Dzień dobry, oto moja historia i moje pytania.
Mam na imię Rafał. Dwa i pół roku temu rozpoczął się mój związek z Elą. Ja byłem kilka miesięcy po zakończeniu kilkunastoletniego związku, Ela kończyła swoje kilkunastoletnie małżeństwo. Oboje mamy dzieci.
Znaliśmy się od ponad dwudziestu lat kiedy jako młodzi ludzie byliśmy ze sobą. Ela jest moją pierwszą i największą miłością w życiu. Mimo przeszło dwóch dekad życia osobno, dwóch związków, oszukiwania się że już zapomniałem, Ela pozostała głęboko w sercu jako ta idealna i jedyna. Była moim największym, choć ukrytym nawet przede mną samym marzeniem.
Od samego początku dawaliśmy sobie same najlepsze rzeczy. Miłość, zaufanie, akceptację, szczęście. Z troską i uwagą dźwigaliśmy się nawzajem ze zniszczeń w poprzednich związkach. Po raz pierwszy w życiu byłem prawdziwie szczęśliwy. Mówiliśmy, że jesteśmy na swoim miejscu, w końcu dopasowani do świata. Bezpieczni.
I właśnie na samym początku tuż obok absolutnego szczęścia wykiełkował w moim sercu LĘK. LĘK przed utratą. Dwie dekady wcześniej, gdy pokochałem pierwszy raz i uwierzyłem w miłość po grób, Ela odeszła ode mnie. Pamiętam nieopisany, długo leczony ból. Ten sam, który czuję teraz, gdy utraciłem swoje szczęście po raz drugi. LĘK był tak silny, że gdy usłyszałem ?kocham cię?, pomyślałem ? Jezu, niech to nie skończy się tak samo?. I pozostał przy mnie już zawsze.
Ela dawała mi mnóstwo miłości. Zarówno w słowach jak i w działaniach. Jednak LĘK, o którym zdążyłem zapomnieć cały czas był i działał. Co jakiś czas mimo ciągłego poczucia szczęścia, gdzieś podświadomie szukałem potwierdzenia, że na pewno coś się psuje. ?A czemu nie odpisałaś na smsa??, ?A tęsknisz za mną??, ?A czemu już nie siadasz mi na kolanach??, ?Na pewno mnie jeszcze kochasz??
Działanie LĘKU potęgował fakt, że mieszkaliśmy w innych miastach, a Ela porządkowała sprawy z małżeństwa. Nie miałem wcześniej takich doświadczeń i Eli odłączanie się od męża trwało dla mnie niepokojąco długo. Zaczęły się bardzo już poważne, nieraz kilkugodzinne przekonywania Eli, że może gdzieś głęboko rodzą jej się wątpliwości, że może skoro stanęła na nogi to pewnie mnie już nie potrzebuje, że być może jej miłość wygasa. Ela słuchała i cierpliwie powtarzała ?Kotek-słońce, nic się nie zmieniło. To wszystko jest tylko w twojej głowie? i tłumaczyła mi logicznie czemu moje obawy są bezpodstawne. Tłumaczenia jakoś w końcu do mnie trafiały, ale za każdym razem odkładała się cienka warstwa wątpliwości. Powtarzające się rozmowy coraz bardziej męczyły Elę i miała coraz mniej cierpliwości do tłumaczenia.
Nasz związek wyglądał tak, że zdecydowana większość czasu to piękna miłość z obu stron i pełne szczęście we wszystkich aspektach bycia razem, a reszta to niemiłe rozmowy o tym czy się jeszcze kochamy. Powodowało to, że otaczały mnie jednocześnie dwie rzeczywistości. Idylla z jednej strony i pewność utraty wszystkiego z drugiej. Całkowicie niespójny obraz, w którym nie potrafiłem się odnaleźć. Musiało to w końcu eksplodować i eksplodowało.
