Hej, mam 22 lata, właśnie rozstałam się z partnerem i chyba nie potrafię kochać...
Mam za sobą kilka związków, ŻADEN nie przetrwał roku, najdłuższy trwał 8-9 miesięcy. Wszyscy moi partnerzy byli dobrzy, troskliwi i wszystkich ich zraniłam... Wydawało mi się, że jestem zbyt wybredna, ale ja chyba nie jestem zdolna do czegoś takiego jak miłość.
Zawsze wygląda to tak, że przez pierwsze kilka tygodnia jestem pełna euforii i "kocham" na całego, ale kiedy zauroczenie mija staję się oschła i właśnie zrywam. Czyli chętnie w ten związek wchodzę, ale potem bardzo szybko go kończę. Zawsze mi coś nie pasuje, w wyglądzie, zachowaniu, statusie społecznym, umiejętnościach. Poza tym, nie chcę, żeby mnie ktoś ograniczał. Lubię robić różne rzeczy po swojemu, a mężczyźni mają często jakieś swoje rady (jedź wolniej, nie siedź tyle przed komputerem). Oczywiście przez te pierwsze kilka tygodni jest ok, ale potem stwierdzam, że chcę mieć czas na swoje sprawy, że chcę posiedzieć sama. Mam dosyć ciągłego wiszenia na komórce, a smsy z wyznaniami wręcz mnie drażnią. Chyba każdy człowiek zauważając nawet niewielką "oschłość" swojego partnera zacząłby go gorąco zapewniać o swojej miłości. A ja nawet rodzicom czy koleżanką wstydzę się powiedzieć, że mam kogoś. Oczywiście znali kilku moich partnerów, ale za każdym razem bałam się bardziej o nich niż o niego.
Nie wiem, czy trafiam na tym faceta zbyt uczuciowego dla mnie, czy robią się tacy przez moje zachowanie. Mam wrażenie, że nawet, gdybym trafiła na swój ideał, to po jakimś czasie byłoby to samo, czyli zauważyłabym, że ideał ma wady...
A i co najlepsze, jeśli ktoś jest dla mnie "nieosiągalny" (wg mnie) to staram się o niego jak głupia. Dlaczego nie mogę być taka dla kogoś, kto mnie kocha? O względy obcych ludzi staram się bardziej, niż o względy swojego chłopaka.
Jeśli chodzi o dzieciństwo, to moja rodzina jest normalna, kochająca (jestem jedynaczką) i jestem bardzo związana z rodzicami. Kiedyś byłam bardzo nieśmiała i źle zniosłam gimnazjum, nie miałam zbyt wielu znajomych i czułam się samotna i gorsza od innych. Dużo czasu spędzałam sama. Ale w gimnazjum też miałam chłopaka, z którym się szybko rozstałam o ile dobrze pamiętam...
Nie chcę być sama do końca życia, chcę mieć męża, dzieci, psa, rybki... ale jak jestem w związku i ktoś mi o tym wspomina to mam ochotę uciekać. Myśl o zaręczynach mnie przeraża, co bym mu powiedziała? Że jeszcze nie? To po co być w takim związku?
Błagam pomóżcie mi bo zwariuję sama ze sobą... nie chcę być starą panną, chcę mieć rodzinę.
2 2014-08-28 02:11:17 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-08-28 02:12:15)
Jestes ladna? Jesli tak to przyciagasz. Roznych ludzi. Rozni = selekcja. Umiesz sie komunikowac bezposrednio co kto zle robi? To jest sposob "starania" o cos lepszego. Jak kazesz facetowi nie 'wisiec na komorce' bo Ci to przeszkadza to powinno byc ok. Pytanie czemu wchodzisz tak latwo w zwiazki, z euforią. Czyzby idealizacja bo szukasz w kims fajnych cech, ktorych okazuje sie ze nie ma i zrywasz? Jak bedziesz wiedziała czego chcesz to to dostaniesz. Moze rzeczywiscie w jakis sposob przyciagasz słabych facetow, ograniczajacych. Tyle że! Tyle że...
