nie wiem co dalej... pomóżcie - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » nie wiem co dalej... pomóżcie

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 46 ]

Temat: nie wiem co dalej... pomóżcie

Witajcie!
Mam problem? Jestem z moim mężem od 7 lat, 5 lat w związku, 2 lata po ślubie. Znamy się jeszcze dłużej. Kiedyś byliśmy normalną parą, niektóre rzeczy przeszkadzały mi bardziej inne mniej, ale przecież go kochałam i kocham. Faktem jest, że nigdy nie zaskakiwał mnie jakoś specjalnie, nie wychodził z inicjatywą na wspólne spędzanie czasu, prezenty kupował w ostatniej chwili, brakowało mu zaangażowania. Jednak wszystko to nie było istotne bo przecież go kochałam, a on kochał mnie. Przez te wszystkie lata wiele się działo zarówno w życiu jego rodzinny i wtedy to ja byłam dla niego oparciem i teraz w życiu mojej rodziny. Kiedy byłam dzieckiem, zginął mój tata, później wychowywałam się z ojczymem, który nigdy nie był dla mnie jak prawdziwy ojciec. Z roku na rok było coraz gorzej. Przeszłam przez piekło, znęcał się nad nami psychicznie, niejednokrotnie też fizycznie. W końcu po ślubie ja z tego piekła uciekłam, zobaczyłam, że można żyć spokojnie, bez ciągłego lęku. Jednak cały czas żyłam w stresie, z telefonem pod poduszką i strachem co z mamą i bratem którzy tam zostali. Prawie rok po naszym ślubie piekło mojej mamy i brata też się skończyło, ale wiązało się to z tym, że musiałam pomóc stanąć im na nogi, poukładać wszystko od początku. Fakt wtedy mój mąż bardzo nam pomógł, ale szczęście nie mogło trwać zbyt długo. Kiedy wszystko zaczęło się układać  mój brat zachorował na nowotwór. Walczymy z białaczką od 10 miesięcy. Niestety nie mogę już liczyć na pomoc męża. Nie potrafi zrozumieć, że mama i brat to moja najbliższa rodzina i chcę razem z nimi przejść przez tą chorobę i wygrać . Niejednokrotnie usłyszałam od męża, że kocham ich bardziej niż jego. Nie pomaga mi kompletnie nic. Nie wspiera mnie i nie rozumie. W domu wszystko jest na mojej głowie, nie sprząta, nie gotuje, często nie szanuje tego co ja zrobiłam. A kiedy już coś zrobi to słyszę ? umyłem CI wannę, posprzątałem CI kubek? itp. Nie interesuje się mną. Uważa, że on robi opłaty to wszystko inne jest w moim obowiązku. Wielokrotnie usłyszałam, że to jego mieszkanie, że jak mi nie pasuje to wiem co mam zrobić itp.  Ja z dnia na dzień jestem coraz bardziej zmęczona, cały czas pracuję, po pracy jadę do brata, wracam do domu i padam na twarz. Przez to wszystko sama zaczęłam mieć problemy z sercem, niestety tutaj też nie mogę liczyć na wsparcie męża, niejednokrotnie, kiedy wracam od lekarza, nawet nie zapyta jak się czuję. Ile łatwiej byłoby, gdyby pomógł mi w czymkolwiek. Jednak on woli zarzucać mi, że nie mam dla niego czasu, a sam wracając z pracy nie zapyta co u mnie, nie porozmawia ze mną, a włącza komputer i rozmawia z kolegami z którymi spędził cały dzień. Wszędzie przemieszcza się samochodem, a ja z językiem na brodzie biegam z autobusu na autobus, ale przecież słyszę ?to mój samochód?. Zawsze, kiedy chcę go zabrać coś mu nie pasuje. Wszystko co nie idzie po jego myśli, kończy się fochem i tygodniowym milczeniem. Jedyny argument, kiedy pytam jaki jest powód jego zachowania to ?nie kochasz się ze mną?. A ja najzwyczajniej nie mam na to siły, ani ochoty, kiedy brak w nim oparcia, pomocy, poczucia bezpieczeństwa? Nie wiem co robić?Kocham go całym sercem, ale nie chce tak żyć?

