Trzy miesiące temu zostawił mnie chłopak. Był to dla mnie kompletny szok. Kochałam, ufałam, wierzyłam, a on odszedł. Planowaliśmy wspólną przyszłość, był dobry, jeszcze dwa dni przed rozstaniem mówił, że mnie kocha.
Zawalił mi się świat, nie mogłam w to uwierzyć. Do dziś się nie otrząsnęłam. Staram się żyć swoim życiem i udaje mi się to jakoś.
Ale wciąż czuję się oszukana, wciąż nie mogę uwierzyć, że ta cudowna bajka się po prostu skończyła. Wciąż go kocham i wciąż mi go brakuje. Odzywam się do niego sporadycznie, wiem, że niby nie powinnam. Nie wiem o co mi chodzi, bo i tak wiem, że się zmienił, ale pomimo to straszliwie pragnę go mieć, nawet jako przyjaciela, którym był zanim jeszcze byliśmy parą. Czuję pustkę. Brak bliskości, gapię się na innych, pożądam ich, ale za chwilę cierpię, bo chcę byłego.
Był dobry, kochany, myślałam, że szczery... Jak mam ufać ludziom? Anioł mnie oszukał...
Nie mogę znieść jego niewrażliwości, tego, że ma gdzieś co u mnie się dzieje, a wie, że jestem w jego mieście praktycznie sama. Mam nowych znajomych, ale przeniosłam się tu dla nas... Angażował się, interesował, przez te kilka lat. Jak przypominam sobie wspólne chwile to pęka mi serce. Naprawdę przeraźliwie mocno go potrzebuję, ale i wiem, że nie potrafiłabym mu zaufać na nowo. Nawet jako koledze... Ciągle mam nadzieję, że pęknie, że powie coś dobrego, że zaprosi po prostu jak zwykłą koleżankę na kawę czy piwo.
Nie jest chyba problemem moja miłość do niego i ten ból. Mnie najbardziej męczy to, że nie potrafię zrozumieć go, tej nagłej zmiany...
Jak żyć? Wesprzyjcie... Moje obie przyjaciółki też rozstały się ze swoimi, płakały płakały i przeszło im raz dwa. A ja? Oddałam mu tyle... czuję, że nigdy nie pokocham już nikogo tak jak jego. Chcę być dla niego dobra, chcę mu pomagać, być obok...