Witam,
Jestem z moim chłopakiem już prawie 3 lata. Na początku było cudownie, zauroczyliśmy się sobą i po tygodniu zaczeliśmy ze sobą chodzić. (Ja miałam 16 lat, on 22). Było jak z bajki, sielanka trwała jedynie pół roku. Wkroczyliśmy na etap przeszłości i czar prysł. Miał dwie partnerki seksualne przede mną, ja jednego. On jednak by zrobić mi na złóść nawymyślał, że miał je kilka - po czym jakiś czas później powiedział, że kłamał "specjalnie". Poznałam jego byłe kobiety. I zaczeło się wszystko psuć.
Kiedyś byliśmy na imprezie u jego kolegi, zaczął się chwalić jak to rzuciła się na niego taka jedna i zeby zrobić na złość swojego chłopakowi zaczeła się z nim całować, zupełnie mnie ignorując, później kiedy zostaliśmy sam na sam, on pod wpływem alkoholu powiedział mi że kocha Iwonę (jedna z jego byłych, byli ze sobą może 2 lata, siostra jego najlepszego kumpla). Poczułam jakby ktoś wbił mi zimny nóż prosto w serce.
Na drugi dzień mówił, że to nie prawda, że pijany był i specjalanie tak powiedział, że kocha tylko mnie. Mówił, że szukał miłości i był z nimi wszystkimi tak bo był.
Kilka dni później pokłuciliśmy się, ja byłam u siebie w domu, on u siebie, później wszystko wróciło do normy i spotkaliśmy się, ja nigdy wcześniej tego nie robiąc pod falą przeczucia, sprawdziłam jego telefon. Napisał smsa przyjaciółki Iwony że nadal czuje do niej wielki sentyment i tak dalej. Nie wytrzymałam uderzyłam go w twarz.
Zaprzeczał, mówił, że robił sobie z niej jaja. Nie wierzyłam, zaczełam pisać z jego telefonu do niej smsy (jako on), skłóciłam ich, ona napisała że nigdy go nie kochała itd. Pokazałam mu tego smsa. Poszedł do łazienki i się rozpłakał. Kolejny cios w serce.
Kiedy indziej dostał smsa od koleżanki, która zapraszała go na dziki i agresywny seks. Nie wiem czy był u niej czy nie. Jeździł wtedy na kurs i zawsze przejeżdżał koło jej domu. Przysięgał że nie.
Innym razem zaczął się chwalić, że raz w życiu przygotował kolacje przy świecach dla dwojga, złożoną z kanapek i świec. Zapewniał, że się opłacało, bo nagrode później dostał.
Straciłam do niego zaufanie. Chciał się ze mną pobrać, zgodziłam się, rok później zerwałam oświadczyny, po tym jak jego kumpel zaczął specjalnie przy mnie docinać o jego byłych.
Mówił, że nigdy mnie nie zdradził i tego nie zrobi, kocha tylko mnie. A ja po tym wszystkim nie potrafie już w to uwierzyć. Mam do niego wielki żal, tyle upokorzeń. Kiedyś dał mi róże. Zasuszyłam. Pół roku później dla żartów, zapytałam, czy pamięta kiedy mi ją dał. Odpowiedział, że wtedy gdy pojechaliśmy do miasta, mieliśmy iść na wesele i w kwiaciarni kupił, po czym mi ją przyniósł. Nigdy takiej sytuacji nie było między nami. Powiedział, że pomyliło mu się i tego nie przeżył ze mną tylko z inną.
Teraz już popadam w paranoje. Nie wierze w prawie żadne jego słowo. Kocham go, jednocześnie nienawidząc. Nie wiem co robić, mam dalej żyć w upokorzeniu, bólu, chorobliwej zazdrości? Czy wybaczyć wszystko, zacząć od nowa. Zostawić to wszystko za plecami.. Próbowałam już nie raz i tak ciężko mi zapomnieć.
straszne...kochana nie wracaj, nie warto, za dużo łez już przez niego wylałaś! musisz się od tego uwolnić wiem ze będzie cięzko ale gorzej by było jak byś dalej tkwiła w tym toksycznym zwiazku.
Nie dodałam, że mieszkamy ze sobą od ponad roku.
