia na dzień stając się jeszcze większym bólem.

5

Odp: Druga depresja z próbą samobójczą. Dlaczego ja...

Zagubiony28, przeczytalam dokladnie. Dwa razy. Tez przechodzilam podobna sytuacje ale z innej strony. Wpierw walczylam, wspieralam itd itp a z czasem musisalam coraz wiecej i wiecej.
Zazdroscilam kolezankom ktore wracaly z randki promienne.Ja chodzilam czesto przygnebiona.
To bylo na dluzszy czas ponad moje sily,i mimo uczucia ucieklam z tego zwiazku ktory nie byl dla mnie dobry i nie mial jasnej przyszlosci. Po co sobie komplikowac zycie i na wlasne zyczenie. I tak trwac , tylko po to zeby ta inna osoba byla szczesliwa....   
Jesli chodzi o twoja sytuacje ,mysle ze dziewczyna sie "Ciebie" teraz po prostu boi. Intuicja
podpowiada jej wielkim glosem, ze ma jak najszybciej uciekac od ewentualnych problemow, ktore juz na nia czekaja , jesli bedzie z toba.
Zrezygnowala ze " STAWIANIA CIE NA NOGI" cytuje twoje slowa, bo najprawdopodobniej nie ma w sobie JUZ ani tyle sily ani milosci, ani pozytywnych wizji wspolnej przyszlosci, aby na dluzsza mete walczyc z twoimi demonami.
Zwodzila cie , i nie potrafila ci powiedziec prawdy i oklamywala z obawy przed twoja reakcja. I z tego tez powodu nie chce ani  rozmawiac, ani wyjasniac.
Nie zrozum mnie zle Zagubiony ale czesto tak bywa, ze czlowiek w ucieka od ciagnacych w dol energii i to sie nazywa zdrowa reakcja, samoobrona.
Moim wpisem absolutnie nie mam zamiaru cie pograzyc , tylko wpuscic inne widzenie do twojego swiata. Moze znajdziesz predzej odpowiedz na swoje pytania typu: " Szukam caly czas odpowiedzi dlaczego tak sie zachowywala...
Piszesz ze sie zadreczasz i wykanczasz. Po co? Czy to dobre dla ciebie? Czy to zmieni cie na korzysc ? Czy to ulatwi zycie  tobie , otoczeniu i bliskim ?
Pozdrawiam smile

Odp: Druga depresja z próbą samobójczą. Dlaczego ja...

Nie rozumiesz. To typ bizneswoman. One takie sa. Dzialaja jak automat wg. schematu, graja a jak sie im pokaze klamstwo to jest zwrot o 180 stopni. Widzialem cos takiego i nie ma na to wytlumaczenia bo sa to jakby 2 rozne obrazy tej samej osoby. To niestety nie milosc tylko pewien sposob postepowania (zewnetrzny). Tu nie ma sie co zastanawiac. Po prostu trafiles na taki typ, ktorego nie zrozumiesz bo taka osoba mysli i funkcjonuje zupelnie inaczej, jest jakby z innej kultury.

7

Odp: Druga depresja z próbą samobójczą. Dlaczego ja...

Posty przeniesione

zagubiony28 napisał/a:

Opisze tu swoją sytuację. Będę wdzięczny za przeczytanie całości i spróbowanie wytłumaczenia mi dlaczego ktoś taki tak postępuję...

Pochodzę z patologicznej rodziny pełnej alkoholizmu zdrad i innych złych rzeczy. Zawsze się to na mnie odbijało i w kontekście braku zaufania wobec kobiet. Z racji że w śród moich rodziców nigdy nie było widać miłości nie wierzyłem w to.
Pokrótce, jako młodziak spotkałem dziewczynę która pozwoliła mi zaufać i poczuć możliwość bycia kochanym i samemu też pokochać. Byłem z nią 6 lat po czym sam doszedłem do prawdy i jej zdrady. Wtedy dowiedziałem się prawdy o sobie i o tym że byłem w stanie wybaczyć zdradę. Jednak ona się odcięła ode mnie. Bardzo mnie to bolało doprowadzając rok temu do skrajnej depresji gdzie samemu ostatkiem sił szukałem pomocy u psychoterapeuty i psychiatry. Było ciężko, potwornie. Pamiętam do dziś jak to bolało i to że nie można spotkać się i zakończyć tego w 4 oczy. Ten niedosyt i dojrzale zakończenie jeśli się kochało. Zawsze tego potrzebowałem.
Depresje przechodziłem ciężko, prawie zawaliłem pracę, musiałem rzucić studia bo nie dawałem sobie rady zdany na samego siebie.
Nie poddawałem się i chodziłem ostatecznie na terapię po paru miesiącach zacząłem stawać na nogi jednak nie wierzyłem w żaden związek. Za bardzo przeszedłem wcześniejszy żeby myśleć o nowym. Miałem wstręt do kobiet jednak wiedziałem że muszę z nimi rozmawiać by ten wstręt nie stał się nawykiem. Podjąłem decyzje o poznawaniu nowych ludzi bo tamten związek ograniczył mi znajomości i też o wychodzeniu do nich, jednak był nacisk na kobiety. Nie wiem czemu, chyba czułem się bardziej przez nie rozumiany uczuciowo a i chciałem nie nabrać obrzydzenia do tej płci po tym wszystkim.
Ból pozostawał jednak czułem że staję na nogi, trochę imprez trochę odmieniony tryb życia. Zacząłem wprowadzać w swoje życie coś nowego, naukę pływania jazdę na nartach. Terapii nie zaprzestawałem.
Po 5 miesiącach poznałem przez internet a raczej sama mnie poznała m.in. Monikę. Monika była o 6 lat starsza, balem się młodych kobiet i tego ze są zwyczajnie niedojrzale. Monika prowadziła ciekawa prace w jednej z korporacji w Krakowie, znała mnóstwo języków i była bardzo inteligentna. Czułem się przy niej nikim ale ona bardzo dobrze sprawiała żebym tego nie odczuwał. Liczyło się dla niej moje serce i to że pragnę stabilności i wierności, a nie to co mam do zaoferowania materialnego. Monika przechodziła właśnie rozstanie z partnerem bo nakryła go na zdradzie. Pozwalając mu mieszkać dwa tygodnie spotykaliśmy się jako po prostu znajomi. Wyciągała mnie do restauracji, w ciekawe miejsca. Ja nie byłem gotów na szukanie kobiety na związek i też nie ufałem. Fajne było to że obydwoje chodziliśmy na różne terapie i wymienialiśmy się doświadczeniami w jakiś sposób mieliśmy wspólne tematy i dopingowaliśmy się w terapii. Ona potrzebowała kogoś kto w czasie gdy jej były partner mieszkał u niej przez jeszcze 2 tyg, kogoś do pogadania żeby nie siedziała w domu.
Była to dla mnie bardzo mila znajomość i coś nowego. Monika dawała od siebie ogromne wsparcie i motwyację mimo że ja tego wprost nie oczekiwałem. Podnosiła moją samoocenę mówiła wiele rzeczy które ja słysząc czułem się lepiej. Mogłbym powiedzieć że wychodziła od razu z inicjatywą aby mi pomóc. Pokazała mi ciekawe spędzanie czasu. Masa restauracji i innych ciekawych miejsc w których przebywaliśmy.
Po 2 miesiącach spotkań na stopie koleżeńskiej przerodziło się to w coś więcej po pierwszym pocałunku. Miałem jednak wątpliwości i bagaż wcześniejszych doświadczeń sprawiał że nie czułem się pewnie w tym związku ale myślałem czemu nie skoro mi jest coraz lepiej. Dogadywaliśmy się bez problemu, potrafiliśmy rozmawiać o każdych problemach i budować związek dojrzały. Monika była bardzo empatyczna, nie musiałem nic mówić a już była wtedy kiedy czułem że fajnie jakby się pojawiła. Wspierała mnie przychodząc pod budynek w którym mam terapie i czekając na mnie abym od razu mógł odreagować. Takich elementów było wiele i nie jestem w stanie tego przytoczyć. Bardzo się o mnie troszczyła. Wiele w tym wszystkim pojawiało się krytyki jej wcześniejszego partnera a idealizowanie mnie i ciągle mówienie jaki jestem w tej kwestii fajny bądź w tamtej. Czułem się coraz lepiej coraz bardziej wartościowy. Rozmawiałem z nią na temat szybkości naszego związku i krótkim czasie po depresji na co mówiła że ona już związek zakończyła pół roku wcześniej a dopiero teraz skończyła z facetem ostatecznie po nakryciu w telefonie dowodów zdrady więc jest gotowa na nowy związek nie stosując metody klin klinem.
Zaraz po miesiącu  naszego związku wylądowaliśmy w łóżku gdzie widać starała się abym czuł się dobrze czuł się zaopiekowany. Nigdy o to nie prosiłem, a dostawałem w potężnych ilościach. W maju stwierdziliśmy żebym się do niej wprowadził bo naprawdę do siebie pasujemy i nie ma na co czekać, a tez razem mieszkając ludzie szybko się poznają na wylot. Było pięknie. Ona bardzo się o mnie troszczyła a ja dawałem z siebie ile mogłem sprzątając i będąc na tyle na ile jestem w stanie. Gdy potrzebowała żebym ja podrzucił zawsze bylem zawsze proponowałem. Mówiła ze nigdy kogoś takiego nie miała jak ja, że jestem wspaniałym facetem i ciągle to słyszalem. Monika dawała mi poczucie zaufania, mówiła, że gdy będę miał jakieś wątpliwości to mogę zawsze przeglądnać jej telefon, że gdy ktoś pojawi się to będzie mi mówić bo ona sama by nie chciała żebym rozmawiał z kimś na boku. To było to co potrzebowałem, a nie prosiłem, a dostawałem. Pojawił się facet z pracy który ją podrywał to mnie o nim poinformowała utwierdzając że sobie z nim poradzi a mówi mi by być fair. Wtedy już wiedziałem, że to jest ta kobieta i ten związek który daje mi radość szczęście i poczucie bezpieczeństwa i że chce ją kochać i być kochanym.
Przez kilka miesięcy zwiedziliśmy kupę ciekawych miejsc gdzie zawsze byliśmy szczęśliwi i czuć było wzajemną radość sobą. Wszystko było wspaniałe, a zarazem inne niż mój poprzedni związek. Dostrzegałem jak wielkim niewypałem było to co rok temu tak przeżywałem. Było na tyle wspaniałe, że ból po ostatnim zanikł całkowicie. Kiedyś wspomniała mi o sekrecie o jej przyjaciółce Marcie która ma męża i dziecko, a jednak rok czasu go zdradzała. Nie wiedziała jak jej pomóc więc pytała mnie o to i stąd to zdradzenie sekretu. Zapewniała mnie żebym się nie martwił bo ona taka nie jest i że utrzymując z nią z znajomość to na nią nie przejdzie, ale też żebym nie zmieniał zdania o Marcie. Wciąż mnie kochała i pokazywała swoją wierność i szczerość.
Byłem tak zafascynowany tym związkiem że nie miałem czasu na nic innego. Chłonęliśmy siebie nieustannie. Nie nudziliśmy się sobą. Czas leciał a my wciąż szczęśliwy z pełną ilością planów na przyszłość.

4 tyg temu Monika zapytała mnie czy będę miał coś przeciwko jeśli pójdzie na babski wieczór do swojej koleżanki Marty. Była to sobota trochę mi to nie grało bo myślałem, że ten czas razem spędzimy no ale nie chciałem stać na przeszkodzie. Zawiozłem ją pożegnaliśmy się czule. Byliśmy związkiem, który w razie milczenia przez dłuższy czas informował się co i jak bądź pytał czy wszystko ok. Pytałem ją o której kończy spotkanie. Padła odpowiedź ok 22 więc o 22 pojawiłem się już przy osiedlu na którym mieszkała jej koleżanka. Czekałem, a jej nie było dopiero przed 23 poinformowała mnie, że wyjdzie ok północy mimo że jej pisałem że czekam. No ale pojechałem zbić czas. O północy ją odebrałem, była podchmielona winem ale wyprzytulała się do mnie wygłaskała, a też poszliśmy do łóżka utęsknieni za sobą. Na następny dzień była trochę osowiała ale pewnie po alkoholu. Pogadaliśmy o tym że to było trochę nie w porządku że musiałem na nią poczekać, ale rozmowę zakończyliśmy. Czas leciał a my wciąż pełni przytulania głaskania i ogólnie gestów osób zakochanych. Brakowało mi jednak czegoś. Rozmów? Nie wiem. Mówiłem będąc obok "Monika brakuję mi Ciebie, Tęsknie za Tobą" dawałem sygnały bo widziałem że jakoś niby jesteśmy blisko, a coś jest nie tak, a cała gama smsów z koleżanką przynosi jej frajdę. Dwa tygodnie przed końcem miewałem koszmary że mnie zostawia. Mówiłem jej o tym przytulaliśmy się po nocach utwierdzając, że to głupoty i nie ma co tego wspominać. Monika przechodziła ciężki tydzień bała się o wyniki badań piersi i ogólnie była wypruta więc uzyskała tydzień zwolnienia lekarskiego. Po dobrym wyniku badań pojawiła się od razu u mnie w pracy. Byliśmy szczęśliwi a ona przytulała się i widać było że mnie kocha.
Monika odpoczywała a ja pracowałem po pracy razem gotowaliśmy śmialiśmy się przytulaliśmy. Byliśmy dla siebie jak zawsze.
W piątek Monika odwiedziła Martę, a potem fryzjera. Wyglądała ślicznie o czym oczywiście jej od razu mówiłem. Przyszedł weekend.
Ciężki czas bo początek mojego powrotu na studia. Trochę się obawiałem jak to będzie gdy będę musiał na to trochę czasu poświecić i czy nie powiększy to braku siebie. Monika rozpoczęła kurs księgowości który trwał do godziny 15. Z uczelni dzwonię do niej po 15 z propozycją czegoś czy to wyjścia itp jednak od razu stwierdziła że jest tak wypruta po tym kursie że musi iść do Marty. Trochę mnie to zabolało z racji że już była a to końcówka tygodnia gdzie ma wolne i moglibyśmy to jakoś razem spędzić. Pytałem kiedy wrócisz a dostałem sms "Nie wiem, nigdy nie wiem, nie chce sobie psuć wieczoru". To był kolejny cios dla mnie bo czy psuciem wieczoru jest powrót do ukochanego? Napisałem by wróciła jeszcze dzisiaj... Zależało mi na tym. od 17 godziny kontakt z jej strony się urwał. Ja wróciwszy przed 21 kupiłem jej kwiaty i czekoladę myśląc że zaraz będzie i będzie milej. Czekałem...
Czekałem wybiła już 23... Zero odzewu. Zacząłem się martwić bo zawsze byliśmy w kontakcie który sama narzucała. Z racji iż telefony mieliśmy oba na mnie w abonamencie postanowiłem że sprawdzę czy w ogóle wykonuje jakieś połączenia ostatnio bo sam narzucać się nie chciałem. Ku mojemu zdziwieniu widzę parę smsów do numeru Marty począwszy od godziny 21. Byłem zdezorientowany na jakiej podstawie jesteś u koleżanki, piszesz do niej smsy, do mnie się nie odzywasz? Czułem że mnie okłamała więc postanowiłem że sprawdzę jak jest. Pojechałem pod osiedle koleżanki czekając w samochodzie i obserwując czy wychodzi od niej i wraca taxówką. Wyczekałem się do 0:40. W między czasie na bilingu widziałem jakiś nietypowy numer. Myślę pewnie to jakaś koleżanka więc luz. Przed 1 dzwoni do mnie z pytaniem gdzie jestem bo nie ma mnie w domu, na co powiedziałem ze się martwiłem itp i ze zaraz będę.
Przyjechałem do domu. Przytuliła się bardzo mocno pocałowała mówiła że tęskniła. Mnie jednak kłamstwo odpychało tym bardziej po zeszłorocznych przejściach. Zapytałem jak tam u Marty i czy nie lepiej było po mnie zadzwonić niż wydawać kasę na taxówkę nocą. Mówiła że fajnie było i że u niej spoko. Usiadłem obok. Zaczęła się przytulać i całować mnie w ucho jednak widząc że się denerwuje zapytała o co chodzi. Powiedziałem wprost. Wiem że nie jechałaś taksówką od Marty i dlaczego mnie okłamujesz ani się nie odzywasz gdy wiesz że ja czekam. Usłyszałem że tego się po mnie nie spodziewała. Po kilku chwilach odpowiedziała że była ze znajomymi na rynku że plany jej się zmieniły że sama nie wie czemu mi nie powiedziała ale że strasznie mnie przeprasza bo fakt wyglądało to dziwnie. Ja to strasznie przeżyłem. Nałożyły mi się emocje ze związku wcześniejszego gdzie mnie okłamywano a ja sam dochodziłem do prawdy. Płakałem trząsłem się, chciałem się spakować i wynieść. Ona mnie zatrzymywała mówiła żebym nigdzie nie jechał żebym się położył obok niej żebym uspokoił że jutro pogadamy bo dziś jest zmęczona.
Przeryczałem całą noc a ona mnie przytulała. Rano gdy wstałem przyszła do mnie i stwierdziła że dobrze będzie jak chwilkę od siebie odpoczniemy na kilka dni bo powstało napięcie. Byłem osobą która rozwiązuje wspólnie wspólne problemy związku więc nie za bardzo się na to chciałem zgodzić. Przekonywała mnie że tak będzie lepiej i że mnie bardzo przeprasza bo faktycznie to wszystko wyszło dla mnie bardzo przykro. Przekonywała że potrzebuje odetchnąć z nerwów że będziemy pisać i że tylko kilka dni. Strasznie się rozpłakała, strasznie ją wytrzęsło. Mówiła przy tym abym nie odcinał się od niej, żebym nie przestał kochać ani nie znienawidził za to co zrobiła, że przeprasza, że wie ile od życia dostałem po tyłku i co przeszedłem a ona mi jeszcze takie rzeczy robi.
Kolejny raz zaproponowałem wspólne rozwiązanie problemu ale odmówiła. Powiedziała że jeszcze jest coś ale nie chce mi o tym mówić a na to potrzebuje czasu. Nie chce bo się wstydzi. Jednak koniec końców zdradziła mi że ma problem z myślami samobójczymi. Zmieniło to punkt widzenia mój na to wszystko i rozumiałem że potrzebuje czasu. Płakała mówiła żebym był spokojny że nic sobie nie zrobi ale że potrzebuje to załatwić sama ze sobą osobno. Mówiła że mnie strasznie kocha że jestem jedyną osoba która daje jej szczęście w tym wszystkim i że nie chce mnie stracić. Płakała i błagała o to. Mówiła że jestem dobrym człowiekiem a ona nie powinna żyć. Nie podobało mi się to abyśmy takie problemy załatwiali osobno tym bardziej że ja zostaję z setką pytań i mogę tego nie wytrzymać...
Przekonała mnie i postanowiłem się spakować. Po zaniesieniu bagaży do samochodu postanowiłem ją zapytać co to za numer i czy jest mi w stanie dac telefon tak jak to obiecywała kiedyś że gdy będziemy mieli wątpliwości to możemy śmiało sobie sprawdzić. Wybuchła nerwami. Kazała mi się wynosić. Stwierdziła że pokazałem swoje prawdziwe ja a ja tylko chciałem wiedzieć prawy by nie zostawać z tym sam na sam... Błagając ją wreszcie wydusiła że to znajmy poznany na tym spotkaniu u swojej koleżanki i że wyminili się nr i tak sobie piszą, że mają podobny problem ale że do niczego między nimi nie doszło i nie mam o co robić szumu. Ja nie rozumiałem dlaczego ona systematycznie z nim piszę a ja gdy czekam jestem pomijany co wcześniej nie miało miejsca. Koniec końców zapytałem czy ten facet był na tej imprezie o której rzekomo mnie okłamała. Powiedziała że tak.
Trochę się uspokoiło, postanowiła iść odreagować do Marty więc zaproponowałem że ją podwiozę. W samochodzie sama od siebie przytulała mnie ściskała za rękę mówiąc że mnie bardzo kocha i to tylko parę dni gdzie będziemy się ze sobą kontaktować i że się wszystko dobrze ułoży.
Na następny dzień napisała mi sms że mam jej oddać rzeczy typu rower i rolki które znajdywały się u mnie w domu. Dla mnie sprawa wyglądała jasno i raczej nie sugerowało to kilku dni przerwy.
Zadzwoniłem i zapytałem jak to się ma do wcześniejszych obietnic na co powiedziała żebym już nie panikował że pogadamy jak pooddajemy sobie wszystko... Mając na uwadze dzień wcześniej mówione w strasznym płaczu stwierdzenia że mnie bardzo kocha i nie chce mnie stracić zapytałem czy mnie w końcu kochasz? Odpowiedziała stanowczo NIE.
To nie dobiło mnie całkowicie. Postanowiłem podziękować jej za wszystko i stwierdziłem w sms że tutaj moja psychika niestety się kończy. Wydzwaniała do mnie, pisała że jej na mnie zależy jak na przyjacielu, że przecież się spotkamy i pogadamy, żebym nie robił głupstw. Nie reagowałem. Byłem w potwornym szoku że nagle osoba która dała ci wszystko o czym marzyłeś nagle mówi takie słowa. Nie mogłem się pogodzić i wytłumaczyć dlaczego skoro w ciągu tygodnia przed wyjścia prawdą na jaw przytulała się do mnie cały czas była mówiła że w łóżku jest jej ostatnio jakoś lepiej ze mną. Nie rozumiałem nic...
Wylała się na mnie całość przymkniętej depresji z zeszłego roku. Zacząłem łykać tabletki na uspokojenie bo czułem jak to potwornie mnie rozrywa jak tracę ostatni grunt. Ostatnia myśl to że zadzwonię do tego faceta i podziękuję mu za zniszczenie mojego związku i utraty sensu życia. Facet jednak pogadał że mną przeszło godzinę. Mówił że on sam jest ostatnio po przejściach i rozstaniu z kobietą po 4 latach i nigdy by nie wtrącał się między dwoje ludzi. Był zdziwiony bo usłyszał od Moniki że od 3 tygodni Monika się rozstała ze mną mimo że ze mna była i kochaliśmy się przez ten czas jak normalna para. Podobnie zdziwiło go że ja już tam nie mieszkam skoro dzień wcześniej dopiero się wyniosłem na jej prośbę. Wypytałem o powód jaki podała że się niby rozstaliśmy. Padło "Przemoc". Nic nie wiedział o jej myślach samobójczych ani on też takich nie miał. Było dla mnie za dużo już tego, nie mogłem się z nią spotkać i dowiedzieć prawdy leki zaczynały coraz mocniej działać. Facet postanowił do niej przedzwonić żeby się ze mną skontaktowała.
Zadzwoniła, pytając gdzie jestem że już wsiada do taksówki i że porozmawiamy, ostatkiem sił jej powiedziałem.
Za moment zjechała się policja karetka, Moniki nie było.
W nocy dostałem od niej SMS że nikt wcześniej jej tyle wstydu nie narobił i że tym co zrobiłem wygasiłem w niej wszelkie uczucia do siebie i że już nigdy się do mnie nie uśmiechnie. Na koniec padło hasło "Odwal się".
Dziś nie mam z nią żadnego kontaktu. Usunęła Facebooka i zmieniła numer telefonu. Moje bagaże zostały i jedynie mogę jej odzyskać przez matkę która też jest na mnie obrażona.
Jestem w potwornym stanie depresji, nie jem nie ruszam się mam dość wszystkiego. Na własne rzyczenie spędziłem 4 dni w Szpitalu dla psychicznie chorych z myślą że będę mógł mieć psychologa nad sobą co jednak było błędem i uzyskałem wypis.
Nie umiem się pozbierać, dawała mi to co mnie budowało a sam tego nie wymagałem dawała to ciągle nieustannie. Nigdy nie wierzyłem że spotkam taką kobietę i teraz nie wierze że ktoś taki mnie znajdzie. Wiążąc się o 6 lat starszą kobietą myślałem że będzie to dojrzały związek jaki długi czas był. Opowiadałem jej jak skończył się mój wcześniejszy i dała mi poczucie bezpieczeństwa że ten nigdy się tak nie skończy. Szukam tylko odpowiedzi dlaczego tak postąpiła i gdzie ja w tym wszystkim zawiniłem. Nie potrafię o niczym innym myśleć. Nie potrafię zrozumieć jak ktoś kto tak prawdziwie kochał nagle się ode mnie odciął i porzucił.
Czuję potrzebę o tym rozmawiać stąd to opisałem bo już sam głupieje z tym wszystkim. Zostałem praktycznie sam...
Wybaczcie za błędy.... Dziękuję każdemu za przeczytanie.
Emil

Poziomka79 napisał/a:

Witaj

Doczytałam do końca Twój długi post - rzeczywiście wynika z niego, że potrzebujesz pomocy tylko obawiam się, że czego bym nie napisała to znajdziesz 1000 wymówek aby usprawiedliwić to, co się stało. A prawda jest brutalna niestety - to koniec tego związku. Wiem, że jest Ci ciężko - sama ostatnio przechodziłam małe rozterki hmmm nie miłosne ale raczej typu - zawiodłam się na kimś na kim zaczęło mi zależeć. Ale 9 lat temu - podobnie jak Ty byłam w totalnej rozsypce - dużo by pisać a z perspektywy czasu wiem, że nie warto. Jedyne co mogę Ci poradzić to weź się w garść - teraz wydaje Ci się to niemożliwe ale małymi krokami na pewno Ci się uda. Wniosek jest jeden - widocznie to nie była kobieta dla Ciebie - tak czasami w życiu bywa a złamane serce jest najtrudniej posklejać. Wie to prawie każdy z nas - niestety. Pytasz dlaczego tak się stało ?? Nie wiem ale szukanie winy tylko w sobie nie jest sprawiedliwe. Fakt - Twoja eks zachowała się bardzo niedojrzale tym bardziej, że jak pisałeś sama kiedyś musiała się pozbierać po zdradzie i doskonale wiedziała jak to boli i jak ciężko jest po czymś takim zaufać drugiej osobie. Nie rozumiem tego i uważam, że szczera rozmowa z Tobą na temat przyszłości Waszego związku była by o wiele rozsądniejszym posunięciem niż to co zrobiła.
Cóż mogę dodać - życie jest zbyt piękne aby je w tak głupi sposób zakończyć - pamiętaj o tym. Jest kilka opcji dla Ciebie  - znalezienie dobrego lekarza, zapisanie się do jakieś grupy terapeutycznej, pogadanie z kumplami, przyjacielem - cokolwiek byle nie robić głupstw. Jeżeli ktoś celowo doprowadza Cię do takiego stanu to nie jest wart Twojego uczucia i tak naprawdę nigdy Cie nie kochał. Przykre ale prawdziwe. Zacznij się szanować i przede wszystkim przestań się użalać nad sobą. Trzymam kciuki smile

Sponiewierana napisał/a:

Nikt nie udzieli Tobie żadnych wskazówek. Rozumieją Cie ci, którzy doświadczyli takiego bólu. Jedynie czas jest w tej chwili Twoim jedynym wsparciem. Działa powoli. Zbyt wolno dla tych, którzy cierpią... Jesteś młodym człowiekiem. O ogromnym sercu. Nigdy nie przestań wierzyć w Miłość.  Miej ją w sobie. Pielęgnuj. Zachowaj dla tej Jedynej... Bo gdzieś we Wszechświecie Ona jest. I czeka... Być może popija w tej chwili kawę na szybko. Być może płacze tak jak Ty nad swoim życiem. A może siedzi w tramwaju i martwym wzrokiem spogląda przez szybę....

Nigdy nie stań się zimnym i bezdusznym facetem. Nawet po takich przejściach. Obiecaj to. Sobie...

zagubiony28 napisał/a:

Dziękuję za wasze odpowiedzi. Dziękuję Tobie sponiewierana za te kilka słów...

Potwornie ciężko mi jest o niej nie myśleć bo dała od siebie tyle dla mnie że nigdy nie wierzyłem że kogoś takiego spotkam. Kogoś kto sam bez żadnych wymagań wychodzi z inicjatywą i chce cię postawić na nogi. Kto oferuje ci masę rzeczy, zaczyna się o ciebie troszczyć dbać sama od siebie gdy ty tego nie wymagasz. Ona była idealna po prostu i nie mogę przestać o niej myśleć... Zadręczam się tym nieustannie i wykańczam a psychoterapia i antydepresanty mi nie pomagają.

