Chcę poruszyć temat wolności w związku, dotyczącej spędzania wolnego czasu, poświęcaniu się swojemu hobby itp. ,lecz bez udziału współmałżonka..Chodzi o to, że cokolwiek nie zaplanuję, np. zapisanie się na jakiś kurs, basen, gimnastykę, coś co pozwoli mi odpocząć, oderwać się od codzienności, wtedy reakcja męża jest taka : "a uwzględniłaś mnie w tych swoich planach"? Czyli że co? Jeżeli jest się małżonkiem, to znaczy że każdą czynność trzeba wykonywać razem? Mój mąż uważa że tak.. Że małżeństwo do czegoś zobowiązuje i nie ma słowa "moje , twoje", jest tylko "nasze" i koniec! Coraz częściej dochodzi u nas do nieporozumień /kiedyś ten temat też doprowadzał do kłótni, ale było to rzadko/, do ostrej wymiany zdań na temat gdzie są granice wolności i bycia na "własnym terytorium", a gdzie tych granic przekraczać nie można. Ja rozumiem doskonale, że w małżeństwie są pewne reguły postępowania i wiadomo że nie prowadzi się już takiego życia jak za czasów sprzed ślubu, ale bycie mężem/żoną to nie więzienie bez chwili oddechu dla siebie! Czy mam rację?
Może wystarczy porozmawiać z mężem, że chcesz zapisać się na kurs, basen? Chyba, że on należy do tych, że nie bo nie to wtedy albo robisz to wbrew jego woli albo się podporządkowujesz.
Może wystarczy porozmawiać z mężem, że chcesz zapisać się na kurs, basen? Chyba, że on należy do tych, że nie bo nie to wtedy albo robisz to wbrew jego woli albo się podporządkowujesz.
A może boi się że pójdzie na lewo ? Że pan instruktor będzie taki mięski że nie wytrzyma ? Tak, wiem
zaufanie, wyrozumiałość itp itd
ale dla mnie to widzę że komuś coś zaczyna nie pasować Autorko
ale to moje zdanie
"szczęście, to jedno co w życiu się mnoży, gdy się dzielisz z najbliższymi" ![]()
Może wystarczy porozmawiać z mężem, że chcesz zapisać się na kurs, basen? Chyba, że on należy do tych, że nie bo nie to wtedy albo robisz to wbrew jego woli albo się podporządkowujesz.
Właśnie rozmawiałam i to wielokrotnie! Odpowiedź jest jedna : "a uwzględniłaś MNIE w tych swoich planach"? A także : "czy JA się nie liczę?" Tak jak pisałam wcześniej, dla męża małżeństwo to jedność. Teraz ta sytuacja jest jeszcze bardziej dokuczliwa, ponieważ mam obecnie więcej czasu niż kiedyś i chciałabym wykorzystać go też i dla siebie. Uważam to za rzecz najnormalniejszą na świecie! A podporządkować się zawsze można. Jak komuś tak pasuje.. Poświęciłam kawał życia na pracę, domową i zawodową, wychowanie dzieci. A teraz pragnę chwili "dla siebie". Przez kilkadziesiąt lat wyjeżdżałam z mężem razem na wczasy, krótsze i dłuższe wyjazdy, w sumie zawsze razem. I pewnie dlatego nie było z jego strony pretensji! Teraz wyszło szydło z worka, cały ten jego dominujący charakter. Ostatnio usłyszałam nawet : "żałuję że się z tobą ożeniłem". Miłe, nie?
No to jeżeli do niego nie przemawiają Twoje argumenty, to proponuję posadzić go przed monitorem, włączyć forum i niech poczyta, do czego takie zachowanie prowadzi
Myślę, że szybko się obudzi. Życzę mu tego i Tobie również.
No to jeżeli do niego nie przemawiają Twoje argumenty, to proponuję posadzić go przed monitorem, włączyć forum i niech poczyta, do czego takie zachowanie prowadzi
Myślę, że szybko się obudzi. Życzę mu tego i Tobie również.