Jak chcesz dzieci, rodzine i powazny zwiazek to i tak musisz byc gotowa na ograniczenia, ustepstwa. Duza odpowiedzialnosc. Moze nie jestes taka i to co chcesz jest dla Ciebie zbyt duza presja.
problem twojego typu jest tu poruszany chyba co chwilę, uwierz mi ![]()
upraszczamy to w chwilę, dobrze ? Ktoś się o Ciebie stara -> nie umiesz go kochać; ktoś Cię zlewa -> kochasz go i się uganiasz tak? (jeśli nie to nie czytaj dalej)
po prostu nie czujesz tej męskości w osobniku który się o Ciebie za bardzo stara, czujesz się jakbyś mogła go mieć zawsze więc po co się starać? Ktoś kto do Ciebie się tak przymila automatycznie stawia się niżej od Ciebie, jakbyś była lepsza. A kobieta nie chce być lepsza. To facet ma być lepszy, on ma być silny, on ma być pewny siebie. Takie zachowania kojarzą Ci się z tym, że partner nie ma pewności siebie przez co jego atrakcyjność maleje.
Z kolei ten kto Cię olewa od razu zwraca twoją uwagę. Wszystko jest na odwrót z tego co czytasz wyżej. Czujesz się zaintrygowana i chcesz rozgryźć każdy jego gest bo jest taki tajemniczy - "dlaczego nie zwraca na mnie uwagi?" , "coś ze mną nie tak" ; chcesz być dla niego lepszą wersją siebie by zwrócić uwagę
Kojarzą Ci się po prostu z siłą i męskością bo Ci powiedzieli zwykłe i proste "nie"
Dobra, w skrocie = niskie poczucie wlasnej wartosci.
Tak, to jest prawda, ale dlaczego tak jest...
Nie chciałam właśnie pisać, że po pewnym czasie z faceta robi się taka "ciapa". Tylko problem jest taki, że 3 ostatnich na prawdę mnie kochało...
Ostatni związek zaczął się przez internet. Na skype wszystko było ok, na pierwszym spotkaniu okazało się, że chłopak jest mojego wzrostu, ale chciałam z tym walczyć. Jest na prawdę wspaniałym facetem, ma wiele talentów, ale ostatnio zaczęłam widzieć w nim same wady... czuję się okropnie, nie chcę być taka dla mężczyzn, nie chcę ich niszczyć.
A z tymi "lepszymi" ode mnie to ja się ich po prostu boję. Nie umiem podejść i zagadać, nie potrafię się starać o faceta, wydaje mi się, że ucieknie, że nie będę miała z nim tematów do rozmów... Jak ktoś się mną interesuje to na początku nie jestem aż taka krytyczna, nawet jak ma wady to jakoś mniej je widzę, albo tłumaczę sobie, że się "przyzwyczaję"...
Boże jestem złą osobą... nie mogę dzielić ludzi na lepszych i gorszych, to jest chore...
Czytaj inne wątki. Bardzo wiele kobiet o niskiej wartości lata za tymi, którzy ich nie chcą. Kwestia atrakcyjnosci i zakazanego owocu.
Rozumiem, ze nie umiesz sobie przetlumaczyc by bazowac na malych rzeczach, pozytywach ktore was spajają?
Poza tym odpusc zwiazki na odleglosc, internet. To zawsze rodzi albo zbyt duzo albo zbyt malo wyobrazen. Wszystko zalezy jak sie czujesz z nimi. Wiem cos o tym bo tez sie staje taką ciapą jak sie zakocham. Kobieta jest wtedy najwazniejsza dla mnie i trace kontrole jak to sie mowi. A czy zwiazek to ma byc walka o kontrole? To toksyczne. Przeciez cos zafascynowało, cos zauroczyło, cos sie spodobało. Trzeba na to patrzec, a wady eliminowac. Da się. Sterujemy wlasna podswiadomoscia w rownym stopniu jak swiadomoscia, tylko musimy znac ich przyczyny. Ty znasz? Wiesz czemu jest tak, czemu było inaczej i jak to zmienic?
W sumie zastanawiam się teraz, czy ja dobrze zrobiłam... oprócz tego, że mój ostatni chłopak był niski i okropnie zazdrosny chyba nie miał aż takich wad. Zrobił się taką "ciapą", bo ja nie dawałam mu pewności siebie. Dlaczego nie mogłam przemóc tego jego niskiego wzrostu? Wydaje mi się, jakby przez tą jedną wadę reszta mniejszych strasznie urosła...
8 2014-08-28 03:37:56 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-08-28 03:39:18)
Mysle, ze to on powinien olać ten niski wzrost. Powinien sam Ci pokazac, ze mu to nie przeszkadza. Nie musisz mu tego dawać. Wsparcie tak, ale nie w kwestiach... ze tak powiem naturalnych. Raczej juz nie urosnie. Sa inne zalety.
Poza tym powinnas rozumiec jesli Ty tez masz kompleksy. Kompleks sie nie bierze z komosu, tylko z opinii ludzi. Moze mu juz kobiety to wytykały.
