Dzien dobry, cale zło tego świata dotyka mnie...nie chce mi sie juz zyc, od dziecinstwa same kłody mam pod nogami, jedno usunelam przyszło drugie, i tak przez wiele lat...dwa lata temu pochowalam syna, rok temu meza, i rok temu poszla z domu córka, zostal mi tylko moj piesek/pudelek miniaturka/ do którego bylam bardzo przywiązana, i w sobote tez mi go los zabrał...dlaczego mnie to wszystko spotyka,co jeszcze mnie spotka????czym jeszcze zaskoczy mnie los??.... może najlepiej zamknąć oczy na zawsze i skonczy ta męczarnia.....
Wiem, że masz już 60 lat, ale popatrz: zostało ci jeszcze co najmniej 20 lat życia. Dlaczego uważasz, że jego sensem jest "żyć dla kogoś", a nie dla siebie? Myślę, że samotna kobieta w twoim wieku może znaleźć jeszcze sens i nie musi on oznaczać biegania do kościółka.
Tak się czasem w życiu układa, że najbliżsi odchodzą zupełnie niespodziewanie. Wiem, że śmierć jest dramatem, ale jeśli zbyt długo przeżywasz żałobę i ból, to może warto odwiedzić lekarza? Mam wrażenie, że ty się zadręczasz, wpadasz w depresję, sama siebie pogrążasz i oddzielasz się od nurtu życia. Może psycholog lub leki antydepresyjne mogły by ci pomóc?
Popatrz: zastanawiasz się ciągle, co złego ci przyniesie życie, zamiast myśleć, co przed tobą jeszcze dobrego. Nic dziwnego że niejako przyciągasz te złe wydarzenia, przecież ty na nie czekasz! Otwórz się na to, co dobre i piękne w życiu. Zacznij myśleć pozytywnie, masz przed sobą jeszcze wiele lat, których nie musisz spędzać w samotności, zadręczając się, tylko żyjąc pełną piersią. Wystarczy, że spróbujesz walczyć ze schematami, które sobie wdrukowałaś w głowie.
Rozumiem, że jest ci ciężko i masz żal do losu. Ja też długo miałam pod górkę, wszystko szło nie tak. Odchodziły ukochane osoby (chociaż nie można porównać tego ze strata dziecka). Wiele łez wylałam, wiele Bogu wykrzyczałam, ale w końcu doszłam do wniosku, że to po coś się dzieje. Niue jestem specjalnie wierząca, ale wydaje mi się, że dostajemy tyle, ile możemy udźwignąć. Wyjdź do ludzi, nie siedź w domu aby nie myśleć. Znajdź sobie hobby, odwiedź fryzjera bo zwariujesz. Może warto nawiązać nowe przyjaźnie?
4 2014-09-15 21:25:52 Ostatnio edytowany przez Suzan_444 (2014-09-15 21:26:16)
Witaj.
Każdy z nas ma swoje kłody pod nogami, raz większe, raz mniejsze. Ale musimy sobie z nimi radzić, tak to już jest na tym świecie. Posłuchaj, jesteś w pięknym wieku. Zajmij się teraz sobą. Niech to będzie Twój czas. Zrób coś dla siebie, spełnij marzenia, które gdzieś umknęły pod ciążeniem kłód. Ciesz się życiem, choć wiem, że czasem jest po prostu ciężko.
Tak jak wyżej widzisz w poście, wyjdź z domu, nie siedź sama, nie myśl za dużo, chodź na spacery. Piszesz, że miałaś pupila. Może zaadoptuj nowego? ![]()
Trzymam mocno kciuki za Ciebie.
To, co przeżyłaś w "jesieni" życia, ja przeżywałem wiele lat temu. Najpierw, 30 lat temu straciłem córeczkę, a dziesięć lat później, równie nagle, żonę. Zostałem sam z dwojgiem dzieci, zdruzgotany, nie przygotowany na przyjęcie tych ciosów. Skutki odczuwam do dziś.
Takie, niestety, jest popieprzone dla niektórych, między innymi dla nas, to życie.
Pytamy: dlaczego spotyka to właśnie mnie?! Pytanie to pozostaje, niestety, retoryczne, bo wiemy, że nikt nam nie jest w stanie tego wytłumaczyć.
Tak więc, nie jesteś sama Jesieni...
Pozdrawiam i życzę Ci odzyskania spokoju, bo to cholerne życie, mimo wszystko, jest warte tego, by z niego nie rezygnować.
To nie jest rozwiązanie. Na pewno jest coś co Cię trzyma wśród żywych. Może wystarczy się rozejrzeć i coś znajdziesz. ![]()
Jesieni życia, może zajrzyj do wątku "Śmierć męża - jak sobie poradzić?" Są tam różne kobiety, w różnym wieku i z różnymi historiami. Jedna z nich także straciła córkę i męża. Tam Cię zrozumieją i pocieszą. Pozdrawiam i życzę siły.
Z uwagą przeczytałam wszystkie Twoje posty. Łączy nas wiele wspólnego, wiek, rozczarowanie życiem, samotność, niezrozumienie niesprawiedliwości życiowej.
Jedno jest pewne: jesteś w dołku psychicznym, potrzebujesz wsparcia. Ale najważniejsze jest to, żebyś sama próbowała znaleźć w sobie siłę, żeby się otrząsnąć z tego stanu. Celowo nie używam tutaj słowa "musisz". Nic nie musisz, ale możesz i powinnaś próbować! W myśl zasady - co mnie nie złamie, to mnie wzmocni. Wiem, łatwo powiedzieć, ale, uwierz mi, warto próbować. Najważniejsze, to nie zamykać się w sobie, nie unikać ludzi.
Ja w momencie załamania rozpaczliwie szukałam jakiegoś kontaktu. Znalazłam go w internecie. Ten facet na zawsze pozostanie dla mnie anonimowy, nigdy się nie dowie ile mi pomógł.