Po co wracać do przeszłosci...wiadomo,ze kazdy kiedyś z kimś był i pozostają wspomnienia...uwazam jednak, ze nie powinniscie rozmawiać o swoich "miłosnych historiach" Jedyne co mnie niepokoji to jego reakcja na wiadomość, ze Iwona nigdy Go nie kochała, bo gdyby Go to nie ochodziło to na pewno nie zareagowałby na to płaczem...w ogóle by nie zareagował...być moze On nadal cos do niej czuje. No i te zerwane zaręczyny...jednak pozostawiają niesmak...poza tym nie rozumiem Cie, zerwałaś z nim zaręczyny i nadal z nim jesteś...dlaczego??? Jak On na to zareagował???Moim zdaniem to chyba nie ma juz sensu, tymbardziej, ze nie ufasz mu.
5 2009-09-16 17:56:18 Ostatnio edytowany przez piraniayk (2009-09-16 17:57:58)
O to chodzi, że ja staram się nie wracać do niczego, sam zaczynał temat, tak jak by specjalnie.
Właśnie też jestem tego zdania, że wogóle by nie zareagował. Teraz mówi, że nie, że ją nienawidzi.
Wiesz, może ja boję się samotności, nie mam ojca, zmarł gdy miałam dwa miesiące, zawsze chciałam mieć takiego kogoś, kto by mi w pewien sposób ten brak zastąpił. Mu się udało, bym poczuła się kochana. Dalej się tak czuje, ale boje się, że może mnie zdradzić.
Jak zareagował na zerwanie zaręczyn? Powiedział, że jestem niezdecydowana, znerwicowana, nie wiem czego chce i żebym w końcu się nad sobą zastanowiła, bo on poza mną świata nie widzi i nie interesują go żadne inne dziewczyny. Ale skoro go nie interesują to po co tamte słowa, te prymitywne smsy. Mam uwierzyć, że sobie jedynie z niej (nich) żartował? Wiadomo emocje czasami górują nad rozumem, ale nie było wogóle mowy o odejściu od siebie.
Kilka razy proponował (przed tą sytuacją którą opisałam powyżej), żebyśmy sobie zrobili przerwę, ale ja nie chciałam.
Teraz to już sama nie wiem co mam robić.
Jak na moj gust facet cie kilka razy porzadnie upokorzyl. Ja po jednej takiej sytuacji wykopalabym go za okno, jemu wszystko uszlo na sucho, bo dalej chcesz z nim byc. Moim zdaniem on doskonale wie co robi, bo widzi jaka jestes ulegla. Jesli z nim zostaniesz to bedzie tylko gorzej. Nie zdziwie sie jak jeszcze nie raz znajdziesz jakies smsy, jak przylapiesz go na zdradzie. Twoja glowa w tym zeby przestac byc uzalezniona od osoby ktora cie rani. Facet nie jest od tego zeby zastapic ci ojca. Jak masz z tym problem to trzeba isc do psychologa, a nie ciagnac ta dziecinade.
Może dziwnie to zabrzmiało, ale nie szukałam mężczyzny tylko po to by mi zastąpił ojca.
Może masz rację. Może jestem zbyt głupia i naiwna. Ale 3 lata to długo, nie potrafie odciąć się od niego tak po prostu ![]()
ja byłam w związku 4 lata. też mnie oszukiwał, wiem że spotykał się z byłą spotykał się również za moimi plecami z "koleżankami" o których ja nie miałam wogóle pojęcia!!!!
Da się skończyc związek szczególnie jeżeli jest w nim tyle cierpienia i upokorzenia. Ja jestem od ponad miesiąca sama i czasem jest lepiej czasem jest gorzej ale da się żyć.
Tylko musisz być konsekwentna w swoim postępowaniu.
Z tego związku już raczej nic nie będzie niestety ![]()
Nie można kochać i nienawidzić jednocześnie. Jedno z uczuć przeważy. Rozważ, czy nadal chcesz być oszukiwana i upokarzana, czy on wyraża chęć zmiany? Jeśli nie, to pora, abyś pomyślała o sobie i nie dała zmarnować sobie życia.
nie, ja bym sobie juz glowy nie zawracała, nie umiałam bym takiemu ufac.
Facet ma chyba jakiś problem ze sobą... kłamie, manipuluje Tobą i robi to świadomie. Nie pozwól na to. Moim zdaniem nikt mu nie pokazał jeszcze, co to są prawdziwe uczucia. Odejdź od niego. Jak zauważy stratę, wtedy dopiero zacznie się uczyć. I być może- jeśli nadal będziesz go kochała i zauważysz zmianę daj mu szansę.
Wczoraj wieczorem próbowałam z nim porozmawiać o nas, zapytałam jak to dalej z nami będzie, odpowiedział, że normalnie tak, jak jest, on nie jest typem mężczyzny który chce zakładać rodzine, brać ślub, on chce być wolny. I już kłótnia gotowa.
