Proszę, pomóżcie mi, bo zwariuję !
Nie wiem już, co robić! Jedyne co wiem, to to, że cała ta sytuacja jest moją winą. Byłam zbyt miękka, zbyt dobra, zbyt pobłażliwa a on to po prostu perfidnie wykorzystał.
Kiedyś pisałam w jednym wątku o pewnej dziewczynie(jednej z wielu), którą tu opiszę, ale tamten wątek nie ma już kompletnie sensu.. wyszło wiele faktów na jaw, sytuacja bardzo się zmieniła.
Opiszę wszystko od początku. Będzie tego sporo, więc liczę, że znajdzie się kilku smiałków, którzy przeczytają to do końca.
Ja mam 27 lat, on 28.
Na początku sierpnia 2013 roku na jednym z portali randkowych poznałam A. Po kilkudniowej wymianie zdań przez internet postanowiliśmy się spotkać. Mówił, że jest sam i szuka poważnego związku.
I tak zaczęliśmy się spotykać. Jednak coś zaczęło mnie niepokoić... zaczął mówić, że ma przyjaciółkę od 10lat i że nigdy między nimi niczego nie było. Spotykali się praktycznie co 2 dni. Pisali do siebie mnóstwo smsów (o tym dowiedziałam się później). Zaczęło mi się to nie podobać.. ale postanowiłam ją poznać, bo chciałam wiedzieć o co tak naprawdę chodzi. On podał swojej "przyjaciółce" mój nr gg. I tak porozmawiałam z nią. Zauważyłam, że ona od niego niczego nie chce, ale określiła ich znajomość jako "specyficzną". Mówiła, że A. chciałby pójść z nią do łóżka, ale niestety to marzenie nigdy nie zostanie spełnione. I zapaliła mi czerwona lampka. Byłam już pewna, że on coś do niej czuje. Nagle ona mi powiedziała, że 2 razy byli z sobą. Czyli pierwsze kłamstwo wyszło na jaw.
Kłóciłam się przez miesiąc z A. dość często, właśnie o tą dziewczynę - K. W końcu po niecałym miesiącu doszło do spotkania w 3. Okazało się, że K. nic nie wiedziała o tym, że A. jest ze mną w związku. A co najlepsze A. wypierał się, że w ogóle łączy nas coś więcej, niż zwykłe koleżeństwo. Zdenerwowałam się. Wyszłam z lokalu w deszcz. A. nawet za mną nie poszedł, napisał tylko smsa "zapomniałaś wziąć kawy". Od tego momentu powinnam dać sobie z nim spokój... jednak A. przeprosił, a ja.. głupia, naiwna idiotka - wybaczyłam mu.
Zanim dojdę, co było później napiszę, że przez parę miesięcy A. wypisywał wyżej wymienionej "przyjaciółce" smsy o treści, że ją kocha, że chce być blisko niej, że mimo wszystko, nie może z nią się spotykać, bo źle u później, że ona z nim nie jest... widziałam te smsy. Przyparłam go do muru i mi pokazał. Tłumaczył się tym, że jest zagubiony a ja na niego krzyczę! Doszło do tego, że zdobyłam hasło na jego konta, gdzie wypisuje z koleżankami (wiem, postąpiłam perfidnie). I widziałam rozmowy z K. stąd wiem, że coś do niej czuł. No i przez parę miesiecy wypisywał m.in do niej takie wiadomości. Aktualnie skończyło się na tym, że powiedział mi(z 3-4 miesiące temu), że nic już do niej nei czuje i jest szczęśliwy, ze K. jest w związku (znalazła sobie faceta po jakims czasie). Doszło do tego, że nawet ją polubiłam i w 4 ja-A-K-jej chłopak spotykaliśmy się.
Ale wracając do tego, co było po spotkaniu się w 3 na kawie.
Parę dni po tym rozmawiałam z K. na gg. Dziewczyna była zdziwiona, że ja w ogóle jestem w związku z A, a to dlatego.. iż przecież on już jest w związku z O. Także oto sprawy nabrały zupełnie inny obrót.
O. wyjechała do pracy na 2-3 miesiące do Holandii, więc A.wziął się za podrywanie dziewczyn na portalach randkowych i wyrwał mnie.