Tak, ale to nie jemu ten wzrost przeszkadza, tylko mnie. Mam jakąś fobię na tym punkcie. Kompleksy ma z powodów rodzinnych, to jest dosyć skomplikowane.
PS: myślę, że wątek należy przenieść do miłość czy coś w tym stylu ![]()
A nie szukasz na siłe wymówek? Przeciez liczy sie jak sie ze sobą czujecie. Czy nie tak?
Było nam dobrze. Wiadomo, kłóciliśmy się, ale jak było ok to ok. Tzn. tylko takie "miekkie" smsy mnie denerwowały. A z tym wzrostem... nie wiem, ale jak go zobaczyłam na żywo, to aż mnie zatkało, do tego stopnia byłam niezadowolona. Ale starałam się zagryzać zęby. Tylko po każdej kłótni mi się przewijały wszystkie jego wady, że mogłabym mieć kogoś "lepszego". Tylko że większość tych wad to właśnie wygląd...
.....ja tu miłości nie widzę jeśli wygląd ma takie znaczenie..bardzo podmiotowe traktowanie innej osoby..inne zachowania można zweryfikować ..inna sprawa...ludzie, którzy nie akceptują samych siebie, będą mieli trudności w zaznaniu szczęścia w związku, w szczerym pokochaniu drugiej osoby......niedowartościowanie może przejąć kontrolę nad psychiką.....rodzi się nieufność wobec partnera .....bo nawet nie ufamy sobie.... nie wierzymy w samych siebie......poznaliście się trochę....smutni ludzie wchodzą w relacje mając prawie zerową wiedzę na swój temat i chcą znajdować w związku jakieś ukojenie ....poznaj siebie...swoje myśli, emocje żeby tworzyć relacje o wyższych wartościach i oparte na wzajemnym szacunku...chodzi o prawdziwą miłość i wolność.....bez oceniania...daj sobie czas....co Ty z tą starą panną?
Mam ten sam problem, niestety.
Mój temat z dawna: http://www.netkobiety.pl/t50547.html
Chętnie pośledzę co tu będzie opisywane.
Wydaje się że po prostu kompletnie nie wiesz czego chcesz. Czy to jest kwestia dojrzałości ? Nie wiem. Spotkałem się ostatnio ze swoją starą przyjaciółką która 2-3 ostatnie związki potraktowała jak ty. Dokładnie. A przecież oboje mamy 5 krzyżyk na karku. Co prawda w jej przypadku przyczyną mogą być nie najlepsze doświadczenia z mężem i po. Może mimo młodego wieku też coś ci się przytrafiło, co ciebie blokuje kiedy motylki mijają i zaczynasz myśleć ?
Witam! I Ty w końcu trafisz na kogoś, kto będzie ci odpowiadał charakterem. Wszak ideałów nie ma. A przeważnie jest tak, że na początku się idealizuje, nim się kogoś pozna lepiej. Jest się z kimś nie dlatego, żeby nie być samotnym, ale, że zależy na tej właśnie osobie.
Żeby to wiedzieć, trzeba ją poznać.
Fobia wzrostu- czuję sprawę
No i nie tylko tę kwestię. Generalnie polecam psychoterapię, mimo wszystko. Zazwtczaj, kiedy przeszkadza nam coś takiego zewnętrznego, chodzi w rzeczywistości o coś zupełnie innego - coś w charakterze/zachowaniu/temperamencie - ale łatwiej nam myśleć o tym wzroście. W tym co opisujesz jest wiele typowych zachowań unikowych - zdecydowanie wartych skonsultowania z psychospecjalistą.
I uwierz.. nie jesteś w tym sama ;P
Heeej
pisze bo mam taki sam problem
miałam dwóch chłopaków z 1. byłam około 5 lat z przerwami. Na początku się starał ( ładnie sie ubierał, i zachowywał poważnie _ widać było że mu zależy, po paru latach przestał sie starac
i przestał mi się podobać doszłam do wniosku że nie pasuje do mnie bo ( juz mi sie podoba to było bez sensu byłam z nim bo mi sie podobał z wyglądu ale tez oprócz tego rozumieliśmy sie dobrze , rozumiałam jego problemy a on moje . A z 2. TO TEZ ZAUROCZENIE BYŁO tylko miesiąc z nim byłam
on mnie rzucił bo stwierdził ze moje uczucie jest nie szczere
. Masakra!! chce mieć chłopaka żeby mieć z kim pogadać , spotkać sie
moje koleżanki i wgl chyba wszyscy ktorych znam sa w związkach
p.s może sie nie nadaje do zwiazków
napewno jeśli mam z kim być musze sie czuć swobodnie być sobą,
mam tez problem taki ze wstydze sie patrzec na chlopaka ale tak prosto w oczy ![]()
przy rozmowie . Zazwyczaj jest smiała do chłopaków ale ktorzy mi sie nie podobają a teraz ten kolega z pracy mnie blokuje ze moge nic powiedzieć bo tak mi sie podoba
pozdrawiam Zapraszam do rozmowy
a mnie zastanawia fakt... dlaczego w ogole zaczęłaś z nim byc?
