Witam wszystkich.
Zyje z człowiekiem którego nie kocham, nienawidze go, na sama myśl o zbliżeniu bierze mnie na wymioty.
Jestem matką 2 dzieci mieszkam z nim i od roku jestesmy małżeństwem, znęca sie nademną psychicznie przez niego czuje się jak śmieć.
Od mniej wiecej pół roku sukcesywnie wykręcam się od uprawiania z nim sexu, ciagle się z nim kłucę potrafi wyzywać mnie od najgorszych przy dzieciach, dzieci to słyszą i cierpią.
Nie wiem jakim cudem zgodziłam się na ślub, presja rodziny i otoczenia zylismy razem 7 lat i stało się.
Jestem od niego uzależniona finansowo płaci rachunki kupuje jedzenie i łozy na dzieci na mnie nie. Mnie nie stać na wynajecie mieszkania kupowanie żywności i wszystkich potrzebnych rzeczy.
Prace mam ale wszystko wkładam w dzieci i siebie bo za cos musze sie ubrać, zapłacic za telefon za benzyne i za auto.
Jestem słaba psychicznie przez mojego męża ciagłe awantury o cos czego nie zrobiłam czy ze czegos nie robie sprawiły ze popadłam w depresje i nie widze sensu zycia, ale jest swiatełko.
Nagrałam kilka kłutni z nim, czasami przydażyło mu się przyjśc do domu jak był ostro piany padał na ziemie i wrzeszczał na mnie ze jestem tym tamtym siamtym, raz czy 2 razy zadzwoniłam na policje podczas awantury bo zaczoł rzucać przedmiotami w moim kierunku przyjechali on uciekał i jakoś nic z tego nie wynikło, jak sie to powtorzy postaram się zeby załozyli mu niebieską karte ale na ten czas jej nie ma.
Mąż nie rozmawia z synem 8 letnim powiedział mu ze nie bedzie z nim rozmawiał bo nauczyłam go kłamać, synek z poprzedniego zwiazku. Od jakiegos czasu leci mu krew z nosa laze z nim po lekarzach i jeden z nich stwierdził ze to moze być przez stres. Same dziecko mowi ze woli uciec z domu niz z nim siedziec.
Jestem z nim do tej pory tylko ze wzgledu na to ze utrzymuje moje dzieci i zapewni im w miare dobra przyszlosc finansową. Mowie mu to otwarcie, mowie tez otwarcie o tym zebysmy wzieli rozwod bo cierpia na tym dzieci a moj synek najbardziej. Ale on mi nie da rozwodu, nie da mi jak on to mowi ani złotówki. Nie jestem wstanie normalnie funkcjonować czuje ze zbliza się smierć, ciagłe oskarzenia o zdrade o uprawianie sexu z innymi od 6 lat, sprawiły i ja tutaj tez jestem winna, ze zaczełam szukać kogos innego i znalazłam.
Spotykam sie z nim od mniej wiecej pół roku i chce wyciagnąć mnie z tego bagna w ktorym jestem. Chyba bedziemy w stanie wynajac swoje mieszkanie bo on mieszka z rodzina i utrzymac sie, boje sie ze bede musiala zrezygnować z pracy i on sam nie zdola utrzymac nas bo jednak 3 darmozjadow to za duzo, nie wiem na jakiej wysokosci alimenty moglabym liczyc. Moze udałoby mi się rozwieść z jego winy i dostać jeszcze alimenty na mnie jak myślicie. Warto probować starać sie o rozwód z jego winy ? sa jakies szanse ? Bo jak nie to otwarcie z mojej winy biore. I czy w takim przypadku jak bedzie z mojej winy to czy dostane alimenty na dzieci ? Doradzcie mi proszę ![]()
Pozdrawiam Malwina