Proponowałam mu już nie raz poczytanie! Także kilku książek wydanych przez znanych terapeutów, na takie i podobne tematy. Nic z tego, on wie swoje! Uważam że takie zachowanie można "podciągnąć" pod tematykę związaną z prawami człowieka.. A może przesadzam! :-)
Prawo człowieka można interpretować różnie
Ty masz prawo na to, a on ma prawo do tego czegoś innego. Jeżeli nie uzgodnicie pewnych zachowań w Waszym związku, to różnie może być. Ja też mówiłem żonie, na pewnym etapie naszego kryzysu, że pewne forum strasznie mi pomaga, pomaga się ogarnąć i ona zawsze mi rzucała słowami, żebym dał jej spokój z tym, bo nie będzie słuchała ludzi, którzy nie maja pojęcia o problemie. Ja posłuchałem tych ludzi i żyje mi się lepiej obecnie ![]()
Mnie również kiedyś pewne forum bardzo pomogło. Jak tak sobie zacznę przypominać swoją przeszłość, która z wyjątkiem panieńskich lat nie była zbyt kolorowa, to było parę tematów gdzie na forum dobrze mi doradzono, dzięki czemu podjęłam decyzje z których jestem zadowolona. Dawniej miałam osoby w swoim gronie, którym mogłam wiele rzeczy opowiedzieć. Dziś już nie żyją, więc dobrze że forum istnieje i czasem można skorzystać z wirtualnych porad. A co do głównego tematu. Prawa człowieka to szeroki temat. Ja nigdy męża nie ograniczałam. Spotkanie z kolegami, czy wyjazd na ryby, czy inne hobby - proszę bardzo. Mąż to atrakcyjny facet.. Koleżanki też miewał. Znałam je, choć co niektóre różnie w stosunku do męża /i to przy mnie/ się zachowywały.. Tak że różnie bywało. Człowiek był młody, inaczej pewne rzeczy odbierał. Natomiast uważam, że jestem w stosunku do męża w porządku. A chwila dla siebie, własne hobby, to naturalna rzecz! :-)
Może on się boi, że znajdując sobie inne zajęcia, nie będziesz już miała czasu dla niego?
Ogólnie uważam, że tam, gdzie się zaczyna kontrola, tam się kończy związek.
Może on się boi, że znajdując sobie inne zajęcia, nie będziesz już miała czasu dla niego?
Ogólnie uważam, że tam, gdzie się zaczyna kontrola, tam się kończy związek.
Być może tak. Ale uważam, że powinien powiedzieć wprost o co mu chodzi. A nie tylko mieć nieuzasadnione pretensje. Przecież można iść na kompromis. Choć hobby to np. nie spotkanie z jakimś facetem, sympatią sprzed lat itp.! Wtedy można by go było zrozumieć . To on miewał koleżanki, o czym wspomniałam wcześniej. A jeśli chodzi o kontrolę, to zaczęła się ona ...jakieś 20 lat temu! Tylko że zdarzała się sporadycznie. Ale bywała "ostra", bo i rękoczyny wchodziły w grę! Wiele spraw już wybaczyłam, tylko jeszcze jak dziś wracam do tych wspomnień, to mam gęsią skórkę!
11 2014-09-13 18:18:54 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2014-09-13 18:27:21)
Normalnie bym napisała, że to się kwalifikuje do specjalisty...
Macie duży staż związku, 20 lat! Myślisz, że po tak długim czasie możliwa by była zmiana zachowania męża?
A jeszcze chciałam zapytać, czy mąż jest dużo starszy od Ciebie?
Dla mnie, nie ma czegoś takiego jak "granice w związku"(stawiane przez jedną ze stron). Ktoś kto w związku jest, czy to partnerskim czy małżeńskim, sam dobrze wie do czego to zobowiązuje i jakie zachowanie jest dobre a jakie złe. Ustalanie jakichkolwiek granic, ma się nijak do podstawy każdego związku, którą jest zaufanie. Jeśli ktoś nie ufa swojej drugiej połówce... to co to za związek? Na czym on jest oparty? "Kocham Cię ale ci nie wierzę?", "Wiem że mnie kochasz ale nie pozwalam Ci na żadne przyjemności, bo nie wierzę że mnie nie zdradzisz?"
Nigdy, przenigdy, nie zgodziłabym się na takie traktowanie. Postawiłabym na swoim. Zapisałabym się na basen czy aerobic. Jak mąż by protestował, powiedziałabym mu, że jeśli chce uczestniczyć w zajęciach dla kobiet, to niech się też zapisze. Jednak ja go zapisywać nie zamierzam, bo to byłby wstyd powiedzieć że muszę zapisać też męża z powodu jego zaborczości i braku zaufania. ![]()
Normalnie bym napisała, że to się kwalifikuje do specjalisty...
Macie duży staż związku, 20 lat! Myślisz, że po tak długim czasie możliwa by była zmiana zachowania męża?
Staż to my mamy ponad 30-letni! Tylko pierwsze symptomy kontroli zaczęły się ok. 20 lat temu. Dłuższy czas był spokój. Miałam nadzieję że wreszcie zaczniemy żyć spokojnie. Ale nic z tego, bo teraz w ostatnim czasie symptomy kontroli bardzo się nasiliły. Jestem już bardzo zmęczona! I choć nam teraz nic właściwie nie brakuje, zdrowie w porządku, reszta z bardzo małymi wyjątkami również, to ja poważnie rozważam nasze rozstanie.. Bo nawet na "stare lata", gdzie lepiej nie być samemu, to czy warto tak się poświęcać? Żyć co parę dni w stresie i skracać sobie życie?