bo bylo Ci glupio odmówić? bylo Ci go żal, bo przeciez to juz tak daleko zaszło?
jak to bylo?
Nie widzę tu żadnego braku poczucia własnej wartości u Autorki, za to widzę lęk przed bliskością i utratą autonomii.
To proste- jak wybiera kogoś niedostępnego, to może sobie łatwo wyjaśnić, że nic z tej znajomości nie wychodzi, że nic się nie rozwija i w związku z tym mieć taką "fantazjowaną" miłość. W przypadku realnego związku, z pogłębianiem się intymności, z otwieraniem się na partnera, Autorka sobie nie radzi, więc zaczyna wynajdywać wady u mężczyzny by się od niego odsunąć.
Trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie dlaczego poziom kontroli i lęk przed uczuciami, przede wszystkim własnymi, jest aż tak duży, że uniemożliwia zaangażowanie się w poważny związek.
Ciekawe podejście beyond. Ten strach przed utratą autonomii i lęk przed bliskością. U mnie z reguły, po czasie współżycie stawało się czymś niewyobrażalnym. Dzielenie powierzchni łóżka, pożyczanie samochodu, jeju wszystko, każde słowo, ah.
Co było u mnie? Matka, która nagminnie wchodziła z buciorami w moje życie. Myślę, ze w tym wypadku brak miłości bezwarunkowej w stosunku do mnie skutkował brakiem umiejętności wchodzenia w zdrowe związki partnerskie w moim życiu dorosłym. Tylko co z tym fantem zrobić, jak się nigdy czegoś takiego nie nauczyło?
Było nam dobrze. Wiadomo, kłóciliśmy się, ale jak było ok to ok. Tzn. tylko takie "miekkie" smsy mnie denerwowały...jak go zobaczyłam na żywo, to ...byłam niezadowolona. Ale starałam się zagryzać zęby. Tylko po każdej kłótni mi się przewijały wszystkie jego wady, że mogłabym mieć kogoś "lepszego". Tylko że większość tych wad to właśnie wygląd...
Wejdę do tej dyskusji i pozwolę sobie tez ponizej zacytować kilka wartościowych - moim zdaniem - wypowiedzi, które rzucają trochę światła na Twój "problem". Światła nie "olśniewającego", a ...obnażajacego.
Bardzo powierzchownie podchodzisz do kwesti związku. Uważając, ze zawsze "mogłabyś mieć kogoś lepszego" juz na starcie podświadomie skreślasz każdego. A skreślasz tym mocniej im bardziej związek nabiera rumieńców. Efekt? Wieczne niezadowolenie, irytacja, kłótnie, prowokacje do kłótni i ...katastrofa. Kolejna. W taki sposób, tak ...krytycznie podchodząc do kazdego - w kazdym znajdziesz coś "nie tak". W kazdym - przy nawet odrobinie złej woli - mozna znaleźć coś, co uznamy za wadę. Ty tą umiejętność rozwinęłaś - pomimo młodego wieku - do perfekcji prawie. Potrafisz wyłuskać każdą negatywna cechę, a taką, która dla innych jest banałem - dla Ciebie staje sie czymś drażniącym. Sama taka ...idealna jesteś? Być z kimś, chcieć z kims być to zwiazek nie dla czyichś zalet i walorów (te czasem ulegają "ulotnieniu"), a POMIMO WAD. To duza róznica.
I tu wchodzimy na temat poruszony wczesniej przez Alcybiadesa:
.....ja tu miłości nie widzę jeśli wygląd ma takie znaczenie..bardzo podmiotowe traktowanie innej osoby..inne zachowania można zweryfikować ..inna sprawa...ludzie, którzy nie akceptują samych siebie, będą mieli trudności w zaznaniu szczęścia w związku, w szczerym pokochaniu drugiej osoby...
Witam! I Ty w końcu trafisz na kogoś, kto będzie ci odpowiadał charakterem. Wszak ideałów nie ma. A przeważnie jest tak, że na początku się idealizuje, nim się kogoś pozna lepiej. Jest się z kimś nie dlatego, żeby nie być samotnym, ale, że zależy na tej właśnie osobie...