Powiedziałam, że w takim razie, ja mu zakłócam ową wolność. On na to, że nie.
Zapytałam więc, co by zrobił, gdyby okazało się, że jestem w ciąży. Zamyślił się i po chwili odparł, że musiałby wyjechać za granice, żeby zarobić
Ja na to, że zwyczajnie by uciekł. Cytuje "Znowu się czepiasz".
Próbowałam do niego jakoś dotrzeć, że brakuje mi tego jak było dawniej, zapytałam, czy pamięta jak było cudownie, on na to, że nie.
Kolejna próba.
Chciałam się przekonać, czy dalej go pociągam, zaczełam go uwodzić, przyciągać do siebie (po raz kolejny), on popatrzył i wyszeptał: "O Boże.." Ja natomiast oczy jak ping pongi, i na to, że już wogóle go nie podniecam, już nawet nie ma ochoty się ze mną kochać, i że już nie pamiętam, kiedy on zrobił ten pierwszy krok w tym kierunku. On na to, że nie będzie się za każdym razem narzucał.
Zapytałam, więc po co ze mną jest? Bo mnie kocha.
Nie miałam siły na przedłużanie tej idiotycznej rozmowy, na zakończenie dodałam tylko, że gdyby ktoś popatrzył z boku na tą naszą wielką miłość, to by stwierdził, że katujemy się nawzajem. Odpowiedział, że w takim razie idzie spać, skoro nie mogę się na niego już patrzeć.
Dzisiaj rano obudził się, jak gdyby nigdy nic, przytulił mnie, pocałował i pojechał do swojego domu pomóc rodzicom.
Zostaw go!
Nie męcz się. Daj sobie spokój i rozstańcie się.
Nie mogłabym być z facetem, który uciekłby, gdyby tylko dowiedział się, że jestem w ciąży...
Niby sie kichacie, ale moim zdaniem jednak NIE. To ze ejstescie ze sobą 3 lata to nic nie znaczy..wolisz ciągnąć tę farsę??a pozniej powiesz ojj juz 4 lata minęło...szkoda tego czasu...i będziesz tkwiła w związku w ktorym tak naprwdę nie ejsteś szcześliwa...tak poprostu z przyzwyczajenia. Poza tym facet ktory mowi ze "chce być wolny"...myślisz ze jest dobrym materiałem na meża??taki facet nie nadaje sie nawet na "chłopaka", bo nigy nie wytrwa w związku i zawsze bedzie postępować według swojego uznania nie licząc sie z dziewczyna. Poza tym obojętność na Twoje kouszenie...nie chce Cie martwić, ale taki brak zainteresowania oznacza tylko jedno, ze na horyzoncie pojawił sie ktoś inny...no chyba, ze bolala Go wtedy głowa. Moim zdaniem powinnaś dać sobie z nim spokoj...wiem ze to bardzo trudna decyzja (po 3 latach), ale jesli sie na to odwazysz to myśle, ze wyjdzie Ci to na dobre ![]()
wiesz facet zachowuje sie jak bachor. odpuść sobie może na jakiś czas, wyprowadź się na chwilę , przemyśl wszystko na spokojnie, zobacz czy on sie przejmie. daj czas sobie i jemu.
17 2009-09-20 18:20:23 Ostatnio edytowany przez koma5 (2009-09-20 18:21:07)
Wiecie co...
Czasami - i to wcale nie tak rzadko - sami sobie psujecie życie.
Po pierwsze - potwornym błędem jest zamieszkiwanie ze sobą w tak młodym wieku!! Ludzie muszą mieć czas na dojrzewanie emocjonalne, poważnienie i wcale nie jest dobrze, jeżeli to odbywa sie w obecności dziewczyny/chłopaka. Rosną wtedy rogi, pojawiają sie wygłupy i niekontrolowane reakcje, powszechny jest brak odpowiedzialności,...
Przeciętny chłopak w wieku 20-22 lat musi się spotkać z kolegami, pojeździć na rolkach, pooglądać za dziewczynami na ulicy. I dobrze, jeżeli jego dziewczyna nie jest tego świadkiem. A tak przez większość dnia jest się ze sobą, chociaż w ogóle nie ma na to ochoty. Któraś z dziewczyn powiedziała, że on zachowuje się jak wyrośnięty bachor. Tak! Bo on jeszcze Ciebie traktuje jak mamuśkę, którą ma codziennie i która się czepia.
