Nie jestem szczególnie popularna, wręcz przeciwnie, ale nie do tego piję...
Chodzę do szkoły dla dorosłych i tam poznałam dwie koleżanki, które są z mojego miasta. Siedzimy razem na przerwie, fajnie się z nimi gada
W tym miesiącu zaczęłyśmy drugą klasę. Niestety, wczoraj byłam sama, bo nie przyjechały, ale okej, nie przeszkadzało mi to zbytnio. Po lekcjach poszłam na przystanek i tam zagadała mnie dziewczyna, która też czekała na autobus i chodzi ze mną do klasy (jest nowa, uprzednio rozmawiałyśmy chwilkę na przerwie, ale dosłownie chwilkę). Pytała, skąd jestem, bla, bla... Zanim wysiadłam z autobusu w swoim mieście, to rzuciłam jej krótkie cześć, tak odruchowo, bo bądź co bądź, jestem miłą osobą. Ale to był chyba zły pomysł...
Rano, po wejściu do autobusu, zauważyłam ją już siedzącą, więc się przywitałam, ot zwykła uprzejmość. Gdy dojechałam do szkoły, ta wysiadła przede mną i czekała na mnie o.o Zdziwiło mnie to, ale okej. Doszłyśmy razem, gadając. Jak pisałam jestem uprzejma, raczej spokojna, a ona bardzo wygadana, ale...pomyślałam, że to szkoła, więc można powymieniać z każdym jakieś słowa, prawda?
Moich koleżanek znów nie było, więc siedziałabym sama ( w ławce trzyosobowej), a ona z tekstem, czy może się dosiąść. Zgodziłam się, bo co miałam powiedzieć? Jednak to nie jest typ osoby, z którą chciałabym się kolegować... nie pachnie od niej zbyt ładnie, oczy ma wymalowane czarną kredką tak mocno (a raczej pod oczami...) aż rozmazane (ona nie patrzy do lusterka?), na butach jakiś piasek, w torebce pełno papierków po cukierkach, z tablicy nie widzi z drugiej ławki (!), a po wyjściu z łazienki nawet nie myje rąk... (!) Nie podobało mi się siedzenie z nią tyle godzin, ale...
Ciągle jara się swoim kolegą, który chodzi z nami do klasy, a który jest moim sąsiadem, a który zadaje się z patologiczną rodziną (alkohol, libacje, zadymy jakby się zabijali, policje), która mieszka nade mną...masakra
Jak się dowiedziała, że mieszkam obok, to se żartuje, że mnie odwiedzi (jeszcze czego). W dodatku musiałam pożyczyć jej zeszyt (nawet skłamałam, że kuzynka przychodzi mnie uczyć i go potrzebuję, ale to nic nie dało) i po prostu podrzuci mi go w jakiś dzień albo przekaże sąsiadowi (nie lubię go). Rozmawiałam z nią, bo rozmawiałam, zastanawiam się w ogóle dlaczego (pewnie dlatego, że dziewczyn nie było) i ciągle truła mi dupę o moim sąsiedzie, o tym, że jest tyle nauki, że nie ma kto jej pomóc itp. Nawet bezczelnie pytała mnie czy ta moja kuzynka nie umie angielskiego, więc odparłam kategoryczne NIE. Nawet rozmyślałam, by pojechać innym autobusem, ale ta ciągle pytała mnie, o której jedziemy, jakbym była jej najlepszą koleżanką...no bez przesady, nie wdaję się z ludźmi w tak szybkie relacje...
Jak wracałyśmy, praktycznie cały autobus był pusty, więc walnęłam się na siedzenie, rzuciłam torbą na drugie. A ta stoi nade mną, więc spytałam "siadasz tutaj?", a ona, że tak. Jak serdelka musiałam siedzieć z torbą na kolanach... szlak mnie trafił. W ogóle, to zawsze podczas jazdy słucham muzyki, wiec myślałam, że jak założę słuchawki, to przestanie gadać, ale nie...co pięć sekund musiałam jedną wyciągać... Jak jadę z tamtymi koleżankami, to każda z nas siada osobno, bo lubimy słuchać muzyki w autobusie. No i zaprosiła mnie na facebooku i truła mi, że znam tego i tą, i jechała nazwiskami po całym autobusie...a ja musiałam jej odpowiadać. Chciała jeszcze mój numer, ale jakoś się wykręciłam i stwierdziłam, że jestem na facebooku prawie cały czas.
Szczerze? Nie potrzebuję takiego towarzystwa. Ona zadaje się z kimś, kogo nie lubię, a który zadaje się z patologią. Może zrobiłam błąd, że zaczęłam z nią gadać, ale czasem starałam się ją ignorować, ale nie tak dosłownie, bo czasem sama się na coś rozgadałam, a potem żałowałam... Za dwa tygodnie znów mamy zajęcia, więc dziewczyny pewnie będą i zastanawiam się, jak ta sytuacja będzie wyglądać... (ostatnio siedziałam sama, bo mieliśmy ławki dwuosobowe, więc one siedziały razem, za mną, ja sama i tak było dobrze). Jeśli będziemy mieć znów w tej samej klasie, to chciałabym je zapytać czy będziemy siedziały we trójkę, ale co jeśli TA się znów wepchnie? Nie chcę z nią siedzieć... Dobra, czasem możemy chwilę pogadać, ale jak koleżanki wrócą, to chcę z nimi przebywać...
W ogóle ona zna jedną z moich koleżanek, której wczoraj i dzisiaj nie było, choć z tego co mówiła, to znają się z gimnazjum. Ciekawe czy się lubiły jakoś specjalnie, bo jeśli nie, to powiem jej, że tamta się do mnie przyczepiła...
Nigdy nie miałam takiego głupiego problemu, co powinnam zrobić? Gdybym zapytała o radę kuzynkę, to pewnie poradziłaby mi, bym powiedziała jej ******alaj, ale ja nie jestem taka, jestem miła... W ogóle złoty medal i to ze szczerego złota, dla tych, którzy to przeczytali
Pomóżcie mi! ![]()