Czy to już koniec? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Czy to już koniec?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 7 ]

Temat: Czy to już koniec?

Witam wszystkich serdecznie. Jestem zupełnie nowa na tym forum, jednakże wielokrotnie znalazłam tu pomoc, dlatego tez zdecydowałam się opisać swoją historię, a w zasadzie historię mego małżeństwa.

Jestem 6 lat po ślubie, 8 się znamy. Poznaliśmy się na emigracji, zamieszkaliśmy razem i pobraliśmy się, naszym nadrzędnym celem był powrót do Polski. Udało się, wróciliśmy do miasta oddalonego od naszych domów kilkaset kilometrów. Maż dostał świetną posadę dyrektora zarządzającego z pensją miesięczną wyższą niż moje zarobki roczne. Pod kątem finansowym- sielanka.

Nie mamy dzieci. Ja jestem osobą zakompleksioną, walczącą z wieczną nadwagą (niewielką), aczkolwiek lubiana przez ludzi, dość twardą i emocjonalną, bardzo uczuciową i kochająca swych bliskich.

Mój mąż z kolei jest zamknięty w sobie, nie okazuje uczuć.Jest pół- sierotą, ma matkę- nie utrzymuje z nią kontaktów, siostrę widuje raz na kilka lat. Moich rodziców nie lubi, nie lubi jak do nas przyjeżdżają- wobec czego układ jest taki, że to ja ich odwiedzam regularnie.

Życie seksualne było/jest tip-top.

Co roku wyjeżdżaliśmy nawet 4 razy na urlop- ja zrezygnowałam z pracy w szkole i podjęłam współpracę w firmie która w 1/3 należy do męża (praca która nie daje mi satysfakcji, od 4 mies nie dostałam też żadnej wypłaty- bo firma ma kłopoty a że jest w 1/3 mego męża, to i moja. Nie mamy rozdzielności).

Zdarzały nam się kłótnie, ba awantury, bo ja jestem dość wybuchowa, a mój mąż z kolei trzyma wszystko w sobie i mu "puszcza" jak wulkan.

ostatnio zaczęłam chorować. Od dwóch miesięcy męczył mnie potworny ból kręgosłupa, pośladka i nogi. Zaczęły się pielgrzymki po lekarzach, rezonans prywatnie itd- wszystko załatwiałam sama, mąż nie był obok- masz kasę masz na takse jesteś dorosła radź sobie. Jednakże ból nie mijał, doszły do tego problemy z pęcherzem....Poszłam do ginekologa, okazało się że mam 11 cm guz na jajniku wymagający operacji, którą mam za 5 dni, w środę. Uciskał na nerwy, sam z siebie nie bolał.....I dlatego były takie objawy jakie były. Ulga....U mnie to już druga taka sytuacja, jak miałam 17 lat miałam guzy usuwane z obu jajników. Teraz czeka mnie poważny zabieg, mają mi usunąć jeden jajnik, bo jest tak zaatakowany.

I tu wszystko sie sypie....Mąż powiedział, że ma mnie dość, moich humorów, mnie, że nie wie czy kocha, czy chce być ze  mną....Mówi że przeprowadzi mnie przez zabieg, ale potem on nie wie....Nie było sygnałów ostrzegawczych żadnych. W lipcu byliśmy miesiąc w Stanach- nasze wspólne marzenie, było bosko....Seks cudowny, na 3 tygodnie prze diagnozą super, eksperymentowaliśmy nawet z seksem analnym....teraz ze względu na guz jajnika nie mogę się kochać bo potwornie boli...Ja starałam się dbać o niego, gotować, sprzątać, schudłam dla niego ćwicząc z trenerką personalną....starałam się jak mogłam, dbam o siebie, ubieram dobrze, bywam wyuzdana w łóżku....

Mąż mówi że to przez moją -cyt."rozjeb...."psychę, że jestem nienormalna, że się go czepiam...Dodam, że on nic nie robi w domu, a jak coś robi np. odstawi kubek do zmywarki, moim obowiązkiem jest mu podziękować.....

Powiedział mi że on ma dość mnie, mych problemów, "jazd", nie może na mnie patrzeć ani przebywać w moim towarzystwie....

Przy czym dwa dni temu wrócił z Francji z delegacji i przywiózł mi zegarek za kilka tysięcy....Po co skoro ma mnie dośc???

Byłam u psycholog. Ona twierdzi, że mamy dwa światy, które są oddzielnymi bytami, i jeśli ja robię wszystko jak chce mąż, wtedy jest ok. Mąż zawsze powtarzał że mam być uśmiechnięta, zadbana, szczupła, inteligentna.....I że jak się skrzywię to jest problem....

Nie przeczę, że jestem łatwą partnerką. Ale troszczę sie o niego , w zdrowiu i chorobie, wstaję przed nim, chodzę na palcach jak śpi, masuję stopy jak bolą, piorę spocone skarpety po treningach....

Moj mąż ma 34 lata, jest b. przystojny, szczupły, bogaty i inteligentny. Dał mi do zrozumienia teraz, gdy oczekuję jego emocjonalnego wsparcia-nie tej kasy- że mnie nie chce. Spadło to na mnie bardzo, bo nie widziałam sygnałów.....Ja go bardzo kocham, chciałabym walczyć o nas....Ale czuję w środku że on nie chce.