Trudno nie przyznac racji Summerce, bo to sama prawda. To troche inna odsłona tego bycia z kimś "pomimo wad". W związek nie wchodzi sie z desperacji, tylko z wyższych pobudek
I jeżeli sie na to decydujesz - to wypadałoby być pewną, że zależy Ci, Autorko, na tej konkretnej osobie, że ją AKCEPTUJESZ taką jaką jest i traktujesz wyrozumiale jej mankamenty (wzrost, wygląd, słabości, status itp). I pomimo tych niewątpliwych mankamentów, wad jesteś w stanie ją akceptować i szanować, czyli traktować jak normalnego, cennego dla Ciebie człowieka. Nie potrafisz tego skoro za każdym razem wynajdujesz i rozwałkowywujesz kazdą wadę.I to całkowicie wypacza Ci obraz takiego człowieka doprowadzając do zniechęcenia... Nie chodzi o zadowalanie sie "byle czym", a o normalność w podejściu do drugiej osoby. O traktowanie i patrzenie na tą osobę takimi oczami, jakimi sama chciałabyś być widziana. Ponowie pytanie: sama jesteś tak doskonała pod kazdym względem?
...u Autorki ...widzę lęk przed bliskością i utratą autonomii.
...W przypadku realnego związku, z pogłębianiem się intymności, z otwieraniem się na partnera, Autorka sobie nie radzi, więc zaczyna wynajdywać wady u mężczyzny by się od niego odsunąć...
...Ten strach przed utratą autonomii i lęk przed bliskością...Dzielenie powierzchni łóżka, pożyczanie samochodu, jeju wszystko, każde słowo, ah.
Co było u mnie? Matka, która nagminnie wchodziła z buciorami w moje życie. Myślę, ze w tym wypadku brak miłości bezwarunkowej w stosunku do mnie skutkował brakiem umiejętności wchodzenia w zdrowe związki partnerskie w moim życiu dorosłym. Tylko co z tym fantem zrobić, jak się nigdy czegoś takiego nie nauczyło?
Łączę te dwie wypowiedzi (sluuu i Beyondblackie), bo też cos ważnego obnażają: wyznaczanie granicy "moje - twoje", obawa przez utratą odrębnosci i szukanie na siłę powodu do zniszczenia związku. Moze to nazbyt rozwiniete dociekania, ale moze byc to też powodem Twoich, Autorko "zawirowań"?
Twoje słowa z pierwszego postu ("...moi partnerzy byli dobrzy, troskliwi... jestem zbyt wybredna...przez pierwsze kilka tygodnia jestem pełna euforii...kiedy zauroczenie mija staję się oschła...Zawsze mi coś nie pasuje, w wyglądzie, zachowaniu, statusie społecznym, umiejętnościach. Poza tym, nie chcę, żeby mnie ktoś ograniczał.") to w zasadzie potwierdzenie tych wszystkich wywodów. Być moze też kierowana własnie jakąś desperacją wchodzisz w związki ...w obawie, by nie zostać "starą panną"?
To do niczego dobrego nie doprowadzi. A katastrofą w Twoim przypadku będzie zwiazanie sie z kims i zamążpójście bez odczekania na niewątpliwe i oczywiste "pojawienie sie potwornych wad u partnera" ![]()
W sumie masz dopiero dwadziescia dwa lata, jesteś jeszcze młodą osoba i masz czas na poznanie zycia i zasad, którymi wypadałoby sie kierować w związku. Moze trafisz na kogoś bardziej rozeznanego w tej sztuce - radziłbym mimo wszystko przychylnie traktować ewentualne pomocne wskazówki, bez kwestionowania ich na starcie
Bo moze dopiero wówczas nauczysz się doceniać drugą osobę i byc z nią pomimo jej niedoskonałości.
jak wybiera kogoś niedostępnego, to może sobie łatwo wyjaśnić, że nic z tej znajomości nie wychodzi, że nic się nie rozwija i w związku z tym mieć taką "fantazjowaną" miłość. W przypadku realnego związku, z pogłębianiem się intymności, z otwieraniem się na partnera, Autorka sobie nie radzi, więc zaczyna wynajdywać wady u mężczyzny by się od niego odsunąć.
Trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie dlaczego poziom kontroli i lęk przed uczuciami, przede wszystkim własnymi, jest aż tak duży, że uniemożliwia zaangażowanie się w poważny związek.
Jakbym o sobie czytała :-(