Autorko, ja Ci zazdroszczę męża. Mi właśnie brakuje takiego wspólnego spędzania czasu, a przede wszystkim jego inicjatywy w tym. Jak ja coś proponuję, to entuzjazmu brak albo odmowa, i tak to się kończy.
15 2014-09-15 17:13:24 Ostatnio edytowany przez Lancacter (2014-09-15 17:14:25)
Widze ze sa tu opinie podkreslajace solidarnosc z Twoim mezem i jednoczesnie popierajace taka sama wizje malzenstwa. To dziwne bo nie wydaje mi sie by nie bedac ubezwlasnowolnionym mozna funkcjonowac normalnie bez wlasnego azylu, bez mozliwosci spedzenia czasu samemu ze soba dokladnie tak jak sie chce.
Rozumiem, ze kiedy gotujesz obiad, pierzesz jego gacie czy prasujesz mu koszule on rowniez 'uwzglednia' sie w tych planach i dzielnie Ci w tym asystuje CZYNEM. Rozumiem rowniez ze jego plany zawsze uwzgledniaja Ciebie i Twoja w nich obecnosc, ze ma swiete prawo domagac sie tego samego od Ciebie. On ma w ogole jakies hobby, potrzeby wlasne czy zainteresowania, czy tylko czepia sie Twoich?
Jestem w stanie zrozumiec czepialskosc - do pewnego momentu oczywiscie - jezeli nie macie w ogole czasu wspolnego, ale calkowitego ograniczania zrozumiec nie umiem i nie zrozumiem.
Mowiac ze rozumiem czepianie sie chce powiedziec, ze mam w tym swoje doswiadczenie:). Moja zona z racji pracy jaka wykonuje dosc sporo jezdzi i ma rozne bankiety na ktorych obowiazuja stroje wieczorowe. Ja w tym czasie grzecznie siedze w domu z dziecmi. Przyznam szczerze ze w ktoryms momencie zaczelo mi przeszkadzac ze my od kilku lat tak pieknie ubrani nie wychodzimy razem. Zawsze bylo jakies tamto czy siamto. Powiedzialem w ktoryms momencie, ze pomiedzy tym bankietem a nastepnym mamy MY gdzies wyjsc w miejsce adekwatne do stroju wieczorowego. Powiedzialem rowniez ze nie przyjmuje zadnych tlumaczen bo jak chce to zawsze daje rade. No i dokladnie w tydzien poprzedzajacy nasza rocznice slubu (gdzie milismy zaplanowany urlop) wypadl jej wyjazd. Bylo bla bla bla, ze jak wroci to pojdziemy i takie tam. Ja sie nie burzylem przyjalem to milczeniem. Kiedy po pieciu dniach wracala do domu minalem sie znia na lotnisku (taka szuja bylem) i powiedzialem ze teraz ma 10 dni beze mnie bo jade tam gdzie chcialem z nia pojechac. Dalej opisywac nie bede ale nawet teraz ta sytuacja jest tematem tabu bo zonie za bardzo wtedy 'gula lata'. W kazdym razie baaaaardzo wiele rzeczy sie od tamtej sytuacji wyjasnilo. Pisze to wszystko by zasugerowac, ze radykalne posuniecia moga nierzadko przyniesc duzo wiekszy efekt niz dyskusje o niczym
16 2014-09-15 17:20:47 Ostatnio edytowany przez Gary (2014-09-15 17:24:51)
Właśnie rozmawiałam i to wielokrotnie! Odpowiedź jest jedna : "a uwzględniłaś MNIE w tych swoich planach"? A także : "czy JA się nie liczę?" Tak jak pisałam wcześniej, dla męża małżeństwo to jedność. Teraz ta sytuacja jest jeszcze bardziej dokuczliwa, ponieważ mam obecnie więcej czasu niż kiedyś i chciałabym wykorzystać go też i dla siebie. Uważam to za rzecz najnormalniejszą na świecie! A podporządkować się zawsze można. Jak komuś tak pasuje.. Poświęciłam kawał życia na pracę, domową i zawodową, wychowanie dzieci. A teraz pragnę chwili "dla siebie". Przez kilkadziesiąt lat wyjeżdżałam z mężem razem na wczasy, krótsze i dłuższe wyjazdy, w sumie zawsze razem. I pewnie dlatego nie było z jego strony pretensji! Teraz wyszło szydło z worka, cały ten jego dominujący charakter. Ostatnio usłyszałam nawet : "żałuję że się z tobą ożeniłem". Miłe, nie?