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: nie wiem co dalej... pomóżcie

Czyli oboje podchodzicie egoistycznie do tego. Poza tym jak on ma czuć tą Twoją miłość? W jaki sposób? Że mu to powiesz?

3 Ostatnio edytowany przez tosia_antosia (2014-05-18 15:08:27)

Odp: nie wiem co dalej... pomóżcie

a ja jak mam czuć jego miłość? wiele razy pisze do niego w ciągu dnia, dzwonie, mówię, że kocham, zaczynam rozmowę na co słyszę odpowiedź jednym słowem i na tym rozmowa się kończy, proszę, żeby był ze mną, a nie zamykał się w pokoju bez słowa, to nie ja stroję fochy jak panienka...ile można prosić...

4

Odp: nie wiem co dalej... pomóżcie

Ja ja i ja smile Spróbuj dać mu miłość sama od siebie, bo to nie chodzi o to, że najpierw on Tobie, a Ty mu sie wspaniałomyślnie "odwdzięczysz".
Pozniej dopiero mu wytłumaczyc, ze rozmową pokazuje Ci, ze jestes dla niego ważna. Tylko pytanie o czym rozmawiac? Jak chcesz sie wyżalić to masz przyjaciółki od tego, a z niego ciepłej kluchy nie zrobisz. Faceci nie maja takiego zmysłu rozmowy zazwyczaj, a i ci "rozmawiający" zostają przyjaciółmi, wiec tez sie tego wystrzegają.

5

Odp: nie wiem co dalej... pomóżcie

Tak wiem też z tego założenia wychodzę, ale ile można z siebie dawać nie otrzymując kompletnie nic w zamian poza wiecznymi pretensjami i fochami? To dopiero jest robienie z siebie ciepłej kluchy...

6

Odp: nie wiem co dalej... pomóżcie

Sama mowisz, ze on "fochy" strzela z tej racji, że nie czuje sie kochanym przez Ciebie mimo Twoich zapewnien. Dlatego jak wyeliminujesz to, że nie bedzie sie czuł niekochany to mozesz miec argument w tym bys dostała to samo. A jak nie to przeciez moge napisac bys go zostawiła i poszukała kogoś z kim bedziesz czuła wieksze dopasowanie emocjonalne.

7

Odp: nie wiem co dalej... pomóżcie

Nie strzela fochów bo nie czuje się kochany, tylko dlatego, że proszę go o pomoc, o to żeby posprzątał, zrobił cokolwiek, odciążył mnie chociaż trochę, bo padam na twarz ze zmęczenia

8 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-05-18 16:28:42)

Odp: nie wiem co dalej... pomóżcie

Moze jednak jestes wiecznie marudzącą, a do tego unikającą seksu? Bo jak on cos zrobi to mowi "przeciez zrobilem co kazałaś" i co dostaje w zamian? Kolejna pretensje, ze nie ma rozmowy i on sie nie interesuje Tobą. A czy on nie jest zmęczony? Czy on tez ma tyle wymagan i pretensji? Mozna zwariować - lepiej sie rozstac, jak ani tu porozumienia nie ma, ani sensownego zycia seksualnego.

9 Ostatnio edytowany przez tosia_antosia (2014-05-18 16:38:31)

Odp: nie wiem co dalej... pomóżcie

Pewnie bo lepiej nie robić nic, nie pomagać, nie wspierać, tylko robić z siebie ofiare, a np. kiedy proszę żeby pojechał ze mną do lekarza twierdzi że się nie wyrobi, a siedzi wtedy z kolegami pod blokiem to też moja winna, bo może zle poprosiłam

10 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-05-18 16:45:02)

Odp: nie wiem co dalej... pomóżcie

Oceniam to o czym piszesz, a jego wersji tez nie znamy. Jeśli pytasz czemu tak postępuje to dostajesz odpowiedź, że nie kochasz sie z nim. Dlatego musisz wyprzec ten argument. Nie znam sie na tym, ale wydaje mi sie, ze wzajemne przekomarzanie, fochanie i wymaganie czegos w zamian niewiele pomaga. A milosc polega predzej na dawaniu niz braniu (wizja niestety idealistyczna).

