Hej!
Na wstępie chciałem się przywitać szacowne tutaj grono pań i panów. Zazwyczaj moja aktywność w internecie kończy się na biernym pochłanianiu treści, nie korzystam z forów internetowych itd. Ale znajduję się w głupiej sytuacji, tak że nawet nie mam komu o tym opowiedzieć( tak to wygląda z mojej strony, no może poza siostrą której opowiedziałem tą historię) Ale do rzeczy. Mam 22 lata, jestem z moją obecną dziewczyną od ponad roku. Studiujemy w tym samym mieście, ale ona mieszka w innym, także w te wakacje częstotliwość spotkań jest trochę mniejsza niż w ciągu roku. Ostatni raz widzieliśmy się jakoś 2 tygodnie temu. Nie jestem osobą zazdrosną nie mam nic przeciwko wyjściom itd. zawsze uważałem, że jeżeli ktoś chce zdradzić to ma do tego sposobność wszędzie i nie ma sensu "pilnowanie". We wcześniejszych związkach różnie to bywało, przedostatni który wpłynął najbardziej na moją psychikę skończył się tym, że po prostu kobieta z którą byłem poznała innego gościa, a ja przeczytałem jej niewinne smsy ( Nie żadne dowody zdrady) Ale po paru miesiącach od tego faktu wszystko się rozpadło. Analogia jest teraz taka, że moja obecna dziewczyna wyjechała z koleżankami na wakacje zagranicę. Nie miałem nic przeciwko bo tak jak już wcześniej pisałem, uważam, że nie można tłamsić ludzi, poza tym nie jestem tego typu osobą. Ale nie jestem też durniem i można to uważać za moralnie naganne ale od czasu do czasu wchodzę na fejsa mojej dziewczyny kontrolnie. Mam takie spaczenie z poprzedniego związku. No więc sęk w tym, że one poznały na tym wyjezdzie, jakichś gości z Warszawy, przy czym jeden gość do niej piszę obecnie codziennie, ja o tym wie i gryzie mnie to niemiłosiernie. Nawet teraz jak o tym piszę to nie mogę zasnąć bo nie mogę z tym nic zrobić. Ona chce jechać do Warszawy ja się uczę na egzaminy wrześniowe ( Mam jeden warunek do zdania, jak go nie zdam to out ze studiów) I ten fakt dobija mnie podwójnie bo całymi dniami siedze w domu i zakuwam, a przy okazji obsesyjnie sprawdzam tego fejsa. Wiem, że do niczego nie doszło bo charakterologicznie to nie jest tego typu osoba( Schemat działania ma uczciwy, jakby coś było nie tak to by się ze mną rozstała po prostu, a nie bawiła się w zdrady). Ale boje się sam o Siebie, że to się wszystko rozpadnie, żyłem od ponad roku w idyllicznym świecie ( plany na przyszłość itd.) i w pewnym sensie uważałem moją aktualną dziewczynę za nieskazitelną pod tym kątem. Teraz dawne obawy urosły do rangi ogromnych, że jest to już moja trzecia bezsenna noc. Moja siostra doradziła mi, żebym się tym nie przejmował, głowa do góry i kontroluj bo narazie nic się nie stało. Ale ja czuję, że powoli mogę podświadomie zacząć się wycofać ze związku jak taki ślimak, który chowa się do swojego pancerza. Nie wiem co mam z tym wszystkim zrobić mam straszny mętlik w głowie, więc nawet opinie obcych mi osób, nawet jeżeli będą dla mnie strasznie nieprzyjemne poprawią chyba moją sytuacje bo nie mam nawet komu się wygadać. Dodatkowo mam smutną sytuację rodzinną Moja mama zmarła prawie rok temu, walczyła z chorobą przez 12 lat, ja zawsze starałem się być dobrym człowiekiem i jeżeli kogoś poznałem i czułem, że to jest to, to angażowałem się uczciwie i od podstaw. Związek w którym obecnie jestem to chyba najlepsze co mi się w życiu przytrafiło, dodatkowo moja obecna dziewczyna naprawdę mnie wspierała w takim okresie, w którym ciężko mi było się pozbierać. Wstyd się przyznać ale czasami zdarza mi się złapać takiego doła z powodu matki, że nie mogę się powstrzymać od płaczu. Czasami mam takie smutne wrażenie, że my ludzie jesteśmy tak stworzeni i tylko garść zmiennych takich jak wychowanie, doświadczenie zyciowe i empatia, powstrzymują niektóre jednostki od niekończącego się koła godów.
p.s
przepraszam za nieprzyzwoicie długi post mam nadzieję, że nie naruszyłem składni oraz jakichkolwiek obowiązujących tu zasad.