Witam,
mam obecnie dość zagmatwaną sytuację uczuciową i chyba potrzebuję, żeby ktoś doradził mi "biorąc to na chłodno".... ponieważ mi kończą się już pomysły i scenariusze na możliwy rozwój sytuacji...
jakieś 3 miesiące temu zaczęła się moja bliższa znajomość z pewnym mężczyzną. znamy się już kilka lat, ale bardziej na zasadzie widywania się na imprezach, czy koncertach, nigdy nie gadaliśmy dłużej niż 5 minut - mamy po prostu wspólnych znajomych, co sprawiało, że widywaliśmy się od czasu do czasu.
od owych 3 miesięcy, chyba bez wyraźnego powodu, zaczęliśmy częściej do siebie pisać, jednocześnie zaczęły się częstsze spotkania w większej ekipie, później telefony, smsy do mnie w sprawie obgadania spotkania, wyjazdu itd (mimo, że mieszkam z kumplem owego mężczyzny, telefony i propozycje padały w moją stronę, jednak dotyczyły wspólnych wyjść). po około miesiącu spotkań w większej grupie, chociaż zazwyczaj w 4kę (ja, On, mój współlokator i jego dziewczyna) padła propozycja wyjścia na pizze sami, było miło, ale bez romantycznych uniesień. później były jeszcze 2 czy 3 wyjścia na pizzę również, był u mnie w domu, byliśmy sami, oglądaliśmy film, do niczego nie doszło. teraz wspólny wypad na wakacje - w większym gronie, jednak same pary i my w dwójkę - on musiał wcześniej zakończyć urlop, później nie widzieliśmy się 1.5 tygodnia, 2 razy sam z siebie napisał, że mu tęskno, później ja pisałam, że mnie jego brakuje- odpisał że jemu mnie też i czeka, aż wrócę. pełna nadziei wróciłam z urlopu licząc na niewiadomo co- a tu dupa, powrót do tego, co znam...jedynie mocniejszy uścisk na przywitanie i wtulenie się we mnie i tyle z "romantycznych" chwil... nasza relacja wygląda mniej więcej tak, że on pisze codziennie, zdaje relacje ze swojego dnia, gadamy cały dzień czy przez smsy czy via facebook, 2-3 razy w tygodniu się widujemy albo sami albo z kimś jeszcze (zazwyczaj mój współlokator, gdy On do nas przychodzi). Wydawałoby się, że chce czegoś więcej, bo po co by pisał, dzwonił, chciał się spotykać (nie jest to typ, który posiada kilkanaście koleżanek, raczej obraca się w męskim gronie) ale nic kompletnie z tym dalej nie robi! kilka razy był wstawiony - jak zazwyczaj się wtedy włącza odwaga- u niego nie było żadnych "zapomnień się". raz gdy jechaliśmy taksówką, zarzucił rękę na oparcie fotela i w koncu jego ręka wylądowała na moim ramieniu, ale akurat wtedy dojechaliśmy do domu. kilka razy rzucałam dwuznaczne teksty, żartowałam, czy to ciągłe zapraszanie na pizze to w celu utuczenia mnie, czy uwiedzenia? starałam się rozładować atmosfere; on pozostawał na tego typu uwagi obojętny, albo mnie zbywał. kiedy kilka razy starałam się do niego zbliżyć fizycznie (przytulenie, oparcie głowy o ramię jak siedzieliśmy obok) on nie reagował. tak jakby kompletnie nie był zainteresowany, a wręcz zdarzało mu się prawie "odskoczyć". jednocześnie ciągła chęć kontaktu i wspólnych wyjść, organizacji czasu. czy to jest "friendzone"?
o jego byłych związkach nie wiem praktycznie nic, nie mówi o sobie nic co tyczy emocjonalności, związków, uczuć. generalnie na pierwsze wrażenie wydaje się być bardzo gruboskórny i prosty, ale przy bliższym zapoznaniu widać, że to wrażliwy człowiek. zastanawiam się, czy to jego zachowanie to wynik nieśmiałości, nieporadności? (z tego co wiem, od innych to zazwyczaj to kobiety "rzucały się " na niego krótko po zapoznaniu i zazwyczaj szybko to się konczyło). może nie wie jak to rozegrać? może jestem pierwszą kobietą, która nie rzuciła się na niego po 15 minutach rozmowy, ale zainteresowałam go bardziej, czy to wyglądem, czy osobowością - ciężko stwierdzić. ale może przez to nie wie jak do mnie podejść- ale gdyby tak było, to skoro daje mu jasne sygnały, to mógłby z nich skorzystać? już kilka osób pytało mnie czy jesteśmy razem, czy się spotykamy - mam wrażenie, że wszyscy to widzą, tylko nie on...
ma ktoś jakiś pomysł?
Pozdrawiam.