Szukam cały czas odpowiedzi dlaczego tak się zachowała bo skoro miesiąc wcześniej mieliśmy kupować razem samochód, założyliśmy wspólne konto ze wspólnym budżetem, wspólne telefony itp to taka osoba miała dość poważne plany wobec mnie a nie traktowała mnie jako chwilową ławkę podczas spaceru na której na chwilę przysiądzie by odpocząć.
Obarczam się winą że mogłem to inaczej rozegrać, że niepotrzebnie mówiłem o tym numerze, może wtedy jak płakała i się cała trzęsła mówiąc że nie chce mnie stracić wiedziała że mnie kocha i zrobi wszystko żeby to naprawić nie mówiąc mi co zaszło. Nie wytrzymuje już psychicznie. Co minuta inna myśl. Jak nie myśl to wspomnienie. Jak nie wspomnienie to myśl że już nigdy kogoś takiego nie spotkam kto tyle od siebie da. To że ten ktoś mnie nie spotka. Ja jej nie szukałem. Sama mnie znalazła i sama zaczeła podładowywać swoją energią. Wszystko sama od siebie. Jak dobry człowiek który chce pomóc drugiemu, gdzie ja tego nie wymagałem. Dla mnie to jest wszystko nie do ogarnięcia. Sądziłem że się spotkamy i wyjaśnimy i wtedy rozstaniemy ale nie w taki sposób. To mnie zabija i niszczy z minuty na minutę. Odbiera mi równowagę w myśleniu. Odbiera mi pogląd na zaufanie. Na zaufane które straciłem, a ktoś je odbudował potężną ilością tylko sobą i je znów odebrał w tak perfidny sposób.
Czemu nie powiesz mi czemu tak postąpiłaś? Czy twoje bycie ze mną przez ten czas gdy twierdzialas że nie jestes było szczere i sie po prostu gubilas? Czy chcialas sie mnie juz dawno pozbyc a nie mialas odwagi? Moze chcialas pozyskac jakiegos znajomego ktory cie wesprze i sie pogubilas? Gdzie ja w tym wszystkim popelnilem blad... Wchodzac w nowy zwiazek nie popalnialem zadnego bledu z wczesniej. Chcialem stworzyc cos nowego dojrzalego. Dlaczego znowu sie nie udalo i znowu identycznie sie to konczy bez kontaktu miedzy soba...
Nie potrafię pojąć że mnie nie kochała widząc to co w ten czas od siebie dawała. Nie potrafię choć szukam wyjąsnienia szukam jakies rozmowy z nią ale nie mam jak znienawidziła mnie za to co ja zrobiłem... Moje zaufanie zniżyło się do stopnia zero. Już wiem że to co było rok temu to drobnostka w tym stanie w którym jestem teraz, po prostu nie żyję. Ostatkiem sił byłem u psychiatry, dobrowolne skierowanie na oddział dzienny bo widzi że się wykańczam. Wstałem rano i myśli czy skończyć ze sobą że dlaczego ktoś tak kochany tak mnie potraktował a na koniec znienawidził. Myśli jak to zrozumieć, jak przyjąć to do siebie jednocześnie niedowierzając że tak jest. Nie potrafię. Dałem tyle z siebie i ona też i tak łatwo się to skończyło. Szukam pomyśłu co zrobić żeby porozmawiać, żeby przyjąć z jej ust co ja robiłem źle i czy już mnie nie kochała. Utwierdzała mnie że nie zdradziła fizycznie i ja w to wierze ale dlaczego tak postąpiła? Dlaczego nie mam możliwości dowiedzenia się gdy mnie to najbardziej boli gdy osobą z którą o wsyzstkim rozmawiałem i zawsze mówiła że bedziemy o wszystkim rozmawiać nagle odmienia to wszystko. Moniko, nadal Cię kocham i nie potrafię znienawidzieć mimo że obarczyłaś mnie winą i nie chcesz się odezwać. Bratu mojemu stwierdziłaś że to już jego zadanie i rodziców aby się mną zajęli. Wiem że i ty to przeżywasz. Wiem jak wiele przeszłaś i wiem że teraz jest to dla ciebie ciężkie. Wiem że pewnie się boisz spojrzeć i zobaczyć mnie wychudzone zmasakrowanego jak po wielkiej psychicznej batalii. Dlaczego nie możemy tego dojrzale zakończyć rozmową? Ja tego pottrzebuję. To mnie niszczy, niszczy na tyle że odbiera sens życia. Co rano co wieczór zastanawiam się nad tym. Wątpię w odział dzienny choć sam dobrowolnie chcę tam iść, ale jestem już tak przeżarty od środka, tak wypalony że nie czuje już samego siebie. Podążam chodnikiem jak cień, zapatrzony w chodnik nie zwracając uwagi na nic. Czuję w głębi ściśnietego bolącego serca że dla mnie to się może źle skończyć. Nigdy nie czułem tak potwornego bólu. Nigdy nie czułem się tak kochany jak przez Ciebie.
Ja to wybaczam, nie chce w sobie trzymać nienawiści za to co mi sobą dałaś pozotywnego ale nie pozbawiaj mnie wyjaśnienia. Chcę się pozbyć milionowych myśli czy to było prawdziwe do któregoś momentu, czy kochałaś cały czas a to wyjście na jaw coś odmieniło. Proszę... nie dużo prosze ale błagam. Błaga cię o to wrak człowieka. Nikt dookoła nie rozumie ile mi dałaś a ja już nie mam sił by o tym mówić. Nikomu. Psychiatrze, psychologom, psychoterapeucie. Nie uciągam już tego. Czarne myśli zalewają moją głowę mając odnieśienie i porównanie do depresji z przed roku. To jest o wiele mocniejsze. O wiele mocniejszy ból. Ból którego nie znoszę z dnia na dzień stając się jeszcze większym bólem.

Sponiewierana napisał/a:

Nie możesz spać. Masz tysiące myśli w myślach. Wędrujesz w przeszłość. do chwil spędzonych z nią... I łapiesz te momenty, gdy byłeś jej pewien. I liczysz na to, że nastanie cud i wszystko wróci do normy. Że to jakiś absurd - cała ta sytuacja.
Boże... Ja to wszystko wiem. Wszystko znam. Nie potrafię Ci pomóc. Nie podtrzymam na duchu. Wiem to po sobie. Uczymy się na własnych błędach... Do tego sama doszłam. Tyle, że... Gdzie ja je popełniłam?!
Czytam Ciebie i dochodzę do wniosku, że gdzieś już to widziałam. W sobie...
Będzie Ci cholernie trudno. Ale musisz przetrwać. Nie masz innego wyjścia. Nie miej..

czasymira napisał/a:

Bardzo dużo tego jest i ciężko się czyta, tak naprawdę to nie wiem o co Ci chodzi..Ogolnie masz tendencje dzielić włos na czworo, albo jak taki dzieciak, co podklada niewybuch (kapiszona), chowa się w kącie i czeka , aż to wybuchnie, cały struchlały i przerażony. Niewapliwie jesteś bardzo wrażliwym człowiekiem, ale jak żyć z tą wrazliwością, tak jakbyś niedowierzał sam sobie, że może być dobrze w twoim zyciu, że może być zwyczajnie. Czy Ty czasem nie potrzebujesz zbyt mocno tej adrenaliny ? Pozdrawiam.

8

Odp: Druga depresja z próbą samobójczą. Dlaczego ja...
pinkpiwonia napisał/a:

Zagubiony28, przeczytalam dokladnie. Dwa razy. Tez przechodzilam podobna sytuacje ale z innej strony. Wpierw walczylam, wspieralam itd itp a z czasem musisalam coraz wiecej i wiecej.
Zazdroscilam kolezankom ktore wracaly z randki promienne.Ja chodzilam czesto przygnebiona.
To bylo na dluzszy czas ponad moje sily,i mimo uczucia ucieklam z tego zwiazku ktory nie byl dla mnie dobry i nie mial jasnej przyszlosci. Po co sobie komplikowac zycie i na wlasne zyczenie. I tak trwac , tylko po to zeby ta inna osoba byla szczesliwa....   
Jesli chodzi o twoja sytuacje ,mysle ze dziewczyna sie "Ciebie" teraz po prostu boi. Intuicja
podpowiada jej wielkim glosem, ze ma jak najszybciej uciekac od ewentualnych problemow, ktore juz na nia czekaja , jesli bedzie z toba.
Zrezygnowala ze " STAWIANIA CIE NA NOGI" cytuje twoje slowa, bo najprawdopodobniej nie ma w sobie JUZ ani tyle sily ani milosci, ani pozytywnych wizji wspolnej przyszlosci, aby na dluzsza mete walczyc z twoimi demonami.
Zwodzila cie , i nie potrafila ci powiedziec prawdy i oklamywala z obawy przed twoja reakcja. I z tego tez powodu nie chce ani  rozmawiac, ani wyjasniac.
Nie zrozum mnie zle Zagubiony ale czesto tak bywa, ze czlowiek w ucieka od ciagnacych w dol energii i to sie nazywa zdrowa reakcja, samoobrona.
Moim wpisem absolutnie nie mam zamiaru cie pograzyc , tylko wpuscic inne widzenie do twojego swiata. Moze znajdziesz predzej odpowiedz na swoje pytania typu: " Szukam caly czas odpowiedzi dlaczego tak sie zachowywala...
Piszesz ze sie zadreczasz i wykanczasz. Po co? Czy to dobre dla ciebie? Czy to zmieni cie na korzysc ? Czy to ulatwi zycie  tobie , otoczeniu i bliskim ?
Pozdrawiam smile

Dziękuje za Twoją odpowiedź i punkt widzenia na to wszystko.
Jednak z mojej strony nie było wymogu od niej ciągnięcia mnie ku górze. Nie wymagałem tego. Pierwsze miesiące znajoości były przyjaźnią gdzie w jakiś sposób się wspieraliśmy natomiast podczas związku były rozmowy i wiadome jak to bywa czasem podnoszenie kogoś na duchu. Owszem, sytuacja rodzinna i problem w niej z alkoholizmem sprawiał, że czasem musiałem jechać interweniować, tracić przy tym nerwy. Jednak nigdy nie oczekiwał wsparcia od niej, ba, zawsze gdy je samoczynnie dawała ja mówiłem że spoko że nie ma problemu. Po prostu kilka lat walki z alkoholizmem w rodzinie sprawił że mnie to nie ruszało.
Nasz związek nie był związkiem podciągania kogoś do góry. Owszem, ona mnie w jakiś sposób podciągała ale swoją miłością i oddaniem. Oddaniem gdy w nocy człowiek z temperaturą się budził ona skakała obok troszczyła się. To nie gesty które ja wymagałem nagminnie, więc nie mogę powiedzieć że czuła się tym przytłoczona i miała prawo przez to uciec.
Nie było tych demonów miedzy nami rozumiesz? Bardziej pojawiały się jej problemy po wizytach u psychologa, po zmianach w pracy gdzie ja wspierałem, przytulałem, byłem. Odciążałem na każdym kroku. To nie związek w którym ja tylko brałem i krzyczałem o więcej....

Normalnym jest zwodzić faceta w ten sposób? W dzień kiedy już znam prawdę całować w ucho przytulać się, mówić że tęskniłam? W przeciągu tygodnia kochać się namiętnie i mówić że mi jakoś jeszcze lepiej z tobą? Snując wspólne plany jak zagospodarować taras, kupując drzewka, mówiąc jak będziemy o to dbać i kupując je...
Proszą o podwożenie, mówienie rodzicom w tym czasie przez telefon jaki jestem kochany, że tu ją podwiozłem to zrobiłem.
A teraz przeciwieństwo: wszystko w czasie gdy już komuś mówiła że ze mną nie jest. Gdzie tu logika? Jeśli mam kogoś dość, chce uciec, nie potęguje uczucia między nami...
Staram się zrozumieć co zaszło...

Owszem mieliśmy z początkiem kilka spięć, podczas jej pobytu tygodniowego we Francji, gdy ja szukałem samochodu i byłem już nastawiony na kupno a czekałem na decyzję, ona stwierdziłą że nie bo to i to. Napisałem, że nie zrozum mnie źle ale ja na razie uważam, że odpuszczam szukanie samochodu bo to mnie kosztuje trochę czasu po pracy i angażowania innych osób, a my nadal nie wiemy czego chcemy i wypada to najpierw gruntownie ustalić. Z jej strony padły słowa, że o co mi znów chodzi, że jak mam z tym problem to spoko, jak zrobi prawo jazdy to sama sobie poszuka. Tymi słowami jakby pokazała wrogość to i ja przywaliłem do sedna twierdząc że w sumie racja nie będę rządził się nie swoimi pieniędzmi (połowa jej rodziców i my po połowie więc jakaś odpowiedzialność). Jednak szybko temat się uciął, a ja sugerowałem że warto do tego wrócić bo takie niedogadania później się odbijają.
Po powrocie była jakaś inna, już odbierając ją z lotniska mówiłem jej, że odnoszę wrażenie jakby się mnie wstydziła... Tydzień zaklimatyzowania się w Polsce na zasadzie praca, a potem nieżywe leżenie - tak twierdziła. Może to ją gryzło przez taki czas i tak to okazywała? Nie wiem...
Nagle okazało się że nie całość zarobków dajemy na wspólne konto mimo, że wcześniej godzinami gadaliśmy o tym i to nie stanowiło problemu. Mówiłem że odbieram to z jej strony jako wycofywanie się bo i z samochodem nie wypala i z kontem też jakoś tak wychodzi, ale utwierdzała że ona już raz to przechodziła z innym partnerem i woli być niezależna. OK tylko czemu z początku rozmawialiśmy o tym inaczej, i dlaczego z góry zakładasz że ja będę wypominać Ci jak ktoś wcześniejszy...
Wtedy padły słowa, że kwestie samochodu musimy trochę przesunąć dalej bo na razie nie ma co o tym myśleć, że wiesz jak jest, że to wszystko ruszyło na fali ten nasz związek i może w tym przypadku trzeba zwolnić. Nie myślałem wtedy o tych słowach jak pod kątem rozstania się...
Po 4 dniach od tej rozmowy sama przyszła przytuliła się zaczęła temat że jej przykro że tak wyszło że to nie rozwiązanie na zawsze, i nie chce się kłócić. Bo mnie kocha i chce żebym i ja ją bardzo kochał. To nas zbiliżyło do siebie na nowo. Dalej byliśmy kochającymi się gestami i słowami a to była połowa września. Przyszedł z jej strony nadmiar pracy, nerwów, pracy po godzinach w domu, nie denerwowałem, robiłem swoje, wieczorami wspólna kolacja, wspólne oglądanie filmów, w łóżku naturalnie seks, przytulanie się i zasypianie w takiej formie. I potem własnie ta sobota, gdzie idzie do koleżanki po ciężkim tygodniu gdzie jakoś mnie zlewa, ale potem wraca przytula się kocha. Dlatego w tym wszystkim tak paplam się i nie mogę przestać. Nie wiem gdzie tu coś nastąpiło, co spowodowało że przy koleżance potrafiła powiedzieć że jest wolna w momencie kiedy pełną parą kochała mnie. Do tego szukam odpowiedzi. Bo rozumiem jeśli nie jestem zadowolony w związku i mam zamiar kogoś poznać to choćbym miał grac na dwa fronty przez chwilę to nie pchałbym się z pierwszym w zapewnianie że kocham tylko stosunkowo powoli odsuwał. Gubię się w myślach. Ponoć w związkach wina leży po 50% po każdej stronie więc gdzie tu moja wina? Jak popatrzeć na świat kiedy spotykasz kogoś takiego kto tyle ogromu od siebie dawał a na koniec zrobił coś innego. Kto w momencie wdrażania swojego okrutnego planu, w nocy skakał obok ciebie jak bolał cię strasznie brzuch, robiąc miętę dając nospe, dając termofor. Czemu podczas kontaktowania się z tamtym facetem, do mnie wysyłała MMSy z uśmiechem, pisząc, kochanie, maleństwo itp... Dosłownie jakbym poznał dwie różne osoby które sobą być nie mogą.
Nie wiem co mogło zajść podczas ostatniego tygodnia. Nie kłóciliśmy się. Ja wracałem z pracy, szybkie zakupy, coś jej tez kupić dobrego i dom. Razem gotowanie spanie kochanie. Proponowałem wyjście do teatru, spacer, ale nie wychodziło bo była zmęczona. To jest chore.. Chore że poznajesz kogoś tak wspaniałego a nagle przy końcu pojawia się ktoś inny i tak z Tobą kończy. Ok może przegiąłem tym łykaniem leków i się przeraziła. Ale czy to jest warte słów jakimi odpowiedziała na moje pytanie dlaczego dzień wcześniej tak mówiła że jej zależyże będzie ok a po wieczornej wizycie u koleżanki postanowiła mnie zostawić. Odpisała "Tym co mi dzisiaj zrobiłeś wygasiłeś wszelkie uczucie moje do Ciebie. Nigdy się nie uśmiechnę do Ciebie. Nie dziwie się czemu Cię ta laska zostawiła. Nikt mi jeszcze tyle wstydu nie narobił. A mówiłam Ci to wszystko i robiłam bo miałam Cię dość. Odwal się"...

Dlatego tak to przeżywam i o tym myślę. Nie był to związek pierwszy lepszy z łapanki a obserwowanie osoby jaka jest i co sobą daje nie tylko słownie. Oczarowała bo dała przez ten czas więcej niż poprzednia przez 6 lat związku...
Za to chciałbym utrzymac kontakt bo niby kiedyś była dobrą kochającą troskliwą osobą której nie było obojętne to jak się czujesz. Takich ludzi warto mieć choćby pośród znajomych. Fakt postąpiła podle. Boli mnie to wciąż...

A myślę o tym tak bo niestety depresja taka jest. Nie pozwala stanąc na nogi i iść do przodu a grzebać się w tym nieustannie...

9 Ostatnio edytowany przez Realista (2014-10-23 14:06:37)

Odp: Druga depresja z próbą samobójczą. Dlaczego ja...

Chcąc nie chcąc musisz rozwiązać swoje największe problemy, nie wiem czy zauważyliście, ale czesto, albo praktycznie zawsze ludzie z poważnymi problemami przyciągają ludzi z poważnymi problemami. Też tak miałem, może nadal mam. Musisz też nauczyć się nie uzależniać, aż tak bardzo szczęścia od drugiej osoby, poważnie mówię.

Musimy odnaleźć własny sens życia i nim dążyć,  nie może być naszym sensem życia drugi człowiek, bo przykro mi, ale zawsze może on zniknąć z naszego życia. ZAWSZE!


Jakbyś był pewny i przekonany, że za jakiś czas Twoje życie będzie mega szczęśliwe, a Ty teraz pozwolisz sobie uwierzyć w siebie tak na 100% jakbyś się czuł?

10

Odp: Druga depresja z próbą samobójczą. Dlaczego ja...
Realista napisał/a:

Chcąc nie chcąc musisz rozwiązać swoje największe problemy, nie wiem czy zauważyliście, ale czesto, albo praktycznie zawsze ludzie z poważnymi problemami przyciągają ludzi z poważnymi problemami. Też tak miałem, może nadal mam. Musisz też nauczyć się nie uzależniać, aż tak bardzo szczęścia od drugiej osoby, poważnie mówię.

Musimy odnaleźć własny sens życia i nim dążyć,  nie może być naszym sensem życia drugi człowiek, bo przykro mi, ale zawsze może on zniknąć z naszego życia. ZAWSZE!

Jakbyś był pewny i przekonany, że za jakiś czas Twoje życie będzie mega szczęśliwe, a Ty teraz pozwolisz sobie uwierzyć w siebie tak na 100% jakbyś się czuł?

Realista, dzięki za wypowiedź. Nie mniej nie przyciągałem specjalnie do siebie ludzi o podobnym problemie. Poznając ją, nie myślałem o związku, nie myślałem nawet o związku w przyszłości przez pół roku. Fajne odnaleźć przyjaciółkę, która posiada podobne problemy, w których sam możesz coś pomóc. Dogadywaliśmy się znakomicie, mieliśmy masę podobnych zdań na dany temat traktując siebie nad wyraz dojrzale. Te wszystkie problemy które przezywaliśmy, z mojej strony podczas związku nie były jakoś wylewane na życie co dzienne. Czasem o tym porozmawialiśmy jak wzorowi partnerzy w związku. Wszystko było znakomite. Dawała od siebie sama na własne życzenie tyle, że nie sposób teraz zrozumieć dlaczego ktoś o takim zaangażowaniu nagle postanawia iść w drugą stronę....

Przytoczę na koniec koniec tej historii, który ciągle czytam i staram się zrozumieć...

Miałem problem z odebraniem bagaży z jej mieszkania. Z nią kontaktu zero natomiast matka pośredniczyła i stawiała mi warunki że rzeczy moje oddadzą mi jak przywiozę jej rower i rolki które są w moim domu. Zastanowiłem się i wymyśliłem że dlaczego ja mam zawozić te rzeczy skoro to ona mnie oszukała i co to za stawianie warunków przez matkę. Ponadto nie będąc w stanie prowadzić ani zorganizowac transportu.
Kilka rozmów i smsów z jej matką gdzie stwierdzam że jej rzeczy są gotowe do odbioru i mogą je odebrać natomiast ja chcę odebrać swoję. Słyszę w kółko "Warunek oddania twoich rzeczy to jak przywieziesz rolki i rower" po czym rzucała słuchawką. Nie dochodziło do niej że nie mam nawet jak na chwilę obecną przetransportować tych rzeczy a zawsze mogą sami jakiś transport wykombinować.
Postanowiłem ostatni raz napisać że chcę w dniu dzisiejszym odebrać rzeczy i że wasze są u mnie przygotowane do odbioru i czy jest ktoś w domu. Padło że nie ma nikogo ma być rower i że każda następna próba nękania zostanie zgłoszona na policję.
Zawiadomiłem policję. Opowiedziałem jak wygląda sprawa przedstawiłem smsy i stwierdziłem co się tam znajduję. Wyszliśmy na górę. Z początku nikt nie otwierał dopiero po wyrazie polcija prosze otworzyć otworzyła. Otworzyła Monika. Widac lekko zszokowana. Mówiła "Emilek po co to wszystko...", zachowywała się tak jakby z jednej strony dalej była dla mnie taka miła jak zawsze, a z drugiej jakby ją to nic nie bolało. Zaczęła mi pomagać wyciągać rzeczy ja ją przy tym przepraszając, że nie chciałem w ten sposób załatwiać sprawy bo wiem że pewnie i na swój sposób to przeżywasz, ale skoro twoja matka stawia mi jakieś ultimatum i straszy policją to musiałem sobie jakoś poradzić. Mówiła spokojnie mi, że myślała że po prostu jej przywioze te rzeczy bo ona zwyczajnie nie ma jak, że przecież nie wynajmie taksówki bagażowej. Tłumaczyłem jej że ja na chwilę obecną transportu nie mam, a że rzeczy przetrzymywać nie mam zamiaru choć twoja matka mi w to nie wierzyła rzucając słuchawką. Powiedziała, że jutro spóbuje sobie jakiś transport zorganizować i mnie poinformuje kiedy mam być w domu. Zachowywała się spokojnie, powtarzając Emilek, Emilku. Zaczynałem się zastanawiać czy może to ja przegiąłem przez napięcie wytworzone przez jej matkę czy też może stara się na mnie zrzucić winę tej całej sytuacji. Znów zacząłem się gubić w myślach i odczuciach. Mówiła że widzi że jestem zdenerwowany i że jak czegoś nie znajdzie to mi to dostarczy. Powiedziałem że wszystko byłoby ok gdybyś mnie nie zdradziła na co się zaśmiała pod nosem i odwróciła. Nie rozumiałem tego, dodając że wszystko Dominik przez telefon mi wyjaśnił przeszło godzinę. Minuta w progu dogadania się co do telefonu i chęć przepisania go na nią oraz odbioru rzeczy. Podziękowałem i przeprosiłem.
Rzeczy odzyskałem. Jednak zostałem z ponownym mętlikiem w głowie. Z myślami co ona czuje i co robi i z niedosytem że mogłem więcej powiedzieć spotykając się twarzą w twarz. Cała sytuacja napiętnowana przez matkę pozwoliła mi stanąc na nogi wytwarzając nienawiść i walkę o swoję, rzucając gdzieś w kont żal smutek przygnębienie. Wszystko przykryła adrenalina. Jednak do czasu. Widząc osobę w progu którą nadal kocham i która niby mnie znienawidziła po ostatnim SMSie, a odzywa się jak do dalej ukochanego ze spokojem wszystko ze mnie zeszło. Nie wiem czy to efekt asysty policji czy może jej matka nakręciła całą sytuację. Nie przespałem nocy zastanawiając się czy dobrze postąpiłem tym bardziej, że raczej zdawałem sobie sprawę, że też ona to wszystko przeżywa i po co dokładać jej zmartwień. Myśl, czy nie zrzuciła kolejny raz winy na mnie? Myśl, co mogłem jeszcze powiedzieć? Może zaproponować spotkanie neutralne aby sobie wyjaśnić i zakończyć to dojrzale... Mam żal do siebie. Widząc ją poczułem znów co straciłem... I znów ten brak możliwości pogodzenia się z tym wszystkim.


Następnego dnia mimo chęci rozmowy z mjej strony, niestety po swoje rzeczy nie postanowiła przyjechać. Wysłała rodziców. Pomogłem zapakować wszystko bez najmniejszych oporów udowadniając, że ja tego nie kradnę, nie przetrzymuję. Tylko słyszałem jak rozmawia z matka przez telefon i pyta czy nie było problemów. Skąd to założenie z góry że będą robił problem? eh..
Na następny dzień mieliśmy przepisać umowę jednego z telefonu ze mnie na nią, liczyłem, że wtedy się pojawi i będę miał ostatnią szansę, aby normalnie porozmawiać i powiedzieć co myślę. Postanowiłem napisać jej wcześniej list w którym wprost nie wskazuję winnego. List z przeprosinami, własnymi odczuciami. List opisujący wszystko co miało miejsce, wszystkie nerwy, które miały już miejsce podczas zażywania leków antydepresyjnych i że nie do końca miało to wszystko złe intencje i dążenie do znienawidzenia się bo w jakiś sposób swoim zachowaniem też do tego się przycyzniłem. Podkreślałem, że dziękuję za to co sobą dała i w zamian za to że potrafiliśmy się kochać prawdziwie warto rozejść się w zgodzie nie kryjąc urazy i być może za jakiś czas gdy to minie kontynuowaniu tylko znajomość.
Przyszedł dzień gdzie miała nastąpić cesja telefonu, jednak jej matka z góry zaczęła mi stawiać warunki. Chciałem dać Monice ostatnią wiadomość na co odpisano mi żebym swoje chore wyjaśnienia zostawił dla siebie. Że wkroczy prawnik, że mam zakaz kontaktowania się z nią i z jej znajomymi co wcześniej uczyniłem pisząc do byłego jej partnera z pytaniem jak na prawdę się rozstali bo oba nasze scenariusze są dość podobne, no ale było to z samego początku w nerwach... Zdałem sobie sprawę, że listu chyba nie wręczę... że nie wyślę go bo mimo dobrych intencji zostanie to potraktowane jako nękanie. Ból i żal gdy pragniesz dobrze, a zatyka ci się usta...
Nadmieniłem pośredniczącej, żeby się dogadać jak robimy z telefonami i opłatą za telefon, by później nie mówić że kombinuję i stoję na przeszkodzie. Wszystkiego dowiesz się na miejscu - Taką dostałem odpowiedź. Pomyślałem, dlaczego ja, dochodząc do prawdy i będąc oszukiwanym, a mając koniec końców dobre intencje mam iść na stawianie mi warunków tym samym jakbym zgadzał się na przyjęty wizerunek, że ja zawiniłem na całej linii...
Pojawiłem się w punkcie Orange i pytam jej matkę czy wszystko ustalone. Decyzją że nie na Monikę a na siebie przepisuję. Nie ma problemu. Chciałem jednak wiedzieć jeszcze jedno, co ze sprawą telefonów. Mając abonamenty i każde z nas posiadało telefon od nieswojego abonamentu w przyszłości może rodzić problemy. Opowiedziałem o tym na co usłyszałem "albo przepisujemy abonament albo w tym momencie zostajesz z abonamentem na dwa lata". Krótka piłka i szybka myśl. Dlaczego mam tracić godność w tym wszystkim i tańczyć jak mi zagra jej matka chcąca pokazać córce że zrobi dla niej wszystko tak jak będzie chciała? Powiedziałem wprost, że proszę mi oddać telefon bo nie chcę przepisywania umowy. Jej matka nie wiedziała co robić, nie spodziewała się tego. Była pewna swego i tego, że pójdę na stawiane mi z łaską warunki tak jak była pewna przy odbieraniu rzeczy, że zrobię jak ona zechce. Rozumiem, chęć poprawy kontaktów z córką, które podczas naszego związku im się trochę osłabiły, ale bez przesady...
Po 10 minutach wyszedłem z telefonem zostawiając w jej rękach kartę SIM a zakładając blokadę kradzieżową. Przy tym czasie nasłuchałem się całej masy obelg w moim kierunku ze strony jej ojca, który nie szczędził epitetów. Próba zgnojenia mnie do końca mimo mojego stanu udana. Mimo, że skrajne załamanie, nerwy wytrzymały i nie dałem się sprowokować. Gdybym chciał źle, miał złe intencje, wiedząc, że ma tam całą masę kontaktów zapisanych zażądałbym i zwrotu karty natychmiast. Bo to w końcu moja własność. Tak nie zrobiłem mając tylko i wyłącznie wyrzuty sumienia, że zabieram jej numer telefonu który prowadziła kilka dobrych lat. Ale czy nie chciałem dobrze?

