od razu chciałam wyrazić prośbę o nie usuwanie tego wątku, tylko dlatego, że dotyczy chłopaka, o którym pisałam już kiedyś... Nowy problem to nowy wątek!
Od początku. Znamy się od ponad pół roku. Jako "para" jesteśmy tak od ok. 3 mc-y. Odkąd potwierdziliśmy miedzy sobą chęć bycia razem i spędzania wspólnie czasu dzieląc się bliskością (nie uprawialiśmy jeszcze seksu), czuję że nie jest tak jak bym chciała. Coraz wyraźniej dostrzegam jego wady, które zaczynają mnie bardzo irytować. Pozwolę wypisać je w punktach:
- jest skąpy, uważa, ze rzeczy materialne np. prezenty itd. nie powinny być dowodem uczuć, bo to są tylko rzeczy... (oczywiscie nie chodzi o to, że jestem interesowną materialistką, która żąda nie wiadomo czego, ale mały gest w postaci chociażby jednego marnego kwiatka chyba by nie zaszkodził, zresztą to normalne, że chłopak wręcz powinien okazać w ten sposób swoją sympatię, to pokazuje jego klasę:( Dodam, że jestem artystką i nie raz obdarowałam go swoimi pracami w tym specjalnie namalowanym dla niego obrazem...
- gdy rozstajemy się na jakiś czas, np. przez wyjazd, nigdy się nie odzywa. Nie dzwoni, nawet głupiego smsa nie napisze z pytaniem co słychać? jak się czujesz? tęsknię... Nigdy! Nawet gdy nie było mnie przez 3 tyg. nie odezwał się do mnie, dopiero gdy ja pierwsza to zrobiłam udało mi się z nim porozmawiać, a tak pewnie w ogóle sam by tego nie zrobił
Poza tym gdy mnie nie było i gdy czasami próbowałam się z nim połączyć, wciąż miał wyłączony tel. Tłumaczył się później, że on nigdy tel. nie używał, że wieczorami zawsze wyciszał albo wyłączał, że dopiero gdy się poznaliśmy zaczął smsować i telefonować, a skoro mnie nie było, wolał na mnie poczekać by się spotkać, a nie pisać jakieś głupoty na odległość...
- nie stara się już tak jak kiedyś, na początku. Może uznał, że już nie warto, bo skoro "ma" dziewczynę, to nie grozi mu jej wycofanie się? On jest typem chłopaka, który nie za bardzo wie jak się obchodzić z dziewczyną, nie jest zbyt opiekuńczy. Jetem jego pierwszą partnerką, bo wcześniej jakoś nie potrafił z żadną nawiązać nici porozumienia. Teraz się nie dziwię, że dziewczyny nie były nim zainteresowane... Przykre, ale prawdziwe...
Jego rodzice są bogaci, mają firmę, on też pracuje i zarabia sporo, a nawet żal mu jeździć ze mną samochodem, bo paliwo przecież kosztuje, żal mu kupić nawet kwiatka dla swojej dziewczyny, gdy miałam urodziny, dostałam od niego porannego buziaka i tyle... W ogóle o mnie nie dba, nie liczy się ze mną... Czy ja tak wiele wymagam? Nie tego oczekiwałam, nie tak to sobie wyobrażałam. Gdy ostatnio spadłam z roweru i poobijałam się zdzierając skórę, na miejscu wypadku zamówił mi taxi, za którą oczywiscie zapłaciłam ja, potem przyjechał do mnie i jakoś nie zajął się mną, tylko spytał czy wszystko ok i poszliśmy spać. Jeśli chodzi o czułość, typu przytulanie, całowanie to jest ok, ale zazwyczaj tylko w domu, publicznie nie jest zwolennikiem okazywania uczuć... Przez ostatni msc mieliśmy trudniejszą sytuację, powiedziałam mu o swoim wrodzonym zdrowotnym problemie, z którym przez jakiś czas trudno było mu się pogodzić. Jego stosunek przez to zmienił się do mnie, ale dopiero gdy się okazało, że problem jest do naprawienia i nie stwarza innych zagrożeń czy ograniczeń, nagle szybko wszystko wróciło do normy, tak jakby nie mógł zaakceptować mnie gdyby mimo wszystko było coś nie tak
W sumie to ja nawet nie wiem czy on do mnie coś czuje. Czy jest we zakochany, czy mnie kocha, czy może tylko lubi? Wiem, ze miłość, to poważne słowo, kiedyś wyznaliśmy ją sobie, ale gdy pojawił się powyższy problem, nagle się z tego wycofał, tłumacząc, ze to wszystko było za szybko... Najgorsze jest jednak jego milczenie, nie odzywanie się - gdy ostatnio wyjechał na spotkanie z kolegą i do rodziny, nawet się ze mną nie pożegnał, nie dał znać, że już jedzie albo coś w tym stylu. Nigdy tez nie mówi, że tęskni... Pierwotnie miałam jechać z nim, ale później zdecydował, że pojedzie sam... Mam tego powoli dość. Myślałam, że uda nam się zacieśnić jakąś głębszą więź, ale teraz sama nie wiem czy to ma sens, czy ja w ogóle tego chcę... Po co on się w ogóle ze mną spotyka? Mam mętlik w głowie, czy mu na mnie w ogóle zależy?