Doskonale Cię rozumiem, bo mam tak samo. Tylko że my jeszcze mamy małe dzieci. W pewnym momencie bedę chciał spędzać czas bez żony i będę miał ten sam problem co Ty. Zresztą ja już i tak dużo wolności sobie wywalczyłem.
Wg mnie powinnaś uwalniać się stopniowo, krok po kroczku. Nie będzie terapii szokowej, małżeństwo się nie rozleci. On sobie to jakoś w głowie poukłada.
Jak on pyta czy uwzględniłaś go w swoich planach, a chcesz wyjść sama, to odpowiadaj ostro "Tak! Dzisiaj ja idę na basen, a Ty masz czas wolny."
Potem on pyta "Czy ja sie liczę?", więc odpowiadasz "Oczywiście. Ciągle o Tobie myślę, ale teraz spędzę czas z koleżanką. Przecież Cię nie zdradzam."
Znajomy, który jeździ sam na wczasy (wiek 50+), żartobliwie się śmieje, że "teraz jesteśmy z żoną w wieku, kiedy się jeździ na wczasy osobno, aby od odpocząć, ale odpocząć od siebie".
Wychowaliście dzieci, jeździłaś na urlopy, teraz masz wiele czasu wolnego. Uważam, że możesz go spędzać z koleżanką albo nawet z kolegą i nie ma żadnego dramatu.
To musi być strasznie trudne. Spotykałam się kiedyś z chłopakiem, który wszystko chciał robić razem, bo on rezygnuje ze swojego życia, więc ja też powinnam. Nie da się tak żyć.
Dzięki za odpowiedzi! No właśnie, nie da się tak żyć, jak napisała Obietnica Poranka. Ale metoda "małych kroczków" jaką zasugerował Gary, to może być dobra metoda! :-) W każdym razie spróbuję tak właśnie zrobić! Ludzie mają różne podejście do instytucji małżeństwa, ale uważam że przecież małżeństwo to nie niewola! Rozumiem zazdrość, bo sama jej w życiu doświadczyłam, szczególnie w wieku 20+, ale czy można np. być zazdrosnym o czyjeś hobby? A może to nie zazdrość, tylko źle pojęta definicja czym jest małżeństwo?
Kiedy sama byłam zaskoczona, że mój były chłopak był zazdrosny o wyjście na piwo z koleżanką, zajęcia dodatkowe czy nawet spacer z psem, to przyjaciółka mi powiedziała, że on nie jest zazdrosny o ten "obiekt", z którym spędzam czas, ale o sam czas, który mogłabym poświęcić jemu. I myślę, że miała rację.
Nie rozumiem, jak można być z kimś, od kogo trzeba odpoczywać czy z kim nie można spędzać za dużo czasu bo się nudzi.
Nie rozumiem, jak można być z kimś, od kogo trzeba odpoczywać czy z kim nie można spędzać za dużo czasu bo się nudzi.
Tu nie o to chodzi. Chodzi o prawo do własnej przestrzeni, do pójścia na spotkanie z koleżanką, na basen, do klubu fitness, żeby raz na jakiś czas móc zająć się czymś dodatkowym /hobby/, a nie żeby wogóle samodzielnie, bez partnera spędzać czas. Czy związek dwojga ludzi to rodzaj niewoli? Ja z mężem spędzałam i spędzam ogromną ilość czasu. Wszelkie wczasy, wyjazdy, imprezy, to zawsze razem! A tak na marginesie : jak pobędziesz kilkadziesiąt lat w małżeństwie, zmienisz zdanie..
22 2014-09-16 10:31:46 Ostatnio edytowany przez kejter (2014-09-16 10:39:16)
Prawo? Niewola? Krzyczycie jak jakieś feministki. I na marginesie- nie wezmę ślubu z facetem, od którego muszę uciekać bo mi się z nim nudzi. Trzeba się sensownie dobrać. Ci niezależni niech szukają sobie niezależnych i będą mieli coś na zasadzie każdy sobie rzepkę skrobie a przylepy niech się trzymają razem i każdy będzie zadowolony i nie będzie problemów ze zniewoleniem.
I nie muszę tkwić kilkanaście lat w małżeństwie, żeby się wypowiedzieć. Bo problem tutaj omawiany jest jednym z ważniejszych kryteriów, którymi kieruję się przy wyborze partnera. I jeżeli już na samym wstępie są niezgodności w tym temacie, to nie bawię się w związek, który wiem, że na dłuższą metę będzie męczący. Samą miłością człowiek nie wyżyje, muszą być oprócz tego jakieś fundamenty, na których się związek będzie solidnie opierał jak przyjaźń, zbliżone poglądy, czy właśnie sposób spędzania czasu.