List pozostał w moich rękach. Żal, straconego tego wszystkiego. Żal, że nie udało się wyjść na prostą z tego wszystkiego. Żal, że mimo starań i dobrych intencji i tak pośrednictwo rodziców wyeliminowało możliwość rozstania w zgodzie. Kolejne dni sprawiają, że się męczę. Śni mi się co noc. W nocy sypiam krótko bo na lekach parę godzin budząc się automatycznie gdzie w każdym śnie jest ona.
Na oddział jeszcze się nie zgłosiłem. Wiedząc, że to wyeliminuje mnie na kilka miesięcy z pracy, gdzie jestem zatrudniony na kontrakcie sprawi że i pracę stracę.
Postanowiłem ruszyć się do pracy, spróbować złapać dzień pełną parą. Przecież trzeba stanąć na nogi i brać to co jeszcze mam. W pracy nie dałem rady. Ciągle spięty, ciągle uczucie niepokoju, strachu. Uczucie palącego serca. Ciągle powracająca myśl o niej, dobre wspomnienia na każdym kroku, których w żaden sposób nie kontroluje. Pojawiają się same i mnie dobijają. Nie wiem, czy to przez początkowy okres przyjmowania leków, czy może tak silnie działa ta depresja doprowadzająca do bezwładu nóg rąk. Do odbierania chęci do przebierania się, mycia, robienia czegokolwiek.
Straszny stan - z którego kiedyś za małolata się śmiałem...

11

Odp: Druga depresja z próbą samobójczą. Dlaczego ja...

Tak naprawdę to cholernie Ci współczuję. Z drugiej strony zazdroszczę, że potrafiłeś tak bardzo zaufać drugiej osobie. Ja już jestem nie ufny po doświadczeniach z przeszłości. W ogóle jak zaufać kobiecie naprawdę? Chyba nigdy nie można być pewnym drugiej osoby...

12

Odp: Druga depresja z próbą samobójczą. Dlaczego ja...

Ty masz swoje problemy i myślę, że w relacji z tą panną znalazłeś coś, czego deficyt wyniosłeś z patologicznego domu: miłość, troskę, poczucie bezpieczeństwa. Kiedy opisujesz jak się czułeś, to mam wrażenie że ta miłość miała też pewne cechy miłości rodzicielskiej. Taka troska, opieka w dużym natężeniu. Być może dlatego takie to dla Ciebie ważne, bo zapełniało tą dziurę w sercu, którą mają często dorosłe dzieci z dysfunkcyjnych domów.
Widzę u Ciebie wielką potrzebę porządnej terapii.

Ale panna nie jest z kryształu, zdecydowanie. Należy chyba do tych, którzy wypierają poczucie winy i chętnie przerzucają winę na innych.
Najlepszy przykład to, że narobiłeś JEJ WSTYDU próbą samobójczą.
To ten typ człowieka, który najpierw miażdży komuś palec obcasem, a krzyk że to boli uznaje za atak na SIEBIE.
Tak naprawdę nie wiesz co komu naopowiadała. Następnemu po Tobie panu opowiedziała, że rozstaliście się przez przemoc, jej rodzice też są wrodzy wobec Ciebie: być może jesteś dla nich kimś gorszym, bo pochodzisz z alkoholowej rodziny, a może im też panna opowiedziała jakąś historię o tym jak ją skrzywdziłeś. Ciekawe czy historia z jej eksem była prawdziwa.

13 Ostatnio edytowany przez zagubiony28 (2014-10-24 10:48:31)

Odp: Druga depresja z próbą samobójczą. Dlaczego ja...
Czarna Kotka napisał/a:

Ty masz swoje problemy i myślę, że w relacji z tą panną znalazłeś coś, czego deficyt wyniosłeś z patologicznego domu: miłość, troskę, poczucie bezpieczeństwa. Kiedy opisujesz jak się czułeś, to mam wrażenie że ta miłość miała też pewne cechy miłości rodzicielskiej. Taka troska, opieka w dużym natężeniu. Być może dlatego takie to dla Ciebie ważne, bo zapełniało tą dziurę w sercu, którą mają często dorosłe dzieci z dysfunkcyjnych domów.
Widzę u Ciebie wielką potrzebę porządnej terapii.

Ale panna nie jest z kryształu, zdecydowanie. Należy chyba do tych, którzy wypierają poczucie winy i chętnie przerzucają winę na innych.
Najlepszy przykład to, że narobiłeś JEJ WSTYDU próbą samobójczą.
To ten typ człowieka, który najpierw miażdży komuś palec obcasem, a krzyk że to boli uznaje za atak na SIEBIE.
Tak naprawdę nie wiesz co komu naopowiadała. Następnemu po Tobie panu opowiedziała, że rozstaliście się przez przemoc, jej rodzice też są wrodzy wobec Ciebie: być może jesteś dla nich kimś gorszym, bo pochodzisz z alkoholowej rodziny, a może im też panna opowiedziała jakąś historię o tym jak ją skrzywdziłeś. Ciekawe czy historia z jej eksem była prawdziwa.

Na pewno w jakiś sposób w tym związku to odczułem, odczułem poczucie stabilności którego we wcześniejszym związku nie było. Sęk w tym, że to wszystko dawała ona, niezależnie czy o to wołałem czy nie. A jak dajesz to czemu nie brać i się z tego nie cieszyć? Tym bardziej, że ona była szczęśliwa gdy uszczęśliwiała mnie. Ważne jest dla mnie to wszystko też dlatego bo była kimś o kim nawet nie marzyłem. Była kobietą inteligentną, oczytaną, bardzo empatyczną, starszą co zapewniło mi w jakiś sposób dojrzałość relacji i o czym marzyłem, była kobietą która sama mówiła gdy ktoś niewygodny się pojawiał sama wnosząc w związek poczucie zaufania i bezpieczeństwa. Seksualnie idealnie dopasowaną do mnie, gdzie potrafiliśmy kochać się co dzień i utwierdzać się w tym jak się kochamy. Piękną kobietą, zgrabną, ubierającą się tak jak mi się podoba, odpowiadając idealnie wzrostem włosami. O urodzie jakiej zawsze marzyłem w mojej kobiecie, o dużych oczach, o ślicznej mimice, pokazującą zadowolenie na twarzy. Potrafiącą nawet w łóżku ubierać się tak jakbym chciał. Kobietą która gdy tylko mnie zobaczyła od razu się uśmiechała, co było dla mnie ważne. Kobietą, która gdy była potrzebna była. Gdy nie wymagałem, a żeby była to też proponowała i przytulała. Pielęgnującą miłość na każdym kroku, przytulająca się tak jak ja i mająca praktycznie takie same potrzeby. Była kobietą z którą mogłem porozmawiać o wszystkim i wiedziałem, że z nią warto rozmawiać, warto zaufać i warto słuchać bo jest dojrzała i mądra. Potrafiła się poświęcać, gotując dla mnie coś specjalnego, ciasta niespodzianki, wszystko tylko za cenę, abym się uśmiechnął i cieszył, a ona wtedy się przytulała i skakała z radości.  Była kobietą z podobnej rodziny gdzie był alkoholizm więc doskonale rozumiała też mnie, choć widziała że mnie to w ogóle nie kosztuje nerwów. Nie musiałem nawet tłumaczyć się bo mnie rozumiała. Zawsze mogliśmy się wymienić poglądami na ten temat i nigdy nie było niezgodności, pełne zrozumienie, pełna empatia. Była kobietą która skutecznie sama od siebie nawet bez mojej namowy niwelowała we mnie poczucie że jest kimś lepszym ode mnie, czy to zawodowo, czy w językach czy w miejscach których była. Starałem się nie łapać kompleksów, ale doceniałem że ktoś taki się mną interesuję, że ktoś taki utwierdza mnie sam że nie szuka kogoś z portfelem a z sercem. Kobieta, która na każdym kroku pokazuje że się ze mnie cieszy, czy to wychwalając rodzicom, czy to wychwalając znajomym, Zapoznając ze znajomymi, chwaląc i mówiąc jak bardzo mnie kocha. Na każdym kroku chwaląca mnie, głaszczącą nawet gdy jechaliśmy samochodem i mówiąca jak mnie kocha, na każdym kroku mówiąca jaki jestem wspaniały, jak wielkim niewypałem był jej wcześniejszy facet bo we mnie ciągle widzi same zalety. Cały czas sprawiająca że ja słysząc coś takiego jeszcze bardziej czułem się przez nią kochany i odczuwając naprawdę potężne uczucie od drugiego człowieka. Kobietą która proponując tak szybko wspólne zamieszkanie doprowadzała mnie do myślenia że naprawdę szuka stabilności i naprawdę ja jej pasuję. Wdrażała coraz śmielsze wspólne plany, wspólne finanse, wspólne kupno samochodu, wspólne telefony. Sama od siebie ciągle mówiąca o załatwieniu lepszej pracy o poduczeniu mnie języków gdzie ja w ogóle o to nie prosiłem bo nie chciałem się pokazywać jako człowiek gorszy wyciągający rękę. Ciągle była, ciągle była sama od siebie, ciągle chciała być, ciągle chciała być obok i się przytulać, kochać, gotować, rozmawiać, gdzie przy tym wszystkim tylko co raz bardziej pokazywała jak bardzo Cię kocham.


Rozumiem gdy dawałaby mi to wszystko gdybym wymagał, oczekiwał, ale ja po prostu zaczynałem z nią budować związek obserwując ją, nie do końca ufając, a też starając się podchodzić z dystansem, a ona już wtedy całą siebie dawała. Na tyle całej siebie, że i ja też postanowiłem coś od siebie dawać, też się w jakiś sposób poświęcać. Pokazała mi wizerunek kobiety o jakim nigdy nie śniłem, z którego nawet nie wiedziałem jak się cieszyć bo byłem tak przeogromnie szczęśliwym. Już sama nasza znajomość jako dobrzy znajomi sprawiała mi radość, ktoś taki z kim można pogadać, ktoś ciekawy oryginalny, poukładany. Co dopiero mogąc się wiązać z kimś takim, kochać go i czuć w potężnej sile jak ona to odwzajemnia. Po poprzednich przejściach nie byłem osobą na ślepo wierzącą komuś kto ci mówi "kocham", bardziej skupiałem się na tym co sobą pokazujesz, swoim zachowaniem. I tutaj mnie zaskakiwała tą swoją inicjatywą i utwierdzaniem, że kocha. Troską gdy człowiek budził się z temperaturą w środku nocy a ona od razu sama skakała z tuzinem lekarstw, mimo, że mówiłem żeby się nie kłopociła. Czy nawet nocą jeżdżąc ze mną po SORze z kleszczem, martwiąc się i czekając. Ja pragnąłem takiej kobiety, która nie będzie mówiła, która nie będzie niańczyła, ale która będzie potrafiła swoim zachowaniem pokazywać że mnie kocha. Ona pokazała to przeogromnie, gdzie śmiałą się na początku związku, że się podświadomie otrzepuję z niedowierzania, że ktoś taki mi się trafił. Teraz z równą siła nie potrafię się pogodzić z jej brakiem, z jej znienawidzeniem mnie. Dla mnie to jest druzgocące bo kogoś identycznego już nie spotkam, z tym wszystkim co wyżej opisałem. A to wszystko było szalenie piękne, szalenie szczęśliwe. A teraz, szalenie niszczące.

Za to wszystko jej wybaczyłem, uważam, że warto przebaczać i nie liczyć na związek, ale na kontynuowanie znajomości, bo kochając siebie, widzieliśmy w sobie ludzi o cennych wartościach. Takich ludzi mimo rozstania warto mieć jako znajomych. Jednak szereg sytuacji, moja początkowa złość, wiadomość do jej matki będąc sfrustrowanym, że z nią samą nie mogę pogadać i w złości opisanie prawdy, że prosze o przygtowoanie rzeczy bo gdybym wiedział że od 3 tyg nie jeśteśmy razem to problemu by nie było, do tego coś czego żałuję... kazałem spakować wszystkie rzeczy które jej kupiłem pisząć że wolę oddać to na biedne dzieci (po pierwszych nerwach mam o to wyrzuty sumienia)... ta próba, dzwonienie do tego faceta, potem załatwianie z jej matką na wrogim nastawieniu, aż w końcu przyjazd z policją, a do tego tak jak pytasz Czarna Kotka pisząc do jej byłego w nerwach na samym początku, gdzie obie historie były podobne, a on wygadał to do niej gdzie jeszcze bardziej się wkurzyła i postraszyła prawnikiem.... to wszystko sprawiło że jeszcze bardziej w jej odczuciu chciałem ją znienawidzić, zrujnować, mimo że tak nie jest.... że nie mam złych intencji, że ją doceniam, chcąc się rozejść w zgodzie a nie na noże. Teraz nawet nie mam takiej możliwości, pozostaje mi tylko opisywanie na forum w celu zrozumienia o co w tym wszystkim chodzi, a nie żeby nawet jej zaszkodzić....

Dziś nie potrafię praktycznie spać, jeść, funkcjonować. Wizyty u psychologa, psychiatry, psychoterapeuty, leki są słabsze od niej. Gdy śpię śni mi się ona, śni mi się jak stoi u mnie w domu przytula się i mówi kocham, robiąc przy tym minę królika nosem, która mi się zawsze podobała. Ciągle sny z nią gdzie zaraz automatycznie się budzę cały zestresowany, ogarnięty smutkiem, bólem i żalem. Gdzie w pierwszych minutach zaczynam myśleć o niej automatycznie, wspominać jak mi było z tobą wspaniale, jak się dogadywaliśmy i snuliśmy plany na przyszłość. Gdzie czuję w rękach miękkość jej rudych włosów, gdzie czuję na ustach miękkość jej włosów gdy spaliśmy a ja się do niej przytulałem. I te myśli dlaczego tak postąpiłaś, skoro taka nie byłaś, skoro tyl siebie w to włożyłaś. Co się wydarzyło. W którym miejscu to się skończyło, przez kogo, dlaczego. Czemu pielęgnowałaś tą miłość przed samym końcem, chodząc ze mną do łóżka, przytulając się na każdym kroku, przychodząc i mówiąc że mnie doceniasz za to jaki jestem. Przecież wdrażając w sobie plan budowania z kimś relacji, komu się mówi że mnie już nie ma, że z nią nie mieszkam, robiąc z siebie ofiarę po rozstaniu raczej powinnaś mnie stopniowo odpychać do momentu zrzucenia. Tym bardziej że wiedziałaś jak mnie boli porzucenie. O co to chodzi? Jak mam Cię zrozumieć? Chce Cię zrozumieć, a nie potrafię. Jakby istniały dwie osoby. Ta cudowna kochająca i ta nagle nienawidząca i mająca mnie gdzieś. Nie mając możliwości porozmawiania na spokojnie i wyjaśnienia wykańczam się myślami gdzie w tym wszystkim moja część winy. Myślami, aby zrozumieć jej zachowanie, co nią kierowało, czemu byłaś kochająca do ostatniej chwili, czemu nocą gdy prawda wyszła na jaw, jeszcze przed chwilą przytulałaś się do mnie i całowałaś w ucho sama od siebie, a gdzie wcześniej z tym facetem wyszłaś sobie żeby odreagować na rynku przy piwie. Wariuje jak o tym myślę, jak to ugryźć? Jak to zrozumieć? Jak zrozumieć następnego dnia słowa wypowiadane w totalnym płaczu i roztrzęsieniu gdzie prawie się dusiłaś "kocham Cię, ogromnie, nie chcę Cię stracić, jesteś dla mnie jedynym szczęściem w tym życiu, błagam Cię nie znienawidź mnie bo tego nie wytrzymam, jestem wredną kobietą, a ty takim dobrym człowiekiem, nie zasługuje na ciebie bo jesteś taki szczery, a ja kłamliwa, tyle przeszedłeś tak cierpiałeś a ja jeszcze ci to robię"...

Jak mam to zrozumieć? Jako Kłamstwo? Wypowiadane w takim stanie? Może wtedy poczułaś, że jeszcze warto odbudować nas, może miałaś potworne wyrzuty sumienia? Może to ta druga kwestia z zapytaniem o ten telefon przekreśliła tą wizję kontynuowania związku? Dlaczego potem taka zmiana? Dlaczego zaczęłaś mi mówić że to zwykły znajomy że piszesz z nim dlatego bo jest to nowa znajomość i tak bywa na początku. Dlaczego uprzedzałaś wtedy "wiesz że bym Cię nie zdradziła, nawet nie pomyślała o innym facecie, po co mi inny gdy mam Ciebie", a z nim weszłaś w relacje daleko posunięte mówiąc mu że mnie już dawno nie ma. Dlaczego po tym wyeliminowałaś, powiedziałaś specjalnie że nie kochasz a wszystko po pobycie u koleżanki kiedy się nie oddzywałem. Twoje stwierdzenie "robiłam to wszystko i mówiłam bo miałam Cię dość. Odwal się"? Jak ktoś kto tak potężnie kochał nagle potrafił pójść z dnia na dzień w znienawidzenie

Kochani, proszę Was, pomóżcie mi zrozumieć jej zachowanie, krok po kroku, do czego dążyła... Jak wy to widzicie, dlaczego ktoś o takim zaangażowaniu nagle tak postępuje. Wasze punty widzenia na pewno w jakiś sposób odciągną moje mysli chociaż na moment może pozwolą choć odrobinę to wszystko zrozumieć...

14 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-10-24 10:45:24)

Odp: Druga depresja z próbą samobójczą. Dlaczego ja...

zagubiony: przeczytaj 100 razy, a jak trzeba to więcej ZE ZROZUMIENIEM to co napisała ci Czarna Kotka.
Bo poniższy bełkot na jej odpowiedź świadczy o tym, że nic nie kumasz i czekasz na "jedynie słuszną odpowiedź", że cię tak naprawdę bardzo kocha tylko się pogubiła.

To TY masz problem, który musisz rozwiązać - nazwano go powyżej. Masz osobowość symbiotyczną, aż wali po oczach twoje współuzależnienie.Nie przyswajasz żadnej pomocy, bo jej NIE CHCESZ, chcesz dalej JOJCZYĆ i się tarzać w swoim cierpieniu.

Powtarzanie tryliardowy raz:"Dlaczego ja?" itp. pretensjonalne i irytujące pytania pokazują, jak głęboko tkwi w tobie przekonanie, że wszystko ci się "przytrafia" w życiu i na nic nie masz wpływu. Jak dziecko.
Ktoś słusznie zauważył też, że ty nigdy nie miałeś Kobiety- Partnerki, tylko Kobietę- drugą Mamusię..teraz odpadłeś od cycka i płaczesz.

Psycholog i terapia,  a nie dalsze użalanie i straszenie samobójstwem itp.. DOROŚNIJ w końcu

15 Ostatnio edytowany przez zagubiony28 (2014-10-24 10:59:05)

Odp: Druga depresja z próbą samobójczą. Dlaczego ja...
Elle88 napisał/a:

zagubiony: przeczytaj 100 razy, a jak trzeba to więcej ZE ZROZUMIENIEM to co napisała ci Czarna Kotka.
Bo poniższy bełkot na jej odpowiedź świadczy o tym, że nic nie kumasz i czekasz na "jedynie słuszną odpowiedź", że cię tak naprawdę bardzo kocha tylko się pogubiła.

To TY masz problem, który musisz rozwiązać - nazwano go powyżej. Masz osobowość symbiotyczną, aż wali po oczach twoje współuzależnienie.Nie przyswajasz żadnej pomocy, bo jej NIE CHCESZ, chcesz dalej JOJCZYĆ i się tarzać w swoim cierpieniu.

Powtarzanie tryliardowy raz:"Dlaczego ja?" itp. pretensjonalne i irytujące pytania pokazują, jak głęboko tkwi w tobie przekonanie, że wszystko ci się "przytrafia" w życiu i na nic nie masz wpływu. Jak dziecko.
Ktoś słusznie zauważył też, że ty nigdy nie miałeś Kobiety- Partnerki, tylko Kobietę- drugą Mamusię..teraz odpadłeś od cycka i płaczesz.

Psycholog i terapia,  a nie dalsze użalanie i straszenie samobójstwem itp.. DOROŚNIJ w końcu

Nie czekam na jedyną słuszną odpowiedź. Czekam na różne punkty widzenia. Taranie się w swoim cierpieniu to efekt depresji z nerwicą natręctw gdzie usilnie myślisz starasz się analizować i zrozumieć. Rok temu to przechodziłem, wiem na czym to polega, wiem że to zadaje jeszcze większe cierpienie. Pytania zadaje po to aby odkryć w tym swoją winę, winę której nie mogę zrozumieć bo w momencie rozstania nie kłociliśmy się wcześniej nie było nic złego... a ona tylko się cieszyła ze wspólnego bycia.
I nigdy nie mierzyłem w kobietę druga mamusię jak to nazwałeś/aś, bo nigdy tego nie potrzebowałem wchodząc w związek, jednak gdy ktoś to dał w niesamowitej ilości, a to cię uszcześliwiało to dlaczego tego nie brać i nie czuć się szczęśliwym.
Kolosalna różnica wchodzić w związek i wymagać niańczenia a potem być sfrustrowanym że tego nie ma, a wchodzić w związek będąc stabilnym emocjonalnym, oczekując tylko i wyłącznie dojrzałości i rozmów w związku, a ktoś na siłę niańczy pielęgnuje, więc siła rzeczy to bierzesz, bo czujesz, że taka ta osoba jest, taka wspaniała. Potem wlasnie jest płacz gdy się przekonujesz że ta oosba jest inna i imasz się co było prawdą a co złudzeniem

To nie płacz o to że straciłem nańczenie. Płacz o to że straciłem kogoś wartościowego.

16

Odp: Druga depresja z próbą samobójczą. Dlaczego ja...

Nie krzycz na niego, proszę. To nic nie da. Jeśli miała to być swoista terapia wstrząsowa, nie zadziała. Jestem tego pewna.
Choć, kiedy tak sobie siebie przypominam, nie zaszkodzą takie teksty Zagubionemu. Potwierdzam fakt, że każde słowo się wtedy liczy. Nawet to, które pogłębia naszą rozpacz. Zagubiony długo jeszcze będzie czuł się bezużyteczny. Ale to minie. z czasem minie...

17

Odp: Druga depresja z próbą samobójczą. Dlaczego ja...

Sponiewierana, jak mogę się z Tobą skontaktować? Nie chcę się narzucać, ale czuje w Tobie dobrego rozmówcę...

18

Odp: Druga depresja z próbą samobójczą. Dlaczego ja...

I nigdy nie mierzyłem w kobietę druga mamusię jak to nazwałeś/aś, bo nigdy tego nie potrzebowałem wchodząc w związek, jednak gdy ktoś to dał w niesamowitej ilości, a to cię uszcześliwiało to dlaczego tego nie brać i nie czuć się szczęśliwym.

Każdy współuzależniony tak mówi. To, że na logikę i 'pod metrykę' (masz 28 lat, tak?) nie chcesz mamusi, to nie znaczy, że PODŚWIADOMIE tego w kobietach nie szukasz.
A trzeba być ślepym i głuchym żeby nie widzieć jak z tych postów płynie błaganie o miłość, o opiekę, o uwagę..Tylko, ze jesteś już dużym chłopcem i ludzie wokół -a nawet partnerka- nie są od tego by ciebie nieustannie niańczyć.

Gdybyś nie potrzebował takiej troski i opieki od niej, to ona nie czułaby się tym tak zmęczona i udręczona.
Czym innym jest fakt, że dawała ci to bo CHCIAŁA, ale z tych samych niezdrowych (toksycznych) pobudek co ty od niej brałeś, czyli chciała cię od siebie uzależnić swoja dobrocią i jej się udało.
Teraz oboje za to płacicie, na swój sposób.

Odpowiedzi szukasz nie w tym miejscu gdzie trzeba, bo nie ta to inna- zachowywałbyś się tak samo - jak emocjonalna pijawka i wykończył każdy związek.
Musisz zajrzeć wewnątrz siebie, znaleźć głęboko wyparte powody twojego braku dorosłości emocjonalnej - nie mówię o powierzchownych objawach, że pracujesz czy miałeś kobietę i umiesz uprawiać seks wink- to jeszcze nie DOROSŁOŚĆ, ani tym bardziej dojrzałość emocjonalna.
Dopóki będziesz dalej mylił te dwie rzeczy, dopóty będziesz zadawał te swoje dziecinne pytania i miał pretensje do świata i ludzi.
Jak piskle, które wypadło z gniazda i siedzi na tej ziemi i wyklina, a nie zauważyło że już jest całkiem 'dorosłe' i mogłoby wstać i odlecieć.

19

Odp: Druga depresja z próbą samobójczą. Dlaczego ja...
Elle88 napisał/a:

Każdy współuzależniony tak mówi. To, że na logikę i 'pod metrykę' (masz 28 lat, tak?) nie chcesz mamusi, to nie znaczy, że PODŚWIADOMIE tego w kobietach nie szukasz.
A trzeba być ślepym i głuchym żeby nie widzieć jak z tych postów płynie błaganie o miłość, o opiekę, o uwagę..Tylko, ze jesteś już dużym chłopcem i ludzie wokół -a nawet partnerka- nie są od tego by ciebie nieustannie niańczyć.

Ok. Mam zatem powiedzieć TAK SZUKAM aby trafić w Twój tok myślenia?
Nie czuję potrzeby, aby Cię przekonywać do własnych odczuć i tym czym się kieruję podczas związku, ale ok, co mi szkodzi.
Wywodząc się z rodziny pełnej zdrad i gdzie nigdy nie widziałem jak wygląda miłość, podkreślam miłość kobiety z mężczyzną, tego szukam w związku. Nie szukam matki, matkę miałem, miałem na tyle taką jaka mogła być godząc się z tym na tyle, że w wieku 18 lat wyprowadziłem się chcąc się usamodzielnić i cieszyć się z własnego życia. I tu UWAGA o czym ta właśnie osoba, o której twierdzisz że nie wytrzymała niańczenia, cały czas mi mówiła, powtarzała sama od siebie, czy to przyjeżdżając do mnie czy zaczynając rozmowę o moim życiu, że to w niej robi wrażenie w mojej osobie, że postanowiłem się sam w ciężkich chwilach usamodzielnić, zając sam domem, sam na siebie robić, robić swoje i dążyć do osiągania własnych rzeczy które dają mi satysfakcje, a nie płakać i szukać matki i mieć pretensje do życia. Tym samym będąc silnym i samodzielnym - nie mamisynkiem. Trochę to się nijak ma z Twoim określeniem kobiety udręczonej niańczeniem niesamodzielnego chłopca.

Zatem nie szukam w związku kobiety, która będzie dla mnie rusztowaniem. Rusztowaniem jest moja psychoterapia na którą stale chodzą od przeszło roku, gdzie swoich problemów nie zrzucałem na kobietę chcąc być niańczonym przez nią, głaskanym.
W związku szukam tego czego zabrakło w rodzinie. Kochania, wierności, miłości, miłości odwzajemnianej, gestów miłości. Nie niańczenia.
Powtarzam raz jeszcze, że nie oczekiwałem od niej troski. NIGDY. Urzekła mnie jej dorosłość, jej podobne zdanie na temat zdrad itp, na tym budowałem z nią związek a nie na tym że była troskliwa jak mamusia. Ta troska zaczęła wychodzić po kilku miesiącach związku. Zaczęła mi pokazywac jak bardzo mnie kocha. To nie płacz za troską, to płacz za utraceniem kogoś tak fajnego.

Elle88 napisał/a:

Gdybyś nie potrzebował takiej troski i opieki od niej, to ona nie czułaby się tym tak zmęczona i udręczona.

Rozmawialiśmy setki razy, nasz związek z racji, że oboje chodziliśmy do psychologów itp i wiedzieliśmy że rozmowa jest ważna, rozmawialiśmy o każdym problemie o każdej kwestii. Sama mówiła, że się boi że mnie problemy rodzinne zniszczą, ale ja ciągle zapewniałem, że widzisz, że nie przeżywam, że się uśmiecham, że żyję. Że nie potrzebuje niańczenia, troski nad wyraz. Że radzę sobie ze swoimi problemami, nie wylewam jej na nią co dzień błagając o to żebyś mnie przytuliła. Setki rozmów na ten temat. Możesz wierzyć, możesz nie chcieć. Mimo wszystko ona cały czas się troszczyła, nie na zasadzie pomaganiu w problemach,a pokazując jak mnie kocha. Korzystałem, ale nie traktowałem tego jako kroplówki bez której ten związek upadnie, bo uwierz, ten związek miał solidne fundamenty oparte na rozmowach i wspólnych decyzjach i postanowieniach, a jej troska itp to tylko dodatek z jej strony z jej osoby.


