Potrzebuję rady ...
I odpowiedzi na pytanie, czy powinnam dać jeszcze szansę, czy skończyć i zapomnieć na zawsze ?
jesteśmy "razem" 13 lat. Z przerwami ... 7 lat małżeństwa. mamy pięcioletniego synka.
Początki naszego związku były udane, byliśmy młodzi, bez zobowiązań, dobrze się bawiliśmy, mieszkaliśmy razem. Trwało to dwa lata. Potem okazało się, że ON często wychodził na nocne eskapady z kolegą. Po jakimś czasie wyszło na jaw, że nie były to wyścigi uliczne jak mówił, ale imprezy u dziewczyny której nienawidzę i która proponowała mojemu wtedy chłopakowi sex bez zobowiązań. Dowiedziałam się o tym i zerwałam z nim. Poznałam kogoś, to była szybka i intensywna znajomość. Skończyła się fiaskiem i po 9 miesiącach wróciłam do mojego obecnego jeszcze męża.
Wzięliśmy ślub, chcieliśmy mieć dziecko, staraliśmy się o nie długo.
Zaszłam w ciążę - pierwsze dwa tygodnie euforii i zaczęła się gehenna. Ciąża była zagrożona, krwawiłam, brałam leki, lądowałam kilka razy w szpitalu. On balował ciągle, nie mogłam w ogóle na niego liczyć, całą ciążę przepłakałam. Urodził się syn. Chory. Zaczęło być jeszcze gorzej, mieszkałam z dzieckiem kilka miesięcy w szpitalu, nasze stosunki pogorszyły sie jeszcze bardziej. Brakowało szacunku, były wzajemne pretensje i wyzwiska, brak wsparcia. jedynymi osobami na jakie mogłam wtedy liczyć byli moi rodzice. Do dziś on mi to wypomina i nienawidzi mojej matki, za to że powiedziała mu, że nie będzie tolerowała tego jak on mnie traktuje.Wróciliśmy z synkiem do domu. Nasze stosunki bardzo się ochłodziły oddaliliśmy sie od siebie zupełnie, żyliśmy obok.
Po dwóch latach on poznał dziewczynę. Łatwą lekka i przyjemną. Wyprowadził się. Ciągłe imprezy, nadużywanie alkoholu i sex z inną. Tęskniłam, chciałam żebyśmy byli rodziną. Walczyłam żeby wrócił. Wrócił po kilku miesiącach. początkowo było znośnie, ale nie umiałam mu zaufać. Którejś nocy przyznał się, że pierwszy raz zdradził mnie półtora roku po ślubie. z zemsty za tamtego faceta sprzed lat. Zaczęła sie huśtawka, kolejne "koleżanki" moja zazdrość. Wyjeżdżał na konferencje, umawiał się z nimi na sex sms-ami, na facebooku, w mailach. Ciągle utrzymywał kontakt z tą przez którą się wyprowadził. Nie ufałam mu, sprawdzałam, kontrolowałam, co jakiś czas na jaw wychodziły jego kłamstwa. Pił, dużo ... za dużo.
Poszliśmy na terapię. Oboje. Indywidualną. Powoli zaczęłam przeglądac na oczy. wreszcie postanowiłam odejść.
W ubiegłym roku wyszedł na imprezę. Znowu SAM zawsze wychodził sam. zadzwoniłam do niego, nie odbierał. Telefon "sam sie odebrał" widocznie coś nacisnął. było cicho. trudno zinterpretowac te dżwięki jakie słyszałam, ja oczywiście dosłuchiwałam się najgorszego. W pewnym momencie ktoś wszedł do pokoju w którym był. zapytał "co wy tu robicie? " odpowiedziała kobieta ... był z nią w jednym łóżku. Już od niego dowiedziałam się, że to była ona. Kobieta do której wyprowadził sie dwa lata wcześniej. Tego było zbyt wiele ..