23 2014-09-16 11:31:49 Ostatnio edytowany przez Marcjano (2014-09-16 11:34:14)
Jestem ze swoją przez 12 lat, mamy różne zainteresowania i hobby które realizujemy indywidualnie i jakoś nie zauważyłem, żeby to było męczące. Przecież nie o to chodzi, że jak ja lubię treningi siłowe i sporty z tym związane to muszę mieć jakąś fitnesskę.
Jeśli żona chce wyjść z koleżankami to wychodzi, jeśli ja chcę wyjść z kumplami to wychodzę. Nie mam potrzeby przesiadywania wśród samych babek i się nudzić.
Nie rozumiem, jak można być z kimś, od kogo trzeba odpoczywać czy z kim nie można spędzać za dużo czasu bo się nudzi.
To nie chodzi o za dużo czasu, ale o 100% czasu - nie masz czasami potrzeby, żeby pójść z koleżankami na zakupy, samotny spacer albo piwo z paczką znajomych?
25 2014-09-16 11:55:48 Ostatnio edytowany przez Iceni (2014-09-16 11:56:22)
Nie rozumiem, jak można być z kimś, od kogo trzeba odpoczywać czy z kim nie można spędzać za dużo czasu bo się nudzi.
Myślę, że nie rozumiesz, bo nie masz jeszcze doświadczenia jak to jest mieszkać z kimś pod jednym dachem latami.
A właściwie masz! Kochasz pewnie swoich rodziców, lubisz z nimi spędzać czasami wolny czas, wyjechać gdzieś za miasto itp. Ale czy nie równie mocno się cieszysz, gdy wyjeżdżają gdzieś sami, a tobie pozostawiają wolną chatę na tydzień? Czy przez ten tydzień kochasz ich mniej?
Tak samo można być przemęczonym ciągłym przebywaniem z osobą, którą się kocha. Na dodatek sprzyja to konfliktom, bo nie ma wtedy możliwości odreagować stresu w samotności, bo ta druga osoba ciągle chce być z nami, więc siłą rzeczy agresja w końcu musi iść w jej stronę.
Czy mam rację?
Tak, masz i to zdecydowanie. Związek to nie więzienie, jesteśmy różni i mamy różne potrzeby, a nasz świat nie może kręcić się i zamykać wokół jednej tylko osoby, nawet tej ważnej, najważniejszej. Mało tego, każdy z nas powinien mieć kawałek własnego życia, co związkowi opartemu na zdrowych zasadach tylko sprzyja. Poza tym czasem trzeba temu drugiemu zwyczajnie pozwolić za sobą zatęsknić.
Gdybym nie mogła rozwijać się, wychodzić, wyjeżdżać, spotykać ze znajomymi bez obecności męża, to przysięgam, że zwyczajnie udusiłabym się. Jest czas mój własny, przeznaczony na moje zajęcia i przyjemności oraz czas wspólny, który poświęcam mężowi i który z nim chętnie spędzam - to wszystko naprawdę można ze sobą ładnie pogodzić.
Zapytaj męża, kiedy będzie szedł do toalety z gazetą - gdzie idzie?
On odpowie - do toalety.
Na co Ty zapytaj z wyrzutem - a MNIE uwzględniłeś w swoich planach?!
Chcesz iść na fitness to idź i zapisz go, pewnie, niech pójdzie XD Na basen to samo, w ogóle powinnaś go trochę poprzeciągać po tych aktywniejszych dziedzinach życia
Szybko mu się odechce uczestniczyć we wszystkich.
Zapytaj męża, kiedy będzie szedł do toalety z gazetą - gdzie idzie?
On odpowie - do toalety.
Na co Ty zapytaj z wyrzutem - a MNIE uwzględniłeś w swoich planach?!Chcesz iść na fitness to idź i zapisz go, pewnie, niech pójdzie XD Na basen to samo, w ogóle powinnaś go trochę poprzeciągać po tych aktywniejszych dziedzinach życia
Szybko mu się odechce uczestniczyć we wszystkich.
popieram
zaraz mu przejdzie, a jeśli nie, to same plusy z tego tylko wyniknąć mogą
Dziękuję wszystkim za odpowiedzi! :-) A już chwilami myślałam, że rzeczywiście zachowuję się wobec męża nie fair! Natomiast Kejter inaczej na to wszystko patrzy.. Ale ma prawo. Myślę jednak, że za jakiś czas zmieni poglądy! W każdym razie wiem już co dalej robić i nie będę mieć wyrzutów sumienia!
