Witajcie,potrzebuję porady,gdyż już sama nie wiem co o tym wszystkim myśleć. Prawie od roku borykam się z pewnym problemem,mianowicie strasznie zniechęciła mnie starsza siostra mojego chłopaka. Jesteśmy razem prawie 3 lata i odkąd poznałam jego siotrę naprawdę bardzo ją polubiłam,często pytałam co u niej słychać,jak tam w pracy,prowadzi ona sklep. Problem zaczął się gdy po rozstaniu ze swoim byłym chłopakiem,poznała nowego,mimo sprzeciwu rodziny,w dość szybkim czasie zamieszkali ze sobą. Jej chłopak prowadził firmę (musiał ją zamknąć w tym roku) ,miał pieniądze,fajny samochód,mój natomiast był nim zafascynowany,stał się on dosłownie jego idolem,codziennie słyszałam jakieś relacje z życia jego "szwagra". Z początku znosiłam to spokojnie,nawet sama się tym interesowałam,ale ile można.. Fascynacja na szczęście minęła,jednak wakacje pogorszyły sprawę. Razem z chłopakiem podjęliśmy pracę w jej sklepie. No cóż,wyglądało to mniej więcej tak,że przez 9h siedzieliśmy w tym sklepie,kolejki były niemiłosierne,a jej prawie nigdy nie było,mimo że miała pracować razem z nami. Roboty było naprawdę dużo,a ona to w maku,to śniadanko zawieźć chłopakowi do firmy. My nie mieliśmy dla siebie wgl. czasu biorąc pod uwagę,że mieszkamy spory kawałek od siebie,zwykle kończyło się na zamykaniu sklepu i zmęczeni autobusem do domu,tak codziennie. Uważałam to za zwykłe wykorzystywanie,pieniędzy prawie wcale za to nie było,a krzyku kiedy chcieliśmy wyjść trochę wcześniej,wziąć dzień wolnego,albo nie posprzątaliśmy w sklepie,aż zanadto. Prosiłam chłopaka,żeby z nią porozmawiał,ale zwykle albo tchórzył,albo nic z tego nie wynikało. Bardzo zależało mi na tych wakacjach,spędzeniu czasu razem,głównie z uwagi na maturę i brak czasu,który się szykował. Niestety od tej pory jego siostra strasznie mnie do siebie zniechęciła. Mam wrażenie,że ona po prostu wykorzystuje swojego brata,kiedy otwierała nowy sklep całymi dniami pracował i jej pomagał,cała rodzina zresztą,żadnego podziękowania. Teraz sama widzę,że czasem przesadzam,ale nawet nie potrafię już słuchać o jego siostrze albo "szwagrze",wpadam wtedy w jakąś niepohamowaną złość,mimo że są dla mnie naprawdę mili,mam wrażenie,że go wykorzystują,a on nadal jest nimi tak zafascynowany,że nawet tego nie widzi,nie mówiąc o tym,że przy nich,prowadzących swoje sklepy,firmę,czuję się jak jakaś sierotka,która w życiu nic nie osiągnie. Chciałabym,żeby kiedyś mnie tak podziwiał,ale chyba marnie w to wierzę.
1 2014-04-18 23:00:44 Ostatnio edytowany przez Izabell18 (2014-04-18 23:15:37)
Izabell, myślę, że sprawy by nie było, gdybyście tej pracy w sklepie siostry chłopaka nie podjęli- tak byłoby zresztą najlepiej. Można "współpracować" z rodziną jeśli potrafi się otwarcie rozmawiać o problemach i bieżących sprawach.
Niefajne jest też to zafascynowanie Twojego chłopaka "szwagrem" - porozmawiałabym z nim o tym; nie na zasadzie wyrzutów, ale np. zaczęła rozmowę na temat.....marzeń. Jakichś tęsknot. Celów życiowych -bo to o to tu chodzi.
Można "współpracować" z rodziną jeśli potrafi się otwarcie rozmawiać o problemach i bieżących sprawach.
.
Nie, nie można.
Żadnych biznesów z krewnymi i znajomymi.Albo biznes ucierpi, albo znajomość.
Niedawno znów dostałam propozycję "pracy",ale chyba będę musiała odmówić,gdyż właśnie boję się,że to jeszcze bardziej wszystko zniszczy. Rozmawiałam już z nim o "szwagrze" i teraz sytuacja wygląda dużo lepiej
Najgorsze jest właściwie jedynie to,że nie potrafię zmienić swojego nastawienia do tych ludzi,denerwuje mnie każe słowo na ich temat,chyba nie potrafię tego wszystkiego zapomnieć..