Elle88 napisał/a:

Czym innym jest fakt, że dawała ci to bo CHCIAŁA, ale z tych samych niezdrowych (toksycznych) pobudek co ty od niej brałeś, czyli chciała cię od siebie uzależnić swoja dobrocią i jej się udało.
Teraz oboje za to płacicie, na swój sposób.

Raczej spotkałem się z dość ciekawszą teorią u psychologa niż Twoja.
Gdzie uświadomiono mnie że była to osoba powierzchowna, która nie poświęcała się,a pławiła się po prostu w podnoszeniu swej samooceny. Gdzie ciągle mogła widzieć w moich oczach jak bardzo potrafi być "kochana" i to ją samą kręciło. Sporo było obietnic, a nie konkretów, z których i tak nic nie wyszło wprost sugerują że okazała się osobą bezpardonową, idącą na wszystko dla doraźnej korzyści - tu, dopieszczenia swojej samooceny.
Fakt, płacimy za to. Nie wiem czy oboje....


Elle88 napisał/a:

Odpowiedzi szukasz nie w tym miejscu gdzie trzeba, bo nie ta to inna- zachowywałbyś się tak samo - jak emocjonalna pijawka i wykończył każdy związek.

Więc nadal utwierdzam, że nie mogę być pijawką skoro, sam mówiłem ciągle że sobie poradze, że żaden problem i nie ma o czym nawet mówić, ba, w jej problemach na bieżąco pomagałem. Zrozum proszę, że jej troska była nie troską dla kogoś kto jest biedny, kto potrzebuje ciągle wsparcia. Zrozum że to była troska jak do kogoś kogo kochasz. Gdzie się przejmujesz jak się czuję, jak sobie radzi - nie obojętność. Odbieram to tak, że myślisz, że ona mi dawała coś co ja usilnie wymagałem i ją tym przygniotłem.

Elle88 napisał/a:

Musisz zajrzeć wewnątrz siebie, znaleźć głęboko wyparte powody twojego braku dorosłości emocjonalnej - nie mówię o powierzchownych objawach, że pracujesz czy miałeś kobietę i umiesz uprawiać seks wink- to jeszcze nie DOROSŁOŚĆ, ani tym bardziej dojrzałość emocjonalna.

Od roku zaglądam na psychoterapii. Wszystko leży w trzech słowach do których przywiązuje kolosalną wartość. Miłość, wierność, zaufanie. Tylko tego oczekiwałem, to kiedyś zostało mi odebrane, Tego kiedyś nie doświadczyłem. Teraz, gdy to odbudowałem z kimś, ktoś to postanowił potargać. Tylko te trzy wartości. Postaraj się to zrozumieć.

20 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-10-24 15:23:30)

Odp: Druga depresja z próbą samobójczą. Dlaczego ja...

Przepraszam Cię, ale nie rozumiemy się. Nie mam siły po kolei do wszystkiego się odnosić.


W skrócie: Nie jesteś w stanie dostrzec, że sytuacja miała miejsce, bo dograliście się 'wzorcami' - w ten sposób się przyciągnęliście, a potem nastąpiło "kliknięcie" i była równia pochyła. Tak się dzieje zawsze gdy związek opiera się na uzupełnianiu wzajemnych braków. To, że sobie z nich nie zdawałeś (i nadal nie zdajesz) sprawy to inna bajka.

21

Odp: Druga depresja z próbą samobójczą. Dlaczego ja...

Ludzie sa rozni. Jesli ktos okazal sie kims innym (wyszlo szydlo z worka) to nie oznacza ze wczesniej byl kims innym ale ze byl wlasnie tym kim sie okazal tylko dobrze to wczesniej ukrywal. Powierchowne zachowania (ktore takie byly w kontekscie tego co dzis czytamy) nie stanowia o tym kim ta osoba byla i nadal jest. Ale sa inni ludzie, ktorzy inaczej mysla, inaczej sie zachowuja, co wiecej zachowuja sie tak, jacy sa. Czyli jak jest glaz, na ktorym jest namalowany kwiat to nie czyni tego glazy kwiatem ale i nie oznacza ze na swiecie sa tylko takie glazy z kwiatem, ale sa rowniez i same kwiaty i glazy, i tez glazy z innymi malunkami. Rzeczywiscie tez autorze nie sluchasz tego co sie do Ciebie mowi. Spoleczenstwo to jest biologicznie i socjologicznie zbior malp, jednostek, ktore nasladuja innych i ktore sie zachowuja czesto jak szympansy w stadzie. Stwierdzono to juz dawno. Napisalem Ci. Trafiles na tzw. bizneswoman. Ten typ tak ma i tak sie wlasnie zachowuje. niczego tutaj nie zmienisz, nie ma tutaj Twojej winy ale nie ma tez z jej strony (i nie bylo milosci). Taka osoba leczy sobie w ten sposob stres ale dazy ku nowym wrazeniom. Chcialbys tworzyc zwiazek z kims to trzeba znalezc kogos wartosciowego. Najpierw jednak trzeba byc i stac sie SOBA czyli kims zrownowazonym kto oparcie ma przede wszystkim w sobie. Takich mezczyzn szukaja kobiety i takich mezczyzn cenia. Zastanow sie nad tym.

22

Odp: Druga depresja z próbą samobójczą. Dlaczego ja...
maniek_z_maniek napisał/a:

Ludzie sa rozni. Jesli ktos okazal sie kims innym (wyszlo szydlo z worka) to nie oznacza ze wczesniej byl kims innym ale ze byl wlasnie tym kim sie okazal tylko dobrze to wczesniej ukrywal. Powierchowne zachowania (ktore takie byly w kontekscie tego co dzis czytamy) nie stanowia o tym kim ta osoba byla i nadal jest. Ale sa inni ludzie, ktorzy inaczej mysla, inaczej sie zachowuja, co wiecej zachowuja sie tak, jacy sa. Czyli jak jest glaz, na ktorym jest namalowany kwiat to nie czyni tego glazy kwiatem ale i nie oznacza ze na swiecie sa tylko takie glazy z kwiatem, ale sa rowniez i same kwiaty i glazy, i tez glazy z innymi malunkami. Rzeczywiscie tez autorze nie sluchasz tego co sie do Ciebie mowi. Spoleczenstwo to jest biologicznie i socjologicznie zbior malp, jednostek, ktore nasladuja innych i ktore sie zachowuja czesto jak szympansy w stadzie. Stwierdzono to juz dawno. Napisalem Ci. Trafiles na tzw. bizneswoman. Ten typ tak ma i tak sie wlasnie zachowuje. niczego tutaj nie zmienisz, nie ma tutaj Twojej winy ale nie ma tez z jej strony (i nie bylo milosci). Taka osoba leczy sobie w ten sposob stres ale dazy ku nowym wrazeniom. Chcialbys tworzyc zwiazek z kims to trzeba znalezc kogos wartosciowego. Najpierw jednak trzeba byc i stac sie SOBA czyli kims zrownowazonym kto oparcie ma przede wszystkim w sobie. Takich mezczyzn szukaja kobiety i takich mezczyzn cenia. Zastanow sie nad tym.

Maniek, masz dużo racji. To nie tak, że nie czytam. Staram się, zrozumieć całą tą sytuację od A do Z aby w przyszłości nie nadziać się na coś podobnego. Nie jest to łatwe bo wiadomo, że w człowieku nadal jest tęsknota i uczucie do tej osoby, a to strasznie miesza i utrudnia. Z tą bizneswomen masz rację, spotkałem się z opinią, że taki człowiek dlatego pnie się na kierownicze stanowiska bo nie liczy się z uczuciami innych. Ma tendencje do zadawania cierpienia i podążania dalej bez obracania się w tył. I tu własnie takie przemyślenia nakierowały mnie na coś co sobie przypomniałem i w zasadzie myśl czemu tutaj tego nie zamieścić? Sądze, że ta kwestia też miała dość poważny wpływ. Kwestia zakompleksionej kobiety bez zaręczyn. To pozwala mi w jakiś sposób ostatecznie przyjąć czym się kierowała od początku...

Na początku budowania związku opowiadała mi, że ze swoim facetem po 4 latach związku była niezadowolona, zrobiła mu aferę że nie ma żadnych planów wobec niej i że ona ma już tego dość. Pokazywała mi, że dla niej to jest dość wrażliwy, bardzo wrażliwy temat i gdy ją zapytałem jak wyobraża sobie nasz ślub czysto teoretycznie była w fiołkach, potem płakała, pytając na to czemu płaczesz ona mi tłumaczyła że dla niej to bardzo ważne i bardzo jest szczęsliwa że jej o tym mówie że szkicuje wizję tego... Nagle jakby dostałą zastrzyk szczęścia, rozdygotania. Potem za jakiś czas pytała kiedy pooglądamy pierścionki na internecie.. tak po prostu... Cieszyła się gdy oglądaliśmy robiąc sobie nadzieje czy coś... Pewnego dnia wróciła od psychologa i czekała na mnie z rozmową. Czułem, że na sesji wyszło coś co ze mną będzie omawiać i po głosie przez telefon czułem że to poważna sprawa. Rzuciła trzy sprawy:
Co z moimi studiami które rzuciłem rok wcześniej przez depresje. Co z moją psychoterapią w której miałem miesięczną przerwę oraz pytanie które mnie trochę zszokowało - kiedy zamierzasz mi się oświadczyć...

Na to pytanie odpowiedziałem wprost, że ją bardzo kocham, podchodząc do niej poważnie na pewno takie plany mam w przyszłości, ale to pytanie jest jak nacisk, zero romantyczności w tajemnicy daty. Co mam rzucić dzień i godzinę? Ona mówiła że ok rozumie, że ja chce mieć jakąś cząstkę romantyczności ale że ona już raz to przeszła i nie chce znów tkwić w związku w którym i tak nic nie ma w przyszłości... Mówiłem, Monika, kocham i naprawdę mam to w planach w myśli ale pozwól mi zachować to dla siebie i też trochę czasu razem spędzić. Wkurzyła się, wręcz obraziła. Powiedziała spoko, nie ma problemu nie muszę się jej oświadczać w sumie, ona nie będzie naciskać, już raz czekała i się nie doczekała ale spoko. Próbowałem jej wytłumaczyć o co chodzi, jak to wygląda z mojej strony, że ja szukam stabilności ale nie popadajmy w paranoje. Ciągle jednak mówiła że koniec tematu, że dla niej to szalenie wrażliwy temat i ona już nie chce o tym rozmawiać, że nie musimy się zaręczać. To miało miejsce może w czerwcu? Przez ten czas byliśmy ze sobą normalnie kochając się itp. Raz do tego próbowałem wrócić próbując jej uświadomić, że to nie tak że ja to odbieram za nacisk, tylko cenne dla mnie jest zaskoczenie i całą otoczka tego dnia gdy się tego nie spodziewasz. Dalej ją drażnił ten temat, mówiła spoko na odczepne. Nawet przy jakiejś kłótni zwróciłem jej uwagę, że coraz częściej odnoszę wrażenie, że gdy do mnie o czymś mówisz, to tak jakbyś stawiała wymagania, bo w taki sposób przedstawiasz problem. Wypomniała wtedy no tak, tak jak przy oświadczynach gdy cię naciskam wiem, wybacz. Widziałem że w niej to siedzi... Dość mocno i poważnie.
Po jej powrocie z Francji gdy rozmawialiśmy o naszym spięciu, bo chciałem do tego wrócić, powiedziała mi że dość mocnych słów używam, ale fakt argumenty mam mocne w rozmowie i mam praktycznie racje. Mówiłem jej, że to może wynikać z tego że gdy rozmawiamy czuje z jej strony wymagania a nie rozmowę i może tak reaguję. Znów odniosła się do zaręczyn. Że ona nie naciska, że tak jak było wtedy. Zaczęła mówić, że i tak nie mamy co wracać do tego tematu bo już ustaliliśmy, a z resztą ona i tak nie ma na co czekac bo tego nie będzie. Mnie to bolało bo miałem przecież bardzo dobre intencje, zależało mi na oświadczynach w gruncie rzeczy, bo ją kochałem, a każde jej stawianie tego już w negatywnym świetle zadawało mi dodatkowe cierpienie. I to głupie wspomnienie jednak gdy teraz co raz bardziej nerwy ustają przypomniałem sobie coś jeszcze co pozwoliło mi zrozumieć co chciała zyskać...
Kiedy rozmawiałem z tym facetem przez telefon, kiedy opowiadał mi co Monika mu mówiła a negował że on nie ma myśli samobójczych. Na moje stwierdzenie, że Monika określiła ich dobrymi znajomymi o tym samym problemie, on po zastanowieniu powiedział, że Monika mu mówiła że jest po rozstaniu i on też...
Opowiedział mi swoją historię... Gdzie po 4 latach związku pojechał kupić pierścionek i tego samego dnia kobieta go zostawiła.

Śmiem twierdzić że ta historia ją urzekła na tyle że potrafiła wyeliminować faceta ze swojego życia, widząc swój zysk w historii innego...

23

Odp: Druga depresja z próbą samobójczą. Dlaczego ja...

jedno pytanie? a myślisz też o sobie?
bez ingerencji w twoje jajestwo (podoba mi się ten neologizm:) ) moim zdaniem za dużo dostałeś tego co chciałeś(jak zwykle elle trafiła) uzależniłeś się i nie chcesz puścić.
Daj sobie szanse wyzdrowieć. Ona, jest nie warta Ciebie, Ty musisz iść swoją drogą . dasz radę tylko pozwól sobie . Nie myśl o niej przez 1h później przez 1d , tydzień itd, zero, żadnego myślenia o czym kolwiek z nią, tylko ja, a później czeka Cię niespodzianka.Nie wygrywam w lotto-niestety, ale tu daje 100% pewność ,że tak będzie. Zaufaj mi. Daje gwarancję no powiedzmy 2 letnią

24

Odp: Druga depresja z próbą samobójczą. Dlaczego ja...

W tej sytuacji analiza niczego juz nie zmieni. Ale zobacz na co zwrocil uwage terapeuta. Na ukonczenie studiow, na zrownowazenie siebie. O pozostalych rzeczach mozna pisac ksiazki.

25

Odp: Druga depresja z próbą samobójczą. Dlaczego ja...

Długo się zastanawiałam czy odpisać coś w tym temacie bo psychologiem nie jestem. Ale stwierdziłam, że czemu nie? Myślę, że Ty tutaj nie oczekujesz fachowej rady specjalisty, ale zwykłej rozmowy, dzielenia się poglądami. Mogą być one słuszne, lub nie, ale myślę, że Ci nie zaszkodzą. Wiesz obawiam się tego, bo depresja nie jest czymś prostym i trzeba myśleć nad tym co się pisze. Ja nie chcę obchodzić się z Tobą jak z jakiem, ale też nie chcę pisać jakiś bzdur, które mogły by zepsuć jeszcze bardziej wpędzić Cię w depresje. Więc liczę na to, że Ty tu naprawdę szukasz różnych opinii i nie dasz się wpędzić przez nas w jeszcze większą depresję. Piszę to wszystko, aby Ci uświadomić, że bardzo się martwię o Ciebie i nie chciała bym sprawić Ci większego bólu swoimi postami. Mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę, że nie dostaniesz tu samych fachowych porad.
No dobra wstęp już mam, więc mogę kontynuować. wink
Po pierwsze chciałam Ci napisać, że jestem pod wrażeniem tego jak bardzo chcesz o swoje życie walczyć i jak wiele robisz, by sobie z tym wszystkim poradzić. Ja nie wiem czy dała bym sobie z tym wszystkim radę, a Ty chodzisz na terapie, piszesz tutaj i widać, że sensownie piszesz. Ja jestem pod wrażeniem tego, bo wyobrażam sobie jak muszą teraz te Twoje dni wyglądać, a mimo to jesteś tu z nami i szukasz wszędzie pomocy gdzie tylko się da. Mało tego: Ty potrafisz o tą pomoc prosić, jak wiesz, że możesz ją otrzymać. Podziwiam Cię, że walczysz o swoje życie, naprawdę. Ja Twoją historię czytałam ze łzami w oczach i tak mnie poruszyła, że musiałam odpisać. Cieszę się bardzo, że jest w Tobie ta walka.
Po drugie: jestem pod jeszcze większym wrażeniem, że chciałeś ten związek zakończyć pokojowo, że chciałeś od niej chociaż przyjaźni, że potrafił byś zrozumieć, gdyby ona pewnego dnia wyznała Ci, że Cię nie kocha. To świadczy o tym, że jesteś bardzo dobrym człowiekiem, który nie wymaga od kogoś tej miłości.
Po trzecie: napisałeś coś, co ja już od początku zauważyłam (ej może jednak będę w przyszłości w miarę dobrym psychologiem? ;P ), a mianowicie fakt, że ona tą pomoc i to wsparcie Tobie dawała, bo podnosiło to jej samoocenę. Czasem mi się wydaję, że sama w podobny sposób postępuję. sad Ona robiąc to czuła się ważna, potrzebna, wyjątkowa. Widać, że chciała Ci z całych sił pokazać jak piękne może być życie, że istnieją kobiety dobre, troskliwe i wspierające. Ona wkładała w to całe serce, bo w ten sposób zacierała swoje wady. Czuła, że ten świat niesprawiedliwie Cię potraktował i chciała Ci to wynagrodzić. Robiła tak do momentu, aż kogoś nie poznała. Pewnie wtedy zrozumiała, że nie może całe życie wynagradzać Ci wyrządzonych krzywd. Tylko jak tu teraz odejść tak by nie zranić? No właśnie to było dla niej najcięższe, bo bała się, że ona najbardziej Cię wtedy zawiedzie. Bo przecież cały czas Ci udowadniać chciała, że są na świecie wspaniałe kobiety, chciała dać Ci to czego naprawdę potrzebujesz, więc jak mogła nagle zmienić zdanie i powiedzieć Ci w oczy, że już nie chce tego robić, że to wszystko było błędem, że chce odejść? Bała się Ciebie zostawić i Cię tym zranić. Nie jest łatwo zostawić człowieka, który przeszedł próbę samobójczą z powodu nieszczęśliwej miłości... Znalazła się w wielkim bagnie i obwiniała za to Ciebie, bo nie mogła od Ciebie odejść. Przynajmniej tak jej się wydawało. Bo prawda jest taka, że ona mogła to zrobić, tylko tego nie rozumiała i nie rozumie do teraz. Ciebie nie zraniłby fakt, że ktoś odchodzi, ale to w jaki sposób to robi. Ona mogła uniknąć tego wszystkiego gdyby była od początku z Tobą szczera. Bo Ty nie potrzebowałeś od drugiego człowieka miłości, a SZCZEROŚCI. To przecież zdrada Twojej poprzedniej dziewczyny wpędziła Cię w depresję, a nie informacja, że jesteś niekochany. Ty potrafisz zrozumieć, że ktoś może nie kochać Ciebie, potrafił byś zrozumieć Monikę, że chce odejść. Ciebie boli fakt, że Cię oszukała i zdradziła. Czemu to zrobiła? Ze strachu.
Mam nadzieję, że zrozumiałeś co miałam na myśli. Trzymaj się i z całego serca dopinguję Ci w Twojej walce, bo widać, że Ci zależy na tym życiu. Mimo, że tyle w nim cierpienia zaznałeś to szukasz pomocy i walczysz. Skąd u Ciebie ta chęć walki, nie wiem, ale jestem pod wielkim wrażeniem, że ona jest.

26 Ostatnio edytowany przez zagubiony28 (2014-11-01 09:42:12)

Odp: Druga depresja z próbą samobójczą. Dlaczego ja...

Długo walczyłem z chęcią odpisania w tym temacie mimo że śledzę go cały czas. Niestety obecny stan nie pozwala mi na wiele rzeczy i tak w tym przypadku kilka prób napisania kawałka tekstu...

Myszeczka23 napisał/a:

Po pierwsze chciałam Ci napisać, że jestem pod wrażeniem tego jak bardzo chcesz o swoje życie walczyć i jak wiele robisz, by sobie z tym wszystkim poradzić. Ja nie wiem czy dała bym sobie z tym wszystkim radę, a Ty chodzisz na terapie, piszesz tutaj i widać, że sensownie piszesz. Ja jestem pod wrażeniem tego, bo wyobrażam sobie jak muszą teraz te Twoje dni wyglądać, a mimo to jesteś tu z nami i szukasz wszędzie pomocy gdzie tylko się da. Mało tego: Ty potrafisz o tą pomoc prosić, jak wiesz, że możesz ją otrzymać. Podziwiam Cię, że walczysz o swoje życie, naprawdę. Ja Twoją historię czytałam ze łzami w oczach i tak mnie poruszyła, że musiałam odpisać. Cieszę się bardzo, że jest w Tobie ta walka.

Nie jest łatwo, szczególnie, że depresja to nie łatwa choroba. Nocami bezsenność, a kiedy zaśniesz, za każdym razem we śnie pojawia się ona. Czy ktoś uwierzy, że można o kimś śnić co noc przez 3 tygodnie? Ja w to nie wierzyłem. Do teraz. Tak i też było wczoraj. Dwa razy zasypiałem, dwa razy sen z nią. W jednym tłumaczy, przeprasza, wyjaśnia... Budzisz się. Momentalnie zdajesz sobie sprawę, że szara rzeczywistość ma miejsce. Ogarnia potworny ból, przygnębienie, zaczynasz się trząść. Zaczynasz wspominać, mimo że wiesz że to działa destrukcyjnie to wspominasz. Nie chcesz. Ale wspominasz. Nie jesteś w stanie kontrolować tych myśli tylko oddajesz im się w całości bo są tak silne. Z płaczem i bez płaczu. W nocy gdy mówisz sobie - nie będę ryczał jak dziecko, nie płaczesz ale łzy lecą same. Lecą nawet gdy nie masz siły już płakać. Widzisz że ciało choć przeciwstawia się temu wszystkiemu to dusza potwornie cierpi. Ryczy ostatkiem z potwornego cierpienia, które gdzieś tam wewnątrz mocno odczuwasz.
Poranki pełne beznadziejności, gdzie zdajesz sobie sprawę, że trzeba iść przecież do pracy, zacząć żyć, ratować to co jeszcze masz. Zawalone studia. Zawalone po raz kolejny. Chcesz wstać ale nie potrafisz. Nogi są ciężkie jak nigdy, a niechęć olbrzymia. Niechęć do życia. Potrafisz tylko przewracać się z boku na bok, nie mogąc zasnąć, a jedynie częstować się tymi myślami, wspomnieniami. I nic nie dają myśli, że zawalisz pracę, że tak doskonale ci ostatnio szło, a teraz to tracisz. To z czego tak bardzo się cieszyłem z tą drugą osobą. Niechęć, totalna obojętność wobec życia. Jadłowstręt sprawiający, że zrzucam już 8kg. Paradoksalnie zrzucam to co sama mi ta osoba dała. Starała się abym przytył po depresji, abym żył.  Znikasz w oczach. Znikają jakiekolwiek siły by wstać. Bo gdy wstajesz choćby zażyć leki, zaraz padasz z wycieńczenia, nie mając siły nawet by się umyć, przebrać. Wizyty u psychoterapeuty, gdzie szukam odpowiedzi w tym całym gąszczu tej historii, na nie znajduje ostatek sił. Automatycznie wstaję, idę, grzebię się w przeszłości.
Mimo jasnych komunikatów psychoterapeuty, że nie warto zastanawiać się nad tym co było ja tego nie potrafię, nie kontroluję, nie potrafię zapomnieć, szukając w tym wszystkim jasnej dla mnie drogi.
Powoli stan takiej beznadziejności gdzie pośród tego całego bólu i myśli zdaje sobie sprawę, żeby się ratować. Myśl "zrób coś z sobą".
Wczoraj próba w pracy. Próba choć na siłę to nieudana, nie mogąc się skoncentrować, błądząc myślami po pustkowiach na których szukam Ciebie, zmuszony wyjść po 3 godzinach - nie dając rady. Widząc jak wypada mi z rąk coś ważnego i nie mogąc zacisnąć pięści aby to złapać. Widzisz jak to upada, niszczy się. Możesz tylko patrzeć i cierpieć. Przetrząsany cały dzień i szarość dnia. Po konsultacji z psychiatrą dobrowolna wreszcie decyzja o przyjęcie na oddział dzienny, szukając wsparcia psychologa, lekarza, terapeuty codziennie po kilka godzin bo wiem na ile ten stan jest gorszy od poprzedniego.
Decyzja psychiatry o zdwojeniu dawki przyjmowanych leków antydepresyjnych których skutki uboczne początkowego zażywania są straszne. Bezsenność, drżenie rąk i nóg, potliwość, drażliwość, zmiana nastroju i myśli samobójcze. Myśli, w których nie chcesz żyć.
To wszystko jeszcze bardziej dobija gdy pamiętasz jak opowiadałeś to tej osobie, a ona Cię przytulała i mówiła, że nigdy na coś takiego już nie pozwoli. Patrząc z politowaniem na trzęsące się łapy, a dziś nawet nie chcąc spojrzeć w oczy.
Za dnia wahania nastroju, raz Cię kocham, zaraz nienawidzę. Raz szukam w przeszłości podstaw co ja źle zrobiłem, a zaraz znajduję powód, żeby Cię znienawidzić. To wykańcza, bo serce podpowiada, że Cię kocham. Kochając nie znienawidzę, co nie zrobiłaś. Szukając zarazem nadziei żeby porozmawiać i wyjaśnić to wszystko zachowując w sobie chociaż kawałek tego co było jako rzeczywistość, a nie okrutne kłamstwo. Szukając potwierdzenia na ile ten czas razem to był czas prawdziwy. Do którego momentu było to wartościowe. Ile z tego kawałka życia z Tobą mogę być szczęśliwy.
Wieczorem, odrobina chęci, żeby wyjść. Wychodzę na spacer słuchając muzyki, którą Ty słuchałaś, która kojarzy mi Ciebie. Wiem, że to złe. To jest jednak silniejsze. Unikam ludzi, unikam ich spojrzenia chodząc ciemnymi ścieżkami, mając myśli, o których nawet tutaj nie wspomnę. Nie czując siebie, czując się jakby mnie nie było. Podążając jak cień w ciemności gdzie jest niezauważalny. A przy tym wszystkim zastanawianie się i martwienie jak Ty się czujesz, jak sobie radzisz, czym się martwisz, o czym myślisz, czy myślisz czasem o mnie, czy może mógłbym Ci pomóc... Wspominając jak jeszcze nie tak dawno mogłem się Tobą cieszyć, jak mogłem sprawiać Ci radość kwiatami, uśmiechem, towarzystwem...
Kuriozalne myśli, że może warto było nie dociekać prawdy, żyć w kłamstwie, starać się jeszcze bardziej, a wtedy bym Cię odzyskał.
Setki takich myśli, setki grzebań w przeszłości, grzebań, które na chwilę dają mi możliwość odczuć złudnie, że jestem w tamtym czasie. Gdy jeszcze jesteś obok, gdy mogę na Ciebie patrzeć i żyć w momencie gdy jeszcze wszystkiego nie wiem, gdy to się nie wydarzyło odciskając swój ślad na moim sercu. Tęsknota za wspólnymi chwilami, za bezgranicznym szczęściem które razem tworzyliśmy, z którego razem się tak szalenie cieszyliśmy.
Dla innych oszukiwanie samego siebie. Dla mnie chwilowa ucieczka przed tym przygnębiającym żalem. Przed uczuciem rozpalenia w klatce piersiowej, niepokoju i lęku. Tyle odczuć, tyle emocji. Za jedne piękne uczucie. Szczere uczucie. 


Nie wiem, skąd chęć walki, nie czuje jej... To automatyczne zachowanie. Może zagnieżdżone już za dzieciaka. Wykreowane przez lata samodzielności i dążenia do celu własnymi siłami. Mimo chęci nie dam rady opisywać więc wkleję coś co komuś nie dawno pisałem. To wg mnie wiele może mówić.

