Powielać wątku i pisać dużo nie chce. Chce jednak zwrócic uwage na syna a mojego mezczyzne. Po 3,5 latach zwiazku mam wrazenie ze problem z tesciowa wynika z jego silnej wiezi z matka niż z jej samej. Sprzeczamy się bo do kłótni solidnej "jeszcze" nie doszło tylko i wyłącznie o jego mamę i jakt ze mój X zawsze lub prawie zawsze bierze jej strone. Az do takiego stopnia ze przy spotkaniu z moja rodzina jego mama stworzyła paskudna sytuacje wobec czego atmosfera stała sie gesta. Po kilku dniach X zwyzywał mnie i moja rodzine ze to nasza wina, bo moja rodzina powinna wiedziec jak sie zachowac???????Absurd! I oczywiscie ze jego mama czuje sie urazona i jej uczucia zostaly zranione. Myślałam ze zesłabne, bo kazdy komu powiedzialam o co poszło łapał sie za głowe, krytykujac własnie ją. Podczas tej sprzeczki niestety padły słowa "jesli bedziesz budowała mur miedzy mna a matką to przegrasz"-i zostały mi one w pamięci mimo że mineło juz pół roku. On ma silny charakter-jest włascicielem firmy i przyzwyczajony jest do wydawania polecen i robienia co mu sie chce i jak chce. Miesiąc temu "kupilismy" domek nad jeziorem,a szczerze mówiąc on kupił bo ja niestety nie dołożyłam sie nic finansowo bo nie mam takiej mozliwosci i cieszyłam sie ogromnie po czym usłyszałam "chce ci powiedziec ze w wolnej chwili jak nas nie ebdzie w domku bedzie mieszkala mama jak bedzie chciala przyjechac". I oczywiscie nic by mi do tego nie było gdyby to jednak zabrzmiało "czy nie miałabys nic przeciwko gdyby......" ale to było oświadczenie. Wziełam to "na klatę" bo skoro to jego dom bo za niego zapłacił to nie mam prawa tym domem dysponować, trudno.....tylko że dom urządza on teraz z....swoja mamą. Oczywiscie pyta co myśle, po czym KAZDY moj pomysł został uznany za bezsensowny i oczywiscie jest tak jak o chce, plus oczywiscie jego mama szaleje z radosci bo zawsze marzyła by miec dom. Ja nie mam nic do powiedzenia, albo słucham zarzutów ze sie nie angazuje w remont. Tylko ze jak sie angazuje to i tak wracam na tarczy niz z tarczą. jego mama kupuje meble-niby ze znalazła uzywane taniej, i paradoks nawet łóżka do sypialni własnej nie wybrałam tylko mamusia kupiła nam łóżko; kwiaty na taras itp. Nie ma w tym domu nic mojego.....Popłakałam sie z bezsilnosci dzis okropnie, bo czuje sie jak szmata w która oboje wycieraja sobie nogi-świadomie czy nie. odkąd umarł jej mąż a mojego faceta ojciec trzymali sie razem i mam wrazenie ze w ich układzie nie ma dla mnie miejsca. Coraz czesciej patzre ma niego i zastanawiam sie czy odejsc, bo ile mam sie jeszcze ponizac,i ile mam byc upokazana....poczym wraca wszystko do porządku. Tylko wszystkie te "sceny" nie dają mi spokoju, to wraca a ja z jedenej strony myśle o małżentwie, dzieciach itp. a z drugiej jestem przerazona i boje sie dnia kiedy on zapyta a ja nie bede wiedziała co mu odpowiedziec. I dziwne, jakoś nie widze zła w swojej tesciowej a bardziej X, który z faktu ze druga synowa ostro od razu postawila granice raniąc ja z miejsca postanowił chronic ja przede mna za wszelka cene. Sama nie wiem, miotam sie od radosci po rozpacz, coraz czesciej czując ze bede tkwila w trójkącie, w ktorym jestem najsłabszym ogniwem....
"jesli bedziesz budowała mur miedzy mna a matką to przegrasz"-i zostały mi one w pamięci mimo że mineło juz pół roku. On ma silny charakter-jest włascicielem firmy i przyzwyczajony jest do wydawania polecen i robienia co mu sie chce i jak chce. Miesiąc temu "kupilismy" domek nad jeziorem,a szczerze mówiąc on kupił bo ja niestety nie dołożyłam sie nic finansowo bo nie mam takiej mozliwosci i cieszyłam sie ogromnie po czym usłyszałam "chce ci powiedziec ze w wolnej chwili jak nas nie ebdzie w domku bedzie mieszkala mama jak bedzie chciala przyjechac".