Przyjechałem do Eli w przeddzień moich urodzin. Ela zaproponowała, że wieczorem możemy zjeść miłą kolację przy świecach. Jechałem do niej jak zwykle pełen radości , optymizmu i głową pełną pomysłów na to jak ją rozbawić, uszczęśliwić, jak ją najmilej przytulić. Jeszcze w samochodzie odebrałem telefon i wyniknęła jakaś zupełnie głupia sprzeczka na nieistotny temat. Jak większość głupich sprzeczek, również ta zakończyła się dąsaniem i niepotrzebnymi nikomu wnioskami. Byłem jednak pewien, że nie zmieni to naszych planów. Nie, nie byłem pewien. Miałem nadzieję. I znów zaczął działać LĘK. Rosła obawa, że nie będzie żadnej kolacji. Nie było. Powitanie różniło się od przytulenia, które wymyślałem jadąc do Eli. Stół był pusty, a nastrój letni. Zrobiło mi się przykro, bo wszystkie nadzieje na bardzo miły wieczór i kolację urodzinową prysły. Przykro tym bardziej, że Ela wiedziała jak zależy mi na miłych urodzinach. Mówiłem jej o tym wcześniej. LĘK krzyczał w głowie ?widzisz jak Ela ma Cię gdzieś. Czy tak wygląda miłość?? Oczywiście zacząłem rozmowę i oczywiście była nieznośnie długa i mimo dobrych intencji z obu stron, niemiła. Mimo wszystko chciałem się przytulić i uśmiechnąć i po prostu być razem, ale Ela nie podzielała tej ochoty. Byłem coraz bardziej smutny i stęskniony. LĘK wrzeszczał. W końcu położyłem się do łóżka z nadzieją, że chociaż tam się przytulimy. A w zasadzie pewnością, że wcale tak się nie stanie. Ela czytała książkę przy stole, ja czekałem. Widziała to. Po jakimś czasie wstała i wyszła do drugiego pokoju, gdzie też jest łóżko. LĘK wył. Nie chciałem spać osobno, chciałem się przytulić i być przytulony. Poszedłem do Eli już zdenerwowany i spytałem czy naprawdę chce akurat dzisiaj spać sama. Ela wyjaśniła, że wyszła żebym mógł spać, a jak przeczyta książkę to przyjdzie. LĘK . Wróciłem do łóżka, czekałem i doczekałem się odgłosów najpierw drzwi łazienki, potem drugiego pokoju. Wszystko we mnie pękło. Wbiegłem do Eli. Układała się do snu. Czułem się po raz kolejny oszukany. Nie tym że śpi osobno. Oszukany wszystkimi jej wyznaniami miłości. W tym momencie byłem pewien, że żadnej miłości nie ma.
I w gniewie podsycanym bezsilnością postanowiłem skończyć wszystko tu i natychmiast. Zacząłem na nią wrzeszczeć. Chciałem jej pokazać jak się teraz czuję. Chciałem żeby czuła się tak podle jak ja. I nie było to impulsywne, nieświadome działanie. Sterowałem moją agresją słowną tak by była możliwie dotkliwa. Wypowiedziałem straszne rzeczy. Straszne. Życzyłem skrajnie źle. Wtedy miałem pewność, że jestem ofiarą, ale gdy spojrzałem Eli w oczy wiedziałem już, że to ja ją skrzywdziłem. Dotarło do mnie jak strasznie musi wyglądać moja twarz, jak strasznie wyglądam cały. Dotarło do mnie, że to koniec związku. Koniec, którego tak bardzo się bałem. Dotarło do mnie że zraniłem najbliższą mi osobę, kobietę, którą kocham najbardziej i której zawsze życzyłem najlepiej.
W chwili gdy uświadomiłem sobie, że definitywnie utraciłem Elę, miłość mojego życia i źródło szczęścia, jak w kalejdoskopie przewinęły mi się przed oczami sytuacje gdy wątpiłem w jej uczucie i w jednym momencie zrozumiałem, że zawsze tę miłość miałem. Nic złego nigdy się nie działo. Każda z sytuacji istniała tylko w mojej głowie. Tak jak za każdym razem mówiła mi Ela. Tylko wtedy jej nie słyszałem. Przypomniałem też sobie, że przecież od początku noszę w sobie LĘK. Cały obraz naszego związku nagle stał się spójny. Wszystko zaczęło do siebie pasować. Była miłość Eli, była miłość moja, był nazwany w końcu mechanizm trawiący wszystko skrycie i konsekwentnie. Wszystko już wiedziałem. Mogłem naprawiać. Niestety wiedziałem również, że jest za późno.