Iceni, to, że mam 23 lata nie znaczy, że nadal siedzę na karku rodzicom (nie życz im źle
). Na szczęście od dawna z nimi nie mieszkam, mieszkałam z jednym chłopakiem, teraz z drugim i nie trwało to mało (i oby tak dalej:) ). Jak już napisałam- każdy ma inne preferencje, ja nie mówię, że wszędzie ze sobą mojego ciągnę, czy on mnie. Wychodzimy osobno, ja zdecydowanie częściej od niego, ale to jest spowodowane specyfiką jego pracy i tego, że on nie potrzebuje w takim stopniu kontaktu ze znajomymi i woli odpocząć niż gdzieś chodzić. On nie lubi sportu więc na basen chodziłam sama, on zostawał w domu grać w gry. Wychodzimy bez siebie ale i tak się tęskni.
Nie wiem jak będzie za 10 lat- wróżką nie jestem, ale nie wiem jak można chcieć takich odpoczynków od siebie w życiu codziennym, przecież wszyscy pracujemy w najróżniejszych godzinach, w ciągu tygodnia się mało sobą można przejeść, często ludzie się wręcz mijają ze sobą w domu...
Rzeczywiście, jeżeli się ma tyle zajęć i tak ściśle zorganizowany czas, że z partnerem widujemy się sporadycznie, to i sytuacja się zmienia. Choć to o czym tu piszę, to sprawa organizowania sobie czasu wolnego, przeznaczonego na własne hobby itp. Sama piszesz, że również spędzasz czas na basenie, bo on nie lubi sportu i woli grać w gry.. I co, czy to takie dziwne, że Twój chłopak woli inną formę relaksu? Tak że zaprzeczasz sama sobie podając takie przykłady.
32 2014-09-16 21:32:28 Ostatnio edytowany przez kejter (2014-09-16 21:33:41)
Ok co ja tam wiem, marny żuczek.
Po prostu przeczysz sama sobie w swoich postach. Ja idąc na trening myślę o treningu. Skupiam się przez tą godzinę tylko i wyłącznie na treningu. Nie myślę w tym czasie o żonie, bo byłoby to dla mnie dziwne. Jestem na treningu, to myślę o treningu. Zmywam naczynia to zmywam naczynia. Jest tu i teraz. Jak wracam po tej godzinie to jesteśmy razem i chyba to jest ok. Wychodzę sam na "męskie" imprezy bo ona na takowych się nudzi. Tak samo ja się nudzę na babskich. Idiotyczne byłoby więc chodzenie na takowe imprezy tylko dlatego, że jesteśmy małżeństwem. Nie uważasz?
Ok co ja tam wiem, marny żuczek.
Nikt nie twierdzi że nic nie wiesz. Bez urazy. Po prostu, w swoich postach zaprzeczyłaś sama sobie!
Zdaje się, że to ty pisałaś niedawno na temat odejścia od męża przemocowca, right?
Stąd też Twoje w/w dylematy, to pytania retoryczne, dobrze wiesz o co chodzi.
Zdaje się, że to ty pisałaś niedawno na temat odejścia od męża przemocowca, right?
Stąd też Twoje w/w dylematy, to pytania retoryczne, dobrze wiesz o co chodzi.
To osobny temat, który został zakończony. Widzę że coś Ci nie pasuje. O co chodzi w tej Twojej "aluzji"? Wchodzisz i zmieniasz temat. Jak zaczęłaś, to skończ.
Mówiąc szczerze to zastanawiam się nad tym, po co niektórym jakiekolwiek związki. Padają wielkie słowa - wolność, odpoczynek, znudzenie, zmęczenie... To po co Wam partnerzy? nawet ci najbardziej oddani w końcu się wam znudzą, będziecie zmęczeni. Szczególnie że nie widzę w zachowaniu partnera autorki żadnej kontroli, ale zwykłą chęć robienia czegoś wspólnie, w czasach gdy tego czasu nie ma za wiele. Z żoną mieszkamy razem od lat 12. Małżeństwem jesteśmy od 6. Mamy dwójkę dzieci, i nie widzimy powodu dla którego nagle mamy czuć zmęczenie, potrzebę odpoczynku od siebie. Wiele zajęć w ciągu dnia powoduje że "odpoczywamy od siebie" i chcąc aby nasz związek cały czas był świeży, dążymy do tego aby razem spędzony czas, był nasz, a nie osobny.
Przerażają mnie, mówiąc szczerze, nie które wpisy. Dla Wielu z Was małżeństwo to katorga, ciężka robota.
Nasze małżeństwo ma swoje problemy, swoje cienie, ale nie ma potrzeby spędzania czasu daleko od siebie.
Autorka i wiele z Was drogie Panie, ucieka, chce powietrza, a dlaczego nie czujecie wolności wewnątrz związku?