To chyba wystarczy. Współczuję ci. Jeśli się nie wyprowadzicie, nie odizolujecie (chociaż i to może nie pomóc), to zawsze będziesz cierpiała. Twój mąż jest przyzwyczajony do "rządzenia", kupił domek nad jeziorem dla całej rodziny - nie dla niego i dla ciebie, ale dla całej swojej rodziny.
Jasno ci powiedział, że jeśli coś pójdzie nie tak, że jeśli pokłócisz się z teściową, to on weźmie jej stronę, a ciebie może nawet wyrzucić z ICH domu.
To na prawdę chora sytuacja
Nawet nie wiem co poradzić oprócz tego, co napisałam na początku - odizolować się we dwoje.
nie jestesmy malzenstwiem, plany sa tylko ze ja zaczelam sie ich bac,tzn. ślubu, bo po co on mialby byc? skoro jako zona i tak niewiele mialabym znaczyc.
Zgadza sie, dom kupil dla swojej rodziny bo moja mieszka 700 km od nas i wiadomo ze nie beda przyjezdzali a on planuje juz radosne swieta w gronie swojej rodziny.Kilka razy zwrocilam uwage ze moja rodzina tez jest, ale coz.....
wiem ze mozna przeciez odejsc tylko ze ja bysmy byli razem przenioslam sie w jego strony, zerwalam kontrakt w poprzedniej pracy i teraz placę w ratach duza kare i tak przez 2 lata jeszcze. 3/4 mojej wyplaty teraz idzie na pokrycie moich dlugów. I niestety zdaje sobie sprawe ze on ma swiadomosc ze moze sobie na takie zachowanie pozwolic bo nie odjede bo tak na prawde nie mialabym z czego zyc. Rodzice pomóc mi nie moga bo zyja dosc skromnie, poza tym to byla moja decyzja a oni ja odradzali. mama powtarzała mi ze mężczyzna tylko wtedy poszanuje kobiete jak ta ma swoje pieniadze i pracuje bo inaczej bedzie zawsze tak jak on chce, i teraz moge przyznac jej racje.....mam straszne poczucie własnej glupoty i naiwności, a rozmowy niewiele wnoszą....
próbuje znalezc rozwiazanie by nie stawiac na ostrzu noża, i nie kazać wybierać miedzy soba a matka bo to by bylo nie fair, w koncu ja etz mam rodzicow, tylko nie wiem jak do niego dotrzec, zeby wiedzial jak mnie rani
Dla tego zawsze odradzam związki, gdzie ludzi dzieli duża odległość. Zwłaszcza, jeśli mają pracę tam, gdzie mieszkają. Gdybym wszedł teraz w taki, to byłaby prosta piłka - albo moja droga przyjeżdżasz do mnie, albo żegnaj. Osoba, która przyjeżdża, zostaje na łasce drugiej osoby. Jeśli dodatkowo ta druga jest bardzo związana z rodziną, to już totalna porażka.
Uciekaj. To nic, że problemy finansowe itd. - popadłaś w pewną formę niewolnictwa i on o tym wie. I jego rodzina wie. Będziesz musiała robić wszystko to, co oni chcą. Teraz masz jeszcze szanse na łatwe ułożenie sobie życia ponownie.
on ma już zone-mamusie, odejdź
Co to znaczy, że nie odejdziesz, bo sobie nie poradzisz finansowo? Pracowałaś w swoim miejscu zamieszkania, pracujesz teraz więc to oznacza, że sobie dasz radę! Nie nakłaniam cię żebyś się z nim rozstała, ale przeraża mnie to, że mówisz, że nie odejdziesz, bo nie będziesz miała z czego żyć!
Ja również mam męża, który jest syneczkiem mamusi. Do chwili, gdy teściowa była ok, ja również byłam ok. Ale w pewnym momencie powiedziałam dośc. Powiedziałam, że albo zmieni relacje z matką, albo ja się wynoszę. Na szczęście mój mąż wybrał mnie. Wolałabym jeśc suchy chleb i popijac go wodą niż po tekście "jesli bedziesz budowała mur miedzy mna a matką to przegrasz" patrzec na tego człowieka.
Zastanów się jak długo wytrzymasz poniżanie i po co? A co zrobisz, gdy zaliczysz tzw. wpadkę? Wtedy dojdzie wojna o dzieci, w co je ubierac, jak karmic itp. Zastanów się, czy w przyszłości chcesz urodzic dzieci swojemu facetowi i jego mamusi...