Witam, być może ten temat powinien być w dziale ,,WYCHOWANIE, ZDROWIE I EDUKACJA DZIECKA", ale założyłem go tutaj bo problem tyczy się także dorosłych. Moje pytanie jest następujące: Czy wyzywanie dziecka od najgorszych nie tylko przez rówieśników ale także przez rodziców ma negatywny wpływ na wychowanie i jego dalsze życie? Mówię także o wulgaryzmach których rodzice używają przy dzieciach, w trakcie normalnej rozmowy czy też podczas zwracania uwagi. Czy rodzicom wolno powiedzieć wszystko dzieciom co im ślina na język przyniesie krzycząc przy tym czy z szacunku i miłości do swoich dzieci nie powinni tak mówić?
1 2014-07-06 11:30:55 Ostatnio edytowany przez Przegrany (2014-07-06 11:34:40)
A jak Ci się wydaje?Czy dziecko traktowane jak śmieć od małego ma jakieś szanse na to by uwierzyć,że do czegoś się nadaje?Raczej nie i na pewno będzie miało skrzywienia psychiczne,brak poczucia własnej wartości w dorosłym życiu.
3 2014-07-06 11:49:14 Ostatnio edytowany przez Przegrany (2014-07-06 11:49:37)
No ja chciałem poznać waszą opinie bo myślę tak jak Ty, zawsze byłem wyzywany przez mamę, odbiło się to na mnie. Teraz jestem dorosły, nie potrafię z nią normalnie porozmawiać tylko się kłócę. Powiedziałem jej o tym to ona na to: ,, Do mnie też tak rodzice mówili i co? I miałam to gdzieś nic mi się nie stało. Przestań się nad sobą użalać jaki ty byłeś wyzywany od małego. Bo Ty tylko pamiętasz to co złe, a to jak się Tobą opiekowałam i troszczyłam przez całe życie to już nie pamiętasz? Dzieci i ryby głosu nie mają, ja jestem Twoją matką i mogę mówić co chce a ty jako mój syn powinieneś zmilczeć ".
Mam przyjaciela z nerwicą natręctw i dokładnie ten sam tekst mówi mu jego matka.Ale to już tak jest,że każde w złości wypowiedziane słowo zostaje,nie da się go w żaden sposób wymazać.
Dla mnie nie ma różnicy czy obrażam dorosłego czy dziecko.Nikt nie ma prawa z racji swojego starszego wieku traktować kogoś z góry i liczyć na szacunek,nawet jeżeli jest to rodzic.
Na szacunek dzieci się pracuje,a nie wymaga go ot tak.
To , że mama miała kiepskie dzieciństwo , to nie jest Twoja sprawa . Ciebie tam nie było i nie miałeś na to wpływu . Zawsze możesz powiedzieć do mamy , chcesz żebym tak do Ciebie mówił jak Ty do Mnie , bo nic innego Mnie nie nauczyłaś . Może podziała WET za WET ? Nie możesz ustępować , bo będzie dla Ciebie jeszcze gorzej .
Mam teraz 21 lat, z roku na rok jest coraz gorzej. Z mamą coraz rzadziej staram się rozmawiać, w kłótniach nie ustępuje. Kiedyś byłem spokojnym chłopakiem, dziś jestem nerwowy i wulgarny. Metodę WET za WET stosuje od 16 roku życia. Zacząłem się stawiać. Mama się zastanawiała co się stało że się tak zmieniłem, tłumaczyła to ,, trudnym wiekiem " że mi to przejdzie i potem już się uspokoję ale nie... Obecnie gdy się z nią kłócę, gdy ona pierwsza podniesie głos, ja robię to samo. Gdy ona używa wulgarnych słów ja tak samo. Cały czas ta sama gadka
- K**a debilu zamykaj te drzwi bo jest przeciąg okna są otwarte
- Przecież k***a zamknąłem czemu się drzesz
- To s***j
- Sama s****j
- żadnego szacunku nie masz, nie powinieneś tak do mnie mówić
- A Ty jak się do mnie odzywasz?
- Mnie wolno ja jestem twoją matką
- A ja jestem Twoim synem
- No właśnie, dlatego jak ja na Ciebie krzyczę powinieneś przemilczeć to
Do Dyskusji wtrąca się ojciec
- Do mnie też rodzice tak mówili, jak byłem na nich zły to po prostu wychodziłem w ciszy i z nimi nie rozmawiałem. Później było wszystko normalnie
Ojca Jeszcze szanuję, często na mnie krzyczy ale nie pamiętam żeby mi ubliżył kiedykolwiek. Nie ma dnia żeby się z mamą chociaż raz nie pokłócił. I w tych kłótniach właśnie przewala się takie słownictwo. Wieczory spędza z sąsiadem przy wódce i wcale mu się nie dziwie.
