Witam wszystkich!
Piszę tutaj, gdyż chciałabym, aby ktoś spojrzał na mój problem obiektywnie. Nie wiem już, czy to ja jestem uprzedzona, czy faktycznie w mojej rodzinie istnieje problem.
Mój mąż dostał od rodziców w prezencie mieszkanie. Jako, że to był dla nich niemały wydatek, uzgodnili że będzie tam mieszkał ze swoim młodszym (24 lata) bratem do momentu, kiedy ten skończy studia. Jeszcze przed ślubem zamieszkałam tam i ja i teraz dzielimy mieszkanie we trójkę.
Od początku mam co do tego wspólnego mieszkania wątpliwości: przede wszystkim brat męża uważa, że nie ma w domu żadnych obowiązków - z natury jest wygodnym brudasem, któremu tynk mógłby spadać na głowę a wokół biegać karaluchy, jemu to nie przeszkadza. Jest głuchy na moje uwagi, że o porządek w domu powinien dbać każdy domownik - zostawia wszędzie burdel, rozrzuca okruchy, roznosi błoto, zostawia po sobie brudną toaletę - przykładów można by mnożyć w nieskończoność. Jeszcze NIGDY w życiu nie zdarzyło się, żeby po sobie cokolwiek posprzątał, zawsze robimy to my.
Druga sprawa, to jego zupełna beztroska, jeśli chodzi o opłaty. Wydatkami na dom dzielimy się we dwójkę z mężem, a szwagier mało, że się nie dokłada, to jeszcze ze wszystkiego korzysta i nigdy niczego nie kupuje, oprócz swojego jedzenia. Czasami dochodzi do tego, że bierze sobie bez pytania coś, co kupiłam dla siebie i używa, jakby należało do niego.
Obecnie jestem w 6 miesiącu ciąży, jednak nie widzę zmiany w zachowaniu szwagra. Ostatnio zostawił cały kosz swoich brudnych ubrań z przekonaniem, że skoro robię pranie dla naszej dwójki, to i jemu zacznę. Dzwonił jeszcze do męża z pytaniem, czy będę robiła pranie, bo on potrzebuje pilnie spodni na pojutrze. Mnie nawet nie poprosił! W jego stylu jest też pytanie mnie o to, czy np. kupiłam cukier, bo się skończył. Z powodów zdrowotnych jestem na zwolnieniu lekarskim, więc on uważa, że skoro siedzę w domu, to moim obowiązkiem jest dźwigać dla niego zakupy i zajmować się całym domem.
Pytanie - gdzie w tym wszystkim jest mój mąż? Oczywiście, zwracam mu uwagę na zachowanie brata. Ale on woli zrobić wszystko za niego, aniżeli z nim pogadać. Przyjęło się u nich w rodzinie, że młodszy brat jest poszkodowany, bo zawsze się gorzej uczył, był mniej bystry od brata, mniej mu się udawało, itd. We wszystkim w domu był wyręczany, nigdy nic nie musiał robić a teraz wydaje mu się, że każdy go będzie tak traktował i poza najbliższymi. Szwagier ma do wszystkiego dwie lewe ręce (albo jest po prostu bardzo wygodny i "jedzie" na tej opinii) i nie zapowiada się na zmiany. A ja niedługo urodzę Synka i już się boję,co będzie się działo w domu, kiedy moja uwaga będzie skupiona na dziecku a będzie mniej czasu na domowe obowiązki. Zarośniemy brudem? Nadzieją miała być wyprowadzka szwagra, ale on zawalił studia, musi zaliczyć jeszcze 6 semestrów.
Co robić, żeby nie zwariować?