"Jestem człowiekiem. Człowiekiem popełniającym błędy. Człowiekiem, który mimo porażek stara się iść przed siebie. Kulejąc, ale nie padając...
Dzieciństwo nie było łatwe. Alkoholizm matki, ojca. Wykluczenie przez brata i pełna dyskryminacja. Ciągłe kłótnie, ciągła przemoc, wizyty policji. Ten strach gdy rodzice mają się rozchodzić. Strach dziecka które chce utrzymać prawdziwi wizerunek rodziny. Potem zdrady matki. Zdrady, których byłem świadkiem, w które byłem mieszany, gdzie widziałem jak z łatwością ona rujnuje to o co ja tak się bałem by przetrwało. Było tego sporo. Sporo jak na nastolatka o wrażliwej psychice jak moja. Odczuć żalu, strachu, uczuć nienawiści której nie rozumiałem. Mimo tego, szkoły pokończyłem. Mimo towarzystwa szalejącego przy alkoholu ja nigdy do tego nie uciekałem, brzydząc się go, wiedząc że są piękniejsze chwile w życiu niż alkohol. Nigdy nie zadawałem sobie pytania dlaczego mnie to spotyka. Zawsze sobie mówiłem, że będę inny, że dojdę do czegoś w przeciwieństwie do nich wszystkich. Szedłem przed siebie wiedząc, że we mnie drzemie siła by to zmienić, że mam podstawy ku temu. W wieku 20 lat postanowiłem wynieść się z mieszkania z rodzicami. Postanowiłem zająć się sam domem, znajdując pełne ukojenie zmysłów w ogrodzie. W moim edenie. W azylu złożonym z natury, którą kochałem, na którą byłem wrażliwy. Zawsze praca w ogrodzie pozwalała mi odpocząć, odprężyć się, oczyścić. Nastroić na pozytywne myślenie. Kolejne kroki samodzielności powtarzały mi aby iść dalej, że dalej będzie lepiej. Cieszyć się samodzielnością mając coś własnego.
Poznałem kobietę, z którą dzieliłem życie przez 7 lat. Której ofiarowałem to czego nie widziałem w rodzicach. Oddałem miłość i pełną wierność. Oddawałem to nie z poświęceniem, ale udowodnieniem sobie, że potrafię kochać, że chcę kochać. Że wierność to świętość związku, którą podtrzymam mimo innych doświadczeń z dzieciństwa. Prawdomówność. Niestety po 7 latach gdy remontowałem połowę domu z myślą o wspólnym zamieszkaniu na własną rękę poznałem prawdę o zdradzie z jej strony. Potworny ból, potworny żal. Bezradność, gdy dowiadujesz się w samym sobie, że jesteś w stanie wybaczyć tą zdradę za cenę prawdziwości miłości, a dostajesz policzek. Otrzymujesz nienawiść i odejście osoby która wypełniła jakąś cząstkę twojego życia. Bezradność wobec jej niechęci kontynuowania znajomości... Największym moim błędem to zaangażowanie całego siebie i pozostanie samemu jak palec...
Nie było łatwo. Było to dokładnie zeszłoroczną jesienią. Każdy kolejny dzień pogłębiał depresje, która odcinała mnie stopniowo od świata żywych, powodując że wymierało we mnie wszystko, musząc zawiesić studia. Jednak instynkt samozachowawczy nie umarł. Nakazał ostatkiem sił szukać pomocy u psychoterapeuty, psychiatry. Nie było łatwo. Kilka miesięcy bytowania, szarej egzystencji i stawiania pierwszych kroków jak człowiek wstający z wózka, uczący się na nowo chodzić. Nie chciałem nabrać wstrętu do kobiet po doznanej krzywdzie, więc poszedłem usilnie na żywioł. Usilnie budowałem przyjazne relacje z kobietami, nigdy nie myśląc przy tym o związku, wiedząc, że nie jestem gotowy, że brak mi zaufania i podstaw do stworzenia związku. Wiele osób poznanych przez internet i znajomości urzeczywistnionych w realnym świecie. Wiele imprez, wiele ciekawych wydarzeń, gdzie nigdy nie traciłem swoich usilnie trzymanych wartości. Zacząłem inwestować w siebie robiąc rzeczy których nie umiałem. Nauka pływania, nauka jazdy na nartach. Życie gnało w przód..."

Myszeczka23 napisał/a:

Po drugie: jestem pod jeszcze większym wrażeniem, że chciałeś ten związek zakończyć pokojowo, że chciałeś od niej chociaż przyjaźni, że potrafił byś zrozumieć, gdyby ona pewnego dnia wyznała Ci, że Cię nie kocha. To świadczy o tym, że jesteś bardzo dobrym człowiekiem, który nie wymaga od kogoś tej miłości.

Nie cierpię rozstawania się na noże, jak banda dzieciaków. Jak kocham to nie za ostatnie dni ale za całokształt jaki człowiek sobą wniósł w moje życie gdy ze mną był. Też przez pryzmat tego wiem że nie warto się nienawidzić. Tym bardziej, że ten człowiek znał mnie dość dobrze, spędzając ze mną wiele czasu. Kogoś takiego warto mieć obok nawet jako osobę z którą już związku się nie tworzy. Nie da się kochać na siłę, nigdy tego nie oczekuję. Miałem okazję widzieć od małego jak wygląda sztuczna miłość, teraz mając odrazę do tego staram się pielęgnować to uczucie czyniąc je jedynym w swoim rodzaju. Wynikającym z dwóch stron. Dobrowolnie od serca.

Myszeczka23 napisał/a:

Po trzecie: napisałeś coś, co ja już od początku zauważyłam (ej może jednak będę w przyszłości w miarę dobrym psychologiem? ;P ), a mianowicie fakt, że ona tą pomoc i to wsparcie Tobie dawała, bo podnosiło to jej samoocenę. Czasem mi się wydaję, że sama w podobny sposób postępuję. sad Ona robiąc to czuła się ważna, potrzebna, wyjątkowa. Widać, że chciała Ci z całych sił pokazać jak piękne może być życie, że istnieją kobiety dobre, troskliwe i wspierające. Ona wkładała w to całe serce, bo w ten sposób zacierała swoje wady. Czuła, że ten świat niesprawiedliwie Cię potraktował i chciała Ci to wynagrodzić. Robiła tak do momentu, aż kogoś nie poznała. Pewnie wtedy zrozumiała, że nie może całe życie wynagradzać Ci wyrządzonych krzywd. Tylko jak tu teraz odejść tak by nie zranić? No właśnie to było dla niej najcięższe, bo bała się, że ona najbardziej Cię wtedy zawiedzie. Bo przecież cały czas Ci udowadniać chciała, że są na świecie wspaniałe kobiety, chciała dać Ci to czego naprawdę potrzebujesz, więc jak mogła nagle zmienić zdanie i powiedzieć Ci w oczy, że już nie chce tego robić, że to wszystko było błędem, że chce odejść? Bała się Ciebie zostawić i Cię tym zranić. Nie jest łatwo zostawić człowieka, który przeszedł próbę samobójczą z powodu nieszczęśliwej miłości... Znalazła się w wielkim bagnie i obwiniała za to Ciebie, bo nie mogła od Ciebie odejść. Przynajmniej tak jej się wydawało. Bo prawda jest taka, że ona mogła to zrobić, tylko tego nie rozumiała i nie rozumie do teraz. Ciebie nie zraniłby fakt, że ktoś odchodzi, ale to w jaki sposób to robi. Ona mogła uniknąć tego wszystkiego gdyby była od początku z Tobą szczera. Bo Ty nie potrzebowałeś od drugiego człowieka miłości, a SZCZEROŚCI. To przecież zdrada Twojej poprzedniej dziewczyny wpędziła Cię w depresję, a nie informacja, że jesteś niekochany. Ty potrafisz zrozumieć, że ktoś może nie kochać Ciebie, potrafił byś zrozumieć Monikę, że chce odejść. Ciebie boli fakt, że Cię oszukała i zdradziła. Czemu to zrobiła? Ze strachu.

Z jej strony to były tak szczere kroki. Tyle oddania. Pokazywała jak szalenie dla niej jestem ważny, angażując się całkowicie, podkreślając jak mnie kocha. Czy do zacierania własnych wad pokochała człowieka z przejściami? Zaproponowała mu wspólne mieszkanie, kochając się z nim dzień w dzień, przytulając i pielęgnując? Czy to oznacza, że to wszystko nie było z miłości tylko jedno wielkie kłamstwo?
Jeśli mi tak na kimś potwornie zależy żeby go nie ranić, dlaczego przybliżam się jeszcze bardziej do drugiej osoby przez czas kiedy już twierdzę, że z nią nie jestem, wiedząc że będę musiała odejść. To nie ułatwia a utrudnia jeszcze bardziej zadają ból w dwie strony. W dodatku gdy zaczynam dociekać prawdy i pytać, pakując się, dlaczego ta osoba mnie zatrzymuje, dlaczego kłamie. Idąc na tą imprezę i olewając mnie na całej lini raczej mogła dążyć do tego żebym się wkurzył a ona żeby się ode mnie uwolniła. Tak myślałem, ale jej usilne zatrzymywanie mnie wskazuje na to, że mimo, że miała w danym momencie już jasny pretekst do tego abym wyjechał ona jednak nie chciała...
I masz rację, potrafię się pogodzić z tym, że ktoś mnie nie kocha. Potrafię, jeśli usłyszę to podczas zwyczajnej rozmowy. Rozmowy jakich przeprowadzaliśmy wiele. Nie w taki sposób. Bo teraz mam wizję dwóch osób. Osoby która szalenie kochała i osoby która szybko znienawidziła.

Codziennie sięgam pamięcią do czasu przed rozejściem. Szukam powodu gdzie mogłem zareagować. Czytam smsy i rozmowy. Oglądam zdjęcia, szalenie tęskniąc za Tobą. Za osobą której ofiarowałem najważniejszą cząstkę siebie.
Przechodząc usłyszałem w radio piosenkę. W moim stanie nie zwracam uwagi na otoczenie, a jednak ta piosenka mnie zatrzymała. Od razu skojarzyłem ją.
Monika kochała kulturę francuską. Kochała wszystko co związane z Francją. Uwielbiała słuchać muzyki francuskiej. Zawsze uważała, że słuchanie smutnych kawałków to zubożenie samego siebie. Zawsze mi to powtarzała, gdy słuchałem jakiegoś smutnego kawałku wpajając mi pozytywne nastawienie.
Teraz pamiętam, półtora tygodnia przed rozstaniem gdy szła brać prysznic słuchała nagminnie jednej francuskiej piosenki. Ja nie znając tego języka nie wiedziałem o czym ta piosenka jest. Wiedziałem ze słuchu, że nie należy do optymistycznych. Pytałem ją, dlaczego słuchasz takich przygnębiających piosenek. Odpowiadała, że ona nie jest przygnębiająca, że jej się po prostu podoba. Przyjąłem to, mimo, że to kolidowało trochę z jej wcześniejszym zachowaniem.
Tak samo moment gdy ja mówię sam do siebie "może czegoś posłucham pod prysznicem". Na co z jej strony pada momentalnie propozycja abym posłuchał Happysad - zanim pójdę. Uśmiechnęła się.
Dla mnie kilka chwil w których zastanawiam się, wiedząc jak mi jej zaczyna brakować ostatnio czy to nie jakieś zwrócenie uwagi na nią. Ale zbagatelizowałem to, tym bardziej, że nadal była kochającą osobą do samego końca.
Kiedy usłyszałem w radio piosenkę, od razu ją skojarzyłem. Od razu wiedziałem, że ona jej słuchała, że to był ten kawałek który tak nagminnie słuchała, a którego ja nie rozumiałem. Tak jakbym nagle usłyszał jej głos. Mógł jej dotknąć. Mieć chwilę styczności.
Dziś czytając tekst tej piosenki jestem zszokowany. Tekst o falach, gdzie po powrocie z Francji, rozmawiając o tym ,że nagle zmiana decyzji o wspólnych finansach i samochodzie jest dla mnie krokiem Twojego wycofywania się, a Ty wtedy mówiłaś "Emi, nie wycofuję się, wiesz jak szybko zaczęliśmy nasz związek, wszystko płynęło z falą, pozwalaliśmy płynąc z falą, myślę, że teraz  trzeba te rzeczy an chwilę odstawić. Czuję, że miałem przekaz od niej podawany co wieczór. Jej wołanie...
Wołanie, którego nie potrafiła wykrzyczeć.

Teraz ja wołam do Ciebie. Wołam z całego serca. Wołam jak do osoby która umarła. Która znikła pozostawiając niedosyt. Pozostawiając brak pogodzenia się. A do tego myśl, że gdzieś tam jesteś. Gdzieś jesteś osobo, którą pokochałem nad życie. Rozumiejąc tak naprawdę czym jest prawdziwa miłość, zdając sobie sprawę, że mógłbym za Ciebie oddać wtedy życie.

Zaszczepiłaś we mnie ta piosenką Ciebie na lata we mnie, w moich myślach. W myślach, których słyszę Ciebie, a zaraz myślę, czy za nie długo już nie będziesz miała okazji mnie nigdy usłyszeć... Odpieranie tych myśli... Jaką trzeba mieć siłę, wolę walki. Twardość psychiki. Boże...

Nie wiem co dalej napisać, nie wiem. Kocham Cię nadal. Myślę o Tobie i tęsknie. Chciałbym porozmawiać, wiedząc że w pośredniczeniu z Twoją matką wyszło, że mam wrogie nastawienie. Chciałbym to zmienić. Chciałbym Cię zobaczyć. Chciałbym Ci jak prawdziwy facet podziękować za to co mi sobą dałaś. Podziękować i zapewnić, że byłaś kimś ważnym. Ale nawet nie mam jak... Błąkam się w myślach. Szukam tam Ciebie. Tysiące myśli czy się z Tobą skontaktować. Jak porozmawiać. Jak... Nie chcę Cię wymazywać. Za dużo ofiarowałaś siebie. Za bardzo pokazałaś, że warto kochać, człowiekowi który w to już nie wierzył, który nie chciał kochać. Nie chcę żyć wspomnieniem, z którego pamiętam, że to nie było warte. Warte uczucia, które przyszło mi z trudem.



Potem coś dodam. Teraz zakończę. Zakończę tekstem tej piosenki. Piosenki która towarzyszy mi cały czas. Nawet przy pisaniu tego postu. Piosenki, która sprawia, że czuję się jakby do mnie mówiła. Tłumaczyła... Pozwalała choć na chwilę wrócić do wspólnych wieczorów. Gdzie siedziałem oglądałem TV, a ona obok w łazience tego słuchała. Jak zaraz wychodziła i coś do mnie mówiła. Chociażby "a kto nie dawno miał urodzinki? mój pyśśś" przytulając się i uśmiechając.  Teraz wiem, że jest to najgorsyz prezent urodiznowy i imieninowy jaki mogłem dostać.


Indila - S.O.S

To jest SOS, jestem wzruszona, istnieję
Usłysz mój niepokój, czy ktoś tam jest?
Czuję, że tracę siebie


Zostawiłam wszystko, ale nie wiń mnie
Musiałam odejść, już nie byłam sobą
Upadłam tak nisko
Że nikt mnie nie widzi
Zniknęłam w anonimowości
Zwalczyłam pustkę i chłód, chłód
Chciałabym wrócić, nie wrócę tam
Chciałabym wrócić


Jestem niczym, jestem nikim
Cały mój ból jak królestwo
Jedyna obrona więzi mnie
Ujrzeć światło między prętami
Zobaczyć jak niebo jest piękne
Usłysz jak brzmi mój głos (brzmi)?


To jest SOS, jestem wzruszona, istnieję
Usłysz mój niepokój, czy ktoś tam jest?
Czuję, że tracę siebie


Milczenie zabija we mnie ból
Słyszysz? Czy mnie widzisz?
Obiecuje, sprawia, że stajesz się
Obiektem bez blasku
Tak płakałam, myślałam o Tobie
Utopiłam niebo w falach, falach
Wszystkie moje żale, moja historia
Odzwierciadlały mnie


Jestem niczym, jestem nikim
Cały mój ból jak królestwo
Jedyna obrona więzi mnie
Ujrzeć światło między prętami
Zobaczyć jak niebo jest piękne
Usłysz jak brzmi mój głos (brzmi)?

To jest SOS, jestem wzruszona, istnieję
Usłysz mój niepokój, czy ktoś tam jest?
Czuję, że tracę siebie

To jest SOS, jestem wzruszona, istnieję
Usłysz mój niepokój, czy ktoś tam jest?
Czuję, że tracę siebie

To jest SOS, jestem wzruszona, istnieję
Usłysz mój niepokój, czy ktoś tam jest?
Czuję, że tracę siebie

27

Odp: Druga depresja z próbą samobójczą. Dlaczego ja...

Zagubiony,abyś to wszystko przeszedł i zbyt długo nie cierpiał powineneś (oczywiście w/g mnie tylko):
- urwać całkowicie kontakt.
- zaprzestać słuchania piosenek kojarzących się z nią.
- w miarę możliwości pozbyć się ,lub głęboko schować rzeczy które w jakikolwiek sposób są z nią związane.
- starać się przekierować myśli na inną rzecz ,kiedy tylko myśl o niej się pojawi.
- nie przebywać w miejscach ,które w jakiś sposób Ci ją przypominają.
- nie rozkminiać dlaczego tak się stało,co źle zrobiłem.
- w ŻADNYM wypadku nie prosić,nie błagać
- w razie potrzeby nie uciekać od pomocy specjalistów.

To tak na początek.Ciężko będzie?Okropnie,lecz zdaje się że nie masz wyjścia.Oczywiście nie ja to wymyśliłem wszystko,też to gdzieś przeczytałem, usłyszałem i starałem się stosować.Bardzo prawdopodobne że prędzej czy później to Ty nie będziesz chciał jej widzieć na oczy,a kontakt z nią nie będzie Ci do niczego potrzebny.Trzymaj się.

28

Odp: Druga depresja z próbą samobójczą. Dlaczego ja...

Taka emocjonalna wiwisekcja chyba nikomu w takiej sytuacji nie służy. Przeszedłeś piekło, ale dla samego siebie małymi krokami trzeba by ruszyć do przodu. Kup sobie płytę, z muzyką, która będzie tylko Twoja, taka bez wspomnień, tak na dobry początek :-)

29

Odp: Druga depresja z próbą samobójczą. Dlaczego ja...

I dziś miałem okazję Cię zobaczyć.
W autobusie. Ta sama linia, ten sam autobus.
Udałem że Cię nie widzę. Bo po co masz czuć się zagrożona. Czuć, że widząc Cię zacznę coś gadać w autobusie.

Ty mnie zobaczyłaś. Musiałaś. Nie miałaś wyjścia. Siedziałaś przyklejona do szyby. Byle nie odwrócić twarzy w moją stronę. Podparłaś głowę, przecierałaś czoło. Czym się tak nagle zaczęłaś przejmować? Skąd to zdenerwowanie?

Nie przejechaliśmy trzech przystanków... Ty mimo, że było bliżej do drzwi obok których ja jestem wybrałaś te dalej. Za cenę tego by się nie odwrócić. Byle wyjść. Nie ważne, że do pracy jeździsz znacznie dalej, a dziś jechałaś właśnie tam.
Wyszłaś. Szłaś stanowczym krokiem. Stanowczo stając za przystankiem i obserwując autobus i czy za Tobą może nie wysiadłem, dzwoniąc od razu gdzieś telefonem.

Ja mimo tego nie wysiadłem za Tobą.


Nie wiem po co to napisałem. Nie wiem. Nie wiem co się ze mną dzieje...

30 Ostatnio edytowany przez spanowany (2014-11-06 23:34:43)

Odp: Druga depresja z próbą samobójczą. Dlaczego ja...

a teraz walnij sobie baranka na odmulenie( tłumacze co to baranek: prawą otwartą dłonią, skierowaną tak byś widział linie papilarne wszystkich swych palców, skieruj ową dłoń powyżej swych oczu, a następnie z dużą prędkością przemieszczaj dłoń w kierunki swego czoła, nie zatrzymując się i nie myśląc o konsekwencjach, ani nawet o niczym innym smile . Jeśli zaboli pomyśl o kur.a , jeśli nie zaboli, powtórz i tak again, aż powiesz to magiczne słowo,które znajduje się ukryte w twojej podświadomości-" o kur.a! A gdzie jestem ja w tym wszystkim ?"
Powodzenia. Terapia barankowa bardzo skuteczna big_smile

31

Odp: Druga depresja z próbą samobójczą. Dlaczego ja...

k.wa co za irytujące podstarzałe emo hmm

32 Ostatnio edytowany przez spanowany (2014-11-06 23:50:26)

Odp: Druga depresja z próbą samobójczą. Dlaczego ja...

emu, kochana.
Co ty,taka czarodziejka,a nigdy nie grałaś w inteligencję( sry, państwa-miasta) big_smile
tak off-topic
https://www.google.pl/url?sa=i&rct=j&q=&esrc=s&source=images&cd=&cad=rja&uact=8&ved=0CAcQjRw&url=http%3A%2F%2Feminemka.wrzuta.pl%2Fobraz%2F7n9IpkZ1gOw%2Femo&ei=D-1bVON3hPY7ipKA4A0&bvm=bv.78677474,d.d2s&psig=AFQjCNEJy0DxaclbpnkepSO4CrXtSQeXzQ&ust=1415397004049828

33

Odp: Druga depresja z próbą samobójczą. Dlaczego ja...

Jeśli istnieje skrzyżowanie emo z emu to poprawiam się.
Ale obawiam się, że strusie - nawet kiedy chowają głowę w piasek, mają w tym więcej uroku niż bohater tego wątku, kiedy wkłada swoja prosto w tyłek tej kobiety.

34

Odp: Druga depresja z próbą samobójczą. Dlaczego ja...

Jak mu pomaga to niech pisze, w jego sytuacji i tak będzie długo odchorowywał cokolwiek nie zrobi...

35

Odp: Druga depresja z próbą samobójczą. Dlaczego ja...

Wiadomo, nie zabronię mu tych grafomańskich wstawek (choć czasem myślę, że powinien być na to jakiś paragraf wink)

Jedno jest pewne, Pawlikowska-Jasnorzewska to to nie jest, ale może chociaż jakiś zbłąkany 13-latek, który w poszukiwaniu ulgi po swoim pierwszym niepowodzeniu miłosnym wchodząc na ten wątek przerazi się, że można tak bełkotać będąc pod 30-kę i dzięki temu ogarnie tyłek w try miga.

36

Odp: Druga depresja z próbą samobójczą. Dlaczego ja...

Wlasnie, ze zle robi bo czerpie energie z chorych smutkow. To najgorsze co moze byc. Wyjdz czlowieku do ludzi, poudawaj ze Cie bawia i masz im cos do zaoferowania. Powiem Ci ze mozesz wijac sie dalej w swoim blogim smutku tyle, ze osiagniesz efekt co najmniej choroby psychicznej badz samobojstwa. Jezeli o to Ci chodzi to idziesz w bardzo dobrym kierunku. Wiesz gdzie tkwil Twoj blad? W rodzinie, ktora nie dala Ci tego co powinna. Czy ktos jest w stanie zaplenic ta pustke? Nie. Jaka jest rada, by zyc dalej? Nie znasz czlecze co na Ciebie czeka. Po pannie ktora Cie zdradzila, tez nie bylo kolorowo a jakos ksiezniczka Ci sie trafila. Kto wie, moze jest kobieta na tym ziemskim padole pisana pod Twoja dziure, wiec wez sie w garsc i olej to co juz nie Twoje.

37 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-11-07 00:16:25)

Odp: Druga depresja z próbą samobójczą. Dlaczego ja...

Dokładnie. On się masturbuje tymi dołami. Tkwienie w tym marazmie daje mu poczucie pseudo-wrażliwości, takiej co to "nikdo nie zrozumi prawdziwego poety" <tfu>  Osoby, które piszą jak to go rozumieją powodują tylko pogłębienie jego stanu, bo to prawie jak 'lajki' na fb pod każdym wpisem autora.

On nigdy nie zrezygnuje z depresji, póki będzie miał z tego profity, a póki co najwyraźniej ma.
Smutek czy cierpienie to naturalne emocje, ale permanentny smutek i permanentne cierpienie to nie emocja a stan umysłu i postawa względem świata. Dodam- wygodna postawa.

38

Odp: Druga depresja z próbą samobójczą. Dlaczego ja...

Postulaty słuszne ale przyczepię się do jednego. Nie da się "zrezygnować" z depresji.

Za wiki:

"Hipotezy na temat neurochemicznego podłoża depresji dotyczą głównie spadku poziomu norepinefryny (inaczej noradrenaliny; hipoteza katecholaminowa) oraz serotoniny (hipoteza serotoninowa). Istnieją leki (np. bupropion) świadczące o tym, że defekt wychwytu dopaminy może mieć rózwież wpływ na niektóre postacie depresji."

Depresję leczy się latami a i tak udaje się ją wyleczyć tylko u ok. 60% chorych.

39

Odp: Druga depresja z próbą samobójczą. Dlaczego ja...

"Dodam- wygodna postawa."
Proszę rozwiń tą myśl. Jest interesująca

40 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-11-07 00:26:59)

Odp: Druga depresja z próbą samobójczą. Dlaczego ja...

Wiesz dlaczego mówi się, że "się nie da" ?
a) Pomyśl o koncernach farmaceutycznych - to raz
b) dwa - to o czym już pisałam: Ludzie w większości swojego życia 'śpią' , pogrążeni w nieświadomości.
A czym jest depresja jak nie brakiem wiary w to, że cokolwiek od nas zależy? To taki rodzaj 'snu' alkoholika na wiecznym ciągu.
On tez nie wierzy, że wystarczy UWIERZYĆ w to, że tak jak kiedyś nie pił, tak w każdej chwili mógłby przestać pić i ZROZUMIEĆ, że alkohol (a dla kogoś innego depresja) jest niczym więcej jak reakcją obronna organizmu i mózgu, który wyrobił sobie nawyk ucieczki od konfrontacji ze swoimi demonami w chorobę.

Nie potrzebuję wikipedii by znaleźć usprawiedliwienie czy innego psychiatry klinicznego by wiedzieć jaką siła dysponuję od wewnątrz.

41 Ostatnio edytowany przez JoyDivision (2014-11-07 00:43:24)

Odp: Druga depresja z próbą samobójczą. Dlaczego ja...

Nie wierzę że to wszystko na poważnie.Zresztą ja wiem? Ja też przeżywałem i też nie było najlepiej ze mną.

42

Odp: Druga depresja z próbą samobójczą. Dlaczego ja...
Elle88 napisał/a:

Wiesz dlaczego mówi się, że "się nie da" ?
a) Pomyśl o koncernach farmaceutycznych - to raz
b) dwa - to o czym już pisałam: Ludzie w większości swojego życia 'śpią' , pogrążeni w nieświadomości.
A czym jest depresja jak nie brakiem wiary w to, że cokolwiek od nas zależy? To taki rodzaj 'snu' alkoholika na wiecznym ciągu.
On tez nie wierzy, że wystarczy UWIERZYĆ w to, że tak jak kiedyś nie pił, tak w każdej chwili mógłby przestać pić i ZROZUMIEĆ, że alkohol (a dla kogoś innego depresja) jest niczym więcej jak reakcją obronna organizmu i mózgu, który wyrobił sobie nawyk ucieczki od konfrontacji ze swoimi demonami w chorobę.

Nie potrzebuję wikipedii by znaleźć usprawiedliwienie czy innego psychiatry klinicznego by wiedzieć jaką siła dysponuję od wewnątrz.

Jako człowiek w temacie zorientowany powiem krótko. Brednie smile

43

Odp: Druga depresja z próbą samobójczą. Dlaczego ja...

Jako człowiek specjalizujący się w szukaniu kolejnych usprawiedliwień dla niechęci do podnoszenia stanu swojej świadomości - tu się zgodzę w 100%. Cóż miałbyś innego napisać..Wziąć odpowiedzialność za swój stan emocjonalny? Nie liczyłam na to smile

Dlatego właśnie należysz do grupy ludzi, którzy widza w życiu wszystko pod górkę, a ja ( i na szczęście jeszcze parę innych osób) widzimy świat jako morze możliwości i tylko od nas zależy co z tym zrobimy.
A ty przy najbliższej okazji zasilisz kieszeń koncernom farmaceutycznym i będziesz psioczył na byłą, niedobry świat i nierozumiejących cie ludzi. Taki wasz smutny schemat wink

44

Odp: Druga depresja z próbą samobójczą. Dlaczego ja...

Rozmowa z osobą o twoim macku sposobie widzenia świata to jak wymiana poglądów z kimś, kto patrzy na życie z perspektywy toytoya a osobą, która w każdym miejscu na świecie czuje się jak w domu. Dla której świat to otwarta, przyjazna przestrzeń.

A ty jesteś jak taki przerażony ratlerek, który gryzie w łydkę wielkiego doga angielskiego, bo nie może zdzierżyć, że ten widzi więcej i oczekuje od życia i siebie więcej. smile

45

Odp: Druga depresja z próbą samobójczą. Dlaczego ja...

NIE NO WSZYSCY CHORZY NA DEPRESJĘ SOBIE WYMYŚLILI BO IM SIĘ NIE CHCE POGŁĘBIAĆ STANU ŚWIADOMOŚCI NO CO ZA LENIE PRZEBRZYDŁE smile)))))))))

Ja rozumiem, że wierzysz w brednie które wymyśliłaś ale postaraj się nie mieszać do tego i nie obrażać innych, ok?

Po pierwsze jak chcesz wypowiadać się w jakimś temacie to musisz pogłębić swoją wiedzę.
Mylisz skutek z przyczyną. "Widzenie wszystkiego pod górkę" to efekt albo - zaburzeń hormonalnych (potwierdzone setkami badań) albo efekt nieprawidłowego działania neuroprzekaźników w mózgu (tyż mnóstwo badań w tym temacie) co jest SKUTKIEM depresji i psychoterapia której używa się do leczenia - po zastosowaniu farmakoterapii - właśnie służy do tego, aby przywrócić naszym impulsom właściwy bieg w mózgu.