Siostra niestety ustępuje, w dodatku gdy ja się z matką kłócę to ona stoi po jej stronie i na odwrót. Gdy się kłócę z siostrą to podniosę głos a matka się zaraz wtrąca żebym tak do siostry nie mówił. Gdy siostra mnie zwyzywa, matka jej nic nie powie. Zwracam jej uwagę mówię jej:
- Czemu jej k***a uwagi nie zwrócisz? Gdybym to był ja zaraz byś się wydzierała!
a ona ze stoickim spokojem mówi do córki
- nie wolno tak mówić
Szlag mnie jasny trafia, widać że nie jesteśmy równo traktowani a ona się jeszcze upiera że tak samo nas wychowywała. Szkoda że teraz tego nie widać.
Widać mama ma problem ze Sobą i nie daj się stłamsić . Jak masz okazje , to wychodź często z domu , albo włączaj muzykę na full .
Wychodzę często, kontakt ograniczyłem do minimum. Sytuacja wyglądała lepiej od października do Czerwca, bowiem wtedy od poniedziałku do piątku byłem na mieszkaniu w innej miejscowości (studiuje), gdy wracałem na weekendy to dostawałem szału. Teraz jestem już drugi tydzień w domu i mało nie zwariuje. Chciałem pojechać do Holandii pracować na 3 miesiące ale niestety nie wyszło. Muzyka na full nie przejdzie, mam pokój obok siostry która zaraz by się darła ze jest za głośno a potem na skargę wiadomo do kogo.
Jesteś dorosły, znajdź pracę, mieszkanie i się wyprowadź. To najlepszy sposób.
Ahhh gdyby to było takie proste
Znalezienie pracy ( a i to nie jest łatwe) skutkowało by już przeniesieniem się na studia zaoczne a już nie chce kombinować.
No oczywiście, że ma, przecież to jest przemoc psychiczna. Sprowadza samoocenę poniżej dna, budzi agresję, uczy braku szacunku, niszczy poczucie bezpieczeństwa etc etc.
Twoja metoda wet za wet ewidentnie nie działa. Uwolnienie się od toksyny nigdy nie jest łatwe, ale jak dla mnie warto.
12 2014-07-07 09:32:10 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2014-07-07 09:34:33)
Ahhh gdyby to było takie proste
Znalezienie pracy ( a i to nie jest łatwe) skutkowało by już przeniesieniem się na studia zaoczne a już nie chce kombinować.
To nie jest proste.
Trzeba chcieć i się zawziąć.
Ja wyprowadziłam się zaraz po osiemnastce, a poradziłam sobie. Najpierw praca, potem wynajęcie mieszkania. I studia też skończyłam. Nie ma rzeczy niemożliwych. Aha, nie studiowałam zaocznie, tylko dziennie.
Możesz to zakończyć, te złe traktowanie, tylko, że to będzie kosztowało sporo wysiłku. Bo albo jesteś leniwy i wygodny, zostajesz u rodziców i dalej narzekasz, albo bierzesz swoje życie w swoje ręce, idziesz na swoje i masz spokój. Wybór należy do Ciebie.
Taki mam plan ale po skończeniu studiów pierwszego stopnia.
Wracając do tematu. Mama z tatą często gdy normalnie rozmawiają czy to między sobą czy to ze znajomymi używają dużo wulgaryzmów (najczęściej słowa k***a) jako ,, przecinki ", ja jako małe dziecko pozwoliłem sobie zakląć parę razy to dostałem po głowie i krzyk mówiący o tym ze nie wolno tak mówić bo to brzydko. I przez całą podstawówkę i nawet gimnazjum nie przeklinałem. Gdy zacząłem szkolę średnią uruchomił mi się ten system wulgarnej mowy i praktycznie klnę do teraz ja szewc, co najgorsze nie potrafię się z tego uwolnić. Kiedyś spotykałem się z dziewczyną u której się w domu nigdy nie przeklinało, parę razy zdarzyło mi się co nie co powiedzieć to ona zwróciła mi uwagę. Gdy starałem się przy niej tak nie mówić to czułem się tak jakby mi ktoś język obciął, cały czas musiałem się hamować, doprowadzało mnie to do szału, ale jakoś dawałem radę bo wiem że z tego odruchu warunkowego można się wyleczyć.
Dziecko widzi wszystko, zachowania rodziców, stara się ich naśladować, robić to co oni więc i ja robiłem to samo. Tylko następne moje pytanie jest takie: Czy rodzice mogą nauczyć dziecka tego czego sami nie potrafią? Czemu sami nie starają się zmienić swojego postępowania? Mają swoją dumę: ja jestem rodzicem mi wszystko wolno a dzieciom tylko to na co ja im pozwolę, czy taki tok myślenia faktycznie ma prawo działać?
