Witam wszystkich...
Nigdy nie myślałem, że kiedyś będę pisał na forum o tym co mnie ostatnio spotkało...jednak muszę komuś to opowiedzieć....i może poradzić.
Znamy się od 7 lat......Jestem w małżeństwie od 2 tygodni. Na jeden dzień przed ślubem dowiedziałem się że Ona mnie zdradzała przez ostatnie 3 miesiące.
Ślubu nie odwołałem, nie wyrzuciłem jej z domu, nawet na nią nie nakrzyczałem, byłem spokojny i opanowany.
Zapytałem czy ona jest wstanie zacząć nasz związek od początku po tym wszystkim. Powiedziałem jej, że ja jestem wstanie jej to wybaczyc i bede walczyl do konca o Nas bo bardzo Ją Kocham. Sam nie wiem dlaczego tak postąpiłem, zawsze sobie mówiłem, że jak ktoś mnie w taki sposób zrani to bedzie już koniec.
Rozmawialiśmy o tym co się stało. Ja nawet nie wiem czy Ona zrozumiała jaki błąd popełniła. Twierdzi, że potrzebuje czasu....tylko pytam na co czas, to ja powinienem go chyba bardziej potrzebować!
Zraniła mnie i to bardzo. Jednak to ja siebie obwiniam za to wszystko....czasami wydaje mi się, ze to tylko ja się tym wszystkim przejmuje....staram się być miy, kochany, przytulam Ją, całuje.....a Ona tak jakby sie poddała i nie wiedziała co ma zrobić...opcje są dwie:
1. Jest w wielkim szoku, ze chce jej wybaczyc i nie wie jak ma sie zachowac.
2. Potrzebuje czasu na to zeby dojsc do ładu ze soba i wtedy bedzie o mnie walczyc. (tylko, że ja wiecznie nie chcę czekać)
Czasami zastanawiam się czy to wszystko ma sens. Ten mój spokój, opanowanie, dobro...
Dlaczego to Ja potrafię szybciej wybaczyć jako zdradzony, niż Ona się pozbierać jako zdradzająca?
A może jestem, aż tak bardzo zakochany i boję się samotności, może kolejnego rozczarowania?
Wrzucę tekst jaki pisałem 3 dni po ślubie, chyba żeby się podbudować i dać sobie siłę:
"Pewnego dnia się uwolnię, i nikt już nie będzie próbował mnie zabić za to, ze jestem sobą
TAK JUZ BEDZIE!!!!!!!!!!!! jestem silny...dam rade...nie pozwole sie stłamsic i zdusic.. bede szedl do przodu...Axxx probowała mnie zniszczyc, teraz chce naprawiac..
Dam jej szanse! bo Kocham i szanuje!! bede silny! Jestem w stanie o wszystkim zapomniec tylko czy Axxx bedzie tego chciała...Musi mi dac powody bym czul sie bezpiecznie..
Minelo kilka dni...byly rozmowy...moze zrozumiala co ONA mi zrobiła!! mialem rozne mysli..co z tym zrobic...co zrobic ze soba czy chce mi sie jescze zyc..
staram sie spogladac jej oczami na mnie na moje zachowanie..tylko gubie sie w tym co powinienem robic a co nie.. najgorsze jest to ze nie wiem jak mam sie zachowac...
wczesniej popadalem w paranoje...na kazdym kroku widzialem jej zdrade...kazdy jej maly nieswiadomy czyn powodowal u mnie podejzenia...teraz juz tak nie mam..
powiedziala mi..ze to juz przeszlosc i bedzie sie starac..chyba jej wierze...
Poziom mojego zaufania podnosi sie...tylko, ze moje poczucie godności i pewności siebie jest zerowe...
Dwa dni dalej:
Jest lepiej......Axxx sie usmiecha i czesciej mnie dotyka i caluje...albo robi to w co chce wierzyć i co jej powiedziałem... DZISIAJ mnie ZASKOCZYLA!!!
Kochalismy sie po raz pierwszy OD DLUZSZEGO CZASU....!!!!!!!!
chcialem zrobic JEJ dobrze ..podobno sie udalo.. dla mnie wiele to znaczylo......ale mam w podswiadomosci ze Axxx tylko to zrobila dla mnie...
zebym jej tylko dal spokoj na jakis czas...a moze chce uspic moja czujnosc...???... wkrotce sie przekonam..."
Sorry za chaos w opisie mojej historii.