Drogie Mamy,
Czy będąc w ciąży bałyście się, że nie będziecie w stanie pokochać własnego dziecka po narodzinach? Że instynkt macierzyński nie zadziała? Zastanawiałyście się w ogóle nad takimi kwestiami czy nie przyszło Wam to na myśl?
Przyszło. Zadziałał.
Bardzo chciałam mieć dziecko jednak kiedy ciąża sie pojawiła nie było jakieś bezgranicznego uczucia miłości. Całą ciążę zastanawiałam się czy będę dobrą matką bo jakoś nie czułam że ciążą to właśnie ten upragniony bobas. Takie sprzeczności. Po urodzeniu było raczej zdziwienie
O jaki malutki, rety to moje, itp. Dopiero kilka dni po porodzie dotarło do mnie że już jestem matką i zdałam sobie sprawę że nie wiem kiedy pokochałam bezgraniczne tego brzdąca
Urodzenie dziecka to wielki cud i wymaga czasu oswojenie się z nową rolą.... i nowym człowiekiem ![]()
Ja miałam dokładnie takie same odczucia co Caro. Tylko mnie jeszcze dodatkowo ogarnęła panika, bo trafił mi się egzemplarz kolkowy. I mialam nawet myśli, że mógłby go ktoś zabrać i ja bym nawet nie tesknila - strasznie mnie te myśli przerażały.
Ale miłość przyszla gdzieś po 2 tygodniach i rosła z każdym tygodniem i teraz nie wyobrażam sobie życia bez tej mojej marudy ![]()
W momencie gdy miłości do dziecka jeszcze nie było miałyście wyrzuty sumienia, albo bałyście się przyznać do tego najbliższym? Czy wiedziałyście, że to normalne i spokojnie czekałyście na falę uczucia?
Nienormalne by było gdybyś się nad tym NIE zastanawiała, bo to mogłoby oznaczać depresję poporodową. Przed urodzeniem dziecka takie lęki są chyba naturalne. A po porodzie one zostają i instynkt musi je zagłuszyć.
To jak z potworem w szafie. Pewnego dnia zdajesz sobie sprawę, że zniknął ![]()
Obawa jest ok, niechęć do dziecka jest groźna bo może sugerować depresję. Ale to się dzieje po porodzie. Przed porodem to tylko potwory z szafy
każda jakieś ma ![]()
7 2014-06-10 13:15:09 Ostatnio edytowany przez LeeBee (2014-06-10 13:36:17)
W momencie gdy miłości do dziecka jeszcze nie było miałyście wyrzuty sumienia, albo bałyście się przyznać do tego najbliższym? Czy wiedziałyście, że to normalne i spokojnie czekałyście na falę uczucia?
Jasne że miałam wyrzuty sumienia. Przecież w końcu jak można nie kochać upragnionego i wyczekiwanego dziecka. Nikomu sie nie przyznawałam bo to mi się wydawało takie nieludzkie.
Tyle się naczytalam że po porodzie miłość przychodzi natychmiast a tu takie zdziwienie. Balam sie że to się nie zmieni, ale sie zmieniło ![]()
Ja się bałam, bo cała ciąża mi, brutalnie mówiąc, zwisała i powiewała. Ale w momencie położenia mi dziecka na piersi magia
przyszła, oszołomiła i odebrała wręcz oddech.
Też tak miałam, że ciąża, tym bardziej, że właściwie żadnych dolegliwości związanych z nią nie odczuwałam, była taka jakby "osobna" ode mnie. Żadnego głaskani brzucha, przemawiania do nienarodzonego dziecka i jedyne zmartwienie - jak to będzie jak maluch nie będzie spał w nocy - a ja tak lubię spać. Potem, gdy urodził się starszy i leżał przez około półtorej doby w inkubatorze - poszłam go raz zobaczyć, postałam, popatrzyłam i spokojnie wróciłam sobie na sale poczytać książkę. Dopiero jak mi go przynieśli już na stałe i leżał koło mnie dotarło do mnie, że jego życie było zagrożone. I dopiero wtedy pojawił się strach, że mogło by go nie być...
Myślę, że to zależy od kobiety, jedna wyznaje już miłość do dwóch kresek na teście a druga dopiero wtedy czuje miłość do dziecka, gdy leży ono w jej ramionach.
A ja się zastanawiam - jako że dzieci ogólnie nie lubię - czy będę swoje wnuki kochać... ![]()