Próbowałam dowiedzieć się prawdy od A. ale zaklinał się, że to już dawno skończone. W końcu pewnego dnia na spotkanie z A. wzięłam laptopa i kazałam mu pokazać mi tą dziewczynę na fb. Znów nie chciał, ale w końcu pokazał. Co zauważyłam ? O. miała napisane na fb, że jest w związku z A. chciałam wyjść z lokalu, gdy to zobaczyłam. On mnie zatrzymywał.Wymyślił historię o tym, że nie może zlikwidować statusu, bo... O. wtedy popełni samobójstwo i on się o nią boi! Oczywiście jestem idiotką,ale nie taką, żeby uwierzyć w takie brednie. Lecz A. zaklinał się na wszystko, że tak jest. A ja chwilę później napisałam do niej.. A. spanikował. poszłam do domu i się wszytskiego dowiedziałam od jego dziewczyny.
A. omotał mnie. Mówił, że to zakończone... itp. że chce tylko mnie i takie podobne brednie, a ja... cóż bardzo mi zależało na nim. Wybaczyłam.
O. przyjechała po paru dniach do PL. Więc A. spotkał się z nią u niej w mieszkaniu! A na dość tego... spał z nią całą noc w jednym łózku(podobno do seksu nie doszło). Na następny dzień spotkał się ze mną i udawał, że nic się nie stało i nigdzie nie był. Dowiedziałam się o tym z jego rozmowy na gg z K. Cóż..... wybaczyłam. W końcu mówił, że kocha... a skoro kocha, to chyba jest to prawda? Wiem,wiem... mówić można wiele... ale dalej piszę. Powiedziałam O. że spałam z A.
O. się wkurzyła i nie chciała znać już A. bo zdrady nie wybaczy.
Mimo wszystko O. przewijała się cały czas przez nasz związek. Przez całe 10 miesięcy A. wypisywał do O. smsy.Że tęskni, że kocha... a mi mówił, że on taki biedny, zagubiony, zaburzony. Najpierw wymyslił, że ma borderline, później że jest narcyzem... zwalał swoje zachowanie na wiele chorób i wmawiał, że tylko ja jestem tak dobra i mu pomagam wyjść z tych chorób. A mi się robiło już go żal. I tak mu wybaczałam.
Ale idziemy dalej. Przed Bożym Narodzeniem A. podczas kłótni znów założył konto na portalu randkowym. W Boże Narodzenie poznał N.
Sylwestra spędziliśmy osobno, właśnie ze względu na kolejne jego flirty i podrywanie. Kłóciliśmy się o N. Mimo to, zawiózł mnie do koleżanki i przed wyjściem z auta obiecał, że będzie grzeczny i z N. nie będzie już rozmawiał.
Wiem, że jednak po przyjechaniu do domu od razu do niej napisał i rozmawiali o seksie. Podniecał się jej piersiami (dość sporymi - podobnymi do moich), oraz rozmawiali na skype... co tam ona jemu pokazywała, nie wiem.
Powiedziałam mu, że wiem o jego rozmowie z N. Jak on mnie przepraszał! Prawie na kolanach. Mówił, że nie był mnie pewien (ale w końcu jak mnie odwoził do koleżanki wyznał mi miłość?). I że zerwie z nią kontakty raz na zawsze.
Był błogi miesiąc ciszy. Żadnych flirtów, koleżanek.. no był grzeczniutki! Aż tu nagle zaczął wypisywać do niej smsy. Powiedział, że nie wie, czemu to zrobił. Pokłóciliśmy się. Podczas kłótni zaprosił ją na fb. Jeszcze większa kłótnia była, lecz nic już sobie z tym nie robił. Spotkał się z nią. Ona o mnie wiedziała, tylko i wyłącznie dlatego, że to była kolejna dziewczyna do której się odezwałam i powiedziałam, że A. jest zajęty.
Ma z nią kontakt to dziś, mimo iż ona wześniej nie chciała go znać, bo ją okłamał, że ode mnie odszedł . Niedawno znów zaczęli z sobą pisać i spotkali się 2 raz. On jej gadał, że ze mną nie jest (to samo co kiedyś). Także historie znajomości A. z N. już poznaliście.. w mięzyczasie (w marcu albo lutym) A. zaczął podrywać koleżankę w pracy. W międzyczasie oczywiście podrywał N. a mi mówił, jak bardzo mnie kocha...
