Ok, mój chłopak narobił mi mnóstwo kiepskich akcji które już na tym forum opisywałam. Od tamtej pory poszedł na terapię, pojechaliśmy do Włoch odpocząć, mieć czas i siłę na kilka poważnych rozmów etc.
Staramy się oboje bardzo...
Ale przez to, że tyle razy nie wracał do domu na noce żyję w jakiejś absurdalnej paranoi. Dzisiaj idę do psychologa a on ma pojechać do kanciapy jego zespołu ponagrywać jakieś kawałki. Od kiedy mi to powiedział siedzę w pracy i nie mogę się na niczym skupić myśląc tylko w kółko "a co jeżeli nie wróci? a co jeżeli przyjdą tam też jego kumple i pójdzie z nimi pić? a co jeżeli nie będzie odbierał? czy mam co robić żeby nie siedzieć sama w domu? do kogo zadzwonić jeśli nie będzie dawał znaku życia?" ... i tak w kółko.
Czuję, że za chwilę głowa mi wybuchnie od tych myśli.. Już nie mogę z nimi wytrzymać ale wizja powtórki z rozrywki jest tak przytłaczająca...
Ktoś coś doradzi? Jak się uspokoić i uwierzyć, że będzie dobrze?