Witam ...wszedłem tutaj bo nie wiem co robić..pierwszy raz robię coś takiego..
Dwa lata temu zaczął się nasz związek ( zaznaczę że to związek na odległość , do tego mamy wolne zawody i pracujemy w nietypowy co do czasu i miejsca sposób).Początki były fascynujące jak chyba w każdym związku.Narodziło się uczucie ,coś pięknego miłość która nie zdarzyła się dotąd w naszych życiach (ona 28 ja 38) ,,spotykaliśmy się głównie u niej i razem budowaliśmy związek.Część znajomych w jej otoczeniu była przeciwna naszej relacji ..ale po jakimś czasie zaakceptowała moją obecność .Ja niestety miałem sporo problemow osobistych (ekonomia) wchodząc w tę relacje .Nie podawałem się i walczyłem (co dzieję się do dziś).Jakieś 2 miesiące temu nastąpił zgrzyt w naszej relacji z mojej winy.Od jakiegoś czasu 2-3 miesiące pojawiły się pierwsze kłótnie i nie porozumienia.
Efektem tych napięć były słowa ,,nie widzę wspólnej przyszłości razem,,.......i nastąpiło rozstanie.....wiem że na to na pewno miała wpływ część znajomych i rodzina ..z jednej strony rozumiem żadna kobieta nie chce żyć tylko miłością . potrzebne jest poczucie bezpieczeństwa ..co jest jasne i zrozumiałe...
Kocham ją i nie mogę się z tym pogodzić że straciłem najważniejszą osobę w moim życiu..chciałbym odbudować ten związek lecz wiem że nie będzie to proste..
Nie zachowuję się racjonalnie...płacz..zamykanie się w samotności ..wspomnienia walka z myślami..zadawanie pytań jak odzyskać?co zrobiłem źle?jak to naprawić? itp...
Mija 6 dzień i nie wyrabiam sam ze sobą......zadzwoniłem lecz nie odebrała.....
czas leczy rany to pewne ale ja chce powrotu...
Co o tym myślicie ? Czy według Was jest szansa?kiedy i czy generalnie odzywać się dzwonić ,pisać smsy?
Przeglądam fora dla kobiet i facetów ,czytam i każdy ma inne podejście ..
jedno jest pewne kocham ją i nie przestane....coś takiego nie zdarza się dwa razy w życiu