Witam wszystkich serdecznie. Jestem zupełnie nowa na tym forum, jednakże wielokrotnie znalazłam tu pomoc, dlatego tez zdecydowałam się opisać swoją historię, a w zasadzie historię mego małżeństwa.
Jestem 6 lat po ślubie, 8 się znamy. Poznaliśmy się na emigracji, zamieszkaliśmy razem i pobraliśmy się, naszym nadrzędnym celem był powrót do Polski. Udało się, wróciliśmy do miasta oddalonego od naszych domów kilkaset kilometrów. Maż dostał świetną posadę dyrektora zarządzającego z pensją miesięczną wyższą niż moje zarobki roczne. Pod kątem finansowym- sielanka.
Nie mamy dzieci. Ja jestem osobą zakompleksioną, walczącą z wieczną nadwagą (niewielką), aczkolwiek lubiana przez ludzi, dość twardą i emocjonalną, bardzo uczuciową i kochająca swych bliskich.
Mój mąż z kolei jest zamknięty w sobie, nie okazuje uczuć.Jest pół- sierotą, ma matkę- nie utrzymuje z nią kontaktów, siostrę widuje raz na kilka lat. Moich rodziców nie lubi, nie lubi jak do nas przyjeżdżają- wobec czego układ jest taki, że to ja ich odwiedzam regularnie.
Życie seksualne było/jest tip-top.
Co roku wyjeżdżaliśmy nawet 4 razy na urlop- ja zrezygnowałam z pracy w szkole i podjęłam współpracę w firmie która w 1/3 należy do męża (praca która nie daje mi satysfakcji, od 4 mies nie dostałam też żadnej wypłaty- bo firma ma kłopoty a że jest w 1/3 mego męża, to i moja. Nie mamy rozdzielności).
Zdarzały nam się kłótnie, ba awantury, bo ja jestem dość wybuchowa, a mój mąż z kolei trzyma wszystko w sobie i mu "puszcza" jak wulkan.
ostatnio zaczęłam chorować. Od dwóch miesięcy męczył mnie potworny ból kręgosłupa, pośladka i nogi. Zaczęły się pielgrzymki po lekarzach, rezonans prywatnie itd- wszystko załatwiałam sama, mąż nie był obok- masz kasę masz na takse jesteś dorosła radź sobie. Jednakże ból nie mijał, doszły do tego problemy z pęcherzem....Poszłam do ginekologa, okazało się że mam 11 cm guz na jajniku wymagający operacji, którą mam za 5 dni, w środę. Uciskał na nerwy, sam z siebie nie bolał.....I dlatego były takie objawy jakie były. Ulga....U mnie to już druga taka sytuacja, jak miałam 17 lat miałam guzy usuwane z obu jajników. Teraz czeka mnie poważny zabieg, mają mi usunąć jeden jajnik, bo jest tak zaatakowany.
I tu wszystko sie sypie....Mąż powiedział, że ma mnie dość, moich humorów, mnie, że nie wie czy kocha, czy chce być ze mną....Mówi że przeprowadzi mnie przez zabieg, ale potem on nie wie....Nie było sygnałów ostrzegawczych żadnych. W lipcu byliśmy miesiąc w Stanach- nasze wspólne marzenie, było bosko....Seks cudowny, na 3 tygodnie prze diagnozą super, eksperymentowaliśmy nawet z seksem analnym....teraz ze względu na guz jajnika nie mogę się kochać bo potwornie boli...Ja starałam się dbać o niego, gotować, sprzątać, schudłam dla niego ćwicząc z trenerką personalną....starałam się jak mogłam, dbam o siebie, ubieram dobrze, bywam wyuzdana w łóżku....
Mąż mówi że to przez moją -cyt."rozjeb...."psychę, że jestem nienormalna, że się go czepiam...Dodam, że on nic nie robi w domu, a jak coś robi np. odstawi kubek do zmywarki, moim obowiązkiem jest mu podziękować.....
Powiedział mi że on ma dość mnie, mych problemów, "jazd", nie może na mnie patrzeć ani przebywać w moim towarzystwie....
Przy czym dwa dni temu wrócił z Francji z delegacji i przywiózł mi zegarek za kilka tysięcy....Po co skoro ma mnie dośc???
Byłam u psycholog. Ona twierdzi, że mamy dwa światy, które są oddzielnymi bytami, i jeśli ja robię wszystko jak chce mąż, wtedy jest ok. Mąż zawsze powtarzał że mam być uśmiechnięta, zadbana, szczupła, inteligentna.....I że jak się skrzywię to jest problem....
Nie przeczę, że jestem łatwą partnerką. Ale troszczę sie o niego , w zdrowiu i chorobie, wstaję przed nim, chodzę na palcach jak śpi, masuję stopy jak bolą, piorę spocone skarpety po treningach....
Moj mąż ma 34 lata, jest b. przystojny, szczupły, bogaty i inteligentny. Dał mi do zrozumienia teraz, gdy oczekuję jego emocjonalnego wsparcia-nie tej kasy- że mnie nie chce. Spadło to na mnie bardzo, bo nie widziałam sygnałów.....Ja go bardzo kocham, chciałabym walczyć o nas....Ale czuję w środku że on nie chce.
Poza tym ja nic nie mam. To on ma pieniądze, które mi daje na wszystko. Znajomi sa wspólni, a moi rodzice są 400 km dalej. Nie mam w zasadzie poczucia bezpieczeństwa emocjonalnego w chwili, w której powinnam się martwić o swoje zdrowie. Przez ostatnie kilka dni nie jem, bo wymiotuję z nerwów, waga pokazała że zleciało mi w ten sposób prawie 6 kg....
Wybaczcie że tak dużo pisze, ale nie mam komu powiedzieć. Boję się bardzo, chciałabym o nas zawalczyć, bo dla mnie mój mąż jest wszystkim, i szczerze go kocham, mimo że minęło tyle lat.
Być może zabrzmi to banalnie, ale poradźcie, co robić....Mam 30 lat, jestem chora, kocham bogatego człowieka który właśnie stwierdził że ma mnie dość....