Czy nie lepiej, jeżeli chłopak leci do dziewczyny po pracy na złamanie karku?
Wspólnym zamieszkiwaniem ryzykujecie, że wyglądacie jak stare małżeństwo.
I druga sprawa: Piraniayk, Ty jesteś zazdrosna o przeszłość swojego chłopaka - grzebiesz sie w tym i grzebiesz...Czy masz dowody, że on - będąc z Tobą - naprawdę miał inne laski???
A że nie pamiętał, kiedy Ci dał tę wysuszoną różę? Który z nich takie coś pamięta??? Oni do takich sentymentalno-rzewnych spraw nie przywiązują wagi! I tak powinnaś się cieszyć, że pamięta datę Twoich urodzin. Oni są z Marsa. Wywal tę różę - masz go na co dzień a kolekcjonujesz zasuszone kwiatki jak porzucona stara panna.
Powiedział Ci, że będzie musiał więcej zarobić na rodzinę, gdy urodzi sie ewentualnie małe, a Ty od razu, że będzie uciekał...
Ja bym tez na jego miejscu uciekła od takiej nawiedzonej zazdrosnicy.
Wiesz co...Wyprowadź sie od niego, ale nie zrywaj. Claudynek dobrze radzi.Dajcie sobie odetchnąć od siebie. Jeszcze macie czas, przecież TY masz dopiero 20 lat (o ile dobrze liczę) On chyba niewiele wiecej...
Nie jest do końca tak. Ja nie jestem zazdrosna o jego przeszłość, tylko bolało mnie jak specjalnie przy mnie (albo bezpośrednio mnie) mówił takie rzeczy.
On ma 25 lat. Więc na moje oko już dawno powinien się wybiegać za kobietami.. (mieszka u mnie, nie ja u niego).
Nie jest do końca tak. Ja nie jestem zazdrosna o jego przeszłość, tylko bolało mnie jak specjalnie przy mnie (albo bezpośrednio mnie) mówił takie rzeczy.
On ma 25 lat. Więc na moje oko już dawno powinien się wybiegać za kobietami.. (mieszka u mnie, nie ja u niego).
Jeżeli specjalnie Ci dokucza, to tylko potwierdzenie dla moich słów - smarkaty jest jeszcze.
Niech sie wyprowadzi, bo będzie po miłości.
witam. moja historia jest bardzo zagmatwana i sama jestem sobie winna ,że teraz cierpię!
A więc... zacznę od początku. Najpierw poznałam Kamila, on już kiedyś coś do mnie świrował tak mi się wydawało tylko, że ja spotykałam się z kimś innym. Później on miał dziewczynę i jakoś kontakt się urwał. Po jakimś czasie znowu zaczęliśmy ze sobą pisać on rozstał się właśnie ze swoją dziewczyną ja też byłam sama i postanowiliśmy się omówić w następny weekend.
Jednak w aktualny weekend poznałam bardzo przystojnego faceta od razu mi się spodobał i czułam że iskrzy między nami... tylko że on miał dziewczynę z którą mieszkał i byli ze sobą już 4 lata:((
Jednak tak bardzo chcieliśmy być ze soba że on rozstał się ze swoja dziewczyna bo już od dawna się między nimi psuło i postanowił być ze mna!
Było cudownie on taki czuły wiedziałam że mu zależy czułam to że jako pierwszemu facetowi na mnie zależy...tylko że ja go zostawiąłm dla tego kamila bo ma więcej kasy czy coś!!! I dlatego,że też rodzina mnie namawiała...
Jednak z Kamilem mi się nie udało a a ten drugi nadal mnie chciał tylko że ja się bałam zaryzykować i przeciwstawić się innym.
Teraz on znowu zaczyna być ze swoją była a ja cierpię bo zrozumiałam że go kocham i chce z nim być!! bardzo !!! i chcę się zmienić zrobię wszystko żeby go odzyskać tylko że on się boi mi zaufać
Pomóżcie wiem ze jestem głupia!!! i ze teraz mam za swoje
bo Kamil ma więcej kasy dobrze zrozumiałam??
jeżeli tak to wybacz ale jesteś szm*****
jak mozna na podstawie kto ile ma wybierać?
Wstydź się dziewczyno i zamiast uganiac się za facetami to weź sie za siebie i za nauke!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
No ladnie...
Tez mnie t razi, TO "bo ma wiecej kasy".
Jak bedziesz takimi kategoriami myslec to nigdy nie zbudujesz prawdziwego i trwalego zwiazku opartego na milosci...
teraz to wiem i bardzo żałuje