11

Odp: nie wiem co dalej... pomóżcie

Tak właśnie taką wizją żyłam przez cały czas, dawałam,nie oczekując nic w zamian,a teraz kiedy ja potrzebuje jego to nie mogę na niego liczyć

12

Odp: nie wiem co dalej... pomóżcie

To moze najpierw dawałaś nie oczekując nic w zamian, a teraz nagle zmieniłaś się i co on biedny ma począć? Przyzwyczaiłaś go do bycia dobrą, a teraz jesteś całkiem inna i to znak, że gdzies zgubiłaś uczucia. Tak to mozna odczytac.

13

Odp: nie wiem co dalej... pomóżcie

A może nadszedł czas ze ona ma już dość tego usługiwaia może przeszedł czas kiedy powiedziała stop i to jest mu nie na rękę bo bardzo mu to do tej pory odpowiadało, moim zdaniem dobrze ze zauważyłaś to ze coś jest nie tak , ze małżeństwo to praca i wkład dwoje stron a nie tylko jednej

14

Odp: nie wiem co dalej... pomóżcie

Tak więc tak czy siak to sama jestem sobie winna, za duzo dawalam, nie oczekując nic w zamian, teraz zle bo oczekuje za dużo. Tylko na kogo ja mam liczyc, kiedy potrzebuje pomocy jak nie na niego, najbliższą mi osobę

15

Odp: nie wiem co dalej... pomóżcie
kskrch38 napisał/a:

A może nadszedł czas ze ona ma już dość tego usługiwaia może przeszedł czas kiedy powiedziała stop i to jest mu nie na rękę bo bardzo mu to do tej pory odpowiadało, moim zdaniem dobrze ze zauważyłaś to ze coś jest nie tak , ze małżeństwo to praca i wkład dwoje stron a nie tylko jednej

Właśnie wydaje mi się, że tu jest problem, bo jak ja nagle mogę czegoś oczekiwać...

16

Odp: nie wiem co dalej... pomóżcie

A nie znasz powiedzenia, że mezczyzni oczekują, że kobieta bedzie zawsze taka sama jak na początku?

17

Odp: nie wiem co dalej... pomóżcie

Wszystko spoko, ja nie mówię, że chcę być teraz zimna i oschła bo mam taki kaprys, tylko sytuacja i okoliczności wymagają tego żeby zachował się jak mężczyzna na którego mogę liczyć,a nie jak rozkapryszone dziecko

18

Odp: nie wiem co dalej... pomóżcie

Ja sie z Tobą zgadzam, tylko do niego trzeba dotrzeć jakoś. Nie przychodzi mi nic innego do głowy, jak postarać sie byc taka jak wcześniej i w miłej (wg niego) atmosferze zacząć rozmowe o Twoich oczekiwaniach.

19

Odp: nie wiem co dalej... pomóżcie
thepass napisał/a:

Ja sie z Tobą zgadzam, tylko do niego trzeba dotrzeć jakoś. Nie przychodzi mi nic innego do głowy, jak postarać sie byc taka jak wcześniej i w miłej (wg niego) atmosferze zacząć rozmowe o Twoich oczekiwaniach.

uwierz próbowałam wielokrotnie, jest dobrze przez 2 max 3 dni i zaczyna się to samo:/ nie mam już siły i pomysłów jak do niego dotrzeć...

20

Odp: nie wiem co dalej... pomóżcie

A widzisz sens ciągnięcia tego tylko przez jedną stronę?

21

Odp: nie wiem co dalej... pomóżcie

Nie, nie chce walczyć o ten związek sama, ale to znaczy,że mam się poddać? Co zrobić, żeby on zrozumiał jak się zachowuje...

22

Odp: nie wiem co dalej... pomóżcie

tosia_antosia
Ja Cie doskonale rozumiem... nie mówie tutaj o sytuacji jaką masz w rodzinie wierze że jest Ci ciezko kazda choroba bliskiej osoby jest bolesna... ale bardzo dobrze rozumiem Twoje problemy z mężem.. my rowniez jestesmy razem 7 lat.. i tak samo jak Ty 5 lat zwiazku i 2 lata po slubie... u mnie jest to samo zero zrozumienia.. brak wsparcia.. brak czegokolwiek tylko u mnie dochodzi  fakt ze moj maz mieszka u rodzicow w innym miescie a ja mieszkam gdzie indziej... i doskonale wiem o czym mowisz.. ja rowniez zawsze robilam wszystko zeby bylo mu dobrze... wszystko poswiecilam do niego.. a nie dostaje nic w zamian... zero jakiejkolwiek pomocy.. i slysze doslownie to samo.. ZROBIŁEM CI.. wiec w czym masz problem...