Zdrowy człowiek, z prawidłowo funkcjonującym mózgiem, tego nie zrozumie i gdy nie ma dostatecznej wiedzy, wymyśla pseudonaukowe teorie spiskowe wink

PS. czy jesteś fanką także teorii spiskowej o Amigdalinie?

46

Odp: Druga depresja z próbą samobójczą. Dlaczego ja...
Elle88 napisał/a:

Rozmowa z osobą o twoim macku sposobie widzenia świata to jak wymiana poglądów z kimś, kto patrzy na życie z perspektywy toytoya a osobą, która w każdym miejscu na świecie czuje się jak w domu. Dla której świat to otwarta, przyjazna przestrzeń.

A ty jesteś jak taki przerażony ratlerek, który gryzie w łydkę wielkiego doga angielskiego, bo nie może zdzierżyć, że ten widzi więcej i oczekuje od życia i siebie więcej. smile

Hehe widzę że lubisz się kompromitować, no cóż, nie zabronię Ci tego wink

47

Odp: Druga depresja z próbą samobójczą. Dlaczego ja...

macius, nawet nie chciało mi się tego bełkotu czytać. smile Widzę tylko, że ci ciśnienie podniosłam i z tego się ciesze big_smile
nie dogadamy się - nie latasz w mojej lidze, jeśli chodzi o poziom intelektualny..sorry, tu nic się nie zmienia wink

48

Odp: Druga depresja z próbą samobójczą. Dlaczego ja...

Wyjątkowo się zgodzę - to prawda, nie latam w Twojej lidze, jakoś nie chce mi się spadać z poziomu Premier League to okręgówki w której grasz wink

49 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-11-07 01:21:03)

Odp: Druga depresja z próbą samobójczą. Dlaczego ja...

Jeśli premier ligue to jest koleś który nie ogarnia swoich emocji i tapla się w depresji od lat, to faktycznie wole okręgówke big_smile
Stary, spójrz na fakty: ja mam problem ze sobą czy ty ?:D

Dziękuje, dobranoc.

50

Odp: Druga depresja z próbą samobójczą. Dlaczego ja...

Depresję przewlekłą leczy się znacznie ciężej niż "zwykłą" depresję kliniczną.
W wielu przypadkach - jak u Winstona Churchilla, Abrahama Lincolna czy Józefa Piłsudskiego - wyleczyć pacjenta się nie udało.
Ale to pewnie, jako skarbnica mądrości, już wiedziałaś wink

Ja mam problem z depresją, Ty masz problem z brakiem kultury osobistej, ignorancją i napadami jasnowidzenia. Każdy ma swoje zmartwienia wink

51

Odp: Druga depresja z próbą samobójczą. Dlaczego ja...

Widzisz, podstawowym problemem, dla którego nie umiem z tobą nawiązać komunikacji na podstawowym poziomie (w przeciwieństwie do 90% użytkowników i stałych bywalców wątku Ice`a i innych) jest twój defensywny ton i brak otwartości na inna niż twoja perspektywę.

Sami użytkownicy pisali ci - w wiadomym wątku- co myślą na mój temat i robili to spontanicznie, bez mojej ingerencji czy sugestii w treść czy motywację tych wpisów.
Trudno mi brać twoją jednostkową opinię, która w dodatku opiera się głównie na frustracji i osobistym negatywnym stosunku do mojej osoby, jako coś z czym mogłabym na poważnie wejść w polemikę.

Od czasu do czasu sam podejmujesz takie 'zaczepki', ale szybko się zniechęcam, kiedy widzę jak niska jest świadomość tego co piszesz i jak niewiele z tego rozumiesz.
Trudno się w tej sytuacji dziwić, że nie potrafisz zrozumieć też prostych skądinąd mechanizmów wywołujących depresję.

Z osób, które wymieniłeś, zapomniałeś o Robinie Williamsie- w mojej ocenie  osobowości wybitnie dwubiegunowej z depresją maniakalną, ale to co go wyróżniało to fakt, że doskonale rozumiał, że jego choroba nie pojawiła się znikąd i nigdy nie przerzucał odpowiedzialności na zewnętrzne okoliczności (wiem o tym, bo swego czasu interesowałam się jego życiorysem i obejrzałam nie jeden jego wywiad, w tym - z psychiatrą klinicznym). Dzięki tej rzadkiej cesze, pomimo faktu, że sobie nie radził, budził sympatię, bo nie użalał się nad sobą.
Tobie tej klasy i pokory brakuje. Jesteś z tych, którzy z depresji zrobili sobie 'alibi' by czuć się wyjątkowo.

W porządku- widocznie do czegoś ci to potrzebne, ale nie licz na specjalne traktowanie.


To już naprawdę ostatni mój wpis w tej dyskusji. I tak odpiszesz coś, co pokaże totalny brak refleksji nad tym, co napisałam - byle się odgryźć, dlatego szkoda mi mojej energii na dalsze przepychanki słowne z osoba, która nie chce sobie pomóc.

52

Odp: Druga depresja z próbą samobójczą. Dlaczego ja...

Zagubiony, polecam literaturę np. Melody Beattie "Koniec współuzależnienia" albo Norwood Robi "Kobiety kochają za bardzo".
Wiem, literatura skierowana do kobiet, bo z założenia problem tej choroby dotyczy głównie kobiet, ale wydaje mi się, że możesz być jej męskim odpowiednikiem, dlatego bardzo polecam literaturę na początek tą powyżej.
Jeśli będziesz miał problem z dostępem - napisz maila do mnie, prześlę w wersji pdf.

Poza tym - głowa do góry.

Terapia jak najbardziej, ale przede wszystkim musisz ochłonąć, otrzeźwieć (nie wiem jak leki wpływają na jasność umysłu).
Dlaczego Ty? - Dlatego, że obydwoje wpasowaliście się w schemat kobieta opiekunka facet i wymagający opieki. Obydwoje mieliście problemy emocjonalne, nad którymi nie pracowaliście tylko zazębialiście relację, uzależniając się od siebie co raz bardziej. Być może nastąpił jakiś przełom w Waszej relacji, który spowodował, że dla niej przestałeś być wystarczająco atrakcyjny (nie mam na myśli fizycznego aspektu).

Trzymaj się i pisz. Wywalaj z siebie wszystkie negatywne emocje. Nawet nie po to, by uzyskać opinie na forum, ale przede wszystkim po to, żeby się oczyścić i nie tłumić tego w sobie. Nie analizuj po raz milionowy swojego związku z ex partnerką. Gonitwa mysli Ciebie nakręci w przeżywaniu negatywnych emocji.

53

Odp: Druga depresja z próbą samobójczą. Dlaczego ja...

Nie wiem skąd wniosek, że "nie chcę sobie pomóc" i "uważam depresję za usprawiedliwienie". Usprawiedliwienie czego? Mam Ci się spowiadać z każdego dnia, żebyś zobaczyła jak bardzo się mylisz? Wierz mi, że od mojego najgorszego kryzysu parę lat temu, kiedy to zaliczyłem próbę samobójczą z której ledwo mnie odratowano i tak jest duuużo lepiej.

Chyba, że chodzi Ci o to, że nie chcę teraz stworzyć związku. No nie chcę, fakt. Przez jakiś czas nie wierzyłem, że jestem w stanie stworzyć związek, teraz wprawdzie ta niewiara zniknęła i zdarza się mi obejrzeć za jakąś dziewczyną, niemniej na związek nie mam zwyczajnie ochoty. Chcę być sam przez jakiś czas. Pytanie tylko po co mam to robić, po co mam kogoś szukać na siłę, skoro jest mi dobrze samemu? Bo jakiś program społeczny mi każe? Dziewczyno...

Ty natomiast musisz zastanowić się nad jednym. Jaki efekt Twoje słowa wywołają - chyba, że gadasz dla samego pieprzenia i forumowego fejmu, wtedy ok.
A w przypadku autora tematu wygląda to tak - są dwie opcje:

1) Przyzna Ci rację i jeszcze bardziej się zdołuje w stylu "jestem do niczego bo się nie umiem nawet zmobilizować"
2) Nie przyzna Ci racji i się zamknie jeszcze bardziej w sobie

Ewentualnie - co mało prawdopodobne - mając ten temat niezamknięty - faktycznie się ogarnie, po czym... rozpieprzy się na pierwszym lepszym życiowym zakręcie, skamląc u ex o powrót.

Dlaczego? Przeczytaj jeszcze raz post autora. Bo on zrobił z niej swoją nianię/opiekunkę, której zadaniem było m.in. rozwiązanie jego problemów - w tym emocjonalnych. Bo przy niej czuł się BEZPIECZNIE.
To dlatego dopóki nie poradzi sobie z chorobą, ze swoimi problemami, będzie do niej lgnął mimo jej zdrad, ewentualnie znajdzie sobie nową nianię i powtórzy schemat. I tak do skichanej śmierci.
Dlatego pierwsze co powinien zrobić to całą energię włożyć w to, żeby leczyć depresję!

Dlatego zwracałem Ci swego czasu uwagę, że Twoje podejście polegające na tym, że wszyscy powstali w jakiejś fabryce i są tacy sami - a w efekcie, należy ich motywować tak samo. A to bzdura jakich mało. Jednego kop w tyłek postawi na nogi, innego przewróci.

Szkoda, że nadal tego nie rozumiesz.

54

Odp: Druga depresja z próbą samobójczą. Dlaczego ja...

BTW. Zarzucanie komuś "braku otwartości na inna niż twoja perspektywę" podczas gdy samemu lży się ludzi mających jakiekolwiek inne zdanie niż Ty różnymi obrzydliwymi, fekalnymi określeniami, to szczyt hipokryzji.

55

Odp: Druga depresja z próbą samobójczą. Dlaczego ja...

macku: Ja swoje zdanie już wyraziłam i nie potrafię wejść w twój poziom - po prostu szkoda mi na to energii.
Rozumiem z jakiego powodu tak reagujesz, ale to nie jest mój problem. Musisz sobie z tym jakoś poradzić.

56

Odp: Druga depresja z próbą samobójczą. Dlaczego ja...

Ech. Ty nadal nie rozumiesz. Nie mam już siły.

57

Odp: Druga depresja z próbą samobójczą. Dlaczego ja...

Drogi Emilu,przeczytalam z uwaga Twojego posta.Pieknie opisujesz emocje.Odnosze jednak wrazenie,ze nieco idealizujesz ta kobiete.Czy nie bylo to tak,ze postanowiles,ze tym razem musi sie udac,a twoj "ideal" swietnie wbil sie w ta Twoja potrzebe i po prostu,bezczelnie,cynicznie odegrala swoja role?Mysle,ze ta pani jest swietnym psychologiem.Umiala Cie omamic-zagralakilka niezlych rol-pocieszycielki,spragnionej bliskosci,przyjaciolki,lojalnej narzeczonej.Zmieniala mske do kazdej roli,tak jak aktor,ktory raz gra Hamleta,raz Robespierra innym razem Kordiana.Dawala Ci wszystko,czego w danym momencie potrzebowales.Wieszjak takich ludzi sie okresla?To sa tzw "sprzedawcy marzen".Tylko jak sie kupi od nich te marzenia,to potem trudno sie ich pozbyc z glowy.No i z psychiki-zostaje rana,bol,depresja.Ciezko jest pozniej zyc,ale mozna.Tak naprawde straciles czas,energie.A zyskales to,ze juz nie bedziesz przez nia oszukiwany i manipulowany.Wiem,ze takie osoby wprost bombarduja miloscia,potrafia byc anielsko dobrzy.Robia to po to,by uspic nasza czujnosc.I sa w tym dobrzy.A potem nastepuje cios...po ktorym jest szok i niedowierzanie.Podejrzewam,ze ta kobieta ma tez cos z wampira energetycznego.Teraz jest Ci potrzebny spokoj,ciepli i wyrozumiali ludzie,dobrzy terapeuci.Moze jakis futrzak ,typu kot[sama mam 3koty].Badz tez ostrozny komu sie zwirzasz,unikaj ludzi,ktorzy splycaja Twoj problem i postrzegaja w nim tylko Twoja slabosc.Mam nadzieje,ze troche Ci pomoglam.Rozumiem Twoj problem,bardzo ci wspolczuje.Zycze Ci spokoju,uwolnienia od tego ,co bylo i szczescia.Pzdr.

58 Ostatnio edytowany przez zagubiony28 (2014-11-07 21:15:40)

Odp: Druga depresja z próbą samobójczą. Dlaczego ja...

Elle88
Szczerze, nie mam siły nawet się z Tobą spierać. Ale mimo wszystko
Jeździj sobie po mnie jak tylko zechcesz, jedno jest pewne, nie nadajesz się do wypowiadania w tym dziale, nie tylko patrząc na ten wątek. Miałem okazje przeczytać wiele Twoich postów i wiem co reprezentujesz. Twoje podejście jest typowe: powiem co uważam, a jak się do tego autor wątku nie zastosuje bądź nadal będzie powielał swój błąd to go wyśmieje i poniżę. Tak właśnie robisz.
Ja rozumiem, nie spełniam z góry Twojego założenia. Rozumiem, że w Twoich oczach ubolewam nad samym sobą.
Ten dział jak sam jego tytuł wskazuje jest działem dla osób z problemami. Jedni odczuwają te problemy bardziej drudzy słabiej, inni nie mogą się długo pogodzić. Taki dział pozwala z siebie wyrzucać myśli. Ty to od razu krytykujesz, poniżasz, wyśmiewasz.
Nie potrafisz po prostu tkwić w tym dziale jak ktoś normalny. I nie chodzi mi o to co napisałaś, a żeby ktoś mnie rozumiał i kotwiczył mnie w swoim smutku. Nie piszę tutaj po to by to uzyskać. Wali mnie to. Naprawdę.
To są moje odczucia które z powodu złego stanu wywalam już tutaj. Nie wiesz dlaczego to robię i nigdy się nie dowiesz. Przypuszczam, że nigdy nie sięgnęłaś takiego stanu. Nie potrafisz tego odczuć. Ale tego Ci życzę by tak nadal było.
Możesz zarzucać mi pseudowrażliwość i inne poniżające określenia. Nie będzie mnie to dotykać bo tak jak aktualnie patrzę na życie to Twoja kwestia jest jak złamane źdźbło pszenicy na wielkim polu. To Twój sposób na odmienność - krytyka. Krytykuj sobie dalej.

Nikt nie domyślił się do tej pory po co ja to piszę. Po co szukam nadziei, wyjaśnień
Nikt nie rozumie, że staram się usilnie okłamywać sam siebie bo nie daje sobie rady. Pisząc to i mówiąc dookoła staram się na siłe siebie utwierdzić, że nie jest przecież tak źle! Znając swoją psychikę doskonale i wiedząc gdzie nastąpi jej koniec. Chroniąc się przed tym końcem lokuje ostatek optymizmu w czymś sztucznym co sam tworze, co sam szukam. Co mówie psychologm psychiatrom terapeutom.
W tym wszystkim jest coś pewnego. To że ją kocham i pokochałem jak tylko mogłem. Nie byłem człowiekiem idealnym. Nigdy nie będę. Nie ma takich.
Spotkanie w autobusie wytrąciło mnie ze sztucznych nadziei których pozostało nie mało. Wiem czym to grozi, wiem jakie myśli mi to stworzyło. Wahanie między nadziejami a rzeczywistością wykańcza. Wykańcza do tego stopnia, że miejscami chcesz przyjąc rzeczywistość wiedząc czym to się dla ciebie skończy. Ostatkiem sił, piszesz tutaj. Okłamujesz sam siebie...
Znów się dobijasz. Błędne koło z którego zdajesz sobie sprawę. Sztuczne podtrzymywanie swojego życia.
To wykończenie psychiczne powoduje że już dziś chcę z nią stanąć oko w oko. I usłyszeć i ujrzeć prawdę.
Godząc się już na to co to niesie. A niesie eliminacje ułudy.

Wszystko mi jedno co kto o tym pomyśli. Nawet Ty Elle. Bądź z siebie dumna... Powodzenia.
Na zakończenie wkleje to co pisałem. Takie ostateczne zakończenie. Kto zechce przeczyta. Cała historia. Od a do z.


Postanowiłem że opiszę to wszystko, wszystko co we mnie siedzi. Jest tego mnóstwo. Mnóstwo przawdziwych uczuć. Opiszę historia która mnie uskrzydliła słuchając przy tym pewnej piosenki w kółko. Która pozwoliła dotknąc śniegu na szczycie choć na moment, dając poczucie dotknięcia marzeń, po czym zlecieć lawiną w czarną przepaść...
Historia mojego życia, historia poznanej kobiety której nigdy nie zapomnę.

Jestem człowiekiem. Człowiekiem popełniajacym błędy. Człowiekiem, który mimo porażek stara się iśc przed siebie. Kulejąc, ale nie padając...
Dzieciństwo nie było łatwe. Alkoholizm matki, ojca. Wykluczenie przez brata i pełna dyskriminacja. Ciągłe kłótnie, ciągła przemoc, wizyty policji. Ten strach gdy rodzicę mają się rozchodzić. Strach dziecka które chce utrzymać prawdziwi wizerunek rodziny. Potem zdrady matki. Zdrady, których byłem świadkiem, w które byłem mieszany, gdzie widziałem jak z łatwością ona rujnuje to o co ja tak się bałem. Było tego sporo. Sporo jak na nastolatka o wrażliwej psychice jak moja. Odczuć żalu, strachu, uczuć nienawiści której nierozumiałem. Mimo tego, szkoły pokończyłem. Mimo towarzystwa szalejącego przy alkoholu ja nigdy do tego nie uciekałem. Nigdy nie zadawałem sobie pytania dlaczego mnie to spotyka. Zawsze sobie mówiłem, że będę inny, że dodję do czegoś w przeciwieńśtwie do nich wszystkich. Szedłem przed siebie wiedząc, że we mnie drzemie siła by to zmienić. W wieku 20 lat postanowiłem wynieść się z mieszkania z rodzicami. Postanowiłem zając się sam domem, znajdując pełne ukojenie zmysłów w ogrodzie. W moim edenie. W azylu złożonym z natury, którą kochałem, na którą byłem wrażliwy. Zawsze praca w ogordzie pozwalała mi odpocząć, odprężyć się, oczyścić. Nastroić na pozytywne mślenie. Kolejne kroki samodzielności powtarzały mi aby iść dalej, że dalej będzie lepiej.
Poznałem kobietę, z którą dzieliłem życię przez 7 lat. Której ofiarowałem to czego nie widziałem w rodzicach. Oddałem miłość i pełną wierność. Oddawałem to nie z poświęceniem, ale udowodnieniem sobie, że potrafię kochać, że chcę kochać. Ze wierność to świętość związku, którą podtrzymam mimo innych doświadczeń z dzieciństwa. Prawdomówność. Niestety po 7 latach gdy remontowałem połowę domu na własną rękę poznałem prawdę o zdradzie z jej strony. Potworny ból, potworny żal. Bezradność, gdy dowiadujesz się w samym sobie, że jesteś w stanie wybaczyć tą zdradę za cenę prawdziwości miłości, a dostajesz policzek. Otrzymujesz nienawiść i odejście osoby która wypełniła jakąś cząstke twojego życia. Bezradność wobec jej niechęci kontynuowania znajomości... Największym moim błędem to zaangażowanie całego siebie i pozostanie samemu jak palec...
Nie było łatwo. Było to dokładnie zeszłoroczną jesienią. Każdy kolejny dzień pogłębiał depresje, która odcinała mnie stopniowo od świata żywych, powodując że wymierało we mnie wszystko, musząc zawiesić studia. Jednak instynkt samozachowawczy nie umarł. Nakazał ostatkiem sił szukać pomocy u psychoterapeuty, psychiatry. Nie było łatwo. Kilka miesięcy bytowania, szarej egzystencji i stawiania pierwszych kroków jak człowiek wstający z wózka, uczący się na nowo chodzić. Nie chciałem nabrać wstrętu do kobiet po doznanej krzywdzie, więc poszedłem usilnie na żywioł. Usilnie budowałem przyjazne relacje z kobietami, nigdy nie myśląc przy tym o związku, wiedząc, że nie jestem gotowy, że brak mi zaufania i podstaw do stworzenia związku. Wiele osób poznanych przez internet i znajomości urzeczywstnionych w realnym świecie. Wiele imprez, wiele ciekawych wydarzeń, gdzie nigdy nie traciłem swoich usilnie trzymanych wartości. Zacząłem inwestowac w siebie robiąc rzeczy których nie umiałem. Nauka pływania, nauka jazdy na nartach. Życię gnało w przód.

W wirze nowych znajomości z poczatkiem stycznia poznałem Monikę. Monika, kobieta starsza ode mnie o 6 lat, którą urzekła moja dojrzałość jak na swój wiek, a w której ja odkryłem niesamowitą przyjaciółkę. Inteligentną osobę pracującą w finansach w jednej z korporacji krakowskich, potrafiącą porozmawiać na poważne tematy będąc szczerą i dojrzałą. Przede wszystkim potrafiącą rozmawiać. W czasie naszej znajomości trwała w 4 letnim związku z partnerem, z którym jak twierdziła związek nie ma przyszłości, brak perspektyw oświadczyn, więc uważa go za zakończony od września. Potrzebowała odreagować, wyjść z domu kiedy on jeszcze u niej mieszkał, w dodatku później odkrywając dowody jego zdrady i dajac mu dwa tygodnie na wyniesienie się. Jako przyjaciel oferowałem swoje towarzystwo, wsparcie, wysłuchanie. Wiedziałem jak ważnym jest odciąć myśli od tego co złe. Spędzaliśmy dużo czasu ze sobą, dużo pisząc, dużo rozmawiając przez telefon. Monika imponowała mi niesamowicie, będąc podobna w wielu kwestiach do mnie. Oboje chodziliśmy na psychiterapię gdzie wymienialiśmy się doświadczeniami i rozmawialiśmy godzinami o tym. Wiele rozmawialiśmy na temat swojej przeszłości, gdzie z jej strony padała mocna krytyka postępowania mojej byłej kobiety. Mimo swojego wyglądu przypadajacego mi idealnie do gustu była dla mnie kobietą nieosiągalną, kobietą z poziomu wyżej, choćby ze względu na swoją pracę, na wyjazdy zagraniczne, gdzie ja czułem się jak mały palec u nogi. Imponowała mnie jej znajomość kilku j ęzyków w tym francuskiego, który mnie po prostu urzekał, oczytanie, chęć podnoszenia swoich umiejętności. Imponowała na każdym kroku, ale najważniejsze było jej wnętrze. Ciepłe, troskliwe, optymistyczne, wesołe. Ogromnie empatyczna osoba, której nie musiałem wiele mówić a ona już wiedziała. Jej chęć pomocy, gdzie z góry zakładała już na samych poczatkach, że wdroży mnie do siebie, że mi pomoże, mimo że ja tego nie wymagałem. Skutecznie niwelowała różnice między nami, dosłownie na każdym kroku, darując mnie uśmiechem. Pokazując że nie liczy się dla niej pieniądz a wnętrze człowieka. Odkrywaliśmy wiele podobieństwa w sobie. Wrażliwość na naturę, zamiłowanie do rysowania, do spokojnego spędzania razem czasu. Takie same poglądy na temat zdrady, na temat związku i wielu innych kwestii. Z biegiem czasu zaczęło się to przeradzać w coś więcej z jej strony. Coś co zaczęło mnie jeszcze bardziej podbudowywać jednak poprzednie przejścia nie pozwalały mi na szybkie zbudowanie związku. Ona jednak nie przestawała. Stało się, pierwszy pocałunek po miesiącu spotykania, który niósł za sobą poczucie zalązką miłości ale i niepewności. Chłonac siebie wzajemnie z radością zastanawiałem się na ile ja chcę tego związku, na ile jestem w stanie wejść w ten związek i umieć go utrzymać, wiedząc zarazem na ile ważne jest, aby nie robić czegoś wbrew sobie i tym samym nie skrzywdzić czyjiś uczuć. Wiele o tym rozmawialiśmy, wiele ją obserwując czy nie jest to chwilowe zauroczenie, pytając czy nie za szybko wchodzi w nowy związek po poprzednim jak metodą klin klinem, ale ona utwierdzała, że nie, że poprzedni już dawno został we wrześniu w niej zakończony, a to bycie razem to bytowanie. Przez ten czas ciąglę się o mnie troszczyła, ciągle starała wzbudzić we mnie uśmiech, czego ja od niej nie wymagałem, ale się z tego cieszyłem. To było niesamowite, że dawała to sama od siebie, w ogromnych ilościach. Z Moniką, zwiedziłem masę ciekawych miejsc, masę restauracji, masę spacerów, pozwalajac mi samemu zrobić jeszcze większy krok w przód dzięki jej usilnej inicjatywie. Bardzo mnie cieszyło, że ktoś taki jak ona dostrzega we mnie to co kryje serce, że nie jest to pusta osoba patrząca powierzchownie. Wiele prawiła mi komplementów, podkreślając że docenia moją samodzielność i dążenie do celu własnymi krokami. Wiele przy tym krytykując poprzedniego partnera.
Nastał marzec. Wiele spotkań, kilka nocy spędzonych u niej. Radość z siebie nawzajem i tęsknota gdy nie jesteśmy obok.
Po trzech miesiącach intensywnego związku zaporponowała mi wprowadzenie się do niej, sugerując, że i tak pasujemy do siebie, a to nas tylko przybliży, dając jeszcze większe możliwości pokochania się. Było to dla mnie ciężką decyzją wyprowadzić sie z miejsca w które włożyłem kupę swojego serca, w dodatku nie będąc do końca pewnym czy ten związek to związek na lata, jednak jej starania sprawiły, że podjąłem decyzję o przeprowadzce. Każdy dzień mieszkania razem utwierdzał mnie, że jest to kobieta z którą chcę być na zawsze. Kobieta, która dbała o moją radość gotując przeróżności, ciasta, dbając o moje przybranie na wadze po depresji, wstając specjalnie wcześniej z rana i robiąc mi kanapki do pracy. Niby błahe rzeczy, a cieszace człowieka. Cieszące i podkreślajace jak wielkim niewypałem był poprzedni związek. Kobieta, która gdy budziłem się w nocy z gorączką, od razu pojawiała się z lekarstwami choć ja mówiłem, że niepotrzebnie się tym trudzi. Ciąglę chciała pomagać, pokazując że naprawdę mnie kocha, udowadniając to każdym słowem i gestem. Nie pozwalając odczuć inaczej. Wiele razy mówiąc do ucha ?nie zostawie Cię nigdy, zapamiętaj to?.

