Witam Was serdecznie!
Na forum przyprowadziła mnie samotność. Mam około 40 lat. Przez 8 lat żyłam w (złudzeniu) związku z człowiekiem, który okazał się obcy. Od 4 lat go utrzymywałam. Myślę, że wiele osób przeszło to samo. Złudzenia, staranie się żeby wszystko było ok. Praca na 1,5etatu, obiadki, sprzątanie itp. I zatracanie siebie. A co gorsza obwinianie siebie o to, że za mało się staram. Brak czasu na własny rozwój, na własne zainteresowania. Obecnie zostałam bez pracy, a "ukochany" nie robi nic oprócz biegania do jakiegoś towarzystwa oświeconych. Nie ukrywam, sama też próbuję medytować (by wyciszyć własny umysł). Jednakże po powrocie z tego "kółka" widzę u niego tylko jakąś zimną nienawiść w oczach. Tego się nie nabywa w kontakcie z osobami faktycznie będącymi na jakimś poziomie rozwoju duchowego.Osoby, które ileś czasu pracują nad sobą nie imitują takich emocji. Raczej jest w nich miłość i współczucie. Złość jest im obca.
Mieszkam z kimś kto nie dość, że mnie nie wspiera, to jeszcze jest wobec mnie agresywny. Szukam możliwości wyjścia z opresji oraz wszelkich powodów, żeby nie musieć siedzieć w domu. Chętnie gram w ping-ponga (choć mało jest osób, które mają na to czas). Oczywiście gram rekreacyjnie, a nie na punkty. Unikam rywalizacji. Kocham zwierzęta i rośliny. Marzyłam zawsze o pracy z końmi, ale zamiast tego wylądowałam w księgowości, kadrach a ostatnio jako sprzedawca Allegro (akurat tą pracę lubiłam). Jeśli to prawda, że każdy rodzi się z jakimś scenariuszem na życie - to musiałam go mocno pozmieniać, skoro utknęłam na tym etapie.
Przyjaciół nie mam. Odkąd znajomi pozakładali własne rodziny - nie mam z nimi kontaktu. Najlepsi znajomi wyjechali w tamtym roku do Szczecina, więc tylko mogę z nimi pogadać telefonicznie.
Rodziców nie mam. A koleżanki, z którymi miałam dobre układy zostały w pracy. I często pracują po 11h.
Chwilowo mieszkam w wynajmowanym mieszkaniu w Łodzi. Będę szukała albo tańszego lokum, albo opcji zapłacenia za czynsz pracą, np. pomocą w domu, albo przy uczeniu dzieci matematyki (mam kilkunastoletni staż jako korepetytor). Będę dalej kombinować jak koń pod górę (innej opcji i tak nie mam). Ale najbardziej brak mi wsparcia przyjaciół. Tej świadomości, że na tym świecie nie jestem sama.
Przepraszam, że tak się rozpisałam.
Pozdrawiam Was serdecznie!
Olka z Łodzi
ps: jeśli ktoś jest z Łodzi i wie, gdzie są jakieś fajne spotkania (darmowe), na które warto się wybrać - bardzo proszę o info. Autentycznie nie chcę siedzieć w domu.