Thepass
Absolutnie nie zgadzam sie z tym co mówisz... związek powinien opierac sie na wzajemnym wspieraniu i na byciu ze soba na dobre i zle... i w tym momencie powinien zrozumiec swoja zone i jej problemy a nie oczekiwac tego ze ona w takiej sytuacji bedzie chodzila radosna jak skowronek i spelniala wszystkie jego zachcianki.. wybacz ale nie o to w tym wszystkim chodzi..

23

Odp: nie wiem co dalej... pomóżcie

Jak dla mnie to jest błąd w komunikacji, ale kogo jest to wina - ciezko stwierdzic. Na pewno nigdzie nie napisałem, że mąż ma jej nie rozumiec, a ona ma udawać radosną...
Jakies rozwiazanie trzeba znalezc. Juz predzej osoba trzecia mogłaby mezowi cos przetlumaczyc, jesli sama kobieta nie potrafi. I nie znaczy to też, że to jej wina, bo przeciez obie strony muszą chcieć.

24 Ostatnio edytowany przez Lexpar (2014-05-19 08:04:16)

Odp: nie wiem co dalej... pomóżcie
thepass napisał/a:

A nie znasz powiedzenia, że mezczyzni oczekują, że kobieta bedzie zawsze taka sama jak na początku?

Z całym szacunkiem, ale ja takiego powiedzenia nie znam http://emotikona.pl/emotikony/pic/niewiem.gif a żyję już parę ładnych lat.
Małżeństwo nie jest tylko na dobre, jest też na złe.
Na kim mam polegać?
Mogę polegać tylko na żonie. Owszem, czasem marudzi, czasem jest zła i zmęczona, ale zawsze jest ze mną.
Czy tu o coś innego chodzi.
No tak, może kiedyś była młodsza, nie miała zmarszczek, ale czy to znaczy, że ja też.
Tak, ja też byłem młodszy, nie miałem zmarszczek, bardziej się starałem i nie miałem brzuszka http://emotikona.pl/emotikony/pic/2smiech.gif.
Teraz mam brzuszek i ja ją kocham a ona mnie.
Małżeństwo/partnerstwo jest na dobre i na złe.
Łatwiej jest przejść przez problemy kiedy wiemy, że nasz partner nas wspiera.
A czy autorka tego wątku ma wsparcie?
Uważam, że nie.
Pan mąż poczuł się gorszy, bo ona zajmuje się bratem.
Tylko ten jej brat to jej krew i on jej mu nie odbierze.
Nie rozumiem takiego postępowania http://emotikona.pl/emotikony/pic/niewiem.gif.
Teraz to byłby z nią jeszcze bardziej, na każdym kroku.
Teraz właśnie można zobaczyć, czy nasz partner/ka nas kocha i możemy na niego liczyć.

25 Ostatnio edytowany przez Lexpar (2014-05-19 08:10:00)

Odp: nie wiem co dalej... pomóżcie
Madelina88 napisał/a:

tosia_antosia
Ja Cie doskonale rozumiem... nie mówie tutaj o sytuacji jaką masz w rodzinie wierze że jest Ci ciezko kazda choroba bliskiej osoby jest bolesna... ale bardzo dobrze rozumiem Twoje problemy z mężem.. my rowniez jestesmy razem 7 lat.. i tak samo jak Ty 5 lat zwiazku i 2 lata po slubie... u mnie jest to samo zero zrozumienia.. brak wsparcia.. brak czegokolwiek tylko u mnie dochodzi  fakt ze moj maz mieszka u rodzicow w innym miescie a ja mieszkam gdzie indziej... i doskonale wiem o czym mowisz.. ja rowniez zawsze robilam wszystko zeby bylo mu dobrze... wszystko poswiecilam do niego.. a nie dostaje nic w zamian... zero jakiejkolwiek pomocy.. i slysze doslownie to samo.. ZROBIŁEM CI.. wiec w czym masz problem...