Taki tok myślenia nie ma prawa działać i jest nie prawidłowy . Jak to wszystko Mi wolno , bo jestem rodzicem , nie prawda , a przykład od rodziców to GDZIE ? Może rodzice powinni skorzystać ze specjalisty ? Albo Ty naucz się wypuszczać następnym uchem te gadania , bo głupoty Ci wpajają .
Kiedyś słuchałem się rodziców lecz od jakiegoś czasu na ich gadania już reaguje z przymrużeniem oka. Kiedyś powiedziałem że mają jakiś problem i powinni coś z tym zrobić, wiadomo jak to się skończyło ![]()
Oczywiście, że wyzywanie dziecka ma wpływ na jego dalsze życie. Ale tego już nie zmienisz, musisz zastanowić się, co możesz zrobić byś miał lepiej w przyszłości. To jak reagujesz na wyzwiska mamy to nie jest dobry pomysł. Jeżeli ona Cię wyzywa, to trudno taka już jest, ale Ty nie pokazuj, że jesteś taki sam jak ona. Nie zniżaj się do jej poziomu i gdy ona na Ciebie zacznie przeklinać, to Ty do niej mów spokojnym głosem i próbuj ją trochę uspokajać np: 'Jeżeli przeklinasz mamo do mnie to nie oznacza, że coś zrobię szybciej, lepiej a wręcz odwrotnie' , ' Nie musisz krzyczeć, nie mam problemów ze słuchem', 'Spokojnie mamo, denerwowanie się jest niezdrowe', ' Mamo, nie potrafisz normalnych słów używać i dlatego przeklinasz?' I mów do wszystko z taką miną lekko szyderczą. Gwarantuję Ci, że taki sposób lepiej zadziała o wiele. Bo gdy ktoś się na nas drze, a my spokojnie odpowiadamy, to ta osoba nie ma o co nas zaczepić wtedy i też jest w lekkim szoku.
Jeżeli oni czegoś nie potrafią, to Cię tego nie nauczą. Tych rzeczy możesz tylko nauczyć się od osób obcych lub dalszej rodziny. Ale jest to możliwe- nauczenie się tych dobrych rzeczy, czy też uczuć. Tylko trzeba trochę się wysilić. Ale da się ![]()
Pozdrawiam
Oczywiście, że tak. Niekiedy skutki tego mogą odbić się echem na całe dorosłe życie. Znam dwóch (zapewne było ich więcej, ale akurat u tych osób wiem, co się działo w domu) mężczyzn, którzy pochodzą z takich rodzin jak Twoja - matka dominująca, ojciec również kłótliwy, ale częściej na skutek prowokowania przez żonę.
Jedną z tych osób jest mój ojciec, który do teraz (blisko 60 lat) boryka się z nerwicą i depresją. Jego matka tak podkopała jego pewność siebie swojego czasu (od małego był traktowany jak śmieć, porównywany do "idealnego" starszego brata), że na każde słowo krytyki pod swoim adresem reagował agresją. Pragnął jedynie być kochany i akceptowany, miał (i ma nadal) skłonności do zbytniego poświęcania się dla innych, by tylko poczuć ich akceptację. Dopóki nie zaczął się leczyć odbijało się to również na mnie, bo z jednej strony by mi nieba przychylił, z drugiej jedno moje nieopatrzne słowo czy sprzeciw doprowadzało go do furii, potrafił mnie uderzyć (nie tylko "klapsy") - w jego domu to był jedyny sposób na radzenie sobie z "nieposłusznym" dzieckiem.
Drugi mężczyzna poszedł nieco inną drogą, bo teraz traktuje każdą swoją partnerkę jako potencjalne odbicie matki i chce ją stłamsić "zanim stanie się taka jak ona" (chociaż partnerka nawet nie przejawia takich skłonności). Normalne jest dla niego wyzywanie się między partnerami, spokojna rozmowa o problemach nie ma racji bytu. Niby wie, że źle robi, ale zbyt głęboko to w nim siedzi, a iść do specjalisty nie chce, bo "to jest dla słabych, całe życie byłem gnojony, więc teraz pokażę, że jestem silny".
Przegrany - swojej mamy już nie zmienisz, ale możesz zmienić siebie, jeśli źle się ze sobą czujesz. Samodoskonalenie, panowanie nad sobą, jeśli to nie pomoże, wizyta u psychologa. Demony przeszłości mogą dać znać o sobie w najmniej oczekiwanym momencie i ucierpisz nie tylko Ty, ale także osoby, które nie mają z Twoim stanem nic wspólnego. Życzę Ci wytrwałości i siły w wyrwaniu się z tego wszystkiego.