Dla nas wspólne wyjścia, chociaż rzadkie, są czymś normalnym. Nasi znajomi przyzwyczaili się do tego że jak zapraszają mnie, to zapraszają i żonę, o na odwrót. Na początku wielu było zdziwionych, szczególnie Panie zaczynały swoje wywody - przecież to babski wieczór itp itd, uwolnij się od niego bleblevle. A co na to moja żona? A czy ja jestem niewolnicą abym się musiała z czegoś uwalniać? Jaki jest z tego efekt? Dzisiaj, po latach, jest niezła paczka fajnych ludzi, którzy spotykają się wspólnie przy różnych okazjach, czasami na krótkich wakacjach, a te potrzebujące wolności są po rozwodach. Bo źle rozumiana wolność w związku prowadzi do rozpadu. Czy spotykamy się osobno ze znajomymi? Tak, ale tylko wtedy kiedy z przyczyn zawodowych nie możemy być razem. I tak podczas takich spotkań, jesteśmy myślami ze sobą, czegoś nam brakuje. Czasami kumple się ze mnie śmieją, ale mi to wisi. Dlaczego? Bo mam swoją wolność u najlepszej przyjaciółki którą jest moja żona.
Bawimy się razem na zakupach, na basenach -żona idzie na spa a ja z córkami na basen dla dzieciaków, na zjeżdżalnie...
Dlaczego? Bo największą wolność mamy kiedy jesteśmy razem.
Pominę głupie komentarze, czy do kibla także chodzimy razem, bo uważam że temat jest zbyt ciekawy na marnotrawienie czasu.
A jeżeli ktoś się nudzi w towarzystwie swojego "ukochanego" niech zacznie szukać winy - w sobie, a nie u kogoś, kto chce tylko być przy swojej drugiej połówce.
Iceni, to, że mam 23 lata nie znaczy, że nadal siedzę na karku rodzicom (nie życz im źle
). Na szczęście od dawna z nimi nie mieszkam, mieszkałam z jednym chłopakiem, teraz z drugim i nie trwało to mało (i oby tak dalej:) ). Jak już napisałam- każdy ma inne preferencje, ja nie mówię, że wszędzie ze sobą mojego ciągnę, czy on mnie. Wychodzimy osobno, ja zdecydowanie częściej od niego, ale to jest spowodowane specyfiką jego pracy i tego, że on nie potrzebuje w takim stopniu kontaktu ze znajomymi i woli odpocząć niż gdzieś chodzić. On nie lubi sportu więc na basen chodziłam sama, on zostawał w domu grać w gry. Wychodzimy bez siebie ale i tak się tęskni.
Nie wiem jak będzie za 10 lat- wróżką nie jestem, ale nie wiem jak można chcieć takich odpoczynków od siebie w życiu codziennym, przecież wszyscy pracujemy w najróżniejszych godzinach, w ciągu tygodnia się mało sobą można przejeść, często ludzie się wręcz mijają ze sobą w domu...
Zgadzam się z tobą w 100% a tym, którzy tego nie czują, należy tylko współczuć. Znudzić się swoim partnerem, a co to samochód? Kolor ściany? gra na komputer?
Bo źle rozumiana wolność w związku prowadzi do rozpadu.
Z tym zdaniem trzeba się zgodzić. Ale w przypadku - jak sam napisałeś - źle rozumianej wolności.
Nie chodzi o znudzenie w związku, o "uwolnienie się".
Chodzi tylko o pewien wycinek.
Ja nie ciągam mojego męża na babskie wypady. Nie wpraszam się na jego męskie spotkania.
Robimy wiele rzeczy wspólnie. Robimy też osobno.
Ale jeżeli w jakimś związku oboje mają potrzebę robienia wszystkiego razem i jest im z tym dobrze - to super, ich sprawa.
Gorzej jest jeżeli to odpowiada tylko jednej osobie.
40 2014-09-17 12:32:06 Ostatnio edytowany przez Marcjano (2014-09-17 12:32:49)
.
Ale jeżeli w jakimś związku oboje mają potrzebę robienia wszystkiego razem i jest im z tym dobrze - to super, ich sprawa.
Otóż to. My mamy podobne podejście do tej kwestii i nie musimy robić wszystkiego razem. Jeśli mamy ochotę to robimy razem, a jeśli nie to każdy indywidualnie.
luc napisał/a:.
Ale jeżeli w jakimś związku oboje mają potrzebę robienia wszystkiego razem i jest im z tym dobrze - to super, ich sprawa.Otóż to. My mamy podobne podejście do tej kwestii i nie musimy robić wszystkiego razem. Jeśli mamy ochotę to robimy razem, a jeśli nie to każdy indywidualnie.
I właśnie tak wyglądają zdrowe relacje w małżeństwie!
Marcjano napisał/a:luc napisał/a:.