Niestety, według mnie związki na odległość nie mają szans.
Tylko czy Wy musicie być na odległość http://emotikona.pl/emotikony/pic/zdziwko.gif.
Dziewczyno, walnij pięścią w stół i powiedz, że to koniec takiego życia i pokaż, że Ty masz w tym związku jaja http://emotikona.pl/emotikony/pic/2smiech2.gif i zmień Wasze życie.

26

Odp: nie wiem co dalej... pomóżcie

Dokładnie chodzi mi zwyczajne wsparcie, zrozumienie i świadomość, że jest przy mnie wtedy kiedy go potrzebuję, czy to tak wiele? A ja zamiast tego dostaję ciągłe fochy, pretensje, milczenie całymi dniami :-(

27

Odp: nie wiem co dalej... pomóżcie

Lexpar
No właśnie widzisz chodzi o to ze jego tam nic nie trzyma bo nie ma tak naprawde stałego zatrudnienia... godzilam sie na to bo studiowałam dziennie i tez nie miałam zatrudnienia... było multum rozmów przeprowadzonych na ten temat.. po ostatniej rozmowie myslałam ze cos dotarło powiedziałam mu ze ja nie chce takiego zycia i jak sie nie ogarnie to bedziemy musieli to zakonczyc.. umowa była taka ze jak ja znajde prace on zacznie robic cos w tym kierunku zebysmy byli razem i ja sie tego trzymałam i glupia byłam... bo ja prace znalazłam a on w dalszym ciągu nic ze sobą nie robi... nawet nie próbuje.. i tak wszystko jest na mojej głowie wszystkie rachunki.. wszystkie decyzje.. nie potrafi mi w niczym pomoc.. nic sam zrobic.. zero.. uwierz ze staralam sie zmienic to wszystko ale juz poprostu mi brakuje argumentów i trace powoli siły..

28

Odp: nie wiem co dalej... pomóżcie
tosia_antosia napisał/a:

Dokładnie chodzi mi zwyczajne wsparcie, zrozumienie i świadomość, że jest przy mnie wtedy kiedy go potrzebuję, czy to tak wiele? A ja zamiast tego dostaję ciągłe fochy, pretensje, milczenie całymi dniami :-(

To nie jest wiele bo na tym powinien opierać się związek.. to powinno być normalną sprawą.. jak sie kogoś kocha to takie rzeczy przychodza naturalnie i z łatwością.. ja podobnie jak Ty staralam się zawsze wspierac i poprostu być.. a w zamian dostaje dokładnie to co Ty i uwierz ze ja tez nie wiem co mam dalej robic i czy w ogole jest sens to ciągnąc...

29

Odp: nie wiem co dalej... pomóżcie

Najgorsze jest to, że kocham go całym sercem a nie potrafię do niego dotrzeć. Zostałam ze swoimi problemami sama, a on jeszcze mi ich dodaje zamiast pomóc. Chciałabym,żeby było tak jak kiedyś, ale kto powiedział, że zawsze będzie kolorowo? Przysięgaliśmy być ze sobą na dobre i na złe...

30

Odp: nie wiem co dalej... pomóżcie

A moze sobie koloryzowałaś i wcale przyjazni między wami nie było?

31

Odp: nie wiem co dalej... pomóżcie

może...więc przez 7 lat żyłam złudzeniami...ze złudzeniami wyszłam za mąż? ale to moje złudzenia...a skoro moje to gdzie on miał rozum?

32

Odp: nie wiem co dalej... pomóżcie

Moze jemu pasowało wszystko dopóki był seks. Gdybac mozna, jego tu nie ma.

33

Odp: nie wiem co dalej... pomóżcie

chyba dla samego seksu się nie żenił...? po to się raczej nie szuka żony..

34

Odp: nie wiem co dalej... pomóżcie

Polemizowałbym, ale nie o tym jest ten wątek. Mowie tylko, ze pasowalo mu jak było i pasuje jak jest, gdy by był seks jak kiedyś. Pewnie też gdybys sobie sama ze wszystkim radziła, a nie siedziała mu na głowie. I nie pisze tego złośliwie. Tak sobie gdybam.