Ale znowu dałam sie namówić. Tym razem na terapie rodzinną. Poszliśmy kilka razy. Rozmawialiśmy o problemach jakie nas podzieliły. Alkohol, niedojrzałość, moja mama, jego kobiety. terapeutka zapytała mnie czy ja jestem masohistką ? ... Tak ... przejrzałam na oczy. Byłam.
Któregoś dnia wylądowałam z dzieckiem w szpitalu, jego od trzech dni nie było w domu. Niania spotkała go na schodach pijanego i pod wpływem jakiś środków odurzających, kiedy biegła mi przynieść jakieś podstawowe rzeczy do karetki. Znowu przepraszał, obiecywał poprawę. Jeszcze kiedy byliśmy z małym w szpitalu wszył sobie esperal. Znowu wybaczyłam. Niestety esperal się nie przyjął. trzeba go było wyjąć.
Po kilku jego kolejnych nocnych wyjściach, kiedy 3 razy w ciągu dwóch tygodni nie wrócił na noc nie wytrzymałam. Spakowałam wszystkie jego rzeczy, dałam teściowi żeby mu zawiózł. Nie chciałam go znać.
Próbował przepraszać, wrócić do nas. Nie chciałam już. Miałam dość ... zwyczajnie dość. Mieszkaliśmy osobno, powoli zycie wracało do normy. Moje spokojne, jego ciagłe imprezy. W październiku zaczął spotykać sie z kilkanaście lat młodszą dziewczyną. Bylo mi ciężko, ale tylko przez chwilę. Pogodziłam się z tym.
W marcu tego roku powiedział, ze z nią kończy. Coraz częściej wspominał, że mu nas brakuje. Byłam obojetna, nie potrafiłam mu zaufac i wybaczyć. Któregos dnia powiedział, że mnie kocha, coraz częściej kiedy opiekował się synem zostawał na noc. Tamta dziewczyna nie dawała za wygraną. dzwoniła i pisała kilkanaście razy dziennie, kiedy był z dzieckiem u nas. Powiedziałam, że nie moge tego znieść, jej ciągłych telefonów, sms-ów. Mówił, że nie umie nic z tym zrobić. w tygodniu nocował u nas, na kilka nocy wracał do rodziców. Wtedy wychodził, spotykał się ze znajomymi, pił. Ale nasze stosunki były w porządku. nie czepiałam się. Nie umiałam się zupełnie otworzyc, zostawał jakiś dystans. Nie potrafiłam z nim pójść do łóżka.
Po miesiącu zaczął flirtowac z kolejna kobietą. Nadal nocowal u nas a kiedy tylko wracał do rodziców spotykał się ze znajomymi i z nią. od czasu do czasu widywal się też z malolatką, chociaż jak twierdził jej unikał. Kiedys nie wylogował się z FB na tablecie który dał synkowi. Przeczytałam wiadomości. Jak umawiał się na imprezy z inną, zapraszał ją nad morze, na mazury. Rozmawiali o tym, że dawał jej buziaki po pijaku, pytał dlaczego go nie wykorzystała kiedy kompletnie pijanego odprowadzała go do domu.
Tak wyglądał ostatni miesiąc.
Powiedziałam DOŚĆ. Napisałam pozew o rozwód.
A on dzwoni i prosi o kolejna szansę, żebyśmy zaczęli wszystko do nowa. Bo przecież nie było żadnych deklaracji, nie wiedział na czym stoi, nie wiedział czy ja chcę z nim być, bo byłam obojętna. A ja poprostu chciałam zobaczyć czyny, nie słowa. I doczekałam się. Właśnie takich. mówi, że ja zmarnowałam szanse naszego synka na normalna rodzinę. Zupełnie nie rozumie moich uczuć, kiedy kolejny raz to ja muszę zmierzyć się z inna kobietą tuż obok. Za ciasno mi. On twierdzi, że z nia tylko pisał, nie spotykał się z nia sam na sam. I co z tego ??
Czy ja przesadzam, że nie chce juz dawac kolejnych szans, że mam już dość ? Czy to ja niszczę życie mojego dziecka ? Co ma robić ???