Ale jeżeli w jakimś związku oboje mają potrzebę robienia wszystkiego razem i jest im z tym dobrze - to super, ich sprawa.Otóż to. My mamy podobne podejście do tej kwestii i nie musimy robić wszystkiego razem. Jeśli mamy ochotę to robimy razem, a jeśli nie to każdy indywidualnie.
I właśnie tak wyglądają zdrowe relacje w małżeństwie!
Zdrowe relacje w małżeństwie są wtedy kiedy małżonkowie nie muszą szukać wolności, odpoczynku poza nim.
Ale my nie szukamy odpoczynku od siebie, tylko realizujemy swoje hobby które jest odmienne.
Ale my nie szukamy odpoczynku od siebie, tylko realizujemy swoje hobby które jest odmienne.
I w owym hooby nie ma miejsca na partnera? My także interesujemy się różnymi rzeczami, jakoś nie ustępują one nigdy nam samym. Trochę to dziwne.
45 2014-09-17 17:02:59 Ostatnio edytowany przez luc (2014-09-17 17:03:42)
Zdrowe relacje w małżeństwie są wtedy kiedy małżonkowie nie muszą szukać wolności, odpoczynku poza nim.
Nadal nie rozumiesz.
Już pisałam. Nie chodzi o wolność czy odpoczynek od partnera.
Nie każde hobby czy zainteresowania muszą być wspólne.
Gdyby przykładowo mój mąż był modelarzem np. samolotów, a mnie to zupełnie nie pociąga, to miałabym na siłę w tym uczestniczyć? Po co?
Ja lubię chodzić na basen, mojego męża pływanie w basenie nudzi. Chodzę bez niego.
Uważam przeciwnie. Przymuszanie się do przebywania ciągle z partnerem, nawet jeżeli nas jakieś zajęcia kompletnie nudzą, jest niezdrowe dla związku.
Jest wystarczająco dużo dziedzin, w których można coś wspólnie robić. Tak samo mogą być takie, w których się działa bez partnera.
Marcjano napisał/a:Ale my nie szukamy odpoczynku od siebie, tylko realizujemy swoje hobby które jest odmienne.
I w owym hooby nie ma miejsca na partnera? My także interesujemy się różnymi rzeczami, jakoś nie ustępują one nigdy nam samym. Trochę to dziwne.
Przeczytaj dokładnie temat, bo w dalszym ciągu go nie rozumiesz. Luc wytłumaczyła w czym rzecz już tak dokładnie, że lepiej chyba nie można. Więc zacznij czytać ze zrozumieniem!
I w owym hooby nie ma miejsca na partnera? My także interesujemy się różnymi rzeczami, jakoś nie ustępują one nigdy nam samym. Trochę to dziwne.
Miejsce to może i by było, ale wtedy gdyby partnerka podzielała moje hobby, a ja hobby partnerki. Ja lubię podnosić duże ciężary, a ona lubi dziergać na drutach lub robić decoupage. Zainteresowania dość skrajne. Żony nie interesuje siłownia, a mnie decoupage. Dlatego niespecjalnie rozumiem pytanie/problem.
48 2014-09-17 18:59:54 Ostatnio edytowany przez Życzliwa (2014-09-17 19:01:07)
Życzliwa napisał/a:Zdaje się, że to ty pisałaś niedawno na temat odejścia od męża przemocowca, right?
Stąd też Twoje w/w dylematy, to pytania retoryczne, dobrze wiesz o co chodzi.To osobny temat, który został zakończony. Widzę że coś Ci nie pasuje. O co chodzi w tej Twojej "aluzji"? Wchodzisz i zmieniasz temat. Jak zaczęłaś, to skończ.
Spokojnie, po co się denerwujesz, nie miałam nic złego na myśli.
Skojarzyłam Cię po poprzednim temacie, w związku z czym ten, w którym się teraz udzielam, jest zupełnie inny.
W czym rzecz, pisałaś o podjętej decyzji ws. odejścia, czy rozwodu tak?
Teraz z kolei, poruszasz kwestie zupełnie inne, sugerujące na fakt, iż wcześniej podjęta decyzja, nie została wcielona jednak w życie. Przynajmniej tak mi się wydaje i tak to odbieram, mam rację?
I co najważniejsze mi nic tutaj nie musi się podobać, na co raczyłaś zwrócić uwagę ( z resztą niesłusznie), bo to Twoje życie, nie moje.
Pozdrawiam
49 2014-09-17 22:10:16 Ostatnio edytowany przez arleta.b1 (2014-09-17 22:24:15)
Tak, poruszam także jeszcze inne kwestie. Natomiast tamtego wątku już nie kontynuuję. I rzeczywiście - to moje życie.. To wszystko "Życzliwa"co Ci mam do powiedzenia. Również pozdrawiam.