Witam,
Pewnie w ogole nie powinienem sie znalezc na tym forum jako ze nazwa wskazuje ze jest przeznaczone dla kobiet ale wlasnie kobiecego spojrzenia mi trzeba. Mam nadzieje ze nie spotkam sie z ostracyzmem
a ktos bedzie w stanie odniesc sie w jakikolwiek sposob do sytuacji, w ktorej sie znalazlem.
W skrocie:
2 lata po slubie, od co najmniej roku notoryczne nieporozumienia i klotnie, ktore zazwyczaj maja podobne podloze.
Moja zona twierdzi ze jestem chorobliwie zazdrosny, ona sie czuje przeze mnie osaczona itd. Teraz dlaczego tak sie czuje. Mam pretensje o sytuacje, ktore powtarzaja sie w zasadzie w czasie naszego kazdego wspolnego wyjscia, np:
- rzucanie sie na szyje bylemu chlopakowi i dwugodzinna z nim dyskusja bez kompletnego zainteresowania co w tym czasie robie ja.
- trzymanie sie za reke z kolega (tez impreza) i podobnie jak wyzej dluuuga "dyskusja"
- impreza, tance z kolega, w pewnym momencie zaczynaja sie tzw tance wolne, jedyna para na ciemnym parkiecie, uwieszeni na sobie, rece kolegi zaczynaja troche "bladzic".
- natykamy sie na siebie w klubie (osobne wyjscie), pretensje o to ze sie spotkalismy i natychmiastowa pozytywna reakcja na zagadywanie przypadkowego faceta.
- przyjezdzam na weekend (akurat chwilowo jestem "wyjechany"), idziemy na domowe party, jest tam jeden nieznajomy facet, znajduje wiernego sluchacza w mojej zonie (wpatrzony w nia zreszta jak w obraz...), rozmowa trwa i trwa, w koncu zostaje przerwana ale pozniej kolega probuje znowu bo nie ma pojecia ze TA dziewczyna jest tam z kims i jej maz siedzi w tym samym pokoju, metr obok. Zachowywala sie jakbysmy sie nie znali. Na moja prosbe (2 w nocy) ze chcialbym zebysmy juz poszli( pamietamy ze przyjechalem tylko na weekend) slysze ze mam isc sam bo ona musi jeszcze z kolezankami pogadac i nie ma ochoty isc do domu.
Takie przyklady moglbym mnozyc.
Uwaza ze jestem dla niej "facetem w kapciach", nic nie robie itd. Prace mam taka ze kiedy pracuje to mnie nie ma wiec kiedy jestem nigdy nie widziala zebym pracowal. Ostatnio uslyszalem ze bardzo jest jej potrzebny moj "sukces" ( zarabiam naprawde dobrze wiec nie wydaje mi sie zebym bym jakims zyciowym oferma...).
Ostatnio juz sie nawet nie calujemy, twierdzi ze nie ma na to ochoty.
Pewnie ktos powie ze prawda i wina lezy gdzies po srodku. Zeby nie bylo ze kreauje sie na jakiegos aniola bez skazy...oczywiscie ze mam swoje wady i mam ich swiadomosc, kilka razy kiedy sie klocilismy powiedzialem rzeczy, ktorych mowic nie powinienem (sam tez kilka uslyszalem takich ze nie polecam).
Jednoczenie moja zona twierdzi ze mnie kocha i nie chce sie rozstawac. Badz tu madry czlowieku.
Ja odnosze wrazenie ze ona jest jeszcze kompletnie niedojrzala i nie dorosla do malzenstwa. Wazne sa kolezanki, imprezy itd Mowi ze jest inaczej ale fakty niestety sa inne.
Dodam jeszcze ze ciagle mowi o tym ze sie nudzi, ze nasz zwiazek to nuda itd, nie wiem jak sie to ma do tego ze ciagle chodzimy na jakies imprezy, kolacje, do kina, klubu itd.
Kurcze, ja chcialbym miec normalny, spokojny dom i pewnosc spraw najwazniejszych (moja zona twierdzi ze wynika to z moich kompleksow, niskiej samooceny itd, moim zdaniem to sa jakies herezje...)
I co Wy na to...
Wiem ze moze do mojej opwiesci wkradlo sie troche chaosu i wszystko zostalo opisane zbyt pobierznie ale gdyby bylo inaczej musialbym chyba ebooka opublikowac : )