Byliśmy niesamowicie szczęśliwi, spedzając wiele czasu razem. Pokazywała mi swoje podejście do związku, twierdząc że jeśli się ktoś pojawi to mi o tym powie, jakiś facet, znajomy. Że ona nie ma nic do ukrcyia i gdy tylko chce moge sprawdzić jej telefon. Było to dla mnie coś miłego, bo sam nigdy nie stałem na przeszkodzie ukrywając coś. Zaraz opowiadała o kimś z pracy, o kimś kto ją podrywa. Utwierdzła, że mówi mi to bo chce być wobec mnie fair. Doskonała kobieta od której nie oczekuję a dostaję poczucie zaufania na każdym kroku.
Wspólny wypad w góry, co tydzień jakiś zamek, bądź wyjazd dalej. Wspólne bieganie, jazda na rolkach. Nie brakowało nam pomysłów, a tylko czasu na ich realizacje.
W tym wszytskim jednak nie chciałem zaniedbywać swojego domu, czesto tam jeżdżąc i odpoczywając przy pracy w ogrodzie, gdzie czasem czułem, że jej przez to może być przykro. Psychiterapia jednak nauczyła mnie, abym myślał przede wszystkim o sobie, dlatego nie chciałem tego poświęcać, nie tracąc swojej odrębności, którą i tak przy końcu poświęciłem...
Pewnego dnia, spędzając razem czas zapytałem ją z ciekawości jak wyobraża sobie kiedyś nasz ślub. Rozpłakała się, mówiąc że to ze szczęścia i że ona nie umie rozmawiać na ten temat bo to dla niej strasznie wrażliwy temat. Była uradowana, że w ogóle o tym myślę. W przeciągu tygodnia chciałą oglądać pierścionki na internecie tylko po to by się nieco ucieszyć. Czemu nie, pomyślałem?.
Totalna bezkresna radość trwała. Wspołnie mieszkając dogadywaliśmy się doskonale, nie zarzucając sobie nic. Pojawiły się plany remontu mieszkania, zarys planu wspólnego konta. Dużo rozmowy na ten temat, gdzie obawiałem się, że może to być nie fair gdy jej większość pieniędzy będzie lokowana na nasze potrzeby. Zapewniała, żebym się nie czuł z tym źle. Chciała tego i nie pozwalała odczuwać żadnego dyskomfortu. Wszystko pędziło w przód, a my nadal zakochani, wpatrzeni w siebie.
Wiele pobytów u jej rodziców, co sprawiało jej ogromną radość nie będąc tam przez 5 lat.
Czas nieustannie biegł, pewnego dnia, byłem u siebie, dbajac o ogród, relaksując się w swoim azylu. Telefon od niej. Lubiała często do mnie dzownić pytajac co u mnie, jak się czuję. Jej troska. Po powrocie od psychologa dzwoni. Powazny głos, od razu każe mi się skupić. Twierdzi, że będziemy musieli odbyć poważną rozmowę. Po głosie słyszałem już jej niezadowolenie i nastrój wskazujący, że coś jest nie tak. Przyjechałem, usiadłem. Zaczęliśmy rozmawiać.
Padły trzy pytania, co z moimi studiami, co z terapią i ostatnie, które mnie mocno zaszokowało to kiedy zamierzam się jej oświadczyć. Te pytania padły miesiąc po mieszkaniu razem. Na dwa pierwsze odpowiedziałem jednak na drugie nie chciałem, twierdząc, że mam poważne plany wobec niej ale nie jestem w stanie poddać dokładnie daty i godziny bo to niszczy całą tę otoczkę tajemniczości. Sam szukałem stabilności w związku, kobiety z którą będę w stanie związać się na lata, ale nie chciałem popadać w paranoje. Nie podobało jej się to. Mówiła, że ona rozumie romantyczność we mnie ale nie zamierza kolejny raz wchodzić w związek z którego i tak nic potem nie ma, więc woli abym jej określił czy mam taki zamiar i kiedy. Zaczałem czuć się jakby naciskany, widząc jej sroga minę i słysząc ton. Mówiłem o tym, że w dziwny sposób pyta mnie o sprawy, robiąć wrażenie stawianych wymagań, na co ona się obraziła, rzucajac po drodze słowa, że w sumie to nie muszę się jej oświadczać, że nie było tematu, że ona nie naciska, że już w zasadzie jest przyzwyczajona do związku z którego nic nie ma.
Jestem osobą, która nie lubi niedomówień więc pare razy starałem się wrócić do tego tematu by ją zapewnić, że to jest jak najbardziej autentyczne, ale żeby się nie obrażała na to, że nie daje jej potwierdzenia mówiąc kiedy dokładnie to nastąpi. Rozmowy na ten temat wywoływały w niej różne emocje, to złości, to oschłości, gdzie widziałem, że to nadal w niej siedzi. Postanowiłem odpuścić.
Przez kawał czasu nadal szliśmy razem, w pełni zakochani, radośni. Monika nie przestawała się angażować. Ciągle wkręcając mnie w towarzystwo swoich znajomych, rodzinę itd. Pokazywała, że chce i ma dobre intencję. Odwdzięczałem się tym samym, zawsze starając się jej ułatwić dotarcie do lekarza, pracy, sprzątajac w domu i odciążając ją na ile mogę, na ile jestem w stanie. Zaczęliśmy wdrażać co raz śmielsze kroki, biorąc wspólnie telefony w abonamencie na moją firmę, zakładając wspólne konto, aby móc dokonywać wspólnych opłat, planując wspólny samochód, który ułatwi nam znacznie życie.
W sierpniu wspólny urlop w tym samym czasie. Pełno miejsc, pełno uczuć. Pełno wdzięczności na każdym kroku za to jaki jestem, że zawsze o kimś takim marzyła. Jej słowa, że jest mnie pewna, że żałują, że to nie ja byłem facetem z którym mogła pierwszy raz się kochać. Niesamowite wyznania.
Sierpień również niósł za sobą problemy w rodzinnym domu z alkoholizmem. Starałem się nie angażować za bardzo ale gdy sytuacja wymagała mojej obecności interweniowałem. Monika zawsze mnie wtedy wspierała, samoczynnie, choc ja nigdy nie okazywałem, aby mnie to dotykało, wymagając tym samym wsparcia.
Mój urlop powoli dobiegał końca, jej został jeszcze tydzień. Powrót jej od psychologa. Powrót mój z domu.
Rozmowa. Czułem, że może się źle skończyć wiedząc jak ostatnia się skończyła.
Powiedziała wprost, że jest zdania, że powinienem odciąć się od rodziców i brata. Tożsamość z patologią nie wróży nic złego a odbije się na nas moje zaangażowanie. Kolejny raz słowa padające jak wymagania bez skrupułów. Powiedziałem wprost, że dla mnie to jest chore. Nie mam zamiaru wyrzekać się rodziny, a nigdy nie angażuję się ponad moje siły poświęcając nawet związek. Moje oburzenie jej pomysłem i stwierdzenie, że mnie ten pomysł się nie poodba i odczuwam go znów jak stawianie warunku wywołało w niej złość. Kolejny raz odniosła się do oświaczyn i że znów jej mówie że naciska.
Uzmysławiam, żeby pamiętała, że nie zawsze co od psychologa wyniesie musi być prawdą wdrażaną na co dzień, bo mówi to co ona widzi a nie całokształt a psycholog nie zawsze może dostrzec to co dookoła co jest ważne. Z jej ust padają słowa, że właśnie pokazuję co tak naprawdę o niej myślę.
Nie wytrzymałem, powiedziałem, że mam dość takiej rozmowy, wsiadłem w samochód i pojechałem nocą aby odreagować. Wróciłem po 2 w nocy.
Następny dzień wróżył wypad na Kasprowy Wierch. Oschła sytuacja z rana sprawia zmianę planów, gdzie Monika idzię do koleżanki, a ja jadę do siebie, gdzie potem zaczyna normalnie się oddzywać, zapominajac o problemie.
Końcowy tydzień swojego urlopu spędza u rodziców, pisząc wtedy że miała wiele czasu an przemyślenia i że zgadza się że nie powinna wszystkiego od psychologa brać do siebie.
Z końcem sierpnia pojawił się wyjazd zagraniczny z pracy na półtora tygodnia z jej strony. Przygotowania, aż w końcu podwiezienie na lotnisko i pożegnanie. Było to dla mnie pierwsze, żegnanie kobiety, którą wylatuje do innego kraju. Dziwne uczucie, które opisałbym jako przeczucie, że kogoś utracę. Patrząc na startujący samolot unoszący się do góry i to uczucie, że coś szalenie dla mnie ważnego znika w chumrach. Może to wtedy była już świadomość tego co się nie długo wydarzy...

Wyjazd kosztował Monikę wiele nerwów. Ja w ten czas szukałem samochodu który wspólnie planowaliśmy. Samochód był dla mnie wyzwaniem, ponieważ był to wkład w większości jej rodziców a nasz po połowie co wiąże się z odpowiedzialnością dość dużą. Angażując w to znajomego siedzącego w branży i organizując czas po pracy postanowiłem szukac i szukać. Kolejne auto na oku - kabriolet. Nie dokońca przekoanny, pytałem jej co uważa na ten temat. Wyraziła się wprost, żebym jechał oglądnąć, że nie trzeba nam większego samochodu. Jedź jedź - jest fajne. Pojechałem. Auto zadbane, wręcz pewne. Opowiedziałem jej to na co ona zaczęła kręcić nosem, gdzie ja byłem już pewien, że problem będzie  zgłowy, a będziemy mogli  ciesyzć się już nowym samochodem. Z jej strony pojawiły się nowe wizje samochodu więszkego w dalsze trasy z możliwością przewozu znajomych.
Nie chciała się wdawać dalej w ten temat bo była zmęczona. Ok. Odpuściłem, mówiac że następnego dnia wrócimy do tego tematu. Z rana pytam w sms jak sprawa z tym samochodem bo muszę dać znać sprzedającemu czy się umawiamy na sprawdzenie w serwisie,w  końcu wszystko było już prawie ustalone. Monika stwierdziła, że musimy odpuścić szukajac innego.
Napisałem jej "nie zrozum mnie źle, ale jestem zdania ze musimy odpuścić narazie szukanie samochodu bo w dalszym ciagu nie wiemy czego chcemy a ja na to poswiecam czas, angazujac przy tym kolege a i tak koniec koncow nic z tego nie wychodzi". Zdenerowawała się, "o co znowu masz problem? spoko nie ma problemu jak zrobie prawo jazdy to sama sobie poszukam, nie widze problemu".
Dla mnie było to gwałtowne odsunięcie mnie z kwesti w którą wypchnęła mnie samego wcześniej...
Sam w emocjach napisałem "że racja nie będę się rządził nie swoimi pieniedzmi, w koncu to w wiekszosci twoje to masz racje, odsun mnie od szukania".

Wywołało to nielada spięcie między nami. Cisze przez cały dzień. Następnego dnia jednak wróciłem do tematu gdzie usłyszałem od niej że słowa które padły nie da się wymazac z jej pamieci i ze nie spodziewala się takich słów z mojej strony, może mam taki sposob prowadzenia rozmowy ale dla niej jest to dosc brutalne a tez okazuje sie ze jestem malo praktyczny, ale w sumie to sie nie dziwi bo znamy sie dopiero kilka miesiecy, że zauważyła że coraz częsciej się nie rozumiemy i ją to martwi ale może jakoś się to ułoży... Nie chciała dalej kontynuować rozmowy. Sugerowałem że odkładanie tak rozmowy nie przyniesie pozytywnych skutków. Nic to nie dało. Sprawa samochodu została odłożona.

Zbliżał się jej powrót gdzie pisała mi jak mnie kocha, jak tęskni. Jak pragnie się kochać nie mogąc się doczekać aż wpadnie w moje ramiona. Wszystko wydawało się być ok., gdzie temat poprzedniej sprzeczki nie istniał. Odbierając ją z lotniska 14 września, rzuciło mi się w oczy że jest jakaś inna. Już wtedy zadałem pytanie w windzie, że odnoszę wrażenie jakbyś się mnie wstydziła, na co odpowiedziała że nic jej nie jest, że co opowiadam.
Monice ciężko było się ponownie zaklimatyzować w Polsce. Nudności, wymioty, ospanie.
Po powrocie zapytała mnie dla czego przelewam na nasze wspólne konto całość swojego wynagrodzenia. Zdziwiło mnie to bo wcześniej godzinami o tym rozmawialiśmy i ustalaliśmy że wszytsko będziemy przelewać a tu nagle dziwna zmiana zdania po powrocie. 2 dni i pisze że chciałbym abyśmy porozmawiali. Z jej strony strach i uprzedzanie mnie że ona nie chce się kłócić i denerwowac jak ostatnio. Mówię, że odbieram to z jej strony jakby zaczęła się wycofywać bo najpierw widmo wspólnego samochodu podupada a teraz na konto mamy przelewać tylko na rachunki. Zanika ta wspólność z której tak się cieszyliśmy. Zapewniała mnie, że to nie tak, że się wycofuje ale że auta i tak teraz nie będziemy szukać bo musimy odpocząć, a że z kontem to juz raz tak miałą z innym facetem i się to nie spisało a ona chce być niezależna. Nigdy nie byłem osobą wypominającą co kto za ile kupi więć było mi przykro że od razu podciąga mnie pod osobę z którą kiedyś była. Pytam o naszą kłótnię. Padają słowa, że jestem niepraktyczny, że ostatnio w dość mocny sposób daje jej do zrozumienia co o niej myślę a to sprawia że boi mi się cokolwiek powiedzieć. Rozmowa nie kończy się niczym. Postanawiam przejść się nocą na spacer, gdzie ona wypisuje że czeka na mnie jak wrócę.
Następnego dnia tj 17 września, przytula się. Mówi, żebym nie myślał że ona się wycofuje, że jej na mnie zależy i że z tym kontem to nie rozwiązanie na zawsze a tymczasowe. Padają słowa że nasz związek zaczął płynąc na fali i trzeba pewne rzeczy na razie odpuścić by nie wszystko na raz osiągnąć.

Przyszła sobota 19 Września, 3 tygodnie przed rozstaniem, Monika rozpoczyna kurs księgowości który trwa do 15. Rozpadało się, pisała mi czy nie wpadne i nie podrzucę jej parasola i butów. Podjechałem. Wsiadła do auta a ja pytam jak tam na kursie na co odpowiedziałą że ok, po czym dzwoniąc do matki opowiada 10 minut jak tam nie jest. Zastanawiałem się czemu do mnie tak krótko odpowiadasz no ale może się czepiam więc nie rozgrzebuję tematu. Przyjechaliśmy do domu. Zjedliśmy obiad. Mówi że czy mam coś przeciwko jak pójdzie do Marty na baski wieczór, na co się zgodziłem, nie widziałem w tym nic złego, chociaż myślałem że po ciężkim tygodniu spędzi czas ze mną. Ustaliliśmy że ją odbiorę nocą. Czekałem aż przed 22 napisała że wyjdzie ok 22. Wsiadłem w auto pojechałem. Było już przed 23 kiedy mi pisze "jak tam". Zdezorientowany piszę że czekam juz od dobrych 30 minut tylko nie chcialem sie dopominać, na co odpisala mi że wyjdzie ok polnocy i czy dam radę wtedy podjechać. Napisalem, że ok jadac zbić czas chociaż w gruncie rzeczy zastanawiałem się jak można tak olać faceta gdy specjalnie przyjeżdża na umówiony czas? Myśl, abym się tym nie przejmował, nie teraz, nie psuj jej wieczoru.
Po pólnocy odezwała sie abym wpadł, byłem w pobliżu więc w 5 minut dojechałem. Dziękowała mi w samochodzie tulac się, głaskąjąc i mówiąc jaki ja to nie jestem kochany, że ją odwożę do domu. Opowiadała jakie koleżanki poznała i że całkiem sympatyczne, że się wymieniła z nimi kontaktem. Gdy przyjechaliśmy do domu, ja sie położyłem a ona poszła się kąpać, po kąpieli poszła oglądać TV co mnie zdziwiło bo zawsze przychodziłą do łóżka tym bardziej po jakimś spotkaniu. Pytam czemu nie idziesz do łóżka na co stwierdziła że musi się ululać przy TV. Potem przyszła i się kochaliśmy co sama zresztą zainicjowała bo była mnie spragniona. Następny dzień totalna oziębłość, coś ala kac moralny z jej strony co myślałem że spowodwane jest wypitym alkoholem z poprzedniego dnia, wtedy nie wiedziałem że to efekt tego co już rozpowiadała. Temat picia alkoholu był dla niej wrażliwy więc nic nie mówiłem.
Po dwóch dniach dzień sugeruję, że moje oczekiwanie na nią było odrobinę nie w porządku, co powoduje spięcie i kolejny raz temat zaręczyn których nie będzie w jej odczuciu.
23 Wrzesień moje urodziny, lekkie spięcie z rana gdzie pisze do mnie smsy z sypialni a ja wychodzę do pracy. Pytania z jej strony, dlaczego nie przyszedłem się pożegnać. Lekki smutek z jej strony. Dzień spędzony zwyczajnie, wręcza mi prezent składając życzenia uśmiechając się całując.
Kolejny tydzień, była podenerwowana nadmiarem pracy. Nie chciałem jej denerwować więc robiłem swoje. Jednak z mojej strony wiele myśli dlaczego jest aż tak podenerwowana.
Mówi mi, że ma problem, ale nie może mi na razie o nim powiedzieć. Jako partner okazałem pełne wsparcie i zrozumienie, utwierdzając, że jej problemy też są moimi i bardzo chciałbym jej pomóc gdy tylko będzie chciała. Wracajac ze sklepu, siada i mówi w czym rzecz. Płacze, opowiadając o cyscie na piersi, o tym, że w rodzinie już ktoś chorował na raka i że ostatnio dość słabo się czuje. Automatyczna reakcja z mojej strony, przytulenie i zapewnienie że nic złego się nie stanie. Aby nie zakładała najgorszego bo ja zawsze przy niej jestem i od tego mnie ma aby szukać we mnie wsparcia. Potem przyszła sama do mnie, przytuliła się i powiedziała mi że dziękuje za to że możemy spokojnie porozmawiać, że może liczyc na wsparcie ode mnie i że mnie bardzo kocha.
Moja uwagę zwraca jej smutne zachowanie. Zachowanie gdzie przytula, kocha, całuje ale bez wigoru. Do tego zaczyna pod prysznicem słuchać przygnębiającej muzyki francuskiej. Ja nie znając tego języka nie wiedziałem o czym jest ta piosenka. Potem wyjaśnię. Pytam, dlaczego nagle w tobie taka zmiana i słuchasz takich kawałków przygnębiających. Odpowiedź że to jest ładna piosenka i tylko dlatego tego słucha. Potem gdy ja pytam czego by tu posłuchać pada propozycja Happysad ? zanim pójdę. Zdziwenie z mojej strony a z jej uśmiech. Myśl skąd taki pomysł?
Przez ten czas siadałem obok mowiąc kilka razy ?Monia brakuję mi ciebie i tęskni mi sie jakoś za tobą?, gdzie ona pytała dlaczego, przytulała, całowała dając pełną miłość. Widziałem że cała masa smsow z koleżanką przynosi jej frajdę a ze mną jest zmęczona po pracy. Pewnego dnia nachyliłem się nad nią i pytam ?a ty za co mnie kochasz?? Byla troche zdziwiona czmeu tak pytam, ale mówi że za to ze jestem taki spokojny i ze nie zostawiam jej z tym wszystkim samej że jej pomagam itp.
W ciągu dwóch ostatnich tygodni naszego związku dwa razy śni mi się że mnie zostawia. Budziłem się w nocy a ona razem ze mna, zapewniała że to glupie sny pytając czemu mi się takie głupoty snią i czy się boję czegoś. Ja mówiłem, że nie bo cie kocham. Odpowiadała "to dobrze". Mimo wszystko nadal była czuła. Przytulala się, żartowała..
Dwa tygodnie przed rozstaniem chodziła wcześniej do pracy niż ja, ja mimo to wstwałem wcześniej aby ją zobaczyć choć chwilę co ją dziwiło, by zrobić jej herbatę, odciązyć choć minimalnie. Dziwiła się że tak wstaje, ale dziękowała i przytulala. Całowała dziękując mówiąc że jestem przekochany. Wstaję wcześnie rano i widze list który przed chwilą napisała. List gdzie pisze jak mnie kocha i ile dla niej zancze i zależy jej abyśmy się już nie kłócili bo dla niej nasz związek jest szalenie ważny.
Ostatni tydzień przed rozstaniem. Monika udaję się na badania, pisze mi na bieżąco jak sprawy się mają. Informuje, że dostaje tydzień zwolnienia ale że wyniki będzie miała dziś. Przyjeżdza z drugiego końca krakowa do mnie do pracy, chwaląc się dobrymi wynikami. Przytulając się i uśmiechając co sprawiło mi radość i ulgę.
Większość tygodnia spedziła w domu. Pisala mi ze sie zle czuje że wymiotuje nie mogąc się pozbierać jakoś. Myślałem, że to może nerwy po badaniach. Z mojej strony kilka propozycji spędzenia razem czasu jednak jej zmęczenie ograniczało nas do obiadu i spędzania czasu przed TV. Kiedy wracałem z pracy, dzwoniła mówiąc żebym zrobił zakupy bo nie czuje się na siłach, innym razem zamawialiśmy pizze. Cały czas się uśmiechała, głaskała mnie, całowała. W czwartek postanowiłem zabrać od ojca samochód by ją z rana podrzucić do fryzjera. Niestety sprawa naprawy auta u mechanika się wydłóżyła co spowodowało że musiałem wracać autobusem do domu. Po powrocie Monika przytula się i mówi że strasznie za mną tęskniła czekając cały dzień. Przyszedł piątek. Plan Moniki ? fryzjer z rana a potem kawa u koleżanki i powrót do domu. Kiedy wychodziła na autobus napisałem jej sms że bardzo za nią tęsknie i nie lubie się z nią żegnać na co odpisała jak nigdy że czasem ?trzeba się odkelic wiesz?. Wtedy nie zrobiło to na mnie wrażenia, dziś to widzę inaczej?
Wychodząc z pracy o 17 dzownię do niej z pytaniem czy coś kupowac na obiad, jednak mówi mi, że nie ma jej w domu od raza i czy o 18 jej nie zgarnę samochodem do prywatnej lekarki spod błoń bo jest zimno i ciemno, a włócząc się MPK dojedzie na 21. Wsiadając do samochodu przytula się, dziękuję i mówi mi że nie była w domu bo spotkała się z przyjaciołką jeszcze, co potem okazuję się kłamstwem. Po wizycie dzowniła do matki mówiac jaki jestem kochany ze ja podwoże, sama mnie głaska przy tym po głowie i przytulala. Wrócilismy do domu. Kolejny dzien to dzień gdy ja bylem na uczelni pierwszy dzień a ona na krusie księgowości. Ja do 20 ona do 15. Przed wyjsciem jako że wychodziłem drugi z mieszkania nakleiłem na lodowce kilka przylepnych kartek z napisem jak bardzo ją kocham i tęsknie nie wiedząc jak wytrzymam bez niej do 20. Po 15 dzownie pytam czy moze gdzieś nie wyjdziemy po 20 i czy nie podskoczy pod moją uczelnie na co ona od razu bastuje temat mówiąc że jest tak wyssana po szkoleniu, że musi odreagować idac do koleżanki. Nie chciałem stać na przeszkodzie więc nie protestowałem, w końcu to jej koleżanka, jednak było mi trochę przykro, że ostatnie dni zwolnienia nie spędzimy razem. Napisałem potem tylko kiedy masz zmaiar wrocic na co dostałem odpowiedz "nie wiem nie chce wiedziec żeby nie psuć sobie wieczoru" zabolało mnie to bo czy psujesz sobie wieczór wracając do ukochanego gdy ten na Ciebie czeka? Dopisała że dziękuje za karteczki i że sie odezwie... Może rano albo wieczorem.
Wybiła 20, pogodzony z wizją, że z wyjścia nici, wyszedlem z uczelni kupiłem jej kwiaty i czekoladę z myślą że ją zastanę w domu, albo nie długo wróci. Była 23 kiedy zacząłem się martwić. Brak kontaktu z jej strony od 16, przy jej stałym kontaktowaniu się zawsze... Postanowiłem, że z racji iż mamy telefony na mnie a nie mamy nic do ukrycia zagladnę w billing który już nie raz przeglądałem po jej wizycie z francji patrząc na roaming. Patrząc widze sms wysyłany o 21 pod nr koleżnaki do ktorej miała iść...  Zdezorientowany zjeżdzam niżej. Smsy o 17 z jakimś nowym numerem... Zjeżdzam niżej. W piątek po fryzjerze gdy milczała, telefonuje pod ten numer. Potem cisza i po 4 godzinach pisze do niego i do mnie. Nie dowierzam. Patrzę dalej. Setki smsów w przeciągu tygodnia i wcześniej, w godzinach kiedy ja jestem w pracy. Ufając i tłumacząc sobie, że to pewnie ta nowa koleżanka... ale myśl czemu mnie okłamujesz, twierdząc że idziesz do koleżanki jak do niej piszesz SMSy. Myśl po ostatnich przejściach, że pojadę sprawdzić. Poczekałem na zamkniętym osiedlu do 0:40 gdzie dzowni i pyta gdzie jestem, na co odpowiedziałem że zaraz będę. W ten czas na odświeżonym bilingu widziałem że o 0:10 pisała do tego podejrzanego numeru. Myślę do kogo piszesz o tej porze a do mnie oddzywasz się dopiero jak mnie w domu nie ma?
Przyjechałem, wszedłem udając jakby nigdy nic. Ona przytulila się mowiąc że tęskniła, że gdzie ja byłem, że dziękuje za kwiaty. Pytam jak było u Marty, jak jej dziecko. Odpowiadała wprost w oczy, że u Marty ok. a jej dziecko ululała. Z każdą odpowiedzią wyrządzałą mi potworny ból. Odpowiadała że taksowka wróciła i 34 zł zapłaciła. Dla mnie było już wszystko jasne. Opętał mnie potworny ból. Wiedziałem, że to kłamstwo. Siadam obok, gdzie Monika przytula się i całuje mnie w ucho. Widząc, jak trzęsą mi się ręce pyta co się dzieję. Przepraszam z góry za to co zrobiłem, brzydząc się tego licząc że to nie będzie prawdą ale nie. Mówię że wiem że nie byłaś u Marty i dlaczego mnie okłamujesz? Jej oczy staneły w słup i tekst że się po mnie tego nie spodziewała. Dziwne zachowanie jakby nie wiedziałą co robić, nie wiedząc co odpowiedzieć, kuląc się na sofie i patrząc w ziemie. Gdyby chciała się mnie przecież pozbyć i to planowała wykorzystałaby moment aby to właśnie w tym momencie zrobić, prowokując mnie przecież do tego cały dzień. Nie wytrzymałem nie znosząc tej ciszy z jej strony. Wstałem, płacząc jak dziecko, czując jak powtarza się schemat postępowania z przed roku. Potwornie przygnębiające emocje. Zaczynam się pakować wyjąc przy tym jak pies. Ona wbrew pozorom zaczeła mnie przepraszać, mówić ze sama nie wie czmeu sie nie odzywała i że czemu mi nie powiedziała że sie jej plany zmieniły że poszła ze znajomymi na rynek. Nie przyjmowałem tego do wiadomości, bo jakby tak było to dlaczego mnie okłamujesz? Trzęsłem się jak galareta, powstrzymywała mówiła żebym nigdzie nie jechał, żebym poleżał z nią i się uspokoił. Przelezałem do 4 gdzie ona cała mase smsów wymieniła do koleżanki. Do tego tuląc mnie i głaskajac. Rano przepełniony żalem wstałem, gdzie zaraz Monika przyszła do mnie i mówi ze bardzo mnie przeprasza za to wszystko, ale też musimy sobie kilka dni przerwy zrobic żeby ochłonąć, że to tylko kilka dni przerwy, a będziemy sie widywac pisac itp. Nie czulem tego bo bylem osoba ktora razem wspolne problemy rozwiazuje jednka byla nieugieta. Prosiła mnie o to. Zaczeła mowic ze ma mysli smaobojcze. Płakać strasznie trzasc się dusić przepraszac ze wie ile ja przeszedłem a ona jeszcze tak mnie krzywdzi kłamiać ze nie powinna zyc ale ze mnie blaga zebym jej nie znienawidzil bo jestem dla niej jedynym szczesciem, ze mnie bardzo kocha ze to tylko kilka dni... zebym sie nie martwil bo jej matka jutro przyjedzie i ona sobie nic nie zrobi. Zebym juz jej w biling nie patrzyl zebym jej to obiecal. Przystałem na jej warunki ale nadal mnie gryzlo co to za numer. Spakowałem bagaze, zaczalem znosic do auta gdzie ona zamykala za mna drzwi ze smutna mina. Przyszedłem ostatni raz kiedy ona się ogarniała. Pytam cyz jest mi w stanie to co obiecywala zrobic cyzli dac teleofn zebym sprawdzil na co stwierdziła ze tak. Dajac zapytala co chce sprawdzić a ja że konwersacje z takim jednym numerem... Wtedy wybuchła. Zmieniła sie. Kazała mi wypierdalac. ze zadzwoni po policje jak nie wyjde. Ze z checia by mi pokazlaa ale za to ze pokazuje jaki naprawde jestem ona tego specjalnie nie zrobi. Prosilem ja mowilem jej jak to wyglada z mojej storny ze jakis facet sie pojawia a ty z nim piszesz dzien w dzien kiedy mnie nie ma bo jestemw  pracy a jak przyjezdzam to cisza, tak samo gdy cie podwoze do lekarki to wydzwaniasz do niego piszesz o do mnie nic. Ona ze to nowa znajomosc to wiesz jak to jets ze zawsze na poczatku jest intensywna. Ja pytam kto to. Nie umiała odpowiedziec. Uciekała podlewać kwiatki. Paraliżowała ją cała sytuacja. Na moje wywody o miłości i poświeceniu i w zamian oferowaniu szczerości w podzięce w końcu przyszła i mowi ze do kolega kolezanki poznany 3 tyg temu u przyjaciolki ze maja ten sma problem i tak sie zgadali. Ze ona by mnie nie zdradzila ze o tym wiem, ze ma mnie i innego faceta nie potrzebuje. Byla wkurzona ale udalo sie ja uspokoic powiedzial ze jedzie do koleznaki na co zaproponowalem ze ja podiwoze. W aucie mnie sciskala i mowila zebym sie nie martwil, ze bedzie dobrze ze nie pozowli zebym cierpial bo mnie bardzo kocha. Wysadziłem ją. Pomyslalem ze skoro masz mysli smaobojcze a matka ma przyjechac jutro to pojade po nia dzisiaj. pojechałem za szczekociny jadac opowiadajac jej co zaszło. Jej matka tlumaczyla ze Monika na pewno by nie zdradziła ale ze ona taka jest ze potrzebuje czasu zeby przejsc przez dany problem. Ja tego nie rozumiałem. Jej matka pytała się przez telefon czy moge jeszcze wejsc do mieszkania na co Monika powiedzial zeby podziekowac Emilkowi i zebym jechal do siebie. Ok wsiadlem w auto i pojechalem, jednak pech chcial za za 1km auto mi się rozkraczyło. Zmuszony, zatrzymalem sie i pisze do niej smsy czy moge bagaze wrzucic spowrotem na mieszkanie bo sie auto zepsulo. Z jej strony odpowiedz ? Nie, zadzwoń do brata albo weź taxówke. Pryzkro mi. Zacząłem kilka razy dzwonić ale zero kontaktu gdzie nawet mnie odrzucała. Piszę więc czy tak ma teraz wyglądać to nasze kontaktowanie się które obiecywała i mam siedzieć cicho? Określiła ze narazie tak bo czuje się osaczona przeze mnie i na razie kontaktu ze mna ma dość i musi odpoczać, a jak przemyśli to się może to zmieni. Dla mnie to był kolejny cios, gdzie czułęm się oszukany. Wpojono mi nadzieje , która zaraz zabrano. Zacząłem wypisywac smsy że jak możesz mi to robić, ustalając jedno a robiąc drugie, jak mam się z tym czuć. Nie moglem odporsic sie o sprawe bagazy, az w koncu dogadalem sie z trudem z jej matka i podskoczylem przepakowywujac co potrzebne w jeden plecak. Jej matka z góry twierdzila ze ja kombinuje no ale przepakowałem co potrzebne i wyszedłem. Po drodze pisalem do Moniki że to wszystko jest przykre że tak załatwia sprawy mowiac jedno a u koleznaki bedac piszac drugie. Napsiala ze odezwie sie jutro. Zero dzownienia nic. Nie odbierala. Pomyslalem ze i tak to juz chyba koniec i patrze w ten biling a ona pisze do tego faceta. Bylem juz powoli pewien o co tu chodzi. Powolna humanitarna eliminacja mnie.
Nastepnego dnia, napisal mi smsa abym odddal jej rolki i rower ze chce to zalatwic i dodac mi telefon a trzeba sie dogadac. Nie ragowala na smsy ode mnie czy to koniec itp dopiero na telefon odpowiedziala ze sie mnie boi ze sie zawiodla na mnie i ze chce te sprawy pozalatwiac i wtedy może pogadamy. Zapytalem ja jak to sie ma do tego jak tak strasznie plakala mowiac ze nie chce mnie starcic a teraz mnie wykresla. Zapytałem czy Ty mnie kochasz, Odpowiedzial NIE.
Mnie to zdruzgotalo. Wykoncyzlo. Napisalem jej ze w tym momencie to moja psychika sie konczy i ze mam nadzieje ze to sie na niej nie odbije.
Zaczela wydzwaniac, pisac ze Emilek nie rob glupst ze zalezy mi an tobie jak na przyjecielu. Emil odezwij sie itp. Ja jednak musialem zrobic reset. Musialem sie odciac zeby przejsc przez to. Usiadlem w takim opuszcoznym parku i siedzialem czytajac te wszystkie smsy nie wierząc w to że najpiekniejsza bajka dobiega końca... Ten piękny czas kiedy życie stało się najcudowniejsze nagle przemija, a następuje koniec wszystkiego. Multum telefonów do mnie... Ojciec. Brat. Monika. Z pracy. Ja nie odbieram. Wiedzialem juz ze dzownila do pracy. Ze poruszyła niebo i ziemie. Coraz bardziej mi na niczym nie zalezalo ale chcac sie uspokoic lyklem kilka tabletek na uspokojenie i tak siedzialem....

