Witam,
Czytam wątek od dawna,chyba czuje potrzebę żeby sama opisać swoją historię...
Prawie 7 miesięcy temu dowiedziałam się,że mąż ma kochankę,w której jest zakochany,a na dodatek ona jest z nim w ciąży...Romans trwał 4 miesiące,a od 1,5 stał się poważny.
Totalny szok,niedowierzanie,dno rozpaczy!
Mieliśmy w domu niemowalaka 4 miesięcznego,myślę,że romans kwitł jeszcze jak byłam w ciązy(choć mąż twierdzi,ze wtedy jeszcze nic poważnego nie było).Oprócz tego 3 letnią córkę.
Od dłuższego czasu nam się nie układało,doszło do tego,że cała ciąże spędziłam na kanapie w salonie,bo wygodniej mi się na niej spało.Praktycznie nie rozmawialśmy ze sobą,ja myślałam,że mamy po prostu MEGA KRYZYS i ani przez moment mi przez głowę nie przeszło,że może mieć romans w momencie kiedy na świecie pojawiło się nasze drugie dziecko.Dla rozgrzeszenia powiem,ze miałam baaaardzo trudną ciąże,straszny poród,a później ciężko było mi się pozbierać przy dwójce dzieciaków.Przychodził do mnie,pytał czy go kocham,nigdy mu nie powiedziałam,że nie,ale obiektywnie stwierdzam,ze traktowałam go okropnie(co jednak ma uzasadnienie w moim ówczesnym stanie).
Przeczytałam ich miłosne smsy,mnóstwo w nich było zapewnień o wielkim uczuciu do niej,co było dla mnie wielkim bólem.Wiem,że wielokrotnie podkreślał,ze myśli że go już nie kocham,że nic między nami nie ma,że nie chce mu się wracac do domu,bo czuje się w nim jak intruz.Wiem,ze mógł tak czuć,ale nic go nie USPRAWIEDLIWIA!
Bardzo zdziwił się moją reakcją,był pewien,ze mnie ucieszy,że zniknię z mojego życia.Ja byłam w takim szoku,że nic nie jadałam,nie spałam,straciłam pokarm,myślałąm,ze tego nie przezyje.On zmienił front-zapewniał,ze gdyby tylko wiedział,ze jest cień nadzieji,zeby wszystko naprawić nigdy by nie dopuścił do tej sytuacji.Nie wiedział co robić-kochanka w ciązy, a żona jednak kocha i on tez kocha!Komedia po prostu,ale mnie nie było do śmiechu.Po drodze wydarzyło się jeszcze mnóstwo rzeczy...Powiedziałam,że spróbuje wybaczyć i jakoś z tym żyć.Próbuje,ale łatwo nie jest...momentami nie do zniesienia...
Kochanka to koleżanka z pracy,jest na zwolnieniu od dawna,nie widują się,nie będzie mieć nigdy do czynienia z tym dzieckiem(co jest zapewne trudne dla niego),odkochał się,twirdzi,że tylko Ja się licze i jestem dla niego najważniejsza.Wie,że tylko mnie kocha,a tamto wydarzyło się,bo coś w nim pękło,bo już nie miał siły walczyć.Wiecznie go odtrącałam i to niestety prawda.
Teraz staje na rzęsach,stara się,chce wynagrodzić,ale ja nie potrafię żyć chyba z tym,że gdzieś na świecie pojawi się dziecko być może podobne do moich dzieci.Mam ochotę go zabić,powiesić za jaja,uderzyć w twarz itp.
Nie dość,ze mnie oszukiwał,zdradzał to jeszcze dziecko zrobił!!!:( Tyle przeszłam przez ostatnie miesiące,tyle bólu ,upokorzenia...
Jestem wściekła za niego,moja rodzina nie chce go znać.Jak mam żyć z takim człowiekiem?Jakie to życie będzie.Czuje się taka oszukana i nieszczęsliwa:(
Przepraszam z góry za błędy,pewnie ten post jest bez składu i ładu,ale nie mam nawet siły go przeczytać ...