Rozstaliśmy się. Ponieważ jednak miałem już wiedzę jak piękną miłość dostałem, ponieważ wiem jak głębokim i szczerym uczuciem obdarowuję Elę i ponieważ znalazłem i nazwałem już mój destrukcyjny lęk, a więc mógłbym już nad nim zapanować , postanowiłem walczyć jednak o nas. Zadanie było w zasadzie niewykonalne ponieważ Ela ma bardzo sprawny, doskonalony od lat mechanizm obronny, błyskawicznie obudowujący ją grubym murem nawet przed jej własnymi uczuciami. Napisałem smsa, zadzwoniłem raz, potem drugi i tłumaczyłem, że paradoksalnie mój wybuch można obrócić na naszą korzyść, że skoro teraz mam już pewność Eli miłości mój lęk nie będzie już miał pożywki i nic mi już nie zrobi.
Ela postanowiła spróbować. Byłem najszczęśliwszym człowiekiem pod słońcem. Nie tylko pojawiła się szansa oczyszczenia z zadrapań naszego związku, ale dodatkowo dostałem ostateczny dowód Eli uczucia. Skoro miłość jest silniejsza niż jej mechanizm obronny to jest to naprawdę wielka miłość. I ułożyliśmy plan wspólnych wakacji. I rozmawialiśmy dużo. I dostałem piękne smsy. I przyjechałem do Eli.
I powiedziała, że jednak wakacji nie spędzimy już razem. Że jednak nie umie. Pozostał ból, pytania i dwoje kochających się szczerze lecz obcych już sobie ludzi.
Tak wygląda nasza historia. Bardzo smutna, prawda?
Po co to wszystko piszę? Nie chodzi mi o ocenę sytuacji, szans czy mojego zachowania. Te odpowiedzi już znam, szczególnie jeśli chodzi o moje zachowanie. Fatalne.
Chodzi mi przede wszystkim o istotę miłości. Jej siłę i słabości. Tu rodzą mi się pytania, z którymi nie umiem sobie poradzić lub uzyskuję odpowiedzi, których nie sposób unieść.
Tworzyliśmy związek, który nas uskrzydlał. Widzieliśmy to my, widzieli nasi znajomi. Mimo tych wszystkich moich wcześniejszych wątpliwości i wynikających z tego konsekwencji czułem się przy Eli najlepiej, szczerze szczęśliwy. Ja przy Eli i Ela przy mnie staliśmy się lepszymi ludźmi. Każde powodowało korzystne kształtowanie drugiego. Daliśmy sobie wzajemnie najwięcej w życiu. Ela promieniała w mojej obecności, a ja ogrzewałem się w tych promieniach. Byliśmy sobie nawzajem swoim miejscem na ziemi. Ja czułem smutek gdy Ela miała jakiś problem, Ela płakała gdy pomyślała, że moglibyśmy nie być razem.
Ostatni raz widziałem Elę dwa tygodnie temu. Nie kontaktujemy się. Brak mi jej wszędzie i w każdej godzinie. Świat pozbawiony jej zapachu jest całkiem pusty. Trawa bez jej cienia jest martwa. Moje dłonie cały czas pamiętają kształty jej dłoni. Naprawdę. Każda sekunda uświadamia mi mocniej i mocniej jak bardzo jej nie ma. Chyba powoli zaczynam dowodzić twierdzenia, że można nie umieć bez kogoś żyć.
Wczoraj nie wytrzymałem i zadzwoniłem. Chciałem pozbyć się złudnych nadziei, choć miałem nadzieję, że się nie uda. Rozmawialiśmy osiem godzin, szukałem różnych argumentów żeby dać nadzieję mojej nadziei. W słuchawce słyszałem chłodny nieudawany dystans. Kompletna pustka uczuć. Nie myśli, nie tęskni, nie pragnie. Gdy byliśmy razem i spała sama w domu, kładła się tak by udawać że ją przytulam. Każdej nocy. Teraz przestała w dniu, w którym podjęła decyzję. Mechanizm, o którym pisałem wcześniej działa perfekcyjnie. Dla Eli nasz związek już nie istnieje. Po prostu.
I tutaj kompletnie sypie się mój system wartości. Czy mechanizm obronny może być silniejszy niż miłość? Czy można miłość wyłączyć? Czy mogłem zabić tak silne uczucie? No właśnie. Jak jest silne? Czy miłość nie zawsze wiąże się ze zrozumieniem i wybaczeniem?
Gdyby ktoś z Was miał podobną historię i zechciał opowiedzieć jak działały uczucia, będę wdzięczny. Nie umiem poradzić sobie ze zrozumieniem tej całej miłości.
To, że opiszę naszą historię uzgodniłem z Elą. Być może zatem pojawi się tu i uzupełni moją wersję
Pozdrawiam wszystkich
Rafał