Zastanawialem sie na czym polega to zycie. Dlaczego tak mam drugi raz dostawac to wszystko za cene prawdziwego uczucia zbudowanego na zaufaniu, wiernosci i szczerosci. Dlaczego po raz kolejny ktoś pomiata tym co najcenniejsze można dostac od drugiej osoby. Dlaczego pomiata tym ukochana osoba która kiedys szalenie kochala potrafiac potpalic niebo dla mnie. Ostatkiem myśli postanowilem ze zadzwonie do faceta spod numeru który tak często się pojawiał. Facet pokazał klasę, rozmawiając ze mną przeszło godzinę. Tlumaczyl, ze nie jest typem faceta ktory rozbija zwiazki a od Moniki slyszal ze ona juz 3 tyg nie jest w zwiazku a od 2 tyg ja z nia nie mieszkam. Byl wielce zdziwiony ze ja dopiero dzien wczesniej wyprowadzilem sie bo slyszal  ze wczoraj to byla tam jakas akcja z bagazami i tyle. Opowiadałem mu o Monice o jej myślach i że mówiła że macie podobny problem. Mowil ze sam jest po rozstaniu i nci nie wie o myślach smaobojczych Moniki, a jedynie że się niedawno rozstała. Opowiadał że rozstal sie z kobeta po 4 latach jak przyjechal do niej z pierscionkiem. Pomyslalem ze moze to ja do niego przyciaglo?... Piękna bajka o zaczarowanym księcu który pojawia się z pierścionkiem. Mowil ze smsmy ktore ze soba pisza nie sa wiazace ale na pewno moglyby mnie mocno zabolec. Pytając jaką przyczyną było to że ja się z monika rozstałem powiedział że usłyszał od trzeciej osoby że ponoć przemoc. Mowilem mu ze lykam na uspokojenie juz tabletki bo juz raz to przechodzilem i ona zrobila identycznie to samo. Mowil ze pzedzwoni do niej zeby sie ze mna skontaktowala.
Tabletki trochę mnie odurzyły. Zaraz dzwoni Monika i pyta gdzie jestem ze przyjedzie ze pogadamy ze lapie taxowke. Powiedzialem gdzie jestem dając się nabrać na zapewnianie że przyjedzie. Okazlao sie ze zawiadomila wczesniej policje o mozliwosci popelnienia samobjstwa przeze mnie. Zaraz sie zjechala policja z psem, karetka. Otępialy lekami musialem pojechac na sor gdzie potem mnie wypisali... Pisalem do niej dlaczego tak zrobila i dlaczego tak plakala tak mowila ze niec che mnie stracic a teraz mnie wykresla
na co odpisala "po tym co mi dzisiaj zrobiles wygasiles wszelkie uczucie moje do ciebie, nikt mi nie narobil tyle wstydu co ty, nie dziwie sie ze cie ta laska zostawila, odwal się, robilam to wszytsko i mowilam bo mialam cie dosc" po czym zmienila nr teleofnu i usunela fb.
Zły za perfidne kłamstwo i zrzucenie winy na mnie napisałem jej aby żyła teraz z wyrzutami sumienia do końca życia krzywdząc najbardziej jak się da osobę o której wiedziała że to już przechodziła.
Na nastepny dzien sesja u psychoterapuetki gdzie totalnie sie rozpadlem. Postanowilismy zebym udal sie na odzial zamkniety to bede mial psychologa caly czas. Byll to blad i nikomu nie polecam. Po 4 dniach dostalem wypis na ktory czekalem 3 dni a w 4 dopiero zobaczylem psychologa. Przez ten czas bylem mocno wkurzony na nia. Szukałem odpowiedzi u jej byłego faceta widząc podobieństwo w schemacie gdy z nim była a mnie mówiła że to już zakończone. Szukałem opdowiedzi jaki był prawdziwy powód ich rozstania. Postanowilem też napisać do jej matki nie mając kontaktu z Moniką a chcąc załatwić sprawę swoich bagaży. Napisałem aby z corka ustalila termin zamkniecia wspolnego naszego konta i przepisania telefonu bo ona podejmujac taka decyzje wiedziala ze to decyzja na lata i jeśli ze mna nie chciala być to mogla to wtedy brac pod uwage i ze bagaze tez prosze mi przyszykowac bo jakby pani corka mi powiedzial juz 3 tyg temu jak mowila innemu ze juz ze mna nie jest to nie bylo by dzis tego problemu i prosze przygotowac wszystkie rzeczy ktore ja kupilem pani corce i wsadzilem w to mieskznaie bo wole je oddac dla biednych ludzi niz prezentowac osobe grajaca na dwa fronty, chcac zarazem nic tam nie zostawic tak jakbym nigdy tam nie mieszkal. Pani zna swoja prawde a ja znam swoja po rozmowie z Dominikiem wiec sprawe chce zalatwic polubownie bez policji.
Niestety wiadomośc w formie MMSa nie doatrła do niej. Przepisałem szybko wiadomość na kartkę, prosząc ojca aby podwiózł mnie pod miejsce zamieszkania Moniki. Ojciec postanowił przedzwonić do jej matki twierdząc że jest zdania że powinnismy to sami między sobą załatwić ale że prosi aby zeszła bo chce jej przekazać kartkę z wiadomością. Jej matka stwierdziła że nie ma ich w domu i nie są w stanie zejsc, na co ojciec stwierdził że poczeka i się rozłączył. Mówił, że słyszał jak matka rozmawia z Moniką. Zaraz jej matka oddzwania, gdzie informuje gdzie są i abyśmy podjechali tam to poczeka na nas.
Niestety Monika nie odważyła się pokazać. Kartkę wręczyłem jej matce po czym wróciliśmy do domu.



Miałem problem z odebraniem bagaży z jej mieszkania. Z nią kontaktu zero natomiast matka pośredniczyła i stawiała mi warunki że rzeczy moje oddadzą mi jak przywiozę jej rower i rolki które są w moim domu. Zastanowiłem się i wymyśliłem że dlaczego ja mam zawozić te rzeczy skoro to ona mnie oszukała i co to za stawianie warunków przez matkę. Ponadto nie będąc w stanie prowadzić ani zorganizowac transportu.
Kilka rozmów i smsów z jej matką gdzie stwierdzam że jej rzeczy są gotowe do odbioru i mogą je odebrać natomiast ja chcę odebrać swoję. Słyszę w kółko "Warunek oddania twoich rzeczy to jak przywieziesz rolki i rower" po czym rzucała słuchawką. Nie dochodziło do niej że nie mam nawet jak na chwilę obecną przetransportować tych rzeczy a zawsze mogą sami jakiś transport wykombinować.
Postanowiłem ostatni raz napisać że chcę w dniu dzisiejszym odebrać rzeczy i że wasze są u mnie przygotowane do odbioru i czy jest ktoś w domu. Padło że nie ma nikogo ma być rower i że każda następna próba nękania zostanie zgłoszona na policję.
Zawiadomiłem policję. Opowiedziałem jak wygląda sprawa przedstawiłem smsy i stwierdziłem co się tam znajduję. Wyszliśmy na górę. Z początku nikt nie otwierał dopiero po wyrazie polcija prosze otworzyć otworzyła. Otworzyła Monika. Widac lekko zszokowana. Mówiła "Emilek po co to wszystko...", zachowywała się tak jakby z jednej strony dalej była dla mnie taka miła jak zawsze, a z drugiej jakby ją to nic nie bolało. Zaczęła mi pomagać wyciągać rzeczy ja ją przy tym przepraszając, że nie chciałem w ten sposób załatwiać sprawy bo wiem że pewnie i na swój sposób to przeżywasz, ale skoro twoja matka stawia mi jakieś ultimatum i straszy policją to musiałem sobie jakoś poradzić. Mówiła spokojnie mi, że myślała że po prostu jej przywioze te rzeczy bo ona zwyczajnie nie ma jak, że przecież nie wynajmie taksówki bagażowej. Tłumaczyłem jej że ja na chwilę obecną transportu nie mam, a że rzeczy przetrzymywać nie mam zamiaru choć twoja matka mi w to nie wierzyła rzucając słuchawką. Powiedziała, że jutro spóbuje sobie jakiś transport zorganizować i mnie poinformuje kiedy mam być w domu. Zachowywała się spokojnie, powtarzając Emilek, Emilku. Zaczynałem się zastanawiać czy może to ja przegiąłem przez napięcie wytworzone przez jej matkę czy też może stara się na mnie zrzucić winę tej całej sytuacji.
Myślałem, że to może jej matka tworzy tą nerwową otoczkę izolując Monikę od tego problemu a powtarzając w kółko jak mantrę zasady wymiany rzeczy tak aby Monika nie musiała się angażować w podróż po swoje rzeczy do mnie.
Znów zacząłem się gubić w myślach i odczuciach. Mówiła że widzi że jestem zdenerwowany i że jak czegoś nie znajdzie to mi to dostarczy. Powiedziałem że wszystko byłoby ok gdybyś mnie nie zdradziła na co się zaśmiała pod nosem i odwróciła. Nie rozumiałem tego, dodając że wszystko Dominik przez telefon mi wyjaśnił przeszło godzinę. Minuta w progu dogadania się co do telefonu i chęć przepisania go na nią oraz odbioru rzeczy. Podziękowałem i przeprosiłem.
Rzeczy odzyskałem. Jednak zostałem z ponownym mętlikiem w głowie. Z myślami co ona czuje i co robi i z niedosytem że mogłem więcej powiedzieć spotykając się twarzą w twarz. Cała sytuacja napiętnowana przez matkę pozwoliła mi stanąc na nogi wytwarzając nienawiść i walkę o swoję, rzucając gdzieś w kont żal smutek przygnębienie. Wszystko przykryła adrenalina. Jednak do czasu. Widząc osobę w progu którą nadal kocham i która niby mnie znienawidziła po ostatnim SMSie, a odzywa się jak do dalej ukochanego ze spokojem wszystko ze mnie zeszło. Nie wiem czy to efekt asysty policji czy może jej matka nakręciła całą sytuację. Nie przespałem nocy zastanawiając się czy dobrze postąpiłem tym bardziej, że raczej zdawałem sobie sprawę, że też ona to wszystko przeżywa i po co dokładać jej zmartwień. Myśl, czy nie zrzuciła kolejny raz winy na mnie? Myśl, co mogłem jeszcze powiedzieć? Może zaproponować spotkanie neutralne aby sobie wyjaśnić i zakończyć to dojrzale... Mam żal do siebie. Widząc ją poczułem znów co straciłem... I znów ten brak możliwości pogodzenia się z tym wszystkim.


Następnego dnia mimo chęci rozmowy z mjej strony, niestety po swoje rzeczy nie postanowiła przyjechać. Wysłała rodziców. Pomogłem zapakować wszystko bez najmniejszych oporów udowadniając, że ja tego nie kradnę, nie przetrzymuję. Tylko słyszałem jak rozmawia z matka przez telefon i pyta czy nie było problemów. Skąd to założenie z góry że będą robił problem? eh..
Na następny dzień mieliśmy przepisać umowę jednego z telefonu ze mnie na nią, liczyłem, że wtedy się pojawi i będę miał ostatnią szansę, aby normalnie porozmawiać i powiedzieć co myślę. Postanowiłem napisać jej wcześniej list w którym wprost nie wskazuję winnego. List z przeprosinami, własnymi odczuciami. List opisujący wszystko co miało miejsce, wszystkie nerwy, które miały już miejsce podczas zażywania leków antydepresyjnych i że nie do końca miało to wszystko złe intencje i dążenie do znienawidzenia się bo w jakiś sposób swoim zachowaniem też do tego się przycyzniłem. Podkreślałem, że dziękuję za to co sobą dała i w zamian za to że potrafiliśmy się kochać prawdziwie warto rozejść się w zgodzie nie kryjąc urazy i być może za jakiś czas gdy to minie kontynuowaniu tylko znajomość.
Przyszedł dzień gdzie miała nastąpić cesja telefonu, jednak jej matka zadzwoniła z rana strasząc prawnikiem za to że kontaktuje się z jej byłym facetem. Że to podłe. Z góry zaczęła mi stawiać warunki. Chciałem dać Monice ostatnią wiadomość na co odpisano mi żebym swoje chore wyjaśnienia zostawił dla siebie. Że wkroczy prawnik, że mam zakaz kontaktowania się z nią i z jej znajomymi co wcześniej uczyniłem pisząc do byłego jej partnera z pytaniem jak na prawdę się rozstali bo oba nasze scenariusze są dość podobne, no ale było to z samego początku w nerwach... Zdałem sobie sprawę, że listu chyba nie wręczę... że nie wyślę go bo mimo dobrych intencji zostanie to potraktowane jako nękanie. Ból i żal gdy pragniesz dobrze, a zatyka ci się usta...
Nadmieniłem pośredniczącej, żeby się dogadać jak robimy z telefonami i opłatą za telefon, by później nie mówić że kombinuję i stoję na przeszkodzie. Wszystkiego dowiesz się na miejscu - Taką dostałem odpowiedź. Pomyślałem, dlaczego ja, dochodząc do prawdy i będąc oszukiwanym, a mając koniec końców dobre intencje mam iść na stawianie mi warunków tym samym jakbym zgadzał się na przyjęty wizerunek, że ja zawiniłem na całej linii...
Pojawiłem się w punkcie Orange i pytam jej matkę czy wszystko ustalone. Decyzją że nie na Monikę a na siebie przepisuję. Nie ma problemu. Chciałem jednak wiedzieć jeszcze jedno, co ze sprawą telefonów. Mając abonamenty i każde z nas posiadało telefon od nieswojego abonamentu w przyszłości może rodzić problemy. Opowiedziałem o tym na co usłyszałem "albo przepisujemy abonament albo w tym momencie zostajesz z abonamentem na dwa lata". Krótka piłka i szybka myśl. Dlaczego mam tracić godność w tym wszystkim i tańczyć jak mi zagra jej matka chcąca pokazać córce że zrobi dla niej wszystko tak jak będzie chciała? Powiedziałem wprost, że proszę mi oddać telefon bo nie chcę przepisywania umowy. Jej matka nie wiedziała co robić, nie spodziewała się tego. Była pewna swego i tego, że pójdę na stawiane mi z łaską warunki tak jak była pewna przy odbieraniu rzeczy, że zrobię jak ona zechce. Rozumiem, chęć poprawy kontaktów z córką, które podczas naszego związku im się trochę osłabiły, ale bez przesady...
Po 10 minutach wyszedłem z telefonem zostawiając w jej rękach kartę SIM a zakładając blokadę kradzieżową. Przy tym czasie nasłuchałem się całej masy obelg w moim kierunku ze strony jej ojca, który nie szczędził epitetów. Próba zgnojenia mnie do końca mimo mojego stanu udana. Mimo, że skrajne załamanie, nerwy wytrzymały i nie dałem się sprowokować. Gdybym chciał źle, miał złe intencje, wiedząc, że ma tam całą masę kontaktów zapisanych zażądałbym i zwrotu karty natychmiast. Bo to w końcu moja własność. Tak nie zrobiłem mając tylko i wyłącznie wyrzuty sumienia, że zabieram jej numer telefonu który prowadziła kilka dobrych lat. Ale czy nie chciałem dobrze?

List pozostał w moich rękach. Żal, straconego tego wszystkiego. Żal, że nie udało się wyjść na prostą z tego wszystkiego. Żal, że mimo starań i dobrych intencji i tak pośrednictwo rodziców wyeliminowało możliwość rozstania w zgodzie.
Dziś wiem, że byłaś dla mnie kimś ważnym. Kimś kto mimo błędów pokazał mi jak wygląda partnerstwo. Na tym zakończę. Zakończę na Tobie kochanie. Wybacz. Wybacz jeśli kiedyś to przeczytasz i odbije się to echem.
Przepraszam, inaczej już nie mogłem. Okazałem się za słaby







"Powiedz tylko jak zrozumieć
Głupie serce co wciąż kocha
Chociaż rozum karze zwątpić
Ono nadal Ciebie woła"

59 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-11-07 21:51:54)

Odp: Druga depresja z próbą samobójczą. Dlaczego ja...

Zadałam sobie trud wink i przebrnęłam przez 3/4 Twojej historii.

Widzisz, problem polega na tym, że ja to co Ty interpretujesz jako wyrazy poświęcenia, miłości i oddania interpretuję i postrzegam jako manipulacje.
Dziewczyna to damski odpowiednik psychofaga (psychopaty) - a jest to osobnik bardzo przebiegły o wysokich zdolnościach "wwiercania się" w psychikę swojej ofiary i znajdowania jej słabych puntów, które później bez skrupułów wykorzystuje, kiedy ofiara jest mu już zbędna (tak jak było z Tobą).
Byłeś jej potrzebny po to by mogła poczuć, jak komuś na niej zależy, ale w głębi duszy ona tego zainteresowania nie potrafi odwzajemnić - bo tu nie chodzi o Ciebie, tylko psychopata nie potrafi odczuwać empatii choć potrafi znakomicie odgrywać większość emocji i uczuć (zatroskanie, płacz - stąd 'krokodyle łzy' niemal na zawołanie, itd. co tylko chcesz- psychopata Ci to oskarowo zagra smile).

Wyssała z Ciebie te emocje i zainteresowanie o które jej od początku chodziło,  a później zaczęło jej brakować innych emocji.. z innego źródła, więc poszukała sobie kogoś innego. Ciebie porzuciła jak psa, którego się przywiązuje do drzewa przy szosie.

Im bardziej starałeś się jej wytłumaczyć jak cię zraniła, tym większą pogardę i agresję u niej wzbudzałeś.

Zrobiła ci jesień średniowiecza w głowie - ty nadal uważasz, że gdzieś popełniłeś błąd, a fakty są takie, że zostałeś perfidnie wyr...ny, o czym piszesz na początku tego posta.

Wiem, że to co wyrabiasz to sposób w jaki psychika próbuje sobie "poradzić" z tak potężnym dysonansem poznawczym. Na zmianę przechodzisz przez etap wyparcia, obwiniania się i zatraceniu się w bólu, kiedy dopadają Cię odłamki rzeczywistości.

Ale musisz się w końcu skonfrontować z tym, co się wydarzyło i przejść przez wszystkie etapy żałoby.
Wyciągniesz z tego więcej niż Ci się teraz wydaje i na pewno Cię to nie zabije.


To nie jest tak, że ja nie wiem o czym piszesz..

Musisz uwierzyć, że jesteś w stanie, a JESTEŚ.

60

Odp: Druga depresja z próbą samobójczą. Dlaczego ja...

Elcia i w końcu sensownie napisałaś. wink
Tylko ja wątpię by do autora teraz coś dotarło. On teraz jest na samym dnie tej rozpaczy i logiczne myślenie już wyłączył. Trzeba dać mu kilka dni czasu, a nie atakować, bo kubeł zimnej wody nie na każdego od razu działa.

61

Odp: Druga depresja z próbą samobójczą. Dlaczego ja...

Zdradzę Ci pewną tajemnice, Myszeczka.. i przy okazji reszcie gawiedzi forumowej wink

Ja mam twarda dupę, bo tak miękkie serducho, że gdybym się w pewnym momencie nie ogarnęła, to bym każdą historię na tym Forum przeżywała tak jak autor swoją.
I wiem tez po sobie, że nic by mnie nie skłoniło do mojej transformacji wewnętrznej jak nie solidne kopy, które swego czasu otrzymałam. Użalałabym się w nieskończoność, a tak po prostu nie miałam wyboru.

Ktoś musi być tym "złym policjantem" czasem wink

Od rozpieprzania problemu na czynniki pierwsze jest terapeuta- my jesteśmy po to żeby w miarę szybko pomóc komuś zmienić perspektywę, żeby nie szedł na dno. Wiadomo, że życia za kogoś nie przeżyjesz, ale najgorsze co można zrobić to zejść na podobne wibracje i "zgadzać się" z tym, jak to jest beznadziejnie i nic nie da się zrobić, albo litościwe klepanie po pleckach- czego osobiście nie cierpię.

62

Odp: Druga depresja z próbą samobójczą. Dlaczego ja...

Tyle, że Twój przedostatni post - dobry - nie był sprzedaniem kopa. Właśnie rozłożyłaś logicznie na czynniki pierwsze autorowi jego sytuację, co więcej rzuciłaś mu punkt widzenia na który raczej nie wpadł (o tym, że ona była psychofagiem który go wykorzystał).

To było wartościowe, w przeciwieństwie do tekstów w stylu "ogarnij już dupę bo skamlesz jak pies" które na TEGO autora na bank by nie podziałały smile

63 Ostatnio edytowany przez JoyDivision (2014-11-08 09:08:55)

Odp: Druga depresja z próbą samobójczą. Dlaczego ja...
Ismena1976 napisał/a:

Drogi Emilu,przeczytalam z uwaga Twojego posta.Pieknie opisujesz emocje.Odnosze jednak wrazenie,ze nieco idealizujesz ta kobiete.Czy nie bylo to tak,ze postanowiles,ze tym razem musi sie udac,a twoj "ideal" swietnie wbil sie w ta Twoja potrzebe i po prostu,bezczelnie,cynicznie odegrala swoja role?Mysle,ze ta pani jest swietnym psychologiem.Umiala Cie omamic-zagralakilka niezlych rol-pocieszycielki,spragnionej bliskosci,przyjaciolki,lojalnej narzeczonej.Zmieniala mske do kazdej roli,tak jak aktor,ktory raz gra Hamleta,raz Robespierra innym razem Kordiana.Dawala Ci wszystko,czego w danym momencie potrzebowales.Wieszjak takich ludzi sie okresla?To sa tzw "sprzedawcy marzen".Tylko jak sie kupi od nich te marzenia,to potem trudno sie ich pozbyc z glowy.No i z psychiki-zostaje rana,bol,depresja.Ciezko jest pozniej zyc,ale mozna.Tak naprawde straciles czas,energie.A zyskales to,ze juz nie bedziesz przez nia oszukiwany i manipulowany.Wiem,ze takie osoby wprost bombarduja miloscia,potrafia byc anielsko dobrzy.Robia to po to,by uspic nasza czujnosc.I sa w tym dobrzy.A potem nastepuje cios...po ktorym jest szok i niedowierzanie.Podejrzewam,ze ta kobieta ma tez cos z wampira energetycznego.Teraz jest Ci potrzebny spokoj,ciepli i wyrozumiali ludzie,dobrzy terapeuci.Moze jakis futrzak ,typu kot[sama mam 3koty].Badz tez ostrozny komu sie zwirzasz,unikaj ludzi,ktorzy splycaja Twoj problem i postrzegaja w nim tylko Twoja slabosc.Mam nadzieje,ze troche Ci pomoglam.Rozumiem Twoj problem,bardzo ci wspolczuje.Zycze Ci spokoju,uwolnienia od tego ,co bylo i szczescia.Pzdr.

To i tak delikatnie powiedziane.Jeżeli ten opis jest zgodny z rzeczywistością,to kolegi była dziewczyna jest po prostu psychopatką.
P.S. Widzę że Elle też tak sądzi.Przeczytałem teraz całą historię.Współczuję,ale straszne pranie mózgu ta Monika mu zrobiła,a on łykał wszystko.Normalka,ja też wszystko łykałem.Emil nie ma tego złego,co by na dobre nie wyszło.Zapewniam Cię że jak już przez tę czarną dziurę przejdziesz,to będziesz dużo silniejszy i nie pozwolisz więcej nikomu tak sobą manipulować.Masz chłopie farta ,że i tak w miarę szybko się to skończyło,jeszcze będziesz dziękował  Bogu za to co Cię spotkało.To może wydawać Ci się teraz kosmosem,ale tak będzie.Nie wiem czy to dla Ciebie pociecha,ale ona nigdy nie będzie inna z innym facetem.Scenariusz się powtórzy,najpierw miodowy miesiąc ,bombardowanie miłością,a koniec będzie ten sam.Ten nowy facet jeszcze nie wie w co się pakuje.Trzymaj się.Jeżeli znasz angielski polecam Ci stronę Psychopathfree (wpisz w google).Wejdź poczytaj.Scenariusze są zadziwiająco podobne,zmienia się tylko miejsce i otoczenie.Takie same schematy zachowań i "kata" i ofiary.Twoja historia nie jest czymś wyjatkowym,choć może Ci się taka wydawać.Poczytaj sobie,znajdziesz tam rady jak wyjść z tego bagna.Ciesz się,masz szczęście że to już koniec.W jej zachowaniu nie było nic autentycznego,ona Cię nie kochała.Odegrałeś swoją rolę i poszedłeś w odstawkę.Teraz pora na kogoś innego.

64

Odp: Druga depresja z próbą samobójczą. Dlaczego ja...

Wszystko zależy od autora teraz. Jeśli nic nie dotrze, tzn. jeśli NIE BĘDZIE CHCIAŁ dalej dopuścić prawdy o tym związku i tamtej kobiecie, to będzie tak jak mój ex, który został potraktowany identyko i przez cały okres relacji jak i pewnie po (Czyli blisko 5 lat) nadal jest święcie przekonany, że 'stracił' miłość życia w jej osobie i trwa w chronicznej depresji. Jest całkowicie zablokowany emocjonalnie na inne kobiety - z początku każdej wciskał kit, że to przez tamte przejścia, a później przyznawał już mniej lub bardziej otwarcie, że nadal kocha. smile

Taka tragifarsa.
Ja wiem, że on tyle lat zainwestował w podtrzymywanie tej iluzji, że na wyjście z tego będzie potrzebował co najmniej połowę z tego.
Ale sęk w tym, że on nie chce, bo to LOVKA była big_smile

65

Odp: Druga depresja z próbą samobójczą. Dlaczego ja...

Elle88... Opowiedz o tych psychopatach. O typie takich osób jak ona...

Posty [ 1 do 65 z 165 ]

Strony 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Druga depresja z próbą samobójczą. Dlaczego ja...

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024