Ale wracając do koleżanki z pracy. Dziewczyna 10 lat młodsza... z rudymi włosami (A. ma fioła na punkcie rudych włosów.. miał dużo kobiet właśnie z takim kolorem na głowie). Z tego co wiem chowali się przed przełożonymi, żeby rozmawiać, pisali do siebie słodkie smsy. Raz się spotkali (on w tym czasie był ze mną nadal). Ona nic o mnie nie wiedziała (dopóki oczywiście się nie odezwałam do niej i nie uświadomiłam, że A. to flirciarz i jest zajęty). Wiem, że na spotkaniu smyrała go po szyi. D. bo ma taką literę ma imię była nim zauroczona. A. proponował jej wyjście do kina, na spacery, na kawę, lody i nawet zapronował to, że przyjedzie do niej do domu - oczywiście będąc ze mną. Wiem o tym z ich rozmów na fb (hasła już nie miałam, ale spotkałam się pewnego dnia i wymusiłam na nim, żeby mi to pokazał). Także o romansie z panią D. napisałam. Dodam tyle, że gdy dowiedziałam się o D. to odeszłam od niego na miesiąc. Chciałam o nim zapomnieć... i poszłam z kimś do łóżka. Później A.zaczął błagać bym wróciła, więc powiedziałam mu o tym, że z kimś się przespałam. A. wybaczył jednak twierdził, że go zdradziłam. Dla mnie to zdradą nie było, bo w końcu z nim nie byłam. Już nawet nie będę wdawać się dalej w szczegóły znajomości D. z A. Jedyne co dodam, to to, iż D. nie chce znać A.
Znów wróciłam. Znów wybaczyłam. A on? Znów założył konto na portalu randkowym. Poznał parę dziewczyn. I to jest już najświeższe. Spotkał się z kolejnymi 2 dziewczynami. Kolejnym 2óm mówił, że jest sam. Do jednej z nich napisałam, bo dodał ją do fb. Dziewczyna 8 lat młodsza. Z tamtą drugą podobno nie utrzymuje kontaktu.
No i.. sytuacja sprzed paru dni. Odeszłam od niego. Znowu. Po raz nie wiem, już który. On zarzekał się, że JUŻ będzie wierny, że nie będzie żadnej innej, że tylko ja.. ble, ble, ble.. czyli to, co zawsze. Nadal nie wybaczyłam. Choć dziś byłam temu blisko. Powiedział, że przysięga że nie będzie kłamał, że wszystko przemyślał i zrozumiał swój błąd.. aż tu nagle po 30minutach odezwała się do niego kolejna "koleżanka" z portalu randkowego, do której parę dni temu pisałam. I sytuacja ta sama "już z nią nie jestem. Ona jest wariatką". A mi w międzyczasie pisze, że JEST ZE MNĄ, mimo iż ja mówiłam, że z nim nie jestem.
To tyle moich "przygód". Jestem idioką, tyle razy wybaczałam.... tyle razy wracałam... a ciągle było to samo.
Dodam tylko tyle, że groziłam mu policją. Ponieważ nie dawał mi spokoju (tak, jak nie daje tej O. bo cały czas do niej wypisuje smsy).
Potrafi wysłać do mnie 40 smsów dziennie o treści, jak bardzo mnie kocha i chce ze mną być a w międzyczasie podrywa inne!
Pomóżcie mi, proszę! Ja już miałam myśli samobójcze. Chcę się uwolnić od tej toksycznej relacji. On nie daje mi o sobie zapomnieć. Ciągle tylko pisze i pisze...
Pragnę dodać jeszcze to, że nie liczy się w ogóle z moim zdaniem. Nie interesuje go, co mam do powiedzenia. Zdarza się, że nie czyta moich smsów. Bardzo często kpi. Ja mu mówię "nie odzywaj się do mnie" a on "odezwę się, odezwę. do wieczora, kocham cię he he".... przecież on znęca się nade mną psychicznie!
Jeszcze sprawa z jego matką. Nienawidzi mnie. Nigdy nie poznała mnie(nigdy u niego nie byłam przez 10 miesięcy!). A stąd to wszystko, bo rzuciłam studia i szukam pracy... a ona chce mieć wyrobioną, bogatą synową.
Dodam też to, że to mamisynek. Ale to już chyba ma małe znaczenie..
Jak mam się uwolnić? Pomóżcie... jak się uwolnić, skoro on cały czas daje o sobie znać.
To mnie męczy. Mam dość. Nie mam już siły. A sama sobie jestem winna... gdybym udusiła tą znajomość w zarodku (wtedy, kiedy byłam na kawie z nim i z K.).. może wtedy byłoby inaczej.
Pomóżcie!
Dodam tylko tyle, że po dzisiejszej złamanej obietnicy będę próbować robić wszystko, żeby już się więcej nie odezwać.. tylko boję się tych smsów.. ciągłego zawracania mi tyłka...
A już dostałam 8 od niego.. Jak gdyby nigdy nic " to co ? spacer jutro?"... mam dość, dość! Serdecznie dość !!! A powiedziałam mu, żeby odszedł, dał mi spokój... a on piszę, jak gdyby nic się nie stało..
Wiem dlaczego.. wiem, że on myśli, że ja i tak wybaczę... ale tak już nie będzie. Tylko pomóżcie mi!