Kompleksy wyniesione z domu. "Nieobecna" matka i brak ojca. - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » NIEŚMIAŁOŚĆ, NISKA SAMOOCENA, KOMPLEKSY » Kompleksy wyniesione z domu. "Nieobecna" matka i brak ojca.

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 8 ]

1

Temat: Kompleksy wyniesione z domu. "Nieobecna" matka i brak ojca.

Jak bardzo brakowało mi w dzieciństwie prawdziwego ciepła, opieki i kontaktu z rodzicami - zwłaszcza z matką, uświadomiłam sobie dopiero niedawno. Dlaczego?
Rok temu urodziłam śliczne dziecko. Jest zdrowe, rozwija się prawidłowo, jest śliczne.
Niemniej jednak ja cierpię. Cierpię, ponieważ odkrywam co dzień od nowa, że nie potrafię być dobrą matką. Wiadomo, że idealnych matek nie ma ale nie o to chodzi.
o tym problemie napisze na końcu mojego posta.

A teraz - do korzeni.
Pochodzę z rodziny rozbitej. Ojciec zostawił matkę, kiedy miałam pół roku. Wychowywałam się w rodzinie składającej się z mamy, wuja, starszej siostry i dziadków (rodziców mamy).
Ponieważ mama pracowała po całych dniach, zajmowała się mną babcia i początkowo też dziadek.
Z tamtych lat pamiętam wieczne niepokoje i depresje mamy oraz złorzeczenie babci na ojca, że ten "gestapowiec", jak go określiła babcia, zostawił moją matkę na pastwę losu z dwójką ślicznych dziewczynek. Mama przez całe lata sądziła się z nim o alimenty.
Ojca nie znałam aż do 11 r.ż. kiedy to przyjechał bez zapowiedzi z "zzagranicy" i odwiedził mnie w mojej szkole (!!!).
Możecie sobie to wyobrazić. Nagle, w środku lekcji przychodzi pan dyrektor i mówi do mnie, że zabiera mnie na "wycieczkę".
Nie wiedziałam co jest grane. Okazało się, że w gabinecie siedzi mój ojciec. Rozpoznałam go natychmiast (ze zdjęć). I przeżyłam wielką trwogę, bo on chciał mnie zabrać do kawiarni na lody.
Nie pojechałam z nim. Czułam, że on jest "zły". Później rodzice i pani pedagog pochwalili mnie za tą decyzję.
Niemniej jednak w końcu razem z pełnoletnią już wówczas siostrą pojechałyśmy z ojcem do restauracji.
Było sztucznie. Nigdy nie czułam, żeby on mnie kochał, żebym w ogóle cokolwiek dla niegp znaczyła.
Warto dodać, że podczas tych 11 lat mojego życia on prawie nigdy nie pisał listów, nie próbował się ze mną zobaczyć.
Dla mnie słowo "Tato" było i jest wyrazem obcym. Nie wiem co ono oznacza.
Jedyną osobą, którą szczerze kochałam, lub może raczej, która szczerze kochała mnie, był mój dziadek.
On zabierał mnie ze sobą sadzić cebulę w ogrodzie, opowiadał wiersze, których uczyłam się na pamięć, on miał dla mnie zawsze czas, nawet kiedy był zmęczony.
To była jedyna osoba w domu rodzinnym, z którą miałam psychiczny kontakt.
Niestety dziadzio zmarł, kiedy miałam niecałe 4 lata :-(((
Babcia nie była złą kobietą. (a kto jest zły tak do końca?).
Żyła jednak nienawiścią do mojego ojca i potrafiła godzinami złorzeczyć na niego.
Ponadto, w przeciwieństwie do dziadka nie była zbyt wykształcona i nie umiała opowiadać mi bajek, czy w ogóle zainteresować się mną, jako osobą. Babcia gotowała. Pilnowała mnie, kiedy mamy nie było w domu.
Moja mama natomiast od lat wczesnej młodości była bardzo nerwowa. Już w wieku 16 lat brała środki uspokajające, ponieważ w tamtym czasie (jak zwykle) były w naszym domu "jazdy" - tzn nieustające kłótnie brata mamy z rodzicami na temat "majątku".
Mama poznała ojca kiedy miała 18 lat. Ojciec był o wiele starszy od niej. To był człowiek gałtowny i pyskaty. Nigdy nie bił mamy ani siostry ale ogólnie stosował "twardą szkołę" wychowania. np. kiedy moja siostra była "arogancka" czytaj: miała swoje zdanie na jakiś temat, to on ją karał, za niewyparzony pysk. Karą było klęczenie w kącie z podniesionymi w górę rękoma, albo bieganie po schodach góra-dół do odwołania.
Na szczęście nie doświadczyłam "jego opieki", bo jak już wspomniałam wyprowadził się gdy miałam pół roku.
Mamę moją bardzo kochałam. Ale ona nigdy w zasadzie nie miała dla mnie czasu. Nie dziwię jej się teraz. to nie jej wina. Kiedy wracała z pracy, sprzątała w domu, rąbała drzewo na opał, malowała, etc.
Robiła wszystko bo dziadek już nie żyła a babcia była słabego zdrowia.
W domu "stacjonował" jeszcze brat matki - chłop na schwał ale od niego nie szło niczego wyegzekwować. Pracował ale nie dokładał się do budżetu domowego. Był pyskaty a w razie czego potrafił postraszyć biciem.
Wszystko to pewnie sprawiło, że moja matka zawsze była nerwowa, depresyjna i rozchwiana emocjonalnie.
Nie potrafiła ze mną po prostu być.
Nie pisałabym o tym gdyby nie fakt, że wszystko to niestety odbija się na mnie do dziś.
odkąd jestem mamą, zauważam, że nie umiem się przy dziecku "wyluyzować".
Stale się spinam i staram.
Kiedy urodziłam to pierwsza myślą było "czy on mnie polubi" - dacie wiarę???
Dosłownie bałam się własnego dziecka. Tak jest do dziś. Potrafię się nim sprawnie zająć (jak się zajmowano mną). Potrafię go zabawić i rozśmieszyć (rola błazna zawsze zapewniała mi minimum akceptacji i poczucia bezpieczeństwa zarówno w szkole, jak i w domu).
Ale najtrudniej mi po prostu być z nim. Wtedy się staję nerwowa. Ja nie wiem, co znaczy proste bycie razem. Często płaczę. Dziecko to czuje i również jest przy mnie niespokojne.
Tłumaczę sobie, że nie jest źle ale czuję, że mam w sobie bezmiar pustki i nie mam czym podzielić się z dzieckiem.
Obserwuję teraz dokładnie swoją matkę. Kiedy mi czasem pomaga przy dziecku widzę jej nieobecną twarz. Jej reakcje są mechaniczne, często nerwowe. Patrzę na to i widzę siebie.
To cholernie boli.
NIe zamierzam się poddać. Mam już namiary na terapeutkę rodzinną.
Niestety takie terapie kosztuję.
Nie tracę wiary chociaż niemal codzień płaczę.
Od czasu gdy się dziecko urodziło, może raz jeden czułam, że mam z nim więź. Może kilka razy patrzył na mnie z zaufaniem, kiedy miałam go w rękach. Przeważnie jednak odwraca wzrok i staje się nieobecny. Jak ja. Jak matka. Jak moja rodzina.