35

Odp: nie wiem co dalej... pomóżcie

szkoda tylko, że ja nie potrafię odciąć uczuć i tak po prostu mechanicznie kochać się z nim jak kiedyś, tylko dlatego, że on tego potrzebuje, a mam wrażenie, że tylko tego mu trzeba, nie mnie, nie mojej osoby, moich uczuć, mojego towarzystwa tylko seksu, nic poza tym...przykre to bardzo

36

Odp: nie wiem co dalej... pomóżcie

Wychodzi na to, że musicie isc na terapie, bo Ty nie czujesz sie kochana, on tez nie czuje sie kochany.

37

Odp: nie wiem co dalej... pomóżcie

Chętnie wziełabym udział w terapii, ale on się nie zgodzi...

38

Odp: nie wiem co dalej... pomóżcie

A może Ty jesteś dla niego za dobra? Może za dużo się starasz? Mówisz mu że go kochasz, podstawiasz wszystko pod nos?
Ja bym poszła pod prąd. Jak szczela fochy to Ty też wypnij się pupą na niego. Jak zobaczy że Tobie przestało zależeć to może być tak, że nagle sobie o Tobie przypomni.
Faceci to takie istoty że zmienisz w nich coś tylko swoim zachowaniem a nie gadaniem. Bo jak gadasz to jednym uchem wpada a drugim wypada.
Polecam książkę "Kobiety, które kochają za bardzo".

39

Odp: nie wiem co dalej... pomóżcie

Spróbuję takiego sposobu chociaż chyba już wiem jaka będzie reakcja..." Ty masz mnie gdzieś więc ja Ciebie też"

40

Odp: nie wiem co dalej... pomóżcie

Ty dużo dawałaś z siebie w tym związku, wziełaś na swoje barki za dużo a teraz kiedy znalazłaś sie w trudnej sytuacji życiowej i nie dajesz już rady tego ciągnąć to dotarło to do ciebie i myśle ze to dobrze ze zrozumiałaś swoje zachowanie i ze zaczynasz o siebie walczyć a tez to przeszłam i kiedyś brałam wszystko na siebie i niestety mąż tego nie doceniał tylko z tego w pełni korzystał kiedyś robiłam obiad taki ja on lubi i tak zawsze coś było nie tak np. za tłusto, nie ta śmietana, nie tak doprawiony nie tak ja robiła jego mama itp. dzisiaj nie gotuje wcale a jeśli to co uważam za stosowne a on jak chce to niech je a jak nie to nie - i dziwne ze kiedyś bym się przejęła ze nie je a dzisiaj jest mi to obojętne i tak zrobiłam z wieloma rzeczami innymi i choć mu sie mu to nie podoba to sauważył ze nie cały świat sie kręci wokół niego smile

41

Odp: nie wiem co dalej... pomóżcie

mam dokładnie to samo, zawsze, co bym nie zrobiła milion uwag, niby powie, że dobre, ale zawsze " dlaczego nie zrobiłaś tego tak...?", " mogłaś to zrobić inaczej..." itp itd.,
chciałabym, żeby chociaż przez chwile było tak jak ja chce, żeby chociaż raz pomyślał o tym czego ja bym oczekiwała, co by mi się podobało, a co nie, żeby choć raz dostosował swoje plany do moich i wziął mnie w końcu pod uwagę;/
nie mam już siły na taką szarpaninę...

42

Odp: nie wiem co dalej... pomóżcie
tosia_antosia napisał/a:

...niektóre rzeczy przeszkadzały mi bardziej inne mniej, ale przecież go kochałam i kocham.? Nie wiem co robić?Kocham go całym sercem, ale nie chce tak żyć?

Wiesz ...zazdroszczę. Jemu. Że taki egoistyczny i wygodny facet ma żonę, która wciąż ma wątpliwości, ale go nadal jednak kocha... I mimo tego jakim jest wobec niej - nadal z nim jest.
Zadziwiające... Tym bardziej, że widzę pewną prawidłowość: dupkowaty, chamowaty i wyrachowany egoista ma wierną i wciąż kochającą - pomimo wszystko - żonę, a facet zaangażowany i kochający - często dostaje kopa...
Czy ktoś mi to może wyjaśnić?