Poza tym ja nic nie mam. To on ma pieniądze, które mi daje na wszystko. Znajomi sa wspólni, a moi rodzice są 400 km dalej. Nie mam w zasadzie poczucia bezpieczeństwa emocjonalnego w chwili, w której powinnam się martwić o swoje zdrowie. Przez ostatnie kilka dni nie jem, bo wymiotuję z nerwów, waga pokazała że zleciało mi w ten sposób prawie 6 kg....

Wybaczcie że tak dużo pisze, ale nie mam komu powiedzieć. Boję się bardzo, chciałabym o nas zawalczyć, bo dla mnie mój mąż jest wszystkim, i szczerze go kocham, mimo że minęło tyle lat.

Być może zabrzmi to banalnie, ale poradźcie, co robić....Mam 30 lat, jestem chora, kocham bogatego człowieka który właśnie stwierdził że ma mnie dość....

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Czy to już koniec?

Aisha, przede wszystkim liczy się Twoje zdrowie. Piszesz, że on nie wie co będzie dalej. To może nie wszystko jest stracone.
Z drugiej strony, mówi Ci o tym teraz, gdy jesteś w złym stanie fizycznym i psychicznym. A on o tym dobrze wie. Popatrz obiektywnie. Jesteś od niego uzależniona. Finansowo i emocjonalnie. Wszystko robiłaś tak, jak on chciał. Żadnego sprzeciwu, pan i władca. Nie chce rodziny, to nie przyjadą. Czy przytakiwanie i godzenie się na wszystko jest dobrym. sposobem na związek..
Niewiele masz możliwości. Jeśli on się podda, to sama nic nie zdziałasz. Na siłę go nie zatrzymasz. Ale nie wszystko stracone. Może to tylko chwilowe i przetrwacie ten kryzys. Znam małżeństwa, które poradziły sobie z problemami, mimo że już papiery rozwodowe były przygotowane na stole.. Trzeba wierzyć.. To teraz dla Ciebie najważniejsze: nie załamywać się. A reszta sama się ułoży.
Trzymam za Was kciuki i życzę powrotu do zdrowia. smile

3

Odp: Czy to już koniec?

Dziękuję bardzo za Twoje słowa, doceniam. Staram się myśleć pozytywnie, bo cóż- boję się bardzo operacji, która niesie spore ryzyko, w tym niemożność posiadania dzieci.
Wiem, że jestem praktycznie całkowicie zależna od męża, w pewnym stopniu sama przed sobą ukrywam świadomość, że niestety- jestem stłamszona. W pewnej chwili byłam skłonna uwierzyć, że to ze mną jest coś nie tak. Prawda jest taka, że w miłości oddałam się całkowicie, nie zostawiając nic dla siebie.

Czytam forum, znajduję wiele podobnych historii do mojej. Ale zapewne za każdym razem świadomość niekochania boli tak samo bardzo....

4

Odp: Czy to już koniec?
Aisha1984 napisał/a:

(...)sama przed sobą ukrywam świadomość, że niestety- jestem stłamszona. W pewnej chwili byłam skłonna uwierzyć, że to ze mną jest coś nie tak. Prawda jest taka, że w miłości oddałam się całkowicie, nie zostawiając nic dla siebie.

Czytam forum, znajduję wiele podobnych historii do mojej. Ale zapewne za każdym razem świadomość niekochania boli tak samo bardzo....

Po co siebie samą oszukujesz?
Dlaczego pozwalasz na tłamszenie siebie? Bo to nieprawda, że jesteś stłamszona. To dzieje się za Twą zgodą.
Dlaczego swego męża stawiasz wyżej od siebie?
Dlaczego tak nisko siebie cenisz?

Odpowiedzi na te pytania są ważne dla Ciebie. Mam nadzieję.

5

Odp: Czy to już koniec?
Wielokropek napisał/a:
Aisha1984 napisał/a:

(...)sama przed sobą ukrywam świadomość, że niestety- jestem stłamszona. W pewnej chwili byłam skłonna uwierzyć, że to ze mną jest coś nie tak. Prawda jest taka, że w miłości oddałam się całkowicie, nie zostawiając nic dla siebie.

Czytam forum, znajduję wiele podobnych historii do mojej. Ale zapewne za każdym razem świadomość niekochania boli tak samo bardzo....

Po co siebie samą oszukujesz?
Dlaczego pozwalasz na tłamszenie siebie? Bo to nieprawda, że jesteś stłamszona. To dzieje się za Twą zgodą.
Dlaczego swego męża stawiasz wyżej od siebie?
Dlaczego tak nisko siebie cenisz?

Odpowiedzi na te pytania są ważne dla Ciebie. Mam nadzieję.

Wiem że masz rację. I wiem że zapewne takie małżeństwo nie przetrwa....cóż, mój mąż nie jest tym samym mężczyzną jakiego pokochałam, a ja zapewne nie jestem tą samą kobietą.

Natomiast świadomość porażki w miłości jest straszna.
Najgorsze jest to, że w pewnym sensie ja godziłam się na pewien układ, nie widząc, że z jego strony coś umiera. Jak pisałam- zero sygnałów z jego strony.
Ja go kocham, mimo wszystko.

Cóż dziś jest piątek, a ja sama w domu z kotem:))Ale cieszę się że odważyłam się odezwać tutaj.

6

Odp: Czy to już koniec?

Często/gęsto takie małżeństwa - bez zmian - trwają latami.
Czasem takie małżeństwa rozpadają się.
Czasem też ludzie tworzący taki związek zmieniają swe postawy i oboje są szczęśliwi.

Posty [ 7 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Czy to już koniec?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024