Witam Was moi drodzy
To mój pierwszy post na forum. Piszę do Was ponieważ chciałam poznać Waszą obiektywną opinię na pewien temat, ewentualnie wysłuchać propozycji do co rad jakie dla mnie macie.
Jakiś czas temu zbliżyłam się z pewnym facetem. Znaliśmy się wcześniej na stopie koleżeńskiej jednak kilka długich i intensywnych spotkań i coś tam między nami zaiskrzyło. Odzywał się, intereował się co u mnie, proponował spotkania, ja też w sumie inicjowałam kilka razy kontakt. Czułam że czasami nawet cieszy się z tego że przjawiam inicjatywę, może w jakiś sposób czuł się ważny. Wszystko było ok, do czasu kiedy to zauważyłam że facet zaczął się wycofywać - zmniejszył intensywność kontaktów, cały czas mówi mi że jest zapracowany i że nie ma czasu. Chyba też zamknął się nieco emocjnalnie w swojej skorupie. Jak wyszedł to tylko na chwilę - przyciągnął mnie znowu swoją otwartością po to aby znowu się schować w skorupę i się oddalić. Wiem (powiedział mi o tym sam), że nie myśli narazie o poważnych związkach, potrzebuje czasu aby sobie poukładać pewne rezczy, chyba jeszcze nie jest do końca wyleczony po rozstaniu (tak coś się domyślam ale to moja subiektywna opinia)
Ja nie oczekuję od niego deklaracji związku (sama nie wiem czy jestem na niego gotowa, też jestem po przejściach) jednak mam wrażenie że on nawet nie jest pewny czy chce się ze mną spotykać, miesza mi strasznie w mojej głowie, to zbliża to oddala się następnie, jego zachowanie jest conajmniej dziwne ale na początku wydawało mi się że był sobą przez jakiś czas i było super, teraz jakby go dopadły jakieś lęki przed związkiem, przed rozwojem tej relacji ze mną w coś poważniejszego.
Można powiedzieć do mnie - weź wrzuć na luz kobieto, bądź cierpliwa, nie nalegaj i nie naciskaj itd. Oczywiście mam swoją godność i nie latam za nim jak głupia :-) Ale ja zastanawiam się czy w ogóle fakt że facet się zastanawia i to ucieka to się zbliża - czy to w ogóle dobrze rokuje na przyszłość. Im dalej w las tym więcej takich wątpliwości może mieć. Można w sumie dać temu szansę i czekać na rozwój sytuacji tylko jest jedno ale...ja czuję się zdezorientowana i nieco odstawiana na półkę w jego momentach schowania się w skorupę. Nie powiem bo nawet jak się odsuwa to interesuje się co u mnie, zaczepia mnie ale nie proponuje spotkań i jest jakiś dziwny jakby zimny i zamknięty. Generalnie po prostu nie wiem o co mu chodzi. Taki stan zawieszenia może trwać bardzo długo, on się będzie zastanawiał, ale nie weźmie pod uwagę że ktoś przez jakiś czas może się przykładowo zaangażować i dla drugiej strony może to być przykre (nie mówię tragiczne bo to nie miłość póki co, ale po prostu przykre). Bo są naprzykład chwile gdzie ja bym chciała go bardzo zobaczyć, spędzić z nim miło czas, ale on jest w fazie zamknięcia. Pytam się siebie zatem jak znajomość ma się rozwijać skoro nie będziemy się widywać, chyba raczej nie ma takiej szansy.
Jakby ktoś z Was zapytał czego tak naprawdę od niego chcę to mówię od razu że nie nastawiam się na miłość życia, nie jestem zdesperowaną kobietą oczekującą miliona zapewnień. Po prostu zbliżyłam się do niego, poznalam go lepiej, coś zaiskrzyło i chciałam za tą iskrą podążyć. Jednak fakt że nawet nie wiem czy on chce się ze mną spotykać bo nie ma w tym konkretu - nie ukrywam że męczy mnie bardzo. Chyba lepiej już by było jakby się wycofał całkowicie wtedy byłoby wiadomo co i jak. To co jeszcze zauważyłam to tendencja do jego życia z dnia na dzień. Mam wrażenie że nie chce być uzależoniony od niczego i nikogo.
Myślałam aby z nim porozmawiać ale boję się w tym jednego - jego nadinterpretacji mojego punktu widzenia. Może dorobić sobie historię że się zakochałam w nim po uszy i chce od niego deklaracji związku, narzeczeństwa, małżeństwa...
Ktoś coś podobnego przeżył? Jak sobie radzicie z taką sytuacją? Może Panowie jacyś się wypowiedzą jak to wygląda z ich strony?