Witam, mam pewien problem. Jakoś miesiąc temu poznałem dziewczynę... była naprawdę super, rozmawialiśmy/pisalismy ciągle przez kilka dni. Mieliśmy takie wrażenie jakbyśmy znali się od kilku lat (nawet mi tak powiedziała, z czego byłem bardzo zadowolony) więc postanowiliśmy się spotkać. Uznaliśmy że nasze spotkanie powinno rozpocząć się buziakiem i tak się stało, potem chwyciłem ją za rękę (pytając po chwili czy jej to nie przeszkadza i nie miała przeciwwskazań, raczej wydawała się zadowolona) i poszliśmy do mnie gdzie rozmawialiśmy i oglądaliśmy film. W trakcie jednego z filmów pocałowałem ją, a ona odwzajemniła pocałunek (ogółem pisałem jej wcześniej, że mi się podoba i dawałem jej znaki że liczę na coś więcej niż friend-zone), po tym pocałunku byliśmy sobą zafascynowani i całowaliśmy się jeszcze długo po tym pierwszym (film został wyłączony, ale ofc nie doszło do niczego więcej bo nie zależy nam na tym). Po tamtym spotkaniu spotkaliśmy się jeszcze kilka razy i wszystko było wspaniałe, rozmawiało nam się cudownie a czas razem spędzony pędził tak szybko ze 10 godzin mijało jak kilka chwil. Ogółem jest to związek na odległość, jednak mieszka dość blisko mnie (mam do niej około półtorej godziny pociągiem +/- 60km). 28 sierpnia wróciła do siebie (na wakacje wpadła na działkę w moich okolicach więc spotkaliśmy się kilka tych razy o których wspomniałem wcześniej około 4 razy. Jako para ofc) i nasz kontakt ograniczył się do skypa, chatów, zdjęć oraz rozmów telefonicznych. Spotkałem się z nią w sobotę i wszystko jak zawsze było cudownie... spędziliśmy chyba 10 godzin a potem wróciliśmy każdy do swojego domu. Następnego dnia mówiła mi że ma zły humor i wgl coś było nie tak. Pisałem z nią długo i udało mi się wyciągnąć, że nie do końca wie co do mnie czuje, ale nie chce mnie ranić więc nie chciała mi o tym mówić gdyż sama chciała to sobie poukładać, czy chce ze mną być czy nie (ogółem zaczęła o tym myśleć dlatego, że jej mama powiedziała, że nie chcą aby była tak pochłonięta/zafascynowana chłopakiem, aby zapominała o tym że ma też inne obowiązki... nie przejęła się tym co mówiła jej mama... Jednak zaczęła myśleć czy naprawdę jest mną aż tak pochłonięta...)...cała tamta rozmowa skończyła się na tym że czuje do mnie coś więcej niż do przyjaciela ale nie wie czy aż tak dużo abym był jej chłopakiem (ogółem oboje mamy tak że nie sądzimy aby miłość była najważniejsza w związku), więc uznaliśmy, że do tego czasu "zawieszamy" nasz związek i pogadamy o tym co dalej w niedzielę.
Jak zaczynaliśmy być razem, to nie była pewna czy chce związku, ale potem mówiła mi że jest szczęśliwa, i kocha mnie na swój sposób. Dlatego nie wiem co zrobić w niedziele... powinienem po prostu pokazać jej co tak naprawdę przy mnie czuje, i uświadomić jej że nadal ciągnie ją do mnie to samo jak mnie do niej? A jak się nie uda... i uzna że to koniec związku to po protu powinienem ją "odstawić"/"zlać" i nie zgadzać się na "zostańmy przyjaciółmi"??? (zależy mi na niej i obawiam się... że ona nie będzie chciała tego dłużej ciągnąć).