Dziękuje za dwie ostatnie odpowiedzi bo jak dla mnie dużo wniosły do tematu.
@zaklopotana123451
Coś w tym jest, mniej więcej w wieku 16 -19 lat byłem osobą którą bardzo ciężko było sprowokować do kłótni albo zdenerwować. Dlatego ta wcześniej wspomniana metoda WET za WET była w łagodniejszej wersji i właśnie takiej którą tu pokazujesz. Gdy spokojnie odpowiadałem matka na początku głośno oddychała a później spokojniej mimo iż głośnym nadal tonem odpowiadała, a później spokojniej (o ile się uspokoiła to zależało od sytuacji) w wyniku czego taka ,, konwersacja " trwała krócej niż teraz. Po 20 roku życia być może miało tez wpływ kilka sytuacji życiowych przez które zrobiłem się po prostu nerwowy, stąd moje coraz to ostrzejsze odpowiedzi. Zgadzam się z ostatnim zdaniem. Pewnych rzeczy można się nauczyć od obcych, wiem to w oparciu o swoje doświadczenia ![]()
@Byla_Narzeczona
Byłem lekko zaniepokojony, ponieważ jako pierwszą osobę opisujesz swojego Tatę, a jednocześnie i mnie, ten tekst kropka w kropkę pasuje do mnie, niesamowite.
Co do krzywdzenia innych... niestety, masz rację. Gdy już zacząłem studia byłem nerwowy i agresywny. Zakolegowałem się z wieloma ludźmi ale już humor się mnie nie trzyma tak jak kiedyś, nie potrafię tak fajnie pociągnąć rozmowy jak to było w latach szkoły średniej, daje się prowokować przez co Ci ludzie którzy mnie wcześniej nie znali myślą że ja taki zawsze byłem, gdy im tłumaczyłem że kiedyś byłem zupełnie inny to mi powiedzieli: no to chyba musiało się coś stać skoro tak bardzo na Ciebie wpłynęło. No i w sumie mieli rację. Przede wszystkim zrobiła swoje nieodwzajemniona moja wielka miłość z technikum z którą do tej pory nie mogę się pogodzić. Uzasadniony brak pewności siebie, załamanie się pewnymi rzeczami, a matka zamiast mnie wspierać mówi że sobie problemów szukam. Noo.. troszkę może poleciałem i odszedłem od tematu ![]()
Największym Twoim problemem według mnie jest przywiązanie emocjonalne jednak dalej do mamy. Oczywiście możesz powiedzieć, że to nie prawda, że nie potrzebujesz jej itd. Ale z tego co opisujesz to bardzo Cię rusza to w jaki sposób ona się zwraca do Ciebie i tak samo Cię to boli, jak wtedy gdy byłeś dzieckiem.
Musisz po prostu tak jakby odizolować się od tego psychicznie. Nie chodzi o to, że się wyprowadzisz z domu i będzie dobrze. Musisz w swojej głowie ułożyć sobie wszystko i uzmysłowić, że to co mama wyprawia i jak się zachowuje, to tylko świadczy o niej, a Ciebie to nie rusza. Oczywiście, jeśli ktoś nas obraża to nie możemy przejść obok tego obojętnie, ale jednocześnie nie mamy mocy, by taką osobę zmienić. Jeżeli na prawdę nam przeszkadza ktoś taki, to trzeba jak najmniej czasu z taką osobą spędzać, ale jeśli aż tak bardzo źle nie ma, to tylko takie nie przejmowanie się i zajmowanie się swoim życiem pomoże. Zależy w jakim stopniu i jak często takie sytuacje się wydarzają. Czy potrafimy to przeczekać i żyć normalnie, czy też męczymy się i wpływa to źle na nas. To już trzeba ocenić.
Matka Cię nie wspierała i nigdy nie będzie. Nie każdemu rodzice się 'udają'. Ale Ty sam możesz stać się lepszym człowiekiem. Wszystko zależy od Ciebie. Nikt Ci nie ma prawa zmarnować dalszego Twojego życia, o nim decydujesz tylko Ty !
:-)
Na pewno jest jakieś przywiązanie, lecz gdy przez 5 dni w tygodniu byłem na mieszkaniu studenckim to w ogóle się nie kontaktowałem z mamą, widziałem się z nią tylko od piątku do niedzieli. I było mi po prostu lepiej, czułem ulgę. Ja nawet gdy jej tak agresywnie odpowiadam to i tak już odpuszczam i przestaję się odzywać by nie powiedzieć czegoś za dużo i nie robić jej przykrości. po prostu wychodzę i mówię że nie ma sensu z nią rozmawiać ( tak jak to robił kiedyś ojciec do swoich rodziców).