43

Odp: nie wiem co dalej... pomóżcie

A może mi ktoś wyjaśnić dlaczego ta kochająca, wierna żona cały czas 'dostaje po dupie' i wcale nie czuje się kochana... ten świat jest nieźle pokręcony...
Jestem cierpliwa, ale jak długo jeszcze dam radę? Nie wiem, czuję się jak tykająca bomba, która w każdej chwili może wybuchnąć:-/

44

Odp: nie wiem co dalej... pomóżcie

I wybuchniesz bo teraz już nie ustąpisz i nie będzie jak dawniej ale czy to uratuje wasze małżeństwo czy będzie to początek końca to już inna rzecz na którą wpłynie wiele czynników

45

Odp: nie wiem co dalej... pomóżcie

Może i nie jestem idealnym mężem. Długo zastanawiałem sie czy wogóle pisać tu cokolwiek, nie chce sie usprawiedliwiać tym co napisze, ale postanowiłem pewne rzeczy wyjaśnić w tym poście. Dostałem  linka z ta dyskusją od autorki tematu czyli swojej żony. Owszem nigdy nie byłem jakoś bardzo zaangażowany , nie obsypywałem swej żony kwiatami jakoś żyliśmy wspólnie kochając sie wzajemnie. Nastały ciężkie chwile z chorobą 16 letniego brata żony i od tamtej pory wszystko zaczęło sie sypać. Ciągłe codzienne wizyty zony w szpitalu spędzanie tam czasu po 2-4 h po pracy która w zależności od zmiany łącznie z wizyta w szpitalu trwała do 20-21. Może i nie ułatwiałem jej życia nie dawałem samochodu, ale wybaczcie nie widziałem potrzeby by bywać tam co dzień owszem na początku bywałem ale ileż tak można codziennie siedzieć przy 16 letnim chłopcu głaskać go po główce i mówić jak to sie bardzo go kocha. Tym bardziej że codzien w szpitalu była mama. Wszystko tolerowałem, czekałem ale postanowiłem sie odsunąć lekko w bok zająć sie praca którą wypełniałem sobie czas, podczas którego nie było żony w domu. Możliwe ze był to bład, ponieważ brakowało żonie wsparcia zrozumienia. Mnie jednak brakowało jej i dalej brakuje!!! Mówiłem by wizyty nie byly codzienne bo pojawiły się problemy z sercem , ciągłe zmęczenie,  nic to jednak nie dało. Ciągle odmawianie sexu bo zmęczona bo jej nie wspieram  bo jutro rano wstac trzeba. Bo musi czuć że wspieram. Na dzień dziejszy brat juz jest w domu, ja staram sie pracować krócej by bywać wcześniej w domu lecz nadal pojawiły sie kolejne problemy i mozna powiedzieć nic sie nie zmieniło nie szpital to ciągle wizyty domowe u mamusi, tym bardziej że mieszka 2 Bloki dalej. Jak można budować związek małżeński, rodzinę wiedząc ze gdzieś pomiedzy stoi moim zdaniem nadmierna miłość i opiekuńczość matczyna, już bez względu na chorobę. Niestety Nieodcięta pepowinka strasznie doskwiera. Ciągle telefony ciagłe smsy nawet o 22  a co, a jak, a czy to, czy tamto. Uważacie żee to normalne bo może  ze mną coś nie tak. Bardzo Kocham swoją żonę, jednak mam dosyć bycia od początku małżeństwa gdzieś na drugim planie, bo przed ślubem, żony kontakty rodzinne nie byly dla mnie az tak dokuczliwe jak sa teraz gdy mieszkamy razem. Chciałbym by czas wolny poświeciła dla siebie dla nas by prowadziła dom , nie mowie tu o codziennych obiadkach codziennych porządkach, czy byciu kurą domowa. Chciałbym by obiad niedzielny byl nasz, a nie moj żony brata i teściowej. Chciałbym cieszyć sie Naszym wspólnym życiem, jednak nie moge.

Posty [ 46 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » nie wiem co dalej... pomóżcie

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024