Zobacz podobne tematy :
Odp: Kompleksy wyniesione z domu. "Nieobecna" matka i brak ojca.

Kiedyś czytałam artykuł o takiej kobiecie, która nie chciała mieć dzieci, chciała zajmować się karierą. Jednak jej mąż bardzo chciał i w końcu zaszła w ciążę. Kilka miesięcy po narodzinach ojciec odszedł do innej kobiety. W tym czasie tamta próbowała być dobrą matką. Jednak traktowała ona swoje dziecko jak kwiatka. Robila wszystko, zeby "nie uschło". Dawała jedzenia, picie, podnosila, gdy płakało. Nigdy jednak nie pomyślała o nim ciepło. Ona oddała w końcu te dziecko. Mam nadzieję, że u Ciebie sytuacja się odmieni.

3

Odp: Kompleksy wyniesione z domu. "Nieobecna" matka i brak ojca.

Skoro masz numer do terapeutki, to zadzwoń i skorzystaj z pomocy. A dodatkowo moje zdanie jest takie, że musisz sobie dać odpocząć od tych wszystkich myśli i czas na przyzwyczajenie i oswojenie się z maleństwem. Rozumiem, że skoro Ty nie zaznałaś tego w młodości, to będzie Ci trudno dać to swojemu dziecku, ale myślę, że to przychodzi "samo z siebie" a nie musu być wyuczone wink Będzie dobrze.

4

Odp: Kompleksy wyniesione z domu. "Nieobecna" matka i brak ojca.

Ezer, pisz proszę jak tylko zaczniesz terapię. Jestem ciekawa jak przebiega i jakie będą twoje wrażenia i odczucia.

5 Ostatnio edytowany przez Ezer (2009-09-09 00:41:24)

Odp: Kompleksy wyniesione z domu. "Nieobecna" matka i brak ojca.

