Cześć wszystkim
Jestem w kropce. Mamy z dziewczyną po 20 lat. Ona ma swoje własne mieszkanie, w którym mieszka sama. Jesteśmy razem od 7 miesięcy i nasz związek do łatwych nie należał, ponieważ przechodziliśmy wspólnie bardzo trudne chwile spowodowane wieloma czynnikami, które niestety nie zależały od nas. Spotykaliśmy się praktycznie 6 na 7 dni w tygodniu a przebywaliśmy ze sobą tak dużo czasu, że wiele par mogłoby nam pozazdrościć. Niestety kolorowo nie było, bo mimo tego iż starałem się przebywać jak najczęsciej u mojej dziewczyny to niestety miałem bardzo duże problemy z moją mama która bardzo negowała te ciągłe spotkania że jak na pierwszy związek to za szybko i była przeciwna temu ze zostawałem czasami u niej na noc. Mieszkanie to jest duże jest to ponad 50m w których to mieszka ona sama, ale praktycznie przez cały czas starałem się z nią być. Muszę zaznaczyć że ja jestem osobą , która w swoim zyciu przyła bardzo wiele problemów siegajacych dawnych lat dojrzewania i dzieciństwa. Niestety te problemy w pewnym stopniu dalej na mnie oddziałują , bo w wielu sytuacjach zyciowych kieruje mną strach.
Zapewne wielu z was się zdziwi, że mając takie warunki, czemu nie zamieszkałem z nią. Otóż się bałem, że sobie z tym nie poradzę, tak jak wcześniej pisałem kieruje mną strach. Bardzo się razem kochamy i ona bardzo chciała żebym z nią zamieszkał ale ja jej mówiłem, że nie wiem, że się zastanawiam i w ogóle... a tak naprawdę strach mnie trzyma i obawa ze już nic nie będzie jak kiedyś. Niestety sytuacje które kiedyś mi się przytrafiły bardzo mnie blokują przed takim krokiem. Dlatego zaznaczam że wielki strach i obawa mnie trzymają przed mieszkaniem z nią, chociaż przez te 7 miesięcy spędziłem z nią bardzo dużą cześć mojego życia, więc z drugiej strony to tylko krok żeby spróbować zamieszkać i pokonać strach, porozmawiać z rodzicami, przekonać samego siebie. Problem jest też taki że jestem z tego samego miasta co jej mieszkanie, ona nie mieszka tam gdzie ja, jest z innego miasta.
Problem się zaczął ostatnimi czasy.
Moja dziewczyna zaproponowała koledze z grupy, koledze z którym chodzę i chodzimy razem na zajęcia, żeby z nią zamieszkał bo ma wolny pokój...
Swoją decyzje motywuje faktem zarobku, tego że nie będzie wracać do pustego domu i tym, że jest sama w takim dużym domu.
Faktem jest, że nie każdy potrafi mieszkać i spędzać noce samotnie w takim dużym mieszkaniu, ja śmiało stwierdzam że bym nie potrafił. Ale powiedzcie mi czemu... czemu kolega z grupy... jest to dla mnie straszne, że ma z nią zamieszkać kolega z grupy, kolega którego będę widzieć codziennie na zajęciach będzie wracał do domu mojej dziewczyny i będzie tam mieszkać... ja nie potrafię tego zrozumieć, po prostu nie umiem... a ona się mnie pyta czy jej nie ufam? O co mi chodzi, że sobie poradzimy, ze on i tak będzie pracować i będzie wracać w różnych godzinach. Ale do mnie to nie dociera... Ja jej bardzo ufam i widzę po niej, że tylko ja jestem jej ukochanym tak jak i ona moją jedyną . Ale pewne fakty są dla mnie bolesne... dlaczego to jest kolega z grupy, którego dodatkowo będę widział na okrągło... ale ona na to mówi, że ciekawe jak bym ja reagował gdyby to był ktoś obcy, a ja wiem że obcego by nie wpuściła, poza tym inny facet z dziewczyną, nieznajomy... proszę wszystkich.... że gdyby to by była koleżanka to co też bym się wściekał? Ona mówi, że też bym się wściekał... a ja już nie wiem czy bym się wściekał czy nie..... pewnie byłbym zasmucony i zdenerwowany zmianą sytuacji jaka była do tej pory, czyli mieszkanie i tylko ma oboje. Jedno jest dla mnie pewne i jest to coś czego nie akceptuje. Nie potrafię zaakceptować tego, że po tylu miesiącach takiego zżycia, takiej swobody u niej w domu, nagle ktoś u niej zamieszka.... i będzie to kolega z grupy. To mnie okrutnie boli, że będzie to ktoś taki....
Ja bym nigdy nie wpuścił do domu innej dziewczyny, gdybym mieszkał sam... nigdy... nawet gdybym wiedział że dziewczyna ma obawy przed zamieszkaniem ze mną. A tak często u niej byłem, zmieniłem swoje życie diametralnie, tak jak i ona swoje.
3/4 swojego życia spędzałem z nią, a teraz wszystko może, ale nie musi się zmienić. Wytrwałość i miłość jest ważna i wiem że mnie nie zdradzi bo mnie bardzo kocha. Ale bardzo smutny jestem, że w ogóle wpadła na pomysł, żeby ktoś taki u niej zamieszkał......i choć bardzo rozumiem też to że raźniej jest być z kimś...i wiedzieć ze nie śpi się w pustym domu... ale ona nie jest sama, jest ze mną i byłem prawie zawsze, starałem się być jak najczęściej.
Ehhhh... nie wiem czy w ogóle jest sens dzielenia się z wami moimi odczuciami. Nawet nie wiem, czy w ogóle jakiekolwiek moje obawy są zasadne... doradźcie mi cokolwiek. Bardzo się do naszej sytuacji przyzwyczaiłem i ciężko mi w ogóle wyobrazić sobie jak będę się czuł jeżeli on u niej zamieszka.... boje się, że sobie nie poradzę.... i niestety moje racje typu, że to jest kolega z grupy niczego nie zmieniają... jest mi przykro.