Teraz napiszę coś jeszcze. Coś, co może zabrzmi nieco dziwnie, z uwagi na to co napisałam wcześniej.
Dziś spędziłam z synkiem uroczy dzień. Uroczy. nie zawsze jest tak źle, jak wczoraj.
I uświadomiłam sobie coś o czym w zasadzie wiem od dawna.
Ta ściana - jak ją nazywam - ściana pomiędzy mną a ludźmi, ten mur, którym się otoczyłam dawno temu, był murem obronnym. To nie jest tak, że ja nie mam uczuć. To nie jest tak, że jestem pusta w środku. Uświadomiłam sobie dziś dobitnie, że za moją "nieobecnością" kryje się ni mniej ni więcej, tylko lęk.
Głęboki, mroczny lęk. A wiecie jaki?
To jest lęk przed śmiercią. Moją lub, jeszcze gorzej, osoby najbliższej.
Kiedy patrzę na mojego małego, bezbronnego chłopczyka i widzę jakim jest cudem, to nachodzą mnie czarne myśli, że co by się stało gdyby nie daj Boże mi go zabrakło?
Nie wiem, czy inne mamy mają podobne lęki ale myślę, że gdy się kogoś szczerze kocha, to ten lęk zawsze się czai gdzieś w podświadomości.
Bycie matką uświadomiło mi, że za dziecko można oddać życie.
Serio. I dlatego, pomimo, że się boję będę kochać i będę otwarta. Nieobecność to tylko zasłona dymna, strach przed miłością, że można ją stracić. Ale jak się nie kocha to nasze życie już jest stracone.
Pozdrawiam wszystkie mamy.
P.S. Szczuruniu, głowa do góry! Jestem z Tobą.
P.S. 2. Tak na prawdę na kompleksy bardzo pomogła mi wiara w Boga (od niedawna).
Jak na razie idzie ku dobremu. Oby tak dalej.

6

Odp: Kompleksy wyniesione z domu. "Nieobecna" matka i brak ojca.

A może za bardzo się wysilasz żeby być dobra? Może się surowo oceniasz? Po prostu przytul swoje dziecko, powiedz do niego 'mój kochany synku',  uśmiechnij się do niego. To tak niewiele a tak wiele. I nie wymawiaj sobie, że jesteś niedobrą mamą, a już nigdy nie powiedz tego swojemu dziecku jak już będzie większe.
Jesli jesteś gotowa pójść do specjalisty z tym to idź. Może się okazać że już kilka spotkań wystarczy. Nie jesteś złą kobietą przecież, musisz tylko przepracować cośtam ze swojego życia. Sam fakt, że w ogóle zorientowałaś się, że coś może być nie tak już Cię ratuje i sprawia, że mozesz z powodzeniem się pozbyć tego czego w sobie nie lubisz.
Trzymam kciuki!:)

7

Odp: Kompleksy wyniesione z domu. "Nieobecna" matka i brak ojca.

Ezer skorzystaj z terapii .Ja pochodzę rodziny dysfunkcyjnej i zawsze brakowało mi mamy, jej obecności dla mnie .Nigdy nie znalazła czasu, chodz to dziwne była wrazliwą osobą i tak jest do dziś.Moje życie wygladało  podobnie taki mur to- jest najzwyklejszy lęk przed bliskośią.Chodziłam na terapie było cięzko ,ale odblokowałam się na wiele spraw, a przedewszystkim na dzieci, mam dwoje.Przedtem czułam to samo lek przed smiercią chorobliwie, ze cos sie stanie mojemu synkowi albo mnie i zosatanie sam ,nie mogłam oddychac tak mnie to przygniatało. Spałam przy zapalonej lampce trzymajac go za rączkę ,bałam sie przechodzic przez ulice bo mze nie zdązeW koncu coraz częsciej siedziałam w domu schodziłam tylko do piaskownicy.Jesli chodzi o dziaciaki one  kochają Cię taką jaka jesteś  to taka bezwarunkowa miłosc . Ty jesteś dobrą mamą inaczej nie zastanawiałbyś sie nad swoimi "słabościami."Musisz tylko bardziej nauczyc sie uzwnetrzniac.Ty mozesz nauczyc dziecko miłości.Mozesz mówic ,ze je kochasz ,ze jest dzielne i ,ze cos dobrze zrobiło to ma tez potem zwrot w Twoim kierunku. Boisz sie swojego dzicka ponieważ brak Ci wiary w siebie,to oczywiste po takich przejsciach.Skorzystaj z terapii koniecznie odblokujesz sie napewno ja widze po moim synku bo na niego najbardziej sie to przekładało ,ze jest coraz lepiej jesteśmy bardziej otwarci na siebie bardziej wyluzowani.Trzymam kciuki i pisz smile

Posty [ 8 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » NIEŚMIAŁOŚĆ, NISKA SAMOOCENA, KOMPLEKSY » Kompleksy wyniesione z domu. "Nieobecna" matka i brak ojca.

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024